SAMRAWIT CZYLI PAN JEZUS Z TIGRAJU

Wtorek 7 grudnia 2021

Samrawit – co za piękne imię i jak rzadko spotykane w Polsce – od wczoraj mieszka w Lublinie. Ona i je dwie koleżanki z Etiopii namieszały sporo w moim życiorysie w ostatnich trzech dniach.

W ostatnią sobotę, otrzymałem od Tomka Sieniowa wieść (pomaga prawnie uchodźcom w Instytucie Państwa Prawa w Lublinie, szef), że są trzy dziewczyny z Etiopii, cudem wydostały się z Tigraju, jednej z prowincji w tamtym kraju. W Tigraju, chyba słusznie zbuntowanym wobec rządu krajowego, władze rozpoczęły krwawą rzeź (nożami i bronią palną), nazwaną oficjalnie stabilizacją sytuacji. Samrawit udało się uciec, najpierw do Ugandy, potem przez Turcję trafiła do Polski. Jasne, niewielu z nas wie, gdzie Etiopia, a już Tigraj to kosmos, ja akurat wiem, bo często pijam kawę etiopską. Ale, nie łudźmy się, jak Putin ruszy na Ukrainę, a potem na Polskę (czemu nie, ponad 200 lat temu jego poprzednicy skutecznie Polskę podbili, przy cichej zgodzie całej Europy), mało kto w Kanadzie czy Australii potrudzi się, aby odnaleźć na mapie tak dziwnie brzmiące nazwy jak Lwów czy Lublin.       

Wspomniany pan Tomek zapytał, czy mogę jakoś pomóc Samrawit i jej koleżankom, palnąłem od razu, że pomogę. Ale Samrawit może przyjechać do Lublina w poniedziałek wieczorem. A przecież w Polsce jest weekend, Najświętszy Weekend, znaczy się wielkie polskie pijaństwo i długie spanie.

Nie damy się, pomyślałem, spróbujemy. W sobotę wieczorem zajechałem do rozmodlonych  Sióstr Białych w Lublinie (połowa jest oczywiście czarnoskóra), zgodziły się, że mają jeden wolny pokój, a jak pomyślały, wyszło im, że nawet trzy. Dobrze, dziewczyny z Etiopii mają już dach nad głową. Pan Tomek tego samego dnia oznajmił, iż przyśle mi jeszcze czteroosobową rodzinkę z Kuby, a znajoma, wspaniała Wiola z Ośrodka dla Cudzoziemców zapytała, czy znajdę mieszkanie dla sześcioosobowej familii z Afganistanu. Phi, ja nie znajdę, ale Wszechmogący załatwi to w pół godziny. Załatwił, bo obudziłem pewną sprytną Nazaretankę, wyszła do mnie w piżamie, ale wyglądało jakby była w habicie. Jakby nie było, oddała uchodźcom „klasztorek”, czyli dwanaście pokoi, dwie sale i kaplicę (nie wiem czy się przyda, jak się okaże, że goście

wzywają Allacha, zobaczymy). Potem jeszcze dołączyły się Franciszkanki Misjonarki Maryi, Ojcowie Biali i dwoje niehabitowych lublinian, m.in. emerytowana profesor filozofii z UMCS). I wtedy pomyślałem sobie, dobrze, panie Tomku i pani Wiolu, śmiało przysyłajcie tu nawet pół Etiopii i całą Kubę, dla Wszechmocnego to pikuś.

Za wodę, gaz, światło, trzeba zapłacić, normalna rzecz. Dzwonię do zaprzyjaźnionego Biskupa, będzie przez pół roku wpłacał po 1500 zł, zaprzyjaźniony kardynał dorzucił dwa razy więcej, dwóch innych jeszcze nie wiem ile, ale się dołączą. Prócz Kleru inni też, numer konta podaję na końcu.

Zatem w niedzielę wieczorem Wszechmogący zabukował prawie 40 miejsc, w tym chyba cztery w Łodzi.

Samrawit, dziękuję, nie było miejsca dla Pana Jezusa w Betlejem, ale w Lublinie jest miejsce dla Ciebie, Twoich koleżanek z Tigraju i dla połowy Etiopii, niech przybywają. Wszechmogący ma tu na Ziemi nieskończenie wiele mieszkań. Samrawit, w Tobie przecież Pan Jezus z Tigraju przybył, już mamy Boże Narodzenie!

Na zdjęciu jesteś z Anną Fridą, z sióstr biało – czarnych, całej Twojej Jezusowej twarzy nie dołączam, bo nie śpią zbiry, które chcą tylko Polski dla Polaków.

Itinerarium

PISZ PAN DWA MANDATY OD RAZU

Kazanie na 2 Niedzielę Adwentu 5 grudnia 2021

Siostry i bracia, kocham Adwent i wszystkie niespodzianki, jakie on ze sobą niesie, te cudowne i subtelne, a jakże radosne i wzniosłe wezwania do nawrócenia.

Mnie zaraz na początku tego Adwentu wezwał Pan Bóg do nawrócenia poprzez policję, wesołego brata bezdomnego (lekko na rauszu) i wirusa, i to na zasadzie trzy w jednym, czyli wszystkie czynniki razem.

