CO MOGĘ DLA CIEBIE ZROBIĆ

 

 

Piątek 14 czerwca 2013

 

Co mogę dla ciebie zrobić? W czym mogę pomóc?  Jeżeli nie są to puste slogany reklamowe, to chyba te krótkie zwroty wyrażają istotę sensu życia i streszczają wymagania Ewangelii.

Jak będzie wyglądał scenariusz twojego życia, jeżeli będzie ono odpowiedzią na ważne problemy i palące potrzeby innych? Być może o to chodzi.

Itinerarium , , , ,

NAJSMACZNIEJSZE KURKI POŚRÓD BUKÓW

 

Czwartek 13 czerwca 2013

 

 

Rozglądam się po świecie i widzę, że coraz większą rolę odgrywa produkcja. Na przykład podgrzybki i kurki, smaczne grzyby, rosną w lesie i można je tam znaleźć, jak się wie gdzie i kiedy. Dzisiaj jednak nie potrzeba lasu, można wszystkie grzyby wyprodukować  czy wyhodować sto metrów pod miastem i jest to nawet opłacalne. Przyznam się, że jestem bardzo wybredny w kwestii ryb, bardzo lubię łososie, trocie wędrowne i węgorze. Złowić (na sposób wędkarski) nie jest łatwo takie ryby. Trzeba wiedzieć gdzie, jak i kiedy. W dużych akwariach, ulokowanych w norweskich fiordach, masowo hoduje się wszystkie możliwe ryby morskie, i taki łosoś dorasta tam do kilograma w kilka miesięcy (odpowiednio dokarmiany), podczas gdy w naturalny sposób potrzebuje na to trzykrotnie więcej czasu.

„Myśmy szczęście wynaleźli” — mówią ostatni ludzie i mrużą niedbale oczy – zapisał w „Tako rzecze Zaratustra” Fryderyk Nietzsche. Coś w tym jest. Pomijam produkcję żywności, do przełknięcia jest wyhodowana kurka i naszprycowany hormonami wzrostu łosoś.  Na świecie jest jednak – i tego nie pomijam – coraz więcej producentów szczęścia, którzy rzucają nam gotowe produkty. Są kolorowe, błyszczące, z etykietą „Największe Szczęście”, „Rarytas”, „Ekstaza”. To wszystko znajdziemy w galeriach i centrach handlowych, zaczynając od butiku z ubraniami a kończąc na salonach samochodowych. Potrzebujemy szczęścia, kupimy wszystko co się pod tą marką wyprodukuje. Wynalazcy szczęścia pracują nieustannie nad nowymi uszczęśliwiającymi produktami. Zarabiają na tym, ale liczba szczęśliwych zdecydowanie nie wzrasta.

Podzielę się także innym niepokojem. Potrzebujemy Boga, Jego bliskości i spotkania z Nim. Mam wrażenie, że w odpowiedzi na tę głęboką potrzebę rozwija się dzisiaj „produkcja” (a nawet nadprodukcja) wrażeń religijnych. Niemal codziennie otrzymuję zaproszenie na jakieś (zwykle niezwykłe) spotkanie religijne: koncert z udziałem wyjątkowego kaznodziei (przeważnie spoza Polski, a najlepiej spoza Europy), gigantyczna ewangelizacja na wspaniałym stadionie, uwielbienie w wielotysięcznym tłumie z wieloma chórami. Liczba takich zdarzeń rośnie, a liczba wierzących, mam wrażenie, chyba spada.

Nie da się wyprodukować przesmacznej leśnej kurki, swobodnie rosnącej między starymi bukami. Nie da się wyhodować przepysznego łososia nawet w najlepszym akwarium. Szczęście także nie zejdzie z taśmy produkcyjnej w milionowym nakładzie. Pan Bóg jest blisko ludzi skruszonych w sercu i nie jestem pewien czy wie co się o Nim śpiewa na nowoczesnych stadionach.

