WIERZĘ NIEPEWNIE

 

 

Czwartek 4 lipca 2013

 

 

Myślę, że twardych, oczywistych i niezaprzeczalnych dowodów dla wiary nigdy nie znajdziemy, choć bardzo ich oczekujemy. To jest jednak pokusa, której na przykład ulegli Izraelici w drodze do Ziemi Obiecanej. „Uczyń nam boga, który by szedł przed nami …” – wołał lud do Aarona, a ten stworzył dla nich „posąg cielca ulanego z metalu” (Wj 32). Mieli w końcu coś twardego, metalowego, pewnego w kategoriach dotyku i  wzroku. Mieli twardego ale fałszywego boga.

W Ewangelii Chrystus wielokrotnie objawiał się w sposób nieoczywisty, niepewny i nie do końca uchwytny. Najbliżsi Mu, apostołowie, często zadawali sobie pytanie „Kim właściwie On jest?”, a po zmartwychwstaniu przypuszczali, że mają omamy – „zalęknionym i zatrwożonym wydawało się, że widzą ducha”. Tę niepewność potwierdza także św. Paweł – „Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno …”

I taka chyba jest szczera wiara, niejasna, zamglona, drżąca, chybotliwa, krucha i pełna pytań. Przechowujemy ten skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas, dopowiada Paweł. Pewnie, że łatwiej jest czegoś dotknąć, coś pocałować czy zobaczyć. Idąc jednak za „twardymi dowodami”, ryzykujemy utratę świętej niepewności, zamianę kruchych naczyń glinianych na twarde i metalowe, a jednak złudne. Wierzę niepewnie i niejasno, a jednak mocno i z największą miłością na jaką mnie stać.

Itinerarium , , , , , , ,

KOWALSKI SPOWIADA KOWALSKIEGO

 

CZYLI NOWA DROGA

Środa 3 lipca 2013

 

 

Podróż, a zwłaszcza wędrówka piesza, przynosi zawsze niezwykłe doświadczenia. Nie inaczej jest w Nowej Drodze. Kilka razy wspominałem już o tym projekcie, który obejmuje w tym roku dziesięciu młodych więźniów z lubelskiego aresztu i zakłada m.in. przejście na pieszo od Lublina do Zgorzelca, przeważnie szlakami św. Jakuba. Młodzi więźniowie idą z plecakami, każdy w towarzystwie opiekuna, codziennie po 25 – 25 kilometrów, po drodze próbując patrzeć na życie pod kątem jego przemiany.

Dzisiaj, dwaj pierwsi, Paweł i Robert, dochodzą do Zgorzelca, kończąc pierwszą część projektu. Odwiedzałem ich na trasie wędrówki, rozmawiałem jeszcze wczoraj. To są już inni ludzie, po 30 dniach wędrowania znacznie przewartościowali podejście do tego, co ważne w życiu. Nie wracają do więzienia, aby kontynuować odbywanie kary, mają teraz szanse podjąć pracę i zadbać o przyszłość. Przypomnę, że podobna wersja pracy z młodocianymi we Francji powoduje, że 8 na 10 nie wraca na drogę przestępstwa. Oby podobnie było i u nas.

Wędrowanie niesie ze sobą mnóstwo przygód i wiem, że z naszej Nowej Drogi mogłyby powstać całkiem ciekawe książki. Życie ponadto zdecydowanie przerasta scenariusze filmowe i stwarza sytuacje absolutnie nieprzewidywalne. Dwie z nich dziś opisuję, a pewnie będzie ich więcej.

Jeden z młodych wędrujących z Lublina do Zgorzelca wyruszył w drogę całkowicie na bakier z Panem Bogiem. Dajmy mu na nazwisko Kowalski. Ponieważ nasi bohaterowie idą od parafii do parafii, spotykają różnych duszpasterzy, wieczorami zwykle z nimi rozmawiają. W pewnej parafii nasz Kowalski trafił na … księdza Kowalskiego. A ten skutecznie wytłumaczył młodemu, że to nie przypadek, że ksiądz Kowalski spotyka więźnia Kowalskiego. Bez problemu przekonał też młodego, że wolą Bożą jest na pewno, aby to on pojednał go z Bogiem, zresztą czasu jest mało, bo ksiądz choruje na nowotwór i nie wiadomo ile osób jeszcze zdąży wyspowiadać. Od prawie połowy trasy młody idzie z lekką duszą, uwolnioną z grzechów.

