POD PIRENEJE ALBO NA STASZICA

Poniedziałek 27 września 2021

Kogo na to stać i ma czas, niech pojedzie do malutkiego miasteczka St. Vincent a Paulo u stóp Pirenejów, od strony francuskiej. To miejsce urodzenia dzisiejszego patrona św. Wincentego a Paulo. Kogo nie stać i czasu mu brak, może wybrać się w Lublinie w okolice kościoła przy ul. Staszica, tam znajduje się dawny szpital szarytek, zgromadzenia zakonnego założonego przez św. Wincentego. Może trzy minuty zajmie wam lektura fragmentu jednego z jego listów:

„Nie powinniśmy oceniać ubogich według ich odzienia lub wyglądu ani według przymiotów ducha, które wydają się posiadać, jako że najczęściej są ludźmi niewykształconymi i prostymi. Gdy jednak popatrzycie na nich w świetle wiary, wtedy ujrzycie, że zastępują oni Syna Bożego, który zechciał być ubogim. W czasie swej męki nie miał prawie wyglądu człowieka. Poganom wydawał się szalonym, dla Żydów był kamieniem obrazy, mimo to wobec nich nazwał się głosicielem Ewangelii ubogim: “Posłał Mnie, abym głosił Dobrą Nowinę ubogim”. Także i my powinniśmy dzielić to samo uczucie i naśladować postępowanie Chrystusa: troszczyć się o ubogich, pocieszać ich i wspomagać.

Posługa ubogim powinna być przedkładana ponad wszelką inną działalność i niezwłocznie spełniana. Jeśliby więc w czasie modlitwy należało podać lekarstwo albo udzielić innej pomocy potrzebującemu, idźcie z całym spokojem, ofiarując Bogu wykonywaną czynność, jak gdyby trwając na modlitwie. Nie potrzebujecie się niepokoić w duchu ani wyrzucać sobie grzechu z powodu opuszczenia modlitwy ze względu na spełnioną wobec potrzebującego posługę. Nie zaniedbuje się Boga, kiedy się Go opuszcza ze względu na Niego samego, to jest kiedy się opuszcza jedno dzieło Boga, aby wykonać inne.

Kiedy zatem opuszczacie modlitwę, aby okazać pomoc potrzebującemu, pamiętajcie, że służyliście samemu Bogu”.

O dorzucę coś jeszcze z historii lubelskich szpitali, własnego autorstwa:

Dwa lubelskie szpitale w sposób szczególny dowodzą kościelnych korzeni służby zdrowia. Państwowy Szpital Kliniczny przy ul. Staszica (na zdjęciu) do dzisiaj zajmuje pomieszczenia dawnego klasztoru najpierw karmelitanek a potem szarytek. Te ostatnie kierowały szpitalem p. w. św. Wincentego á Paulo aż do r. 1927. Niewielką część byłego klasztoru siostry zajmują do dziś. Inny stary lubelski szpital p. w. św. Jana Bożego przy ul. Biernackiego,  zawdzięcza swą nazwę założycielowi zakonu bonifratrów. Zgromadzenie to, mające w regułach czwarty ślub (oprócz posłuszeństwa, ubóstwa i czystości) troski o chorych, opiekowało się szpitalem przyległym do kościoła do r. 1928, wtedy placówka przeszła pod zarząd miasta. Bonifratrzy wcześniej  prowadzili szpital i przytułek w drewnianych budynkach przy Pl. Litewskim. Religijne proweniencje ma również obecny szpital położniczy przy ul. Lubartowskiej, wybudowany z funduszy Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w r. 1886. Przy infirmerii do r. 1942 funkcjonowała bożnica, którą zburzyli Niemcy, wymordowali również wszystkich chorych i lekarzy.

Itinerarium

A JEDNAK NASI GÓRĄ

Kazanie na 26 Niedzielę Zwykłą 26 września 2021

Dzisiejsze kazanie będzie ciut dłuższe i z pozoru momentami polityczne, z pozoru dla tych, którym polityka kojarzy się niemal ze wszystkim.

Bohaterowie dzisiejszych czytań, Jozue i Jan Apostoł są znakomitymi przykładami ideologii „naszości”. Jozue oburzył się bo dwaj prorocy dostali Ducha Bożego, a nie byli z resztą „naszych”, podobnie św. Jan wkurzył się na dobrych ludzi robiących dobre rzeczy, tylko dlatego, że „nie chodzi z nami!”

