NO TO SIĘ ROZPRĘŻMY Sobota 29 lutego 2020

No to mamy Wielki Post! Patrzę i słucham jak wielu z nas wierzących napina się i napręża. Niektórzy nie będą jeść słodyczy przez najbliższe 40 dni, inni nie tkną piwa. Nie są to ani akty religijne ani oznaki wiary, raczej jest to pobożna i nieszkodliwa gimnastyka. Co innego, gdy ktoś przeliczy te niezjedzone cukierki i niewypite piwa i zaoszczędzonym groszem wesprze ubogich. Bo z naszych niezjedzonych słodyczy i piw niewypitych, Pan Bóg korzyści nie ma. My tylko możemy sobie poprawić samopoczucie i pokazać Panu Bogu – „Zobacz! Widzisz Boże? Nie jem słodyczy! I nie piję piwa!” Na co pewnie Pan Bóg sobie pomyśli – „No, na pewno nie przytyjesz bez słodyczy, a bez piwa brzuch ci nie urośnie. Dbasz o figurę!”

I tak się czasem w tym Poście Wielkim napinamy, naprężamy i pokazujemy Panu Bogu i ludziom swoją pobożność, duchową moc i stalową wolę.

Myślę sobie, że w Wielkim Poście i w życiu w ogóle chodzi nie o to, aby się napinać i naprężać, ale o to, aby się w końcu – rozpiąć i rozprężyć. W końcu spróbować być sobą, nie udawać nikogo. Być sobą czyli naśladować Pana Jezusa, bo On za bycie sobą – człowiekiem i Synem Bożym – został zabity, na krzyżu.

Zatem, siostry i bracia, rozprężcie się i rozepnijcie! Kochajcie Pana Boga całymi sercami i ze wszystkich sił. Jedzcie cukierki i pijcie piwo, bo wszak mówi Pan Bóg – „Czy jecie czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Boga czyńcie” (1 Kor 10, 31). A jak nie jecie i nie pijecie, dajcie swoje grosze na ubogich.

A z gimnastyki polecam, 20 przysiadów po wstaniu z łóżka, potem przebieżka albo długi spacer na świeżym powietrzu.

Rzecz w tym, że powinniśmy być jak strzała w łuku, odprężona, wypuszczona z cięciwy, uwolniona, szybka, mknąca do celu. Do szczęścia. I do życia wiecznego.

Itinerarium

PORADNIK SŁUCHANIA WIELKOPOSTNEGO Piątek 28 lutego 2020

No to mamy Wielki Post! Dobry czas na słuchanie. Czego i kogo słuchać? Powiem, jak sam słucham.

  1. Słucham śpiewu ptaków, kosy, szpaki i sikory koncertują już od 6:00, rano.
  2. Słucham wiatrów, są coraz cieplejsze żwawsze i sprytniejsze.
  3. Słucham śmiechu dzieci, z czego to one się nie śmieją! Śmieją się ze wszystkiego, brawo.
  4. Słucham małych rzeczek, które mam blisko i trochę większych, bardziej oddalonych. Skarżą się na brak wody i na plastiki, trujące je na śmierć.
  5. Słucham czasem ostatnich słów, ludzi, którzy odchodzą, a ciut wcześniej pojednali się z Bogiem.
  6. Słucham próśb ludzi bezdomnych, o kołdrę do pustostanu, o chleb na śniadanie, o telefon do porzuconych żon i dzieci.
  7. Słucham Czeczenów, stęsknionych za polanami górskimi na Kaukazie, opuszczonymi ze strachu przed oprawcami dyktatora Kadyrowa.
  8. Słucham więźniów, co przez słuchawkę opowiadają o swoich samotnościach, choć mają po pięciu kumpli w celi.
  9. Słucham dobrych dowcipów, okraszonych celnymi puentami, nawet jak się w nich trafi przekleństwo.
  10. Słucham ciszy, która o wiele więcej mówi, niż jakiekolwiek słowa.

No i słucham Pana Boga. Jak? O tym już napisałem w punktach od 1 do 10.