Inna  historia wydarzyła się drugiemu młodemu wędrowcowi. Na jakimś etapie rozbolał go ząb. Udało się zorganizować wizytę u pani stomatolog, dość późnym wieczorem, już po pokonaniu całodniowej wędrówki. Młody siedzi na fotelu, pani dentystka wierci  w dolnej lewej czwórce i zasypuje delikwenta pytaniami, a skąd to, dokąd, kto, dlaczego i po co. Obok siedzi opiekun i wyręcza młodego w kłopotliwej sytuacji, odpowiadając na szczegółowe pytania. Pani doktor po zapoznaniu się z pomysłem Nowej Drogi przypomina sobie, że jej córka pracuje w areszcie śledczym w Lublinie ale – referuje stomatolog – nie ma najlepszych wrażeń stamtąd. Bo na przykład, jakiś czas temu, pewien młody więzień kazał jej brać miotłę i lecieć na księżyc, bo jest wstrętną czarownicą. W tym momencie młody na fotelu zaczyna się wyrywać i niemal wpada w konwulsje. Opiekun łapie w czym sprawa.

 

– No przyznaj się … Ty to powiedziałeś?

 

Blady młodzian potwierdza, ale dopiero po upewnieniu się, że robota z wiertłem już zakończona. Potem nie może się nadziwić, że poszedł 200 km od Lublina, aby w nietypowych okolicznościach poznać matkę swojej niedobrej wychowawczyni z zakładu. Ale matka okazała się dobra, uratowała ząb, zdjęła ból, więc pewnie i córka nie jest czarownicą.

Być może każdemu z nas przydałaby się Nowa Droga, aby inaczej spojrzeć na swoje życie. Proszę, kibicujcie młodym, którzy właśnie kończą pierwszy etap i tym, którzy za kilka dni pójdą w kolejnej wędrówce.

 

PS. Więcej o przygodach młodych, którzy dziś kończą etap Nowej Drogi usłyszeć możecie w Radiu eR 87,9 Fm w Lublinie (www.radioer.pl) w czwartek 4 lipca po 16.00.

A w Internecie o projekcie poczytacie m.in. na www.nowadroga.eu

Itinerarium , , , , , , ,

MIŁOŚĆ W POŁOWIE WARKOCZA

 

Wtorek 2 lipca 2013

 

 

W harcerski batalionie „Wigry” rozkwitła w czasie Powstania Warszawskiego niejedna miłość. O jednej wiem na pewno. Basia na śmierć zabujała się w Tadeuszu a trzeba było walczyć i bić się za Polskę i za stolicę. Przed jedną z akcji dała ukochanemu pół warkocza.

 

– Masz, schowaj w panterce, zobaczysz, nic ci się nie stanie! W tym warkoczu jest cała moja miłość!

 

Miała rację, Tadeusz przeżył, ale ona straciła życie w zagruzowanej bombami piwnicy.

Pani Helena ledwo zdążyła wcisnąć do ręki syna mały medalik, bez łańcuszka. Jan, najstarszy syn, został wywieziony w 1941 r., jak wielu innych ze Stanisławowa na Kresach w głąb Rosji. Przeżył łagier, tułaczkę, ciężkie roboty. Codziennie patrzył w medalik i wspominał Matkę. Odnalazł ją po wojnie, pokazał medalik i podziękował za ocalone życie.

Bronisław i Maria to przedwojenne małżeństwo, które rozłączyła okupacja a potem jego konspiracja i długie więzienie w stalinowskich lochach. Przy rozstaniu obiecali sobie, że codziennie o zachodzie słońca wzbudzą wzajemnie myśl o sobie i zmówią krótką modlitwę. Nie widzieli się 9 lat, a potem już do końca życia zachowali tradycję posyłania sobie wieczorami, o zachodzie słońca, myśli i modlitwy.

Historie powyższe znam ze słyszenia i z czytania. Te i inne, przekonują mnie, że miłość da się zaklinać w małe przedmioty, proste rzeczy, a przede wszystkim, że chroni kochane osoby, że „we wszystko wierzy i we wszystkim pokłada nadzieję”. To działa.

