MOC ŁABĘDZIEJ MIŁOŚĆI Poniedziałek 25 maja 2020

Opowiadały mi niedawno znajome łabędzie o swojej grypie, ptasiej, tej, co się rozeszła po świecie od r. 1997. U nich, a także u kaczek i gęsi (dzikich), grypa objawiała się brakiem apetytu, wzmożoną nerwowością, biegunką i silnym łzawieniem.

No, ale jak sobie poradziłyście z tą pandemią? – dociekałem. Normalnie – dorwała się do głosu Pani Łabędziowa – częściej prałam pióra, płukałam łapki w jeziorach, dystans trzymałam od reszty stada (no, od mojego męża to nie, bo przecież potomstwo jest bardzo ważne!), nie latałam na sejmiki. No i w ogóle nie słuchałam tych naszych mediów, znaczy się plotkarskich sójek, szczebiocących bez przerwy zięb i rozklekotanych bocianów. – Tak było, żona ma rację – dodał Pan Łabędź. On to jakoś słabo do głosu dochodzi, u ludzi, rzecz jasna, jest – chyba – inaczej.

No i jeszcze – dopowiadała Łabędziowa – ta nasza miłość! Ja bardzo kocham męża! I wszystkie moje 74 dzieci! To jest siła, ta nasza miłość!  

Itinerarium

DWA W NIEBO WSTĄPIENIA Kazanie na 24 maja 2020

Wolę piekło z tobą niźli niebo bez ciebie, tak głosił jeden z ruskich „jurodiwych”, czyli dawnych zwykle wędrownych Bożych szaleńców, spotykanych w Rosji jeszcze w XIX wieku.

Jestem z pokolenia, które przywykło  świętować Wniebowstąpienie w czwartek, to się zmieniło 16 lat temu, kiedy uroczystość przeniesiono na niedzielę.

Niebo. Od razu oczy ku górze, ale tam jest tylko kosmiczna przestrzeń, nie do ogarnięcia, przepiękna. Niebo, do którego wstąpił Pan Jezus jest gdzie indziej.

Są dwa nieba, gdzie spotkać możemy Pana Jezusa. Jedno jest w tobie. Zamknij oczy i powędruj w nieskończoną przestrzeń swojego ducha i obudź się – „Czyż nie wiecie o samych sobie, że Jezus Chrystus w was jest?” I tak daleko wędruj w siebie aż powiesz z pewnością – „Teraz już nie ja żyję, lecz żyje we mnie  Chrystus”. We mnie! W tobie!

I drugie niebo, do którego także oczy są potrzebne. Oczy drugiego. Prawie wszystkie zakochania rozpoczynają się od tych drugich oczu. W oczach drugiego, radosnych czy zmęczonych, jest nieskończona przestrzeń. To drugie niebo jest w Drugim Człowieku. „Gdzie dwaj albo trzej są zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”. Wystarczą Twoje i moje oczy.

Spójrz w siebie. Spójrz na Drugiego. To są Twoje wniebowstąpienia.

Ewangelia na dzisiaj:

Jedenastu uczniów udało się do Galilei, na górę, tam, gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami:

«Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata».

(Mt 28, 16 – 20)

Itinerarium

WIEM ŻE NIC NIE WIEM Sobota 23 maja 2020

Przez ostatnie przynajmniej dwa miesiące Polacy czytają (oglądają, słuchają) wirusowego Itinerarium przygotowywanego przez głównie ministra zdrowia, czasem wspieranego przez jego zastępców lub innych kolegów ministrów.

My, odbiorcy tych przekazów, wiemy to, co wie minister. A co wie minister? Wie, że nic nie wie. Skądinąd ta zasada jest dobrze znana – „Scio me nihil scire” („wiem, że nic nie wiem”) głosił już Sokrates. Nie wiemy nawet skąd minister wie (to czego nie wie w istocie), bo musi skądś czerpać to, o czym mówi.

