DZIECI JUŻ WIEDZĄ

Poniedziałek 2 września 2013

Gdzie jest Pan Bóg? – pytałem kiedyś dzieci. Część uniosła palce w górę wskazując na nieboskłon. Inne pokazały na krzyż i tabernakulum. Zasadniczo wszystkie miały rację.

Dzieci trochę się zdziwiły, kiedy najpierw skierowałem palec na siebie a potem na jedno z nich. „We mnie i w tobie” – nauczałem.

Dzieci przez chwilę się dziwiły, ale zaraz zaczęły paluszkami pukać się w okolice swoich serc i w korpusy swoich sąsiadów. Dzieci już wiedzą.

Itinerarium , , ,

Z NAJNIŻSZEJ PÓŁKI DO NIEBA

Kazanie na 22 Niedzielę Zwykłą 1 września 2013

 Przeważnie słyszymy tylko początek Ewangelii, potem już myślimy o obiedzie. Proponuję aby dzisiejszą czytać od końca. Odpłatę otrzymasz przy zmartwychwstaniu. Tu jest klucz do reszty, czyli opowieści o uczcie. Jeśli nie wierzymy w zmartwychwstanie, dajmy sobie spokój. Jeżeli jednak widzimy swoją przyszłość po śmierci, to warto zrozumieć o co chodzi z ucztą.

Kto się poniża, będzie wywyższony. Mam takie przeczucie, że z tych najniższych półek najbliżej jest do wiecznego szczęścia. Ci, co wepchali się na świeczniki za życia, często po plecach innych, mogą mieć problem. Na tych najniższych półkach, nie tylko w czasach Jezusa ale i dziś są ubodzy, ułomni, chromi i niewidomi. A także samotni, skrzywdzeni, bezdomni, przygłusi i jąkały.

Ponieważ wierzę w zmartwychwstanie, trzymam się takiego towarzystwa. To towarzystwo Jezusowe, wspólnota szczęśliwych na zawsze.

 

Kazanie dźwiękowe: www.itinerarium.pl

Liturgia słowa

 

(Syr 3,17-18.20.28-29)
Synu, z łagodnością wykonuj swe sprawy, a każdy, kto jest prawy, będzie cię miłował. O ile wielki jesteś, o tyle się uniżaj, a znajdziesz łaskę u Pana. Wielka jest bowiem potęga Pana i przez pokornych bywa chwalony. Na chorobę pyszałka nie ma lekarstwa, albowiem nasienie zła w nim zapuściło korzenie. Serce rozumnego rozważa przypowieści, a ucho słuchacza jest pragnieniem mędrca.

(Ps 68,4-7.10-11)
REFREN: Ty, dobry Boże, biednego ochraniasz

Sprawiedliwi cieszą się i weselą przed Bogiem,
i rozkoszują radością.
Śpiewajcie Bogu, grajcie Jego imieniu,
cieszcie się Panem, przed Nim się weselcie.

Ojcem sierot i wdów opiekunem
jest Bóg w swym świętym mieszkaniu.
Bóg dom gotuje dla opuszczonych,
jeńców prowadzi ku lepszemu życiu.

Deszcz obfity zesłałeś, Boże,
Tyś orzeźwił swoje znużone dziedzictwo.
Twoja rodzina, Boże, znalazła to mieszkanie,
które w swej dobroci dałeś ubogiemu.

(Hbr 12,18-19.22-24a)
Nie przystąpiliście do dotykalnego i płonącego ognia, do mgły, do ciemności i burzy ani też do grzmiących trąb i do takiego dźwięku słów, iż wszyscy, którzy go słyszeli, prosili, aby do nich nie mówił. Wy natomiast przystąpiliście do góry Syjon, do miasta Boga żyjącego, Jeruzalem niebieskiego, do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste zebranie, do Kościoła pierworodnych, którzy są zapisani w niebiosach, do Boga, który sądzi wszystkich, do duchów sprawiedliwych, które już doszły do celu, do Pośrednika Nowego Testamentu – Jezusa.

(Mt 11,29ab)
Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem.

