DOBRY POMYSŁ NA ŻYCIE

 

Albo kazanie na uroczystość narodzenia św. Jana Chrzciciela

Poniedziałek 24 czerwca 2013

 

Trzeba mieć pomysł na życie. Setki znakomitych specjalistów pracuje nad tym, abyśmy kupowali gotowce wymyślone przez nich. Mniej więcej chodzi o to, abyśmy stali się sprawnym kółkiem w maszynie. Nie jest dobrze, abyśmy myśleli po swojemu, rozważali i szukali sensu.

Mamy uczyć się, potem pracować, a przede wszystkim wydawać pieniądze na niezliczone szczęścia, podsuwane nam przez koncerny starające się zawładnąć naszą wyobraźnią. Najlepiej jeśli uwierzymy w jakieś szczęście uniwersalne, produkowane w miliardach egzemplarzy, wtedy produkcja jest tania a zysk gigantyczny. Gorzej, jeżeli zaczniemy myśleć po swojemu, pytać się o co chodzi i szukać jakiejś oryginalności.

Nie daj Boże, byśmy, na przykład, zaczęli sami gotować, rezygnując z usług globalnych sieci, wciskającym (skutecznie) śmieci w nasze żołądki. McDonald i reszta dobrze to wiedzą i wpompują miliardy dolarów, abyśmy uwierzyli, że ich niesmaczne kotlety są rarytasem.

Dlatego trzeba mieć pomysł na swoje życie, wierzyć bardziej sobie i przyjaciołom niźli reklamom i bilbordom. Pomysł na życie układa się w głowie, układa się dzięki mądrym książkom, pięknym filmom. Dodać trzeba oddychanie zapachem zielonej i świeżej trawy i nocne zagapienia w pełnię księżyca. Pomocne są rozmowy z ciekawymi ludźmi i słuchanie filozofów. Wskazane są długie chwile rozmyślań nad świętymi księgami i ufność w szepty Ducha, sączone w ciszy w nasze serca. A przede wszystkim nie wolno zwątpić w Wielką Miłość, której nie przyniesie nam na tacy najbardziej przystojny kelner ani nie podaruje na kredyt żaden bank.

Na kanwie wspomnienia św. Jana Chrzciciela, z pozoru dziwaka i odludka, patrona dzisiejszego poniedziałku, przypominam, że trzeba mieć pomysł na swoje życie.

 

LITURGIA SŁOWA

 

(Łk 1,57-66.80)
Dla Elżbiety nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. Jednakże matka jego odpowiedziała: Nie, lecz ma otrzymać imię Jan. Odrzekli jej: Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię. Pytali więc znakami jego ojca, jak by go chciał nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: Jan będzie mu na imię. I wszyscy się dziwili. A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga. I padł strach na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: Kimże będzie to dziecię? Bo istotnie ręka Pańska była z nim. Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem, a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem.

Itinerarium , , , , , ,

ODPOWIEDŹ NA CAŁE ŻYCIE

 

Kazanie na 12 niedzielę zwykłą

23 czerwca 2013

 

 

Nie wiem jakie macie doświadczenia z pytaniami, które zmieniają życie. Może nawet nie są to pytania, ale wręcz wezwania. Od odpowiedzi zależy dalszy bieg życia. Takie pytania i odpowiedzi nie są jedynie grą słów, ktoś coś mówi, ty odpowiadasz i koniec.

Niektóre nasze odpowiedzi oznaczają totalny zwrot w życiu. Kiedy dziewczyna mówi „Tak” w odpowiedzi na pytanie „Czy wyjdziesz za mnie?”, rozpoczyna się nowy etap życia, rozstrzygający o całym losie. Jeśli ktoś odpowiada szczerze (i twierdząco) na pytanie „Czy przyznajesz się do winy?”, zmienia kompletnie swoje życie.