Rzecz działa się w jednej z galerii handlowych w tym dziwnym (pełnym dziwów) mieście Lublinie. Pan Henryk (czyli wesoły brat bez domu) drzemał sobie słodko w holu tejże galerii. Dobre miejsce, bo bezpłatne i cieplutkie. Wkroczył tam patrol policji, ona i on, młodzi dzielni ludzie, od razu przyuważyli pana Henia, bez maseczki! I pan policjant śmiało stanął przy uchu pochrapującego brata wesołego i bezdomnego i oznajmił:

– Obywatelu, będę musiał wypisać mandat, bo nie ma pan maseczki!

Henryk otworzył oczęta, najpierw obrzucił miłym okiem czarnowłosą panią w mundurze, potem z całą powagą przyjrzał się panu w mundurze, pomyślał chwilę i spokojnie oświadczył:

– Pisz chu … od razu dwa, bo jutro też nie założę, jestem szczepiony! A i dopisz coś jeszcze za obrazę!

Ja, usłyszawszy tę sentencję, mało nie pękłem ze śmiechu, mam nadzieję, że Was też rozbawiła, myślę, że i Pan Bóg był zadowolony, że tak Mu się udał brat wesoły i bezdomny. Na pewno zaś podziałał na czarnowłosą strażniczkę prawa, bo rzuciła do kolegi, roześmiana:

– Weź go zostaw, ma rację.

I podreptali dalej za buziami bez masek.

A czemu się (trochę) nawróciłem? Bo dzisiejsza Ewangelia, pomimo Tyberiusza, Lizaniasza, Trachonitydy i Abileny, wzywa do zmiany życia na proste, bezpośrednie, radosne, Boże i szczęśliwe. Chodzi o to, żeby być sobą, bo wtedy najbardziej podobamy się Panu Bogu.

No to pisz Pan, dwa mandaty od razu i za obrazę coś dopisz! A, jeszcze, do wiosny coraz bliżej, bociany czują już w dziobach.

Ewangelia

Było to w piętnastym roku rządów Tyberiusza cezara. Gdy Poncjusz Piłat był namiestnikiem Judei, Herod tetrarchą Galilei, brat jego Filip tetrarchą Iturei i Trachonitydy, Lizaniasz tetrarchą Abileny; za najwyższych kapłanów Annasza i Kajfasza skierowane zostało słowo Boże do Jana, syna Zachariasza, na pustyni.

Obchodził więc całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów, jak jest napisane w księdze mów proroka Izajasza:

«Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego! Każda dolina zostanie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte staną się prostymi, a wyboiste drogami gładkimi! I wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże». (Mt 3,1-6)

Itinerarium

KLEPSYDRA  DLA  IZY GOSIK

Sobota 4 grudnia 2021

Mam nadzieję Iza, że się nie obrazisz za publikację Naszego Wspólnego zdjęcia, ktoś z wolontariuszy zrobił je podczas kolędy, zanotowałem, że było to 13 stycznia tego roku.

Umarłaś wczorajszej nocy, jesteś już Tam, gdzie i ja, i wszyscy czytający ten wpis, dotrą kiedyś. Znaliśmy się tak zwane ładnych parę lat. W zasadzie zaprzyjaźniliśmy się, wiesz, że to prawda. Nie wiem jak nazwać Twój Dom, bo jest to chyba dawny kiosk albo barak pracowniczy, prawie w centrum Lublina. Nie myślałaś o swojej sytuacji, że jesteś bezdomna, domem był ten stary kiosk, jasne, że bez światła (poza świeczkami i latarkami), bez wody (tylko w butelkach plastikowych), bez toalety (ale przecież dookoła jest chyba pół hektara pustego placu), bez kuchni (ale był palnik, dokupowaliśmy z wolontariuszami butle pięciolitrowe), bez łazienki (ale były dwie miski). Miałaś po prostu Alternatywny Dom.

Tu, na ziemi, byłaś przez czterdzieści siedem lat, sprawdziłem, urodziłaś się 12 sierpnia 1974 roku. Chyba w ubiegłym roku zamieszkałaś razem ze swoim ukochanym, Edkiem, w jednym z naszych Domów Zwykłych, gdzie był prąd, woda w kranie, prysznic i biały papier toaletowy. Bodaj po trzech miesiącach podziękowaliście i wróciliście do Swojego Domu, brawo! Rozumiałem Was, choć nie zgadzałem się.

I teraz finał, Ty umierasz w nocy, od rana policja i prokuratura badają okoliczności Twojej śmierci, może coś ustalą. Mogłaś – i Ty i Edek – dostać zasiłek dla niepełnosprawnych, olaliście to, jasne, ludzie wolni mają swoje ścieżki, dalekie od dróg Pomocy Społecznej. Zaraz po Policji przyjeżdża Jacek, Twój najmłodszy syn, lat dziewiętnaście. To dzielny chłopak. Miałaś kilkoro dzieci, większość jest zagranicą i pewnie nie przyjadą na Twój pogrzeb. Jacek kilka razy uciekał, najpierw z Domu Dziecka, potem z Młodzieżowych Ośrodków Socjoterapeutycznych, za każdym razem chciał odnaleźć Mamę, udało mu się w tym roku, kilka miesięcy temu. Bardzo się z tego cieszyłaś , a On jeszcze bardziej.

I wiesz co, Iza? Jacek wczoraj wziął Twojego ukochanego, Edka, do swojego pokoju, który ma jako absolwent Domu Dziecka. Ja podrzuciłem Mu żywność, same dobre rzeczy.