(Łk 14,1.7-14)
Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. I opowiedział zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali. Tak mówił do nich: Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by czasem ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: Ustąp temu miejsca; i musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie ci: Przyjacielu, przesiądź się wyżej; i spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony. Do tego zaś, który Go zaprosił, rzekł: Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych.

 

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

CZASEM RĘKA ŚWIERZBI

Sobota 31 sierpnia 2013

 Twarz Gienka wygląda jak po alternatywnej operacji plastycznej. Nosi znaki po nożu, ospie, mordobiciach i niewygojonych wrzodach. Jej kształt rzeźbiony jest przez codzienną dawkę taniego wina, mrozy, wiatry i słońce. Bruzdy układają się w sieć nieregularnych skrzyżowań, biegnących we wszystkie możliwe strony. Oczy Gienka pojawiają się rzadko, chyba, że jakimś cudem uda mu się unieść nabrzmiałe powieki. Kiedy Gienek się cieszy, a zdarza się to często, dudni mu cała twarz, bruzdy i blizny, powieki z ukrytymi w nich głęboko oczami. Nawet jakbym miał wątpliwości, zawsze w takich sytuacjach wyrywa mu się kilkukrotne „he, he, he”. A jak Gienek jest wkurzony, ścieka mu ślina z ust a on sam mruczy „mhmmhm” albo coś podobnego.

Przy całej swojej naturalnej szpetności nigdy nie nazwałbym twarzy Gienia gębą. W jego obliczu jest prawda, radość jest radością, złość złością, ból bólem. To twarz z trudnym życiorysem, niezwykle bogata, dobry temat na wiersz.

Twarz pana Iks, odmówmy mu imienia, to twarz Bardzo Ważnej Osoby (VIP). Kształtna, zadbana, wygolona każdego dnia, pachnąca i czysta. Czysta, umyta, wymyta i nawilżona właściwym kremem. Właściwie to ładna buzia, mogłaby spokojnie gościć na pierwszej stronie kolorowego tygodnika.

Iks czasem miewa twarz inteligenta, ukończył studia i lubi opowiadać, że wszystkie egzaminy zdał w pierwszym podejściu. Iks jest nie byle kim, zarządza ważnym odcinkiem w znanej firmie. Kiedy mówi, można szybko poznać deklinację słowa „ja”. Pomiędzy „mną”, „mi” i „mnie”, pojawiają się sukcesy: „zrobiłem”, „załatwiłem”, „przeprowadziłem”, „zdobyłem”. Iks kłamie, choć parę razy mówił o prawdzie, jak słyszałem. Najgorzej, że skrzywdził przynajmniej kilku ludzi, ale tak z kulturą , zakulisowo, z pozoru bez śladów.

Z Iksem spotykam się czasem, bo muszę i powinienem, z Gienkiem bo lubię i cenię. Tak, jak napisałem, twarzy Gienka nigdy nie nazwałbym gębą. Z kolei Iksowi chętnie dałbym parę razy w mordę, ale hamuję się, bo determinuje mnie dobre wychowanie. Ale świerzbi mnie, świerzbi!

Przypuszczam, że większość z was odnajduje się w podobnych historiach, jak te, które opisałem. I przypuszczam, że niejednego z was też świerzbi ręka. Wierzę jednak, że jesteście dobrze wychowani. Jakby jednak ktoś nie wytrzymał, przypomnę, że za bicie w mordę łobuza rozgrzeszenie się należy.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

WOJNA W MOJEJ RODZINIE

Piątek 30 sierpnia 2013

 Boję się tej nowej wojny w Syrii. Nie boję się o siebie, bo żadne bomby nie polecą na mój kraj i na mnie. Spadną jednak na wielu niewinnych ludzi. Wiem, wielu niewinnych ludzi już zginęło w Syrii.

Bardzo precyzyjne pociski i rakiety amerykańskie i inne, dosięgną nie tylko żołnierzy dyktatora al-Asada. Zburzą domy w których mieszkają ludzie, którzy chcą jedynie spokojnie żyć. Pomnożą liczbę wdów i sierot. Zniszczą szkoły, sklepy, podwórka. Okaleczą dzieci i bezradnych starców. Będziemy te sceny oglądać w telewizorach i na portalach, bo tu właśnie toczyć się będzie dla nas wojna.