Pytania Jezusa z dzisiejszej Ewangelii „Za kogo uważają Mnie tłumy?”, „Za kogo wy Mnie uważacie?” nie są formą sondowania opinii publicznej (więcej o tym mówię w kazaniu na www.itinerarium.pl) . W zasadzie oznaczają „Czy wierzycie, że ja, wasz przyjaciel, nauczyciel, z którym jecie, pijecie, rozmawiacie, jestem Synem Boga, Mesjaszem?” Jeśli odpowiecie wyznaniem, wasze życie zmieni się całkowicie. Nie da się odpowiedzieć „Tak, i co z tego?”. Każde „tak” i każde „nie” rozpisze już do końca życia scenariusz odpowiadającego.

Nawet bez banalnego przypominania, że pytanie „A wy za kogo Mnie uważacie?”, skierowane było nie tylko do apostołów, czujemy, że w gruncie rzeczy całe życie zmagamy się z odpowiedzią na to pytanie. Jeśli odpowiemy wyznaniem, idzie za nim krzyż, miłość, solidarność, gotowość do ofiary, słowem ryzykowny scenariusz z epilogiem w postaci wiecznego życia. Wszystko oczywiście rozgrywa się w wierze – wierzę, że Jezus jest Synem Boga, wierzę, że miłość jest najlepszą formułą naśladowania Go, wierzę, że miłość jest drogą do wiecznego życia.

Ja w to wszystko wierzę, staram się wierzyć. I o taką wiarę proszę dla każdego z was.

 

Liturgia słowa        

 

 

(Za 12,10-11)
Na dom Dawida i na mieszkańców Jeruzalem wyleję Ducha pobożności. Będą patrzeć na tego, którego przebili, i boleć będą nad nim, jak się boleje nad jedynakiem, i płakać będą nad nim, jak się płacze nad pierworodnym. W owym dniu będzie wielki płacz w Jeruzalem, podobny do płaczu w Hadad-Rimmon na równinie Megiddo.

(Ps 63,2-6.8-9)
REFREN: Ciebie, mój Boże, pragnie moja dusza

Boże, Ty Boże mój, szukam Ciebie
i pragnie Ciebie moja dusza.
Ciało moje tęskni za Tobą,
jak ziemia zeschła i łaknąca wody.

Oto wpatruję się w Ciebie w świątyni,
by ujrzeć Twą potęgę i chwałę.
Twoja łaska cenniejsza od życia,
więc sławić Cię będą moje wargi.

Będę Cię wielbił przez całe moje życie
i wzniosę ręce w imię Twoje.
Moja dusza syci się obficie,
a usta Cię wielbią radosnymi wargami.

Bo stałeś się dla mnie pomocą
i w cieniu Twych skrzydeł wołam radośnie:
do Ciebie lgnie moja dusza,
prawica Twoja mnie wspiera.

(Ga 3,26-29)
Wszyscy bowiem dzięki wierze jesteście synami Bożymi w Chrystusie Jezusie. Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa. Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie. Jeżeli zaś należycie do Chrystusa, to jesteście też potomstwem Abrahama i zgodnie z obietnicą dziedzicami.

(Łk 9,23)
Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje.

(Łk 9,18-24)
Gdy Jezus modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: Za kogo uważają Mnie tłumy? Oni odpowiedzieli: Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał. Zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? Piotr odpowiedział: Za Mesjasza Bożego. Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili. I dodał: Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie. Potem mówił do wszystkich: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa.

 

Itinerarium , , , , ,

POŁUDNIOWE BIESZCZADY

 

 

Sobota 22 czerwca 2013

 

Historia może nie jest prawdziwa, ale pouczająca. Zdarzyła się ponoć podczas egzaminu na politologię na jednym z uniwersytetów.

 

Profesor pyta śliczną kandydatkę na studia:

– Proszę wymienić najważniejsze systemy polityczne, współcześnie.

Dziewczyna uśmiecha się uroczo, ale odpowiada:

– Nie znam, panie profesorze …

Zdumiony egzaminator wybałusza oczy, ale daje dziewczynie następną szansę:

– Niech pani wymieni główne ugrupowania polityczne w Polsce.