I wiesz co, Iza, piszę to także nie bezinteresownie, może czyta to wspomnienie o Tobie, ktoś majętny. W Naszych Zwykłych Domach, trzech jak dotychczas, mieszka teraz szesnaście osób, szukamy jeszcze trzech, czterech, Domów Zwykłych, z prądem i wodą. Może ktoś wpłaci trzydzieści sześć tysięcy złotych, 10 X 3 600, wtedy zamieszkają w nich Ci, co jednak wybiorą prysznic i biały papier toaletowy.
Nigdy nie kradłaś, wyzbierałaś kilka ton złomu z ulic i podwórek Lublina, dziękuję, Iza. Inni mówią o Tobie Kaśka, o Edku, Krzysiek. Taka prawda, taka klepsydra. Na zdjęciu – od prawej – Edek, Ty, Iza, Michał i ja.

Numer konta dla tych, co wesprą Zwykłe Domy:

Stowarzyszenie Centrum Wolontariatu w Lublinie

ul. Gospodarcza 2

20- 217  Lublin

Bank PKO S.A. V oddział w Lublinie

nr konta: 64 1240 1503 1111 0000 1753 2101

Tytuł przelewu: darowizna na cele statutowe

mde
Itinerarium

TO WALNIJMY TEN MUR DO USTRZYK NA  ŚWIĘTA

Piątek 3 grudnia 2021

Boże Narodzenie to święta rodzinne, ten mit wymyślił komunistyczny diabeł i skutecznie wcielił w świadomość Polaków, wypierając podstawowy sens tych Świąt. Przypomnę, że określenia „święta rodzinne” komuniści używali zamiast Bożego Narodzenia, chodziło o to, żeby wyrugować z języka treści religijne, prawie się to udało.

W istocie Boże Narodzenie jest świętem Boga, jest początkiem naszego zbawienia i zapowiedzią Życia Wiecznego, świetnie ujmują to polskie kolędy na czele z genialną kompozycją Franciszka Karpińskiego, czyli „Bóg się rodzi!” (zaraz wybije 230 lat, jak po raz pierwszy wybrzmiała).

         A święta rodzinne? Cóż, jeśli nie świętujemy codziennie błogosławionego daru Rodziny, to 24 grudnia gwarantowana jest kłótnia i podła atmosfera.

Poświętujemy w Polsce bardziej ubogo niż wcześniej, rachunki za zakupy sami widzicie, benzynę radzę kupić zawczasu bo cena spogląda już w kierunku siedmiu złotych za litr.

Teraz o uchodźcach, ich rodzinach. Przypomnę, jestem od ponad 40 lat zdecydowanym pro państwowcem, czyli popieram silne, prężne, skuteczne i dobrze zorganizowane struktury państwowe. Nawet doradzam jak to zrobić, będąc członkiem niektórych gremiów ministerialnych. Zawsze postulowałem, że powinniśmy umieć strzec granic Polski i nie wpuszczać niepożądanych intruzów.

Jestem jednak także człowiekiem i chrześcijaninem, wierzącym w Ewangelię i dlatego całym sercem, duszą i energią popieram przyjmowanie uchodźców. W tym przypadku moje państwo poniosło klęskę, wykorzystując sytuację na granicy z Białorusią do celów politycznych. Skutecznie nastraszyło połowę narodu, że na granicy stoją terroryści i źli ludzie. Nieprawda i kłamliwa propaganda. Wiem to, bo bywam na granicy z Białorusią, wcześniej bywałem od strony Białorusi bardzo często. Tam są przeważnie zdesperowani ludzie, rodziny z dziećmi także. Są tam też nabrani przez przemytników naiwniacy, szukający krótkiej drogi do kolorowej i rzekomo szczęśliwej Europy, może i potencjalni terroryści albo szpiedzy różnej maści (Łukaszenki, Putina, może i chińscy). Dobre, skuteczne państwo, potrafi sobie szybko z takimi typami poradzić. Słabe państwo buduje mur i zaraz ten mur trzeba pierdyknąć (jak mawia młodzież) do Ustrzyk Górnych. Na przejściach z Ukrainą wzrasta liczba naszych wschodnich sióstr i braci prących do Polski, bo na granicy z Rosją już jest bardzo gorąco (załączam zdjęcia sprzed tygodnia, z Jaworowa, ukraińskiego miasta leżącego na wprost Lubaczowa, czołgi, armaty i moździerze jadące na wschód). Rzecznik Kremla oświadczył wczoraj, że „prawdopodobieństwo konfliktu na Ukrainie jest wysokie”, co oznacza iż Rosja szuka pretekstu, aby odebrać Donbas a może i wszystko na wschód od Dniepru. I wtedy nawet milion Ukraińców stanie przy polskiej granicy, żadne firmy nie zdążą wybudować tam murów czy zasieków.

I o rodzinie na koniec, o tej kurdyjskiej co chce się dostać do Warszawy a potem pewnie do Niemiec, teraz koczującej na bagnach czy w lasach, może polskich, może białoruskich. I o tych z Ukrainy, które zechcą uciec do bezpiecznej Polski.

Nie wejdziecie, nie będzie dla Was miejsca w Polsce, tak jak nie było miejsca dla Jezusa w niejednej gospodzie.

Itinerarium

KTO ŁAMIE SIĘ OPŁATKIEM A KTO ŚWIĘTUJE Z DIABŁEM

Czwartek 2 grudnia 2021

Opłatek, łamiemy się nim przy Wigilii. I znów, piszę to w pełni świadomie, może to być przepiękny gest lub koszmarna maskarada.

