PO CO NAM TE REWOLUCJE Wtorek 14 lipca 2020

Francja dzisiaj poświętuje rocznicę swojej rewolucji, brutalne zburzenie dawnego porządku, pełne niewinnej krwi. Rewolucją chwalą się też Rosjanie, choć jej skutkiem były setki milionów ofiar, zwłaszcza za rządów Stalina.

Bliższe naszym czasom są łagodne przewroty, rewolucja aksamitna (Czechy 1989), rewolucja pomarańczowa (Ukraina 2004), rewolucja róż (Gruzja 2003), rewolucja śpiewająca (wydarzenia na Litwie, Łotwie i Estonii w l. 1987- 91) czy dżinsowa na Białorusi (2006). Co ciekawe, badacze rewolucji jako jedyną polską rewolucję wskazują wydarzenia sprzed 40 lat, czyli eksplozję Solidarności. Rewolucję bez krwi i trupów w lipcu i sierpniu 1980 r.

Świat warto zmieniać i ulepszać. Nie stanie się lepszym przez gilotyny, sierpy i młoty, kule i granaty, przez śmierć niewinnych ludzi. Na pewno zmienia go na lepsze solidarność, budowanie wspólnoty, przebaczenie, czynne współczucie. A najbardziej gorąca miłość.

Itinerarium

KTO WYBRAŁ NAJLEPIEJ? Poniedziałek 13 lipca 2020

Wyborcze emocje mają to do siebie, że przesłaniają prawdziwy obraz świata, tego najbliższego i jeszcze bardziej tego dalszego. Ani rezultaty obecnych polskich wyborów, ani tych amerykańskich na jesieni, nie zmienią podstawowych trendów cywilizacyjnych, czyli wyższości postaw opisywanych jako „mieć” nad tymi zawartymi w idei „bardziej być”. Miarą sensu i szczęścia nadal pozostanie posiadanie – pieniędzy, rzeczy, wrażeń – im więcej ich ktoś zgromadzi, tym bardziej jest zwycięzcą. A kto będzie szukał prawdy, szlifował umiłowanie mądrości czy mnożył miłosierdzie, pozostanie nieszkodliwym hobbystą.

Nie zmieni się także nachalna promocja egoizmu, gloryfikowania swojego „ja”, w imię których z innymi należy walczyć i ich pokonywać. Solidarność – w Polsce – pozostanie wspomnieniem zestarzałym o 40 lat (sierpień 1980), a na  świecie mrzonką nieokreślonej ale na pewno bardzo odległej przyszłości.

Po wyborach zatem warto pójść na spacer, bo to dla zdrowia korzystne, wysłuchać zmartwień rodziców i dziadków oraz nadziei dzieci i wnuków. Podziękować Bogu za chleb i spokojne niebo nad głowami, z którego nie polecą bomby. Pewnie tego nie zrobimy, ale zrobią tak kobiety i mężczyźni oraz dzieci w Jemenie, gdzie śmiercionośne bomby są codziennością. I uchodźcy w Kurdystanie, od prawie 10 lat żyjący w namiotach na pustyniach. I jeszcze mieszkańcy Sudanu Południowego, Somalii czy północnej Nigerii.

Dobrze wybieramy tylko wtedy, gdy idziemy za wezwaniami miłości, miłości obejmującej tych najbliższych i tych z bardzo daleka.

Na zdjęciu – obóz uchodźców w pobliżu Erbil w autonomii Kurdystanu, północny Irak.  

Itinerarium

SŁOWA KTÓRE STAJĄ SIĘ ŻYCIORYSEM Kazanie na 15 Niedzielę Zwykłą 12 lipca 2020

Ewangelia jest zapisem słów i ich spełnienia. Za słowami „Bądź uzdrowiony” idzie fakt podniesienia się chorego i powrotu do zdrowia. Najważniejsza słowna obietnica Chrystusa, o powstaniu z martwych, znajduje wypełnienie w pustym grobie i rozmowach żywego Chrystusa z uczniami po Jego śmierci.

