KOMU BIJE POLSKI DZWON

Czwartek 12 września 2013

 Od dłuższego czasu o szóstej rano budzą mnie dzwony z pobliskiego kościoła, mają ładną melodię, soczystą i dźwięczną, inną niż wszelkie pozostałe odgłosy rozlegające się od poranka. Mniej więcej pół roku temu jedna z gazet w Lublinie opublikowała anonimowy list mieszkańców osiedla im. Adama Mickiewicza, w którym skarżyli się pisząc do parafii, że Pomimo szeregu próśb mieszkańców (…) w dalszym ciągu używacie bardzo głośnych dzwonów kościelnych. W roku 2010 prowadzono akcję zbierania podpisów pod petycją w tej sprawie, niestety – tchórzostwo niektórych ‘pobożnych’ mieszkańców, bojących się narażenia księżom z Parafii św. Józefa, doprowadziło do przerwania tej akcji” . Pośród argumentów za uciszeniem dzwonów padały m.in. takie, że rano nie można dłużej pospać oraz że po obiedzie dźwięk dzwonów zakłóca relaks.

Miałem nieodparte wrażenie deja vu (kiedyś już to widziałem), a właściwie kiedyś to już słyszałem. Faktycznie w czasach najbardziej restrykcyjnej akcji Stalina przeciw Kościołowi Katolickiemu (1929 – 1930) na terenach dawnej Rzeczpospolitej (ziemie na wschód od przedwojennej granicy z ZSRR), Związek Wojujących Bezbożników podjął się m.in. dzieła likwidacji kościelnych dzwonów. Związek zainicjował nawet specjalne brygady robotnicze, ochoczo zdejmujące dzwony i przewożące je do hut w celu przetapiania na grabie, kosy i motyki w celu  szybszego postępu w unowocześnianiu produkcji rolnej.

Innym motywem było przerabianie dzwonów na armaty, co było nawet logiczne ponieważ akurat polskie dzwony były wytworzone z naprawdę znakomitych materiałów. Wraz z tą akcją przeprowadzano serie prelekcji w których uświadamiano lud, że dzwony były używane do zwoływania buntu. Jemielian Michajłowicz Jarosławski (w rzeczywistości Miniej Izrailewicz Gubelman, jeden z bliskich przyjaciół Lenina), przywódca wspomnianego Związku twierdził także, że dopóki biją dzwony kościelne Polacy nie zapomną o swojej Ojczyźnie. W czasie agitacji przeciwko dzwonom mocno podkreślano także argument, że dzwony przeszkadzają robotnikom w odpoczynku.

Rzecz jasna daleki jestem od przypuszczenia, że na osiedlu Mickiewicza w Lublinie przechowali się jakimś cudem zwolennicy Związku Wojujących Bezbożników. Ale za to śmiała opinia Jarosławskiego o związku polskości z dźwiękiem bijących dzwonów bardzo mi się podoba.

 

Itinerarium , , ,

NA TEJ SAMEJ ŁAJBIE

Środa 11 września 2013

 Pewna zgrabna metafora moim zdaniem prosto i trafnie opisuje współczesność. Wedle niej sytuacja naszego pokolenia przypomina trochę rejs statkiem. Kapitanowie wydają komendy, żeby płynąć coraz szybciej. Na pokładzie jest zabawa, coraz bardziej wymyślne uciechy, są świetnie zaopatrzone bary i kawiarnie. Bawimy się nieźle, choć wszyscy czujemy, że łajba się chyboce.

W pewnym momencie ktoś krzyczy: „No dobrze, proszę państwa, ale dokąd płyniemy?”. Chwilę zalega cisza, po czym ktoś z załogi wydaje polecenie kelnerowi: „Daj temu panu mocnego drinka, niech nie chrzani”. Każdy, kto zadaje pytanie dokąd zmierzamy, jako cywilizacja, jest odbierany jako co najmniej nieszkodliwy wariat. Takich pytań się nie zadaje, musimy płynąć coraz szybciej i jeszcze lepiej się bawić. Pachnie to nieco historią „Titanica”, z tą różnicą, że wiadomo było iż płynął do Nowego Jorku.

