POLSKA NIE ZGINĘŁA PÓKI LALUŚ ŻYŁ

Poniedziałek 21 października 2013

 Zaryzykuję stwierdzenie, że 21 października powinien być w Polsce obchodzony jako koniec II Rzeczpospolitej, przynajmniej w wymiarze formalnym. Pięćdziesiąt lat temu, 21 października 1963 r. służba bezpieczeństwa zabiła ostatniego żołnierza Niepodległej Polski, Józefa Franczaka „Lalusia”. W mediach w ostatnich dniach sporo o nim pisano, więc biografię bohatera znajdziecie na końcu dzisiejszego wpisu.

Myślę, że państwo istnieje dopóki ostatni, przynajmniej jeden żołnierz, bije się o nie, walczy i nie poddaje się. I nie jest to sytuacja symboliczna, ale jak najbardziej realna. „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy”, śpiewamy w hymnie. Jeszcze II Rzeczpospolita nie zginęła póki trwał i walczył Laluś. Oczywiście po zagarnięciu władzy przez komunistów w Polsce, mieliśmy Rząd na Uchodźstwie, w Londynie, ale to właśnie była reprezentacja symboliczna, a Laluś reprezentował byt państwowy faktycznie. W nim trwała i walczyła jeszcze II Rzeczpospolita. Mieliśmy także w latach 1944 – 1989 dobrze przechowywaną tradycję II Rzeczpospolitej, ludzie przekazywali sobie opowieści o dawnej i prawdziwej Polsce, wskrzeszali ją w pieśniach, opiece nad sztandarami i choćby w cichej czci dla Piłsudskiego. To pozwoliło nam jako tako odżyć po przemianach z roku 1989.

My mamy swoich „żołnierzy wyklętych”, Ukraina ma „neskorenych” (niepokonanych), republiki nadbałtyckie „leśnych braci” (np. estońscy „metsavennad”). Po formalnym zakończeniu wojny nie wszyscy podporządkowali się sowieckiemu dyktatowi, poszli do lasów i tam w beznadziejnej walce realnie kontynuowali trwałość Polski, Ukrainy, Litwy, Łotwy czy Estonii.  Rafał Wnuk, współautor znakomitej książki „Wojna po wojnie. Antysowieckie podziemie w Europie Środkowo – Wschodniej w latach 1944 – 1953” nazywa ich budowniczymi Arek Noego w czasie „czerwonego potopu”.

Mało kto wie, że 28 czerwca 1978 r. funkcjonariusze KGB zamordowali Augusta Sabbe, ostatniego partyzanta podziemia estońskiego; był on ostatnim zabitym żołnierzem podziemia antykomunistycznego w Europie. Na Łotwie dopiero 27 listopada 1953 r. ujęto Karlisa Musinsa, ostatniego żołnierza walczącego tam z sowietami. Z kolei na Litwie ostatnim obrońcą wolności był Antanas Kraujelis, który otoczony przez bezpiekę popełnił samobójstwo 17 marca 1965 r. Ostatnia czynna grupa partyzancka, domagająca się wolnego państwa,  została zlikwidowana na Ukrainie w roku 1960, a na Białorusi (tam też żyło marzenie o niezależnym państwie) w roku 1947. Poza Europą na niepodległość w czasie II wojny światowej próbowali się wybić także Czeczeni, ogłosili w 1940 r. powstanie narodowe (Hassan Israiłow), a ostatni górski oddział partyzantów KGB dopadło dopiero w roku 1974.

Jeden człowiek nie pokona systemu zła, wyposażonego w machinę wojska, szpicli i aparatu ucisku. Ale może przenieść w przyszłość ważne idee, wolność, marzenie o niepodległości i ducha całego narodu. Dlatego tak ważna jest postać Lalusia, Józefa Franczaka.

 

ZA IPN:

 

JÓZEF FRANCZAK (1918–1963) 

„Guściowa”, „Lalek”, „Laluś”, nazwisko konspiracyjne Józef Bagiński; dowódca drużyny i plutonu w III Rejonie Obwodu Lublin-Powiat ZWZ-AK, żołnierz WiN, ostatni partyzant podziemia niepodległościowego 

Ur. 25 V 1918 w Kozicach Górnych k. Lublina w rodzinie chłopskiej, syn Stanisława i Antoniny z d. Nowak. Miał pięcioro rodzeństwa. Jego rodzice prowadzili kilkuhektarowe gospodarstwo rolne. Po ukończeniu siedmioklasowej szkoły powszechnej w Piaskach zgłosił się jako ochotnik do Szkoły Podoficerskiej Żandarmerii w Grudziądzu. Po jej ukończeniu i uzyskaniu statusu podoficera zawodowego rozpoczął służbę w Równem na Wołyniu. Służył tam w stopniu kaprala podchorążego do września 1939. W wojnie obronnej 1939 walczył na Kresach Wschodnich. Został otoczony wraz z oddziałem, dostał się do niewoli sowieckiej. Po kilku dniach uciekł. Powrócił w rodzinne strony. Prawdopodobnie niedługo potem związał się z powstającymi strukturami konspiracyjnymi ZWZ; pełnił funkcję dowódcy drużyny, a następnie dowódcy plutonu w III Rejonie Obwodu Lublin-Powiat ZWZ-AK. Awansował do stopnia sierżanta.