Które ze słów Ewangelii wydały w nas owoce? Staramy się nie kłamać, nie krzywdzić ludzi, wiemy czego nie powinniśmy robić. Jest też coś więcej, coś co powinniśmy robić – szanować ludzi, przebaczać, troszczyć się o nich, kochać całym sercem.

Nie zawsze się nam to udaje, o czym  świadczą nasze spowiedzi i kolejne postanowienia poprawy. Najważniejsze jest jednak, że nie odrzucamy Słowa Bożego, trwamy przy nim, pielęgnujemy. I choć pewnie nie powiemy o sobie, że już wydajemy stokrotne plony, to widzimy, że słowa Ewangelii stają się faktami naszych biografii. Jeśli w naszych życiorysach są ludzie, którym przebaczyliśmy, których nakarmiliśmy (choćby pośrednio), których z serca ugościliśmy, do których przyszliśmy z pocieszeniem i umocnieniem, to znaczy, że Ewangelia trwa w nas i owocuje.

Ewangelia na dzisiaj:

Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami:

«Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedne ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na grunt skalisty, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny.

Kto ma uszy, niechaj słucha!»

 (Mt 13,1 -9)

Itinerarium

IDIOTA W MASECZCE Sobota 11 lipca 2020

Nie sądzę, żeby istniała jakaś ludzka siła, która skłoni Polaków do ostrożności wobec wirusa. Wczoraj wieczorem wyszedłem na idiotę, paradując w maseczce po sklepie osiedlowym, próbowałem zachować też jakiś dystans, ale kilku młodzianów z puszkami piwa skutecznie napierało na mnie, nie miałem szans.

W narodowych genach mamy zapisany opór wobec władzy, jakiejkolwiek. Ostatnim rządcą, który miał autorytet w Rzeczpospolitej był Jan III Sobieski, potem przez cały wiek XVIII władców mieliśmy słabych. No a później to już trzeba było z władzami mniej czy bardziej otwarcie walczyć, najpierw z zaborczymi, dalej z okupacyjnymi, wreszcie z tymi prosowieckimi. I tak stuknęło nam prawie 300 lat oporu wobec władzy, z małą z punktu widzenia historii przerwą na panowanie Piłsudskiego. Ostatnie 30 lat to za mało, aby gen oporu wobec władzy zaniknął. Przeciwnie, ma się dobrze. Ostrzeżenia epidemiologów i wezwania ministrów (nie zawsze popierane czynami), nie działają. Na rozsądek i myślenie racjonalne nie mamy co liczyć, zwycięża „jakoś to będzie”. Owszem, będzie, ale źle. I dochodzi jeszcze argument z zagranicy – Włosi i Hiszpanie też nie noszą maseczek i balują w kawiarniach.

No cóż, ja sobie jeszcze przez jakiś czas pobędę idiotą w maseczce i z próbami zachowania dystansu w miejscach publicznych. Do czego i Was zachęcam.

Itinerarium

DOPALACZE I INNA DROGA Piątek 10 lipca 2020

Prawdę mówiąc spodziewałem się tego,  z maleńką nadzieją, że się pomylę. Wczoraj wieczorem w jednej z zatok przystankowych w Lublinie policjanci z drogówki (znajomi), testowali kierowców autobusów na obecność narkotyków (może i alkoholu). To oczywiście pokłosie dwóch wypadków w Warszawie, sprawcami były osoby po użyciu narkotyków.

 Nie znalazłem nigdzie potwierdzenia, że to narkotyki były przyczyną wypadków. Podobnie nie zawsze alkohol jest bezpośrednią przyczyną wypadków popełnianych przez kierowców jadących pod jego wpływem.