Wskutek działań ministra wiemy na pewno, że las raz może sprzyjać rozwojowi wirusa a raz przeciwdziałać temuż. Podobnie z cmentarzami, z osławionym już wyjątkiem.

Od roku 1772 (tzw. pierwszy rozbiór Polski) do r. 1989, czyli przez 217 lat i statystycznie przez 7 pokoleń, mieliśmy  obcą władzę w kraju – moskiewską, wiedeńską, pruską, napoleońską, potem hitlerowską, wreszcie sowiecką (pomijam epizod niepodległości 1918 – 1939). I gdzieś w tzw. genach społecznych mamy zapisaną nieufność wobec władzy, ktokolwiek by ją sprawował. Ostatnie zaś ponad już 30 lat mamy „swoją władzę”, tzn. wybieraną przez Polaków, właściwie przez mniejszość, bo frekwencja ledwo sięga połowy uprawnionych. Zmienność upodobań wyborczych przez te 30 lat jest wysoka i zabawna. Czy ktoś z Was głosował na Polską Partię Przyjaciół Piwa? Była taka, mam wrażenie, że działa nadal – co widać po dochodach browarów – choć już bez struktur. A „Akcja Zawiedzionych Emerytów i Rencistów”? A „Sami swoi”? A „Unia Restytucji Monarchii”? Tak, takie partie są lub były.

Co zatem wiemy obecnie? Najpierw to, że trzeba trzymać dystans wobec ludzi, ale tylko wobec podejrzanych i nieznajomych. Dalej, że warto nosić maseczki, ze względu na wirusa a może bardziej z powodu smogu. I jeszcze, że często należy myć ręce.

Po lekturze dzisiejszego wpisu wiemy jeszcze dwie rzeczy. Najpierw wiemy, że minister wie, że nic nie wie. I po drugie, minister nie wie, że my wiemy iż on wie, że nic nie wie.

A ja od wczoraj wiem jeszcze jedno. To, że chleb powszedni, o który modlę się codziennie, wypiekany jest w Lubartowie. Naprawdę, w piekarni o wdzięcznej nazwie „Szczygiełek”. Chleba powszedniego życzę każdemu z Was i dobrego humoru na weekend.

Itinerarium

KAZANIE GRZESZNEGO KSIĘDZA Czwartek 21 maja 2020

Afery religijne i kościelne, były, są i będą. Do takiego zdania upoważnia mnie znajomość historii religii, Biblii i Kościoła.

Przypomnę chociażby św. Dawida, który pozbył się Uriasza, aby poślubić swoją nową kochankę, Batszebę. Przez wstawiennictwo tego mordercy modlić się możemy 29 grudnia (Martyrologium Rzymskie). Dawid zgrzeszył, nawrócił się i został przyjacielem Pana Boga.

Innym strasznym przypadkiem był św. Piotr, które przy śpiewie koguta trzy razy zaparł się jakiejkolwiek znajomości z Panem Jezusem. Św. Paweł z lubością asystował przy kamienowaniu św. Szczepana. Ale obaj nawrócili się i dziś wzywamy ich wstawiennictwa (29 czerwca). Historia odnotowuje w późnym średniowieczu papieskie metresy, o skandalach wypraw krzyżowych i stosach dla rzekomo złych kobiet wiemy wszyscy.

Teraz mamy do czynienia z paradygmatem Braci Sekielskich i ich filmów, gdzie źle wypadają księża i niektórzy biskupi. Wszyscy, którzy grzeszą i krzywdzą jakichkolwiek ludzi, mają tę samą drogę – uznania win, przeproszenia i wynagrodzenia. I powrócenia do przyjaźni z Panem Bogiem. Napisałem, wszyscy, którzy grzeszą, a powinienem napisać – „wszyscy, którzy grzeszymy”, bo i ja, i pewnie wielu z Was, grzeszymy. Ja bardzo.