I znów młoda pani trzepocze rzęsami i rzecze:

– Nie wiem, panie profesorze …

Wykładowca wpada w lekką irytację, ale urok kandydatki robi swoje, więc próbuje od najprostszej sprawy:

– Proszę pani, a słyszała pani takie nazwiska, jak Tusk, Kaczyński, Pawlak, Miller? Hm, z czym pani się kojarzą?

Dziewczę lekko kręci się na krześle i wyznaje otwarcie:

– Nie, panie profesorze, nie słyszałam ..

Profesor wstaje, z początku niemal go roznosi wściekłość. Podchodzi do okna, spogląda, na dziedzińcu uniwersytetu kwitnie pachnąca czeremcha. I w końcu pyta dziewczynę:

– Proszę pani, a skąd pani jest?

I nagle kandydatka na politologię ożywia się, szeroko uśmiecha i deklaruje:

– Jestem z południowych Bieszczad, panie profesorze.

Profesor milknie, podchodzi jeszcze raz do okna, wciąga w płuca zapach kwitnącej czeremchy i mówi sam do siebie:

– Cholera, cholera jasna! A może by tak wyjechać w te południowe Bieszczady?

 

No tak, wiemy, że są zawirowania na naszej scenie politycznej, że o kredyty raz łatwiej raz trudniej. Niepewne wakacje przed nami, rynek pracy chwiejny. W telewizji wyścig bufonów trwa non-stop, a na ulicach miast coraz więcej stoimy, od czasu do czasu jedziemy.

Kiedy jednak już wszystko nas przywali, zmierzi i obrzydzi, przypomnijmy sobie, że są jakieś południowe Bieszczady. Każdy z nas ma jakieś południowe Bieszczady, niektóre są parę kroków od domu. A może by tak pojechać tam albo podejść?

Itinerarium , , , ,

KAWALER ZE SKŁONNOŚCIĄ DO PIWA

 

 

Piątek 21 czerwca 2013

 

Lubię to. Pewnie niemal wszyscy znamy to z portali społecznościowych. Lubienie może jest i fajne, na pewno bezwysiłkowe i niezobowiązujące. Nie zakłada żadnej aktywności i zaangażowania. Niemniej lubienie rozpowszechniło się i stało się namiastką działania.

Poza lubieniem wiele rzeczy nam się podoba i często to, co nam się podoba staje się pożądane. Nie musi być dobre, prawdziwe, piękne. Musi się nam podobać albo musimy uwierzyć, że coś się nam podoba (nad czym zresztą pracują rzesze specjalistów od marketingu). Politycy zabiegają, aby nam się podobać. Wcale nie muszą cokolwiek wiedzieć, posiadać jakieś umiejętności czy być pracowici. Trudno nie zgodzić się z twierdzeniem, że polityka stała się „sztuką uwodzenia” (o ile się nie mylę wymyślił je czeski ksiądz, Tomasz Halik), dajemy się uwodzić niezwykle banalnie.

Coś lubimy, coś nam się podoba, tak samo z ludźmi. I chyba powoli dzieje się tak, że nie umiemy chcieć. Wertując ewangelie, co rusz spotykam odniesienie do „chcę”. Jezus pyta „Czy chcesz być uzdrowiony?”, w Ojcze Nasz jest „bądź wola Twoja”, na krzyżu Jezus w ostatnim momencie mówi „Chcę!” Dobrze, że to odwołanie do wyboru i woli człowieka zachowało się w tradycji chrześcijaństwa. Przy okazji zawierania małżeństwa (ale i innych sakramentów), padają pytania: „Czy chcesz dobrowolnie i bez przymusu pojąć za małżonkę … ? Czy chcesz wytrwać w tym związku w dobrej i złej doli, dopóki śmierć was nie rozłączy?” Nie ma tam żadnych bajerów w stylu: „Czy podoba ci się ta oto panna, jej jasne loki i idealna figura oraz nieco paskudny charakter?” albo „Czy lubisz tego kawalera, jego skłonność do piwa i brak nastroju do codziennego prania skarpetek?”.

