JAK NIE IDZIESZ NIE MA BOŻEGO NARODZENIA

Piątek 9 grudnia 2016 Słowo Ciałem się stało i już się nie odstało, nie pamiętam który z polskich poetów tak celnie napisał o sensie Bożego Narodzenia. Nie odstało, czyli już pozostało między nami. Przez lata i wieki świętowania tej prawdy zorganizowaliśmy sobie cały teatr bożonarodzeniowy – szopki, choinki, opłatki, kolędy, prezenty, wigilie i pasterki. To nasz pomysł na świętowanie. Co jednak z Jezusem Chrystusem, który zjednoczył się z każdym z nas?

Wczoraj w długą trasę ruszyli Marcin i Bartek. Marcin trzy dni temu wyszedł z więzienia na zwolnienie warunkowe i zgłosił się do projektu „Nowa Droga”. Musi przejść pieszo kilkaset kilometrów pod opieką Bartka, emerytowanego górnika z „Bogdanki”. Idą bez względu na deszcz, śnieg czy wiatr, codziennie przynajmniej 20 kilometrów, do celu dotrą dwa dni przed Wigilią. Po drodze Marcin będzie szukał odpowiedzi na najważniejsze pytania, co dalej z życiem, jak ułożyć sobie przyszłość i czym się zająć po zakończeniu wędrówki.

Dwa tysiące lat temu w drodze do Betlejem byli już Mędrcy (Kacper, Melchior i Baltazar), wędrowali aby odkryć w człowieku, małym dziecku, Boga. Przydałoby się pewnie co drugiemu z nas, pójść wreszcie w drogę. W drogę, żeby odpowiedzieć sobie na te najważniejsze pytania. Przydałoby się. Wiemy to dobrze, ale i tak skończymy na chrupaniu karpia i niepewnej melorecytacji Wśród Nocnej Ciszy.

Itinerarium

JAK PIOTRUŚ ZDOBYŁ STU PRZYJACIÓŁ

Czwartek 8 grudnia 2016 O małym Piotrusiu, dziewięcioletnim, było głośno w całym szpitalu dziecięcym. Był tam niecałe dwa tygodnie a zdobył sobie prawie stu przyjaciół.

Różnica pomiędzy wielką ciekawością świata i ludzi a syndromem ADHD jest nieuchwytna. Piotruś po niegroźnym zabiegu musiał pozostać na obserwacji. Obserwacja małego pacjenta była jednak prawie niemożliwa. Zaraz po szóstej witał się z dwoma kolegami na swojej sali, potem odwiedzał sąsiednie i zaczepiał salowe z zapytaniem co będzie na śniadanie. W pierwszym tygodniu zapoznał się z całym swoim piętrem, dostał pozwolenie na zwiedzanie piętra niższego. Tam także oglądał zabawki innych dzieci i chętnie zgarniał nadmiar cukierków.

Świat i ludzie, to są bardzo niezwykłe i piękne tajemnice. Docenił to Bóg, jednocząc się z naszym światem i z nami, ludźmi, właśnie w Bożym Narodzeniu. Problem, jaki mamy, to oczekiwanie na cuda nie z tego świata, podczas gdy wszystkie cuda mamy pośród nas ludzi, w tym przepięknym świecie.

Nie wiem jakim dzieckiem była mała Maria z Nazaretu, której Niepokalane Poczęcie dziś świętujemy. Na pewno jest święta, skoro odważyła się na romans z samym Panem Bogiem.

Itinerarium

O SŁOWACH KTÓRE LECZĄ

Środa 7 grudnia 2016 Pan doktor Jan długo był jedynym lekarzem w całej gminie. Nawet nie wiem czy powinienem napisać, że był. Jest na emeryturze, nie wypisuje już recept i skierowań ale i tak ma długą listę dawnych i nowych pacjentów, którzy chętnie do niego się udają. Po poradę.

Wizyty u pana doktora były specyficzne. Zanim pacjent doszedł do tego, co go boli, najpierw musiał powiedzieć co tam na wsi nowego, co się dzieje w rodzinie, czy przyleciały już bociany albo czy maślaki już rosną. W międzyczasie trzeba było się rozebrać lub dać się osłuchać i opukać medykowi. Zwykle jakiś zabieg, opatrunek czy instrukcja do recepty zajmowały najwyżej jedną dziesiątą całego czasu wizyty. Najwięcej schodziło na opowieściach.