Od wielu lat próbuję przed Wigilią przeprosić tych, których tak czy inaczej mogłem urazić, a potrafię, niestety. Jak nie uda mi się porozmawiać, piszę maila albo smsa. Jedni przyjmują moje przeprosiny, niektórzy odprawiają krótko, żebym się odp….. Ale próbowałem, nie mam wpływu na reakcje adresatów. Mogę jednak z czystym sumieniem łamać się opłatkiem, starałem się o pojednanie.

Jeśli jednak ktoś trwa w nienawiści do kogokolwiek, jeśli jest silnie i długoletnio skłócony z rodziną, jeśli nie przebaczył i nie przeprosił, jeśli gniewa się na kogokolwiek (nawet na wroga), niech nie dotyka opłatka. Bo jeśli się nim połamie, daje narzędzie szatanowi, który tym sposobem podwoi i potroi nienawiść i gniew. I zamiast Bożego Narodzenia będzie triumf Diabła.

Nie wiem czy wszyscy odpowiedzialni za sytuację na granicy z Białorusią zdolni są przeprosić rodziny chyba 10 osób, które zmarły w lasach i bagnach. Myślę tu o odpowiedzialnych po stronie białoruskiej i polskiej, zapewne Białorusini nie będą czytać tego wpisu, ale niektórzy Polacy przeczytają. Nie wiem czy autorzy stanu wyjątkowego postępują zgodnie z prawem, tym, co wprowadzali 40 lat temu stan wojenny w Polsce wydawało się, że robili to zgodnie z prawem, dziś prawie wszyscy zostali osądzeni i ukaranie za bezprawie, brawo!

Przeprosić powinni też ci strażnicy graniczni, żołnierze, policjanci i terytorialsi, którzy złamali prawo. Nie musieli łamać prawa – a sobie sumienia – mogli odmówić wykonania poleceń przełożonych. Znam i pomagam trochę jednemu chłopakowi ze Straży Granicznej, który rozwiązał umowę o pracę, brawo! Nie chciał wysyłać na niepewne bagna rodzin z małymi dziećmi, nową pracę już ma. Rozumiem go, miałem propozycję – chyba trzykrotnie – współpracy m.in. z dawną Służbą Bezpieczeństwa – odmówiłem. Gdybym się zgodził miałbym teraz niezłą emeryturę, żyję z tego co Wy dajecie, a ja kwituję, z wdzięcznością, „Bóg zapłać!”.

Rodzinom zmarłych na bagnach i w polskich lasach, nasz rząd – który ja też wybrałem – powinien zapłacić hojne odszkodowanie, jesteśmy bogatym krajem, nadto honorowym i szlacheckim, pieniądze rządowi daję ja i wy wszyscy, którzy płacicie podatki. Drogi Rządzie, zmaż hańbę narodową i wtedy łam się opłatkiem, w zgodzie z sumieniem i wiarą katolicką.

Itinerarium

PAN JEZUS UMIERAW HAJNÓWCE  A MY KUPUJEMY

Środa 1 grudnia 2021

Jeżeli Boże Narodzenie sprowadza się jedynie do kupowania prezentów, to jest to po prostu gówno, święto pogańskie. To Guy Gilbert, francuski ksiądz od ponad 50 lat pracujący z tzw. trudną młodzieżą. Fragment wypowiedzi ks. Gilberta oraz jego sylwetkę załączam na końcu wpisu, kiedyś już do tego nawiązywałem.

Pisałem też kiedyś, że Mały Książę narzekał, iż ludzie nie mają przyjaciół, bo nie ma sklepów z przyjaciółmi. Pomylił się, nawet jakby były sklepy z przyjaciółmi, to i tak nie poszlibyśmy ich kupić. Nie mamy nawet i na to czasu.

Boże Narodzenie, bardzo je kocham, to cudowny akt przyjaźni Pana Boga z nami, ludźmi. Bóg znalazł dla nas czas, nawet całą wieczność. A oto my, zdeklarowani chrześcijanie, coraz bardziej samotniejemy, zamiast miłości, kupujemy.

Rodzice zabijają własne dzieci – nieświadomie i nie fizycznie – kupując im smartfony, komputery, nie mają czasu na przytulenia, zabawy. Dziś w Polsce samobójstwa popełnia dwa razy więcej osób, niźli tych, co giną w wypadkach komunikacyjnych. Dzieci zabijają swoich rodziców – nieświadomie i nie fizycznie – kupując im lecytyny, bo nie mają czasu na wizyty, przytulenia, przyjaźń.

Kupowanie, kupowanie, galerie, sklepy, markety, to są nasze Boże Narodzenia, dużo prezentów, deficyt miłości, miał rację mój brat Guy Gilbert.

Telefon pierwszy dzisiaj, ośmioro ludzi przeszło granicę, Syryjczycy, jedna kobieta w ciąży. Drugi telefon, też Syryjka, uciekła z czwórką dzieci, piąte ma pod sercem, jest w szpitalu w Hajnówce, brak tam lekarzy, może umrzeć, bo ma kwasicę. Tych ośmioro jakoś zabezpieczam, ale Hajnówka jest poza moim zasięgiem.

Od kilku miesięcy kupujemy lekarstwa dla uchodźców, tych w lasach i ośrodkach, też Boże Narodzenie, ale prawdziwe, właśnie w lasach i ośrodkach. Wiem, mamy władze, rządy, te i następne, pewnie zanucą  „Nie było miejsca dla Ciebie …”, dla Pana Jezusa w lasach na Podlasiu i w szpitalach w Hajnówce i Białymstoku. Granica winna być szczelna, ale ludzie, te Syryjki, jakoś przenikają, pod sercem noszą żywe dzieci, dziewczynki albo chłopców, Pan Jezus też był pod sercem Matki, jako uchodźczyni uratowała małego Jezusa przenikając przez zasieki do Egiptu! Hurra, Mario i Józefie, dobrze, że nie szłaś przez granicę mojego katolickiego państwa z Białorusią.

