SZTUKA NAWRACANIA

Sobota 21 września 2013

 Pewien znajomy muzułmanin opowiedział mi pouczającą historię ze swojego życia. W Lublinie mieszka już prawie od 25 lat, poznał polskie zwyczaje i tradycje, ma polskie obywatelstwo. Dzieci chodzą na katolicką katechezę, uczą się tam przecież dobrych rzeczy.

Człowiek chcąc szczerze przyjąć wiarę katolicką nawiązał znajomość z proboszczem w swojej parafii. „Niech mnie ksiądz nawróci!” – poprosił. Ksiądz przystał chętnie, umówili się na comiesięczne spotkania, podczas których muzułmanin zadawał pytania, dociekał i porównywał to co usłyszał z islamem, w którym był wychowany. Dyskusje bywały długie i ciekawe.

Po trzech latach proboszcz zaprosił swojego rozmówcę i oznajmił:

 

– Wie pan co, zaprzestańmy tych spotkań. Ja jednak mimo wszystko nie przejdę na islam.

Itinerarium , , , ,

NIKOGO NIE ZAPOMNIEĆ

Piątek 20 września 2013

Z biegiem lat gromadzę w pamięci coraz więcej ludzi, których spotkałem w różnych chwilach życia, część z nich jest już w tej części pamięci, którą nazywamy świętą. Czasem zastanawiam się dlaczego wciąż kogoś pamiętam, mimo, że spotkałem go przelotnie, raz albo dwa razy.

Pamięć, tak myślę, jest przestrzenią duszy, gdzie stale przy kimś jesteśmy. Jeśli kogoś nosimy w pamięci jest nam bliski i mamy z nim więź. A zapomnienie jest jedną z najgorszych rzeczy, która może nam się przydarzyć.

Może z tego powodu znajdziemy w Piśmie Świętym deklarację „A gdyby nawet matka zapomniała, ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49). Kiedy żegnamy się z ludźmi po jakimś spotkaniu, wspólnie przeżytym wyjeździe, zapewniamy, że będziemy o sobie pamiętać. „Pamiętaj o mnie, nie zapomnij!” – słyszymy czyjąś prośbę. I wiemy, jaką przykrość czujemy, gdy ktoś o nas zapomni. Pamięć o kimś nie oznacza od razu jakiejś szczególnej formy aktywności, choć ważne są listy, maile, telefony, nawet krótkie spotkania.

Pamięć jest także formą modlitwy utkanej z obrazów, zasłyszanych zdań i wyznań, ożywianych na chwilę uczuć i przeżyć. We wzajemnej pamięci tworzymy wspólnotę bliskich osób. Pamięć o ludziach jest w jakimś sensie naśladowaniem samego Boga, który nigdy nie zapomina.

Dobry łotr wołał w swojej ostatniej chwili: „Jezu, pamiętaj o mnie gdy przyjdziesz do swojego królestwa”. Pamiętaj o mnie!

Kończąc ten wpis, odnajduję w swojej pamięci wielu z Was, czytelników, odnajduję miejsca i słowa, spotkania i modlitwy z wieloma ludźmi. I choć może koślawo tłumaczę, wiem, że tak trzeba, że nie wolno zapomnieć nikogo.

Itinerarium , ,

JEZU UFAM TOBIE DZIAŁA

Czwartek 19 września 2013

 Historię szczęśliwego chłopaka, który zdobył fantastyczną dziewczynę znam z drugiej ręki. Nawet nie wiem jak ma na imię, za to podzielę się z wami skuteczną metodą, jakiej młodzian użył.

