MIKOŁAJ I WINCENTY I ŻYCIE WIECZNE

Poniedziałek 23 stycznia 2017 Nazwiska Wincentego Lewoniuka czy Mikołaja Grossa niewiele lub nic wam nie powiedzą. Obydwaj są zapomnianymi raczej i nieznanymi błogosławionymi męczennikami. Obydwaj mają swoje liturgiczne wspomnienia dzisiaj, 23 stycznia. Ich życiorysy wklejam na końcu wpisu (za www.brewiarz.pl).

Błogosławiony Wincenty został zastrzelony przez rosyjskich kozaków w obronie wiary, błogosławiony Mikołaj  z tego samego powodu powieszony przez hitlerowców.

Przepraszam, że ja tak w poniedziałek z pytaniem o życie wieczne startuję. No ale przecież nie tylko pracujemy, bywamy na urlopach czy szalejemy na nartach. Przecież gdzieś tam na horyzoncie winniśmy mieć życie wieczne. Dla tego życia wspomniani Wincenty i Mikołaj przelali krew. Nikt nas dzisiaj nie zaprowadzi przed pluton egzekucyjny, pewnie próba męczeństwa ominie nas.

Pozostaje jednakże codzienna próba miłości, która daje wstęp do życia wiecznego. Chodzi o tę czułość, o szczere i dobre słowa, o chleb, który damy biednym, o wsłuchanie się w żale utrapionych, o serce kochające. Błogosławieni męczennicy, Wincenty i Mikołaju, którzy już życie wieczne znacie, módlcie się za nami.

Mikołaj Gross urodził się 30 września 1898 roku w Niederwenigern, małej miejscowości w Zagłębiu Ruhry, w Niemczech. Wychowywał się w rodzinie ubogiej i pobożnej. Po ukończeniu szkoły podstawowej w 1912 roku, pracował najpierw przez trzy lata w walcowni, a potem przez pięć lat jako górnik w kopalni. Jednocześnie uczęszczał w Essen na kursy wieczorowe, by zdobyć lepsze wykształcenie. W 1917 roku zapisał się do Związku Górników Chrześcijańskich, a w 1919 roku został członkiem Stowarzyszenia Górników i Robotników św. Antoniego Padewskiego.
Wiara katolicka bardzo wcześnie pomogła mu zrozumieć, że dla chrześcijanina solidarność stanowi drogę do przezwyciężenia niesprawiedliwości i nierówności społecznych. To prowadziło go do jeszcze większego zaangażowania w działalność społeczną. W 1920 roku został sekretarzem Związku Młodzieży w Oberhausen, a rok później rozpoczął pracę w redakcji chrześcijańskiego czasopisma „Górnik” (wydawano go w Essen). Od 1922 roku przewodniczył Stowarzyszeniu Górników Chrześcijańskich, najpierw na Dolnym Śląsku, potem w Saksonii i Zagłębiu Ruhry. W połowie 1926 roku został redaktorem, a następnie dyrektorem „Westdeutsche Arbeiterzeitung”, najważniejszej gazety ruchu robotników chrześcijańskich w zachodnich Niemczech (osiągała nakład 170 tys. egzemplarzy).
Wkrótce też nastąpiła poważna zmiana w jego życiu. W dniu 23 maja 1923 roku ożenił się z Elżbietą Koch. Znali się jeszcze z lat szkolnych. Tworzyli kochającą się parę. Z ich małżeństwa w latach 1924-1940 urodziło się siedmioro dzieci. Był dobrym ojcem, bardzo przywiązanym do rodziny. W 1930 roku rodzina Grossów przeniosła się do Kolonii.
W swojej działalności Mikołaj coraz bardziej sprzeciwiał się zarówno nazistowskim teoriom ekonomicznym, jak i antychrześcijańskiej i neopogańskiej ideologii. Powtarzał: „Szczególną troską powinniśmy otaczać ubogich i chorych”. Nie był wielkim mówcą, ale w jego słowach słychać było szczerość i prawdę. To pociągało za nim ludzi. Z każdym rokiem rosnących wpływów Adolfa Hitlera, zasłona propagandy była coraz mniej szczelna. Coraz więcej osób przekonywało się o prawdziwym obliczu narodowego socjalizmu. Przy każdej nadarzającej się okazji Mikołaj nawoływał robotników do uważnego i uczciwego przyglądania się działaniom przedstawicieli nowej partii. Po objęciu władzy przez Hitlera w 1933 roku, kierowany przez Grossa dziennik borykał się z coraz większymi trudnościami. Mikołaj przypominał na jego łamach, że „chrześcijanie powinni sprzeciwiać się narodowym socjalistom nie tylko z powodów ekonomicznych i politycznych, ale przede wszystkich ze względu na naszą wiarę i kulturę”. Kresem dziennika stał się rok 1938 – zakazano jego wydawania.
Mikołaj publikował jeszcze pomniejsze pisma. Przyłączył się także do ruchu oporu w Niemczech. Z tego powodu jego nazwisko figurowało na czarnej liście władz narodowo-socjalistycznych. Po nieudanym zamachu na Hitlera w dniu 20 lipca 1944 roku, Gross, pomimo że nie brał udziału w jego przygotowaniu, został aresztowany. Był torturowany i więziony w Kolonii, Frankfurcie nad Menem, Ravensbrück i Berlinie. Na koniec, w dniu 15 stycznia 1945 roku wyrokiem tzw. sądu ludowego, pod przewodnictwem Rolanda Freislera, skazano go na śmierć. Dwa dni później jego żona, która na wszelkie sposoby próbowała go ratować, uzyskała zezwolenie na piętnastominutowe odwiedziny. Podczas ostatniego spotkania Mikołaj powiedział jej: „Do zobaczenia w lepszym świecie. W niebie będę mógł zrobić więcej dla ciebie i dla dzieci niż na tym świecie”.
W dniu 23 stycznia 1945 roku został powieszony w więzieniu w Berlinie-Plötzensee. Naziści bali się jego wiary w Boga, jego siły ducha, także po śmierci. Dlatego ciało Mikołaja spalono, a rodzinę powiadomiono o jego śmierci dopiero 7 lutego. Kilka miesięcy później koszmar II wojny światowej dobiegł końca.