Czy chcesz … W życiu, tak myślę, liczy się to, czego chcemy i to, co wybieramy, a nie to, co lubimy i co nam się podoba. I liczą się tacy ludzie, których wybieramy. A ważni jesteśmy dla tych, którzy nas wybrali. To jest także powód, dla którego Bóg – który nas wybrał – nigdy od nas nie odejdzie, mimo, że ma powody aby czasem nas nie lubić i sami robimy codziennie wiele rzeczy, które się Jemu nie podobają.

Itinerarium , , , , , , , ,

KIEDY KUPUJĘ BUŁKĘ I KIEŁBASĘ

 

Czwartek 20 czerwca 2013

 

 

Ewangelię czytam codziennie, przysłuchuję się jej, chyba nawet dość dobrze znam. To jeszcze żaden powód do chluby i sławy. Kiedy czytam, słucham, poznaję, Ewangelia jest na zewnątrz mnie i czuję niedosyt. Czuję w głębi serca, że chodzi o coś więcej.

Mam jednak – pewnie jak i wy – takie doświadczenia, które nazwałbym kuźnią. To takie wydarzenia, kiedy Ewangelia staje się częścią mojego życia. Czasem to bardzo trudne sprawy, ale bardzo prawdziwe.

Kiedy Ewangelia staje się moim życiorysem? Kilka przykładów.

 

Kiedy mówię „przepraszam”.

Kiedy mówię „przebacz mi”.

Kiedy mówię „Okej, nie ma sprawy, zapomnijmy o tym”.

Kiedy nie oceniam kogoś źle, mimo tego, że palnął głupstwo albo zrobił świństwo.

Kiedy robię paczkę dla więźnia, a w niej herbata, kawa i pasta do zębów.

Kiedy kupuję bułkę i kilka plasterków kiełbasy krakowskiej i częstuję tym rarytasem gościa spod dworca PKP.

Kiedy słucham zwierzeń wdowy, jak wspaniały był mąż (mężowie zwykle po śmierci stają się bardzo wspaniali, nie wiem czemu, ale słyszę to bardzo często).

Kiedy wygłupiam się z dziećmi i stroję im dziwne miny, a dzieci to bawi do rozpuku.

Kiedy śpiewam „Wieczny odpoczynek” przy czyimś grobie.

Kiedy z całego serca, ze wszystkich myśli, z całych sił i z najpełniejszą duszą lgnę do Boga. I do bliźniego i do siebie samego.

 

 

Itinerarium , , , , , , , ,

FOTKA Z FATIMĄ ALBO TAMERLANEM

 

Środa 19 czerwca 2013

 

 

Razem i blisko siebie. Ludzie, jeśli trzeba i możliwe, zawsze winni dążyć do takiej relacji. Razem i blisko siebie to motto tegorocznych obchodów Światowego Dnia Uchodźcy w Lublinie, organizowanych przez środowisko naszego wolontariatu.

My, Polacy, jesteśmy narodem mocno uchodźczym, emigrowaliśmy od XIX wieku do dziś, we wszelkie możliwe strony. Przypuszczalnie około 20 milionów Polaków żyje obecnie poza granicami ojczyzny. Powody naszego uchodzenia były różne, za chlebem, z racji prześladowań, w poszukiwaniu wykształcenia albo z fantazji.

Jesteśmy narodem mocno uchodźczym, ale mocno też zamkniętym na obecność imigrantów. Hasło „Polska dla Polaków” wciąż podzielane jest przez wielu naszych rodaków, głośno czy po cichu. Kilka lat temu apelowałem o pomoc przy znalezieniu pracy dla czeczeńskiej wdowy, samotnie wychowującej w Lublinie czwórkę chłopców. Mąż zginął z rąk Rosjan w trakcie brutalnego dławienia niepodległości Czeczenii. Ogromnie ucieszyłem się z życzliwości pewnej lublinianki, z tego co wiem, wdowa pracuje w jej firmie do dziś.

