USTATKUJCIE SIĘ JAK MINIE MŁODOŚĆ

Kazanie na 7 Niedzielę Zwykłą 26 lutego 2017 Nie poznałem go od razu. Siedzieliśmy wieczorem przy zupie w naszym ośrodku dla bezdomnych. Skądś gościa znam – przemknęło mi przez myśl. On miał lepszą pamięć.

– Ksiądz jest ze Świętego Ducha, prawda? – zapytał.

– Tak, kiedyś tam pracowałem – odrzekłem, mając na myśli kościół rektoralny pw. Świętego Ducha w Lublinie.

– Przychodziłem na roraty, na 6:30 rano – to się zgadzało, wprowadziłem to nabożeństwo w roku 1998 – Potem były te śniadania w sali na górze.

Dalej Mariusz opowiedział o studiach na KUL, na które przyjechał z rodzimej Bydgoszczy. I o tym, jak mu się po kolei nie układało, z dziewczynami i pracą, z rodzicami i policją. Dobrze układało mu się tylko z wódką. Teraz buja się u kolegów albo koleżanek, pije mniej, robotę ma od czasu do czasu, rzadko chodzi głodny bo umie się zakręcić tu i ówdzie, w plecaku ma nawet koszulę na zmianę. Już mnie korciło, aby coś wspomnieć o „normalnym życiu”, kiedy Mariusz dodał:

– Jest dobrze, wcale nie narzekam, mam dopiero 37 lat, może się ustatkuję jak minie młodość, jak mi się znudzi ta bajka …

Czytam tę Ewangelię na dzisiaj: Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.

Zajrzyjcie w prognozy waszych emerytur, co tam was czeka za 10, 20 lat. Dobrze będzie? Nie troszczcie się zbytnio o jutro. Ustatkujcie się tylko wtedy jak minie młodość.

LITURGIA SŁOWA

Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie. Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary? Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo /Boga/ i o Jego Sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy. (Mt 6,24-34)

Itinerarium

MATKA TERAZ I W GODZINĘ ŚMIERCI NASZEJ

Sobota 25 lutego 2017 Sobota zawsze kojarzy mi się z matką. Z moją mamą i z Matką, Marią z Nazaretu.

W niektóre soboty (np. dzisiaj) kalendarz liturgiczny pozwala na odprawienie mszy świętej wotywnej o Marii. Oficjalnie nazywa się to „Wspomnienie dowolne Najświętszej Maryi Panny”, czyli kapłan może wybrać, dowolnie, ten formularz mszy. Ilekroć kalendarz na to pozwala, odprawiam właśnie mszę św. dedykowaną Matce Bożej. Mam wielką ufność, że różne ważne sprawy – pokój na  świecie, pomyślność mojej Ojczyzny oraz sprawy drobne – naprawa auta, nastawienie prania na odpowiednią godzinę (niektórzy mają z tym kłopot) warto złożyć w ręce Marii.

Czuję się adresatem słów Chrystusa z krzyża: „Oto Matka twoja”, a Jan co zrobił? „Od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie” (J 19, 25 – 27). To i ja biorę Ją do siebie, do Polski i do warsztatu gdzie pan Michał wymienia klocki hamulcowe w moim samochodzie. Ufam, że najlepsze co mogę zrobić ze sprawami ważnymi i dobrymi, to złożyć je w ręce Matki, Marii z Nazaretu.

Sobota kojarzy mi się także z moją Mamą. Najpierw dlatego, że wszystkie nasze mamy ziemskie są w gruncie rzeczy siostrami Matki z Nazaretu, przez rodzicielstwo i miłość. A po drugie – to już przeczytacie klikając w link poniżej. Kochajcie swoje Mamy, żywym podziękujcie, za te, które odeszły zmówcie modlitwę. I pamiętajcie, że Matka, Boża Matka, pamiętać będzie o nas zawsze, „teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.”

 

http://itinerarium.pl/2013/07/05/najlepszy-dzien-dobrego-poczatku/

Itinerarium

SŁODKI PRZYMUS ŻYCIA

Piątek 24 lutego 2017 Proszę wybaczyć wulgaryzm, który pojawi się w dzisiejszym wpisie, ale bez niego cytowany monolog traci wdzięk i kolor.

Rzecz działa się przedwczoraj. Dwóch bezdomnych kolegów narzekało na swój los. W pewnym momencie jeden z nich prawie na cały głos wykrzyknął:

– No co ja mam robić? Ja nie mam żadnej rodziny, nikogo! Ja nawet na trumnę nie mam! Ja nie mam k …. wyjścia, ja muszę żyć!

