KIEDY WYCHODZĘ Z CMENTARZA

Czwartek 31 października 2013

 Myślę o moich bliskich zmarłych często, wigilia Wszystkich Świętych i następne dni nastrajają także ku temu. Rozumiem ludzi, którzy idą na cmentarze i mówią do swoich zmarłych, stawiają im pytania, dopowiadają to czego nie zdążyli wyznać czy wytłumaczyć. Wiem, że nie mówią tylko do samych siebie choć odpowiedź Stamtąd płynąca z pozoru jest tylko milczeniem. Więziom najgłębszym śmierć za bardzo nie szkodzi, dialog trwa nadal.

Proszę nie myśleć, że chodzi tu o nastrój, wzruszenie kruchością życia i mętny, ciepły, kontakt z zaświatami. Przede wszystkim chodzi o miłość. Zaniedbaną, uronioną, przespaną, zapomnianą, spóźnioną, przeoczoną, całą tę miłość, której nie ziściłem z powyższych i innych powodów. Boję się, że nic i nikt nie rozgrzeszy nas z lekceważenia miłości. Warto iść na rozmowy przy grobach, ciche korepetycje ze spraw najważniejszych.

To, co jeszcze jest w nas żywe, choć może zakurzone, przymglone, ospałe, drętwe, przygaszone, oschłe, może jeszcze się odrodzić, jeżeli staniemy w pobliżu tajemnicy wieczności. Przedziwną moc odnowy mają chwile spędzane na cmentarzu, wracam stamtąd pewniejszy wartości życia. Nie wiem jak, ale nagrobki, krzyże, kapliczki, znicze i kwiaty rozzieleniają moje nadzieje, prosto porządkują ufność w prawdę, sprawiedliwość i dobroć.

Kiedy wychodzę z cmentarza odrzuca mnie na kilometry od sklepów, kawiarni i reklam. Za to siadam z kalendarzem i zapełniam go rzeczami do szybkiego nadrobienia. W głowie otwiera mi się setka plików, z niedokończonymi rozmowami, koniecznymi sprostowaniami, jasnym wyłuszczeniem nieporozumień i prośbami, których nie miałem odwagi wyjawić. Dopada mnie też wstyd, że przecież mogłem być mądrzejszy, a wychodziło głupio.

Kiedy wychodzę z cmentarza, te najważniejsze rzeczy są oczywiste i żywe. Zawsze trwać przy prawdzie, przepuszczać pieszych co wahają się czy ich nie potrącę na przejściu, iść za swoją nadzieją, pożyczać pieniądze bez pewności zwrotu, wiarę zamieniać codziennie na całkowitą pewność, strącać z ubrania  biedronki a nigdy nie zabijać, w sprawiedliwości nie ustawać, pamiętać, że nie ma niewinnych plotek, dochować solidarności z biednymi, przepraszać za spóźnienia, wierzyć nieustannie w pokój na całym świecie i lubić niezmiernie jesienne mgły.

Kiedy wychodzę z cmentarza jestem bardziej sobą. Bezszelestny powiew wieczności odnawia we mnie wszystko co ludzkie i boskie.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

NA SZCZĘŚCIE NASZE

Środa 30 października 2013

Wypisałem sobie siedem rzeczy na które tracę czas i wcale tego nie żałuję. Nic nie zyskuję robiąc dla przykładu te siedem nieużytecznych rzeczy, ba, nawet dokładam żeby robić coś na czym tracę.

Tracę czas, aby oglądać ostatnie klucze żurawi, które nie wiem dlaczego spóźniają się o miesiąc z odlotem (w minioną niedzielę przeleciało nade mną ponad 40 i jeszcze pozdrowiły mnie klangorem). Tracę czas czytając przy śniadaniu, choć zaoszczędziłbym przynajmniej kwadrans. Tracę czas na codzienny różaniec, najczęściej przy okazji spacerując. Zdarza mi się często rozmyślać, o życiu, miłości i śmierci, co czasem na jedno wychodzi. Na pewno wtedy tracę czas. Czas upływa mi też bez zysku kiedy słucham ludzi, jak opowiadają o zakupionych bezmyślnie butach albo o wiecznie coś powtarzających babciach. I mijają mi minuty, a nawet dziesiątki minut, jak plątam się po starych uliczkach prawie wyludnionych miasteczek. Miał być siedem rzeczy? Tracę jeszcze czas pisując wieczorami Itinerarium (a Wy czytując), łowiąc jakąś myśl czy przeczucie.