Wincenty Lewoniuk i męczennicy z Pratulina.

Męczennicy z Pratulina byli prostymi chłopami z Podlasia. Zasłynęli niezwykłym męstwem i przywiązaniem do swej wiary podczas prześladowań Kościoła katolickiego, które miało miejsce na terenie zaboru rosyjskiego.
Kościół unicki, będący w jedności z Rzymem, powstał na mocy Unii Brzeskiej z 1596 roku. Doprowadziła ona do zjednoczenia Kościoła prawosławnego na terenach Rzeczpospolitej z Kościołem katolickim i papieżem. Wyznawcy tego Kościoła, po zjednoczeniu, nazywani są powszechnie unitami.
Prześladowania rosyjskie były wyjątkowo krwawe i dobrze zorganizowane. Carowie zaczynali likwidację Kościoła katolickiego od zniszczenia właśnie Kościoła unickiego. Czynili to planowo i systematycznie. W roku 1794 caryca Katarzyna II zlikwidowała Kościół unicki na podległych sobie ziemiach. W roku 1839 car Mikołaj I dokonał urzędowej likwidacji Kościoła unickiego na Białorusi i Litwie. W drugiej połowie XIX w. na terenach zajętych przez Rosję Kościół unicki istniał już tylko w diecezji chełmskiej, w Królestwie Polskim. Administracja carska zaplanowała likwidację także tego Kościoła. Car Aleksander II zaaprobował program prześladowań.
Na styczeń 1874 roku zaplanowano wprowadzenie obrzędów prawosławnych do liturgii unickiej. Następnie mieli to zaakceptować wierni, a rząd rosyjski oficjalnie potwierdzał przystąpienie danej parafii do Kościoła prawosławnego. Wcześniej usunięto biskupa i kapłanów, którzy nie zgadzali się na reformy prowadzące do zerwania jedności z papieżem. Za swoją wierność zapłacili oni zsyłkami na Sybir, więzieniem lub usunięciem z parafii. Wierni świeccy, pozbawieni pasterzy, sami ofiarnie bronili swojego Kościoła, jego liturgii i jedności z papieżem, często nawet za cenę życia.
W Pratulinie doszło do starcia z Kutaninem, carskim naczelnikiem powiatu. Żądał on, aby miejscowi parafianie oddali kościół nowemu duszpasterzowi. Ludność nie zgodziła się na oddanie świątyni. Mieszkańcy otrzymali kilka dni do namysłu. Kutanin powrócił do Pratulina w dniu 24 stycznia 1874 roku, ale nie sam, lecz z kozakami. Żołnierzami dowodził pułkownik Stein. Na wieść o tym przy cerkwi zebrała się niemal cała parafia. Naczelnik zażądał kluczy cerkiewnych. Straszył zgromadzonych wojskiem. Otoczył kościół, zajmując pozycje za parkanem przykościelnym.
Unici wiedzieli, że obrona świątyni może ich kosztować utratę życia. Szli do kościoła, aby bronić wiary i byli gotowi na wszystko. Żegnali się z bliskimi w rodzinach, ubierali się odświętnie, ponieważ, jak mówili, szło o najświętsze sprawy. Nie mogąc nakłonić unitów do rozejścia się ani groźbami, ani obietnicami łask carskich, dowódca dał rozkaz strzelania do zebranych. Widząc, że wojsko ma nakaz zabijania stawiających opór, wierni uniccy uklękli na cmentarzu świątynnym i śpiewem przygotowywali się do złożenia życia w ofierze. Umierali pełni pokoju, z modlitwą na ustach, śpiewając „Święty Boże” i „Kto się w opiekę”. Nie złorzeczyli prześladowcom, gdyż jak mówili: „słodko jest umierać za wiarę”.
Pułkownik Stein wydał rozkaz, aby żołnierze się przegrupowali, a następnie ustawili bagnety na karabinach i przygotowali do odebrania cerkwi przemocą. Wśród obrońców byli dawni żołnierze carskiej armii, którzy znali zasady wojskowego rzemiosła. Wiedzieli, że żołnierze nie mogą postępować brutalnie wobec ludności cywilnej. Wojsko przekroczyło parkan i bijąc ludzi kolbami karabinów i kłując bagnetami, torowało sobie drogę do cerkwi.

Przy świątyni w Pratulinie w dniu 24 stycznia 1874 roku poniosło śmierć za wiarę i jedność Kościoła 13 unitów. Byli to:

Wincenty Lewoniuk, lat 25, żonaty, pochodził z Woroblina. Był człowiekiem pobożnym i cieszył się uznaniem u ludzi. Jako pierwszy oddał życie w obronie świątyni.

Daniel Karmasz, lat 48, żonaty, pochodził z Lęgów. Jego syn mówił, że ojciec był człowiekiem religijnym. Jako przewodniczący bractwa podczas obrony kościoła stanął na czele z krzyżem, który do dzisiaj jest przechowywany w Pratulinie.

Łukasz Bojko, lat 22, kawaler, pochodził z Lęgów. Brat zaświadczył, że Łukasz był człowiekiem szlachetnym, religijnym i cieszył się dobrą opinią wśród ludzi. W czasie obrony świątyni bił w dzwony.

Konstanty Bojko, lat 49, żonaty, pochodził z Zaczopek. Był ubogim rolnikiem i sprawiedliwym człowiekiem.

Konstanty Łukaszuk, lat 45, żonaty, pochodził z Zaczopek. Był sprawiedliwym i uczciwym człowiekiem, szanowanym przez ludzi. W wyniku otrzymanych ran zmarł następnego dnia, zostawiając żonę i siedmioro dzieci.