Nie zazdroszczę żadnemu biskupowi, mają trudną misję. W moim fachu i wieku, wypada mieć w spisie telefonów biskupów, arcybiskupów i kardynałów. Mam, ale nie udostępnię. Najpierw muszą zarządzać armiami księży, wśród których nie brakuje oryginałów, głuptasów (wiem coś o tym) i czasami przestępców. Mają w swoich diecezjach liczne zakony, gdzie też zdarzają się różne rzeczy. Muszą dbać o kulejące coraz bardziej finanse parafii. Zatem, nie zazdroszczę. Powiedziałbym mają „przerąbane”, w dialekcie młodzieżowym.

Dobrze, możemy krytykować biskupów, zwłaszcza Wy, tzw. świeccy. Możemy, o ile się za nich modlimy, bo chyba nikt bardziej w Kościele takiej modlitwy nie potrzebuje. I o ile sami podejmujemy pokutę za swoje grzechy i winy (ja próbuję).  Wedle zasady : „Kto jest bez grzechu, niech pierwszy …” (napisze złośliwy komentarz, bo rzucanie kamieniami dziś jest chyba passe).

Drogie siostry i bracia drodzy! Módlcie się za nas grzesznych księży, biskupów i kardynałów, abyśmy mieli ducha nawrócenia. I my za Was, o to samo, modlimy się. W tym przypadku „my” odnoszę tylko do siebie, grzesznego księdza, bo mam nadzieję, że przed wyższymi stopniami Pan Bóg mnie uchronił.

Dobrze, koniec kazania idę się modlić, a potem ruszam do walki ze skutkami wirusa, o czym już jutro.

Itinerarium

AMNESTIA 2020 JESTEM ZA Będę Was prosił o pomoc i opinię. Otóż chciałbym, aby ten rok, 2020, był rokiem mądrej amnestii w Polsce. Jest po temu wiele niepowtarzalnych powodów. Następnego stulecia urodzin Papieża Polaka możemy nie doczekać. Okrągłe 40 lat temu eksplodowała Solidarność, 100 lat temu był Cud nad Wisłą no i 510 lat temu pod Grunwaldem wiadomo kogo zwyciężyliśmy. Czekałem na amnestię w ub. roku, kiedy minęło 30 lat od pokonania komunizmu. Ostatnia amnestia w Polsce to właśnie rok 1989. Piszę o mądrej amnestii, znanej już z Biblii. Zresztą przy każdej spowiedzi sami doświadczamy amnestii. Polski system karny oparty jest na prawie zemsty, jako społeczeństwo – za pomocą policji, prokuratur i sądów – mścimy się na tych, którzy popełnili przestępstwo (i dali się złapać). Amnestia jest aktem łaski, wielkoduszności, hojności i oczywiście miłosierdzia. Jasne, że kłóci się ze sprawiedliwością legalną. Ale można przecież zmniejszyć wyroki 25-letnie o kilka lat a dożywocie do 25 lat. Można uwolnić tych, którzy złamali prawo ale nie zaszkodzili innym. To zresztą sprawy dla speców od wyroków. Nie wiem jaki duch jest w nas, Polakach, duch przebaczenia czy duch zemsty, nie wiem. Modlę się, żeby to był Boży Duch, duch amnestii, miłosierdzia. A jak Wy myślicie?

Itinerarium

JAK UDAWAŁEM MNICHA KOPTYJSKIEGIO czyli o długiej miłości do Jana Pawła II

Zorientowałem się, że ostatnie 45 lat mojego życia upłynęło w różnych konfiguracjach w związku z Janem Pawłem II. Pierwsze, nieświadome spotkanie odbyło się w sierpniu 1975 r. w Kołobrzegu. Obchodzono tam wówczas 975-lecie utworzenia biskupstwa. Licznemu gronu biskupów przewodniczył na Mszy Świętej kard. Karol Wojtyła, kazanie wygłosił Prymas Wyszyński. Mnie w czasie tej uroczystości przypadł – dzięki księdzu Antoniemu Zielińskiemu – obowiązek przeczytania jednego z czytań liturgicznych. Ponieważ byłem już po mutacji głosu, nadawałem się na lektora. Z tego co pamiętam swoją rolę odczytałem za szybko.