Tak, dalej jest numer konta, bo kończą się nam pieniądze na lekarstwa, koce i ciepłe kurtki. I nie mamy na prezenty dla wszystkich małych Panów Jezusów, dzieci w ośrodkach, na Mikołaja cieszyłyby się lalkami i czekoladami. Te wszystkie podobne Panu Jezusowi małe Syryjki i mali chłopcy z Kurdystanu, tam pod Hajnówką i Krynkami.


 Stowarzyszenie Solidarności Globalnej 

nr konta 

17 1240 1503 1111 0010 7256 9064

tytuł przelewu – darowizna na cele statutowe

GUY GILBERT

 „Pewnego dnia młody człowiek stwierdził coś potwornego. Powiedział tak: Ukradliście nam Boże Narodzenie! Zrozumiał, że Boże Narodzenie – święto ubogich, zostało im zagrabione przez bogatych. To jedyne przesłanie jakie chciałbym przekazać: Oddajcie Boże Narodzenie tym, którym je odebraliście! Idźcie i dzielcie się z najuboższymi! W ten sposób stajemy, się chrześcijanami współpracującymi. Inaczej święto Bożego Narodzenia to marnowanie czasu. Jeżeli sprowadza się jedyne do kupowania prezentów itd. To jest to po prostu gówno, święto pogańskie.”

GUY GILBERT

I OWCZARNIA MŁODYCH Z MARGINESU

W 2004 roku gościł w Polsce ks.. Guy Gilbert, francuski duszpasterz pracujący  na ulicach Paryża wśród młodocianych przestępców. W parafii Matki Bożej Królowej Aniołów w Warszawie spotkał się z młodzieżą, wolontariuszami, zakonnicami oraz księżmi pracującymi z trudną młodzieżą. „Nie jestem gwiazdą, przyszedłem taki jaki jestem” – tymi słowami ks. Gilbert rozpoczął spotkanie. „Ważne jest, aby przekazać orędzie najuboższym. Ja jestem tylko przekaźnikiem. Przekazuję to co chcieliby powiedzieć najubożsi.” – dodał.

Francuski kapłan opowiadał o swojej pracy z młodymi. Słynie z niekonwencjonalnych metod pracy i ewangelizacji. „Najpierw walę, a potem błogosławię. Wtedy, kiedy uderzam to uderzam z miłości.” Zaznaczył jednak, że nie jest to najlepsza metoda wychowawcza, ale „czasami może to być doskonała metoda wychowawcza.”

W przeciwieństwie do innych księży nie chodzi ani w sutannie, ani w koloratce. Komentuje to krótko: „Zawsze boję się religii, która afiszuje się ubraniem.” Jego ubiór to skórzana kurtka, dżinsy, kowbojki i długie włosy. Od trzydziestu lat mieszka w swojej „Owczarni” w Prowansji razem z młodymi, którym pomaga wrócić do normalnego życia. ”Ja bezpośrednio nie ewangelizuję nigdy, ponieważ nie zapominam, że Chrystus przez 30 lat milczał”-  powiedział ks. Gilbert.

Zwracając się do zebranych powiedział, że tylko „gesty miłości, gesty dzielenia, tylko nasze ubóstwo będzie świadectwem o żyjącym Chrystusie. My chrześcijanie często dużo mówimy, ale nie robimy zbyt wiele” powiedział. Zaapelował do zebranych, aby Kościół przestał mówić i zaczął działać.

W przededniu wejścia Polski do Unii Europejskiej powiedział: „Pierwszego maja staniecie się częścią zjednoczonej Europy. Uważajcie, żeby ta Europa nie była dla was niebezpieczna. Uważajcie, żeby materializm wszystkiego nie pożarł.”

Ks. Gilbert zaznaczył, że praca z trudną młodzieżą nie jest łatwą rzeczą i potrzebny jest pewien dystans. „Aby żyć z ludźmi marginesu trzeba mieć doskonałe zdrowie, być w doskonałej równowadze fizycznej, psychicznej i w doskonałej równowadze emocjonalnej. Gdybym co dziesięć dni nie miał dwóch dni wolnego, które spędzam w zakonie nie byłbym już księdzem, ponieważ nie dałoby się tego przeżyć.   Ten, kto chce zajmować się biednymi musi też żyć w jakiś sposób ubogo. Trzeba do nich iść z gołymi rękami. Nie idźcie w stronę marginesu sami. Idźcie wtedy, kiedy wysyła was Kościół.”

W 1974 roku kupił on ruinę, którą wraz z ponad dwustoma młodymi wyremontował i stworzył tam farmę. Przebywa tam młodzież w wieku 13 – 16 lat. Opiekuje się ona ponad 120 zwierzętami. Zauważył, że młodzi bardzo lubią zwierzęta. Dom w którym mieszkają jest nietypowy – w żadnych drzwiach nie ma bowiem zamków. „Trzeba starać się wychować zostawiając otwarte drzwi.” Młodzi często godzą się ze swoimi rodzicami, mają opłacane prawo jazdy.

Guy Gilbert obecnie ma ponad 80 lat. Podobne do prowansalskiej Owczarnie działają w 18 krajach.