Tego, co najważniejsze i najpiękniejsze nie trzeba produkować. To wszystko jest. Najczęściej w nas. Naprawdę warto zaglądnąć w siebie samego.

Itinerarium , , , ,

BOGA SZUKAM

 

Środa 12 czerwca 2013

 

 

Był taki czas w historii chrześcijaństwa, że nie było kościołów, ale byli wierzący, były wspólnoty uczennic i uczniów Chrystusa. Myślę o pierwotnym chrześcijaństwie, w pierwszych latach głoszenia Ewangelii, kiedy spotkania i liturgie odbywały się w domach wierzących. Możliwy do wyobrażenia jest także scenariusz przyszłości, w którym będą kościoły, ale zabraknąć może w nich wierzących. Czarny scenariusz, ale potwierdzający się już na zachodzie Europy. Zamiana dawnych kościołów w hotele, muzea i galerie, jest tam zjawiskiem narastającym.

Zapytano mnie niedawno o Pana Boga. Szczerze odpowiedziałem, że szukam Go i nadal jestem w pielgrzymce. Sam Go nie widziałem, ale wiele śladów Jego obecności znalazłem w rozkwieconych dolinach i w niezmierzonych przestrzeniach zielonych pól. Dużo na Jego temat mówią mi ludzkie twarze, zarówno marsy jak i uśmiechy. I jakimś znakiem są kościoły, do których jeszcze ktoś przychodzi. Wymownym znakiem są też zamknięte kościoły albo „dawne”, teraz już pełniące inne funkcje.

Pomimo zmieniających się „warunków religijnych”, szukanie Boga pozostaje najbardziej niezwykłą właściwością człowieka. I nie mam żadnej innej bardziej mądrej i pobożnej rady niż zachęta, abyśmy każdego dnia to poszukiwanie kontynuowali. Najlepsze, co możemy robić i absolutnie nie na darmo

Itinerarium , , , , ,

NIE DO MUSKANIA

 

 

Wtorek 11 czerwca 2013

 

Nie wiem czy istnieje „współczesny człowiek”, ale znalazłem wyniki badan, które mówią, że na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat, drastycznie zmniejszyła się zdolność uwagi u ludzi. Współczesny człowiek jest w stanie patrzeć na obraz w galerii maksymalnie przez 5-7 sekund, po czym potrzebuje kolejnego bodźca wzrokowego. Przed piętnastu laty ten czas wynosił ponad 10 sekund. Być może jest to efekt klipu czy spotu, dominujących w Internecie, gdzie co sekundę niemal jest nowy obraz, ruch i zmiana.

Jeżeli ktoś staje przed płótnem „Cierniem ukoronowanie” (Van Dyck) czy jakimkolwiek innym arcydziełem i spogląda na nie przez 5 sekund, co się dzieje? Liźnie? Muśnie? Otrze się?

Rzeczywiście spotykam coraz więcej ludzi, którzy coś liznęli, o coś się otarli i gdzieś przez coś przemknęli. Najzabawniej wygląda to w CV, gdzie w rubryce „doświadczenie zawodowe” można w zasadzie wyczytać tylko „miejsca muśnięć”, bo nie uwierzę, aby ktoś kto zajmował się czymkolwiek przez miesiąc, mógł uczciwie powiedzieć o zdobywaniu doświadczenia.

Obawiam się, że zjawisko ocierania się i muskania, przenosi się także na relacje z innymi ludźmi. Jak długo jesteśmy w stanie wpatrywać się w czyjeś oczy? Jak długo potrafimy razem milczeć? Człowiek potrzebuje skupionej uwagi i słuchania. W pięć sekund chyba nawet nie muśniemy go.

W modlitwie, o ile nie ma być stratą czasu, podstawową sprawą jest zamilczenie i czekanie na Boży impuls, natchnienie i zwiastowanie. Bóg jest Pełnią, w żaden sposób nie poznamy Go w liźnięciu.