I o to chodzi, o to właśnie chodzi!

Itinerarium

CO BY NAS STALIN NOWY NA KAMCZATKĘ NIE POSŁAŁ

Czwartek 23 lutego 2017 Pod koniec ostatniej jak dotąd wojny światowej, w roku 1944, Stalin dokonał masowych przesiedleń kilku narodów. Choć w zwycięskiej Armii Czerwonej służyło wielu Czeczenów, Inguszów, Tatarów z Krymu czy Meschetyńców (gruzińscy muzułmanie), narody te zostały – niemal w całości – zapakowane w bydlęce wagony i wysłane do Kazachstanu lub na Syberię.

Siedemdziesiąt trzy lata temu, 23 lutego 1944 roku, sowieckie NKWD i wojsko rozpoczęły operację wysiedlenia Czeczenów i Inguszów, dane są różne, ale dotyczyło to prawie 600.000 ludzi. Powód? Nieliczni Czeczeni sympatyzowali z Hitlerem, który mamił ich wizją niepodległego państwa. Skuteczniej zrobił to Hitler w odniesieniu do Słowacji – republika, 1939 – 1945, pod  rządami Józefa Tiso, zresztą księdza katolickiego). Czeczenii wrócili na Kaukaz po śmierci Stalina, po roku 1953.

Stalin przesiedlił także Tatarów z Krymu, Kałmuków, Karaczajów, Meschetyńców. Wcześniej, po aneksji wschodniej Rzeczpospolitej deportowano w tzw. „głąb Rosji” setki tysięcy Polaków, nieco mniej Litwinów, Łotyszy, Estończyków i Ukraińców. Zabawa tyrana w wyrywanie całych narodów z rodzimych ziem i przesadzanie w inne miejsca spowodowała tragedię milionów ludzi.

Straszny ten Stalin. Niemniej okrutnie postąpiły polskie władze – pod naciskiem Moskwy – z Ukraińcami w trakcie akcji „Wisła” (1947 – 1950). Ze wschodnich połaci Rzeczpospolitej wyrugowano dziesiątki tysięcy Ukraińców, na drugą stronę Bugu ale przede wszystkim pod Koszalin i Olsztyn. Dlatego niech was nie zdziwią cerkiewki greko – katolickie w Trzebiatowie czy Giżycku.

Niemcy sudeccy zostali przesiedleni (głównie do Bawarii) zaraz po II wojnie światowej, podobnie jak Polacy z Wilna i Lwowa, do Szczecina czy Wrocławia.

Dzisiaj możemy westchnąć za siostry i braci z Czeczenii, świętujących a raczej pomstujących wywózkę sprzed 73 lat. I pomodlić się za nas Polaków, aby nas żaden nowy Stalin nie posłał na Kamczatkę. Tak tu nam dobrze między Bugiem i Odrą, wiadomo jednak, że nic nie jest na zawsze.

Itinerarium

CZŁOWIEK SKŁADA SIĘ Z CIAŁA I Z …

Środa 22 lutego 2017 W kazaniach trzeba uważać, zwłaszcza jak odbiorcami są dzieci, zdolne do zaskakujących ripost. Jeden z kolegów po fachu przekonywał dziatwę, że zawsze należy ufać Panu Bogu i nigdy się nie bać, bo Pan Bóg nas strzeże, chroni i czuwa. Kaznodzieja postanowił sprawdzić czy maluchy pojęły mądre przesłanie.

– No co byście zrobiły, jakbyście szły nocą, ciemną nocą obok cmentarza?

Zgłasza się dziewczynka z wypiekami na twarzy i biegnie do mikrofonu i od razu wypala:

– Ja to bym się, proszę księdza chyba ze strachu zesra..!

Lud w świątyni tarza się z uciechy, kaznodzieja drapie się po siwych skroniach, a dzieci  – nie wiedzieć czemu – przytakują koleżance. Ufać Panu Bogu, to jedna sprawa, a nocą przy cmentarzu to jednak niewiadoma.

Inny kaznodzieja, w mitrze, znaczy się biskup, wszedł w dialog z dziećmi na wiejskiej parafii. Rodzice wcześniej nakazali pociechom, co by w kościele były cicho, dzieci zatem stały i patrzyły, do gadek nieskore. A biskup usiłował wydobyć z malusińskich prawdy o człowieku.

– No, drogie dzieci, kto stworzył człowieka? – pyta purpurat.

Cisza. Dzieci, pouczone przez rodziców milczą.