Nie bronię w  żaden sposób narkotyzujących się czy nadużywających alkoholu kierowców. Nie ganię tez panów z drogówki, raczej współczuję, i bez testowania kierowców mają dużo pracy. Drogówka dostała zlecenie, nie można wykluczyć, że zmasowane testy wykryją większą liczbę smakoszy amfetaminy za kierownicą. Społeczeństwo uwierzy, że istnieje jakiś logiczny związek między kierowaniem autobusami miejskimi a sięganiem po amfę. I uwierzy, że sprawne działania służb wyeliminują biorących prochy i kierujących komunikacją miejską.

Żadne kontrole nie wyeliminują takich przypadków. Jeśli za jakiś czas dwóch taksówkarzy po narkotykach spowoduje wypadki, drogówka będzie miała nowe zadanie. I niech dojdzie do wypadku z udziałem maszynisty kolejowego po amfetaminie, powstanie jeszcze jeden nowy problem, tym razem nie dla drogówki ale dla kolejówki (czyli sokistów). Nie ma żadnego powodu, aby uważać, że procent spożywców narkotyków u kierowców autobusów miejskich jest wyższy niż u taksówkarzy czy maszynistów. Są jednak badania, które pokazują, że ten procent jest dużo wyższy u pracowników korporacji, ci na szczęście nie prowadzą pojazdów z większą liczbą pasażerów.

Na przestrzeni ostatnich blisko 40 lat obserwuję jak bezradnie kolejne władze podchodzą do kwestii narkomanii. Był czas, kiedy niemal wszystkie podmioty zajmowały się tym problemem, było wielkie larum, uliczne i medialne kampanie ostrzegawcze. To był czas  ś. p. Marka Kotańskiego, początki Monaru, z natężeniem tak wysokim, że pojawiały się sarkastyczne prośby o choćby jeden dzień w telewizji „bez Kotańskiego”.  Aż w końcu wykluło się rozwiązanie, które usunęło problem ze świadomości społecznej, ale problem pozostał i narasta. Narkomanię zaliczono do chorób, jak każda inna choroba, do tego liczne są oddziały Monaru, zatem jak ktoś chce, może się kurować.

W mojej ocenie liczba osób używających narkotyki rośnie i będzie rosła, tak jak rośnie liczba środków odurzających (przypomnę tylko sromotną porażkę władz wszelkich z dopalaczami). Nasilenie narkomanii jest efektem rosnącego poczucia pustki, samotności, bezsensu i oddalania się ludzi od siebie. Narkotyki, dopalacze, antydepresanty to wierzchołek góry lodowej. Żadne kontrole nie wyeliminują źródła ludzkich problemów. Skrzywienie cywilizacji przepełnionej kulturą posiadania („więcej mieć”) i egoizmu, będzie potęgowało chęć ucieczki z niej, z pozoru zrealizuje ją „odlot”, narkotykowy, alkoholowy, dopalaczowy. Pustka i samotność pozostaną, chwilowo zamglone amfetaminą i innymi środkami.

Jak w tej sytuacji mówić o prymacie „być” nad „mieć”, prymacie człowieka nad rzeczą, etyki nad techniką i miłosierdzia przed sprawiedliwością? Czyli o filarach Cywilizacji Miłości. Mówię, przypominam. Jest inna droga.

Itinerarium

URLOP Z FANTAZJĄ Czwartek 9 lipca 2020

Po raz pierwszy od wielu lat Polska (i pewnie prawie cała reszta świata) przeżywa problem z urlopem. Dotychczas oczywistym było, że kupuje się tydzień czy dwa, leżenia na plaży w ciepłym miejscu poza Polską. Pracownik kupował to leżenie za pieniądze pracodawcy.

Znajomi lekarze, przynajmniej dwóch, twierdzą, że urlopy w formie leżenia na plaży, powinny być zakazane i karalne. Potrafią podać kilkanaście czynników pogarszających stan zdrowia tak urlopujących. Wniosek jest taki, że pracodawca fundujący taki urlop pracownikowi, dopuszcza się pogorszenia zdrowia pracownika.