Jezusowi była całkowicie obca „naszość”, narodowa, społeczna i religijna. On promował „innych” niż „nasi”, pozytywnymi postaciami Jego nauk jest Miłosierny Samarytanin (heretyk i wróg dla Izraelitów), rzymski setnik (okupant) czy frywolna kobieta (łamiąca przyzwoite obyczaje). W Jezusowej wizji, bez znaczenia jest przynależność narodowa, religijna czy społeczna, liczy się miłosierdzie, pokora i dobro.

„Naszość” w życiu publicznym jest dzisiaj dominującą ideologią, prawie jakąś swoistą religią. Obserwuję od ponad 30 lat jak w Polsce „nasi” co kilka lat władają krajem, przy czym zawsze na początku kadencji zarzekają się, że oni z „naszością” skończą. Paradoksalnie, mam wrażenie, że „naszość” najmniej była odczuwalna w czasach rządów lewicy, może dlatego, że były to grona nieliczne i nie trzeba było w urzędach wymieniać wszystkich na „naszych”, łącznie z „naszymi” sprzątaczkami. Wiem, co piszę, ponieważ wiele lat temu pracowałem w publicznym radiu, akurat do władzy doszła lewica i jedna z lewicowych posłanek chciała usunąć mój program z anteny („Spojrzenia”), prezes sprzeciwił się, bo słupki słuchalności były niezłe, a że program prowadził ksiądz to nie jego wina (prezesa). Do pomyślenia dzisiaj?

Jakieś pół roku temu zerwał ze mną znajomość dość wybitny prawnik lubelski, katolik żarliwy, za uchodźców, bo się za nimi wstawiam, a przecież „nasi” uchodźców nie lubią, a on jest akurat z „naszych”. Trudno, muszę trzymać się Ewangelii.

Niestety „naszość” bywa też katolicka i islamska. Doświadczyłem tego w jednym z krajów muzułmańskich zaatakowanych przez „Państwo Islamskie”, z pomocą przybył tam ważny przedstawiciel polskiej katolickiej organizacji charytatywnej (ksiądz) i przekazał kilka milionów euro wsparcia z wyraźnym zaznaczeniem, że są to pieniądze przeznaczone wyłącznie dla dzieci chrześcijańskich. Tamtejszy, mądry biskup, puścił mimo uszu polski rozkaz i rozdał subwencję po równo dzieciom chrześcijańskim, muzułmańskim i jazydzkim. Rok temu usłyszałem od godnego wiary polityka z tamtego kraju, że bogaci szejkowie arabscy zachcieli pomagać dzieciom, ale tylko muzułmańskim, Boże broń chrześcijańskim czy jazydzkim. „Naszość”, jak się okazało, jest religią  wyższą nad te oficjalne.

 Z drugą częścią dzisiejszej Ewangelii, tej o obcinaniu rąk, nóg i łupieniu oczu,  mam kłopot. Najpierw Bogu dzięki, że nie ma tam mowy o języku, bo byłbym już pewnie niemową. Czuję, że w tej mowie Chrystusa chodzi o pokorę, o spokojne porzucenie wszelkiego udawania, poobcinanie wszelkich „pan”, „pani”, „ksiądz” , „prezes” itd.  Próbuję ciąć, naprawdę.

Na koniec musze się przyznać. Jednak jestem z „Naszymi”, kilka lat temu w gronie wolontariuszy szukaliśmy określenia dla bezdomnych, którym służymy,  „podopieczni” od razu poniża, „beneficjenci” pachnie pychą. Dlatego mówimy o nich „Nasi”.

Liturgia słowa

Z Księgi Liczb

Pan zstąpił w obłoku i mówił z Mojżeszem. Wziął z ducha, który był w nim, i przekazał go owym siedemdziesięciu starszym. A gdy spoczął na nich duch, wpadli w uniesienie prorockie. Nie powtórzyło się to jednak.

Dwóch mężów pozostało w obozie. Jeden nazywał się Eldad, a drugi Medad. Na nich też zstąpił duch, bo należeli do wezwanych, tylko nie przyszli do namiotu. Wpadli więc w obozie w uniesienie prorockie.

Przybiegł młodzieniec i doniósł Mojżeszowi: «Eldad i Medad wpadli w obozie w uniesienie prorockie». Jozue, syn Nuna, który od młodości swojej był w służbie Mojżesza, zabrał głos i rzekł: «Mojżeszu, panie mój, zabroń im!» Ale Mojżesz odparł: «Czyż zazdrosny jesteś o mnie? Oby tak cały lud Pana prorokował, oby mu dał Pan swego ducha!»