Bartłomiej Osypiuk, lat 30, pochodził z Bohukal. Był żonaty z Natalią i miał dwoje dzieci. Cieszył się szacunkiem mieszkańców. Był uczciwy, roztropny i pobożny. Śmiertelnie ranionego przewieziono go do domu, gdzie zmarł modląc się za prześladowców.

Anicet Hryciuk, lat 19, kawaler, pochodził z Zaczopek. Był młodzieńcem dobrym, pobożnym i kochającym Kościół. Idąc do Pratulina z żywnością dla obrońców, powiedział do matki: „Może i ja będę godny, że mnie zabiją za wiarę”. Zginął przy świątyni 24 stycznia w godzinach popołudniowych.

Filip Kiryluk, lat 44, żonaty, pochodził z Zaczopek. Wnuk zaświadczył, że miał opinię troskliwego ojca, dobrego i pobożnego człowieka. Zachęcał innych do wytrwania przy świątyni i sam oddał życie za wiarę.

Ignacy Frańczuk, lat 50, pochodził z Derła. Był żonaty z Heleną. Miał siedmioro dzieci. Syn mówił, że ojciec starał się wychowywać dzieci w bojaźni Bożej. Wierność Bogu przedkładał nad wszystko. Idąc do Pratulina założył odświętne ubranie i ze wszystkimi się pożegnał, przeczuwając, że już nie wróci. Po śmierci Daniela podniósł krzyż i stanął na czele broniących świątyni.

Jan Andrzejuk, lat 26, pochodził z Derła. Był żonaty z Mariną, miał dwóch synów. Uważany był za człowieka bardzo dobrego i roztropnego. Pełnił funkcję kantora w parafii. Odchodząc do Pratulina żegnał się ze wszystkimi, jakby to miało być ostatnie pożegnanie. Ciężko ranny przy kościele, został przewieziony do domu, gdzie niebawem zasnął w Panu.

Maksym Gawryluk, lat 34, pochodził z Derła. Był żonaty z Dominiką. Cieszył się opinią dobrego i uczciwego człowieka. Ciężko ranny przy świątyni, umarł w domu dnia następnego.

Onufry Wasyluk, lat 21, pochodził z Zaczopek. Był praktykującym katolikiem, uczciwym i szanowanym w miejscowości człowiekiem.

Michał Wawryszuk, lat 21, pochodził z Derła. Pracował w majątku Pawła Pikuły w Derle. Cieszył się dobrą opinią. Ciężko ranny przy kościele, zmarł następnego dnia w domu.

Męczeństwo w Pratulinie nie było faktem odosobnionym. Szczególnie od stycznia 1874 roku każda parafia unicka na Podlasiu pisała swoje męczeńskie dzieje. Car oficjalnie zlikwidował unicką diecezję chełmską w 1875 roku, a unitów zapisał wbrew ich woli do Kościoła prawosławnego. Wierni tego nie przyjęli i za swoją wierność Kościołowi katolickiemu płacili wielokrotnie śmiercią, zsyłkami na Sybir, więzieniem, karami. Pozostawionym bez pasterzy unitom z tajną posługą kapłańską śpieszyli księża katoliccy z Podlasia oraz misjonarze z Galicji i regionu poznańskiego. Mocna wiara unitów i solidarna pomoc Kościoła katolickiego pozwoliły przetrwać czas prześladowań i doczekać dekretu o wolności religijnej cara Mikołaja II z kwietnia 1905 roku. W tym właśnie roku większość unitów z Podlasia i lubelszczyzny przepisała się do parafii rzymskokatolickich, gdyż struktury Kościoła unickiego jeszcze wtedy nie istniały.
Ponieważ o męczeństwie unitów z Pratulina zachowało się najwięcej dokumentów, biskup podlaski Henryk Przeździecki wybrał ich jako kandydatów na ołtarze i przedstawicieli wszystkich męczenników, którzy na Podlasiu oddawali życie za wiarę i jedność Kościoła.
Unici z Pratulina i innych parafii zostali od samego początku uznani za męczenników przez swoje rodziny, przez parafian, przez lud na Podlasiu, a także przez Kościół powszechny. Hołd dla męczeńskiej śmierci unitów złożyli papieże Pius IX, Leon XIII i Pius XII. Ich ofiara pomogła mieszkańcom Podlasia zachować wiarę i tożsamość narodową w ciężkich czasach panowania ateistycznego komunizmu.
Błogosławiony Wincenty Lewoniuk i 12 Towarzyszy byli mężczyznami w wieku od 19 do 50 lat. Z zeznań świadków i dokumentów historycznych wynika, że byli ludźmi dojrzałej wiary. Masakra przy kościele zapewne trwałaby dłużej, gdyby nie wypadek postrzelenia żołnierza przez innego kozaka. Przerwano więc ogień i żołnierze bez przeszkód dotarli do drzwi cerkwi, które otworzyli siekierą. Do świątyni wprowadzono rządowego proboszcza. Rozproszony lud zbierał swoich rannych, których było około 180 osób. Ciała zabitych leżały na cmentarzu kościelnym przez całą dobę. Potem pogrzebano je bezładnie, wrzucając do wspólnej mogiły, którą zrównano z ziemią, aby nie pozostawić żadnego śladu po pochówku. Miejscowi ludzie jednak dobrze zapamiętali to miejsce. Zostali pogrzebani przez wojsko rosyjskie bez szacunku i bez udziału najbliższej rodziny. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku grób męczenników został należycie upamiętniony. 18 maja 1990 roku szczątki Męczenników zostały przewiezione z grobu do świątyni parafialnej.
Obrona świątyni otoczonej uzbrojonym wojskiem nie była skutkiem chwilowego przypływu gorliwości, ale konsekwencją głębokiej wiary mieszkańców Pratulina. Męczennicy uniccy pod wieloma względami są podobni do męczenników z pierwszych wieków chrześcijaństwa, kiedy to prości wierni ginęli za odważne wyznawanie wiary w Chrystusa.
Do grona błogosławionych męczennicy pratulińscy zostali wprowadzeni przez św. Jana Pawła II w dniu 6 października 1996 roku, w rocznicę 400-lecia zawarcia Unii Brzeskiej.