Co jakiś czas na naszą rozchybotaną łajbę jakiś dowcipniś albo szaleniec wrzuca granat lub bombę, wybucha panika, dopóki jakoś sytuacja nie zostanie opanowana. Coś podobnego stało się 11 września 2001 roku, kiedy dokonano zamachu na World Trade Center, dziś mamy wrażenie, że wszystko w miarę mamy pod kontrolą. Niektórzy myślą – „Co mnie obchodzi to, co dzieje się na drugim końcu statku? U nas jest spokój.” Płyniemy jednak na tej samej łajbie.

Płyniemy coraz szybciej, mamy coraz więcej, nie wiemy dokąd i po co. Łajba jest jedna, mamy jeden świat, wysiąść się nie da.

 

PS. Rok temu zapisałem nieco inne spojrzenie na 11 września. Przypominam poniżej.

 

JESZCZE BARDZIEJ UWIERZYĆ W MIŁOŚĆ

Wtorek 11 września 2012

 

Chilijczycy i cała Ameryka Południowa do dziś pamięta „Once”, czyli 11 września 1973, kiedy w wyniku wojskowego puczu przeprowadzonego przez Augusto Pinocheta, zginął prezydent Chile Salvador Allende. Dyktatura Pinocheta (swoisty stan wojenny) trwała 27 lat i pochłonęła tysiące ofiar, przeciwników reżimu. Chilijczycy otrzymywali wówczas mnóstwo gestów solidarności. Jednym z najbardziej spektakularnych była piosenka Stinga z 1987 r. , „They Dance Alone (Cueca Solo)”, opowiadająca o samotnym tańcu wdów po zamordowanych przez juntę. Tuż po oddaniu władzy – nota bene przy znacznym wpływie Jana Pawła II (wizyta w Chile w 1987 r.) – w październiku 1990 roku odbył się w Santiago de Chile pamiętny koncert („Desde Chile… un abrazo a la esperanza”, z udziałem m.in. samego Stinga, Jacksona Browne’a, Wyntona Marsalisa, Sinéad O’Connor, Petera Gabriela i New Kids on the Block), w czasie którego 20 wdów tańczyło do muzyki Stinga trzymając w rękach fotografie swoich nieżyjących mężów.

O wiele więcej ludzi pamięta 11 września 2001 roku – także wtorek, jak dziś – i zamachy w USA. One także doczekały się wyrazu muzycznego, czego pierwszym przykładem była płyta Bruce’a Spingsteena „The Rising”.

Wspominam te daty w przekonaniu, że człowiek wcale nie wykluczył przemocy (i śmierci) z arsenału środków prowadzących do osiągania swoich celów. Żyjemy nadal w cywilizacji podziałów i walki, niczym stado zwierząt, gotowych się wzajemnie zabijać, z różnych powodów (oczywiście na bardzo wysublimowany, „ludzki” sposób). Głoszona przez Jana Pawła II idea Cywilizacji Miłości, nowej formuły współistnienia ludzi i narodów, jest wyśmiewana jako ckliwy koncept, którego nie da się obronić w imię twardego realizmu interesów politycznych, gospodarczych czy ekonomicznych. Zresztą zwolenników tej idei nie ma jeszcze zbyt wielu, m.in. dlatego, że Jan Paweł II jest „niedoczytany”, nie mówiąc już o zrozumieniu czy realizacji Jego zamysłów.

Trochę jak stary kataryniarz, który zna tylko jedną melodię, dziś także zachęcam, abyśmy jeszcze bardziej uwierzyli w miłość i wszędzie – w odniesieniu do ludzi, których spotkamy, z którymi zagadamy (choćby przez komórkę), o których pomyślimy, wnieśli to, co podpowiada miłość. To może się także realizować w naszym sposobie zdobywania i wydawania pieniędzy, w stosunku do przyrody, w organizacji czasu i w całożyciowych decyzjach. To jest możliwe i najpiękniejsze z tego, co możemy zrobić.

 

Itinerarium , , , , , , ,

PRZECIW WRZODOM NA ŻOŁĄDKU

Wtorek 10 września 2013

 Pakujesz się na prędki wyjazd. Wrzucasz do torby pastę i szczoteczkę do zębów, szminkę lub krem do golenia, ręcznik, pidżamę, koszulę lub bluzkę na zmianę. Sprawdzasz dokumenty, paszport, prawo jazdy, kartę do bankomatu. Jest wszystko, możesz jechać, z resztą jakoś sobie poradzisz.