W zwyczaju pacjentów leżało także przynoszenie panu Janowi różnych rzeczy. Broń Boże w formie łapówek. Ktoś przyniósł świeże jajka, ktoś inny osełkę masła, jesienią pan doktor najbardziej cieszył się z maślaków i śliwek, ze śliwek bo robił z nich nalewkę. Te różne rzeczy przynoszono po prostu, tak jak się przynosi coś człowiekowi, którego się lubi. Po prostu.

Myślę, że pan doktor bardziej leczył  (i leczy) swoim słowem i zainteresowaniem niźli przepisywanymi lekami. Bo chyba w ogóle najbardziej leczą słowa.

To Słowo, które się Ciałem stało (w Bożym Narodzeniu) jest najpewniejszym lekiem na wszystkie nasze ludzkie choroby, jest nawet lekiem skutecznym na śmierć. W Betlejem przy narodzeniu Jezusa jest bardzo wiele rozmów (i bardzo mało gadania), aniołów z ludźmi, ludzi z ludźmi a nawet zwierząt z ludźmi. Bo słowa i rozmowa leczą.

I może jest tak, że dziś tak często i paskudnie chorujemy, na różne depresje i nowotwory, bo przestajemy ze sobą rozmawiać, jedynie paplamy i plotkujemy. Może szczerze zagadać możemy tylko do psa lub papugi w klatce.

Itinerarium

TAJEMNICA PIĘKNA I MROKU

Wtorek 6 grudnia 2016 Uczestniczyłem kiedyś w projekcie, który obejmował kilka wsi, chodziło o aktywizację tamtejszych społeczności. Projekt przewidywał m.in., że każdy z sołtysów otrzymywał gratisowo doładowanie do telefonu komórkowego.

Najpierw pojechaliśmy do bardzo ubogiej wsi, z kategorii zapomnianych przez wszystkich. Sołtys zmieszał się kiedy pani odpowiedzialna za projekt chciała wręczyć mu wspomniane karty z doładowaniem. Rozejrzał się po sali i wskazał starszą panią – Proszę jej przekazać, na pewno jej bardziej jest to potrzebne.

Kilka godzin później byliśmy we wsi znacznie bogatszej. Zaraz po powitaniu podszedł do nas tamtejszy sołtys i zapytał – Macie dla mnie te darmowe doładowania do telefonu? Mieliśmy, daliśmy.

Boże Narodzenie, to historyczne, miało blaski i cienie. Piękna i prosta jest miłość Marii i Józefa, entuzjazm pasterzy. Cieniem kładzie się obojętność mieszkańców pobliskiej Jerozolimy czy obłęd władzy Heroda. Gdzieś w głębi ludzkich serc kryje się tajemnica piękna i tajemnica mroku. Gdzieś w głębi naszych serc kryje się ta tajemnica. Przy okazji świętego Mikołaja możemy pozwolić dojść do głosu temu pięknu, które skrywa się w każdym z nas.

Itinerarium

TAJEMNICA SZKOŁY NA DWORCU

Poniedziałek 5 grudnia 2016 Dzieci są najbardziej poszkodowane we wszystkich konfliktach wywoływanych przez dorosłych. W białoruskim Brześciu na dworcu kolejowym przebywa kilkadziesiąt dzieci czeczeńskich. Ich rodziny wierzą, że będą mogły starać się o status uchodźcy w Polsce. Jak dotąd polskie służby graniczne nie dopuszczają ich nawet do okienka w którym mogliby zgłosić taki zamiar. Jest to niezgodne z konwencją genewską, ratyfikowaną także przez nasze państwo.

Dzieci nie wiedzą nic o konwencji, przesiadują wiele dni i nocy na dworcu, czekając aż rodzice wsadzą je w pociąg i znowu spróbują przekroczyć granicę. Polscy pogranicznicy zawracają prawie wszystkich. Dzieci lądują z powrotem na dworcu. Myją się rzadko, ale tylko rączki i buźki, nie kąpią się wcale, nie ma gdzie. Nie mają zabawek, bo kto pamięta o zabraniu takich rzeczy. Chodzą jedynie do szkoły.