Potem, 16 października 1978  r. wisiałem na dzwonie w Lipiu ogłaszając wybór polskiego Papieża (o wspólnocie w Lipiu proszę sobie poczytać w Internecie). W czerwcu następnego roku, wyrwałem się ze śpiworem – mimo sprzeciwu rodziny (bo przecież były sianokosy!) – i objechałem za Janem Pawłem II kilka miast, przezeń odwiedzanych. Dzięki przyjaciołom z Gniezna i Krakowa, miałem dobre miejsca na spotkaniach. A dzięki sprytowi w Częstochowie siedziałem bardzo blisko Papieża, na Wałach Jasnej Góry. Rano, chyba po 6:00, na Wały wyszedł korpulentny paulin i ryknął do nas śpiących na trawie: „Macie tu 100 biletów, kto złapie wchodzi na Wały”. Jasne, że złapałem sfruwające z wysoka bilety, nawet chyba cztery.

Miesiąc potem zdawałem już egzaminy na KUL w Lublinie. I zaraz zetknąłem się z charakterystyczną podówczas lubelską rezerwą wobec Wojtyły. No bo oni (Krąpiec, Kamiński, s. Zdybicka) zajmowali się Arystotelesem i św. Tomaszem z Akwinu, a ten doktor z Krakowa epatował jakimiś nowalijkami w stylu M. Schelera. Potem było jeszcze spotkanie w Częstochowie na przełożonym (z powodu stanu wojennego) Jubileusz 600 –lecia Jasnej Góry (1983).

Dwa kolejne spotkania, osobiste już, to pielgrzymki z osobami niepełnosprawnymi i upośledzonymi do Rzymu (niezapomniane osiągnięcia ks. Janusz Rzeźnika, wówczas kapelana przy PSK 1 na ul. Staszica). A dalej to już liczne Światowe Dni Młodzieży z mniejszymi i większymi grupami lubelskiej młodzieży. Najbardziej zabawne było spotkanie w Loreto (1995), bo wdarłem się – jestem sprytny – wraz z ks. Mirkiem Zającem (którego nawet nazwisko predysponuje do płochliwości) do ścisłego grona w koncelebrze, jakieś 20 metrów od Papieża. Mianowicie mieliśmy zawinięte głowy ręcznikami przed słońcem i tak paradując w albach szliśmy w stronę ołtarza. Wyglądaliśmy pewnie dość oryginalnie, bo pierwszy napotkany Włoch z ochrony, zapytał – Koptowie? Melchici? Ja do Mirka – „Mów, że tak, bo nas wygonią!” Pokiwaliśmy głowami i skierowano nas do stall z obrządkami wschodnimi, bardzo blisko Ojca Świętego. Na wszelki wypadek, aby uniknąć kłopotów żegnaliśmy się po wschodniemu. Wtedy też jedyny raz przy spotkaniu z Papieżem zakląłem, ale nie ostro. W pewnym momencie Jan Paweł II potknął się i lekko obsunął w stronę kard. Dziwisza. I co? Połowa kardynałów, metropolitów, patriarchów czym prędzej wyciągnęła spod ornatów aparaty fotograficzne i zaczęła papieskie potknięcie uwieczniać! A my, polscy księżulkowie, pobożni, w rękach mieliśmy tylko różańce! (inna sprawa, że na dobre aparaty nie było nas stać). „Patrz Mirek, mówiłem do kolegi, zamiast się modlić, to błyskają tymi swoimi kodakami! Phi, hierarchia!”