To, co warto ze sobą wziąć wszędzie też nie zabiera wiele miejsca a wszędzie się przydaje. Ja zwykle biorę ze sobą małe radości, które mogę porozdawać różnym smutnym ludziom. Radości takie, że żyjemy z łaski, za darmo, życiem otrzymanym, niespodzianym i nie wymyślonym przez siebie samych. Radości takie, że nie jestem sam, co rusz mam ludzi dobrych i mądrych wkoło siebie, siostry i braci, naprawdę dobrych ludzi. Wożę ze sobą życzliwe słowa „Dziękuję!”, „Bardzo proszę”, „Miło mi bardzo”, „Pan pierwszy”, które zostawiam na stacjach benzynowych, w sklepach i księgarniach.

Zaopatrzony jestem w „Przepraszam”, bo mylę się często i niekiedy na kogoś wpadam albo muszę szybko przejść. Pod ręką mam też „Nic nie szkodzi”, bo wielu ludzi, których spotykam myli się często, wpada na mnie i musi szybko przejść gdzieś dalej.

Jak człowiek nie ma pod ręką życzliwości i zrozumienia, piekli się, klnie, wyzywa i awanturuje. Co oczywiście nic nie daje, oprócz wrzodów na żołądku.

Itinerarium , , , , ,

CHWALMY NIEBO JAK KTO UMIE

Poniedziałek 9 września 2013

 Bardzo chciałem napisać na 8 września na cześć Matki Bożej, bo to święto Jej Narodzenia, ale niedziela „zniosła” (czyli przesłoniła to wspomnienie). Nadrabiam dzisiaj.

Wszyscy bywamy dumni i próżni, zdarza się to i organistom. W jednej, znanej mi parafii, ksiądz wikariusz postanowił odprawić dość rzadko spotykaną koronkę do Matki Bożej zainicjowaną przez św. Ludwika Marię Grignion de Montfort. Koronka ta nie jest zbyt popularna, więc ksiądz zapytał organistę czy wie co ma odpowiedzieć w dialogu. Chodzi o dialog, w którym celebrans śpiewa pierwszą frazę, a organista odpowiada właściwym dokończeniem. Na przykład po antyfonie „Pod Twoją obronę” ksiądz śpiewa „Módl się za nami Święta Boża Rodzicielko” a organista dośpiewuje „Abyśmy się stali godni obietnic Chrystusowych”. Organista w tejże parafii był dość dumny i dość próżny i na zapytanie księdza odrzekł, że nikt nie musi go w niczym pouczać i swój fach zna.

W koronce, o której mowa, dialog powinien wyglądać następująco:

 

– Pozwól mi Cię chwalić Panno Święta – celebrans

 

– I daj mi moc przeciwko nieprzyjaciołom Twoim – organista.

 

Ksiądz powędrował przed ołtarz, organista na chór do instrumentu. I się zaczęło. Po znaku krzyża kapłan zaintonował:

 

– Pozwól mi Cię chwalić Panno Święta.

 

A na chórze zaległa najpierw cisza, a po chwili organista dostojnym głosem odpowiedział:

 

– Pozwalam …

 

W rezultacie celebrans zaniósł się śmiechem, Matka Boża także się roześmiała, a mam nadzieję, że i wam jest weselej.

 

Chwalmy Matkę Bożą i resztę Nieba, jak kto umie, byle z radością!

Itinerarium , , , , ,

KOCHAJ. WSZYSTKO W PORZĄDKU.

Kazanie na 23 Niedzielę Zwykłą 8 września 2013

 Trzeba się zdrowo nagimnastykować, żeby nie interpretować dosłownie mocnych wyrażeń Chrystusa z dzisiejszej Ewangelii: „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem …  nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem”.

Gdyby Ewangelia była listą przebojów, dzisiejszy fragment nie miałby szans wejść nawet do pierwszej setki najbardziej popularnych perykop. Nie do polubienia są słowa o nienawiści do najbliższych i pozbyciu się wszystkiego.

Sam mam z tym przesłaniem problem, staram się kochać swoją rodzinę, nie czuję nienawiści do siebie samego, nie wiem też czy stać mnie na wyrzeczenie się wszystkiego, co mam. To jest treść mojego życia. Z drugiej strony wierzę Chrystusowi i w Ewangelię. Wiele jej treści zamieniłem w fakty życiorysu i innym także doradzam, aby tak czynili.