 

 

Itinerarium , , , , , ,

CAŁE ŻYCIE NIE LĘKAJ SIĘ

 

Poniedziałek 1 lipca 2013

 

 

Strach ma wielkie oczy a pewnie i wszystko wielkie. Rozmawiam dużo z ludźmi, boją się różnych rzeczy. Z dzieciństwa pamiętam nieustanny lęk dziadków i osób starszych, że znowu będzie wojna. Popatrywałem w niebo, zastanawiając się kiedy nadlecą samoloty wroga.

Potem przez wiele lat widziałem wielki lęk przed władzą (komunistyczną), lęk, żeby jej nie podpaść, bo jak ktoś podpadł, nie mógł w zasadzie liczyć na pomoc, aparat partyjny miał wszystko – milicję, służby bezpieczeństwa, prokuraturę, sądy, szybkie zwolnienia z pracy (np. za nieprawomyślne, niemiłe władzy poglądy). Jak ktoś podpadł władzy (a podpaść mógł zawsze), dostawał się w mechanizmy prześladowań, dotykających jego samego i najbliższych. Ten strach widziałem niedawno jeszcze na Kubie, gdzie na przykład odbierano dom lub mieszkanie rodzinom uciekinierów z wyspy. Każdy, kto decydował się na nielegalną emigrację (innej nie było), musiał liczyć się z bardzo dotkliwymi konsekwencjami dla swojej rodziny.

Lęki współczesne są bardzo powszechne. Ponoć wpisane są w naturę systemu opartego na grze rynkowej, w której jednym z podstawowych czynników jest ryzyko. Nigdy nie ma rozwiązań pewnych, bo nie wiemy jak zareaguje popyt, kursy walut i notowania na giełdach. A w związku z tym nie ma pewności pracy, trzeba  dostosowywać się do zmieniających się okoliczności, przyszłość jest niewiadoma. W miarę pewną posadą są stanowiska sprzątaczek i stróżów nocnych, bo prawdopodobnie posadzki zawsze będą się brudzić a bram nadal trzeba będzie pilnować od zmroku do świtu.

Rośnie także, o ile się nie mylę, strach przed miłością, która zwykle dawała siłę przeciwko strachom. Dziś okazuje się, że wiele miłości to naprawdę nie-miłości, jakieś pomyłki i całkiem złudne wyobrażenia. Spotykam ludzi, którzy wstępują w związki małżeńskie, od początku z pytaniem – „Jak długo to przetrwa?”. Tak jakby „Ty i tylko ty, aż do śmierci” może jednocześnie oznaczać „Dwa, trzy lata, a potem to zobaczymy”.

Pisałem już o tym , ale przypomnę. Coraz lepiej rozumiem, dlaczego epoka Boga na Ziemi (wcielenie Chrystusa), rozpoczyna się od słów „Nie bój się …” (Maryjo – przy zwiastowaniu) i „Nie  bójcie się …” (do pasterzy przy narodzeniu Jezusa). Rozumiem, dlaczego po zmartwychwstaniu pierwsze słowa skierowane przez Jezusa do zatrwożonych kobiet brzmiały: „Nie bójcie się!” (Mt 28,5). I rozumiem dlaczego Jezus tak często mówił do swoich uczniów: „Odwagi! Nie bójcie się!”. I rozumiem, czemu całe Pismo Święte kończy się wezwaniem: „Przestań się lękać!” (Ap 1,17).

Nie mamy żadnej gwarancji co do przyszłości, nie wiemy czy jakaś szalona głowa nie dąży do podpalenia świata, nie zawsze możemy być pewni ludzi, którzy zdają się być bliscy. Polecam jednak każdemu, na nowy dzień, nowy tydzień, nowy miesiąc i nawet na całe nowe półrocze, początek psalmu 27:

 

Pan światłem i zbawieniem moim

kogóż ma się lękać?

Pan obroną mojego życia:

przed kim mam się trwożyć?