Pomijając wszystkie następne ŚDM-y, wspomnę jeszcze ostatnie spotkanie w wersji na żywo. Błonia w Krakowie, 18 sierpnia 2002 i testament Jana Pawła II, który noszę do dziś w sercu:

„Trzeba spojrzenia miłości, aby dostrzec obok siebie brata, który wraz z utratą pracy, dachu nad głową, możliwości godnego utrzymania rodziny, wykształcenia dzieci doznaje poczucia opuszczenia, zagubienia i beznadziei. Potrzeba «wyobraźni miłosierdzia», aby przyjść z pomocą dziecku zaniedbanemu duchowo i materialnie; aby nie odwracać się od chłopca czy dziewczyny, którzy zagubili się w świecie różnorakich uzależnień lub przestępstwa; aby nieść radę, pocieszenie, duchowe i moralne wsparcie tym, którzy podejmują wewnętrzną walkę ze złem. Potrzeba tej wyobraźni miłosierdzia wszędzie tam, gdzie ludzie w potrzebie wołają do Ojca miłosierdzia: «Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj». Oby dzięki bratniej miłości tego chleba nikomu nie brakowało! «Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią» (Mt 5, 7).”

Tej wyobraźni sobie i wam życzę w obfitości. No i sprytu!

Zdjęcie  – kwiecień 2005, marsze po odejściu JP II, ruszające spod k-ła Świętego Ducha (ja w tej ładnej żółtej chustce).

Itinerarium

ZAJANIEPAWLIĆ POLSKĘ I ŚWIAT To kazanie wygłosiłem dzisiaj, w niedzielę 17 maja, w Hali Targów Lubelskich podczas Mszy Świętej z bezdomnymi, ubogimi, byłymi więźniami oraz Ukraińcami pracującymi w Polsce. Z powodu tych ostatnich kazanie tłumaczone było na język ukraiński.

Drogi Ojcze Święty, Janie Pawle Drugi!

Wierzymy w Świętych obcowanie i Świętych przemieszczanie się, dlatego wierzymy, że jesteś wśród nas. Chcieliśmy dzisiaj znaleźć się w Rzymie, Watykanie, przy Twoim grobie, aby świętować 100-tną rocznicę Twoich urodzin. Ale to jest niemożliwe teraz, obiecujemy, że pojedziemy tam, kiedy już będą otwarte granice.

Chcieliśmy przyjechać my, ludzie ubodzy z Lublina i okolic, my którzy nie mamy stałego adresu, którzy mieszkamy w altankach na ogródkach działkowych, w opuszczonych budynkach, a czasem w śmietnikach. Chcieliśmy przyjechać my, którzy niedawno opuściliśmy więzienia i zakłady karne i teraz próbujemy zacząć nowe życie. Chcieliśmy przyjechać my, wolontariusze, którzy codziennie dzielimy się z innymi zupą, kanapkami i herbatą.

My wszyscy chcieliśmy Ojcze Święty, przyjechać do Rzymu, aby Ci podziękować, że w czasie swojej służby Kościołowi, pielgrzymowałeś do naszej Ojczyzny, ale i do 128 innych krajów na świecie. Podziękować za Twoje słowa i modlitwę, bo dzięki niej nasza Polska jest wolna już ponad 30 lat, a Ukraina od 29 lat, bo nie ma już muru Berlińskiego, bo dzięki Tobie świat tak bardzo zmienił się na lepsze.  Za to, że 33 lata temu odwiedziłeś Lublin, nasze miasto i że 19 lat temu odwiedziłeś Lwów. I za to, że w czasie wizyty w Lublinie i we Lwowie padał deszcz.

Chcieliśmy Ci podziękować za to, że zawsze pamiętałeś o ludziach ubogich, smutnych, samotnych, bezrobotnych, bezdomnych. Za to, że odwiedzałeś więźniów, w tym i swojego niedoszłego zabójcę Ali Agcę. I chcemy Ci podziękować za to, że uczyłeś nas jak wierzyć, jak nie tracić nadziei i jak kochać.