Przyznaję, że w takich sytuacjach uciekam się do miłości, miłości „całym sercem, z całej duszy, całym umysłem i ze wszystkich sił”, tak jak powiedział Chrystus. Kiedy wyznaję i praktykuję tę miłość, nie odczuwam żadnej sprzeczności pomiędzy najbardziej radykalnymi wezwaniami Ewangelii a doświadczeniem życia.

Spokojnie słucham dzisiejszej Ewangelii, powiem mamie, że ją kocham, porozmawiam życzliwie z krewnymi i postaram się nie stracić okularów, których nie mogę się wyrzec. I mam pewność, że wypełniam Ewangelię. Miłość jest najważniejsza, największa. Kto stara się kochać nie błądzi. Nie wszystko rozumiem z Ewangelii, nie łudzę się, żeby kiedyś to nastąpiło.

Mam pewność, że kiedy staram się kochać, wszystko jest w porządku.

 

Kazanie dźwiękowe: www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

 

 

(Mdr 9,13-18b)
Któż z ludzi rozezna zamysł Boży albo któż pojmie wolę Pana? Nieśmiałe są myśli śmiertelników i przewidywania nasze zawodne, bo śmiertelne ciało przygniata duszę i ziemski przybytek obciąża lotny umysł. Mozolnie odkrywamy rzeczy tej ziemi, z trudem znajdujemy, co mamy pod ręką – a któż wyśledzi to, co jest na niebie? Któż poznał Twój zamysł, gdyś nie dał Mądrości, nie zesłał z wysoka Świętego Ducha swego? I tak ścieżki mieszkańców ziemi stały się proste, a ludzie poznali, co Tobie przyjemne, a wybawiła ich Mądrość.

(Ps 90,3-6.12-14.17)
REFREN: Panie, Ty zawsze byłeś nam ucieczką

Obracasz w proch człowieka
i mówisz: „Wracajcie, synowie ludzcy”.
Bo tysiąc lat w Twoich oczach
jest jak wczorajszy dzień, który minął,
albo straż nocna.

Porywasz ich, stają się niby sen poranny,*
jak trawa, która rośnie:
rankiem zielona i kwitnąca,
wieczorem więdnie i usycha.

Naucz nas liczyć dni nasze,
byśmy zdobyli mądrość serca.
Powróć, o Panie, jak długo będziesz zwlekał?*
Bądź litościwy dla sług Twoich!

Nasyć nas o świcie swoją łaską,
abyśmy przez wszystkie dni nasze mogli się radować i cieszyć.
Dobroć Pana Boga naszego niech będzie nad nami
i wspieraj pracę rąk naszych,
dzieło rąk naszych wspieraj.

(Flm 9b-10.12-17)
Jako stary Paweł, a teraz jeszcze więzień Chrystusa Jezusa – proszę cię za moim dzieckiem – za tym, którego zrodziłem w kajdanach, za Onezymem. Jego ci odsyłam; ty zaś jego, to jest serce moje, przyjmij do domu! Zamierzałem go trzymać przy sobie, aby zamiast ciebie oddawał mi usługi w kajdanach /noszonych dla/ Ewangelii. Jednakże postanowiłem nie uczynić niczego bez twojej zgody, aby dobry twój czyn był nie jakby z musu, ale z dobrej woli. Może bowiem po to oddalił się od ciebie na krótki czas, abyś go odebrał na zawsze, już nie jako niewolnika, lecz więcej niż niewolnika, jako brata umiłowanego. /Takim jest on/ zwłaszcza dla mnie, ileż więcej dla ciebie zarówno w doczesności, jak w Panu. Jeśli więc się poczuwasz do łączności ze mną, przyjmij go jak mnie!

(Ps 119,135)
Okaż Twemu słudze światło swego oblicza i naucz mnie Twoich ustaw.

(Łk 14,25-33)
Wielkie tłumy szły z Jezusem. On zwrócił się i rzekł do nich: Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem. Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego: Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć. Albo który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestoma tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju. Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem.

 

 

Itinerarium , , , ,

MODLĘ SIĘ I POSZCZĘ

Sobota 7 września 2013

To nie jest tak, że moja zdrowaśka zatrzyma jakąś bombę albo rakietę. I nie w tym celu się modlę dziś. Modlę się za ludzi, nie za bomby. Modlę się za ludzi i za siebie.