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

IDĘ ZA TOBĄ CODZIENNIE

IDĘ ZA TOBĄ CODZIENNIEKazanie na 13 Niedzielę Zwykłą

30 czerwca 2013

 

Wbrew wszelkim pozorom wiara nie jest łatwa. Entuzjastyczne okrzyki „Chwała Panu!”, „Alleluja!”, „Bóg jest wielki”, choć są prawdziwe, nie wyczerpują tajemnicy wiary.

W wierze jest także radykalne wezwanie „Pójdź za Mną”, które oznacza codzienne i bolesne wyrywanie się z przeróżnych ulubionych miejsc. Niekiedy grozi nam uprzyjemnianie życia poprzez odwoływanie się do Ewangelii i wybieranie z niej co ładniejszych fraz. Odwracamy sprawę, to nie my jesteśmy do dyspozycji Boga, ale chcemy skłonić Go do sprzyjania naszym interesom.

Dzisiejsza Ewangelia mocno przypomina, że codziennie muszę odspawać się od swoich wyobrażeń szczęścia i zbawienia. Codziennie słyszę głos Chrystusa „Pójdź za Mną”, a to wymaga ode mnie ruchu, porzucania ciepłych azylów. Codziennie szukam Chrystusa, a to oznacza, że muszę iść, porzucać rzeczy, patrzeć w Niego, nie zgubić Go.

W Ewangelii o apostołach i uczniach mówi się, że „chodzili za Nim”, o innych, że „odtąd już za Nim nie chodzili”, albo „odeszli”. Z wielką ufnością, ale i pokorą, wyznaję: „Pójdę za Tobą, dokądkolwiek Ty  się udasz!”

 

Kazanie dźwiękowe: www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

 

(1 Krl 19,16b.19-21)
Pan rzekł do Eliasza: Elizeusza, syna Szafata z Abel-Mechola, namaścisz na proroka po tobie. [Eliasz] stamtąd poszedł i odnalazł Elizeusza, syna Szafata, orzącego: dwanaście par [wołów] przed nim, a on przy dwunastej. Wtedy Eliasz, podszedłszy do niego, zarzucił na niego swój płaszcz. Wówczas Elizeusz zostawił woły i pobiegłszy za Eliaszem, powiedział: Pozwól mi ucałować mego ojca i moją matkę, abym potem poszedł za tobą. On mu odpowiedział: Idź i wracaj, bo po co to ci uczyniłem? Wtedy powrócił do niego i zaraz wziął parę wołów, złożył je na ofiarę, a na jarzmie wołów ugotował ich mięso oraz dał ludziom, aby zjedli. Następnie wybrał się i poszedłszy za Eliaszem, stał się jego sługą.

(Ps 16,1-2.5.7-11)
REFREN: Pan mym dziedzictwem, moim przeznaczeniem

Zachowaj mnie, Boże, bo chronię się do Ciebie,
mówię do Pana: Tyś jest Panem moim.
Pan moim dziedzictwem i przeznaczeniem,
to On mój los zabezpiecza.

Błogosławię Pana, który dał mi rozsądek,
bo serce napomina mnie nawet nocą.
Zawsze stawiam sobie Pana przed oczy,
On jest po mojej prawicy, nic mną nie zachwieje.

Dlatego cieszy się moje serce i dusza raduje,
a ciało moje będzie spoczywać bezpiecznie,
bo w kraju zmarłych duszy mej nie zostawisz
i nie dopuścisz, bym pozostał w grobie.

Ty ścieżkę życia mi ukażesz,
pełnię Twojej radości
i wieczną rozkosz
po Twojej prawicy.

(Ga 5,1.13-18)
Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli. Wy zatem, bracia, powołani zostaliście do wolności. Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału, wręcz przeciwnie, miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie! Bo całe Prawo wypełnia się w tym jednym nakazie: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. A jeśli u was jeden drugiego kąsa i pożera, baczcie, byście się wzajemnie nie zjedli. Oto, czego uczę: postępujcie według ducha, a nie spełnicie pożądania ciała. Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie. Jeśli jednak pozwolicie się prowadzić duchowi, nie znajdziecie się w niewoli Prawa.

(1 Sm 3,9; J 6,68b)
Mów, Panie, bo sługa Twój słucha; Ty masz słowa życia wiecznego.