Z tego co wiem chłopak miał mało atutów, ani jakiś nadzwyczaj przystojny ani bogaty ani geniusz. Jak usłyszałem, najwyżej trzecia liga, cokolwiek mogłoby to oznaczać. Spotkał pannę nadzwyczajną, ale wszyscy dookoła odradzali, że nie ma żadnych szans. Gość posłuchał rad z lewa i prawa i oznajmił, że idzie na „Jezu ufam Tobie!” W praktyce oznaczało to, że śmiało zabiegał o względy dziewczyny, opowiadał jej miłe rzeczy, najchętniej dowcipy i obiecywał, że tylko z nim może być szczęśliwa. Zadziałało, ślub będzie w ostatnią sobotę października. Chłopak chwalił się mojemu znajomemu, że w ogóle stosuje zasadę „Jezu ufam Tobie”, to znaczy, że robi co może i jak może, ale najbardziej wierzy we wsparcie Pana Jezusa. W dość szczęśliwych okolicznościach zdobył niezłą pracę i za nieduże pieniądze pojechał zdobywać jakieś szczyty na Kaukazie. Proszę sobie nie myśleć, że podaję tutaj jakąś poradę matrymonialną albo dewizę teologiczną. Po prostu są ludzie, którzy mają niezwykły dar ufności w bliskość Pana Jezusa i to działa.

Ta historia przywiodła mi na myśl ewangeliczny przypadek, gdy św. Piotr chodził po jeziorze, obok był (na wszelki wypadek) Pan Jezus. Pomyślałem też o Maksymilianie Kolbe, który wedle podobnej zasady ufności założył Niepokalanów w Polsce i Japonii (a także w Chinach i Indiach), uruchomił „Rycerza Niepokalanej” (milion egzemplarzy) i prawie, że stworzył radio i telewizję; w tym celu został nawet członkiem Polskiego Związku Krótkofalowców. I pomyślałem także o Karolu Wojtyle, chłopaku z Wadowic (zwolenniku zasady „Totus Tuus”), który jak wiadomo  miał do zaoferowania światu jedynie wiarę, nadzieję i miłość.

Wiele rzeczy w życiu nie udaje nam się jedynie dlatego, że nie stosujemy zasady „Jezu ufam Tobie!” Jak jednak czytacie, to działa!

Itinerarium , , , , ,

POLAK CO KOCHAŁ DZIŚ

Wspomnienie św. Stanisława Kostki Środa 18 września 2013

Streściłem kiedyś życiorys św. Stanisława Kostki grupie nastolatków, streściłem po swojemu. I usłyszałem komentarz, w ich języku: „Chłop z j …..!”, co było komplementem.

Dzisiaj rzadko kto szuka wzorów do naśladowania, zwłaszcza wśród świętych. Ten młody Polak wiedział czego chce w życiu, a znalazł to w sobie. Przedziwne, że dziś bardzo wielu ludzi odwzorowuje w swoim życiorysie pomysły z seriali, rankingów płac i top list popularności. Stanisław chciał zostać jezuitą, w tym celu rozstał się z rodziną i pieszo poszedł przez Alpy z Wiednia do Rzymu. W szesnastym wieku to nie był jakiś ekstremalny wyczyn napalonego turysty ale krańcowo niebezpieczne ryzyko. Coś od środka pchało go w drogę, wbrew ówczesnym schematom i modom, mógł bez problemu zostać celebrytą na mazowieckich salonach.

Nie skończył na planach, ale zrealizował je w zasadzie do końca, płacąc cenę życia, coś jakby według zasady „Lepiej krótko płonąć niż długo kopcić!” Umierał mając niespełna osiemnaście lat, wyczerpany i chory, ale chyba miał to czego pragnął.

Nie doradzam nikomu szarżować po skalnych ostępach i na siłę udowadniać rodzicom, że jesteśmy mądrzejsi. Świętość i zbawienie polegają na tym, aby zrealizować swoje najgłębsze pragnienia. W gruncie rzeczy lepiej być sobą w wieku lat osiemnastu niźli odgrywać kolejną nieswoją rolę po siedemdziesiątce.

Życie jest jedno, jedyne, choć bardzo wielu ludzi to prawdziwe odkłada na jakieś diabelskie „kiedyś”. Kiedyś pokochamy całym sercem Pana Boga, kiedyś oddamy się ludziom, kiedyś będziemy sobą. Po to przypominam Stanisława Kostkę, żeby to wszystko zrobić dziś.