Chodzą od czasu do czasu. Bo to nie jest zwykła szkoła, ale szkoła dworcowa, która otwiera się kiedy przyjeżdża Marina Hulia. Przyjeżdża i uczy dzieci kilku słów po polsku: „Mam na imię …” Dużo śpiewa  i tańczy z nimi. Marina jest Rosjanką, od ponad 20 lat mieszka w Polsce. Teraz co jakiś czas przyjeżdża na dworzec i organizuje dzieciom kilka godzin niezwykłej szkoły. Możecie trochę więcej pooglądać i poczytać o tym tutaj: https://web.facebook.com/Dzieci-z-Dworca-Brze%C5%9B%C4%87-307063089678726/?hc_ref=PAGES_TIMELINE

Niedawno dzieci z brzeskiego dworca otrzymały żabki z Lublina, od naszych wolontariuszy.

Marina to wulkan energii, pomysłów, a przede wszystkim wielka matka.

Boże Narodzenie to piękna historia o Dziecku, o które troszczą się rodzice, pasterze i aniołowie. Boże Narodzenie trwa i dzisiaj, wszędzie tam, gdzie z miłością pochylamy się nad dziećmi.

Itinerarium

CHERUBIN PEŁEN BOGA

Kazanie na 2 Niedzielę Adwentu 4 grudnia 2016 Opowiadam w tegorocznym Adwencie historie ludzi, spotkań, rozmów, które są dla mnie małym ale istotnym  światełkiem do rozpoznania prawdy, że Bóg mieszka pośród nas, że wyraził mądrze: „Syn Boży przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem” (Jan Paweł II, encyklika Redemptor Hominis).

Jan Chrzciciel, centralna postać dzisiejszej Ewanegelii, objawiał obecność Boga pośród sobie współczesnych. Nic się nie zmieniło, spotykałem i ciągle spotykam ludzi promieniujących Jego bliskością.

Ojca Cherubina, karmelitę bosego, o którym już tu kiedyś wspominałem,  poznałem przed laty w klasztorze w Czernej. Był zachwycony Bożą miłością w stopniu najwyższym. Wszystko mu się z tą miłością kojarzyło. Kiedy pytałem go o zdrowie, odpowiadał, że czuje się dobrze, dzięki miłości Bożej. Z każdego tematu i tak szybko przechodził na wątek Bożej miłości.

Kiedy zaczynał mówić o miłości Bożej, najpierw się różowił, potem czerwienił aż w końcu promieniował purpurą. Zupełnie bezwiednie unosił się kilka centymetrów nad ziemią, przez co wydawał się nieco wyższy (faktycznie był niewielkiego wzrostu) i niemal fruwał po celi, w której spotykał się z ludźmi.

Nie chodzi o to, że mówił o Bożej miłości i podskakiwał pod sufit. Miał niezwykły dotyk rąk, witał się, przytrzymywał dłoń i przez kilka chwil wpatrywał w oczy rozmówcy. Kiedy już zaczynałem mówić wsłuchiwał się cierpliwie, bez cienia znużenia czy nerwowości. Chłonął  zapewne nie tylko słowa, ale duszę i całą osobę, której słuchał. Przy posiłku odstawiał krzesło przed gościem zapraszając do zajęcia miejsca. Zawsze odpisywał na listy, na zwykłych kartkach z zeszytu, z wykorzystaniem całej połaci papieru, tak jakby czymś wielce niewłaściwym było niezapisanie całej kartki, z obu stron oczywiście.  Latem zabierał gości do klasztornego ogrodu, sam zrywał jabłka i gruszki, podawał i zachwalał, że to najlepsze owoce (bo wiadomo, że od samej Bożej miłości!). Na koniec rekolekcji czy wizyty w Czernej osobiście odprowadzał gościa na dworzec kolejowy (rzadka to rzecz chyba i dzisiaj, aby studentowi wiekowy zakonnik czy profesor asystował w drodze na kolej).