Itinerarium

BOGOWIE KTÓRYCH WYBIERAMY DZISIAJ

 

Kazanie na 3 Niedzielę Zwykłą 22 stycznia 2017 Dziś Boga się wybiera. Możemy wybrać Chrystusa, Allaha, któregoś z bogów rodzimowierczych (czyli dawnych bogów wyznawanych przed chrystianizacją Polski), np. Świętowita, Peruna czy Swarożyca – popularność tych kultów rośnie szybko w naszym kraju. Możemy też zapisać się do Polskiego Kościoła Latającego Potwora Spaghetti i czcić nitki makaronowe – najbliższa okazja już niedługo w Warszawie (27 stycznia, poszukajcie w Internecie).

Najczęściej wybieramy jednak boga o imieniu Mamona, którego świątynie, zwane niewinnie galeriami handlowymi czy supermarketami licznie dziś odwiedzimy. Tam, po mniej czy bardziej nudnych mszach świętych, nacieszymy się wreszcie nowymi rzeczami po długich obrzędach przymierzania, oglądania i porównywania. Dziś Boga się wybiera.

Jezus spacerował nad brzegiem Jeziora Galilejskiego, w którym Piotr i Andrzej (bracia), Jakub i Jan (bracia) łowili dorodne karpie. Dzięki temu powodziło im się lepiej niźli przeciętnemu mieszkańcowi Galilei. Czemu „natychmiast pozostawili sieci i poszli za Nim”? Bo ich wybrał. Zaryzykowali bo zostali wybrani.

Na dawnych balach urodziwe dziewczęta z biciem serca czekały aż jakiś piękny kawaler poprosi którąś z nich do tańca. Została wybrana! Zaproszona, właśnie ona! Anna Jantar znakomicie to wyśpiewała (znajdźcie sobie):

Tylko mnie poproś do tańca 
Ja na nic więcej nie liczę
Od krańca świata do krańca
Od piekła do nieba bram

Panie Jezu, wybierz mnie, chcę iść za Tobą.

 

Ewangelia na dzisiaj:

 

(Mt 4,12-23)
Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, Droga morska, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło. Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie. Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu.

Itinerarium

JAK PAN BÓG NOSY NAM WYCIERA

Kazanie na Dzień Babci i Dziadka Sobota 21 stycznia 2017 Wnuczęta otrzymują prezenty od dziadków przynajmniej dwanaście razy w roku, przy okazji każdej emerytury. Dziadkowie od wnuków zwykle raz, właśnie dziś, 21 stycznia.

Możemy zrobić prezent tym naszym babciom i dziadkom, którzy są już po Tamtej stronie życie, niech to będzie zdrowaśka a może nawet cały różaniec. Bez nich nie byłoby nas, nie tylko w sensie ciała, dziadkowie utkali pewnie w wielu z nas wiarę i czułość. Tym, którzy jeszcze żyją warto zanieść wdzięczność, niech będzie nawet laurka. Tym z was, którzy już są babciami i dziadkami wielki szacunek, Wasza miłość jest nie do zastąpienia, żaden Internet, tak kochany przez wnuki, nie dorównuje Wam w mądrości i cieple.

A wszystkim Wam, wnukom i wnuczkom, przypominam, że to sam Pan Bóg Was głaskał i tulił, opowiadał bajki przed snem,  prowadził na spacery i wycierał zasmarkane nosy. Tak, On, tylko że wymyślił sobie babcie i dziadków jako doskonałe narzędzia Swojej miłości.

Itinerarium

NIE PŁACZEMY NA DARMO

Piątek 20 stycznia 2017 Czasem płaczemy. Bo ktoś odszedł, gdzieś niedaleko albo całkiem i na zawsze. Bo zraniła nas kochana osoba, słowem albo nożem, tak też bywa. Płaczemy, bo córka lub syn wylądowali w więzieniu, słusznie skazani. Bo zrobiliśmy świństwo i pali nas wstyd. Bo nie możemy znaleźć Boga, a szczerze Go szukaliśmy. Płaczemy jeszcze z wielu ważnych i prawdziwych powodów.

Nie płaczemy jednak na darmo. Każda nasza łza ma sens. Ładnie opisał to Dawid w swoim psalmie (56):

„Ty przechowałeś łzy moje w swym bukłaku,

czyż nie są zapisane w Twej księdze?”

Tak, każda nasza szczera łza trafia do Bożego bukłaku, Bóg ją zapisuje w specjalnej księdze i na końcu zamieni ją w szczęście. Wieczne.

Itinerarium

GRZESZYMY I GRZESZYMY ALE JEST ŻYCIE WIECZNE

Czwartek 19 stycznia 2017 Wszystkim nam – mnie na pewno – przydarza się zrobić, powiedzieć, pomyśleć coś złego. No i jest grzech. Choć nie wiemy jak reaguje na to Pan Bóg, coś nas wewnętrznie wierci i żre.

Można wtedy pójść do spowiedzi – „Weźmijcie Ducha Świętego! Komu odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (Ewangelia wg św. Jana 20,22). Ja, ponieważ staram się wierzyć, chodzę do spowiedzi i – jak na razie – wszystkie grzechy mam odpuszczone. Ci, którzy nie wierzą, albo przynajmniej tak się im wydaje (Itinerarium jest dla wszystkich, dla tych którzy wierzą, którzy nie wierzą, dla tych, którym wydaje się, że wierzą lub że nie wierzą) nie są w gorszej sytuacji, bo – „Przede wszystkim miejcie wytrwałą miłość jedni ku drugim, bo miłość zakrywa wiele grzechów”, a napisał to jeden z tych, co otrzymali władzę odpuszczania grzechów, sam św. Piotr w swoim Drugim Liście (4,8).

Zatem, jeśli się nie spowiadacie z jakiegoś powodu, mocno kochajcie, a wasza miłość zakryje wiele waszych grzechów, pewnie wszystkie. I to tak zakryje, że Pan Bóg będzie widział tylko Waszą miłość a  nie grzechy.