„Cierniem ukoronowanie” Van Dycka, zielona dolina z kwiatami, bliski drugi człowiek, Pan Bóg. Nie da się liznąć, musnąć i otrzeć jak chcemy prawdziwie poznać i pokochać. „Skosztujcie jak dobry jest Pan”, „Bierzcie i jedzcie … bierzcie i pijcie …” Całość, pełnia.

Itinerarium , , , , , , , ,

OD ZARAZ

 

Poniedziałek 10 czerwca 2013

 

 

Słucham zapowiedzi różnych znajomych odnośnie urlopów i wakacji, jakie kraje odwiedzą, kurorty, wyspy z ciepłym morzem i inne atrakcje. Mają już nawet bilety i rezerwacje, i to w takich biurach, które na pewno nie splajtują. Sposobią już aparaty i kamery do zdjęć i filmów, oj będzie się działo. To są wszystko ładne i ciekawe plany, pewnie będzie miło i z  przygodami, trzeba oderwać się od codzienności, odpocząć, coś zmienić.

Nie jestem może najlepszym uczniem Norwida, ale co jakiś czas powtarzam sobie niezwykłą frazę z jego poezji:

 

W tej powszedniości, o! jakże tu wiele

Mistycznych rzeczy i nieodgadnionych …

 

Droga, którą codziennie jadę, chodniki, po których drepcę od poniedziałku do piątku. Biały ser na śniadanie, kawa z mlekiem, dobrze znany żurek i świeże truskawki. W tej powszedniości, ach jakże wiele … Ludzie, których twarze znam od lat. Spotkamy się, zadzwonimy do siebie. Brzozy i lipy, jaśminy już kwitnące. W tej powszedniości, ach jakże wiele, mistycznych rzeczy nieodgadnionych.

To, co najpiękniejsze jest tuż obok mnie i teraz. I jak potrafię to odkryć, nie ominę także cudów na Seszelach czy Dominikanie. To jedno przypomnienie. A drugie, to podróż najbardziej owocna i potrzebna. Kilkanaście centymetrów od głowy do serca, do siebie samego, do wewnątrz. Nie trzeba czekać do urlopu! Ta fascynująca pielgrzymka jest do wykonania od zaraz. Skarby największe, pokój, radość, nadzieja, wiara i miłość, a nawet sam Bóg, wszystko to mamy w głębi siebie samych. I to od zaraz.

Itinerarium , , , , , ,

WIARA TO ŁZY

 

Kazanie na X Niedzielę Zwykłą

9 czerwca 2013

 

Bezimienna wdowa z dzisiejszej Ewangelii pozwala mi odkryć czym jest wiara, choć nawet słowo o wierze nie pada. Wielokrotnie w przypadku cudów Jezus oczekiwał wiary u chorych albo wstawiających się za nimi przyjaciół. Czy tutaj zapomniał o wierze? Dlaczego nie pyta wdowę o jej wiarę, o to usposobienie do cudu?

W schemacie mamy określone mierniki wiary, kto wierzy modli się, chodzi do kościoła, umie się przeżegnać, zna przykazania, potrafi „Wierzę” na pamięć, chodzi do spowiedzi i nie rozwodzi się w małżeństwie (wszystko to tylko przykłady). Każdy z nas ma swoje dodatkowe kryteria, ten wierzy kto odmawia różaniec albo koronkę, ten wierzy kto chadza na procesje, ten wierzy kto pości w piątki (wszystko to tylko przykłady).

A ta wdowa z dzisiejszej Ewangelii? Tylko płakała, wdowa płacząca po śmierci jedynaka. I tu zaczynam rozumieć najgłębszy wymiar wiary. Wierzyć to niekiedy płakać, płakać i nic więcej. Czy Jezus zobaczył wiarę wdowy w jej łzach? Chyba tak. Co więcej mogła uczynić ta kobieta? Straciła najpierw męża, teraz traci jedynego syna. Nie może deklamować wyznania wiary i myśleć o niesieniu fenetronu w świątecznej procesji. Płacze, to jest jej wiara. Jej credo wyraża się we łzach, łzach, które wypełniają jej całe oczy.