W najbliższą niedzielę, w ramach obchodów Dnia Uchodźcy, środowisko wolontariatu, od lat zaangażowane w pomoc dla imigrantów, zaproponowało piękny i prosty gest solidarności z uchodźcami. Chodzi o to, aby stanąć obok kogoś z nich, zrobić wspólne zdjęcie i pozwolić, aby taka fotka zawisła w Internecie. Razem i blisko. Takie zdjęcie wprost mówi, że nie boimy się cudzoziemców, nie wstydzimy się stanąć obok nich, że zgadzamy się na ich obecność pośród nas, że ich rozumiemy i przyjmujemy. Mają inne tradycje, czasem inny kolor skóry, wyznają inną religię, inaczej się ubierają.

Do zdjęcia z uchodźcami (w większości przypadków będą to mali tancerze z zespołu „Gwiazdy Czeczenii”) zostali zaproszeni Bardzo Ważni Ludzie z Lublina. Okazało się – wierzę, że tak jest – iż prawie wszyscy Bardzo Ważni Ludzie w naszym mieście w tym dniu są zajęci i nie mogą zrobić sobie zdjęcia z uchodźcami.

Ufam, że wśród was, czytelników tego wpisu, jest wiele Bardzo Ważnych Kobiet i wielu Bardzo Ważnych Mężczyzn, którzy akurat w najbliższą niedzielę 23 czerwca, pomiędzy 15.00 a 16.30 (plac przy Teatrze Andersena, na Starym Mieście w Lublinie) nie będą koszmarnie zajęci i zechcą zrobić sobie zdjęcie z Fatimą albo Tamerlanem oraz zgodzą się wrzucić taką fotkę do Internetu. Razem i blisko siebie.

Itinerarium , , , , , ,

CO Z PERŁĄ ?

 

 

Wtorek 18 czerwca 2013

 

Jedna rozmowa z mądrym człowiekiem waży więcej niźli dziesięć długich debat z udziałem „gadających głów”. Jedna prawdziwa książka waży więcej niż sto odcinków mdławego serialu. Jedna kromka chleba bardziej gasi głód niż tafla ptasiego mleczka. Jeden dorodny szczupak więcej raduje niż stado płotek.

Wyliczam te przykłady, aby przypomnieć o wadze rzeczy, słów i zdarzeń. Nie wszystkie są tak samo ważne i mają taką samą wagę. Są rzeczy wielkiej wagi, znacznej, ale i nikłej albo żadnej. Jakąś miarą sensu życia jest zdolność wybierania rzeczy o istotnej wadze i odrzucania tych błahych i nie-ważnych. Odnoszę wrażenie, że dziś wielu ludzi jest pooblepianych kolorowymi śmieciami, jest dużo, barwnie i bez sensu, nic nie organizuje całości, trudno znaleźć zamysł w bezładnej kolekcji.

Tendencja (moda) na gromadzenie rzeczy, wrażeń, doznań i emocji jest coraz silniejsza. Modne jest spędzanie urlopów w możliwie jak największej liczbie miejsc, nawet jakbyśmy najlepiej czuli się w tym jednym, pod gruszą w Wólce Średniej. Clubbing pcha od klubu do klubu, choć być może mamy jeden ulubiony. Churching, czyli odwiedzanie co niedzielę innego kościoła, daje paletę wrażeń i możliwość porównania jakości kazań i uzdolnień organistów, ale z poszukiwaniem Boga ma niewiele wspólnego. Czy tysiąc kontaktów w telefonie jest lepszy niż trzy niezawodne?

W mojej opinii przeżywamy kryzys poszukiwania perły. Przypomnę mądrość Jezusa: Podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł.  Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją (Mt 13,45-46). Mamy kolekcje kolorowych śmieci i żadnej perły. Dziesiątki znajomych i żadnego przyjaciela. Tysiące kontaktów i żadnego oparcia. Godziny rozmów i ani jednego słowa wartego zapamiętania. Setki utworów na MP3 i brak muzyki. Kryzys poszukiwania pereł.

A przecież chodzi o to, aby odnaleźć to co ważne, co ma wagę największą. Bezcenną perłę.