I tak na podsumowanie, są na szczęście takie bezużyteczne rzeczy na które tracimy czas. Tak, one są na szczęście! Na szczęście nasze.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

O MUTACJI GŁOSU SUMIENIA

Wtorek 29 października

 Nasz słynny Lec zauważył, że „I głos sumienia przechodzi mutację”. Ostrzeżenie autora fraszek nie dotarło zapewne do zbyt wielu czytelników. Powoli z naszego języka znikają odniesienia do wewnętrznej miary słuszności i dobra. Rzadko słyszę, żeby ktoś „rozważał coś w sumieniu”, żeby „sumienie nie pozwalało” na coś albo żeby kogoś „gryzło sumienie”.

Dokładnie nie wiem co się dzieje z naszymi sumieniami, mam tylko jedną uwagę. Myślę, że akty sumienia, takie jak ważenie dobra i zła, stawianie wyborów sumienia nad normy prawne, osądzanie siebie wedle miary wewnętrznej i inne, przesunęły się w sferę „słabych faktów”. W czasach kiedy liczą się twarde fakty, w postaci pieniędzy, zarobków, stanowisk, samochodów, willi, itp. sumienie przegrywa. Prosty rachunek pokazuje, że możesz mieć czyste i spokojne sumienie, ale musisz pogodzić się z marnymi pieniędzmi. Czyste sumienie mają dziś romantycy, zwolennicy twardych faktów często przeliczają wysokość dywidend od posiadanych akcji. Oczywiście, wiem, że to nie jest prosta linia podziału i w żaden sposób nie odmawiam aktów sumienia ludziom zamożnym.

Wierzę jednak, że w naszym świecie znajdzie się miejsce dla ludzi postępujących według sumienia, którzy zrobią wszystko, ale nie sprzeniewierzą się wewnętrznym nakazom i nie dopuszczą do „mutacji” głosu sumienia.

Kiedy sumienie coś podpowiada, gryzie i na coś nie pozwala, często zapada decyzja czy jeszcze jestem  człowiekiem czy może już … świnią. To sympatyczne zwierzę marzy tylko o tym, aby dobrze pojeść i długo pospać.

Itinerarium , , ,

DO SPRAW SZCZĘŚCIA MINISTERSTWO

Poniedziałek 28 października 2013

W Wenezueli ludzie żyją dość biednie i nie czują się najszczęśliwsi. Ale od czego jest przywódca i rząd? Istnieją po to, aby zmieniać trudny los obywateli. I oto kilka dni temu prezydent Nicholas Maduro (następca i kontynuator słynnego Hugo Chaveza) powołał Ministerstwo Szczęścia, a ściślej Zarząd ds. Osiągnięcia Największego Społecznego Szczęścia. Naprawdę nabiału sobie nie robię. Wspomniana instytucja ma rozwiązać m.in. problemy bezdomnych, osób starszych i niepełnosprawnych.

Wydaje mi się, że powinniśmy w Polsce pójść drogą wenezuelską, o ile już nią nie idziemy. W najbliższym czasie proponowałbym u nas powołać Komisję ds. Przeciwdziałania Jesiennej Depresji Polaków. Jest komisja, problemu nie ma. W ogóle idea, aby pokonywać problemy poprzez powoływanie nowych ministerstw, zespołów i komisji jest znakomita. Chociaż żywię cień wątpliwości, bo na przykład mamy Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, a rozwój w regionie, w którym żyję jest taki sobie. W zasadzie jest chyba zwój (od: zwijania się) a nie rozwój. Mamy u nas Ministerstwo Finansów, ale raczej winno nosić nazwę Ministerstwo Braku Finansów, bo co rusz czytam o dziurze budżetowej. A gdyby w miejsce MF powołać Ministerstwo Wielkich Pieniędzy? Mamy Ministerstwo Rozwoju Wsi, ale coś widzę, że działa raczej jako Ministerstwo Likwidacji Wsi, bo wyjadę 30 km za Lublin i tej wsi coraz mniej, coraz puściej i ludzi jak na lekarstwo. Mamy także Ministerstwo Zdrowia, ale niech Pan Bóg uchroni was od choroby bo parę lat na wizytę u specjalisty poczekacie.

Niby w Wenezueli jest śmiesznie? Ha, my opłacamy 460-osobowy kabaret o nazwie „Sejm” i jeszcze rzadko jest zabawnie. Czasem mam wrażenie, że niektóre partie w tym kabarecie żywcem zostały wyrwane z oddziałów natręctw na psychiatrii.