Karol Ludwik Koniński, polski pisarz sprzed niemal wieku, kilkanaście lat przeleżał unieruchomiony w gipsowym pancerzu. Wierzył, że jego cierpienia i modlitwy nie są bezsensowne, ale napełniają rezerwuar duchowych mocy, zdolnych odmieniać losy ludzi i świata. Złożony chorobą  w czasie wojny, nie czuł się niepotrzebny. Przeciwnie, wierzył, że jego cierpienia i modlitwy są walką o pokój, o życie dobre, jasne, szczęśliwe i rozumne dla wszystkich.

Ci z nas, którzy dziś dołączą się do postu i modlitwy o pokój, w Syrii, na Bliskim Wschodzie i na całym świecie, nie są dezerterami i rezygnatami.  Jesteśmy ludźmi, którzy sięgają po najmocniejszy oręż, jakim jest walka duchowa. Poszcząc i modląc się gromadzimy wielkie moce, Boże moce i jednocześnie dajemy czytelny znak naszym siostrom i braciom na Bliskim Wschodzie – nie jesteście sami. Pamiętam jeszcze głodówki solidarnościowe, jakie podejmowaliśmy za niesłusznie uwięzionych w czasach komuny. Wiem, że dziś lekceważymy walkę duchową i chętnie rozwiązalibyśmy wszelkie konflikty na świecie za pomocą rakiet i uchwał ważnych gremiów.

Modlę się i poszczę dzisiaj, bo wierzę w duchową moc zdolną odmieniać mnie samego ale i losy innych ludzi.

Itinerarium , , , , , , ,

NORMALNA SPÓŁKA KSIĘDZA Z APTEKARZEM

Piątek 6 września 2013

 Spółka księdza z aptekarzem, o której dziś piszę, może wydać się banalna. Mnie zawsze porusza, może dlatego, że otarłem się o nią.

Ksiądz Jan przesiedział najpierw rok w hitlerowskim więzieniu na lubelskim zamku. Na wolności objął funkcję zastępcy rektora kościoła Świętego Ducha. Przy kościele prowadził aptekę znany przed wojną farmaceuta, Emil Żółtowski. Z racji swego fachu miał liczne kontakty (handlowe) z lubelskimi Żydami. Kiedy zaczęło się szaleństwo Zagłady, ksiądz Jan i pan Emil zawiązali błogosławioną choć niebezpieczną dla nich spółkę. Aptekarz, powiązany z AK-owskim podziemiem, wykupywał Żydów od Niemców. Cena, za jaką można było wydobyć uwięzionego Żyda, najpierw z getta, potem z obozu na Majdanku, wynosiła 100 dolarów. Po wykupie pan Emil wyrabiał uwolnionemu Arbeitskarte (niemieckie pozwolenie na pracę w czasie okupacji), a ks. Jan dostarczał metryki chrztu. Wspominał, że „nowi katolicy” zyskiwali typowo polskie nazwiska: Karpiński, Wiśniewski, Modzelewski, Lesicki, Kwiatkowski albo typowo ukraińskie jak Hawryluk, Parczuk, Miszczuk.

Wśród uratowanych w ten sposób Żydów byli kupcy, adwokaci, rzemieślnicy i rzecz jasna aptekarze, z Lublina, Warszawy, Radomia, Krasnegostawu, Bełżyc i Piask. Z rozmów jakie przeprowadziłem z osobami, które znały pana Emila i ks. Jana, wynika, że uratowanych było blisko stu. Ks. Jan namierzony przez gestapo ukrywał się przez rok, m.in. w Łopienniku, Babinie i Matczynie. Pisał: „Z naszej strony był to nie tylko akt miłosierdzia chrześcijańskiego, ale i wyraz patriotyzmu polskiego … Wiele też rad praktycznych udzieliłem Żydom błąkającym się w nocy po terenie, ponieważ strach często paraliżował ich czujność i ostrożność. A ja przecież jechałem na tym samym wózku niebezpieczeństw i złapania, więc szczerze im współczułem”.

Wspominany kapłan to ks. Jan Fiuta – Faczyński, po wojnie pracujący w parafii w Tomaszowicach pod Lublinem. Osoby, które znały księdza, zapamiętały go jako człowieka całkowicie skromnego, przekonanego, że nic nadzwyczajnego nie zrobił, jedynie „pomagał ludziom”.  Postać księdza jest mi bliska również dlatego, że miałem przywilej przez kilkanaście lat służyć jako rektor kościoła Świętego Ducha w Lublinie.