(korzystałem tutaj z własnych materiałów archiwalnych)

Itinerarium

SZANSA NA GODNĄ WIGILIĘ

Wtorek 30 listopada 2021

Jest jeszcze dość czasu, abyśmy tegorocznej Wigilii nie spożywali niegodnie, być może mamy i takie w biografiach. To nic, jeśli ktoś nie miał świadomości nie ma winy.

Po kolei, zatem. Jeśli zjadamy smakowite dania, to fundujemy radość sobie, swoim najbliższym, robimy to dla siebie, rodziny znajomych. Kiedy zaś nakarmimy głodnych – a także gdy odwiedzimy chorych czy ugościmy przybyszów – sprawiamy radość Panu Jezusowi, pamiętamy przecież: „Byłem głodny, a daliście Mi jeść …, byłem chory, a odwiedziliście Mnie …, byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie …”

W Ewangelii zapisana jest bardzo pouczająca historia (np. Mt 14,13 – 21), za Jezusem ciągną tłumy, zbliża się wieczór, wszyscy są zmęczeni. Apostołowie widzą problem, jak zaspokoić głód tej rzeszy i znajdują proste rozwiązanie, namawiają Pana Jezusa, aby odesłał ludzi do pobliskich wsi. A oni szybciutko siądą do kolacji, przypuszczam, że obrotny Judasz zadbał o kosze ze smakołykami. I wtedy Jezus mówi, hola, hola, panowie! Wy dajcie im jeść!” Najpierw zatroszczcie się o nich, potem o siebie! Najpierw bliźni i Bóg, następnie dopiero wy!

Ta scena podpowiada mi, że wiele naszych, chrześcijańskich z pozoru Wigilii, jest niegodnych. Jeśli najpierw nakarmimy głodnych (odwiedzimy chorych, ugościmy przybyszów), mamy prawo z czystym sumieniem sami zasiadać do posiłku. Przy czym, wzorem Pana Jezusa, nakarmiajmy i chlebem i słowem, słowem nadziei, pociechy, pokrzepienia i wzmocnienia.

Powie ktoś – ale tego niema w naszej tradycji! Wiem, ale wiem też, że często Jezus był krytyczny wobec tradycji – por. 5 rozdział u Mateusza, choćby w miejsce zwyczajowego oko za oko apelował o nadstawianie drugiego policzka. Niestety, tradycja może zastępować wiarę a nawet całkowicie ją zabić.

Nasze, polskie wigilijne tradycje mają wiele zapożyczeń z pogańskiego Święta Godów, to jeszcze nie jest złe. Gorzej, jeżeli nie towarzyszą im akty miłości i solidarności z tymi, którzy byli najdrożsi Jezusowi.

Do Wigilii jeszcze całe 24 dni, obyśmy spożywali ją godnie.

Itinerarium

ŚWIĄT PAN BÓG NIE LUBI ALE MŁODE DZIEWCZYNY BARDZO

Poniedziałek  29 listopada 2021

Część czytelników wczorajszego odcinka uznało, że zbyt krytycznie oceniam nasz sposób świętowania. Jestem bardzo umiarkowanym przeciwnikiem  aktualnej formuły obchodzenia urodzin Chrystusa. Najbardziej buntuje się sam Pan Bóg, oto jeden z przykładów tego, co On myśli o naszych świętach, za Izajaszem, rozdział 1-szy:

„Nie mogę ścierpieć świąt i uroczystości. Nienawidzę całą duszą waszych świąt nowiu i obchodów; stały Mi się ciężarem; sprzykrzyło Mi się je znosić! Gdy wyciągniecie ręce, odwrócę od was me oczy. Choćbyście nawet mnożyli modlitwy, Ja nie wysłucham. Ręce wasze pełne są krwi.

Obmyjcie się i oczyśćcie! Usuńcie zło uczynków waszych sprzed moich oczu! Przestańcie czynić zło! Zaprawiajcie się w dobru! Troszczcie się o sprawiedliwość, wspomagajcie uciśnionego, oddajcie słuszność sierocie, w obronie wdowy stawajcie!”

Tak przemówił przez Izajasza, brzmi to groźnie też dla nas, zarzynających karpie i tnących bezlitośnie choineczki.

Wracam do romansu – pozostanę przy tym sformułowaniu – z młodą dziewczyną z Nazaretu, dziś my, katolicy, zwracamy się do Niej jako do Najświętszej Marii Panny. Czemu Ją wybrał Pan Bóg? Moje przypuszczenie jest następujące – potrzebował dziewczyny i to młodej! A czemuż dziewczyny? Gdyby to był chłopak, zaraz by wymyślił sto racji za i jedną przeciw możliwości współpracy z Panem Bogiem (wiem to po sobie) i jeszcze poszedłby za tą jedną przeciwną. Pan Bóg wybiera dziewczyny, tak było w przypadku Lourdes i Fatimy, tak jest i dzisiaj, patrz Kibeho czy Medjugorie, wyjątkiem – ale młodym, o tym dalej – jest Guadalupe.