Ale, na koniec, jak komuś źle tu u nas, to niech leci do Caracas, tamtejsze Ministerstwo Szczęścia zaczyna działać od 28 października. Od dnia, któremu patronuje św. Juda Tadeusz, specjalista od spraw beznadziejnych.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , ,

LUBIMY KIEDY INNI SĄ GORSI

Kazanie na 30 niedzielę zwykłą 27 października 2013

Historia faryzeusza i celnika to nie opowieść o pyszałku i pokornym ani przewodnik po złej i dobrej modlitwie.

Myślę, że przesłanie dzisiejszej Ewangelii jest proste. Nie wolno gardzić złodziejami, oszustami, cudzołożnikami i prostytutkami, dilerami, alkoholikami, gwałcicielami, pedofilami, nawet mordercami i zbrodniarzami.

Nie wolno nikim gardzić. Mamy ogromną pokusę, aby z obrzydzeniem patrzeć na innych, szukając w nich zła. Mamy ogromną pokusę, aby swoje zło zakryć złem innych, nasze małe zło staje się niemal dobrem wobec wielkiego zła innych. Lubimy, kiedy inni są gorsi. I ogromną przyjemność sprawia nam upominanie tych gorszych, mówienie o ich grzechach i słabościach. Ach, jesteśmy lepsi!

Wróćmy do tego, co najważniejsze, do własnych piersi, które dawno już nie były ostukane. Boże, miej litość dla mnie. Dla mnie. Dla mnie grzesznika.

I ani słowa więcej, bo zaczniemy służyć diabłu.

 

Kazanie dźwiękowe: www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

 (Syr 35,12-14.16-18)
Pan jest Sędzią, który nie ma względu na osoby. Nie będzie miał On względu na osobę przeciw biednemu, owszem, wysłucha prośby pokrzywdzonego. Nie lekceważy błagania sieroty i wdowy, kiedy się skarży. Kto służy Bogu, z upodobaniem będzie przyjęty, a błaganie jego dosięgnie obłoków. Modlitwa biednego przeniknie obłoki i nie ustanie, aż dojdzie do celu. Nie odstąpi ona, aż wejrzy Najwyższy i ujmie się za sprawiedliwymi, i wyda słuszny wyrok.

(Ps 34,2-3.17-19.23)
REFREN: Biedak zawołał i Pan go wysłuchał.

Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
Dusza moja chlubi się Panem,
niech słyszą to pokorni i niech się weselą.

Pan zwraca swe oblicze przeciw zło czyniącym,
by pamięć o nich wymazać z ziemi.
Pan słyszy wołających o pomoc
i ratuje ich od wszelkiej udręki.

Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu,
ocala upadłych na duchu.
Pan odkupi dusze sług swoich,
nie zazna kary, kto się doń ucieka.

(2 Tm 4,6-9.16-18)
Krew moja już ma być wylana na ofiarę, a chwila mojej rozłąki nadeszła. W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkich, którzy umiłowali pojawienie się Jego. Pośpiesz się, by przybyć do mnie szybko. W pierwszej mojej obronie nikt przy mnie nie stanął, ale mię wszyscy opuścili: niech im to nie będzie policzone! Natomiast Pan stanął przy mnie i wzmocnił mię, żeby się przeze mnie dopełniło głoszenie Ewangelii i żeby wszystkie narody je posłyszały; wyrwany też zostałem z paszczy lwa. Wyrwie mię Pan od wszelkiego złego czynu i wybawi mię, przyjmując do swego królestwa niebieskiego; Jemu chwała na wieki wieków! Amen.

(2 Kor 5,19)
W Chrystusie Bóg pojednał świat ze sobą, nam zaś przekazał słowo jednania.

(Łk 18,9-14)
Jezus powiedział do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika. Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony.

 

 

Itinerarium , , , , ,

PIETA TWOJEGO ŻYCIA

Sobota 26 października 2013

 Sobota dzisiaj. Jakaś część z was może przeczytać ten tekst dość późno z powodu konieczności weekendowego wyluzowania, które rozpoczęła wczoraj wieczorem. Znam jednak i takich, którzy w soboty i niedziele czmychają z łóżek rankiem, bo ciągnie ich w lasy pełne świeżych opieniek albo na działki z dojrzałą marchwią.

Znam i takich, co w soboty sypiają do południa, bo sądzą, że odsypiają wczesne wstawanie w ciągu tygodnia pracy. Pierwszy z brzegu lekarz wyjaśni, że nie da się odespać zaległości z tygodnia w trakcie jednej nocy, za to regularna pora zasypiania i w miarę równa liczba przespanych godzin gwarantuje niezłą formę codziennie.