Jakieś dwadzieścia lat temu polska grupa KSU śpiewała o płonącym Libanie, któremu nikt nie chciał pomóc, do dziś zresztą nie pomógł (tekst poniżej). Czuję, że śpiewanie o wojnie nic albo niewiele pomaga. Czytam, że prawo międzynarodowe zezwala na konwencjonalne formy wojen (karabiny, czołgi, haubice, etc.), zabrania użycia broni chemicznej. Zabijanie jest dozwolone, wytruwanie zabronione.

Wojny kojarzę z opowieści, starsi wspominali tę światową, od Czeczenów wiem jak było całkiem niedawno, znam ich wdowy i sieroty, historie o paleniu całych wiosek. Wojna to trupy, czasem całe zwały trupów, szybkie pogrzeby, to odgłosy jęczących rannych i konających. Dymy, pożary, wszystkie noce niespokojne, buczenie nadlatujących samolotów, eksplozje bomb, terkot karabinów. Zgliszcza, ruiny, kikuty domów, leje na drogach. Dziesięć, piętnaście lat potem będą parady weteranów i sensacyjne filmy.

Boję się tej wojny w Syrii, wszystkich płaczów i lamentów kobiet, przerażenia i   śmierci dzieci, tułaczki setek tysięcy uchodźców. Boję się i bezradnie modlę. Boję się każdej wojny w mojej rodzinie.

 

KSU Liban

 

Bejrut, Trypoli, Sydon, Tyr się palą
Kule napalm masakra bomby wybuchają
Gwiazda dawida i krzyże na sztandarach
Al Fatach i półksiężyc a Liban na kolanach

Kolejny rok a Liban płonie
Obłędny taniec nad własnym grobem
W imię Chrystusa i Mahometa
Żywe torpedy giną w płomieniach

Zabito 5000 trudno sprawcę znaleźć
Zabito prezydenta morderca jest nieznany
Czołgi rożnej produkcji złote plaże zorały
Liban płonie w ogniu lecz krwi ciągle za mało

Kolejny rok a Liban płonie
Obłędny taniec nad własnym grobem
W imię Chrystusa i Mahometa
Żywe torpedy giną w płomieniach

Gdzie stały dumne banki dziś w bólu i zamęcie
Przebiega linia frontu Bejrut jest miastem śmierci
Wyrok śmierci na Liban zaocznie gdzieś wydano
Libański cedr usycha lecz krwi ciągle za mało

Kolejny rok a Liban płonie
Obłędny taniec nad własnym grobem
W imię Chrystusa i Mahometa
Żywe torpedy giną w płomieniach

 

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , ,

ABSURD DLA KAŻDEGO

Czwartek 29 sierpnia 201 3

 Impreza urodzinowa, alkohol, intryga zblazowanej kobiety, piękna dziewczyna, wreszcie nocna egzekucja i ucięta głowa wniesiona na misie do sali pałacowej. Absurdalny scenariusz, zwieńczony śmiercią św. Jana Chrzciciela (patrz niżej). Co więcej, absurd ten jest w jakiś sposób częścią historii zbawienia.

Absurd jest silnie spokrewniony ze złem, wymyka się wszelkiej logice. Kiedy znajdziemy się w sytuacji absurdalnej, możemy popaść w rozpacz lub całkowite zwątpienie. Przypuszczam, że wcześniej czy później doświadczy tego każdy z nas.

Trzynastego grudnia (1981) dla wielu z mojego pokolenia nastąpił czas kompletnego absurdu. Marzyliśmy o wolności, jeszcze roztańczeni Solidarnością, nagle nocą wjechały czołgi, ruszyły internowania i aresztowania, godzina milicyjna, zamknięte szkoły, uniwersytety. Bez sensu, absurd. W tym przypadku absurd spowodowany przez ludzi. Jeszcze wcześniej, pamiętam z dzieciństwa koszmarny wypadek jednego z moich wujów, przygniecionego przez świeży sufit w hali produkcyjnej. Młody człowiek, osierocił dwójkę dzieci.