Itinerarium

GDZIE SIĘ WYSPOWIADAJĄ MEDIOLAŃCZYCY? Czwartek 27 lutego 2020

No to mamy Wielki Post! Radziłbym wam pośpieszyć się ze spowiedzią. Jak tak dalej pójdzie z koronawirusem – w mediach zwłaszcza – my księża, zaraz będziemy na bezpłatnych urlopach. Zostaną zamknięte kościoły (jak ostatnio w Mediolanie) i nici z rekolekcji, publicznych dróg krzyżowych i rezurekcji. Zresztą, Polacy już chyba wcześniej wyczuli tego wirusa, bo coraz rzadziej chodzą do świątyń.

Pożytek z koronawirusa jest taki, że zamkną zapewne też pewien lokal na Wiejskiej w Warszawie, nazywany Sejmem, choć bardziej przypomina kiepski cyrk. No i ta pani już sobie nie wydłubie oczka palcem  środkowym.

Zaczynałem pracę w bardzo dobrym na owe czasy Radiu Lublin na początku lat 90-tych ub. wieku. Akurat Polskę ogarnęła wtedy panika przed HIV i AIDS. Księdza Arka Nowaka katolicki naród nasz chciał wbijać na pal, bo zakładał wtedy pierwszy ośrodek dla chorych na te nowe epidemie (nawet mu trochę pieniędzy zebrałem z przyjaciółmi w Łęcznej na ten cel). Na ulicach Lublina, głównie na Krakowskim Przedmieściu, spotkać było można ludzi siedzących z tabliczkami typu: „Jestem chory na HIV. Proszę o pomoc finansową!” Przeważnie byli to faceci z Łodzi, Szczecina czy Wrocławia. Nasi zarażeni jechali z takimi samymi tabliczkami do Gdańska, Katowic i Bydgoszczy, chodziło o to, żeby się nie dać zidentyfikować. Nie wiem czy wszyscy byli zarażeni, ale jakiś pomysł na szybką kasę to był niezły, bo ludzie – oczywiście z odległości przynajmniej metra – rzucali swoje grosze.

Miałem właśnie grać program nocny, było to wczasach gdy ludzie po 23:00 słuchali radia, a nie – jak dzisiaj – oglądają pornografię, bo Internet dopiero raczkował. Zaprosiłem dwóch panów od tabliczki z informacją o ich chorobie do studia. W pewnym momencie zadałem pytanie, z jakimi reakcjami spotykają się od przechodniów.

– Mam powiedzieć szczerze? – zapytał jeden nosiciel.

– Śmiało! – zachęciłem, nieświadom odpowiedzi.

– No dobra, dzisiaj podszedł gość, w średnim wieku, przeczytał tabliczkę i rzucił: „A dobrze ci tak , ch… jeden, trzeba było się przez dupę pier…..?”

Zaniemówiłem, bo wulgaryzmy na antenie publicznej rozgłośni to wówczas był skandal i rzecz niedopuszczalna. Co innego dzisiaj, w epoce Kurskiego prostactwo stało się normą. Ba, nawet mnie się zdarza zakląć jak widzę coś – przypadkiem – w TV publicznej. Oczywiście klnę po cichu i w domu.

Realizator – już świętej pamięci Wojtek Kanadys – rzucił mi w słuchawki: „Co robimy?” Ruchem ręki pokazałem, żeby zagrał jakąś piosenkę. A Wojtek miał akurat pod ręką „Love me tender” Presleya. Pasowało jak ulał.

Następnego dnia, żyjący jeszcze ówczesny wiceprezes Radia (nazwisko utajnię, bo żyje i oby żył długo) kazał zdezynfekować wszystkie pomieszczenia rozgłośni, potem wezwał mnie i oznajmił, że sprowadziłem śmiertelne zagrożenie dla pracowników bardzo dobrego wówczas Radia Lublin i że takich gości to mogę sobie zapraszać do kościoła. Co zresztą potem parę razy zrobiłem.

Ponieważ dzisiaj koronawirusa roznoszą głównie media, przytoczę co napisał w tegorocznym orędziu na Wielki Post Franciszek: „Dialog, który Bóg chce nawiązać z każdym człowiekiem poprzez Tajemnicę Paschalną swego Syna, nie jest jak ten przypisywany mieszkańcom Aten, którzy „poświęcali czas jedynie albo mówieniu o czymś, albo wysłuchiwaniu czegoś nowego” (Dz 17, 21). Tego rodzaju gadulstwo, podyktowane pustą i powierzchowną ciekawością jest cechą światowości wszystkich czasów, a w naszych czasach może również wniknąć w zwodnicze używanie środków społecznego przekazu.”