Itinerarium , , , , , , ,

PELE ABRAHAM I WSZYSCY INNI

 

 

Poniedziałek 17 czerwca 2013

 

Edson Arantes de Nascimiento, czyli Pele, najlepszy jak dotąd piłkarz w historii futbolu, zaczął grać w swoim klubie w wieku 15 lat. Mając niespełna 17 lat zadebiutował w reprezentacji narodowej Brazylii i strzelił gola. Nieco ponad 16 lat miał z kolei nasz rodzimy wirtuoz piłki, Włodzimierz Lubański, kiedy po raz pierwszy zagrał w składzie polskiej jedenastki (i też strzelił gola!). Przypominam te postaci, aby przekonać was, że nie jesteście za młodzi, aby robić naprawdę piękne i wyjątkowe rzeczy.

Bernard Ollivier, francuski dziennikarz, po skończeniu 60 lat ruszył pieszo Jedwabnym Szlakiem, ze Stambułu w okolice dawnej Mandżurii, przeszedł ponad 12 tysięcy kilometrów. Wymyślił także „Próg”, niezwykłą metodę resocjalizacji młodocianych przestępców (obecnie realizowany jest w Lublinie podobny projekt „Nowa Droga”  www.nowadroga.eu), poprzez długą wędrówkę. Inny niezwykły piechur, Abraham, zaczynał drogę do nieznanej ziemi w wieku 75 lat i była to wyprawa nader udana (daleko sięgając, bez ryzyka Abrahama nie byłoby dziejów naszej wiary i pewnie Itinerarium także …). Przypominam te postaci, aby przekonać was, że nie jesteście za starzy, aby robić naprawdę piękne i wyjątkowe rzeczy.

Wieku nie mierzy się kalendarzem. Znam takich maturzystów (tegorocznych), którzy z ochotą przeszliby na jakąś pomostówkę, a potem na normalną emeryturę. I znam siedemdziesięciolatka, który zaczął niedawno uczyć się dziewiątego języka obcego, bodaj norweskiego (chce czytać Ibsena w oryginale …). Starość ima się nastolatków, a młodość nie opuszcza seniorów.

Siła serca, rozmach myśli, fantazja i wielkie wartości do zdobycia (niczym szczyty w górskim paśmie) decydują o tym, jak żyjemy. Nigdy nie jest za wcześnie i nigdy nie jest za późno, aby zacząć żyć pięknie i wyjątkowo. Pod warunkiem, że zaczniesz dzisiaj.

Itinerarium , , , , , , , , ,

BÓG Z ZAPACHEM KOBIECYCH PERFUM

 

 

Kazanie na 11 Niedzielę Zwykłą

16 czerwca 2013

 

Rozmowy bez limitu, esemesy bez ograniczeń, znamy te chwyty sieci telefonicznych, między bajki można je włożyć. Ludzie jednak lubią bajki i chcą w nie wierzyć.

Im dłużej czytam i poznaję Ewangelię, odnajduję Jezusa, który jest człowiekiem bez granic. Wszelkie ograniczenia życiowe mamy w głowach i z nich rodzą się podziały. Dzielimy ludzi na gorszych i lepszych, ładniejszych i brzydszych, miłych i niemiłych; dalej na swoich i obcych, przyjaciół i wrogów, wierzących i niewierzących. W zasadzie żyjemy w wielkiej sieci podziałów i różnic i oczywiście sami jesteśmy w tej części lepszych, mądrzejszych i milszych. Przez to jednak odcinamy się od prawdy o ludziach i życiu, skazując się w gruncie rzeczy na dość mierną egzystencję, ścieśnioną do tego, co znane i swojskie, niekoniecznie dobre czy piękne.