No i pamiętajcie, że grzechy to jedna sprawa, a życie wieczne to druga. Kiedy już staniemy Tam – na Sądzie Ostatecznym – to Pan Jezus przypomni nam swoją naukę, czytajcie dalej. Grzechy grzechami, ale trzeba w pierwszym rzędzie podzielić się chlebem (i pieniędzmi) z głodnymi, pójść do szpitali i przygarnąć uchodźców. I spokojnie usłyszeć: „Pójdźcie, błogosławieni …”

 

Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata!
Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść;
byłem spragniony, a daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie;
byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;
byłem chory, a odwiedziliście Mnie;
byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”.
Wówczas zapytają sprawiedliwi: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?” A Król im odpowie: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.
Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom!
Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść;
byłem spragniony, a nie daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie;
byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie;
byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie.”
Wówczas zapytają i ci: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?” Wtedy odpowie im: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili”. I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego». (Mt 25, 31 – 45)

Itinerarium

KOSZE RÓŻ I SŁUCHAJCIE

Środa 18 stycznia 2017 The Beatles zaśpiewali bodaj tylko jedną piosenkę, w której nie ma mowy o miłości („Yellow Submarine”), chyba, że ktoś się dopatrzy w słowach   „So we sailed up to the sun, till we found the sea of green” jakichś wątków miłosnych.

Poza miłością wszystko to lipa. Ale nie chodzi o łzawe filmy, tasiemcowe seriale i rymowane piosenki disco – polo.

Nie będę jednak przypominał komukolwiek z was, że ma zadzwonić do kogoś, w końcu przeprosić i upaść na kolana, wysłać kosz róż, przestać pić, darować dług czy wreszcie wysłuchać prawdy długo skrywanej. Kto miłuje – pisał prawie stuletni Jan Apostoł – przeszedł ze śmierci do życia (1 J 3, 14).

Dobrze, doradzę za kolejnym świętym, Pawłem – „Postępujcie drogą miłości” (Ef 5, 2). Darujcie długi, róże wyślijcie, mówcie „Przepraszam”, długo słuchajcie najbliższych. Postępujcie drogą miłości.

Itinerarium

O MIELONYM WOLNOŚCI I MIŁOŚCI

Wtorek 17 stycznia 2017 Jednego razu podeszła do mnie parafianka, mocno zdenerwowana i zapytała co ma zrobić, bo zapomniała, że jest piątek i zjadła na obiad mielonego, w czasie wizyty u siostry.

– A czy smakowało pani? – zapytałem.

– No tak … – odrzekła niepewnie kobieta.

– To proszę powiedzieć „Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu”.

Czujemy się bezpiecznie, jeśli zachowujemy się poprawnie, wobec fiskusa, policji drogowej, straży miejskiej i zasadniczego męża. I podobnie myślimy o Panu Bogu, który – jak nam się zdaje – surowo monitoruje co wcinamy w piątki (i środy popielcowe). Zgodnie z Pismem Świętym Pan Bóg nie wie co to piątek, bo u Niego zawsze jest Teraz, a my mamy te wszystkie „blue Monday” (ponoć był wczoraj – najsmutniejszy dzień w roku), tłuste czwartki i wolne soboty.

Święty Paweł przypominał Galatom, wówczas zamieszkujących okolice dzisiejszej Ankary, stolicy, Turcji, że „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus!” (List św. Pawła do tychże Galatów, rozdział 5, wers 1).

Z powodu tej wolności uczniowie zrywali kłosy i smakowały im. Wolność jest tym, co czyni nas podobnymi do samego Pana Boga. Do Pana Boga, którego należy kochać całym sercem, umysłem, ze wszystkich sił i myśli.

Ewangelia na dzisiaj:

Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat pośród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy. Na to faryzeusze rzekli do Niego: «Patrz, czemu oni czynią w szabat to, czego nie wolno?» 

On im odpowiedział: «Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie i poczuł głód, on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, najwyższego kapłana, i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom». 

I dodał: «To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Zatem Syn Człowieczy jest Panem także szabatu» Mk 2, 23-28

Itinerarium

WIOSENNE WIEŚCI ZNAD LIMPOPO

Poniedziałek 16 stycznia 2017 Wczorajsza wizyta w lesie upewniła mnie, że wiosna jest dużo bliżej niż myślimy. Najpierw piruety napowietrzne kruków nad lasami i polami i te tęskne głosy, szukające partnerek. Dzieje się. Mogłem też posłuchać bębnienia dzięcioła. A dzięcioł, jak wiadomo, nie wali dziobem na darmo. O tej porze dzięcioł informuje, że zajął kawałek lasu i może skuć dziób innemu, jeśli nie pojąłby tegoż komunikatu, co jakiś czas stuka też w brzozy i sosny w sposób znany samiczkom. Dzieje się.

Dzieje się także nad rzeką Limpopo, w dalekim Mozambiku. Tam dolatują najbardziej wytrwałe polskie bociany, to ponad 14 000 km. I okazuje się, że pierwsze stadka już ruszyły na północ! Oznacza to, iż wylądują nad Wieprzem i Wisłą w kocu marca, średnio dziennie lecąc nawet po 200 km. Oczywiście te najbardziej leniwe zimują wokół jeziora Wiktoria i wystarczy im zerwać się za dwa tygodnie i już na początku marca wlecieć do Unii Europejskiej (zwykle bez wizy). Dzieje się.

Sumując, dzięcioły i kruki w ruchu, bociany w locie. Tylko z nami ludźmi jakaś lipa. Przekarmione świętami i przygrube ludzkie pupy trzymają nas twardo przy ziemi i przy zimie, bo wiosna to lot, zryw i ruch. No chyba, że ktoś da się porwać i unieść duchowi miłości, Świętemu Duchowi.

Na fotce zaprzyjaźniony bocian, jeśli nie bujał, to właśnie wczoraj wystartował znad Limpopo. Do zobaczenia boćku drogi już w Polsce!