Urlop ma niedługą historię w dziejach ludzkości, zaledwie ponad 100 lat (wymyślili go holenderscy szlifierze diamentów!), a w Polsce stulecie urlopu obchodzić będziemy za 2 lata dopiero. Za urlopem przemawia cały potężny mechanizm finansowy – biura turystyczne, hotele, przeloty, atrakcje, szaleństwa. Za to wszystko płaci pracodawca, bo przecież w czasie urlopu pracownik nie wykonuje żadnych zajęć, urlop jest płatny (przez pracodawcę).

Nie wolno pomylić urlopu z potrzebą odpoczynku. Wszyscy potrzebujemy odpoczynku, relaksu, wytchnienia, a to wszystko wcale nie jest tożsame z urlopami. Dobrze pamiętam czasy, kiedy robotnicy w czasie urlopu nie jechali na „urlop”, ale świetnie wypoczywali na swoich ogródkach działkowych. Albo jechali do rodziców na wsi, aby pomagać przy żniwach. W pewnym sensie dobry urlop jest tylko zmianą miejsca pracy. I znam takich, którzy w czasie urlopu czytali po dwie książki dziennie, na co brakowało im czasu w trakcie pracy.

I jeszcze Ewangelia. Jezus zachęcał swoich uczniów, aby „wypoczęli nieco”(MK 6,31). I nigdy ich nie wysyłał na urlopy.

I końcowy wniosek, siostry i bracia. Nie musicie jechać, lecieć, płynąć na urlopy. Ale odpocznijcie, nabierzcie sił, z fantazją i rozmachem!

Itinerarium

O DEBATACH I WOJNACH Środa 8 lipca 2020

Ewangelie zanotowały kilkadziesiąt rozmów Jezusa z ludźmi. Rozmawiał z chorymi, ubogimi, obcokrajowcami, prostytutkami, żołnierzami, pasterzami i zbieraczami winogron. Rozmawiał też z politykami, Herodem czy Piłatem. I z hierarchią religijną Izraela. Można powiedzieć, że Jezus był w nieustannej debacie przez przynajmniej trzy lata.

Wiele zdań z tych debat przeszło do historii i stanowi do dzisiaj inspirację życiową – „Idź, sprzedaj wszystko co masz …” , przebaczać masz 77 razy, czyli zawsze, etc.

Dopóki ludzie chcą ze sobą rozmawiać, wzajemnie się słuchać i rozumieć, może z tego wyniknąć jakieś dobro.

Przeciwieństwem debaty jest wojna, najpierw na słowa, a potem na wszystkie możliwe sposoby, przy czym każdy sposób jest dobry, o ile skutecznie niszczy przeciwnika. A z tego dobra nie będzie żadnego.

Itinerarium

KTO SIĘ DZIŚ UPOMNI O BIEDNĄ POLSKĘ? Wtorek 7 lipca 2020

Strajkujący 40 lat temu, w lipcu 1980 r.,  pracownicy w fabryce helikopterów w Świdniku, potem w fabryce „Żuków” (dobra marka, w swoim czasie niewiele ustępująca VV Transporterom i Ford Transitom) i kolejarze z lokomotywowni w lubelskiej PKP, domagali się m.in. możliwości zakupienia pół kilograma wędlin tygodniowo dla swoich rodzin.

Pisali w postulatach także o większą ilość wody przy stanowiskach pracy a lato 80’ było nieznośnie gorące. Wody i wędlin brakowało. Oprócz sklepów, w których po niższych cenach mogli kupować członkowie partii i ich rodziny. Reszta ludzi bez problemu mogła kupować ocet, musztardę i lekko przeterminowane suchary.

Wszyscy strajkujący robili to mądrze, nie wychodzili na ulice, bo już wiedzieli jak to się skończyło w r. 1970 w Gdańsku i Szczecinie oraz w 1976 r. w Radomiu i Ursusie. Zostali w swoich fabrykach i tam czekali na reakcję władz. Wtedy już coś osiągnęli, coś co potem nazwane zostało Solidarnością, a co w efekcie doprowadziło do nowej polskiej wolności po r. 1989.