Maria z Nazaretu musiała mieć mądrych rodziców, którzy nauczyli ją brać na poważnie poruszenia serca i głosy wewnętrzne. Myślę, że dzisiaj wiele pięknych powołań zabijają rodzice i krewni gaszący nieistniejące pożary – Nie idź do zakonu, patrz jak biskupi mieszają się do polityki, ilu księży jest pedofilami! A jak wystąpisz, będzie wstyd dla całej rodziny, sąsiedzi wezmą nas  na języki! Myślę, że nazaretańska Maria słyszała o ekscesach seksualnych faryzeuszy (niektóre opisane są w Starym Testamencie – vide Zuzanna) i rozpolitykowanym Sanhedrynie. Sam ma  przywilej  znać tzw. niedoszłe karmelitanki, misjonarki i franciszkanki, są znakomitymi żonami i babciami już teraz, podobnie jak niegdysiejszy klerycy, dziś profesorowie i dyrektorzy radia, brawo! Błagam rodziców, nie gaście marzeń i szaleństw swoich córek i synów!

Krzysztof Penderecki opowiadał kiedyś, że zanim nauczył się czytać i pisać umiał już zapisywać nuty i tworzyć małe formy muzyczne, rodzice wspierali go w tym, zwłaszcza ojciec.

I dlaczego młoda? U Marii też widzimy naturalne – „I chciałabym i boję się”, z tym, że Jej wiek (15-18 lat najwyżej) pozwolił zwyciężyć „Chciałabym”. Po trzydziestce zwykle górę bierze „Boję się!”

Anioł w Zwiastowaniu: „Nie bój się, Mario”, ja za Nim też mówię: „Nie bój się Aniu, Moniko, Ewo i Jolu”, proszę sobie dopisać inne imiona, żeńskie i męskie też jak najbardziej.

Itinerarium

NIE ZAŻYNAJCIE KARPIA I NIE ŚĆINAJCIE DRZEWEK ZIELONYCH

Kazanie 1 Niedziela Adwentu 2021 28 listopada

Bardzo czekałem na ten Adwent, na Boże Narodzenie nie czekam, bo Święta w obecnej formule są marnym przedstawieniem teatralnym. Warto przemyśleć i zacząć organizować obchody urodzin Pana Jezusa bardziej sensownie i ewangelicznie, ale o tym na końcu.

W starych, chyba mniszych żartach, jest jeden adwentowy i jeden, nazwijmy go tak, historyczny. Ten pierwszy mówi o Duchu Świętym powracającym z wizyty na Ziemi i odpytywanym przez Boga Ojca, co tam słychać.  I Duch relacjonuje:

– Wiesz, Panie, do tej pory nie milkną echa Twojego romansu z tą piękną dziewczyną z Nazaretu, sprzed dwóch tysięcy lat. Duża część ziemian nadal się fascynuje tą historią, wszystkie inne pobożne opowieści o relacjach bosko – ludzkich bledną przy tym, co Ty wymyśliłeś.

Z kolei żart historyczny zaczyna się podobnie, a kończy mniej więcej tak:

– Wiesz Szefie, byłem na Ziemi i widziałem Kościół …

– Kościół? – odezwał się Szef, oderwawszy się na chwilę od nieskończonych myśli – co masz na myśli?

– Mówię Ci o tej małej spółdzielni rybackiej, jaką Twój Syn założył dwadzieścia wieków temu w Palestynie …

– I jak, trzyma się jeszcze jakoś ten biznes?

– Hm, powiem szczerze, że nawet rozwinęli się w dużą korporację, swoje oddziały mają na wszystkich kontynentach.

– A jakie wyniki?

– Wiesz, Szefie, jak to w korporacji … Ale o tym, już opowiem na następnych audiencjach.

Spróbuję, w następnych odcinkach Itinerarium opowiedzieć o skutkach Bożego, najświętszego ze znanych mi, romansu Pana Boga z nastoletnią Marią z Nazaretu, a także opisać – w kolejnych audiencjach – sytuację w naszej korporacji. Naszej, bo każdy z Was jest jej członkiem od chwili chrztu, a jeszcze bardziej po bierzmowaniu, a ja, klecha, mam jeszcze w niej jakieś funkcje koordynacyjne.

Co ze Świętami Bożego Narodzenia? Tak się składa, że kolację wigilijną z najbliższą rodziną spożyję  –  zjem normalnie mówiąc, bo spożywają to wszyscy od prałata wzwyż – już dzisiaj 28 listopada. Potem będę od moich bliskich daleko. Dzięki Bogu, porzuciłem już stawianie choinek, kupowanie prezentów, dwanaście potraw zamieniam na najwyżej dwie, tak zwanych „opłatków” unikam jak tylko mogę (prawie już całkiem mi się udaje). Od wielu lat siadam do wieczornego posiłku z osobami ubogimi, po więzieniach, z uchodźcami, z bezdomnymi. Jezu, jak jest normalnie, przepięknie! Jakbyście nabrali ochoty mam jeszcze jakieś pięćset (500) chętnych, którzy zasiedliby razem z Wami. Do rozpaczy doprowadzają mnie puste talerzyki – kilka razy pisałem już, że Pan Bóg kiedyś rozbije je nam z trzaskiem na głowach. Po co ten marny teatr? Przy tych talerzykach mogą siedzieć kobiety i mężczyźni żyjący w pustostanach. Na tych pustych talerzykach nawet mucha nie siądzie, bo wszak śpi do wiosny. Puste talerzyki świadczą o pustce naszych serc.

I jeszcze to zbiorowe zarzynanie karpi i trzebieni ślicznych świerczków, makabra! Poczytajmy Laudato si, papieża Franciszka, odłóżmy noże od karpich główek i siekiery od zielonych drzewek, błagam, siostry i bracia! Panu Jezusowi jest przykro, gdy widzi, że niby na Jego cześć zarzynamy złociste karpie i ścinamy młode drzewa.

