KURTKA Z KAPTUREM A LUDZIE SĄ DOBRZY Poniedziałek 21 września 2020

Fragmenty zasłyszanych rozmów są bardzo pouczające. Dzisiaj dwóch panów, pod wpływem, uzgadniało najpierw dzień tygodnia. Pierwszy twierdził, że jest czwartek albo sobota, ale drugi błyskawicznie sprostował: „Niedziela! Nie słyszysz, że dzwony biją co godzinę na Mszę?”

Dywagowali również na temat coraz zimniejszych nocy i sposobów jak sobie radzić z tym problemem. Ten mniej rozgarnięty chlapnął nawet, że ostatnio był mróz w nocy. „Jakby był, to by woda zamarzła, a nie widać” – skontrował kolega.

Maruda narzekał dalej, że zimno, że dawno nic ciepłego nie jadł i że kurtkę ma bez kaptura.

– Będzie lepiej, zobaczysz! – pocieszał kompan – Ludzie są dobrzy.

– Skarpetek nie zmieniałem od tygodnia …

– Będzie dobrze, znajdziemy nawet zimowe buty.

– Oj, ciężko, ciężko …

– Będzie dobrze, Pan Bóg nad nami czuwa! – dodał człowiek zorientowany w dniach tygodnia .

Siostry i bracia! Na ten nowy tydzień pozostawiam Was z przesłaniem z ulicy – Ludzie są dobrzy, Pan Bóg nad nami czuwa! Skarpetki możecie zmienić i na pewno kurtkę z kapturem też macie pod ręką. Będzie dobrze!

Itinerarium

PÓŁ KAZANIA O WIRUSIE Niedziela 20 września 2020

Najpierw kilka zdań do dzisiejszej Ewangelii. Mnie uczy ona, żebym nigdy nikogo nie przekreślał i nie myślał o sobie, że jestem lepszy, bardziej zasłużony. Pan Bóg ma swoje miary. Cieszę się, że mogę pracować w Jego winnicy, mam zrobić swoje i nie oceniać innych i nikogo nie odrzucać. Zachęcam każdego z Was do wiernego wypełniania swojego powołania, wiernie, solidnie i bez porównywania się z innymi.

Teraz kilka zdań o wirusie, trochę w kontekście tej Ewangelii. Granicę 1000 zakażonych na dobę przekroczyliśmy, prawdopodobnie już dawno, ale teraz wykazały to testy i wyniki badań. Obwinianie kogokolwiek za wzrost zachorowań (zresztą następuje w całej Europie) jest niesłuszne, w tradycji mamy winnego w rządzących. Nie chciałbym być na ich miejscu. Zanim obwinimy kogokolwiek zajmijmy się sobą i własnym otoczeniem – to jest słuszne w świetle dzisiejszej Ewangelii. Całkowite uniknięcie możliwości zakażenia jest niemożliwe, ale coś mogę zrobić – maseczki, dezynfekcja, omijanie tłumów.

Paradoksalnie zachęcam też do nasilenia relacji z ludźmi. Miałem ostatnio możliwość dłuższych rozmów z osobami, które znam dość długo i po raz kolejny odkryłem, że wciąż mamy sobie do zaofiarowania wspaniałe rzeczy. Rozmawiamy głębiej, mocniej, poza słowami następuje zjednoczenie duchowe, wymiana uczuć, jakiś transfer całej osoby do drugiej. Nie trzeba mnożyć znajomości, ale warto odkrywać głębie tych ludzi, których znamy. To jest też ważna praca w Bożej winnicy, w której wszyscy jesteśmy zatrudnieni.

I na koniec, siostry i bracia, mamy niedzielę, żywe wspomnienie z martwych wstania Chrystusa, od Niego płynie nasza nadzieja i radość, moc do życia i miłości. Dobrego ucztowania z bliskimi! Amen.

Liturgia słowa

Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść:

«Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy.

Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił.

Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy”.

A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze.

Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzy znosiliśmy ciężar dnia i spiekotę”. Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi».

(Mt 20, 1 – 16a)

Itinerarium

WALKA O NASZE DUSZE Sobota 19 września 2020

Chrześcijaństwo od początku było religią „zagrożoną”, narażoną na wrogość. Pierwszą walkę z nim  stoczyły jerozolimskie elity judaizmu, następne wielkie fale prześladowań przyszły ze strony rzymskich cesarzy, wojnę chrześcijaństwu wypowiedziały dwie wielkie rewolucje, francuska i tzw. październikowa. W Polsce ostatnią próbę zniszczenia wiary na krótko podjęli komuniści po II wojnie światowej.

Obecnie chrześcijaństwo jest najbardziej prześladowaną religią na świecie, o czym świadczą liczby męczeńskich śmierci wyznawców Chrystusa. Indeks opracowywany przez Open Doors (organizacja monitorująca ten problem) wymienia ponad 50 krajów, w których dochodzi do agresji wobec chrześcijan. W ostatnich latach otwarte wyznawanie Chrystusa nie jest mile widziane także w krajach tradycyjnie chrześcijańskich, w jakiejś mierze dotyczy to i Polski.

W istocie chrześcijanie skazani są na zwalczanie i prześladowania. Chodzi o władzę nad duszą człowieka. Człowiek, który uznaje, że najwyższą władzą dla niego jest Bóg i Jego prawa, jest groźny. Doświadczył tego Chrystus i przypłacił życiem. Wszystkie ideologie dążą do przechwycenia władzy nad ludzkimi duszami, kto zdobędzie tę władzę, może kierować ludzkimi wyborami i losami, staje się „Panem”.

Dzisiaj o władzę nad ludzkimi duszami walczą pieniądze, kultura zysku i posiadania. Ewangelia głosi wolność od rzeczy i pieniędzy, ponad nie stawia miłość, solidarność i braterstwo. Panem dla nas chrześcijan jest Bóg, Żywy Bóg. Jeśli tak wierzymy i żyjemy, będziemy wrogami dzisiejszego świata. Co nie zwalnia nas z głoszenia wyższości miłości nad wszystkim innym.

Itinerarium

KIEDY SKOŃCZYŁY SIĘ GRZECHY GŁÓWNE? Piątek 18 września 2020

Próbowałem niedawno powstrzymać pewną panią od wyzywania i mszczenia na kilka osób, tłumaczyłem, że przekleństwa, bluzgi i wulgarne komentarze nie przystoją osobie kulturalnej. Pani przyznała się też, że jak najbardziej wierzy w Boga i do kościoła chodzi.

Wtedy przypomniałem jej, że w katechizmie są grzechy główne i szósty z nich to gniew, a grzechy główne niszczą moralność i duchowość.

Pani, po krótkim namyśle, odpowiedziała, żebym się odczepił, bo to, co ona robi, to nie gniew tylko „ekspresja osobowości”. A poza tym te „grzechy główne to się chyba w  średniowieczu skończyły”.  Na początku mnie zamurowało, bo słowa, k …, ch … i podobne nie najlepiej świadczą o sensownie ukształtowanej osobowości.

Pani pozostała przy swoim zdaniu, a ja myślę, że to świetna diabelska sztuczka. Gniew, który przebiera się za „ekspresję osobowości”, zwalnia z jakichkolwiek ograniczeń, przecież dbać trzeba o swoją osobowość. I nie można jej tłamsić średniowiecznymi normami (sprawdziłem, grzechy główne nadal są w katechizmie).

Itinerarium

POCIECHO MIGRANTÓW MÓDL SIĘ ZA NAMI Czwartek 17 września 2020

Pewnie prawie wszyscy znamy litanię Loretańską, popularną modlitwę do Matki Bożej. W ostatnim czasie przybyły w niej trzy wezwania, które mnie bardzo cieszą.

Modlimy się zatem już do Marii jako Matki Miłosierdzia, Matki Nadziei i Pociechy Migrantów. Trzy nowe wezwania w litanii, inspirowane przez papieża Franciszka, są zaproszeniem Marii do klimatu duchowego naszej epoki.

Miłosierdzie jest odpowiedzią na ubóstwienie pieniędzy i egoizmu, jest ratunkiem dla stale rosnącej liczby osób ubogich, odepchniętych i coraz bardziej samotniejących.

Nadzieja, we mgle pandemii i rozchybotanego świata, otwiera drogę do nowej przyszłości i dodaje sił dla zmęczonych.

I wreszcie, wezwanie Marii, aby pocieszała migrantów – a my, żebyśmy Ją naśladowali – bo nie brakuje ich teraz, a będzie jeszcze więcej. Migrantom, uchodźcom, nadzieja i miłosierdzie są bardzo bliskie.

Samo wzywanie Marii pod nowymi tytułami niewiele zmieni, chyba, że nas samych pobudzi do miłosierdzia, niesienia nadziei i – przynajmniej – pocieszania uchodźców.

Itinerarium

MODLĘ SIĘ BEZ NAKAZU Środa 16 września 2020

Dlaczego się modlę? Co jakiś czas słyszę takie pytanie. Jeśli mam odpowiedzieć krótko, to modlę się z powodu miłości.

Z miłości do Pana Boga codziennie Go podziwiam, cieszę się Jego bliskością i darami, którymi mnie obsypuje. Nie wyobrażam sobie dnia bez chwalenia Go, zwracam się do Niego jak najbardziej naturalnie, nie potrzebuję żadnego nakazu. Staram się Go kochać, dlatego się modlę.

I modlę się, bo staram się także kochać ludzi. W modlitwie niosę ich sprawy do Pana Boga, a są to sprawy ważne, to ludzkie zdrowia, lęki, przegrane, troski i wątpliwości. Ale są też dziękczynienia, za dzieci, wnuków, szczęśliwe powroty, przebaczone zadry i zaleczone rany. Tu także nie potrzebuję żadnego nakazu. Jakoś bardzo oczywiste jest to, że ciągnę te ludzkie sprawy do Pana Boga.

Modlę się też z wielu innych powodów. Ostatni, o którym dziś napiszę, to ten, że modlę się, aby żyć. Tak jak potrzebuję chleba, snu i ruchu, tak samo nie mogę się obyć bez zwrócenia serca do Pana Boga. Modlę się, aby żyć jak najmocniej, pięknie i prawdziwie.

Itinerarium

WIELKA MOC OBECNOŚCI Wtorek 15 września Matki Bożej Bolesnej

We wspomnienie Matki Bożej Bolesnej jedna prawda jest bardzo wyrazista. Pod krzyżem Maria stała. Nie panikowała, nie lamentowała i nie krzyczała. Stała. W milczeniu.

W naszej kulturze dzisiaj obecność zastępowana jest gadulstwem, wrzaskiem i kłótniami. Panuje przekonanie, że wszystkie problemy da się rozwiązać atakami słów, najlepiej z podniesionym głosem i dosadnością, czasem nawet wulgarnością.

Obecność jest wielką sztuką, a jednocześnie ma ogromną moc wspierającą. Często jestem w sytuacjach, gdy nie mogę nic albo prawie nic zrobić dla kogoś. Bo ktoś jest nieuleczalnie chory, krańcowo samotny albo silnie uzależniony. Mogę jedynie stać przy takich ludziach. Stać, słuchać ich i rozumieć. Jeśli już mówię to mało i prosto.

Nie miałem jak dotąd tak dramatycznych chwil jak Maria pod krzyżem, ale widząc tę scenę wiem, że obecność jest najważniejsza. Stać przy ludziach jak Ona, przekazywać moc obecności.

Itinerarium

CZEGO Z KRZYŻA SIĘ UCZĘ Kazanie na Podwyższenie Krzyża Świętego poniedziałek 14 września 2020

Pierwsze krzyżyki kreśliły mi na głowie babcia i mama, to zapewne wiele razy uchroniło mnie w dzieciństwie od niebezpieczeństw, jak choćby wtedy gdy odbiłem się od jadącego samochodu. W komunistycznym liceum dyrektor uznał, że przeciwnicy systemu oznaczają się krzyżykami na szyi i zabronił tego znaku, co jak wiadomo od razu zachęciło mnie i kolegów do eksponowania krucyfiksów.

Pamiętam też głębokie wrażenie, jakie zrobiła na mnie książka Dawida Wilkersona, „Krzyż i sztylet”, opisująca misję tego protestanckiego kaznodziei wśród nowojorskich gangsterów; do środowiska gdzie sztylet stanowił argument on szedł z nauką o krzyżu, jak znaku miłości Boga.

Z wiekiem coraz lepiej rozumiem najistotniejsze sensy krzyża. Pierwszy, że krzyż jest znakiem Bożym, przywołuje pamięć o Jego obecności i bliskości. Drugi sens krzyża to znak całkowitego oddania się Bogu i zaufania Jemu, tak jak uczynił to Chrystus na swoim krzyżu. Trzeci to tajemnica miłości, ale miłości rozżarzonej do maksimum, co rzadko przydarza się ludzkim miłościom, zwykle oszczędnym i najwyżej ciepłym. Czwarty sens, to różne krzyże z mojej biografii, te wzięte zgodnie z wezwaniem Chrystusa („Kto chce iść za Mną, niech weźmie krzyż swój …”), często od nich chciałbym uciec, ale z wewnątrz płynie wsparcie – „Nie poddawaj się, wystarczy sił!”

Mijam przy drogach krzyże, które zostawili tam bliscy tych, którzy zginęli w wypadkach, ogarniam ich krótką modlitwą. Te krzyże są przecież złączone jakoś z krzyżem Chrystusa, ktoś oznaczył nimi wiarę w wieczność.

Dwa ostatnie sensy krzyża, którymi się dzielę, to nadzieja i moc. Krzyż pozwala mi widzieć szanse tam, gdzie po ludzku i z pozoru ich nie ma. I daje siłę, żeby ciągle próbować.

Itinerarium

TRUDNE PODOBIEŃSTWO DO PANA BOGA Kazanie na 24 Niedzielę Zwykłą 13 września 2020

Przebaczanie to trudne zajęcia praktyczne z wierności Ewangelii. Z tej praktyki chcę się podzielić kilkoma naukami.

Staram się przebaczać od razu, chodzi o akt woli tak szybko jak to możliwe, żeby nie zostawiać sprawy i czekać, bo „jakoś to będzie”. Wzbudzam akt woli, chcę przebaczyć.

Za aktem woli nie nadążają od razu myśli, a zwłaszcza uczucia. Na to potrzeba czasu. Kiedy jednak wracają złe myśli, przypominam sobie, że już przebaczyłem. Uczucia wymagają jeszcze więcej czasu na uzdrowienie, ale jeśli mają oparcie w myślach i akcie woli, powoli też się uspokajają.

Jeśli zwlekam z przebaczeniem albo w ogóle nie chcę go udzielić, hoduję w sobie psychiczny i duchowy wrzód, który zakazi całe życie, będzie ciężarem zatruwającym poczucie piękna życia . Może także przerodzić się w mur nieufności wobec ludzi. Nieprzebaczone sytuacje są pożywką dla smutku, agresji, lęków i zgryzot.

Przebaczanie jest trudne, szczególnie gdy wskutek doznanego zła straciliśmy coś lub kogoś, kiedy to zło mocno nam zaszkodziło, uderzyło w nasze życie lub je zrujnowało. Trudno przebacza się zabójcom, wiarołomnym małżonkom, tym, którzy nas pobili, okradli czy zniesławili.

Jezus stawia swoim uczniom bardzo wysoko poprzeczkę – przebaczać trzeba zawsze (owe 77 razy).

Jest jednak coś niezwykle uwalniającego i radosnego w przebaczaniu. Myślę, że przebaczenie chyba najbardziej upodabnia nas do Pana Boga, „i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Jeśli przebaczam, włączam się w to, co czyni sam Bóg. To wielka choć trudna radość.

Ewangelia na dzisiaj

Piotr podszedł do Jezusa i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?»

Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.

Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby dług w ten sposób odzyskać.

Wtedy sługa padł mu do stóp i prosił go: „Panie, okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam”. Pan ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował.

Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: „Oddaj, coś winien!” Jego współsługa padł przed nim i prosił go: „Okaż mi cierpliwość, a oddam tobie”. On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu.

Współsłudzy jego, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło.

Wtedy pan jego, wezwawszy go, rzekł mu: „Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?” I uniósłszy się gniewem, pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu nie odda całego długu.

Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu». (Mt 18, 21 – 35)

Itinerarium

MALI I SŁABI ALE Z ZACHWYTEM Sobota 12 września 2020

Znam panią, w średnim wieku, która prawie zawsze sobie podśpiewuje albo coś nuci, nawet w czasie rozmowy. Niektóre melodie rozpoznaję, inne są autorstwa pani Joanny.

Kiedy zapytałem ją o te nutki i refreny, odrzekła z uśmiechem:

– A wiesz, coś mi tak ciągle gra w duszy!

Rozumiem, że to co pojawia się w jej głosie, najpierw brzmi w duszy, gdzieś głęboko, a potem dopiero na ustach. To jest piękne!

Co gra dzisiaj w ludzkich duszach? Co w Waszych? Zastanawiam się, słuchając i czytając, jak wiele melodii grają dziś w ludzkich duszach pieniądze. Cieszę się, że w duszach białoruskich – znam ich trochę – brzmią dziś nuty wolności. Dużo też smutnych melodii narzekań i goryczy.

Sobota, w tradycji chrześcijaństwa, ma odniesienie do Marii, Matki Chrystusa. Przypomnę Jej melodię, Magnificat, cudowne uniesienie duszy, rozradowanie w Bogu, zachwyt nad życiem, szczęście istnienia, a jednocześnie świadomość własnej roli „uniżonej służebnicy”.

I życzę, aby obudził się w naszych duszach nasz życiowy Magnificat, radość z Pana Boga, życia, ludzi i z siebie samych, choć jesteśmy mali i słabi.

Wielbi dusza moja Pana,
 i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy.
Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej.
Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia,
gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny.
Święte jest Jego imię –
a swoje miłosierdzie na pokolenia i pokolenia [zachowuje] dla tych, co się Go boją.
On przejawia moc ramienia swego,
rozprasza [ludzi] pyszniących się zamysłami serc swoich.
Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych.
Głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia.
Ujął się za sługą swoim, Izraelem,
pomny na miłosierdzie swoje –
jak przyobiecał naszym ojcom –
na rzecz Abrahama i jego potomstwa na wieki.

Itinerarium