Coś czuję, że przez tego wirusa, to ja muszę sobie przypomnieć też formułę rozgrzeszenia po włosku. No bo gdzie się ci grzesznicy z Mediolanu wyspowiadają?

Itinerarium

KARMIJCIE DUSZE PRZYGNĘBIONE! Kazanie na Środę Popielcową 26 lutego 2020

No to mamy Wielki Post. Podzielę się z Wami moim pomysłem na ten czas. Jest stary, bo pisał o nim już prorok Izajasz, 2700 lat temu. Prorokował o jaki post chodzi Panu Bogu:

Czyż nie jest raczej ten post, który wybieram:

jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu
i nakarmisz duszę przygnębioną,
wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach,
a twoja ciemność stanie się południem. (rozdz. 58)

Jasne, nie każdy z nas musi dawać chleb głodnym czy lecieć i nalewać zupę bezdomnym, choć to prosta i dobra realizacja Bożego sposobu poszczenia.

Jest jednak coś ważniejszego. Nakarmić duszę przygnębioną! Bardziej niż koronawirus zżera nas przygnębienie duszy. Ja widzę, spotykam, słucham coraz więcej przygnębionych dusz. Ludzi smutnych, samotnych, rozeźlonych na wszystko i wszystkich, zamkniętych, zrozpaczonych, myślących o samobójstwie, zrezygnowanych, żyjących bez nadziei i radości. Siostry i bracia, nakarmijmy tych ludzi! Jak? Dobrym słowem, uśmiechami, trzymajmy  ich za ręce, patrzmy w ich oczy, słuchajmy ich, jak trzeba razem popłaczmy, wypijmy z nimi kawę a nawet dwie po kolei, pocieszajmy i żartujmy. Po prostu bądźmy z nimi, ze wszystkimi przygnębionymi duszami, które codziennie mamy wokół siebie. Nakarmijmy dusze przygnębione, to jest Boży post!

I jeszcze, ten koronawirus. Myślę sobie, że my, Polacy, daliśmy sobie radę z tym wirusem. Szóstego stycznia! Tyle koron na głowach Polaków, naprawdę wirus i epidemia, w tych orszakach! Daliśmy radę!

Itinerarium

KOSZULA OD BEZDOMNEGO BRATA I HUMOR Wtorek 25 lutego 2020 Ostatki

Marek jest bezdomny, często przychodzi na wieczorną zupę, którą codziennie serwujemy w okolicach dworca PKP. Pewnego razu kompletnie mnie rozbroił. Podarował mi koszulę księżowską, taką pod koloratkę. W gustownym kolorze i w idealnym dla mnie rozmiarze, co widać na zdjęciu. Oczywiście do koszuli dołączył paragon, żeby nie było wątpliwości, że zakupiona. Jestem wdzięczny temu bratu za troskę i trafiony prezent.

O ile pamiętam, moi współpracownicy z kręgów Centrum Wolontariatu nigdy takiej księżowskiej koszuli mi nie podarowali, choć jakieś upominki dają mi od czasu do czasu. Za to ostatnio podarowali mi torbę podróżną, na zdjęciu. Chyba po to, abym się spakował, wyjechał i już ich się nie czepiał.

Wszystkim życzę dobrego humoru na Ostatki. Bo jutro już popiół na głowie i pełna powaga.

Itinerarium

KTO WIERZY W KORONAWIRUSA Poniedziałek 24 lutego 2020

Trochę więcej niż 500 lat temu, z Chin do Europy przywędrowała mała bakteria, Yersinia pestis, wywołała epidemię „czarnej śmierci”, czyli dżumy. Wskutek tej zarazy wymarło wówczas pół Europy. Hiszpanka, czyli śmiercionośna grypa, szalała w Europie sto lat temu, zabiła więcej ludzi niż wszystkie armie wojujące w czasie Pierwszej Wojny Światowej.

No i teraz mamy koronawirusa. We Włoszech odwołuje się Msze Święte i mecze piłkarskie, wszystkie koncerty i imprezy publiczne. Jest panika, która zaraz ogarnie cały kontynent. Przy czym, warto wiedzieć, więcej ludzi wciąż umiera w Europie z powodu zwykłej grypy, nowotworów i zawałów serca, a także za sprawą samobójstw.