Pan Emil Żółtowski został po wojnie aresztowany przez NKWD (za zaangażowanie w podziemiu)  i przesiedział pół roku w obozie w Krzesimowie, tam mocno podupadł na zdrowiu. Zmarł w roku 1951 i spoczywa na cmentarzu przy ul. Lipowej w Lublinie.

Zapewne podobnych spółek było w czasie wojny więcej, a w historii wiele tysięcy. Popadłbym w patos, pisząc, że było to dzieło heroiczne i wspaniałomyślne. Niech zatem pozostanie, że była to normalna spółka księdza z aptekarzem.

Itinerarium , , , ,

DE PROFUNDIS JESTEŚMY

Czwartek 5 września 2013

Jeden z najbardziej przejmujących psalmów zaczyna się od frazy „Z głębokości wołam do Ciebie, Panie, o Panie słuchaj głosu mego …” (Ps 130). De profundis („z głębokości”) doczekało się wielu muzycznych i literackich opracowań, ciągle inspiruje.

Może nasze niewysłuchane i niespełnione modlitwy nie dochodzą do Pana Boga, wysłuchuje zaś tylko te płynące z głębi? A jak mają płynąć z głębi, kiedy my jesteśmy zwykle na powierzchni, rozproszeni i bezbarwni?

Wiem, że ludzi także słuchamy, jeżeli mówią nam ze swojego de profundis, a męczymy się zdani na trajkotanie o modzie, pogodzie i korkach w mieście. I sami dajemy się naprawdę innym tylko wtedy, gdy otwieramy im swoje de profundis.

Skąd mówię do Ciebie Boże? Skąd mówię do ciebie, przyjacielu? Jesteśmy przeogromnie spragnieni słów, myśli, wyznań, marzeń i modlitw, płynących z głębokości.  Lepsze są trzy minuty z głębokości niźli cały długi pacierz z samego języka. Chyba, że wliczamy się w tych, co ze względu na swoje wielomówstwo chcą być wysłuchani. Ale to, jak czytamy, przed Panem Bogiem nie przechodzi. I ludziom lepiej powiedzieć krótkie głębokie wyznanie zamiast o tym  i o tamtym bez końca.

Warto próbować tak się modlić i tak z ludźmi żyć, aż zrozumiemy, że tak naprawdę jesteśmy sobą tylko de profundis.

Itinerarium , , , ,

NAJBARDZIEJ ZAPOMNIANE POLSKIE SANKTUARIUM

Środa 4 września 2013

 Nowogródek jest jednym z najbardziej zapomnianych polskich sanktuariów. Obecnie leży w obrębie Białorusi, ale dość szybko można tam dojechać. I trzeba tam pojechać koniecznie.

Wklejam poniżej tekst, który napisałem kilka lat temu, jeszcze do odnalezienia w Itinerarium.  (http://itinerarium.pl/2010/11/10/polska-jedenascie-kobiet  ).

W niewielu kościołach wspomni się dziś bł. Marię Stellę i pozostałe 10 męczenniczek z Nowogródka (choć jest ku temu liturgiczna okazja). Polskie siostry zakonne, nazaretanki, które oddały swoje życie świadomie i z własnej woli za 120 mieszkańców Nowogródka. One zginęły, rozstrzelane przez gestapo, oni przeżyli,  wszyscy ze 120.

Wiem, że apel, aby kochać Polskę czynem, ofiarą, zabrzmi na wskroś patetycznie, ale sam tak postępuję, a świadectwo nazaretanek z Nowogródka dodaje mi niezmiennie siły. Przyznaję, że ilekroć wracam myślą do tych niezwykłych polskich kobiet, odtruwam umysł i serce od jazgotu całej polskiej sceny politycznej. Taka Polska, jakiej świadectwo dały wspominane dziś siostry zakonne, jest Polską, której chyba chcemy wszyscy, o której marzymy, która tkwi we włóknach naszych dusz. Jesteśmy naprawdę szlachetnym narodem, a wracając do naszych niezwykłych świętych zyskujemy moc, aby tę szlachetność i wielkość mnożyć.

Na Facebooku zamieszczam, jako dodatek do wpisu, małą galerię zdjęć z sanktuarium wspominanych dziś Nazaretanek z Nowogródka.