W nasze życie niepostrzeżenie wpisują się pewne kulturowe przymusy, zniewalające do nowych rytuałów w stylu „pięć dni harówki, dwa dni picia”. Inaczej mówiąc, jesteśmy nieszczęśliwi od poniedziałku do piątku, z dwudniową weekendową przerwą na zapijanie nieszczęścia. Nie sądzę, żeby człowiek był zadowolony ze swojego losu przy takim rozkładzie. Pozwalamy się jednak wciskać w ogłupiające schematy i spora część z nas pięć dni mocno pracuje i na dwa dni wpada w pułapkę „wyluzowania”.

Michał Anioł tworzył Pietę przez jeden dzień. Ten dzień trwał w sumie dwa lata (1498-1500). Praca była wtedy odpoczynkiem, a odpoczynek pracą. Nie schodził z rusztowania całymi tygodniami, na półce spał (o ile spał) i jadł i wciąż rzeźbił. Dzieło kształtowało jego czas, rytm oddechu i ruchy rąk. Człowiek jest szczęśliwy jeśli tworzy w swoim życiu jakieś dzieło. Inaczej zniewalają go beznadziejne schematy i jeszcze rośnie mu brzuch od nadmiaru piwa.

Dzieło mojego życia, dzieło twojego życia. Takie dzieło, że najszczęśliwszym czasem jest czwarta nad ranem w poniedziałek. Takie dzieło, że się nie wie czy jest sobota czy czwartek. Być może dzisiaj jest nawet niedzielny wieczór. Nie ma znaczenia. Ważne jest to, że tworzysz dzieło swojego życia.

Itinerarium , , , ,

TERRA INCOGNITA

Piątek 25 października 2013

Jezus mówił do tłumów: Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże obecnego czasu nie rozpoznajecie? I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne?

Tyle Ewangelia, jaką być może będziecie mogli dziś usłyszeć. Rozróżniać w sobie samym to, co jest słuszne, właściwe, dobre, zbawienne. Całą Ewangelię odczytuję jako zaproszenie do podróży do wewnątrz siebie. Coraz więcej ludzi próbuje swych sił w skałkach, Tatrach, Alpach i Himalajach. Fajna sprawa, sprzęt jest bardziej dostępny i doskonalszy. W podróżowaniu dookoła świata też coraz mniej barier i wkrótce pojedziemy, gdzie tylko zachcemy.

Terra incognita to dla nas współczesnych nie odległe krainy ani niedostępne szczyty. Nie znamy swoich serc, wybuchają w nas niczym wulkany nierozpoznane emocje, słuszności i racji dochodzimy w sądach, całkowicie nie ufamy swoim pragnieniom.

Boję się, że tu tkwi przyczyna zgubienia Boga, który jak wiemy jest w nas. Wiemy, ale chyba mało wierzymy, że „Słowo ciałem się stało i zamieszkało między nami”. Wewnątrz nas jest nieskończoność. Zupełnie nieznana.

Itinerarium , , ,

STADIONOWY RUCH PROMOCJI POLSKI

Czwartek 24 października 2013

Promocja własnego kraju gwarantuje mu rozwój i sukcesy. Myślę, że właśnie w tym celu premier podróżował ostatnio do Afryki a prezydent do Wschodniej Azji. Na działania promocyjne wydawane są ogromne pieniądze, nie wiem z jakim skutkiem, choć chyba nie najlepszym. Wyczytałem, że powstało nawet przymierze kilku naszych ministerstw, linii lotniczych i organizacji turystycznych w celu „intensyfikacji działań promocyjnych za granicą”. Zaowocowało to powstaniem Rady Promocji Polski. Rada, wiadomo, zbierze się, pogada, spożyje obiad, podejmie uchwały, ewentualnie zaopiniuje jakieś plakaty albo spoty. No zobaczymy, może będzie tym razem inaczej.

Ponieważ do tej pory promocja Polski kuleje, z radością i naprawdę wielkim wzruszeniem przyjąłem akcję polskich kibiców w Londynie na słynnym stadionie Wembley. Nieco ponad tydzień temu podczas meczu Anglia – Polska na trybunach pojawiła się gigantyczna polska flaga (400 m kwadratowych) w kształcie szachownicy, przypominająca walkę naszych lotników w „Bitwie o Anglię”. Flaga była na zmianę podtrzymywana przez ponad 20.000 polskich kibiców w trakcie meczu.