Przepraszam, że ja tak na prawie wiosenny poniedziałek wyskakuję z epidemiami i wirusami. Dziś chińskiego wirusa z Wuhan, najbardziej rozprzestrzeniają media i sprzedawcy maseczek, kompletnie nieskutecznych przed bakteriami. I my je zaraz będziemy kupować, bo robimy to, w co wierzymy.

A ja wierzę, Wy, mam nadzieję też, w Pana Boga, Wszechmogącego, kochającego nas bezmiernie. Dobrego dnia i tygodnia!

Itinerarium

MOI KOCHANI WROGOWIE Kazanie na 7 Niedzielę Zwykłą 23 lutego 2020

Kochać wrogów i jeszcze im przebaczać. Tak, znam to z własnego życiorysu. W liceum, lata 70-te ub. wieku, próbowałem rozwalać komunę, w prosty sposób, bo roznosiłem z kolegami ulotki wzywające do bojkotu wyborów. Zresztą i tak ustawionych przez komunistów. W szkolnej torbie miałem te ulotki. Zajrzał do niej kolega z klasy maturalnej, Stefan. I zaniósł do dyrektora szkoły, też komunisty, pana Stanisława. Skończyło się tym, że otrzymaliśmy naganę na apelu szkolnym, z liceum nas nie wywalili, bo byliśmy bardzo dobrymi uczniami, laureatami olimpiad na szczeblu wojewódzkim i nawet krajowym. Chciałem się zemścić na Stefanie, ale na szczęście trafiłem już po maturze do mądrej wspólnoty, gdzie przekonano mnie, że nienawiść niszczy przede wszystkim tego, kto nienawidzi. Po roku Stefan wpadł z Anią, piękną koleżanką z naszej klasy. I poprosił mnie, żebym był świadkiem na ich przyśpieszonym ślubie. Byłem tym świadkiem, nie powiedziałem Stefanowi, że wiem iż jest  świnią i sprzedawczykiem. Stefan zginął w wypadku samochodowym chyba 15 lat temu. Przebaczyłem, prawie zapomniałem.

Od tej pory uczę ludzi, aby kochali wrogów, uczyłem tej sztuki też Leokadię, o czym już pisałem, ale raz jeszcze wspomnę dzisiaj.

 Szalona miłość pani Leokadii trwała ponad 40 lat. Kochała męża obłędnie, dbała i troszczyła się, nadskakiwała i darzyła szacunkiem. Jej uczucia doszły do szczytu w czasie choroby męża, przesiadywała przy nim dniami i nocami, do samego końca. W dowód miłości wystawiła nieboszczykowi piękny pomnik, prawie sarkofag, któremu nic nie dorównywało na cmentarzu. Miłość poza grób. W rok po śmierci męża porządkowała jego ostatnie ziemskie manatki. Pech chciał, albo diabeł, albo babska ciekowość, że wpadły jej w ręce listy, jakie mąż otrzymywał od kochanki. Koszmaru dopełniał fakt, że kochanką była jej własna siostra. To był najbardziej tragiczny dzień w życiu Leokadii. Życie straciło sens, a wielka miłość przerodziła się w jeszcze większą nienawiść. Siostra dostała po gębie, nie chciała jej znać. Mężowi odwdzięczyć się nie było jak, ale jednej nocy w furii poszła na cmentarz i młotkiem rozpirzyła sarkofag, na tyle ile umiała. „Tłukłam trzy godziny, wszystko, anioły, krzyż, tablicę.” Poczucie zranienia, krzywdy i oszukania, zżerało kobietę także fizycznie. Zgarbiła się, na twarzy wręcz wyblakła, jadała mało i rzadko. Rozmawialiśmy wielokrotnie, ale wątpię czy jakiekolwiek mądre rady mogły mieć jakieś znaczenie. Namawiałem panią Leokadię, prawie dwa lata, aby przebaczyła i mężowi i siostrze. To jedyna metoda, aby wyleczyć wrzód, jaki nosiła w sobie. Kilka razy wspólnie modliliśmy się o moc do przebaczenia, bo po ludzku nie mamy tyle siły. Bóg ma nieprzebrane zasoby przebaczenia. I dzieli się nim z nami. Wiele razy mówiłem to, w co sam wierzę i praktykuję: „Ten, kto przebacza może poczuć się jak sam Bóg. Nic tak nas nie upodabnia do Niego jak przebaczenie ludziom.” Przed pierwszym listopada poprosiła, abyśmy wspólnie poszli na cmentarz. Byłem świadkiem, jak wypowiadała słowa przebaczenia przy zniszczonym grobie męża. Przebaczenie krztusiło się we łzach, szlochu i jęku. Z siostrą poradziła sobie już sama, choć bliskość między nimi już nie wróciła; nie ma potrzeby zresztą. Pani Leokadia odwiedza męża na cmentarzu, grobowiec jest odnowiony i zadbany, choć bez fajerwerków, nie ma potrzeby zresztą. Kobieta cieszy się resztą swojego życia, ma wspaniałe dzieci i wnuki.