– No to ja wam podpowiem – ciągnie kaznodzieja – Pan … Pan … Pan …

– Bóg! – gruchnęła dzieciarnia.

– Pięknie! – pogratulował biskup – Ale, drogie dziatki, człowiek składa się z dwóch części. Z jakich?

Cisza, wiadomo, dzieci pouczone przez rodziców, milczą.

– Podpowiem wam, z cia … z cia … z cia …

– Ciała! – kończy mały naród.

– Brawo! Brawo! – komplementuje hierarcha – Ale, drogie dziatki, człowiek składa się nie tylko z ciała, ale i z … Podpowiem wam, z ciała i du … du… du …

– Du…y! – krzyczą dzieciaki. Przy czym spodziewaną przez biskupa zgłoskę „sz” zastąpiły na „p”.

No i się działo, dorośli wierni rechocą, kaznodzieja bezradnie protestuje:

– Nie, nie, nie!

A księża w koncelebrze – czyli ci, co stoją wianuszkiem w prezbiterium – delikatnie potwierdzają:

– Ależ tak, z du…y też!

Cóż, trzeba uważać z kazaniami do dzieci. Ponieważ jednak jest wiosna (tak, jest, tylko zapomniała wziąć ze sobą słońca ale za tydzień wszystko będzie już w komplecie), warto się zaśmiać. I podziękować Panu Bogu za opiekę przy nocnych spacerach obok cmentarzy i za to, że jako ludzie składamy się z ciała i z … Bardzo miłej środy dla wszystkich!

Itinerarium

WSZYSTKIE PLACE WOLNOŚĆI KTÓRYCH NIE MA W INTERNECIE

Wtorek 21 lutego 2017 Cztery lata temu na kijowskim Placu Niepodległości sytuacja już się uspokoiła. To był piątek 21 lutego. Poprzedniego dnia zginęło na tym Placu i w jego okolicach 75 niewinnych ludzi. Nikt nie policzył dobrze wszystkich ofiar ukraińskiej Rewolucji Godności z lat 2013 – 2014.

W zamyśle rządzących place budowane są po to by pokazywać wielkość władzy, na nich defilują armie i odbywają się demonstracje poparcia. Ale czasem ludzie, naród, mają dość władzy i wtedy place zamieniają się w miejsca sprzeciwu lub nawet pola walki. Kijowski Plac Niepodległości, wcześniej był placem Chereszczatyckim (etymologicznie: „na skrzyżowaniu”), potem w r. 1919 stał się „Radzieckim”, od 1935 r. nosił nazwę Michała Kalinina (sowiecki komunista, jego podpis widnieje m.in. na wyrokach śmierci polskich oficerów zamordowanych w Katyniu), w 1977 r. jest to już Plac Rewolucji (październikowej), wreszcie po pierwszej rewolucji w dziejach wolnej Ukrainy (1991) zyskuje miano Placu Niepodległości. Dziś potocznie mówi się o nim także – Euromajdan. Krew pragnących wolności i niezależności Ukraińców jest już zmyta, ale to na nim rozegrała się w l. 2013 – 2014 walka narodu ukraińskiego o lepszą i wolną Ukrainę.

Drugiego czerwca roku 1979, to była sobota, stałem na Placu Zwycięstwa w Warszawie (który wcześniej był Placem Saskim, Placem Adolfa Hitlera i Placem Piłsudskiego – tak jest też dziś). Stałem i słyszałem słowa Jana Pawła II: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi!” I zstąpił, odnowił.

Tak się złożyło (a może Opatrzność), że dane mi było stawać także na innych ważnych placach w bardzo ważnych chwilach. W roku 2000 stałem na watykańskim Placu św. Piotra i słuchałem jak Jan Paweł II wzywał, żebyśmy byli Stróżami Poranka, z tego pozostało mi umiłowanie godzin przed wschodem słońca i wczesna modlitwa o przebudzenie ludzkich serc. W roku 2009 stałem na Placu Wolności w Tbilisi, kiedy Gruzini budzili się po wojnie z Rosją, budzili się i dziwili, że o wolność trzeba się bić i czasem za nią umierać. W roku 2012 stałem na Placu Rewolucji w Hawanie, podczas wizyty Benedykta XVI i słyszałem, jak moje siostry i bracia z Kuby marzą o wolności słowa.

Nie byłem na Placu Tiananmen, Placu Niebiańskiego Pokoju w Pekinie, 2 czerwca 1989 roku, kiedy czołgi władzy zmiażdżyły ponad 500 chińskich studentów, wołających o wolność.