I tak wiara to czasem są łzy. A czasem długie milczenie. A czasem gromki śmiech. A kiedy indziej wesołe paplanie. A kiedy indziej jeszcze wiara to bezsenne czuwanie całonocne. Może także czuły pocałunek. A także długi smutek.

 

Kazanie dźwiękowe: www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

 

(1 Krl 17,17-24)
Po tych wydarzeniach zachorował syn tej kobiety, będącej głową rodziny. Niebawem jego choroba tak bardzo się wzmogła, że przestał oddychać. Wówczas powiedziała ona Eliaszowi: Czego ty, mężu Boży, chcesz ode mnie? Czy po to przyszedłeś do mnie, aby mi przypomnieć moją winę i przyprawić o śmierć mego syna? Na to Eliasz jej odpowiedział: Daj mi twego syna! Następnie, wziąwszy go z jej łona, zaniósł go do górnej izby, gdzie sam mieszkał, i położył go na swoim łóżku. Potem wzywając Pana, rzekł: O Panie, Boże mój! Czy nawet na wdowę, u której zamieszkałem, sprowadzasz nieszczęście, dopuszczając śmierć jej syna? Później trzykrotnie rozciągnął się nad dzieckiem i znów wzywając Pana rzekł: O Panie, Boże mój! Błagam cię, niech dusza tego dziecka wróci do niego! Pan zaś wysłuchał wołania Eliasza, gdyż dusza dziecka powróciła do niego, a ono ożyło. Wówczas Eliasz wziął dziecko i zniósł z górnej izby tego domu, i zaraz oddał je matce. Następnie Eliasz rzekł: Patrz, syn twój żyje! A wtedy ta kobieta powiedziała do Eliasza: Teraz już wiem, że naprawdę jesteś mężem Bożym i słowo Pańskie w twoich ustach jest prawdą.

(Ps 30,2-6b.11-12a.13b)
REFREN: Sławię Cię, Panie, bo mnie wybawiłeś

Sławię Cię, Panie, bo mnie wybawiłeś
i nie pozwoliłeś mym wrogom naśmiewać się ze mnie.
Panie, Boże mój, do Ciebie wołałem, a Tyś mnie uzdrowił,
Panie, mój Boże, z krainy umarłych wywołałeś moją duszę
i ocaliłeś mi życie spośród schodzących do grobu.

Śpiewajcie psalm wszyscy miłujący Pana
i pamiętajcie o Jego świętości!
Gniew Jego bowiem trwa tylko przez chwilę,
a Jego łaska przez całe życie.

Wysłuchaj mnie, Panie, zmiłuj się nade mną,
Panie, bądź moją pomocą.
Zamieniłeś w taniec mój żałobny lament.
Boże mój i Panie, będę Cię sławił na wieki.

(Ga 1,11-19)
Oświadczam więc wam, bracia, że głoszona przeze mnie Ewangelią nie jest wymysłem ludzkim. Nie otrzymałem jej bowiem ani nie nauczyłem się od jakiegoś człowieka, lecz objawił mi ją Jezus Chrystus. Słyszeliście przecież o moim postępowaniu ongiś, gdy jeszcze wyznawałem judaizm, jak z niezwykłą gorliwością zwalczałem Kościół Boży i usiłowałem go zniszczyć, jak w żarliwości o judaizm przewyższałem wielu moich rówieśników z mego narodu, jak byłem szczególnie wielkim zapaleńcem w zachowywaniu tradycji moich przodków. Gdy jednak spodobało się Temu, który wybrał mnie jeszcze w łonie matki mojej i powołał łaską swoją, aby objawić Syna swego we mnie, bym Ewangelię o Nim głosił poganom, natychmiast, nie radząc się ciała i krwi ani nie udając się do Jerozolimy, do tych, którzy apostołami stali się pierwej niż ja, skierowałem się do Arabii, a później znowu wróciłem do Damaszku. Następnie, trzy lata później, udałem się do Jerozolimy dla zapoznania się z Kefasem, zatrzymując się u niego /tylko/ piętnaście dni. Spośród zaś innych, którzy należą do grona Apostołów, widziałem jedynie Jakuba, brata Pańskiego.