Dobrego Adwentu, siostry i bracia!

Itinerarium

NA DIABŁA OJCA WOJEN BROŃ

Sobota 27 listopada 2021

Wojna, gdyby nie ta ostatnia światowa, pewnie kończyłbym Uniwersytet Stefana Batorego w Wilnie z dewizą Hinc itur ad astra (Stąd się idzie do gwiazd), choć i tak nie narzekam, bo ukończyłem Uniwersytet Katolicki w Lublinie z niemniej pięknym zawołaniem Deo et Patriae (Bogu i Ojczyźnie). Trochę zagalopowałem się, kiedy zaczynałem studia nad Wilejką tlił się już cherlawy sowiecki Uniwersytet Wileński.

Tamta wojna uśmierciła część mojej wileńskiej rodziny, katami byli i Niemcy i Sowieci. Kiedy dziadek Julian stanął przed wyborem, wziąć sowiecki paszport czy wyjechać na tzw. ziemie odzyskane, bez wahania zarządził pakowanie i podróż w nieznane, okazało się, że aż do Kołobrzegu.

Wiele wskazuje na to, że wielki konflikt w pobliżu polskiej granicy zamieni się w wojnę. Tuż pod gruzińskim Gori, w r. 2008, ś. p. prezydent Lech Kaczyński wieszczył, niestety prawdziwie, że dzisiaj Gruzja, jutro Ukraina, a pojutrze może Polska. Po zdławieniu niepodległości Czeczeni w drugiej wojnie – przypomnę, że w pierwszej Wielka Rosja przegrała z dwumilionową zaledwie kaukaską republiką – mały pułkownik KGB rozhuśtał ambicje swojego narodu i z aplauzem rodaków odebrał Gruzji dwie prowincje, Abchazję i Osetię Południową. Sześć lat później jeszcze bardziej wzmógł entuzjazm zakompleksionych obywateli znad Wołgi zajmując ukraiński Krym i podburzając Donbas. Kwestią niewiadomą pozostaje „pojutrze”, czyli czas na Polskę.

Zapatrzeni jesteśmy w oblicza dramatów na granicy z Białorusią, słusznie. Tymczasem Armia Czerwona (tak się zwie jeszcze?) mnoży się przy granicy z Ukrainą, gotowa „przywrócić do ruskiej macierzy” przynajmniej Małą Rosję (czyli Donbas), podobne zresztą marzenia mają wielkie Chiny wobec niesfornego Tajwanu.

Zagrożenie wojną jest bardzo realne, choć jeszcze odwoływalne, oby tak się stało. Co robić, kiedy pachnie wojną? Przede wszystkim nie bać się, tylko racjonalnie opracować dobry plan dla siebie, rodziny, najbliższego środowiska. Wyrzucić warto złudzenia i zgubne mity, zabawnie było w lipcu 1939, Polacy radośnie świętowali rocznicę zwycięstwa pod  Grunwaldem i przekonani byli (przy wsparciu propagandy rządowej), że sytuacja powtórzy się znowu. Wywiad pewnie odpoczywał w Truskawcu, bo jakoś przeoczył koncentrację wojsk niemieckich przy granicy. Nie wiem gdzie tegorocznego lata relaksowały się nasze służby, skoro nie wykryły na czas kilkudziesięciu tysięcy przybyszów z Azji i Afryki zlatujących się do Mińska, no chyba, że samoloty leciały nocą, a wtedy, wiadomo, nic nie widać. Znajomy, dawniej oficer w służbach, mówi, że są one dzisiaj mniej więcej na tym samym poziomie jak nasi piłkarze (nożni). Historia przekonuje, że państwo nas nie obroni, ostatni raz udało się to Piłsudskiemu (1920), a wcześniej … chyba Sobieskiemu pod Wiedniem (1683).

Nasze siostry i bracia z Ukrainy wyczuwają zapach wojny, jeden ze znajomych deweloperów twierdzi, że blisko połowę nowych mieszkań w Lublinie wykupują właśnie oni. I to jest mądra postawa, lepiej w czasie najazdu rosyjskiego mieszkać w Europie niźli nad pięknym skądinąd Dnieprem. Jednak całych 40 milionów nie pomieścimy, w ostatnich dwóch latach opuściło swoją ojczyznę ponad pół miliona Ukraińców.

Nie można być także naiwnym, że Ukrainę obroni Unia czy Ameryka, raczej będą słać pełne oburzenia protesty i rezolucje, kto z Brukseli czy Filadelfii zechce umierać za Drohobycz czy Sumy? W 1939 nikt w Londynie i Paryżu ani myślał o nadstawieniu głowy za Gdańsk, coś się zmieniło dziś?

Jeśli wojna jest blisko, trzeba robić rzeczy proste i najważniejsze. Mniej kupować perfum, a więcej bandaży i wody utlenionej. Odłożyć kłótnie i waśnie, odnowić przyjaźnie i sympatie. Dwa razy więcej modlić się i zaprzestać głupich dywagacji. Mocniej ukochać najbliższych, zorganizować sąsiadów, aby szybko sobie pomagać.  Dużo żartować i ładnie psocić, aby przegnać wredne strachy. Jak trzeba – to teraz do sióstr i braci spod Lwowa i Kijowa – chwycić za karabin, może lepiej za dron.

Nadzieję rozniecić, miłość pomnożyć i tarcze wiary ku wrogom obrócić, to nie tylko małego pułkownika Władimira pokona, ale i samego Diabła, ojca wszystkich wojen.

Itinerarium