W Internecie nie ma Placów, są wpisy, jak ten. Ale jak się zaczęła Rewolucja Godności na Ukrainie? Mustafa Najem, (z pochodzenia Pasztun, Afgańczyk) ukraiński dziennikarz napisał 21 listopada 2013 roku – „Spieprzajcie z Internetu, nie stawiajcie lajków! Idźcie na Plac Niepodległości!”

Chcecie wolności? Chcecie szczęścia? Życia? Chrystusa? To cytuję Mustafę Najema – „Wyjdźcie z Internetu, idźcie na place, dajcie chleb głodnym (w Lublinie znajdziecie ich na Placu Dworcowym i Bychawskim), pogadajcie z zabiedzonymi dziećmi (w Lublinie znajdziecie je w Parku Bronowickim), zrozumcie narkomanów (tanio sprzedają marychę na Placu … –  info na private, jak się dziś pisze), dajcie nadzieję obłąkanym (są poza Placami, ale wiem gdzie).

Chodzi o to, że siedzimy w Internecie. A Pan Jezus jest na Placach.

Itinerarium

IDŹ

Poniedziałek 20 lutego 2017 Halina Frąckowiak wyśpiewała kiedyś całkiem skoczny przebój „Droga, którą znam” ze słowami „Bądź gotowy dziś do drogi”. Nudny poniedziałek dzisiaj, na dodatek wiosny nie widać a zima jeszcze macha ogonem i odwilżą.

Przedwiośnie niegdyś było początkiem ruchu, należało wyprowadzać owce na powoli zieleniejące pastwiska, był to też najchętniej wybierany czas na rozpoczynanie wojen. Po zimie w spichlerzach było pustawo, warto było złupić sąsiadów. Dziś ruszamy się z konieczności, wszak fabryka czy biuro do nas nie przyjadą. Powstają nawet specjalne programy, których celem jest wyrwanie gimbazy sprzed smartfonów, wzbudzenie potrzeby ruchu.

Ociężałość naszych czasów jest chyba nie do pokonania. Nikogo nie poderwie pasja odkrywania nowych ziem, jak się to zdarzyło Kolumbowi czy Magellanowi. Prawda spokojnie stoi w muzeach, dziwny eksponat z prehistorii, a już żeby o nią walczyć (Galileusz – „A jednak się kręci …”) to fantastyka, a żeby za nią umierać to raczej choroba (przypadek bł. Księdza Jerzego Popiełuszki). Nie wyrwie nas z otępienia ani prawda ani pasja, piękno mocno pomieszane z kiczem też skonało.

Jeżeli jednak usłyszycie, dzisiaj, cichy głos „Idź”, zaryzykujcie. Tak się zaczęła zbawienna (także dla nas) historia Abrahama. Za podobnym głosem Piotr poszedł do Rzymu, może i to wezwanie usłyszał Karol Wojtyła i z Krakowa do Watykanu powędrował.  No ale to wielcy ludzie, dziś już „historyczne postaci” z podręczników.

Nie bój się drogi, nie bój się wielkich uczuć, rozmachu wyobraźni, świeżych myśli. Pan Bóg nie ryczy z nieba, daje ci myśli, uczucia, pragnienia. Daje ci odwilż i wilgoć w butach, cieplejszy wiatr. Jak się człowiek nie rusza rośnie mu tusza, a jak się rusza wolna jest jego dusza. Rym taki sobie, a rzecz w tym, że Pan Bóg, szczęście, wieczność, sens, miłość, wszystko do nas przychodzi, jeżeli wyszarpniemy się z diabelskiego letargu i wyruszymy. Idź.

Itinerarium

KIEPSKI KONIEC GRZECZNYCH LUDZI

Kazanie na 7 Niedzielę Zwykłą 19 lutego 2017  Często sobie myślimy, że nie wolno przeklinać i dłubać w nosie, bo to się na pewno Panu Bogu nie podoba. Nie wydaje mi się, żeby Pan Bóg znał nasze słówka zaczynające się na „k” czy „p”. Zresztą, kto był na jakimś włoskim stadionie to mógł się znaleźć na trybunie „Curva Nord”, najczęściej okupowanej przez najwierniejszych kibiców danej drużyny (np. jest tak na San Siro w Mediolanie).

Grzeczni z nas ludzie, nie przeklinamy, nie dłubiemy w nosie (publicznie), nie sikamy (raczej) na środku deptaków. No ale do nieba nie idą ludzie grzeczni.