Wielki prorok powstał między nami i Bóg nawiedził lud swój.

(Łk 7,11-17)
Jezus udał się do pewnego miasta, zwanego Nain; a szli z Nim Jego uczniowie i tłum wielki. Gdy zbliżył się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego – jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta. Na jej widok Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: Nie płacz! Potem przystąpił, dotknął się mar – a ci, którzy je nieśli, stanęli – i rzekł: Młodzieńcze, tobie mówię wstań! Zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce. A wszystkich ogarnął strach; wielbili Boga i mówili: Wielki prorok powstał wśród nas, i Bóg łaskawie nawiedził lud swój. I rozeszła się ta wieść o Nim po całej Judei i po całej okolicznej krainie.

 

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

ŻYCIE WARTE KAŻDEJ SEKUNDY

 

Kazanie na Wspomnienie Niepokalanego Serca

Najświętszej Marii Panny

Sobota 8 czerwca 2013

 

 

Wczoraj najświętsze serce Pana Jezusa, dziś niepokalane serce Marii, jakby niedzisiejsze te święta. Kardiologia rozwija się szybko, mamy leki na wszelkie niedomagania, precyzyjne zabiegi i operacje, nawet sprawnie można zmienić serce na inne w przeszczepie.

O serce, które jest centrum i siłą sprawczą całego życia, dbamy niewiele albo wcale. Nieostrożni i przekonani, że jakoś to będzie, oglądamy głupie seriale, wczytujemy się w plotki w Internecie, toczymy płytkie i byle jakie rozmowy i zaśmiewamy się z niesmacznych żartów. Nic nie szkodzi? Szkodzi, bo w serce wpycha się muł, szlam i spam. Wszystko to bardzo sercu szkodzi, bo zamienia się w kolorowy śmietnik. A potem nie rozumiemy, czemu tak mało w nas soczystej radości, zrywnej chęci do życia a miłość jest drętwa i cherlawa, i zaraz zdechnie jak róża zasadzona na asfalcie.

Serce potrzebuje cichych poranków, kiedy może toczyć w żyły życia jasną harmonię stworzenia. Potrzebuje długich zachwytów przy zachodzie słońca, aby porządek kosmosu wnikał w myśli i pragnienia. Potrzebuje mądrych wierszy czytanych w skupieniu i po raz dziesiąty, ze smakiem trawionych godzinami. Potrzebuje wspólnie oglądanych filmów, po których dyskusje trwają do północy lub dłużej. Potrzebuje to nasze serce bardzo szczerych, nieskrępowanych i nieśpiesznych rozmów, Boże broń przez telefon i na czacie, ale twarzą w twarz. Serce potrzebuje cierpliwej i bezsłownej modlitwy, słuchania szeptów Bożych. O serce trzeba zadbać.

Zadbać trzeba o serce, a przemieniać się będzie w najświętsze i niepokalane, podobne Maryjnemu i Bożemu. I życie stanie się warte każdej sekundy.

Itinerarium , , , , , ,

PO NOKAUCIE

 

 

Kazanie na uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa

Piątek 7 czerwca 2013

 

 

Fani boksu znają zapewne historię Rocky Marciano słynnego amerykańskiego pięściarza z lat 50 –tych. Jedną z najbardziej niezwykłych walk Marciano stoczył w 1952 r. z ówczesnym mistrzem świata Walcottem. Kilka razy lądował na deskach po silnych ciosach przeciwnika, ale za każdym razem, najpóźniej przy wyliczeniu „8” (sędzia liczy do ośmiu i w tym czasie bokser musi stanąć i podnieść rękawice, co oznacza gotowość do dalszej walki) podrywał się i boksował dalej. W przedostatniej rundzie Rocky walczył niemal ślepy, ponieważ oczy zalała mu substancja do zalepiania ran po ciosach. Niemniej na kilka sekund przed finałowym gongiem zdołał wyprowadzić krótki prawy prosty, który znokautował Walcotta.