Musimy wiedzieć trzy rzeczy. Jedynie pewnie niektóre królewny i nieliczni królewicze mają szansę na ominięcie absurdu. Po drugie, czy to zbieg okoliczności czy świadome działanie innych ludzi, sprowadzą na nas doświadczenie absurdu.

I po trzecie, najważniejsze, absurdy są formą gęstej, nieprzejrzanej mgły, kiedy wydaje się, że nie znajdziemy wyjścia a wszystko jest bez sensu. Ufności i cierpliwości! Każdy kto ufa ma dość siły, aby wyjść jeszcze mocniejszy po doświadczeniu absurdu. Chciałbym wam o tym zaśpiewać, ale umiem tylko napisać.

 

PS. 29 sierpnia obchodzimy wspomnienie męczeństwa św. Jana Chrzciciela.

 

Ewangelia

 

(Mk 6,17-29)
Herod kazał pochwycić Jana i związanego trzymał w więzieniu, z powodu Herodiady, żony brata swego Filipa, którą wziął za żonę. Jan bowiem wypominał Herodowi: Nie wolno ci mieć żony twego brata. A Herodiada zawzięła się na niego i rada byłaby go zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, znając go jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a przecież chętnie go słuchał. Otóż chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę swym dostojnikom, dowódcom wojskowym i osobom znakomitym w Galilei. Gdy córka tej Herodiady weszła i tańczyła, spodobała się Herodowi i współbiesiadnikom. Król rzekł do dziewczęcia: Proś mię, o co chcesz, a dam ci. Nawet jej przysiągł: Dam ci, o co tylko poprosisz, nawet połowę mojego królestwa. Ona wyszła i zapytała swą matkę: O co mam prosić? Ta odpowiedziała: O głowę Jana Chrzciciela. Natychmiast weszła z pośpiechem do króla i prosiła: Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela. A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i biesiadników nie chciał jej odmówić. Zaraz też król posłał kata i polecił przynieść głowę jego. Ten poszedł, ściął go w więzieniu i przyniósł głowę jego na misie; dał ją dziewczęciu, a dziewczę dało swej matce. Uczniowie Jana, dowiedziawszy się o tym, przyszli, zabrali jego ciało i złożyli je w grobie.

Itinerarium , , , ,

POROZMAWIAJ ZE SOBĄ

Środa 28 sierpnia 2013

 Przyznaję, zdarza mi się rozmawiać ze sobą, nigdy jednak nie gadam sam do siebie. Kiedy rozmawiam ze sobą nie zawsze rozmawiam ze sobą. Brzmi to może dziwnie i paradoksalnie.

Św. Augustyn, patron dzisiejszego dnia rozpoczyna swoje „Solilokwia” od interesującego zapisu: „Kiedy długo już roztrząsałem sam ze sobą liczne i różne zagadnienia, kiedym pilnie badał samego siebie i dobro moje, a także zło, którego unikać należy, odezwał się do mnie niespodzianie głos jakiś. Czy to ja sam mówiłem, czy ktoś inny poza mną, a może we mnie – tego nie wiem i właśnie z wielkim trudem staram się dowiedzieć.” Augustyńskie Solilokwia to rozmowy wewnętrzne, jakie autor prowadził sam ze sobą i na szczęście zapisał.

O ile gadanie do siebie może być groźne i wymagać pomocy terapeuty, to rozmowa ze sobą jest koniecznym warunkiem zrozumienia siebie, sensu życia i odnalezienia Boga.  Czemu rozmawiam ze sobą? Dialog w myślach, w strefie pragnień i uczuć najpierw daje mi wewnętrzną siłę, bez której nie byłbym zdolny do miłości. Tak, źródło siły jest we mnie, jeżeli umiem do siebie dotrzeć. Poza siłą, wewnętrzna rozmowa jest dla mnie bastionem wolności. Jeżeli nie rozmawiam ze sobą, zagraża mi powódź pierdoł z Internetu, bzdur emitowanych przez talk – showy i słowotoki nieustannie „gadających głów”.  Z konieczności życiowej brodzę codziennie w brudnej wodzie, przeglądając portale i podsłuchując dzienniki radiowe. Dopiero wewnętrzna rozmowa pozwala mi zanurzyć się w czystym strumieniu pokoju, cichej radości i żywej nadziei.