(Łk 9,51-62)
Gdy dopełnił się czas Jego wzięcia [z tego świata], postanowił udać się do Jerozolimy i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i przyszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by Mu przygotować pobyt. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jerozolimy. Widząc to, uczniowie Jakub i Jan rzekli: Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich? Lecz On odwróciwszy się zabronił im. I udali się do innego miasteczka. A gdy szli drogą, ktoś powiedział do Niego: Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz! Jezus mu odpowiedział: Lisy mają nory i ptaki powietrzne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć. Do innego rzekł: Pójdź za Mną! Ten zaś odpowiedział: Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca! Odparł mu: Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże! Jeszcze inny rzekł: Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu! Jezus mu odpowiedział: Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego.

Itinerarium , , , , , ,

KOŚCIÓŁ MOCNYCH LUDZI

 

Kazanie na Uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła

Sobota 29 czerwca 2013

 

 

Piotr i Paweł, ludzie, bez których nie byłoby Kościoła. Obiektywnie nie byli dysponowani do tworzenia wielkich dzieł, Piotr pozostał prawdopodobnie niepiśmienny do końca życia, Paweł bywał gwałtowny i porywczy. Prowadzili między sobą zawzięte spory, kłótnie, nie przebierali w słowach, czego dowodem są zapisy w Dziejach Apostolskich.

Niemniej, pomimo nieukrywanych wad, byli ludźmi bardzo wyrazistymi i najgłębiej przekonanymi do swoich idei, gotowymi do oddania za nie życia, tak rzeczywiście się stało. W ich życiu rozbłysła niezwykle moc ludzka, moc ducha i siła wiary. Powiedziałbym, że są ilustracją zdania „Człowiek potrafi!” A kiedy człowiek daje całego siebie jakiejś sprawie, Bóg wchodzi ze swoją Mocą i zwielokrotnia siły ludzkie.

Kościół dzisiaj promieniuje także osobowością swojego papieża Franciszka i da się odczuć, że stoi w tym samym rzędzie co jego poprzednicy, ci dawni, Piotr, Paweł i ci całkiem niedawni, jak Jan Paweł II. W ogóle to, co najcenniejsze i najpiękniejsze w Kościele, zawdzięczamy wyrazistym osobowościom, ludziom, którzy umieją być sobą (a przez to upodabniają się do Chrystusa) i pociągają za sobą innych. Z pozoru niekoniecznie predysponowani intelektualnie czy pod względem pochodzenia, potrafili nadać niezwykły dynamizm Kościołowi. Błogosławiona Matka Teresa z Kalkuty, błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko, ojciec Pio, Mała Tereska, Jan Vianney, Faustyna Kowalska, zna ich i podziwia cały świat chrześcijański i pozachrześcijański. Inspirują, pociągają i prowadzą do tajemnicy Boga.

W dzisiejszą uroczystość zachęcam, abyśmy szukali Kościoła w sobie samych, poprzez pracę nad swoim sercem i wydobyciem z niego wszystkich ludzkich mocy, które Pan Bóg chętnie pomnoży i zwielokrotni.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , ,

ŻYCIE NIE SŁODKA MAMAŁYGA

 

 

 

Piątek 28 czerwca 2013

 

 

 

Drobne i mądre rzeczy jesteśmy w stanie tworzyć każdego dnia. Śpieszę z przykładami.

Na przykład przypatrywać się wróblom, jak szybko znajdują sobie jakieś smaczne ziarenko. Przypatrywać się kwiatom, dajmy na to liliom polnym i wodnym, a także dojrzewającym  zbożom.

Przykład drugi to uśmiechać się do dzieci, jak można przytulać je, głaskać po głowach, a w kieszeni zawsze warto mieć parę cukierków na słodki poczęstunek.

Trzeci przykład to długie spacery, wędrówki, tak, żeby się zetknąć z prądem powietrza, wdychać je i wydychać długo i głęboko.

W czwartym przykładzie myślę o słuchaniu ludzi, ich powszednich pieśni pełnych smutku, rozpaczy, żalu a niekiedy kipiących radością i szczęściem.

Po piąte warto miksować swoje cierpienia z sokami nadziei, żeby wyszedł smak życia. I żeby nie myśleć, że życie to słodka mamałyga.

W szóstym przykładzie namawiam, aby codziennie pomyśleć (i powiedzieć, jak jest okazja) o prawdzie, dobroci, sprawiedliwości i miłości.