Oberwaliśmy pewnie i jeszcze oberwiemy od ludzi, życia czy od czegokolwiek jeszcze. Syndrom równi pochyłej grozi wówczas każdemu z nas. Po jakimś niepowodzeniu, upadku czy krachu mamy tendencję do rezygnowania ze wszystkiego i popadania w beznadziejność. Współczesnemu pokoleniu przydarza to się częściej niż dawniej, ponieważ skutecznie wmawia się dziś, że wszyscy jesteśmy ludźmi sukcesu a życie jest pasmem triumfów.

Prawda o życiu jest jednak taka, że przynosi ono trudne, bolesne i bardzo złe wydarzenia. Lądujemy na deskach i najchętniej na tym zakończylibyśmy, marząc aby sekundant rzucił ręcznik, ogłaszając koniec (mimo, że przegrany, ale koniec). Komukolwiek z was przyszłaby taka myśl do głowy, chcę przypomnieć, że nigdy nie należy się poddawać i nie ma takich życiowych nokautów, z których nie moglibyśmy powstać i dalej walczyć.

Czyż nie do bojowaniapodobny byt człowieka? – pytał biblijny Hiob (7,1). Tak, niewątpliwie życie jest walką, w której zawsze można się podnieść. Żeby się podnieść potrzebujesz jednak przede wszystkim nie silnych mięśni i mocnego korpusu.

Możesz się podnieść, jeśli masz mężne serce, które zerwie cię z desek po mocnych ciosach. O takie serce modlimy się dzisiaj, „Jezu uczyń serca nasze według serca Twego”.

 

Itinerarium , , , , , , , , ,

WIELKA SKUCHA

 

Czwartek 6 czerwca 2013

 

Z radością widzę, że coraz więcej chrześcijan rozumie życie w kategorii Drogi. Chrześcijaństwo rodziło się w drodze, cała niemal Ewangelia została ogłoszona przez Jezusa w trakcie trzech podróży do Jerozolimy. Apostołowie i uczniowie szli za Jezusem, słuchając Jego słów i widząc Jego dzieła. Jezus sam zachęcał do wiary znaczącym zwrotem: „Pójdź za Mną!’ I tak chrześcijaństwo, które zrodziło się w drodze, w ruchu, potem również rozniosło się poprzez różne drogi, szlaki i trakty po całym świecie.

Nieustannie czyha na nas pokusa stabilizacji i znieruchomienia, w sensie fizycznym to jeszcze pół biedy (choć też bieda). Gorzej, że skostnienie dopada nasze myśli, wyobraźnię, uczucia i pragnienia. Wiara nasza nie wzrasta i nie rozwija się, no cóż, myślimy, jest Ewangelia, mamy modlitwy do odmówienia, wszyscy wiemy o co chodzi. I tak z drogi robi się pomnik, zastygły monument. To samo dopada naszą nadzieję, radość i miłość. Bierzemy gotowe scenariusze, wpasowujemy się w role i rozpoczynamy wielkie udawanie.

Wiara to jednak droga, na której następuje ciągła i coraz głębsza przemiana, gdzie wciąż otwierają się nowe perspektywy poznania, buchają żywe i świeże źródła nadziei oraz roziskrzają się nieznane i piękne ognie miłości.