Nie wszystko z Twojej nauki spełniliśmy. I dlatego chcemy Cię przeprosić za kłótnie i niezgody w naszych narodach, za kłótnie w Sejmie. Za to, że w naszym Polskim Kraju zamknięto granice dla uchodźców. Za to, że dużo w nas egoizmu, kłamstwa, złych słów, fake-newsów.

Dzisiaj, Ojcze Święty, w Polsce dużo mówi się, że trzeba nasz Kraj ODJANIEPAWLIĆ, tzn. że za dużo jest Twoich pomników, ulic Twojego imienia, szkół i szlaków turystycznych. Trochę w tym racji, bo Tobie chodziło o co innego. O to, żeby nie było ludzi samotnych, bezdomnych,  bezrobotnych, odepchniętych i krzywdzonych. Ale, Ojcze Święty, chcemy Ci powiedzieć, że my chcemy ZAJANIEPAWLIĆ Polskę i świat. Chcemy więcej Ciebie! Chcemy więcej Twojej myśli, Twoich idei, Twojego Ducha! Chcemy Cywilizacji miłości – BYĆ NAD MIEĆ, ETYKI NAD TECHNIKĄ, CZŁOWIEKA NAD RZECZĄ I MIŁOSIERDZIA PRZED SPRAWIEDLIWOŚCIĄ.

I powtarzamy dzisiaj Twoją modlitwę z Warszawy , z r. 1979, kiedy wołałeś – „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi!” Ufamy, że możesz Ojcze Święty i teraz uprosić nam Ducha odnawiającego Polskę i świat.

I z ogłoszeń:

Dołączam jedno z moich zdjęć z Janem Pawłem II, proszę znaleźć trzy szczegóły różniące tego chłopaka z wąsami z r. 1984 i moją aktualną fizjonomią. Nie będzie trudno.

I druga rzecz, jutro pomiędzy godziną 10:00 a 13:00 będę gościnnie prowadził program w Nowym Radiu www.noweradio.pl . I będę zastanawiał się czy mamy ODJANIEPAWLIĆ Polskę czy też bardziej ją ZAJANIEPAWLIĆ? Będę wdzięczny za głosy, w  postaci komentarzy tutaj oraz za telefony 81 478 55 55 jutro. Dziękuję.

Ks. Mietek

Itinerarium

JUTRO JAN PAWEŁ II BĘDZIE W HALI W LUBLINIE

Niedziela 17 maja 2020

Jeszcze na początku tego roku marzyliśmy – bezdomni, ubodzy, byli więźniowie i wolontariusze z Lublina – o pielgrzymce do Rzymu na 100-lecie urodzin św. Jana Pawła II. Zbieraliśmy pieniądze, rozpoczęliśmy spotkania przygotowawcze, planowaliśmy jeszcze odwiedzić Asyż.

Ale jest inaczej, do Rzymu pojedziemy Kiedyś. Jutro, w niedzielę 17 maja, planowani uczestnicy pielgrzymki i inne osoby, w sumie ok. 120, zbierzemy się w Hali Targów Lubelskich, zachowamy odpowiednie odległości, włożymy maski, rękawiczki, popsikamy się przed i po właściwymi płynami. Nawet ozonowanie po wszystkim nastąpi.

Czeka nas jednak dobra pielgrzymka, nie w kilometrach ale w przestrzeni ducha. Nie pojedziemy do Rzymu, ale mam pewność, że Jan Paweł II przybędzie do naszej Hali, teraz dla Niego taka wyprawa to pestka. Skoro wierzymy w świętych obcowanie (co wyznamy jutro w Credo), to przecież i w świętych przemieszczanie się, racja? Z naszej strony potrzeba wejścia w swojego ducha, przez skupienie, ciszę, modlitwę i wiarę, to może się nam udać. Jan Paweł II jest zaproszony, na pewno będzie.