No i teraz, 40 lat później, wraca pytanie o solidarność, o los ludzi bezdomnych, bardzo ubogich, o uchodźców, o niezadbane dzieci na ulicach, o pozostawionych sobie samym więźniów wychodzących z zakładów karnych, o samotnych starcach, których dzieci robią kariery daleko od nich, o ludziach pogrążających się coraz bardziej w depresjach. Wraca pytanie o Polskę, Polskę, która o to wszystko się upomni.

Itinerarium

VIVAT LUDZIE I KLESZCZE! Poniedziałek 6 lipca 2020

Jego własnością jest morze, które sam stworzył, i ziemia, którą ulepiły Jego ręce – prawie codziennie odmawiam te słowa z psalmu 95. Miłośnicy gór też znajdą w tym samym psalmie coś miłego – Szczyty gór do Niego należą. Zapamiętajcie, szczyty! O Krupówkach tu nie ma mowy.

Potrzebujemy szumu morza, widoków ze szczytów, ogrodów z kwiatami, alei lipowych i innych spotkań z naturą. Może i po to, abyśmy zrozumieli, że nie wszystko sami, my ludzie, stworzyliśmy. Owszem, dużo wymyśliliśmy i zrobiliśmy, te wszystkie Internety, komputery i autostrady. Ale żaden smartfon nie dorówna urodą nadbałtyckim mewom czy źlebom przy Zawracie. No więc szukajmy sprawcy tych pięknych istot.

Morze, góry, skały, fale, bryzy i wiatry halne potrzebne są nam też po to, abyśmy odkryli, że i my, wspaniali ludzie, mamy Swojego Sprawcę, tajemniczego Stwórcę. I niech ten fakt wypełni nasze serca i głowy dziękczynieniem za istnienie nas samych i za istnienie biedronek, bocianów, szarotek, wiązów, żmii, komarów i nawet kleszczy.

Itinerarium

POKRZEPIENIE NIEDZIELNE Kazanie na 14 Niedzielę Zwykłą 5 lipca 2020

Kiedyś utrudzonych i umęczonych ciężką pracą widziano w ubrudzonych robotnikach przy maszynach i spoconych rolnikach  zbierających zboże. Dzisiaj ci najbardziej strudzeni i obciążeni, to ludzie ślęczący przed ekranami laptopów nad arkuszami ekseli, księgowe zliczające sterty faktur i kurierzy nie nadążający z dostarczaniem na czas przesyłek. I zapewne miliony Chińczyków, Hindusów czy Bengalczyków, za grosze produkujących reszcie świata wszystkie dobra powszednie i świąteczne.

Od spieczonych słońcem zbieraczy winogron w Judei, przez czarnoskórych pracowników przy bawełnie w Luizjanie i wytapiaczy stali w Nowej Hucie, po informatyków z Krzemowej Doliny i smutnych menedżerów niższego stopnia w korporacjach, wszędzie wre ludzka praca. A z niej rodziło się i rodzi zmęczenie, słabnięcie i bezsilność.

W to wszystko jednak wchodzi Chrystusowe wezwanie – „Przyjdźcie do Mnie, a Ja was pokrzepię”. Każda dobra praca, księgowej, programisty, logistyka, kierowcy, robotnika nakręcającego codziennie tysiące śrubek i gazownika doprowadzającego właściwe łącza, ma wielki sens. Jest uczestnictwem w wielkiej pracy samego Pana Boga, jest rozwijaniem i dokańczaniem Bożego dzieła stworzenia.

A niedziela jest dobrym dniem, kiedy możemy się ucieszyć współpracą z Panem Bogiem i z dumą powiedzieć, że z miłością służymy innym, klikając w klawiaturę i wciskając „enter” we właściwe miejsce. I niedziela jest dobrym czasem, aby przy Panu Bogu odpocząć i pozwolić, aby nas pokrzepił.

Ewangelia na dzisiaj:

W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: «Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie.

Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić.

Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie».

(Mt 11,25 – 30)

Itinerarium