 

MĘCZENNICZKI Z NOWOGRÓDKA

Pogodna, ciepła letnia noc. Wojna. Jedenaście Polek, kobiet i zakonnic, siedzi w pokoju na komisariacie gestapo w Nowogródku. Wiedzą, że może jeszcze w nocy a może nad ranem, zostaną rozstrzelane. Posądzane są o pomoc partyzantom. Modlą się, cicho popłakują, oddają życie w ręce Tego, Któremu zawierzyły wdziewając habity. Właściwie nie zginą, ale oddadzą życie za stu dwudziestu innych, którzy dzięki ich ofierze przeżyją. Oddadzą życie za innych, ale i za Polskę.

Weronika była najmłodsza, miała tylko dwadzieścia siedem lat. Szlachcianka, ale „zaściankowa”, czyli bez majątku. Leokadia, najbardziej korpulentna, wzbudzała respekt i posturą i odwagą. W czasie okupacji sowieckiej (1939 – 1941) została zmuszona do roli służącej rosyjskiego dyrektora szkoły w Nowogródku. „Dlaczego ja?” – protestowała. Przez niecałe dwa lata doprowadziła do wiary całą dyrektorską rodzinę. Dlatego pewnie ona.

Jutro uczcimy Niepodległość Polski. Przynajmniej nie zapomnimy, że to ten dzień, wolny od pracy nawet. Opowiem o jedenastu Polkach, o Polsce przepięknej, prostej i rozstrzelanej.

Wszystkie bohaterki dzisiejszej opowieści giną w Nowogródku (obecnie Białoruś), najbardziej znanym z młodości Mickiewicza. Są zakonnicami, nazaretankami. W lecie 1943 roku działająca w pobliżu miasteczka partyzantka radziecka na chwilę zajmuje osadę Iwaniec, następuje karna ekspedycja gestapo, są egzekucje, palenie całych wsi, liczne aresztowania. W samym Nowogródku 18 lipca 1943 roku zostaje uwięzionych sto dwadzieścia osób, w większości ojcowie rodzin i młodzież męska. Niemcy zapowiadają ich rozstrzelanie.

Adela Mardosewicz (siostra Stella w zakonie), w jednej z rozmów deklaruje: „Mój Boże, jeśli potrzebna jest ofiara z życia, niech raczej nas rozstrzelają, aniżeli tych, którzy mają rodziny – modlimy się nawet o to”. Modlitwa zostanie wysłuchana za dwa tygodnie. Wcześniej, aresztowani mieszkańcy Nowogródka zostają deportowani do przymusowej pracy na terenie Rzeszy Niemieckiej, wrócą po wojnie wszyscy, żywi i ocalali. Siostra Stella słysząc o zagrożeniu życia księdza Aleksandra Zienkiewicza, kapelana klasztoru, ponawia swoją przedziwną prośbę: „Boże, mój Boże, ksiądz kapelan jest o wiele potrzebniejszy na tym świecie niż my, modlimy się teraz o to, aby Bóg raczej nas zabrał niż księdza, jeśli jest potrzebna dalsza ofiara”. Ksiądz przetrwał okupację, potem został repatriowany na tzw. „ziemie odzyskane” i dożył 95 lat w opinii świętości (zmarł w 1995 r.).

Modlitwa siostry Stelli szybko zostaje wypełniona. W sobotę 31 lipca otrzymuje wezwanie, aby stawić się wieczorem w komisariacie gestapo, wraz ze wszystkimi siostrami. Stawiły się o 19.30 po nabożeństwie różańcowym. Po godzinnej rozmowie z niemieckim oficerem, podczas której padają zarzuty wspierania partyzantki, siostry zostają wywiezione w kierunku koszar. Wiedzą, że zginą. Nie wiadomo, co wpłynęło na zmianę terminu egzekucji, jednak gestapo przewozi zakonnice na noc z powrotem na posterunek. Noc, niczym tamta w Ogrójcu. Rankiem, w niedzielę 1 sierpnia, siostry zostają rozstrzelane w małym i młodym lesie, pięć kilometrów za Nowogródkiem. Wokół brzózki i sosenki.