Wspominam te szczegóły ponieważ w każdym geście, reakcji, odruchu ojca Cherubina było to o czym mówił – miłość. Wielka Boża miłość ucieleśniała się w małych gestach ojca, w zerwaniu i poczęstowaniu gruszką, w pisaniu listów i w długim spacerze dla towarzystwa na dworzec.

Całe Boże Narodzenie to ekspresja Bożej Miłości. Poza miłością Bóg nie miał innego powodu do stania się człowiekiem i zamieszkania pośród nas. I od Narodzenia się Boga mamy w sobie miłość, która może zamienić się w bardzo konkretne gesty, odruchy, reakcje, czyny i dzieła. W listy, częstowanie gruszkami i we wszystko inne co możemy robić.

A że ojciec Cherubin tak dużo mówił o miłości? A czy jest coś o czym warto więcej mówić?

 

  1. Ojciec Cherubin Pikoń urodził się w r. 1921, w wieku 15 lat wstąpił do karmelitów, gdzie przeżył 67 lat, ostatnie 50 w Czernej. Zmarł 8 grudnia 2003 r.

 

DZISIEJSZE CZYTANIA

W owym czasie wystąpił Jan Chrzciciel i głosił na Pustyni Judzkiej te słowa: Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie . Do niego to odnosi się słowo proroka Izajasza, gdy mówi: Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, Dla Niego prostujcie ścieżki. Sam zaś Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a jego pokarmem była szarańcza i miód leśny. Wówczas ciągnęły do niego Jerozolima oraz cała Judea i cała okolica nad Jordanem. Przyjmowano od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając przy tym swe grzechy. A gdy widział, że przychodzi do chrztu wielu spośród faryzeuszów i saduceuszów, mówił im: Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? Wydajcie więc godny owoc nawrócenia, a nie myślcie, że możecie sobie mówić: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam, że z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi. Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. Ja was chrzczę wodą dla nawrócenia; lecz Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie; ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów. On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym. (Mt 3,1-12)
(Iz 11,1-10)
Wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się Odrośl z jego korzeni. I spocznie na niej Duch Pański, duch mądrości i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy i bojaźni Pańskiej. Upodoba sobie w bojaźni Pańskiej. Nie będzie sądził z pozorów ni wyrokował według pogłosek; raczej rozsądzi biednych sprawiedliwie i pokornym w kraju wyda słuszny wyrok. Rózgą swoich ust uderzy gwałtownika, tchnieniem swoich warg uśmierci bezbożnego. Sprawiedliwość będzie mu pasem na biodrach, a wierność przepasaniem lędźwi. Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie, młode ich razem będą legały. Lew też jak wół będzie jadał słomę. Niemowlę igrać będzie na norze kobry, dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii. Zła czynić nie będą ani zgubnie działać po całej świętej mej górze, bo kraj się napełni znajomością Pana, na kształt wód, które przepełniają morze. Owego dnia to się stanie: Korzeń Jessego stać będzie na znak dla narodów. Do niego ludy przyjdą po radę, i sławne będzie miejsce jego spoczynku.

(Ps 72,1-2.7-8.12-13.17)
REFREN: Pokój zakwitnie, kiedy Pan przybędzie

Boże, przekaż Twój sąd królowi,
a Twoją sprawiedliwość synowi królewskiemu.
Aby Twoim ludem rządził sprawiedliwie
i ubogimi według prawa.

Za dni Jego zakwitnie sprawiedliwość
i wielki pokój, aż księżyc nie zgaśnie.
Będzie panował od morza do morza,
od Rzeki aż po krańce ziemi.

Wyzwoli bowiem biedaka, który Go wzywa,
i ubogiego, co nie ma opieki.
Zmiłuje się nad biednym i ubogim,
nędzarza ocali od śmierci.

Niech Jego imię trwa na wieki,
jak długo świeci słońce, niech trwa Jego imię.
Niech Jego imieniem wzajemnie się błogosławią,
niech wszystkie narody ziemi życzą Mu szczęścia.