Itinerarium

KORYTARZ HUMANITARNY W BP I LUBLINIE

Kazanie na 103 Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy Niedziela 15 stycznia 2017 Ciężkie czasy dla uchodźców. A dzisiaj w Kościele Katolickim obchodzony jest 103 Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy, co na ten temat ma do powiedzenia Franciszek możecie przeczytać na końcu dzisiejszego wpisu.

W czerwcu ub. roku Caritas Polska zaproponowała stworzenie tzw. korytarzy humanitarnych. Polegają one na przewożeniu niewielkich grup uchodźców, którzy – po rozpoznaniu ich sytuacji przez Caritas i po kontroli odpowiednich polskich służb – dzięki specjalnym wizom przylatywałyby samolotami, unikając tym samym narażania życia w czasie przeprawy przez morze. Chodziło o uchodźców z Syrii. Piękna idea, mocno za nią orędował Franciszek. W odpowiedzi na tę ideę jeden z wiceministrów naszego rządu, skądinąd absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, raczył odpowiedzieć, że ten pomysł jest „kontrproduktywny.” I tak pomysł pomocy uchodźcom umarł – wklejam dalej link dla ciekawych, jak to wszystko się toczyło.

No ale co tam ministrowie, Polacy mają swoje zdanie. Przed ponad tygodniem wjechały do Polski, do Białej Podlaskiej, dwie czeczeńskie rodziny, po kilku miesiącach koczowania na dworcu kolejowym w Brześciu. Trzeba było im szybko pomóc, m.in. z zakupem ciepłych kurtek, czapek i szalików. Poprosiłem o pośrednictwo o. Tomasza, kapucyna z bialskiego klasztoru. Poszedł z tymi rodzinami na zakupy a wieczorem napisał mi:

527,19 tyle wydaliśmy i na tyle są faktury.  200 zł dorzucił „nieznany” dobrodziej . Więc jeśli byś mi zwracał to 327. 

Była taka sytuacja w sklepie, że ekspedientka pomagała nam wybrać przecenione ubranka, później zrobiła dodatkową przecenę a na koniec kupiła za swoje pieniądze zabawki i laleczkę dla małej Czeczenki.  A potem wybiegła za nami i powiedziała, że chce uzbierać trochę ubranek i przekazać im. A jak się uda, to zbierze też trochę pieniędzy.

I tak się stworzył korytarz humanitarny w Białej Podlaskiej. Bardzo produktywny. Bardzo produktywna, pozostając już przy nomenklaturze ministerialnej, jest także ciągła pomoc czeczeńskim uchodźcom realizowana prze środowiska lubelskie. Wielki szacun dla Białej Podlaskiej, Lublina i dla  wszystkich, którzy wierzą w Ewangelię. W słowa Pana Jezusa – „Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie”.

 

Obiecany link:

 

http://www.rp.pl/Uchodzcy/310129903-Rzad-zablokowal-pomysl-korytarzy-humanitarnych-dla-uchodzcow.html#ap-2

ORĘDZIE PAPIEŻA FRANCISZKA
NA ŚWIATOWY DZIEŃ MIGRANTA I UCHODŹCY 2017 R.
[15 stycznia 2017]

“Imigranci niepełnoletni, bezbronni i pozbawieni głosu”

 

Drodzy bracia i siostry!

„Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał” (Mk 9,37; Mt 18,5; Łk 9,48; J 13,20). Tymi słowami Ewangeliści przypominają wspólnocie chrześcijańskiej naukę Jezusa, która jest zarówno porywająca jak i zobowiązująca. Stwierdzenie to wytycza w istocie pewną drogę, która prowadzi do Boga, począwszy od najmniejszych, a skończywszy na Zbawicielu w dynamice gościnności. Zatem to właśnie gościnność jest niezbędnym warunkiem, aby urzeczywistnić tę drogę: Bóg stał się jednym z nas, w Jezusie stał się dzieckiem, a otwartość na Boga w wierze, która karmi nadzieję, wyraża się w miłosnej bliskości wobec najmniejszych i najsłabszych. Zarówno wiara, nadzieja jak i miłość są zaangażowane w uczynkach miłosierdzia, tak względem duszy, jak i ciała, które odkryliśmy podczas niedawnego Jubileuszu Nadzwyczajnego.

Ale Ewangeliści podkreślają również odpowiedzialność tych, którzy działają wbrew miłosierdziu: „kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza” (Mt 18,6; Mk 9,42; Łk 17,2). Jakże nie myśleć o tym surowym ostrzeżeniu zastanawiając się nad wyzyskiem, jakiego dopuszczają się ludzie bez skrupułów, ze szkodą dla wielu chłopców i dziewcząt wprowadzanych na drogę prostytucji lub nabranych na pornografię, zniewolonych pracą dziecięcą lub zaciągniętych do wojska, wplątanych w handel narkotykami i inne formy przestępczości, zmuszonych do ucieczki od konfliktów i prześladowań, związanej z ryzykiem samotności i opuszczenia?

Z tego względu z okazji dorocznego Światowego Dnia Migranta i Uchodźcy, zależy mi na zwróceniu uwagi na sytuację nieletnich imigrantów, zwłaszcza samotnych, wzywając wszystkich do otoczenia troską dzieci, które są trzykrotnie bezbronne, ponieważ są nieletnie, ponieważ są cudzoziemcami i ponieważ są bezradne, kiedy z różnych powodów zmuszone są żyć z dala od ojczyzny, oddzielone od miłości rodzinnej.