Ewangelia wg św. Marka

Apostoł Jan rzekł do Jezusa: «Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zaczęliśmy mu zabraniać, bo nie chodzi z nami».

Lecz Jezus odrzekł: «Przestańcie zabraniać mu, bo nikt, kto uczyni cud w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami.

Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody.

A kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu lepiej byłoby kamień młyński uwiązać u szyi i wrzucić go w morze.

Jeśli zatem twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie ginie i ogień nie gaśnie».

Itinerarium

PO BOŻEMU NAD HUCZWĄ I NĘDZNICĄ

Sobota 25 września 2021

Wyjątkowo rzadko popieram ostatnio jakiekolwiek marsze, oczywiście doceniam spacery dla zdrowotności. Dziś jednak mocno wspieram Młodzieżowy Strajk Klimatyczny, który wczoraj w ramach akcji „Fridays for Future” manifestował na ulicach polskich miast, najliczniej bodaj w stolicy. Niestety, o ile się nie mylę, lubelska młodzież zaspała.  A szkoda, bo Lublin tonie w betonie i asfalcie. W regionie mamy cudowne przełomy Bugu, rozpędzoną Wisłę i niezwykłe kręte rzeczki, że wspomnę Nędznicę, Huczwę, Ciemięgę czy Krznę. I lubelski klasyk, Świnka wpadająca – a jakże – do Wieprza!

Samo maszerowanie i protestowanie może niewiele zmienia, ale cieszy nowa świadomość ludzi młodych, może wyskoczą ze smartfonów i pojadą policzyć tysiące żurawi na Polesiu, jeszcze nie odleciały. Polityka wszystkich ostatnich rządów polskich konsekwentnie zmierza do naśladowania Zachodu, brawo, ileś lat temu w Renie można było ponoć wywoływać filmy fotograficzne, taka maź tam płynęła. Wiem, to się już zmienia, ale Polska nadal nie umie iść swoją drogą, można by ominąć rafy zachodniej cywilizacji.

Nie wiem na ile dotrze do młodzieży, do starszych także, że zatrzymanie niekorzystnych zmian w klimacie wymaga przede wszystkim postu.  Ostrego postu, czyli, żeby mniej jeść, mniej pić, mniej kupować i jak najmniej wyrzucać. I po drugie, więcej ruchu, mniej elektrycznych hulajnóg, więcej chodzenia i biegania, łażenia nad Świnką i Huczwą. To się w ogóle nazywa życiem po Bożemu.

Itinerarium

KLUSIA  OCALONA ZA 700 PUSZEK

Piątek 24 września 2021

Klusię znam od prawie roku, mieszka sobie pod Lublinem, na działkach w starym opuszczonym wagonie kolejowym. Mieszka tam razem ze swoimi opiekunami, Anią i Markiem.

Klusia jest szczurzą samicą (szczurzycą?) i jedyną codzienną towarzyszką pary żyjącej bez domu. W wagonie nie ma światła (poza nikłym z baterii), wody, kanalizacji i lodówki. Klusia zawdzięcza swoje imię miłości do klusek, makaronu i pyz, nie znosi frytek.

Miesiąc temu podczas nieobecności gospodarzy do wagonu wkradła się inna, dzika pani szczurowa, pani, bo zaatakowała Klusię, gdyby to był pan szczur, to zająłby się na pewno czym innym na widok pięknej i młodej mieszkanki. Atak był krwawy, Klusia miała poharatane podbrzusze.

Ania z Markiem przez dwie noce latali nocami i rankami po lubelskich osiedlach przy Zalewie, zbierali puszki po piwie i innych napojach. Musieli uciułać 45 zł na weterynaryjną operację Klusi, a 45 zł to prawie 14 kg puszek! A jeden kilogram to minimum 50 puszek, zatem 14 x 50 = 700! Na szczęście lublinianie nie zawiedli, pili i zostawiali puste pojemniki, uff! Przy okazji – nie wrzucajcie na osiedlach puszek do kosza, raczej zostawiajcie obok, to bardzo ułatwi pracę Ani, Markowi i chyba stu innym poszukiwaczom blaszanych skarbów.

Ania z Markiem mają zasady, nie kradną, bo to grzech, nie żebrzą bo to wstyd. Pracują nocami znakomicie wspomagając służby od śmieci.

Ania nawet sobie chwali tamte noce, bo schudła o dwa kilogramy. Pieniądze szły na operację Klusi, trzeba było pościć, a nie kupować mortadelę.