(Rz 15,4-9)
To, co niegdyś zostało napisane, napisane zostało dla naszego pouczenia, abyśmy dzięki cierpliwości i pociesze, jaką niosą Pisma, podtrzymywali nadzieję. A Bóg, który daje cierpliwość i pociechę, niech sprawi, abyście wzorem Chrystusa te same uczucia żywili do siebie i zgodnie jednymi ustami wielbili Boga i Ojca Pana naszego Jezusa Chrystusa. Dlatego przygarniajcie siebie nawzajem, bo i Chrystus przygarnął was – ku chwale Boga. Albowiem Chrystus – mówię – stał się sługą obrzezanych, dla okazania wierności Boga i potwierdzenia przez to obietnic danych ojcom oraz po to, żeby poganie za okazane sobie miłosierdzie uwielbili Boga, jak napisano: Dlatego oddawać Ci będę cześć między poganami i śpiewać imieniu Twojemu.

(Łk 3,4.6)
Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego; wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże.

 

Itinerarium

ŻEBY SIĘ RUSZYĆ

Sobota 3 grudnia 2016 Nie przesadza się starych drzew, mówi stare przysłowie. Chyba, że nie ma innego wyjścia albo zadziała jakaś ogromna moc.

Pan Stanisław, już po 60-tce, sprzedał gospodarstwo, budynki, ziemię, maszyny i dom i wyjechał do syna i wnuków. Z małej pomorskiej wsi do dalekiej, nieznanej Anglii. Pozbył się ojcowizny, wszystkiego co znał, rozumiał i lubił na rzecz obcej i niepewnej przyszłości. Zdziwionej reszcie rodziny i sąsiadom oznajmił, że tam jest jego dom gdzie są ci, których kocha. Zmarł i został pochowany w obcych stronach ale z najbliższymi, ukochanymi. Siła miłości, która przesadza stare drzewa.

Julian pod koniec ostatniej wojny mógł przyjąć obywatelstwo radzieckie i pozostać w rodzimym Grodnie albo pozostać Polakiem i emigrować pod Bolesławiec. No ale jak przestać być Polakiem? „Nie miałem innego wyjścia”, mówił do końca życia.

Bóg stał się człowiekiem, zamieszkał pośród nas. Na zawsze. Podjął ryzyko zmiany statusu. To jest tajemnica Bożego Narodzenia. I wyzwanie, abyśmy i my zaryzykowali.

Itinerarium

A MIŁOŚĆ JEST NAJWIĘKSZA

Piątek 2 grudnia 2016 W historii Agnieszki i Marka prawie wszyscy byli mądrymi ekspertami i kiepskimi prorokami. Przyszli zgłosić ślub na początku roku, z zamiarem złożenia go w marcu, po trzech miesiącach, zgodnie z wymaganiami kościelnych przepisów. Trochę się zdziwiłem, bo w marcu już zaczynał się Wielki Post a w tym czasie zwyczajowo ślubów się nie zawiera, choć przeszkód prawnych nie ma.

Chodzili ze sobą od siódmej klasy, czyli przez prawie sześć lat, chcieli pobrać się koniecznie jeszcze przed maturą (to wszystko działo się w epoce dawnego systemu edukacji, który właśnie powraca), mieli już skończone 19 lat. Znaliśmy się dość długo dlatego mogliśmy szczerze rozmawiać. Spisałem przedślubny protokół, ustaliliśmy datę ślubu i wszystkie szczegóły typu organista i wygląd kościoła (skromny, bo Wielki Post).

Kiedy zaczęli ogłaszać swoją decyzję rozpoczął się koncert mądrych ekspertów i mamrotanie kiepskich proroków. Rodzice pytali w którym miesiącu ciąży jest Agnieszka, co na początku ich dziwiło, potem bawiło aż wreszcie wkurzało i odpowiadali, że w dziewiątym albo dziesiątym, dokładnie nie pamiętają. Koleżanki Agnieszki perorowały, że jest za młoda, że przecież studia przed nią, koledzy Marka namawiali, że trzeba poczekać i wyszaleć się. Nawet ksiądz proboszcz sugerował mi, abym jakoś wpłynął na zmianę decyzji, wszak w pewnym sensie byli moimi wychowankami. Nie podjąłem się tego, znałem oboje długo i fascynowała mnie ich więź.