Zaryzykuję także stwierdzenie, że bez solilokwiów nigdy nie usłyszymy Boga. Modne dziś latanie po różnych kościołach (które zyskało już niemal naukową nazwę „churchingu”), w celu słuchania kolejnych kaznodziei nie zastąpi najtrudniejszej sztuki, sztuki rozmowy ze sobą samym. Kto biegnie po Pana Boga do dziesięciu kościołów, żadnego Boga nie spotka, dopóki nie zajdzie do świątyni serca i nie wejdzie w dialog z Bogiem tam właśnie oczekującym. Jeszcze raz powtarzam, że Pana Boga raczej przynosimy do kościołów w sercach, niźli Go stamtąd wynosimy.

Kiedy rozmawiam ze sobą, wiem kim jestem i jaki jestem, niczego nie muszę udawać. Dojrzewam wtedy także do pięknego dialogu z innymi ludźmi, żeby nie gadać i paplać, ale budować trwałe mosty, po których swobodnie i pewnie możemy ku sobie przechodzić. Tu jest tajemnica jedności duchowej, której tak bardzo jesteśmy spragnieni.

Rozmawiam ze sobą, żeby być sobą, żeby być z tobą i żeby trwać w Bogu.

 

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

FRYTKI DWIE I MIGOCĄCE ZASTĘPY GWIAZD

Wtorek 27 sierpnia 2013

Rozwrzeszczany malec, na środku deptaka głośno domaga się od matki:

 

– Ja chcę frytki! Frytki!

– Chodź, zaraz będziemy na obiedzie.

– Frytki! Ja chcę frytki!

– Nie dostaniesz teraz frytek, bo potem nie zjesz obiadu!

– Mamo! Ja chcę frytki!

 

Pół ulicy już wie o marzeniu berbecia, matka kapituluje.

 

– Dobrze! Ile chcesz tych frytek?

– Dwie! Dwie!

 

W tym przypadku żądanie malca nie było wygórowane, ale mam wrażenie, że coraz więcej ludzi, zwłaszcza młodych, żyje  w przekonaniu, iż rzeczy i różne dobra po prostu im się należą. A jeśli rzeczywistość stawia opór należy głośno krzyczeć i wydrzeć wrzaskiem oczekiwaną rzecz czy pozycję.

Pretensjonalne podejście do życia może przerodzić się, w przypadku niepowodzenia, w zgryzotę i rozgoryczenie, co potem na przykład  można wyczytać w formie i treści wpisów na forach internetowych.

Ostatnio dość często jeżdżę wąską ale w miarę równą dróżką. Jezdnia ma najwyżej trzy metry szerokości, przy mijaniu się z innym samochodem trzeba zjechać na pobocze lub na chwilę zatrzymać się w zatoczce. Zwykle przy takich manewrach większość kierowców, którym w ten sposób ustępuję drogi, podnosi rękę w geście podziękowania, ja robię tak samo. Wiele razy ze zdziwieniem jednak spotkałem się z inną i szokującą reakcją, mianowicie kierowca nadjeżdżający z przeciwka ciśnie co sił na klakson, wyraźnie domagając się pierwszeństwa i ustąpienia drogi, nawet nie myśląc o zwolnieniu. Jasne, zjeżdżam na pobocze, może gość jedzie z żoną na porodówkę? Ale żeby tak pięciu czy sześciu dziennie, na małej krętej dróżce? Poza tym nie czuję się nikim specjalnie ważnym i dlaczego nie miałbym kogoś przepuścić.

Co krok życie stwarza nam okazję do wdzięczności i życzliwości. Proste gesty i słowa okazywane ludziom wzniecają w nich poczucie słusznej godności. Ludzie, ponieważ są ludźmi, mają prawo do naszej sympatii, ciepła i serdeczności. Szanujemy w ten sposób godność człowieka, może nieświadomie wyznając prawdę, że ludzie są godni dobra ze strony innych, bo noszą w sobie podobieństwo do samego Boga.

Za frytki, nawet dwie, i za ustąpienie drogi, warto dziękować, wcale się nam nie należą. Kto gdera i rzęzi, gromadzi chmury smutków. Kto dziękuje i rozsyła radosne uśmiechy, rozpala żar słońca i migocące zastępy gwiazd.