Po wkroczeniu ACz na Lubelszczyznę w sierpniu 1944 został wcielony do „ludowego” wojska. Wraz ze swoją jednostką został skierowany do Kąkolewnicy, pow. Radzyń Podlaski. Stacjonował tam również sąd polowy, który skazywał na śmierć żołnierzy wywodzących się z AK. Bojąc się podobnego losu, F. zdezerterował w pierwszych miesiącach 1945. Początkowo ukrywał się w Łodzi, następnie w Sopocie. Przez jakiś czas pracował w sopockiej Spółdzielni Marynarzy. Po bliżej nieokreślonym czasie z nieznanych powodów powrócił na Lubelszczyznę, gdzie nawiązał łączność z podziemiem niepodległościowym. Prawdopodobnie współpracował z oddziałem DSZ-WiN ppor. Antoniego Kopaczewskiego „Lwa”, który podlegał dowódcy zgrupowania mjr. Hieronimowi Dekutowskiemu „Zaporze”.

17 VI 1946 wpadł w obławę zorganizowaną przez kilkunastoosobową grupę operacyjną WUBP w Lublinie. Został aresztowany wraz z 9 osobami. W czasie transportu do Lublina, w okolicach wsi Dominów na drodze Bychawa–Lublin, aresztanci wykorzystali nieuwagę konwojentów, uwolnili się z więzów i rozbroili strażników. W czasie walki zginęło trzech funkcjonariuszy UB i jeden ORMO, a trzech innych zostało rannych.
Latem 1946 został zaskoczony na kwaterze we wsi Bojanica przez komendanta posterunku MO w Rybczewicach i jednego żołnierza. Zastrzelił obu podczas walki, a następnie zbiegł. Przez kilka miesięcy ukrywał się samotnie. Prawdopodobnie na początku 1947 nawiązał kontakt z kpt. Zdzisławem Brońskim „Uskokiem” (dowódcą ok. 20-osobowego oddziału partyzanckiego WiN operującego na pograniczu pow. Lubartów i Lublin). Nie skorzystał z amnestii i pozostał w konspiracji.

Po akcji amnestyjnej i reorganizacji oddziału został mianowany dowódcą jednego z trzech patroli, na jakie podzielono oddział Brońskiego (dwoma pozostałymi dowodzili st. sierż. Walenty Waśkowicz „Strzała” i ppor. cw. Stanisław Kuchcewicz „Wiktor”). Oddział działał w południowo-wschodniej części pow. Lubartów, północno-wschodniej części pow. Lublin, zachodniej części pow. Włodawa, Chełm i Krasnystaw. Każdy z patroli, liczący zazwyczaj 5–6 partyzantów, miał swój rejon operowania. Patrol F. operował na pograniczu pow. Lublin i Krasnystaw. Do jego zadań należało patrolowanie, zbieranie informacji dotyczących aresztowań i operacji przeprowadzanych przez aparat represji, a także na temat osób współpracujących z bezpieką oraz najbardziej gorliwych funkcjonariuszy UB i MO. Z powodu małej liczebności patroli działalność zbrojna w owym czasie była znacznie ograniczona. Sprowadzała się do zasadzek na małe patrole milicyjne, akcji ekspropriacyjnych oraz wykonywania kar chłosty lub śmierci na konfidentach i aktywistach komunistycznych. Patrole musiały ciągle uchodzić przed ścigającymi je grupami operacyjnymi UB-KBW.

W maju 1948 patrol F. poniósł bardzo duże straty. Pięciu partyzantów, jadąc furmanką, wpadło w zasadzkę grupy operacyjnej koło wsi Cyganka, Kolonia Krzczonów Drugi, pow. Lublin. Poległo dwóch partyzantów, dwóch zostało rannych. Bez szwanku wyszedł jedynie F. W kolejną zasadzkę wpadł sam. 24 XII 1948, w Wigilię, został zaskoczony przez funkcjonariuszy MO w sklepie swojego współpracownika w Wygnanowicach, pow. Krasnystaw. W czasie walki ranił jednego z milicjantów, sam też został ranny w brzuch. Udało mu się wyrwać z okrążenia. Po kilkumiesięcznej rekonwalescencji powrócił do konspiracji. W tym czasie podległy mu patrol przestał praktycznie istnieć. W maju 1949 w wyniku działań komunistycznych sił bezpieczeństwa zostało rozbite dowództwo oddziału. Zginął kpt. Broński i st. sierż. Waśkowicz. Jedynym ocalałym dowódcą patrolu z oddziału „Uskoka” kontynuującym działalność zbrojną pozostał ppor. Kuchcewicz.