Ślub odbył się na początku Wielkiego Postu, skromnie i pogodnie, przyjęcie weselne bez wódki i tańców, ale miłe. Przyszedł kwiecień, potem maj i następne miesiące, a tu nic, żadnego wcześniejszego porodu. Asia, pierwsza z trzech córek przyszła na świat w maju następnego roku. Nota bene nieomal w moim fiacie 126 P, samochodów było nie tak wiele jak dzisiaj, odwoziłem ich do szpitala wieczorem a przed północą Asia już witała się ze światem.

Agnieszka i Marek, w dniu zgłaszania swojego ślubu powiedzieli jedno krótkie zdanie:

– Proszę księdza, my się naprawdę kochamy.

– Przecież wiem, widzę i słyszę.

 

Za 22 dni Wigilia Bożego Narodzenia, wspomnienie tego dnia, w którym rozpoczęło się ogłaszanie prawdy, że miłość jest największa. Ja to wiem i wierzę w to, dlatego byłem od początku po stronie Agnieszki i Marka. I żeby zaspokoić waszą ciekawość. Syn Asi, czyli wnuk Agnieszki i Marka chodzi już do przedszkola, a drugi jest „w drodze”. Miłość jest największa, w wieku 19 czy 91 lat, zawsze jest największa.

Itinerarium

ŚWIĘTA WALKA NA WZÓR BOŻY

Czwartek 1 grudnia 2016 Piszę w tym Adwencie historie ludzi, zdarzenia, które znam z doświadczenia, z rozmów, spotkań. Wierzymy, że przed ponad 2000 lat Chrystus stał się człowiekiem i zjednoczył jakoś z każdym z nas. Święta będą tylko Świętami, a obecności i działania Boga szukam pośród nas, zgodnie z przesłaniem obecnego czasu, że Słowo ciałem się stało i zamieszkało pośród nas. Zamieszkało i mieszka.

Lejla jest Czeczenką, mieszkającą w Wąwozie Pankiskim na północy Gruzji, od rdzennej Czeczenii oddziela ją pasmo wysokiego Kaukazu. Nawet jednak najwyższe góry nie są przeszkodą dla miłości. Alik poznał ją podczas wizyty u krewnych. Poznał, pokochał, poślubił i zabrał do siebie, na drugą stronę gór, niedaleko stolicy, Groznego. Zdążyła urodzić dwóch synów zanim wybuchła wojna z Rosją, to były lata 90-te ubiegłego wieku. Postanowiła uciec z synami do rodzinnego Wąwozu po drugiej stronie gór, żeby zapewnić im bezpieczeństwo, żeby ocalić. Udało się. Mąż walczył o niepodległość Ojczyzny, nie udało się. Zdążył jednak wyrwać się z rosyjskiej obławy, przedarł się aż do Austrii. Tam szybko znalazł azyl i pracę. Skontaktował się z żoną, żeby przyjechała z synami do niego. Pomyślała, że to dobry pomysł, zwłaszcza, że do Wąwozu zaczęli przybywać brodaci bojownicy z podbitej Czeczenii i zachęcali młodzież do włączenia się w ich szeregi. W Austrii było bezpiecznie, a Lejla zawsze chciała, żeby synom nie groziło żadne zło, jak każda dobra matka.

Znowu się udało, nie całkiem, bo wyjechali tylko synowie. Zaczęli chodzić do szkoły, potem na studia, opanowali niemiecki i angielski, starszy znalazł niezłą pracę. Dzwonili do matki, podsyłali zdjęcia i filmy. Potem kontakt trochę osłabł, Lejla myślała, że dorośli już więc nie muszą trzymać się matczynej spódnicy.

Czeczenia to mały naród, informacje o rodakach rozprzestrzeniają się szybko. Cztery lata temu doszła do niej wieść, że obydwaj synowie zginęli w Syrii, walcząc po stronie Państwa Islamskiego. Z początku nie wierzyła, ale potem przychodziły kolejne potwierdzenia, również od męża. Chłopcy już w Austrii łyknęli bakcyla „świętej wojny”, skutecznie rozpowszechnianego przez imamów. Stamtąd przez Turcję przedostali się na front. Trzeci raz nie Lejli udało się ocalić synów.