Czytam dzisiejszą Ewangelię i z zachwytem widzę jak Jezus łamie kolejne granice. Najpierw te kobiety wokół Niego, Maria Magdalena, Zuzanna i Joanna. Kobiety w bliskim otoczeniu proroka to była kompromitacja i powód do najbardziej kąśliwych plotek i komentarzy. Ileż razy my sami zastanawiamy się czy dobrze zrobimy pokazując się w takim czy innym środowisku, jak to będzie odebrane, czy będzie korzystne dla mojego wizerunku, co ludzie sobie pomyślą i powiedzą? Następna granica, którą Jezus przekracza bez wahania, to bliskość ze światem grzechu i zła. Gospodarz uczty, faryzeusz i reszta szacownego grona, woleli trzymać się z dala od kobiety, „która prowadziła w mieście życie grzeszne”. A Jezus? Pozwolił sobie na to, aby przesiąknąć zapachem perfum, których ta kobieta używała do zwabiania klientów. Bóg w zapachu kobiecych perfum! W innych zapisach czytamy jak Jezus potrafił wychwalać wiarę pogan, ukazując ich wyższość nad zachowującymi Prawo Żydami. Za wzór podawał przedstawicieli odwiecznych wrogów swojego narodu, Samarytan. Wyobraźcie sobie, że ktoś wokół nas zaczyna wyżej od Polaków stawiać Żydów, Niemców, Murzynów, Ruskich i Ukraińców; a ideału wiary każe szukać u bezdomnych i więźniów, a nie w szpalerach świętych.

Leonard Cohen śpiewał dawno temu („The Partisan”), że „granice są moim więzieniem”. Granice i podziały, które mamy w głowach i które potem przenosimy na sferę naszych zachowań, zubażają nasze życie, w sumie sami siebie zamykamy w celach izolacji. Syndrom granicy, jako bezpiecznej bariery, chroniącej nas przed nowym i nieznanym, owocuje także lękiem przed Bogiem, który przecież jest Wielkim Nieznanym. Bóg, aby nas zbawić, przekroczył swoje granice i stał się innym (człowiekiem), a my zbawiamy się wychodząc ze swoich więzień, wychodząc ku innym i ku Innemu.

 

Kazanie dźwiękowe: www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

 

 

(2 Sm 12,1.7-10.13)
Bóg posłał do Dawida proroka Natana. Ten przybył do niego i powiedział: W pewnym mieście było dwóch ludzi, jeden był bogaczem, a drugi biedakiem. Natan oświadczył Dawidowi: Ty jesteś tym człowiekiem. To mówi Pan, Bóg Izraela: Ja namaściłem cię na króla nad Izraelem. Ja uwolniłem cię z rąk Saula. Dałem ci dom twojego pana, a żony twego pana na twoje łono, oddałem ci dom Izraela i Judy, a gdyby i tego było za mało, dodałbym ci jeszcze więcej. Czemu zlekceważyłeś słowo Pana, popełniając to, co złe w Jego oczach? Zabiłeś mieczem Chetytę Uriasza, a jego żonę wziąłeś sobie za małżonkę. Zamordowałeś go mieczem Ammonitów. Dlatego właśnie miecz nie oddali się od domu twojego na wieki, albowiem Mnie zlekceważyłeś, a żonę Uriasza Chetyty wziąłeś sobie za małżonkę. Dawid rzekł do Natana: Zgrzeszyłem wobec Pana. Natan odrzekł Dawidowi: Pan odpuszcza ci też twój grzech – nie umrzesz,

(Ps 32,1-2.5.7.11)
REFREN: Daruj mi, Panie, winę mego grzechu

Szczęśliwy człowiek,
któremu odpuszczona została nieprawość,
a jego grzech zapomniany.
Szczęśliwy ten, któremu Pan nie poczytuje winy,
a w jego duszy nie kryje się podstęp.

Grzech wyznałem Tobie
i nie ukryłem mej winy.
Rzekłem: „Wyznaję mą nieprawość Panu”,
a Ty darowałeś niegodziwość mego grzechu.

Ty jesteś moją ucieczką, wyrwiesz mnie z ucisku,
otoczysz mnie radością z mego ocalenia.
Cieszcie się i weselcie w Panu, sprawiedliwi,
radośnie śpiewajcie wszyscy prawego serca.