Ponieważ siedem to liczba lubiana przez przysłowia, w ostatniej podpowiedzi zachęcam, aby zapraszać przyjaciół na śniadania i grille, fundować im wino do tego i wspólnie marzyć o wielkich i pięknych dziełach.

Na marginesie dodam, że wszystkie przykłady zaczerpnąłem od Pana Jezusa z Ewangelii, a Jego naśladować warto.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , ,

AUTOBIOGRAFIA CODZIENNA

 

 

Czwartek 27 czerwca 2013

 

Codziennie czytam i rozważam Ewangelię i staram się ją zamieniać w życiorys. Podobnie zapewne wielu z was. W jednym punkcie przekonany jestem, że Ewangelia nie jest prosta.

Myślę, tak też podpowiada mi doświadczenie, że nie ma bezpośredniego przełożenia fraz zapisanych na kartach Ewangelii na ludzkie zachowania i wybory. Błędem jest traktowanie słów Jezusa, a także innych z kart Biblii, jak instrukcji do obsługi życia. Tak samo, jak nie wolno jej traktować jako kodeksu (prawa), z sankcjami i nagrodami, przyznawanymi przez Prawodawcę tu czy tam (po śmierci). Ci, którzy szukają w Ewangelii precyzyjnej instrukcji do życia bądź prawa dookreślającego każde ludzkie zachowanie, deformują swoje życie i grozi im dziwactwo (np. wyłupywanie sobie oczu czy obcinanie rąk).

Ewangelia nie jest prosta, ponieważ pomiędzy jej słowami i obrazami, a życiem, jest serce każdego z nas. Serce jest miejscem przemiany przesłania Ewangelii na autobiografię. Czym zatem jest Ewangelia? Z jednej strony mam przed sobą jej słowa (i obrazy), z drugiej moje życie. I powiem tak, najpierw Ewangelia jest Światłem. Światłem, dzięki któremu lepiej i jaśniej rozumiem życie, ludzi, Boga, kosmos, siebie samego i to, co ważne. Dalej, Ewangelia jest Mocą. Mocą, dzięki której mogę to, co poznam, zamieniać w swoją autobiografię. Trzeci wymiar Ewangelii, to Wolność. To, co dzięki światłu rozpoznaję i do czego mam moc, pozostawione jest mojej wolności, do niczego nie jestem przymuszony, wszystko zależy od mojego „chcę”. I czwarty, najważniejszy wymiar, to Miłość. Dzięki Ewangelii rozpoznaję, że największa jest miłość, mam moc wedle niej żyć, chcę tak żyć.

Ewangelia nie jest prosta, jest pełna światła, mocy, wolności i miłości. I z tego wszystkiego, dzień pod dniu, tkam swoją autobiografię.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

DOBRZY LUDZIE DOBRE OWOCE

 

 

Kazanie na zwykły dzień

Środa 26 czerwca 2013

 

Czytałem ewangelię na dzisiaj, o drzewach, które wydają dobre owoce. I od razu przyszli mi na myśl ludzie. Poprzedniego dnia jednak trochę podróżowałem i widziałem już naprawdę pokaźne owoce w przydrożnych sadach. Dojrzewają i przejrzewają czereśnie, czerwienią się wiśnie, małe tego roku ale zawsze to owoc, wczesne jabłka gotowe są do zerwania. Pomyślałem sobie, że to właśnie są dobre drzewa, dobre, bo wydają smakowite i dobre owoce. Najprostszy test, absolutnie pewny.

W czasach Jezusa winogrona i figi były smakołykami w cenie, stąd ich obecność w przypowieści Jezusa. Z kolei ciernie i osty, były bezowocne, wyjawiały ziemię, dlatego zasługiwały na miano roślin bezwartościowych (co nie znaczy, że brzydkich).

Wracam do ludzi, których widzę w ewangelicznej perspektywie dobrych drzew, dobrych, ponieważ widzę i znam ich dobre owoce. Przyszli mi na myśl w kontekście Światowych Dni Młodzieży (najbliższy już w lipcu w Rio de Janeiro). Z wieloma z nich pielgrzymowałem z Janem Pawłem II, od spotkania w Rzymie w 1986 roku. Potem było Santiago de Compostela, Częstochowa, Denver, Paryż, Loreto, Rzym i inne miejsca na świecie.