Inicjatorami  oraz animatorami akcji byli Mariusz Stus oraz Anna Ciecierska (wspierał to wszystko Adam Dziewulak, ten od „basenu narodowego” sprzed roku).  Dzięki nim polskie barwy zobaczyły miliony Brytyjczyków, na Wyspach ale także w całej angielskiej Koronie, aż po australijskie antypody. Za tę niezwykłą promocję Polski 20.000 naszych kibiców zapłaciło z własnej kieszeni (bilety na mecz, plus koszt flagi). Z kolei my, podatnicy polscy, dołożyliśmy do pensji polskich piłkarzy, którzy na stadionie do promocji Polski się nie przyłożyli. Link do tej historii znajdziecie np. tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=fST722PqX9A. Cudowna sprawa, absolutnie niezwykła.

Ledwo ochłonąłem po akcji na Wembley aż tu dwa dni temu we Wrocławiu podczas meczu Śląsk – Jagiellonia, kibice rozwinęli wielką flagę z wizerunkami „żołnierzy wyklętych” i hasłem „Chcemy patriotyzmu w szkołach”. Naprawdę wzruszające i przejmujące. Za tę promocję patriotyzmu też nikt nie płacił kibicom. Przykładowy link do tego działania jest tutaj: http://www.slasknet.com/galeria/sez13-14/jagielloniapp/.

Zawsze uważałem, że najskuteczniejszą promocją ważnych wartości jest Akcja Obywatelska, poryw serca, słowem miłość, ognista i ochocza. Rady Radami, ministerstwa ministerstwami, ale jakby co, to pamiętajmy, że z promocją Polski i patriotyzmu damy sobie radę sami.

Itinerarium , , , , , , , ,

TRANSFER POZAMATERIALNY

Środa 23 października 2013

Ludzie potrzebują pomocy, my sami często także. Mnożą się różne piękne akcje i dzieła pomocy dla dotkniętych nieszczęściami i dramatami. Mamy jednak pod ręką pewną prostą formę pomocy, z której chyba rzadko korzystamy albo słabo w nią wierzymy.

Wielokrotnie doświadczyłem zwłaszcza od najbliższych ludzi, ale czasem i od rzadko spotykanych, mocnego Wsparcia Duchowego. Nie mam tu na myśli taniego pocieszania („Nie martw się!”, „Jakoś to będzie …”) czy podyktowanego ciekawością zagadnięcia w stylu „No i jak tam sobie radzisz?” (choć od razu wiadomo, że kiepsko). Uwierzcie mi, że istnieje pozamaterialny transfer duchowej energii, od człowieka do człowieka. Mogę podarować komuś, bez względu na odległość, bardzo wiele. Nadzieja, siła, wiara, życzliwość, troska, czułość, miłość, energia, dobro czy solidarność nie potrzebują przedmiotów i styczności fizycznej.

We wrześniu 1989 roku Matka Teresa z Kalkuty dość nagle dostała wysokiej gorączki i mdłości, lekarze stwierdzili ostra niewydolność serca. Wieść ta obiegła cały świat. Z Rzymu Jana Paweł II przesłał kilka zdań: „Na wieść o twojej nagłej chorobie spieszę Cię zapewnić o moich modlitwach i duchowej bliskości …” Podobne wyrazy współczucia nadesłali prezydent i premier Indii oraz inne osobistości . Po trzech miesiącach spędzonych w szpitalu i jednym z domów sióstr, Matka Teresa wraca do formy i angażuje się na nowo w misję swojego zgromadzenia. Przytaczam tę historię nie w celu łopatologicznego dowiedzenia związku między reakcją papieża a ozdrowieniem Matki Teresy, ale jako słuszną podpowiedź, że należy ludzi wspierać duchowo.

Myślę, że jednej uniwersalnej recepty na duchowe wsparcie nie ma. Ludzie, których sam staram się wspierać są w więzieniach, inni chorują, jeszcze inni doświadczają głębokich zwątpień i wewnętrznej pustki, są i tacy co mają „doła” z różnych powodów. Modlę się za nich, ale także pamiętam i posyłam duchowe wsparcie. Jeśli to możliwe, nadzieję i siłę pakuję w słowa i przekazuję w czasie rozmów. Kiedy indziej mogę to zrobić jedynie poprzez transfer w myślach, uczuciach, aktach woli a nawet dzięki wyobraźni („Wiem, co czujesz …”). Z doświadczenia wiem, jakie znaczenie w trudnych momentach mają szczere zapewnienia „Myślę o tobie serdecznie i z nadzieją”. Wiem, że ktoś nie tylko to mówił, ale i wykonał trud serdecznego myślenia, które naprawdę jest skutecznym wsparciem.