(Ga 2,16.19-21)
Przeświadczeni, że człowiek osiąga usprawiedliwienie nie przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków, lecz jedynie przez wiarę w Jezusa Chrystusa, my właśnie uwierzyliśmy w Chrystusa Jezusa, by osiągnąć usprawiedliwienie z wiary w Chrystusa, a nie przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków, jako że przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków nikt nie osiągnie usprawiedliwienia. Tymczasem ja dla Prawa umarłem przez Prawo, aby żyć dla Boga: razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża. Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie. Nie mogę odrzucić łaski danej przez Boga. Jeżeli zaś usprawiedliwienie dokonuje się przez Prawo, to Chrystus umarł na darmo.

(1 J 4,10b)
On pierwszy nas umiłował i posłał swojego Syna jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy.

(Łk 7,36-8,3)
Jeden z faryzeuszów zaprosił Jezusa do siebie na posiłek. Wszedł więc do domu faryzeusza i zajął miejsce za stołem. A oto kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, dowiedziawszy się, że jest gościem w domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowy olejku, i stanąwszy z tyłu u nóg Jego, płacząc, zaczęła łzami oblewać Jego nogi i włosami swej głowy je wycierać. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem. Widząc to faryzeusz, który Go zaprosił, mówił sam do siebie: Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co za jedna i jaka jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą. Na to Jezus rzekł do niego: Szymonie, mam ci coś powiedzieć. On rzekł: Powiedz, Nauczycielu! Pewien wierzyciel miał dwóch dłużników. Jeden winien mu był pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt. Gdy nie mieli z czego oddać, darował obydwom. Który więc z nich będzie go bardziej miłował? Szymon odpowiedział: Sądzę, że ten, któremu więcej darował. On mu rzekł: Słusznie osądziłeś. Potem zwrócił się do kobiety i rzekł Szymonowi: Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała Mi stopy i swymi włosami je otarła. Nie dałeś Mi pocałunku; a ona, odkąd wszedłem, nie przestaje całować nóg moich. Głowy nie namaściłeś Mi oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje nogi. Dlatego powiadam ci: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje. Do niej zaś rzekł: Twoje grzechy są odpuszczone. Na to współbiesiadnicy zaczęli mówić sami do siebie: Któż On jest, że nawet grzechy odpuszcza? On zaś rzekł do kobiety: Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju! Następnie wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały ze swego mienia.

Itinerarium , , , , , , ,

MENEDŻER PARAFIALNY ETC.

 

Sobota 15 czerwca 2013

 

 

Świat się zmienia, choć niektórzy mówią, że staje na głowie. Zasłyszałem taką rozmowę:

 

– Ty w ogóle nie umiesz gotować! –   zarzuca on.

– Ja? Umiem, ale widzę, że nie jesteś zwolennikiem eksperymentów kulinarnych  – odparowuje ona.

 

Inną historię wyczytałem. Koneser muzyki upominał młodego skrzypka, żeby nie fantazjował i nie rzeźbił jakichś dziwnych nut. Młodzian z nieukrywaną pewnością i butą odpowiedział:

 

– Pan się jeszcze przekona! Geniusz Bacha odkryto dopiero sto lat po jego śmierci!

 

Z kolei w radiu słuchacz proponował, aby trochę uwspółcześnić nazewnictwo kościelne i zamiast „proboszcza” używać określenia „menedżer parafialny”.  Może i jakaś racja w tym jest, ale jak tu iść do spowiedzi do „menedżera”, no chyba, że komuś chodzi tylko o „okresową puryfikację sfery moralnej”.

Świat się zmienia. Nic na to nie poradzimy. Ale to wcale nie oznacza, że my musimy robić z siebie pajaców i tańczyć w rytm zmieniających się melodii. W Ewangelii i w ogóle w doświadczeniu ludzkim ukryta jest bardzo trafna wskazówka: trwajcie. Inaczej, nie dajcie się, nie tchórzcie, nie dezerterujcie i nie wariujcie. Spokojnie róbcie swoje.

Itinerarium , , , ,