Klusię odwiedziłem wczoraj, jest już w świetnej formie, psoci i strzyże wąsami – patrz zdjęcie. Opiekunowie trochę sfolgowali,  zarobili ostatnio 16 złotych, czyli zebrali ile puszek?

Itinerarium

MIŁOŚĆ NA CZTERY PIĘTRA

Czwartek 23 września 2021

Jeden z moich dawnych kolegów, działo się to w ubiegłym wieku kiedy fantazja jeszcze królowała nad pieniądzem, zerwał na lubelskim klombie chyba ponad sto róż. Zaniósł je pod drzwi dziewczyny, w której się zakochał „na zabój”, ale ona go nie chciała. Dziewczyna mieszkała na czwartym piętrze paskudnego bloku przy dawnej alei PKWN w Lublinie, znajomy zawlókł kwiecie pod drzwi jej stancji, wyścielając nim wszystkie piętra, od parteru do czwartego etażu. I zapukał, ona otworzyła, on wyrzekł- „Kocham Cię! Tu są róże, ściąłem je dla Ciebie, nie mam pieniędzy na kupienie, ale ściąłem i masz!”

Panna wpadła w przerażenie, kazała spadać absztyfikantowi na parter, wraz z koleżanką upchały jakoś kwiatki w wazonach, słoikach, szklankach, musztardówkach, trzech butelkach po piwie (puszki dopiero miały nadejść w Polsce), nawet w czterech głębokich talerzach. Na koniec jakieś trzydzieści wpakowały do wanny w łazience i nie korzystały z niej przez dni kilka aż do zwiędnięcia szlachetnych rozet.

Wszystko to było dawno, dawno, ale prawda. Happy endu nie było, on dziś jest prezesem ważnej firmy w Lublinie (sorry Wojtek), ona babcią i emerytowaną nauczycielką pod Szczecinkiem (sorry Alicja).

No i co z tą szaloną miłością dzisiaj? Nie da rady, Straż Miejska przyjedzie i mandat wlepi, kamery widzą  wszystkie skwery z różami i nawet ze stokrotkami, masakra.

Jednak tak w skrytości serca myślę, że jest jeszcze gdzieś ta, co we wszystko wierzy, nigdy nie ustaje, wszystko przetrzyma i nigdy nie ustaje.  A aleję PKWN przemianowano 25 lat temu w ulicę Głęboką.

Itinerarium

ODEJŚĆ W NAJLEPSZYM STYLU

Środa 22 września 2021

O ile to od nas zależy – a zależy jeśli czytacie ten tekst – to nie wolno umierać byle jak. Dla chrześcijan jest to oczywiste, bo mamy w pamięci ostanie dni Chrystusa.

Ludwik Finkel urodził się w kresowym Tarnopolu, był przed ostatnią wojną niezwykle cenionym historykiem we Lwowie, twórcą naszej rodzimej wiedzy o bibliografii. Pod koniec swojego lekko ponad 70 – letniego życia dostał propozycję napisania wstępu do monumentalnej monografii historii Europy, którą zamierzała wydać jedna z warszawskich oficyn. Ciężko chory pan Ludwik krygował się i opierał, w końcu podpisał umowę. Kiedy zbliżał się termin oddania tekstu do drukarni, Stanisław Lam, dyrektor wydawnictwa, przeczytał w prasie nekrolog oznajmiający o śmierci prof. Finkela.

Zasmucony stratą naukowca i zmartwiony brakiem wstępu do publikacji wszedł do biura swojej firmy. Sekretarz podał mu poranną przesyłkę pocztową. Otworzył i zobaczył rękopis zamówionej przedmowy. Na kopercie spostrzegł też, że data wysłania tekstu i data śmierci profesora są tożsame. Wreszcie w postscriptum przesyłki znalazł zdanie: „Nie mogłem odejść z tego świata bez wypełnienia tego ostatniego zobowiązania.”

Od nas zależy w jakim stylu odejdziemy z tego świata.

Itinerarium

APEL DO SIÓSTR WĘDKUJĄCYCH

Wtorek 21 września 2021

Dziś o przekraczaniu granic. Najłatwiej jest przekraczać granice śmieszności czy absurdu, wystarczy trochę (trochę, bo więcej to szkodliwe bardzo) posłuchać obrad sejmu czy europarlamentu. Teraz będzie po nazwisku, po nazwisku Spurek. Skądinąd ciekawa postać, nasza, czyli Polka w Brukseli. Ogłosiła niedawno, że domagać się będzie aby od 2023 r. w Unii Europejskiej zakazano wędkowania. Oglądając kilka filmików z wystąpień pani Spurek, zauważyłem jak na jednym z nich odgania z twarzy muchę (lub komara). Idąc tropem myślenia pani Spurek – walczącej o prawa zwierząt – należy zakazać odganiania owadów, bo mają prawo do kąsania i podgryzania.