Nie wciskam kitu, nie głoszę także nowej koncepcji człowieka. Możemy dawać ludziom Wsparcie Duchowe, angażując słowa, myśli, uczucia, wolę, serce i duszę. I jak dobrze, że tą samą drogą otrzymujemy dobro, siłę i nadzieję.

 

Itinerarium , , ,

NIE NADĘTY ALE ŚWIĘTY

Wtorek 22 października 2013 Wspomnienie bł. Jana Pawła II

 Myśl o świętości przyszła do mnie pod koniec liceum wraz z początkiem świadomego odkrywania Ewangelii. Dość szybko odłożyłem ją na nieokreśloną przyszłość, głównie z powodu niechęci do stania na jednej nodze na słupie.

Szymon Słupnik, jeden z pierwszych oryginalnych świętych jakich poznałem, pół życia stał na słupie. Najpierw na obydwu nogach, a jak przyszła mu do głowy jakaś pokusa, to za karę już do końca stał na jednej nodze. Z powodu częstych pokus musiałbym praktycznie stać na jednej nodze już przed maturą. Od świętości odstraszały mnie także długie posty, całonocne bezsenne czuwania oraz ewentualne spanie we włosienicach.

Najbardziej sceptycznie przyjmowałem konieczność „oderwania się od świata”, zalecaną niekiedy jako absolutny  warunek świętości. Mnie akurat świat się podobał (i nadal podoba), ciekawił i pociągał. Ponadto czytałem Ewangelię, w której nijak nie widziałem, aby Pan Jezus odrywał się od świata, a przecież jest najświętszym ze wszystkich możliwych świętych. Widziałem, że Jezus był wręcz wtopiony w świat, kosztował go i kochał. Jadł, pił, chodził na imprezy, miał przyjaciół, uwielbiał przyrodę i zwierzęta.

Już spokojniej zacząłem myśleć o świętości, kiedy poznałem biografie świętych palących papierosy czy fajkę, popijających piwo i wino, a może i koniaki. Niektórzy mieli cięty język i nawet przeklinali. Zdarzało im się grzeszyć i to tak ostro, że przypuszczam iż Kongregacja przypisująca aureole na pewno kilka razy przysnęła w trakcie podejmowania werdyktów.

Tak całkiem na serio świętość zacząłem traktować od czasu Jana Pawła II, kiedy zacząłem Go słuchać, czytać i podpatrywać. A czyniłem to od października 1978 roku. Zacząłem rozumieć, że w świętości nie ma ani krztyny nadętej pobożności, jakiegoś dumnego poszukiwania cierpień i upokorzeń, gorączkowego gimnastykowania się w figurach religijnych. Coraz bardziej docierało do mnie, że pragnienie świętości zbiega się ze sztuką bycia sobą, wbrew oczekiwaniom ze strony innych; że to trudna droga pod prąd, ze swoim zdaniem. Jedno oko w Ewangelii, drugie szeroko spoglądające na świat. Maksymalna bliskość z ludźmi, wsłuchanie się w ich głosy, skargi i marzenia. Mówienie rzeczy prostych i pewnych, czasem w klimacie dowcipu. Nie umiem tego dobrze nazwać, ale świętość jest chyba jakąś radosną formą istnienia, otwartego na Pana Boga, ludzi, przyrodę, wszystkie sytuacje życiowe. A takie rzeczy jak przestawanie jedną nogą na słupie, palenie fajki, wielodniowe posty czy włosienice, to kwestia przypadku, jednym się zdarza, innym nie.

A najwięcej do świętości prowadzi wytrwała i codzienna miłość, w której raz trzeba wybaczyć, raz kogoś rozbawić, raz coś przegadać, raz pięć różańców odmówić a innym razem długo milczeć. Miłość nadaje świętości konkretny kształt.

Nie jestem święty, wiem. Bardzo jednak wierzę, że świętość jest dla każdego, jak we wszystko prawie niemożliwe, trzeba w nią uwierzyć. Odważyć się na swój własny projekt życia, reżyserowany jedynie przez miłość. O to się dziś modlę przez wstawiennictwo Jana Pawła II. Dla Was i dla siebie.

Itinerarium , , , , , , ,