Jakie owoce wydają teraz te ludzkie dobre drzewa? Jedni pojechali budować Cywilizację Miłości wśród bardzo potrzebujących, daleko od Polski. Służą, na przykład, w szpitalu dla Papuasów w Port Moresby (Nowa Gwinea), w innym szpitalu w Kongo Brazzaville albo w stacji misyjnej w Rwandzie. Inni dobre owoce wydają niedaleko, stworzyli, na przykład, Centrum Wolontariatu (www.wolontariat.or.pl/lublin)  i wychodzą do bezdomnych, uchodźców, więźniów, chorych psychicznie czy dzieci ulicy. Jeszcze inni porwali się na ciekawy pomysł szkoły, mam na myśli lubelską szkołę Skrzydła (www.skrzydła.lublin.pl). Jeszcze inni walczą za pomocą dobrych artykułów czy audycji o los ludzi pokrzywdzonych. Są i tacy, co dobre owoce wydają w stowarzyszeniach i fundacjach, od Dzieła Nowego Tysiąclecia po św. Mikołaja. I tacy, co ratują ludziom kręgosłupy przez znakomitą rehabilitację. I tacy, co nie zapominają o uciskanych Kubańczykach (www.solidarity.com.pl).

I bardzo osobiste zakończenie. Szczerze mówiąc widzę bardzo wiele dobrych owoców, zrodzonych przez dobrych ludzi. I pewien jestem, że w tych ludziach wypełnia się Jezusowa opowieść o dobrych drzewach. Mam nadzieję, że i wielu z was, nie wymienionych tutaj, odnajdzie się w Lesie Dobrych Drzew. Wszystkich, z którymi dane mi było i dane jest, współpracować przy tworzeniu dobrych owoców bardzo serdecznie pozdrawiam. A z innymi na pewno niedługo spotkam się, w końcu tak wiele dobra jest jeszcze do zrobienia.

 

 

 

(Mt 7,15-20)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. A więc: poznacie ich po ich owocach.

Itinerarium , , , , , , ,

WRAZ Z KANTATAMI PLISZEK

 

Wtorek 25 czerwca 2013

 

Oj się dzieje! Dzieje się wiele i bardzo szybko. Dookoła nas, więcej poza miastami, ale i w miastach, na skwerach, trawnikach, w parkach. Nie wszystko wiecie, ale poczytajcie.

Ruch w świecie szpaczym ogromny. Pozbierały się już szpaki w małe szwadrony, a niedługo stworzą dywizje, co źle wróży hodowcom wiśni (akurat dojrzewających). Nie próżnują pliszki i mazurki (prawie zaprzyjaźnione), zabrały się za drugie lęgi, znowu posiedzą na jajach i będą podziwiać swoje lipcowe potomstwo. Czajki, sposobiące się najszybciej do odlotu, powoli wypierzają się z bieli w dostojne czernie. Bocianie pociechy na razie spoglądają z zaciekawieniem w dół od gniazd.

Pszczoły zwariowały na punkcie lip, zwiedzają każdą gałązkę, spijają jasny nektar, fabryka słodyczy wre intensywnie. W jakim ferworze uwijają się komary, może już doświadczyliście.

Żółwice, przynajmniej te z niedalekiego Polesia, zaciekle zakopują jaja w ciepłych piaskach. Zabawnie prowadzi się młodzież sarnia, jelenia i łosia, wlecze się to wszystko za mamami, raz possie wymię, raz skubnie zroszoną trawkę, szybka ścieżka w dorosłość.

Podpatruję to wszystko od czasu do czasu, cudownie mnoży się i buja życie. Żadnych wagarów, urlopów i zbędnych pauz. Kipiel, feerie i rumor. Niezwykłe!

Poza wszystkim tym trudem słyszę, czuję i widzę, jak cała natura nie nuży się kantykami i opiewaniem Stwórcy. I nam nie wolno zapomnieć, że chwalić Boga możemy przez wszystko. „Czy jecie (kiełbaski z rożna), czy pijecie (wody gaszące pragnienia), czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie”, poucza  św. Paweł.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , ,