PRZYPOMNIENIE O ŻYCIU WIECZNYM Środa 5 sierpnia 2020

Zadzwonił do mnie znajomy z pytaniem czy mam jakiś namiar, kontakt na innego naszego wspólnego znajomego, który od kilku tygodni już nie żył, o czym mój rozmówca nie wiedział.

Już miałem lakonicznie odpowiedzieć, że kontaktu już nie będzie, ale zreflektowałem się i odrzekłem, że owszem mam i namiar i kontakt. Z namiarem jest rzecz prosta – nazwa cmentarza, sektor, alejka i rząd. Z kontaktem sprawa jest bardziej skomplikowana, ale ponieważ wierzę w świętych obcowanie i życie osób zmarłych, podpowiedziałem modlitwę dziękczynną za wspomnianego zmarłego.

Oberwało mi się na początku, że robię sobie żarty i że chyba nie do końca mam dobrze w głowie. Z tym drugim to może i bym się zgodził, ale z innych powodów.

Noszę w sercu twarze, rozmowy, różne sytuacje związane z osobami, które już odeszły. Oprócz pamięci mam jednak głęboką pewność, że los osób zmarłych nie zakończył się, choć forma istnienia uległa zmianie.

I sobie i wam przypominam, co wyznajemy – „Wierzę w świętych obcowanie, grzechów odpuszczenie, ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny”. I ta wiara jest aktualna nie tylko w niedzielę, ale każdego dnia, w środku urlopów i wakacji także.

Itinerarium

A MOŻE W PANDEMII ZWYCIĘŻY CZŁOWIEK Wtorek 4 sierpnia 2020

Jeszcze nie straciłem nadziei, że cały ten wirusowy kryzys obróci się w zainteresowanie człowiekiem. Larum z powodu spadku PKB, zastoju czy regresu gospodarki nie mają większego sensu. Ekonomia, świat finansów, polityka, oderwały się od poprawy ludzkiego losu i żyją same dla swoich wskaźników.

Kryzys pokazuje, że zawodzi służba zdrowia, która coraz bardziej – jak i wszystko inne – staje się dostępna dla bogatych. Hiszpańskie kliniki w zasadzie dokonywały egzekucji na biedniejszych pacjentach chorych na wirusa, ponieważ przyjmowały w pierwszym rzędzie (brak wystarczającej liczby miejsc) osoby z luksusowym ubezpieczeniem zdrowotnym.  Bieda plus choroba to pewny wyrok śmierci.

Pandemia pokazała także ogromne zastępy ludzi samotnych, również w Polsce, którym zakupy robili wolontariusze. Rodziny nie interesowały się losem krewnych, a taka pomoc nie leżała w zakresie kompetencji pomocy społecznej.

Poprzez nasze lubelskie Centrum Wolontariatu rozdzieliliśmy dotychczas ponad 50 ton żywności, a to pokazało nam, że pomimo znakomitego stanu finansów w kraju, nadal jest wokół nas zaskakująco dużo ludzi bardzo ubogich, żyjących na krawędzi, wiążących na styk tzw. koniec z końcem. Statystyki, mówiące o wzroście dobrobytu, jak zwykle okazują się lżejszą formą oszustwa.

I na koniec dzieci, które wreszcie znalazły się w centrum zainteresowania rodziców, wyrzuconych nagle zza biurek i komputerów swoich znakomitych prac w korporacjach.

Nie tracę nadziei, że zwrot ku człowiekowi, zwycięstwo człowieka nad rzeczami, że to jest możliwe.

Itinerarium

ZDROWIA NA DUSZY NA NOWY TYDZIEŃ Poniedziałek 3 sierpnia 2020

Dawno temu, ale jeszcze to pamiętam, w składanych życzeniach używano zwrotu – „Zdrowia na ciele i duszy!” Kryło się za tym przekonanie, że zdrowie to nie tylko stan ciała ale i duszy.

O duszy człowieka dziś się mało mówi, wydaje się, że jej schorzenia oddano w ręce psychiatrów i terapeutów. Stany duszy nie są zjawiskiem tylko psychicznym, choć psychika ma wpływ na duszę. Mam wrażenie, że dziś następuje coraz obfitszy wysyp chorych dusz. Chorych na smutek, gniew, pustkę, rozgoryczenie, zamęt czy rozpacz.

A co ze zdrowiem duszy? Wiem, że dusza dla zdrowia potrzebuje ciszy, takiej ciszy, by mogła samą siebie usłyszeć. Dusza musi się także karmić mądrym i głębokim słowem, chyba nie wystarczą jej sprayowe napisy na budynkach i nagłówki z serwisów w Internecie. Dusza żywi się poematami, epopejami i lirykami, szuka myśli trwałych, bliskich wieczności.

Napiszę też o dialogu dusz, co zabrzmi dziwnie a oznacza ponadzmysłowy kontakt z drugim człowiekiem, gdzie czasem słowa są zbędne. Kiedyś mówiło się o duchowym zjednoczeniu osób albo pokrewieństwie dusz. Bardzo to ozdrawia, ożywia i uwzniośla.

I wreszcie dusza potrzebuje swojego Stwórcy, dawniej mówiło się o Absolucie, transcendencji. A do tego wiedzie modlitwa, ale nie jako zestaw tych czy innych pobożnych słów tylko jako wzniesienie się ponad rzeczy i przedmioty(nie tracąc ich z pola widzenia). I to takie wzniesienie, na którym dusza może być pochwycona przez Nieskończoną Tajemnicę.

Itinerarium

KTO DA CHLEB GŁODNYM Kazanie na 18 Niedzielę Zwykłą 2 sierpnia 2020

Chleba  na świecie jest dużo, widząc wyrzucone bochenki na śmietnikach, można pomyśleć, że za dużo. Nie brakuje także ludzi głodnych, którzy chętnie wezmą ofiarowany im chleb, widzę to, prawie codziennie w Lublinie, zobaczę i dziś wieczorem.

Dlaczego chleb nie trafia do głodnych? Jakąś odpowiedź przynosi dzisiejsza Ewangelia. Apostołowie usłyszeli od Chrystusa – Wy dajcie im jeść! Nie czekajcie aż ktoś się tym zajmie, wy dajcie im jeść.

Wielu chrześcijan nie słyszy tego zdania „Wy dajcie im jeść!”, są przecież organizacje charytatywne, Caritas, Brat Albert, pomoc społeczna. Płacimy podatki, czasem dajemy darowiznę, zatem ktoś powinien się problemem głodnych zająć.

Nie chodzi tylko o głodnych, których spotykamy w centrach bogatych miast. Prócz braku chleba, coraz bardziej dotkliwa jest samotność, poczucie pustki, apatia czy lęki. I oczywiście są tysiące terapeutów, wyspecjalizowanych instytucji i nowoczesne leki.

Nie rozwiążą tych dramatów  żadne ustawy, organy i dotacje. Jedyną nadzieją są ludzie, którzy staną obok potrzebujących – z chlebem, obecnością, dobrym słowem, gotowością słuchania i ofiarowania swojego czasu.

Wy dajcie im jeść, dajcie im nadzieję, umocnienie, otuchę i wsparcie. Zamieńmy tylko w dzisiejszej Ewangelii „Wy” na „My” lub „ja”.

Foto: kolejka po chleb i konserwy, które rozdajemy ubogim i bezdomnym w Lublinie.

Ewangelia na dzisiaj:

Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd łodzią na pustkowie, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych.

A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: «Miejsce to jest pustkowiem i pora już późna. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności».

Lecz Jezus im odpowiedział: «Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść!»

Odpowiedzieli Mu: «Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb».

On rzekł: «Przynieście Mi je tutaj».

Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do syta, a z tego, co pozostało, zebrano dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.

(Mt 14,13 – 21)

Itinerarium

POWSTANIE MŁODYCH DLA GODNOŚCI Sobota 1 sierpnia 2020

Nie mamy dokładnych informacji ilu Lublinian wzięło udział w Powstaniu Warszawskim. Wiemy, że na pewno zginęła tam trójka licealistów – Włodek Kadura, Grażyna Kobylańska i Olek Popiel, bez wieści przepadła w czasie walk w stolicy Halina Ścibor – Rylska.

Po 76 latach od wybuchu Powstania mamy dostęp do większości dokumentów z tamtego czasu. Wynika z nich, że walczący nie mieli żadnych szans na sukces. Nie mieli zamiaru wspomagać ich Sowieci, sami pragnęli zdobyć Warszawę i zdobyli kilka miesięcy później. Pomoc aliantów była nader skromna, powtórzyła się po raz kolejny zasada – „Nikt nie będzie umierał za Warszawę”, podobnie jak w 1939 r. za Gdańsk. Losy wojny i tak były przesądzone, po co byłoby narażać komandosów angielskich czy amerykańskich? Poza tym, wskutek układów zawartych w Teheranie i tak było wiadomo, że Polska będzie w strefie wpływów Związku Radzieckiego. Pewne złudzenia mogły mieć jedynie polskie władze na uchodźstwie, wygrane powstanie dawałoby jakieś nadzieje na lepszą pozycję przy ewentualnych negocjacjach odnośnie Polski po zakończeniu wojny.

Ale co tym mogli wiedzieć powstańcy, młode dziewczyny i chłopcy 1 sierpnia 1944 r.? Oni mieli przed oczyma wroga, który krwawo okupował ich miasto i kraj od 5 lat. Jakakolwiek próba odwołania zrywu tej młodzieży i tak nie byłaby skuteczna. Są takie sytuacje, że ludzie decydują się na śmierć, bo wolą umrzeć w walce niźli dać się upodlić w zniewoleniu i poddaniu. A jak już umierać, to za wolność czy miłość, za coś wielkiego, lepiej walczyć i zginąć za coś wielkiego niż przeżyć w obozie. To było jasne dla młodych ludzi w sierpniu 1944.

Podobnej rzezi młodego pokolenia, jak w Powstaniu, nie zna historia żadnego europejskiego kraju. Z dzisiejszej perspektywy Powstańcy byli frajerami, zwłaszcza, że beztrosko głosi się obecnie frazę iż życie jest najwyższą wartością. Nie jest, często ludzie oddawali życie za wolność, miłość, prawdę, sprawiedliwość, za wiarę, Ojczyznę czy za godność.

Co na koniec? Modlitwa za tych, co zginęli, duma z ich wielkości i wyzwanie, aby swoje życie mądrze oddawać dla innych.

Na zdjęciu – Grażyna Kobylańska.

Itinerarium

OD ZŁUDZEŃ DO NADZIEI Piątek 31 lipca 2020

Chciałbym pisać o czymś innym niż pandemia, zwłaszcza, że kończy się kolejny miesiąc, a na niebie już gotują się do startu Perseidy, co naprawdę wygląda ładnie.

Wczorajszy rekordowy przyrost zakażeń i zgonów w Polsce wskutek nowego wirusa przypomina jednak o kilku podstawowych prawdach. Zbierzmy je dla lepszego oglądu sytuacji, w jakiej chcąc nie chcąc się znaleźliśmy.

Najpierw, nadal nie wiemy skąd się wziął wirus i czy jego wybuch był kwestią przypadku czy zamierzonego działania, a jeśli tak to czyjego.

Nadal nie wiemy kiedy zakończy się pandemia, a nawet czy kiedykolwiek się zakończy. Nie wiemy do jakich doprowadzi ostatecznie skutków. Funkcjonujemy w pewnym dualizmie, rozdarciu, z jednej strony mamy nadzieję, że koniec pandemii jest blisko (szkodliwe myślenie życzeniowe), a z drugiej z obawą bierzemy pod uwagę, że najgorsze dopiero przed nami.

Korci nas wiara, że wkrótce wszystko wróci do normy. Podobnymi złudzeniami żyli przed 100 laty nasi przodkowie oczekujący po Pierwszej Wojnie na restaurację znanego im porządku. I tak samo było w przypadku zakończonej 75 lat temu Drugiej Wojny, kiedy miliony ludzi – w tym i nasi polscy przodkowie – oczekiwały powrotu do wcześniejszej normalności. A ta nie wróciła.

Bardzo trudno jest nam uwierzyć, że zaczynają się nowe czasy, że nie ma powrotu do normalności rozumianej jako stan rzeczy w końcu roku 2019.

Nie wiem jak będzie w sierpniu, wrześniu i dalej. Nie zmienia to jednak mojej wiary w bliskość Pana Boga i Jego opiekę, co i Wam polecam.

„Choćbym szedł ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną!” (Ps 23).

Itinerarium

A CHLEB POWSZEDNI Z POLSKI Czwartek 30 lipca 2020

Pod koniec lipca 1920 r.  ówczesny premier Polski, Wincenty Witos pojechał z Warszawy do rodzinnych włości, aby doglądnąć żniw w gospodarstwie. Został obśmiany przez ambasadorów ententy (Francja, Anglia i ich pomniejsi sojusznicy), że jako „chłop z Galicji” nie rozumiał powagi sytuacji, wobec komunistycznej zarazy nadciągającej wraz z Armią Czerwoną.

Witos zaraz wrócił do stolicy, pojawiał się na frontach walki z sowietami i wspierał walczące polskie wojsko. Rozumiał, że naród przetrwa jeśli będzie miał go kto bronić (żołnierz) i wyżywić (chłop).

Dziś, po stu latach, praca rolników nie ma szacunku, wszak gdy zabraknie polskiej mąki, przyślą nam inną z Chin. Nawet średnio zaawansowany smakosz pieczywa odgadnie jednak różnicę między polską bułeczką a podróbkami zza granicy. Na korzyść tej pierwszej.

Trwają polskie żniwa, z ziaren pszenicy, żyta, owsa, jęczmienia, powstaną chleby i bułki, a z nich radość śniadań i kolacji, energia do pracy i myślenia. I stąd ta wdzięczność dla rolnika, dawniej chłopa, za chleb powszedni. Chleb, który przez nich Pan Bóg nam daje.

Itinerarium

NA SZCZYCIE DACHU PRZY POWODZI Środa 29 lipca 2020

Jeden z moich przyjaznych krytyków zapytał mnie niedawno czy nadal wierzę w to moje Królestwo Boże i Cywilizację Miłości. Ponieważ potwierdziłem, zasypał mnie kontrargumentami – „A nie widzisz co się dzieje? Kradzież kwitnie coraz mocniej choć zyskała niewinne imię korupcji, kłamstwo jest już normą choć dzierży miano skutecznej polityki a wykorzystywanie ludzi ochrzczono jako rozwój i wzrost gospodarczy!”

Nie jestem ślepy, widzę, co się dzieje. Przypomniała mi się historia sprzed 10 lat, z powodzi na Powiślu w Wilkowie. Pewien starszy pan opowiadał swoją sytuację, Wisła zalała najpierw jego plantację malin, wtedy uciekł na podwórze gospodarstwa. Potem, gdy woda wzbierała, wszedł na piętro domu, a gdy już przekroczyła 3 metry, wdrapał się na dach i wtedy był już całkowicie pewny, że ktoś go uratuje. Rzeczywiście straż pożarna na łodzi motorowej bez trudu dostrzegła człowieka na szczycie dachu.

Tak, widzę co się dzieje, i dlatego jestem przekonany, że do przełomu jest znacznie bliżej pomimo wszelkich fal zła, przeciwnych Cywilizacji Miłości. I tą wiarą dzielę się z Wami.

Z zachowaniem proporcji oczywiście, kilkudziesięciu entuzjastów nauki Chrystusa, Ewangelii, zdawało się nie mieć żadnych szans. Wybrali wątpliwą i słabą z pozoru drogę prawdy, uczciwości, miłości, dobra, pokoju i miłosierdzia. Piękna droga, na której i my, mam nadzieję, jesteśmy.

Itinerarium

CO Z MIŁOŚCI JEST DO ZROBIENIA Wtorek 28 lipca 2020

W sytuacjach wielkiego napięcia, zamętu i nadejścia niewiadomego, warto pójść za prostymi odruchami serca. Kiedy widzimy kłębiące się, ołowiane chmury, lepiej jest zamknąć okna i zdjąć z balkonów donice z kwiatami. A kiedy już widać błyskawice dobrze jest nie łazić po otwartej przestrzeni.

Tak jak i wy, nie wiem co dalej z pandemią. Nie zazdroszczę tym, którzy podejmować muszą decyzje o ograniczeniach, np. o kontrolach na weselach (o czym wczoraj już mówiło się wiele). Nie wiadomo jak jest, nie wiadomo jak będzie, a trzeba coś robić.

Co podpowiadają intuicje serca? Zawsze warto coś dobrego zrobić, nawet małego. Komuś wybaczyć, kogoś innego przeprosić, a jeszcze z innym w końcu się dogadać. Rzecz w tym, żeby znowu nie odkładać tego skromnego ale niezbędnego dobra.

I najważniejsze, wiem, że zapachnie oczywistością. Ale powtórzę, nie wolno zapomnieć ani znowu odłożyć tego, co z miłości jest do zrobienia. I koniecznie zjeść dobre lody!

Itinerarium

MĄDRY KOT RADZI Poniedziałek 27 lipca 2020

Pewien bardzo rozumny kot oglądał telewizję i po jakimś czasie stwierdził zniesmaczony: Tam też jest, tylko gorszy, bo bełkot. To ten sam rozumny kot, który zobaczywszy po raz pierwszy plażę krzyknął z zachwytem – „Ale kuweta!”

Musimy się jakoś ratować z bełkotu fundowanego nam przez świat polityki i powielanego przez media. Myślę, że spragnienie jesteśmy mowy prostej, przeźroczystej, spokojnej i powolnej. I chyba osiągamy apogeum tolerancji dla krzyku, ochrypłego wrzasku i świstu oskarżeń.

Ja przynajmniej marzę o spełnianiu się  ewangelicznej zasady: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi” (Mt 5). I co za tym idzie, sobie i Wam życzę dnia i tygodnia całego pełnych prostych, dobrych słów, czystych jak źródlana woda, gaszących pragnienie sensu i piękna. I żeby w tych naszych słowach odzywała się dusza radosna, głęboka i prawdziwa.

Tak, tak, nie, nie. A co nadto jest, odrzućmy od razu.

Itinerarium