Eugenia była nauczycielką spod Suwałk, nosiła przydomek „Siostra Dyscyplina”. O Paulinie mówiono, że była „mało sprytna”, co wówczas uchodziło za spory komplement. Helena „pierwsza do najcięższych robót, nieroztropna w miłości siostrzanej, chce wszystkich wyręczać”. Julia, ledwo umiała czytać i pisać, ponieważ rodzice nie chcieli posyłać córki na lekcje z obawy przed szkodliwym wpływem zrusyfikowanej szkoły (początek XX wieku, zabór rosyjski). Józefa, najprawdopodobniej tylko ranna w momencie egzekucji, ponieważ podczas ekshumacji (1945) znaleziono ją w postawie przykucniętej, przypuszcza się, że skonała przez uduszenie pod pryzmą piachu. Eleonora, „gdzie przeszła, tam był ład, skład i porządek”. Anna, prócz zajęć stricte zakonnych, potrafiła prząść len i wełnę. Jadwiga, z roztargnienia przytachała kiedyś pewnemu wizytatorowi szkolnemu wraz z drugą siostrą kanapę, choć przełożona prosiła tylko o … kanapkę. I Adela (Stella), tymczasowa przełożona klasztoru, obarczona tą godnością po wyjeździe właściwej przełożonej, która wiedziała, że nie podoła w czasie prześladowań.

Polska, jedenaście kobiet. Życie oddane, ale nie utracone. Niepodległość, którą dziś mamy na całego, zrodzona z wielu ofiar, mało znanych jak ta, o której wspominam dziś. Niepodległość i wolność, z życia i męczeństwa jedenastu kobiet i tysięcy innych. Polska dla której trzeba było umierać. Polska dla której warto żyć. Jak najlepiej.

Męczenniczki nowogródzkie, rozstrzelane 1 sierpnia 1943 roku

S. Stella – Adela Mardosewicz, lat 55, pochodząca z okolic Pińska;
S. Imelda – Jadwiga Żak, lat 51, z Oświęcimia;
S. Rajmunda – Anna Kukołowicz, Lat 51, z Wileńszczyzny;
S. Daniela – Eleonora Jóźwik, lat 48, z Podlasia;
S. Kanuta – Józefa Chrobot, lat 47, z ziemi Wieluńskiej;
S. Sergia – Julia Rapiej, lat 43, z okolic Grodna
S. Gwidona – Helena Cierpka, , lat 43, z Poznańskiego;
S. Felicyta – Paulina Borowik, lat 37, z Podlasia;
S. Heliodora – Leokadia Matuszewska, lat 37, z Pomorza;
S. Kanizja – Eugenia Mackiewicz, lat 39, z Suwałk
S. Boromea – Weronika Narmontowicz, lat 27, z okolic Grodna

Modlitwa za przyczyną Sióstr Męczenniczek z Nowogródka:
Boże, nasz Ojcze, Twój Syn, Jezus, powiedział, że nie ma większej miłości niż oddać życie za drugiego człowieka. Siostra Stella i jej współsiostry dobrowolnie wybrały śmierć, by ratować braci. Ty przyjąłeś ich ofiarę. Przez wstawiennictwo Błogosławionych Sióstr usłysz nasze prośby, które zanosimy do Ciebie w imię Jezusa, naszego Pana. Amen.

 

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

TERAZ MOŻE BYĆ JUŻ TYLKO LEPIEJ

Wtorek 3 września 2013

Pewien poważny przestępca siedział w celi w oczekiwaniu na datę wykonania wyroku śmierci. Któregoś poranka usłyszał kroki na korytarzu przed celą i zgrzyt klucza w zamku. Drzwi się otworzyły a nieznany człowiek nakazał skazańcowi iść za sobą. Poszedł w przekonaniu, że po raz ostatni ma do czynienia z życiem.

 

Kiedy wyszli na dziedziniec więzienny nieznajomy zakomunikował spokojnie:

 

– Jesteś wolny.

 

Skazaniec zaniemówił, nie wierzył. Niespodziewany wybawca skierował rękę w przestrzeń dziedzińca, na końcu którego stał wielki krzyż z figurą Chrystusa rozpiętą na drzewie.

 

– Jesteś wolny – powtórzył – za ciebie wyrok został  już wykonany.

 

Ta zasłyszana opowiastka ma mocne i potrzebne każdemu z nas przesłanie. Mamy w swoich życiorysach przeróżne głupstwa, hańby, świństwa, grzechy i kolekcje zła. Można samemu sobie wydać wyrok i patrzeć z nienawiścią na swoje odbicie w lustrze.

A można też z wiarą popatrzeć na krzyż. Karę za wszystkie nasze winy i zła poniósł Chrystus. A odrywając oczy od krzyża możemy zacząć nowe życie, nie wlokąc za sobą smutnej pamięci o ciemnych stronach życiorysu.

Tak, wyrok za nasze winy został wykonany. Teraz już może być tylko lepiej.

Itinerarium , , ,