Roman w najbliższy poniedziałek ruszy pieszo z Głogowca pod Łęczycą (tam urodziła się św. Faustyna od koronki) do Moskwy, przez Warszawę, Smoleńsk, Katyń i z powrotem przez Miednoje. Pójdzie razem z Wojtkiem, będą głosić potrzebę pojednania między narodami. Z Wojtkiem przez pewien etap powędruje dwóch więźniów z Pomorza. A od ostatniego poniedziałku Bartek idzie z Lublina do Zgorzelca, idzie razem z młodym człowiekiem, który miał tarapaty z prawem. Od wczoraj Andrzej idzie tą samą trasą z innym chłopakiem. A w lipcu Jacek z żoną, przejdą Kubę bodaj w pierwszej pieszej pielgrzymce przez kraj, który niedawno jeszcze był doskonałym modelem państwa ateistycznego. Jeśli chcecie, możecie posłuchać o nich wszystkich w radiu, będę rozmawiał z nimi dzisiaj, w czwartek 6 czerwca w godz. 20.15 – 22.00, „Radio eR, 87,9 FM” w Lublinie (www.radioer.pl).

Droga jest wyzwaniem dla każdego z nas, może w sensie geograficznym, może bardziej w sercu, umyśle czy duszy. „Pójdź za Mną” to alert dla odważnych. Ale inaczej grozi nam wielka skucha. Diabeł po cichu podpowiada: „Nie ruszaj się! Po co iść, jak można stać. Po co stać jak można usiąść. Po siedzieć, jak można leżeć. Po co leżeć, jak można zasnąć i drzemać”.

Itinerarium , , , , , , , ,

SPOTYKAM SILNYCH LUDZI

 

Środa 5 czerwca 2013

 

Spotykam w życiu słabych i silnych ludzi. Pouczające spotkania i zaskakujące znajomości. Czegoś się od jednych i drugich nauczyłem.

Słabi ludzie krzyczą, wymachują rękami, walą łapami o blaty biurek i syczą przekleństwami. Mocni ludzie znają dużo dowcipów, pod ręką mają ciekawe i zabawne historie i chętnie częstują cukierkami.

Słabi ludzie mają wiele znajomości, bywają w wielu ważnych miejscach i nieustannie odbierają telefony. Silni ludzie mają spore zapasy myśli, uzbieranych w trakcie samotnych spacerów i wiele ciekawych i głębokich spostrzeżeń, którymi dzielą się bez pośpiechu, o ile ktoś pozwoli im dojść do głosu.

Słabi ludzie potrzebują kilku literek przed nazwiskiem: „mgr”, „dr”, „dyr.”, „ks.”, „prob.”, „kan.”„prez.”, „prof.”, „kier.”, „lek.”, reż.” Lub choćby „vice” albo „z-ca”. Bez nich gubią się i wątpią w sens życia. Mocni ludzie lubią zbierać podgrzybki i maślaki, znam takich, co robią świetne nalewki z pigwy, a u niektórych znalazłem na półce z książkami albumy z reprodukcjami Van Gogha i Rembrandta.

Mocni ludzie dużo milczą i słuchają, jakby nabierali siły ze słów wypowiadanych przez innych. U słabszych zauważam wysoką zdolność do paplania, jargolenia i notorycznego nawijania. Tak mi się wydaje.

Czasem mnie to śmieszy, ale wydaje mi się, że słabi ludzie potrzebują dyrektyw, kontraktów, zapisów, zaświadczeń, dekretów, rozporządzeń i pisemnych wniosków. A silnym wystarcza słowo honoru albo ustna umowa. Dziwne, ale tak jest.

Często przydarza mi się spotykać słabych ludzi, którzy mają konta w kilku bankach i wysokooprocentowane depozyty, bardzo zadbanych partnerów życiowych, ładne przeszklone gabinety i lśniące auta. Tak jakby pieniądze, zadbani partnerzy, gabinety i auta miały dowodzić ich siły. Może tak jest, nie wiem. Ale spotykam silnych ludzi, którzy mają jedynie w miarę sprawne rowery, kijki do chodzenia po polnych ścieżkach i zawalone książkami małe mieszkanka. Sam nie wiem, skąd u nich taka wielka ludzka moc.

I tak się pytam, skąd w ludziach moc? A skąd słabość?

Itinerarium , , , , , , , ,