Przekraczałem ostatnio granicę ukraińsko – polską, zajęło mi to prawie pięć godzin. Elegancko i szybko odprawiony zostałem przez służby ukraińskie, po stronie polskiej makabra. Owszem, pogranicznicy i celnicy mili bardzo, ale opłacani marnie, brakuje prawie połowy obsady, robią, co mogą ale nie nadążają. Przez te kilka godzin tzw. wolnym pasem przemknęło kilka aut uprzywilejowanych, zapewne z dyplomatami i parlamentarzystami. Nie kwestionuję, należy im się. Gdyby jednak pani Spurek i reszta naszych VIP-ów postali w kolejce do odprawy, może wymyśliliby jak rozładować kolejki. No naprawdę, my ludzie też mamy prawa!

Znajomy od razu polecił mi, żebym jeździł przez Ublę i Małyj Bereznyj, to najbliższe Polski przejście graniczne między Słowacją i Ukrainą, odprawy idą sprawnie, szybko i z poszanowaniem praw człowieka.

Na koniec o przekraczaniu granic prawa. Jeśli dożyję a Unia zakaże wędkowania, będę to czynił nadal. Raz byłem w podziemiu to i drugi raz mogę. Jeśli ktoś przekracza granicę absurdu, to prawo należy łamać. Bracia i siostry wędkarze, do spławików marsz! Tak, tak, siostry też! Nie zapomnę jak znajoma pani Jadzia opowiadała, że przed każdym zarzuceniem najpierw bierze dżdżownicę do buzi na pół minutki, ponoć tak ogrzana przynęta natychmiast wabi okonie i leszcze. Prawda to, wie ktoś?

Itinerarium

TYLE O PANU BOGU

Piątek 17 września 2021

I patrzę na drzewa, jak spokojnie odziewają się w coraz cieplejsze, już późnoletnie kolory. Przypominam, że w tym celu należy odłożyć smartfon i powędrować do najbliższego parku bądź lasu.

W jednej z prefacji (modlitwa w czasie Mszy Świętej), jest piękna fraza – „Ty stworzyłeś wszystko, co jest na świecie, i sprawiłeś, że zmieniają się pory roku. Ty stworzyłeś człowieka na swoje podobieństwo  i poddałeś mu wszechświat godny podziwu, aby w Twoim imieniu panował nad całym stworzeniem i chwalił Ciebie w Twoich dziełach”.

Niedaleko od Lublina można jeszcze podziwiać setki żurawi na zlotowiskach, zaraz polecą na południe. Pozostaną z nami czaple (tak jest od niedawna), kormorany i łabędzie, bociany to zmarzluchy, te polskie docierają już nad Nil, choć jak dalej będzie się ocieplał klimat, to kto wie czy zabiwakują nad Wisłą.

Powoli zasypiają wrzosy, tłumnie rozłożone pomiędzy zagajnikami brzozowymi. Na rykowiskach jelenie byki kończą boje o piękne łanie, zaraz na bukowiskach dokazywać będą łosie z klępami.

No dobrze, tyle już napisałem o Panu Bogu na dziś, że wystarczy.

Itinerarium

LISTA MĄDRZEJSZYCH I LEPSZYCH

Czwartek 16 września 2021

Napisałem sobie listę osób, które mnie dużo nauczyły i są na pewno dużo mądrzejsze ode mnie. Koniecznie zróbcie to samo. Lista osób, które są bardzo dobre, wręcz wspaniałe, też jest długa. Wiem, że daleko mi do nich.

Nie praktykuję współczesnego samobiczowania, staram się tylko zrozumieć czym jest pokora. I spokojnie znaleźć swoje miejsce.

Itinerarium

SIEDEM DO SZCZĘŚCIA

Środa 15 września 2021

Jest ich siedem. Nie wiem kto z was potrafi jeszcze z pamięci wymienić wszystkie. Pycha, chciwość, nieczystość, zazdrość, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, gniew, lenistwo. To w tradycji chrześcijańskiej Grzechy Główne. Chyba nadal trzeba je wymienić poprawnie przed przystąpieniem do pierwszej komunii świętej.

We współczesnej kulturze wszystkie grzechy główne urosły do miana postaw pożądanych i gwarantujących szczęście. Człowiek powinien być szczęśliwy.

Itinerarium