Teraz będzie walczyć o rodzinę siostry. Siostra, także wydana za męża w Czeczenii, uciekła z nim i dziećmi do Polski, kiedy ludzie Kadyrowa (obecny dyktator, posłuszny Rosji) zaczęli rozpytywać o nich. Po rozpytywaniu następuje najczęściej aresztowanie, potem aresztowani znikają. W Polsce rozpoczęła się długa procedura rozpatrywania wniosku o status uchodźcy, wiele miesięcy spędziła w ośrodkach dla uchodźców. Miała dalszych krewnych w Niemczech, zdecydowała się do nich wyjechać. To jest nielegalne, bo każdy uchodźca musi przejść procedurę w tym kraju (ze strefy Schengen), w którym postawił pierwszy krok, w jej  przypadku w Polsce. Niedawno została zatrzymana przez niemiecką policję, obecnie przebywa w ośrodku deportacyjnym, skąd wkrótce zostanie przekazana do Polski. W Polsce takich ludzi przeważnie odsyła się z powrotem do Czeczenii. A jak ktoś wraca tam, jest przesłuchiwany i bardzo często znika. Dlatego Lejla chce walczyć, aby nie odesłano siostry z rodziną. Walczyła jak umiała o synów, nie udało się, teraz walczy o siostrę, wierzy, że się uda.

W tajemnicy Bożego Narodzenia przepiękną prawdą jest to, że Bóg walczy o człowieka, wyzwala go, chce ocalić przed wszelkim złem. I ludzie od Chrystusa uczą się, że trzeba walczyć o innych. On, Syn Boży zjednoczył się jakoś z każdym z nas (Jan Paweł II). Z Lejlą, która wyznaje islam także.

  1. Historię Lejli, niestety – moim zdaniem – zbyt sfabularyzowaną znaleźć można w książce Wojciecha Jagielskiego „Wszystkie wojny Lary” (2015).
Itinerarium

JAN IKSIŃSKI NIESIE CIEPŁO NA ŚWIĘTA

Środa 30 listopada 2016 Kaloryfery mamy już ciepłe, prądu chyba nie braknie, przeżyjemy do wiosny. Jakby trzeba było rozpalać codziennie piece, najpierw suchym drewnem, potem grubszymi polanami, wreszcie wrzucać do rozgorzałego paleniska węgiel, pewnie większość z was pomarzłaby srogo. Ja nie, bo wiem jak się to robi.

Doskonale radzi sobie z tym pani Beata i to od wielu lat. Mieszka na wsi z mężem i starszymi rodzicami. Mąż jest na rencie, rodzice na skromnych emeryturach. Ona, najzdrowsza ze wszystkich, codziennie rano, zaraz po piątej, rozpala piec od centralnego ogrzewania i później do nocy pilnuje, żeby trzymał temperaturę. Nie wie czy w tym roku będzie miała czym palić.  Żartuje, że na wsparcie rodziców chętnie by wzięła jakieś pięćset plus.

Przez ostatnie cztery zimy (dobrze, że słabe) w okolicy Świąt zajeżdża pod jej dom samochód z toną węgla. Panowie przywożący czarne bryły wiedzą do kogo mają je dostarczyć, a w danych nadawcy widnieje „Jan Iksiński”. Każdy może tak się nazywać, tona węgla z dowozem kosztuje w granicach 700 zł.

Pani Beata z rodziną ma różne przypuszczenia, ale jak dotąd nie ustaliła nazwiska darczyńcy. Niemniej codziennie prosi Pana Boga, aby błogosławił panu Janowi Iksińskiemu, a Pan Bóg chyba już wie o kogo chodzi. Chyba, że faktycznie o Iksińskiego.

Wraz z Bożym Narodzeniem przyszło do nas dobre ciepło, jakaś nuta życzliwości wzajemnej, mądrej troski o drugich.

Za dwa tygodnie odwiedzę panią Beatę i jej rodzinę, jakby się okazało, że pan Iksiński z jakichś powodów nie może w tym roku zamówić tony węgla, spodziewajcie się jakiegoś maila lub telefonu. W końcu każdy z nas może być Janem Iksińskim.

Itinerarium