Itinerarium , , , , , , ,

SMACZNY CHLEB I DOBRY WIERSZ

Poniedziałek 26 sierpnia 2013

 Pan Adam piecze chleb od prawie 40 lat. Najpierw wieczorem przygląda się mące, potem pilnuje termometrów przy wielkich piecach. Nocne życie to dla niego piekarnia. Wie, że rankiem jego bochny trafią na stoły kilku tysięcy ludzi i nie może być fuszerki. Chleb musi być chlebem, bo ludzie są głodni i czekają na dobry chleb. Pan Adam z załogą robi dobry chleb i dzięki temu nasza modlitwa „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj” jest pomyślnie wysłuchana.

Z kolei pan Bogdan nawet nie wie, że owocnie współpracuje ze św. Krzysztofem. Naprawia samochody, najpierw osłuchuje dźwięki silników, ich terkot podpowiada mu co należy leczyć. Trochę mnie rozbawiło, jak z powagą mówił o swojej pracy, że to leczenie a nie jakaś mechanika pojazdowa. Póki co nie ogłasza się, że leczy samochody, ale faktycznie pan Bogdan samochody kocha i rozumie oraz skutecznie je uzdrawia. Modlimy się do św. Krzysztofa o szczęśliwe podróże i zwykle się nam udają. To efekt współpracy pana Bogdana z patronem kierowców.

Wszystko, co robimy dobrze, pieczenie chleba, naprawianie samochodów, pisanie wierszy i artykułów, malowanie ścian i doprawianie bigosu, w gruncie rzeczy jest współpracą z wielkim Bożym planem. Niczego nie możemy schrzanić, bo ludzie czekają od Pana Boga na smaczny chleb, sprawne auto, piękny wiersz, mądry artykuł, równą białą ścianę i pikantny bigos. Robimy dobrze swoje codzienne rzeczy, nic nadzwyczajnego. Przez nas idzie dobro, dla szczęścia ludzi i na chwałę Pana Boga.

Itinerarium , , , , , ,

W GALERII ZBAWIONYCH

Kazanie na 21 Niedzielę Zwykłą 25 sierpnia 2013

 Żydzi mieli zbawienie zaklepane, byli obrzezani, płynęła w nich ta sama krew co u Abrahama i Mojżesza, mieli szabat i Prawo. Złowrogo musiały zabrzmieć w ich uszach słowa: „ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym”.

My jesteśmy tymi, którzy przychodzą akurat z północy (geograficznie względem Izraela), z szansą na zbawienie. Z szansą. Nie przemawiają za nami argumenty: jesteśmy z rodu Jana Pawła II, mamy Matkę Bożą za Królową Polski, co krok na naszej ziemi stoją krzyże i kapliczki. Pochodzenie z pokolenia Abrahama, Izaaka i Jakuba także nie dawało gwarancji zbawienia.

Patrząc w galerię już zbawionych, widzę tam Dobrego Łotra, Marię Magdalenę, św. Piotra, setnika z Kafarnaum, miłosiernego Samarytanina. Poganie, nieobrzezani albo ewidentni grzesznicy. Ale to jednocześnie galeria ludzi, którzy uwierzyli i poszli drogami miłości. Ze wschodu i z zachodu, z południa i z północy, co za różnica. Biali i czarni, żółci i brązowi, co za różnica. Skądkolwiek byśmy nie szli, wiara i miłość otworzą nam drzwi Zbawienia o każdej porze.

 

Kazanie dźwiękowe: www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

 

(Iz 66,18-21)
Ja znam ich czyny i zamysły. Przybędę, by zebrać wszystkie narody i języki; przyjdą i ujrzą moją chwałę. Ustanowię u nich znak i wyślę niektórych ocalałych z nich do narodów Tarszisz, Put, Meszek i Rosz, Tubal i Jawan, do wysp dalekich, które nie słyszały mojej sławy ani nie widziały mojej chwały. Oni ogłoszą chwałę moją wśród narodów. Z wszelkich narodów przyprowadzą jako dar dla Pana wszystkich waszych braci – na koniach, na wozach, w lektykach, na mułach i na dromaderach – na moją świętą górę w Jeruzalem – mówi Pan – podobnie jak Izraelici przynoszą ofiarę z pokarmów w czystych naczyni. Z nich także wezmę sobie niektórych jako kapłanów i lewitów – mówi Pan.