Dzisiaj migracje nie są zjawiskiem ograniczonym do niektórych obszarów naszej planety, ale dotykają wszystkich kontynentów i w coraz większym stopniu nabierają wymiarów dramatycznego problemu globalnego. Chodzi nie tylko o ludzi poszukujących godnej pracy czy lepszych warunków życia, ale także mężczyzn i kobiety, osoby starsze i dzieci, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia swoich domów w nadziei ocalenia siebie i znalezienia pokoju i bezpieczeństwa w innym miejscu. To przede wszystkim nieletni płacą wielkie koszty emigracji, niemal zawsze spowodowanej przez przemoc, ubóstwo i warunki środowiskowe – czynniki z którymi niemal zawsze łączy się również globalizacja w jej aspektach negatywnych. Niepohamowany wyścig ku szybkim i łatwym zyskom pociąga za sobą także rozwój obrzydliwych plag, jak handel dziećmi, wyzysk i maltretowanie nieletnich i, ogólnie, pozbawienie praw właściwych dzieciństwu usankcjonowanych w Konwencji o prawach dziecka ONZ.

Okres dziecięcy ze względu na jego szczególną delikatność ma unikalne i niezbędne wymagania. Przed wszystkim prawo do zdrowego i bezpiecznego środowiska rodzinnego, w którym można wzrastać pod kierunkiem i przykładem ojca i matki. Następnie, prawo i obowiązek do otrzymania odpowiedniego wykształcenia, głównie w rodzinie, a także w szkole, gdzie dzieci mogą rozwijać się jako ludzie i jako protagoniści swojej własnej przyszłości i przyszłości swojej ojczyzny. Rzeczywiście w wielu częściach świata czytanie, pisanie i dokonywanie elementarnych rachunków jest nadal przywilejem nielicznych. Ponadto wszyscy nieletni mają prawo do zabawy i podejmowania aktywności rekreacyjnych – a w sumie mają prawo, aby być dziećmi.

Natomiast wśród imigrantów dzieci są grupą najbardziej narażoną, ponieważ, wchodząc w życie, są niedostrzegane i pozbawione głosu: niestabilność pozbawia je dokumentów, ukrywając je w oczach świata; nieobecność towarzyszących im dorosłych uniemożliwia, by ich głos się podniósł i był słyszalny. W ten sposób imigranci niepełnoletni często ostatecznie lądują na najniższych poziomach ludzkiej degradacji, gdzie bezprawie i przemoc wypalają przyszłość wielu niewinnych ludzi, zaś sieć wyzysku nieletnich trudno przełamać.

Jak na to reagować?

Przede wszystkim zdając sobie sprawę, że zjawisko migracji nie jest oderwane od historii zbawienia, a wręcz stanowi jej część. Z nim jest związane przykazanie Boże: „Nie będziesz gnębił i nie będziesz uciskał cudzoziemców, bo wy sami byliście cudzoziemcami w ziemi egipskiej” (Wj 22,20); „Wy także miłujcie cudzoziemca, boście sami byli cudzoziemcami w ziemi egipskiej” (Pwt 10,19). Zjawisko to jest znakiem czasów, znakiem mówiącym o opatrznościowym dziele Bożym w historii i we wspólnocie ludzkiej w oczekiwaniu na powszechną komunię. Nie pomijając problemów a często także dramatów i tragedii migracji, jak również trudności związanych z godnym przyjęciem tych osób, Kościół zachęca do rozpoznania Bożego planu także w tym zjawisku, będąc pewnym, że nikt nie jest obcy we wspólnocie chrześcijańskiej, „obejmującej osoby każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków” (Ap 7,9). Każdy jest cenny, osoby są znacznie ważniejsze niż rzeczy, a wartość każdej instytucji mierzona jest w zależności od tego, jak traktuje życie i godność osoby ludzkiej, zwłaszcza w sytuacjach zagrożenia, jak to ma miejsce w przypadku migrantów niepełnoletnich.

Trzeba również zmierzać do ochronyintegracji i trwałych rozwiązań.

Przede wszystkim chodzi o podjęcie wszelkich możliwych działań w celu zapewnienia nieletnim migrantom ochrony i obrony, ponieważ „ci chłopcy i dziewczęta trafiają często na ulicę, pozostawieni są samym sobie, wykorzystywani przez ludzi pozbawionych skrupułów, którzy niejednokrotnie czynią z nich ofiary przemocy fizycznej, moralnej i seksualnej” (BENEDYKT XVI, Orędzie na Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy 2008).

Zresztą linia podziału między migracją a handlem czasami może być bardzo cienka. Istnieje wiele czynników, które przyczyniają się do stworzenia wśród imigrantów stanu narażonych na niebezpieczeństwo, zwłaszcza jeśli są niepełnoletni: ubóstwo i brak środków utrzymania – wraz nierealnymi oczekiwaniami wywołanymi przez media; niski poziom alfabetyzacji; nieznajomość praw, kultury a często także języka krajów przyjmujących. Wszystko to czyni ich zależnymi fizycznie i psychicznie. Ale najsilniejszym bodźcem do wykorzystywania i wyzysku dzieci jest popyt. Jeśli nie zostanie znaleziony surowszy i bardziej skuteczny sposób reakcji przeciwko spekulantom, to nie będzie można powstrzymać wielu form niewolnictwa, których ofiarami są nieletni.

Konieczne jest zatem, aby imigranci właśnie dla dobra swoich dzieci coraz ściślej współpracowali z przyjmującymi je wspólnotami. Z wielką wdzięcznością patrzymy na organizmy i instytucje, kościelne i obywatelskie, które z wielkim zaangażowaniem oferują czas i środki, aby chronić nieletnich przed różnymi formami wykorzystywania. Ważne, aby zrealizować coraz bardziej skuteczną i wzmożoną współpracę, opartą nie tylko na wymianie informacji, ale także na intensyfikacji sieci zdolnych do zapewnienia szybkich i powszechnych interwencji. Nie oznacza to niedocenienia faktu, że niezwykła siła wspólnot kościelnych przejawia się zwłaszcza wtedy, gdy jest w nich jedność w modlitwie i komunia we wspólnocie.