Itinerarium , , , , , ,

W NIEDZIELĘ SIEDEMNASTEGO WRZEŚNIA O PIĄTEJ RANO

Wtorek 17 września 2013

 O piątej rano w niedzielę siedemnastego września 1939 roku Armia Czerwona ruszyła na pomoc ludowi pracującemu zachodniej Białorusi i Ukrainy, aby wyzwolić go z ucisku polskich kapitalistów. Taką wersję agresji sowieckiej usłyszał polski ambasador w Moskwie tego samego dnia.

Owo wyzwalanie w rzeczywistości oznaczało rzezie i mordy, masowo dokonywane na Polakach z kulminacją w postaci ludobójstwa w Katyniu, Ostaszkowie, Starobielsku i innych miejscach kaźni.

Grodno broniło się do 22 września, słaba ale zdeterminowana strona polska opierała się nawet dwom korpusom sowieckich czołgów. Grażyna Lipińska opisuje, że na jednym z czołgów  czerwonoarmiści przywiązali małego chłopca, żywą tarczę. „Widzę na dalekim czołgu jasną plamę (…) Na łbie czołgu rozkrzyżowane dziecko, chłopczyk. Krew z jego ran płynie strużkami po żelazie. Chłopczyk ma pięć ran od kul karabinowych i silny upływ krwi, ale jest przytomny. W szpitalu otaczają go siostry, doktorzy, chorzy.

 

– Chcę mamy – prosi dziecko.

 

Nazywa się Tadeusz Jasiński, ma 13 lat, jedyne dziecko Zofii Jasińskiej, służącej, nie ma ojca, wychowanek Zakładu Dobroczynności. Danka sprowadza matkę. Nie pomaga transfuzja krwi. Chłopiec coraz słabszy, zaczyna konać. Ale kona w objęciach matki i na skrawku wolnej Polski, bo szpital wojskowy jest ciągle w naszych rękach.” („Jeśli zapomnę o nich”, Paryż 1988).

Bestialstwo sowietów przybierało formy okrutne i wyrafinowane. Żona zamordowanego gen. Józefa Olszyny – Wilczynskiego, dowódcy obrony Grodna, napisała we wspomnieniach: „Widok, który ukazał się moim oczom, był tak okropny, że nie miałam sił iść dalej. Mąż leżał twarzą do ziemi, lewa noga pod kolanem była przestrzelona w poprzek z karabinu maszynowego. Tuż obok leżał kapitan (adiutant) z czaszką rozłupaną na dwoje, na czerepie sterczały zmierzwione, oblepione krwią włosy. Oczy i nos generała stanowiły jedną krwawą masę, a mózg wyciekał uchem …”

Siedemnasty września sprzed 74 lat był początkiem śmiertelnej  zagłady setek tysięcy Polaków z Kresów a dla kolejnego miliona wstępem do zasadniczo bezpowrotnych przesiedleń.  Ziemie Kresowe nigdy też już nie wróciły do Polski.

Nie jestem rusofobem a nawet bardzo lubię kulturę i rosyjskie tradycje. Przyznaję jednak, że komunizm, ten w wersji sowieckiej, ale i polskiej, chińskiej czy kubańskiej jest jedna z najbardziej haniebnych kart naszej ludzkiej historii z XX i XXI wieku. W tej samej mierze wzdrygam się na myśl o Wasiliju Błochinie, jednym z największych zabójców w historii (zastrzelił własnoręcznie ok. 50.000 ludzi, w tym m.in. kilkuset Polaków w Ostaszkowie), o Piotrze Śmietańskim, kacie z więzienia na Mokotowie (zabił m.in. rotmistrza Pileckiego i „Zaporę”), o chińskim Lin Biao z czasów „rewolucji kulturalnej” czy o hołubionym dziś przez niektóre środowiska Che Guevarze, któregom ulubionym sposobem egzekucji był strzał w potylicę. Oczywiście, realizowali w praktyce idee Lenina, Stalina, Bieruta, Mao czy Castro.

Bez morałów dzisiaj, zapisuję tylko, żeby pamiętać.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

CUM LAETITIA NIEPOJĘTA

Poniedziałek 16 września 2013

 Mam naprawdę dość narzekania na przełom pogody, skoki ciśnienia i wcześniejszy mrok. Co rusz słyszę rozmowy na ten temat, a w zasadzie niekończące się sarkanie i ubolewanie.