(Ps 117,1-2)
REFREN: Całemu światu głoście Ewangelię

Chwalcie Pana, wszystkie narody,
wysławiajcie Go wszystkie ludy,
bo potężna nad wami Jego łaska,
a wierność Pana trwa na wieki.

(Hbr 12,5-7.11-13)
Zapomnieliście o upomnieniu, z jakim się zwraca do was, jako do synów: Synu mój, nie lekceważ karania Pana, nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza. Bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje. Trwajcież w karności! Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi. Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie karcił? Jeśli jesteście bez karania, którego uczestnikami stali się wszyscy, nie jesteście synami, ale dziećmi nieprawymi. Zresztą, jeśliśmy cenili i szanowali ojców naszych według ciała, mimo że nas karcili, czyż nie bardziej winniśmy posłuszeństwo Ojcu dusz, a żyć będziemy? Tamci karcili nas według swej woli na czas znikomych dni. Ten zaś czyni to dla naszego dobra, aby nas uczynić uczestnikami swojej świętości. Wszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości. Dlatego wyprostujcie opadłe ręce i osłabłe kolana! Proste czyńcie ślady nogami, aby kto chromy nie zbłądził, ale był raczej uzdrowiony.

(J 14,6)
Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie.

(Łk 13,22-30)
Jezus nauczając, szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni? On rzekł do nich: Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: Panie, otwórz nam! lecz On wam odpowie: Nie wiem, skąd jesteście. Wtedy zaczniecie mówić: Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś. Lecz On rzecze: Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy opuszczający się niesprawiedliwości! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi.

 

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , ,

ILE BIERZE PAN BÓG ?

Sobota 24 sierpnia 2013

 Wobec Pana Boga stosujemy często praktykę łapówkarską. Na przykład zmawiamy modlitwę (litanię, różaniec, koronkę) i czekamy na efekt – spełni się czy nie. Jeśli rzeczy idą po naszej myśli, uruchamiamy mechanizm wysyłania modlitewnej daniny i oczekujemy konkretnych dóbr (zdrowie, bezpieczeństwo, powodzenie). W relacjach z ludźmi to działa – dasz komu trzeba (i ile trzeba) a będzie załatwione. Temu na górze także należy dać, a załatwi.

W trudnych sytuacjach próbujemy również świętego przekupstwa. „Jeżeli dasz zdrowie mojej żonie, rzucę palenie …”, „Jak pomożesz mi zdać maturę, pójdę na pielgrzymkę”. Składamy obietnice ofiar i wyrzeczeń licząc, że w ten sposób skłonimy Pana Boga do życzliwości. I jeśli faktycznie żona ozdrowieje i zdamy maturę, zaczynamy wierzyć. Tak nas to ośmiela, że zapraszamy Pana Boga do współpracy przy grze w totolotka i prośbie o podwyżkę w pracy.  A nuż zadziała, a nuż! Prędzej czy później taka gra zawiedzie nas i zniechęci, nawet jakbyśmy mnożyli modlitwy i ofiary. Historie biblijne podpowiadają nam wręcz odwrotną postawę – „Uwierz i spróbuj, a zobaczysz, że się uda”. Wiara i miłość do Pana Boga są czymś podstawowym, decydującym. Abraham uwierzył i doszedł do ziemi obiecanej, zobaczył upragnionego syna. Mojżesz uwierzył i przeszedł suchą nogą przez morze. Rozmówcy Jezusa wpierw uwierzyli w Niego i próbowali Go kochać, potem odzyskiwali zdrowie i nowe życie. Nie nabierzemy Pana Boga na żadną łapówkę, jedyne co Go wzrusza to nasza prosta i szczera wiara oraz bezwzględna miłość. Panie wierzę Ci i kocham Cię, przyjmuję wszystko, co mi dajesz.

Itinerarium , , , , , , ,