Możecie być też i Wy, jeśli macie Internet, a pewnie macie, jeśli to czytacie. Mszę Świętą zaczynamy o 12:00. Transmisja będzie na stronach: www.itinerarium.pl i www.noweradio.pl oraz na profilach Facebook tych stron. Rozpocznie się ok. 11:30. Na koniec połączymy się z s. Małgosią Chmielewską, bardzo nam bliską.

Mocno proszę o udostępnianie i przeklejanie tej informacji, abyśmy jutro duchowo mogli się Razem odnaleźć i  świętować.

Dziękuję, ks. Mietek.

Zdjęcie z naszej pielgrzymki do Kowna na spotkanie z papieżem Franciszkiem, wrzesień 2018. 

Itinerarium

NIE TYLKO PO CZECZEŃSKU I ORMIAŃSKU Cudzoziemcy w Lublinie mają swoje audycje

Tak jak już anonsowałem, w sobotę zaczynamy świętować 100-lecie urodzin św. Jana Pawła II. Jego pomysłem jest globalizacja solidarności, o niej mówił 20 lat temu tak:

„Potrzebna jest, jak już powiedziałem przy innych okazjach, globalizacja solidarności, która musi z kolei opierać się na «kulturze solidarności», jaka winna przenikać serce każdego człowieka. Globalizacja jest dziś zjawiskiem obecnym we wszystkich dziedzinach ludzkiego życia, ale jest też zjawiskiem, którym należy mądrze kierować. Potrzebna jest globalizacja solidarności.” (Rzym, 1.05.2000)

W sobotę 16 maja, wierni wezwaniu Papieża do globalizacji solidarności oddajemy antenę naszego Nowego Radia www.noweradio.pl przybyszom z innych krajów. I tak w godz. 8:00 – 10:00 rano, zagości w radiu język ormiański (Armine Ożga – Margaryan). Audycję w języku ukraińskim możecie usłyszeć w godz. 11:00 – 13:00 (Tania i Andrzej), od 14:00 do 15:00 w języku arabskim (Syryjczyk Assef Saloom) a w godz. 16:00 – 17:00 program poprowadzą dwie Czeczenki – Lida i Luiza.

Dzisiaj kiedy nasilają się w Polsce chuligańskie ataki wobec obcokrajowców, chcemy dać im głos. Prosimy o wsparcie, aby to umożliwić.

Ks. Mietek

Itinerarium

WSZYSTKIE ŻONY IDEALNE Piątek 15 maja 2020

Wszystkie żony są idealne, tylko mężowie nie zawsze wiedzą o tym albo są za młodzi by to pojąć. Kiedyś rozmawiałem z bardzo dojrzałym panem i mężem, miał blisko dziewięćdziesiąt pięć lat. Nie wiadomo skąd sam wskoczył na temat małżonki.

https://vimeo.com/418585476/1e3af177ca

– Żonę to mam idealną – stwierdził.

Ponieważ rzadko zdarza mi się takie rzeczy słyszeć, częściej wręcz przeciwne, dopytywałem czemu tak sądzi.

– No bo rozmawia ze mną, przychodzi i mówi do mnie.

Uff, pomyślałem, najwięcej mężów właśnie z tego powodu uważa swoje żony za bardzo nieidealne.

– No i pilnuje mnie, jest idealna …

O masz, myślę, dlaczego większość facetów nie lubi jak żony ich pilnują? Przecież to dla ich dobra! Nie?

– No i najgorzej, że ja już nie daję rady nosić jej na rękach jak kiedyś, jest idealna!

Niczego nie zmyślam, tak mniej więcej wyglądała ta rozmowa. I myślę sobie, że faceci muszą dojść w okolice dziewięćdziesiątki, aby pojąć, że ich żony są idealne!

Nie zmieniam mimo wszystko decyzji – Vivat celibat!

Itinerarium