Jakiś wybitnie złośliwy chochlik nawkładał nam w mózgi płaty ciężkiego ołowiu, przez co wleczemy się ospali i zgryźliwi. Wiem, że żaden wpis w Itinerarium nie zmieni zaraz polskiego malkontenctwa i skłonności do skarżenia się na wszystko i wszystkich. Dlatego dziś raczej piszę pieśń niepojętą.

To ode mnie zależy czy rano cum laetitia spojrzę za okno i zadziwię się wrześniowymi mgłami, jakich nigdzie o tej porze nie ma. To w sobie noszę przyjaźń do wody i nożyków do golenia i do pasty do zębów. Co dopiero powiedzieć o bułkach na śniadanie, z masłem, do tego jajecznica i kawa albo sok. Cum laetitia to wszystko gryzę, połykam i wypijam. Cum laetitia, znaczy z wdzięczną i promienną radością, w podskokach. Ten klimat nosimy w sobie i wcale nie jest pochodną słońca i termometru z plus dwadzieścia. Wdzięczną i promienną radość mamy w sobie i trzeba ją tylko uwolnić z serca i zastosować do każdej rzeczy, którą zajmujemy się od rana. Cum laetitia wstawać, nawiedzać łazienkę, grzać wodę i układać fryzurę. Z tą samą radością można postać w korku i spokojnie odmówić trzy tajemnice różańca albo pouśmiechać się do współpasażerów w miejskim autobusie.

Zanim jednak uwolnimy promienną radość z serca zdążą z niego wyskoczyć dąsy na mgły, krem do golenia, tłoczne jezdnie i w ogóle na ludzi, których jest za dużo w autobusie. Cóż to za beznadziejne życie, mgły i deszcze, ciasno i na dodatek codziennie trzeba myć ręce i zęby, brrr!

Wczoraj pewnie wielu z was było w kościołach. Czasem patrzę jak ludzie idą do kościoła, można by spokojnie podłożyć pod ich krok melodię marszu pogrzebowego albo suity pod gilotyną. Ksiądz zaczyna: „Drodzy bracia i siostry, zebraliśmy się w ten radosny dzień …”, ale mówi takim tonem, że i tak nie damy się nabrać i z całych sił tęsknimy za „Idźcie w pokoju Chrystusa …” Chrystus, żywy i piękny, radosny i niezwykły czeka na każdego z nas w Eucharystii. To akurat treść naszej wiary, ale powiecie „Przestań chłopie!” Jeśli jednak wejdziemy do kościoła cum laetitia to nawet przy czterostronicowym liście episkopatu będziemy szczęśliwi.

Siostry i bracia, cum laetitia zacznijcie ten poniedziałek, z wdzięczną i promienną radością bieżcie do łazienki, do kuchni i jajecznicy, nieście tę radość w sobie i przed sobą w korkach i autobusach, poczęstujcie nią koleżanki i kolegów w pracy (trochę popukają się w głowy na wasz widok). Po to żyjemy! I dlatego śpiewam wam tę pieśń niepojętą!

Itinerarium , , , ,

NIKOGO NIE ZOSTAWIĆ

Kazanie na 24 Niedzielę Zwykłą 15 września 2013

 Na rzymskim  Tor Vergata, trzynaście lat temu, wielkie spotkanie młodych z Janem Pawłem II, ponad dwa miliony uczestników. Uroczystości kończą się, próbujemy się odnaleźć i pozbierać w dużej grupie. Po jakiejś godzinie nadal brakuje jednej dziewczyny, a czas nagli. Mam pod opieką prawie 200 młodych, decyduję, że trzech opiekunów idzie, każdy w inną stronę na poszukiwanie zgubionej.

Szukamy niecałe dwie godziny, mam szczęście, że zajrzałem do polowego ambulatorium. Jest dziewczyna, dochodzi do siebie po zasłabnięciu. Nic nie mówimy, ona aż się trzęsie z radości, że jej nie zostawiliśmy, ja czuję jak fale ulgi ogarniają mnie po wierzchołek głowy. Mam zgubę, możemy wracać do Polski.

Podobne doświadczenie miałem wielokrotnie w życiu, może dlatego przekaz dzisiejszej Ewangelii, o owcy, drachmie i synu, zagubionych i odnalezionych, jest dla mnie jasny i całkowicie prawdziwy.

Wielka radość, że Pan Bóg nikogo z nas nie skreśla, nie wkurza się i nie karze za nasze ucieczki, odejścia, grzechy i głupstwa. Ma ambicję odzyskać każdego z nas. Kocha i nie pozostawi nikogo na pastwę diabła i zgnicia w samotności.

I wielkie zadanie, być pasterzem, zatroskaną kobietą i cierpliwym ojcem. Szukać ludzi, odzyskać każdego. Nie narzekać na nikogo, nie wytykać złej przeszłości, nie napominać i nie prawić morałów. Mamy wielu ludzi do odzyskania.

Nie mogę nikogo zostawić, przecież mogę wziąć na plecy, wynieść z meliny i otworzyć ramiona, przytulić. Odzyskać. Boża strategia.

 

Kazanie dźwiękowe: www.itinerarium.pl

 

LITURGIA SŁOWA

 

(Wj 32,7-11.13-14)
Gdy Mojżesz przebywał na górze Synaj, Bóg rzekł do niego: Zstąp na dół, bo sprzeniewierzył się lud twój, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej. Bardzo szybko odwrócili się od drogi, którą im nakazałem, i utworzyli sobie posąg cielca ulanego z metalu i oddali mu pokłon, i złożyli mu ofiary, mówiąc: Izraelu, oto twój bóg, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej. I jeszcze powiedział Pan do Mojżesza: Widzę, że lud ten jest ludem o twardym karku. Zostaw Mnie przeto w spokoju, aby rozpalił się gniew mój na nich. Chcę ich wyniszczyć, a ciebie uczynić wielkim ludem. Mojżesz jednak zaczął usilnie błagać Pana, Boga swego, i mówić: Dlaczego, Panie, płonie gniew Twój przeciw ludowi Twemu, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej wielką mocą i silną ręką? Wspomnij na Abrahama, Izaaka i Izraela, Twoje sługi, którym przysiągłeś na samego siebie, mówiąc do nich: Uczynię potomstwo wasze tak liczne jak gwiazdy niebieskie, i całą ziemię, o której mówiłem, dam waszym potomkom, i posiądą ją na wieki. Wówczas to Pan zaniechał zła, jakie zamierzał zesłać na swój lud.

(Ps 51,3-4.12-13.17.19)
REFREN: Wstanę i wrócę do mojego ojca

Zmiłuj się nade mną, Boże, w łaskawości swojej,
w ogromie swej litości zgładź moją nieprawość.
Obmyj mnie zupełnie z mojej winy
i oczyść mnie z grzechu mojego.

Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste
i odnów we mnie moc ducha.
Nie odrzucaj mnie od swego oblicza
i nie odbieraj mi świętego ducha swego.

Panie, otwórz wargi moje,
a usta moje będą głosić Twoją chwałę.
Boże, moją ofiarą jest duch skruszony,
pokornym i skruszonym sercem Ty, Boże, nie gardzisz.

(1 Tm 1,12-17)
Dzięki składam Temu, który mię przyoblekł mocą, Chrystusowi Jezusowi, naszemu Panu, że uznał mnie za godnego wiary, skoro przeznaczył do posługi mnie, ongiś bluźniercę, prześladowcę i oszczercę. Dostąpiłem jednak miłosierdzia, ponieważ działałem z nieświadomością, w niewierze. A nad miarę obfitą okazała się łaska naszego Pana wraz z wiarą i miłością, która jest w Chrystusie Jezusie. Nauka to zasługująca na wiarę i godna całkowitego uznania, że Chrystus Jezus przyszedł na świat zbawić grzeszników, spośród których ja jestem pierwszy. Lecz dostąpiłem miłosierdzia po to, by we mnie pierwszym Jezus Chrystus pokazał całą wielkoduszność jako przykład dla tych, którzy w Niego wierzyć będą dla życia wiecznego. A Królowi wieków nieśmiertelnemu, niewidzialnemu, Bogu samemu – cześć i chwała na wieki wieków! Amen.

(2 Kor 5,19)
W Chrystusie Bóg pojednał świat ze sobą, nam zaś przekazał słowo jednania.

(Łk 15,1-32)
Zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie. Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła. Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia. Albo jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata z domu i nie szuka staranne, aż ją znajdzie. A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam. Tak samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca. Powiedział też: Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. Lecz ojciec rzekł do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić. Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego. Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę. Lecz on mu odpowiedział: Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął a odnalazł się.

 

Itinerarium , , ,

JESTEM NA ŚRODKU KRZYŻA

Kazanie na Święto Podwyższenia Krzyż Sobota 14 września 2013

Krzyż zawsze mnie prostuje i porządkuje życie. Jego dwa ramiona wyciągają mnie z mętliku pozornych mądrości. Dookoła mnie dominuje pomieszanie, modny melanż prawdy i kłamstwa (obojętnie co, byle było skuteczne), dobra i zła (wszystko zależy od sytuacji, raz jest coś dobre, raz złe), piękna i brzydoty (co się komu podoba, to piękne). Potrzebuję krzyża jako zasady oczyszczającej i porządkującej życie.

Potrzebuję siły do wyboru prawdy, żeby precz odrzucić kłamstwo, półprawdy, niedopowiedzenia, przeinaczenia i „tak mi się wydaje”.  Krzyż daje mi siłę do wierności dobru, w słowach, gestach i czynach. W dzieciństwie, na Boże Narodzenie przychodził do nas gwiazdor (lokalna wersja św. Mikołaja) i pytał czy byliśmy grzeczni. Po szybkim rachunku sumienia zawsze odpowiadałem dysząc: „Trochę grze … trochę niegrze …” Tamto dziecinne „trochę” było do wybaczenia, dziś wiem, że jest albo – albo, albo dobro albo zło. Pewnie jak każdy kuszony jestem wizją odkładania dobra (do wypowiedzenia, do zrobienia), bo to kosztuje, ograniczania go (przecież tracę wtedy czas i energię) i przypisywania sobie dobra nie swojego. Patrzę na krzyż, dwa ramiona, prosta sprawa, tak jak dobro albo zło.

Krzyż, ponad wszystko jest nie zmyśloną, najprostszą i pewnie dlatego najpiękniejszą opowieścią o miłości. Przy czym nie ma tu alternatywy miłość – nienawiść. Nienawiść jako twarz diabła jest łatwa do odgadnięcia. Wiemy, że nie przystoi nam nienawiść. Myślę, że miłość nie tyle przegrywa z nienawiścią, co raczej z obojętnością. Obojętność jest wyrafinowana, łatwo ją uzasadnić roztropnością – „bez szaleństw”, „bez przesady”. Obojętności chętnie sprzyja inteligentny dystans – „niech się zażynają i biją, nie jestem taki głupi”. Obojętność zasiewa w naszych sercach szyderczą wyższość nad innymi i nad historią – „Mam to w nosie, mam to w d….” Kiedy staję przy krzyżu rozpala się w moim sercu, myślach i siłach mocna wiara w miłość.

Stoję przy krzyżu, patrzę w górę i staram się kochać Boga. Patrzę w lewo i prawo, tak jak wskazuje belka poprzeczna i staram się kochać ludzi. Unoszę głowę, rozciągam swoje ręce i czuję, że istnieję na planie krzyża. Jestem w jego środku, tam gdzie belki się przecinają. Jestem w tym samym miejscu, gdzie w zenicie miłości był On. I chyba dlatego trwam przy prawdzie, dobru i miłości.

 

LITURGIA SŁOWA

 

 

(J 3,13-17)
Jezus powiedział do Nikodema: Nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił – Syna Człowieczego. A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.

Itinerarium , , , , , ,

OD UŚMIECHU DO ŻYCIA WIECZNEGO

Piątek 13 września 2013

Bardzo mnie przejmuje idea nowej ewangelizacji, o której słyszę coraz częściej. Uśmiecham się często, do znajomych i nieznajomych, w tym drugim przypadku czasem wychodzę na głupka, ale się nie przejmuję. Wiem, że ewangelia to dobra nowina i najlepiej aby była także uśmiechnięta. Ludzie wloką ze sobą czarne myśli, złości gromadzone od samego rana, na twarzach mają smutki i zgryzoty. Jak częstuję ich uśmiechem, dziwna sprawa, ale się rozpogadzają i są mocniejsi. I tak ewangelia działa.

Serdecznie witam się z moimi siostrami i braćmi, którzy mają skórę śniadą i czarną i bardzo się cieszę, że mam kolorową rodzinę. Ściskam ich dłonie i robię „misiaka”, czyli takie przytulenie z szeroko otwartymi ramionami. Niektórzy z nich nie jedzą wieprzowiny i świętują w piątki. Jeszcze inni całkowicie serio wierzą, że Matka Boża jest Murzynką, a ja im nie zaprzeczam. To nowa ewangelizacja.

Zatrzymuję się przed przejściami dla pieszych a nawet tam gdzie nie ma zebr, ale gdzie chodzą moje siostry i bracia i spokojnie czekam aż przejdą. Niedawno pewna pani kuśtykała prawie dwie minuty przez jezdnię najwyżej pięciometrową (niektórzy w tym czasie przebiegają całe osiemset metrów). Budowanie cywilizacji miłości to moje hamowanie przed pieszymi, a już szczególnie przy deszczu. Zaprzeczyłbym nowej ewangelizacji, i jakiejkolwiek innej, jakbym ochlapał kogoś brudną kałużą.

Bardzo mnie przejmuje idea nowej ewangelizacji, o której słyszę coraz częściej. W zdrowaśkach znaczące miejsce mają ci, co mnie nie lubią, zresztą pewnie mają za co. Odrabiam codziennie lekcję „miłości nieprzyjaciół” w koronce i różańcu. Kupuję drożdżówki i batoniki dla zaczepiających mnie romskich dzieci, choć nigdy nie daję im pieniędzy. Przyznaję, parę razy źle pomyślałem o politykach, ale przecież nie są idiotami, tylko dyscyplina partyjna niepotrzebnie wzięła górę nad ich zdrowym rozsądkiem.

Wierzę w ciała zmartwychwstanie, grzechów odpuszczenie, życie wieczne. I wierzę, że to wszystko rozpoczyna się od uśmiechów, hamowania przed kałużami i koronki za wrogów.

Itinerarium , , ,

Jesienne wędrowanie ścieżkami Polesia Lubelskiego

 

Wytyczno
20-22 września 2013Polesie jesienią czaruje wielością barw, kształtów i dźwięków. To dobry czas na wędrówkę pośród łąk i pól osnutych mgłami. Warto wybrać się na spotkanie ze stadami żurawi czy szykującymi się do rykowiska jeleniami.
W tej, z pozoru tylko monotonnej krainie, w oderwaniu od zgiełku miast i codziennych obowiązków można odnaleźć spokój i harmonię.

Zapraszamy do wspólnego wędrowania po mało uczęszczanych poleskich ścieżkach. Zaplanowaliśmy w sumie kilkanaście kilometrów marszu przez ciekawe przyrodniczo tereny. Nie zabraknie także ciszy, refleksji i modlitwy.
Zatrzymamy się w słynącym z gościnności i wspaniałej atmosfery Domu Sióstr Nazaretanek w Wytycznie. Rozpoczynamy w piątek 20 września o godzinie 18.00, zakończenie przewidujemy w niedzielę ok. godziny 15.00.
Zapewniamy zakwaterowanie i wyżywienie i przepiękne trasy.

Szczegółowy program przesyłamy po otrzymaniu zgłoszenia. Osoby niepełnoletnie mogą uczestniczyć w wyjeździe za pisemną zgodą rodziców. Na zgłoszenia czekamy do 17 września.

Organizator: Zgromadzenie Sióstr Nazaretanek w Wytycznie

Zgłoszenia i informacje:

Justyna Orłowska,

justynaorlowska84@gmail.com

tel. 81 – 5342652 pn.-pt. w godz. 10.00 – 18.00

Itinerarium , , ,