Ewangelia na dzisiaj:

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Słyszeliście, że powiedziano: „Oko za oko i ząb za ząb”. A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu: lecz jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię ktoś, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie.

Słyszeliście, że powiedziano: „Będziesz miłował swego bliźniego”, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził.

A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.

Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią?

Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski». (Mt 5, 38 – 48)

Itinerarium

NIE JEŹDZIJCIE PO PIJAKU! Sobota 22 lutego 2020

Przyszły do naszego wolontariatu dwa listy z dwóch więzień, od dwóch różnych więźniów. Jeden siedział w Wojkowicach na Śląsku, drugi w Hrubieszowie. Obydwaj prosili o różne rzeczy, m.in. o buty, ten z Wojkowic o numer 42 a ten z Hrubieszowa o 44. Buty akurat mieliśmy.

Zadanie przesłania butów przypadło mojej młodej koleżance, zwykle sprytnej, rezolutnej i ogarniętej. I wysłała. Do Wojkowic dwa lewe buty o numerach 42 i 44, a do Hrubieszowa dwa prawe o takich samych numerach.

Morały z tej historii są przynajmniej dwa. Pierwszy taki, że nie można dodatkowo karać ukaranego.

Drugi, że nie warto jeździć po pijaku. Ten chłopak z Wojkowic siedział właśnie za jazdę po pijanemu.

Itinerarium

A STAROŚĆ TO RADOŚĆ Piątek 21 lutego 2020

Siedziałem w konfesjonale, było jeszcze pół godziny do Mszy Świętej. Podchodzi o lasce starsza pani i dość głośno pyta czy ją wyspowiadam.

– Ale trzeba mówić do mnie głośno, bo stara jestem i kończę dzisiaj sto lat.

– Akurat! – wyrwało mi się – Coś cię chyba pani pomyliła. Sto lat?

– Boże! Urodziłam się w 1902 roku, teraz mamy 2002, to jest … No to jest sto lat!

– Bardzo panią przepraszam, proszę się spowiadać – wydusiłem, a wstyd omal mi policzków nie spalił.

I niech mi ktoś powtórzy tę brednię, że starość nie radość. Dostała piękną pokutę. Jaką? Dożyjecie, przyjdźcie do spowiedzi.

Itinerarium

STARE APLIKACJE NA PANA BOGA Czwartek 20 lutego 2020

Dla młodego pokolenia wszystko zaczyna się od smartfonu i Internetu. No ale co z Panem Bogiem? Aplikacji, która – nawet odpłatnie – pozwalałaby znaleźć Go, nie ma. Najbardziej pożądana byłaby taka z dostawą zamówionego towaru do domu, i jeszcze z możliwością śledzenia trasy przesyłki. Nagrodzę kogoś kto ją stworzy.

Na razie pozostają nam inne sposoby. Posiedzieć w ciszy sam na sam ze sobą. Pójść na długi spacer. Porozmawiać szczerze z mądrym człowiekiem, posłuchać go. Odwiedzić babcię, dzisiaj koniecznie z pączkami. W końcu wydać pieniądze na niespodziewany prezent dla żony. Pogodzić się ze sobą, ze swoją nadwagą, odstającymi uszami. Jeszcze raz zakochać się w starym mężu, przecież już wiosna. No i oczywiście dobrze się wyspać!

Itinerarium