Po drugie, trzeba pracować na rzecz integracji dzieci i nastoletnich imigrantów. Zależą oni we wszystkim od wspólnoty dorosłych i bardzo często brak środków finansowych staje się przeszkodą w zastosowaniu odpowiedniej polityki przyjęcia, pomocy i integracji społecznej. W konsekwencji, zamiast promować integrację społeczną nieletnich migrantów, czy programy bezpiecznej i wspieranej repatriacji, usiłuje się jedynie przeszkodzić ich wjazdowi, sprzyjając w ten sposób uciekaniu się do siatek nielegalnych; lub są oni odsyłani do kraju pochodzenia, bez upewnienia się, czy odpowiada to ich rzeczywistemu „interesowi nadrzędnemu”.

Kondycja nieletnich migrantów jest jeszcze poważniejsza, gdy są w sytuacji nieregularnej lub gdy są zaangażowani przez zorganizowaną przestępczość. Wówczas często ich losem są ośrodki pozbawienia wolności. Nierzadko bywają aresztowani, a ponieważ nie mają pieniędzy, aby zapłacić za kaucję lub podróż powrotną, to mogą być przez długie okresy osadzeni, narażeni na nadużycia i przemoc różnego rodzaju. W takich przypadkach prawo państw do zarządzania przepływami migracyjnymi oraz zabezpieczenia narodowego dobra wspólnego musi się łączyć z obowiązkiem rozwiązania i uregulowania sytuacji nieletnich imigrantów, z pełnym poszanowaniem ich godności i starając się sprostać ich potrzebom, kiedy są sami, ale również potrzebom ich rodziców, dla dobra całej rodziny.

Następnie kluczową kwestią pozostaje przyjęcie odpowiednich procedur krajowych i planów współpracy uzgodnionych pomiędzy krajami pochodzenia i przyjmującymi, mając na uwadze eliminację przyczyn przymusowej migracji nieletnich.

Po trzecie, kieruję do wszystkich gorący apel o poszukiwanie i przyjmowanie trwałych rozwiązań. Ponieważ jest to zjawisko złożone, kwestia migrantów nieletnich musi zostać rozwiązana począwszy od jej przyczyn. Wojny, łamanie praw człowieka, korupcja, ubóstwo, zaburzenia równowagi środowiska i katastrofy ekologiczne są niektórymi z przyczyn tego problemu. Dzieci jako pierwsze cierpią z tego powodu, znosząc niekiedy tortury i kary cielesne, którym towarzyszą cierpienia moralne i psychiczne, pozostawiając w nich niemal zawsze nieusuwalne ślady.

Jest zatem absolutnie konieczne, aby w krajach pochodzenia stawić czoło przyczynom migracji. Wymaga to, jako pierwszy krok, zaangażowania całej wspólnoty międzynarodowej w celu wygaszenia konfliktów i przemocy, które zmuszają ludzi do ucieczki. Ponadto potrzebna jest dalekowzroczna wizja, zdolna do zapewnienia odpowiednich programów dla obszarów dotkniętych najpoważniejszymi niesprawiedliwościami i niestabilnością, aby wszystkim zapewniono dostęp do autentycznego rozwoju, który promuje dobro dzieci będących nadzieją ludzkości.

Na koniec pragnę skierować słowo do was, idących obok dzieci i młodzieży na drogach emigracji: potrzebują oni waszej cennej pomocy, a także Kościół potrzebuje was i wspiera was w pełnionej przez was ofiarnej służbie. Niestrudzenie odważnie żyjcie dobrym świadectwem Ewangelii, która wzywa was do rozpoznania i przyjęcia Pana Jezusa obecnego w najmniejszych i najsłabszych.

Zawierzam wszystkich nieletnich imigrantów, ich rodziny, ich wspólnoty i was, będących blisko nich, opiece Świętej Rodziny z Nazaretu, aby czuwała nad każdym i towarzyszyła im w drodze. Do mojej modlitwy dołączam Apostolskie Błogosławieństwo.

W Watykanie, 8 września 2016 r., we wspomnienie Najświętszego Imienia Maryi.

 

FRANCISZEK

 

 

O znaczeniu konkretnego wsparcia dla niepełnoletnich imigrantów ze strony Kościoła, społeczeństwa i wspólnoty międzynarodowej przypomniał papież Franciszek w swoim orędziu na 103 Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy. Jest on obchodzony w drugą niedzielę po uroczystości Objawienia Pańskiego, 15 stycznia 2017 r.

Itinerarium

SOBOTA DLA APOSTOŁÓW

Sobota 14 stycznia 2017 Dziewięć linijek o historii spotkania Jezusa z Mateuszem. Spotkanie, które odmieniło życie celnika. O historii, bo dzisiejsza perykopa to nie przypowieść ale krótki reportaż.

Spotkania, które odmieniają życie zaczynają się od prawdy. Skądinąd większość naszych spotkań to uzgodnienia biznesowe, puste gadki, smętne zrzędzenia, obgadywania bez krzty finezji, proroctwa o pogodzie i dobrych miejscach na narty. I tak nam leci życie.

Jezus bez owijania w bawełnę wzywa Mateusza – „Pójdź za Mną”. To była prawda prosto w oczy, coś w rodzaju – „Gościu, marnujesz się w tej głupiej komorze, wstań, chodź, będziemy iść i przekonywać ludzi do miłości”.

Różnych ludzi dziś spotkacie, powiedzcie im prawdę, że są dobrzy, że ich cenicie, lubicie, może nawet więcej. Że warto żyć dla miłości. I dobrze posłuchajcie, może wezwą was, żebyście zostali apostołami.

 

Jezus wyszedł znowu nad jezioro. Cały lud przychodził do Niego, a On go nauczał. A przechodząc, ujrzał Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» Ten wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w jego domu przy stole, wielu celników i grzeszników siedziało razem z Jezusem i Jego uczniami. Wielu bowiem było tych, którzy szli za Nim. Niektórzy uczeni w Piśmie, spośród faryzeuszów, widząc, że je z grzesznikami i celnikami, mówili do Jego uczniów: «Czemu On je i pije z celnikami i grzesznikami?» 

Jezus, usłyszawszy to, rzekł do nich: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników». Mk 2, 13-17

Itinerarium