Idą tam ludzie z poobijanymi buziami (bo nadstawili i prawy i lewy policzek), idą tam ludzie w podkoszulkach (bo i szatę i płaszcz oddali), idą tam ludzie zmęczeni (bo się nachodzili z natrętami i przeszli dwa tysiące kroków zamiast jednego tysiąca), idą tam ludzie, którzy nie pokazali pleców tym, co prosili o pożyczkę złotych dziesięciu lub tysiąca.

Idą do nieba ludzie, którzy kochają. Kochają, czasem zaklną, podłubią w nosie czy uchu. Kochają nawet swoich wrogów, co ich obmówili, okradli, zdradzili i sponiewierali.

Do nieba idą ludzie, którzy kochają. A ci co nie przeklinają idą gdzie indziej pewnie. Grzeczni ludzie nie mają pewnego miejsca w niebie.

LITURGIA SŁOWA

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Słyszeliście, że powiedziano: „Oko za oko i ząb za ząb”. A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu: lecz jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię ktoś, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie. 

Słyszeliście, że powiedziano: „Będziesz miłował swego bliźniego”, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. 

A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. 

Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? 

Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski». (Mt 5, 38 – 48)

Itinerarium

JAK SIĘ BAWIMY W MAŁYCH BOGÓW

Sobota 18 lutego 2017 Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał. To z psalmu trzydziestego siódmego (wers 5), zapisanego blisko trzy tysiące lat temu. Dawno. Dawno, ale jak mądrze.

Zwykliśmy lekceważyć starożytne teksty, wszak ich autorzy nie mieli dostępu do Internetu i jeszcze myśleli, że to Słońce wiruje wokół Ziemi. Wczoraj kupowałem trzy rzeczy, dwie po 8 złotych i jedną za 6, a pan sprzedawca wycedził: „Zaraz, zaraz … Dwa razy osiem dodać sześć … To będzie …” i sięgnął po smartfona. „Dwadzieścia dwa!” – niemal krzyknąłem. „Wie pan, jestem tu od 10 godzin, sprawdzę czy dwadzieścia dwa.” Sprawdził, faktycznie smartfon wyliczył, że dwadzieścia dwa.

Uzbrojeni w Internet i inne cuda elektroniki udajemy małych bogów, którzy wszystko wiedzą, to znaczy wie to Internet, a my mu ufamy i wiemy w którą ikonkę kliknąć.

Oczywiście są na świecie ludzie, którzy myślą i nie klikają (albo klikają o wiele rzadziej niż myślą), nie udają bogów. Gestem w głębi serca powierzają Panu Bogu swoją drogę, życie. I On rzeczywiście działa. A oni, zaufawszy Mu, śpią w soboty do południa, potem piją poranną kawę – którą miłośnicy klikania wypili pięć godzin wcześniej – i cieszą się odwilżą lutową. Zaufali, Pan Bóg działa!

Itinerarium

KUFERECZEK STÓWECZEK I INNE SZCZĘŚĆIA

Piątek 17 lutego 2017 Szczęścia chce każdy z nas. Słusznie, tak nas Pan Bóg stworzył. I czekamy na to szczęście, czekamy, patrzymy w górę, może zleci nam kufereczek stóweczek. Nie zleci. No to zwracamy główki na prawo i na lewo, jak nie z góry, może z boku któregoś to szczęście przyjdzie albo przydrepcze chociaż. I tak w górze szczęścia wypatrujemy i z lewej i z prawej strony. I tak machamy główką, machamy, aż tu nagle puka listonosz i przynosi pierwszą emeryturę, ojojojoj! Potem jeszcze trochę pokręcimy głową i przyjdzie wezwanie od św. Piotra, a od tego, wiadomo, apelacji nie ma.

Ludzie szczęśliwi są gotowi do zmiany swojego życia teraz, dzisiaj. Przed kilku laty sopocka Pracownia Badań Społecznych zapytała grupę 1048 dorosłych Polaków czy zastanawiali się na tym, co zmienić w swoim życiu w nowym roku. Sześćdziesiąt sześć procent  (66%) nie zastanawiało się nad tym.

Ja, zupełnie gratis, zdradzam tu wam tajemnicę szczęścia. Szczęście to wola zmiany siebie samego i swojego życia. Pan Jezus nazywa to nawróceniem. Tylko proszę pamiętać, że to chodzi o dzisiaj, bo jutro – tyle razy to pisałem – diabeł powie wam swoje ulubione przysłowie, w które mimochodem wierzycie. Takie przysłowie: Ma być tak jak jest, bo jest tak jak ma być.

Itinerarium