F. zaczął ukrywać się samotnie, głównie w miejscowościach na pograniczu pow. Bychawa, Chełm, Lublin i Krasnystaw, zwłaszcza w okolicach Piasków. Utrzymywał luźny kontakt z ppor. Kuchcewiczem. 10 II 1953 po wcześniejszych przygotowaniach to właśnie z nim i Zbigniewem Pielachem „Felkiem” przeprowadził akcję ekspropriacyjną na Gminną Kasę Oszczędności w Piaskach. Zakończyła się ona niepowodzeniem. W trakcie strzelaniny Kuchcewicz został śmiertelnie ranny, zginął jeden z milicjantów, a kolejny został ranny.

F. powrócił do samotnego ukrywania się, które trwało przez kolejne 10 lat. Było to możliwe dzięki zorganizowanej przez niego sieci pomocników (wg danych SB liczącej ponad 200 osób), a także dzięki odwadze i poświęceniu tych, którzy użyczali mu schronienia i gościny. Za udzielanie pomocy tak „niebezpiecznemu bandycie” groził kilkuletni wyrok więzienia. F. przeprowadził kilka akcji ekspropriacyjnych, a podczas przypadkowego spotkania postrzelił milicjanta z KW MO w Lublinie. Nie skorzystał z amnestii w 1956.

Działania mające doprowadzić do ujęcia go lub likwidacji prowadził przede wszystkim Referat III PUBP-PUdsBP w Lublinie, a od 1957 tamtejszy Referat III SB KP MO oraz powiatowe jednostki SB w Bychawie, Chełmie i Krasnymstawie. Działania były koordynowane przez Wydział III WUBP-WUdsBP, a następnie SB w KW MO w Lublinie. Rozpracowywanie F. rozpoczęto 16 XI 1951 w PUBP w Lublinie. Później założono sprawę agenturalno-poszukiwawczą nr 20 krypt. „Pożar”, którą w grudniu 1960 przekwalifikowano na sprawę rozpracowania agenturalnego. Działaniami operacyjnymi objęto jego najbliższą rodzinę i osoby podejrzewane o udzielanie mu pomocy. Funkcjonariusze UB-SB próbowali pozyskiwać konfidentów, którzy z jednej strony mieli penetrować rodzinę F. i środowisko pomocników, z drugiej próbowali ustalić jego kryjówkę. Nie sposób podać dokładnej ich liczby, wydaje się jednak, że było ich co najmniej kilkudziesięciu. Informacji dostarczały bezpiece także inne osoby – klasyfikowane jako „pomoc obywatelska”, „kontakt obywatelski”, „kontakt pozaagenturalny”. Wydaje się, że przewinęło się ich w sprawie F. ponad sto. W domach członków najbliższej rodziny F. oraz jego najbliższych współpracowników instalowano aparaturę podsłuchową.

Funkcjonariusze – mimo niechęci, jaką darzyli F. – doceniali jego sposób konspirowania się. W jednym z raportów, pochodzącym z marca 1962, oficer pisał, że w ciągu kilku lat SB nie otrzymała od lokalnej społeczności żadnych informacji o miejscach, w których ukrywał się F., mimo że wiele osób niezwiązanych z nim takie wiadomości posiadało. Dostrzeżono fakt, że pomocnicy F. sygnalizowali mu pojawienie się w terenie funkcjonariuszy MO i wojska. Podkreślano, że F. do pewnego stopnia rozpoznał metody pracy operacyjnej. Podstawowym problemem było pozyskanie takiego tajnego współpracownika, który miałby bezpośredni dostęp do niego. W dwóch przypadkach plan udało się zrealizować, jednak zwerbowani bliscy pomocnicy F. (tajni współpracownicy „Barbara” i „Antoni”) po krótkim czasie ujawnili mu swoją rolę. 6 IX 1961 PW w Lublinie rozesłała list gończy za F.; 9 września został on m.in. opublikowany w „Kurierze Lubelskim”, wraz ze zdjęciem.

Na początku 1963 funkcjonariuszom Wydziału III SB KW MO w Lublinie udało się wyselekcjonować człowieka, który mógł przyczynić się do ujęcia lub likwidacji F. Był to Stanisław Mazur – bratanek ojca Danuty Mazur, najbliższej współpracowniczki F., mieszkający wtedy w Lublinie. W styczniu SB zaczęła intensywnie gromadzić informacje na jego temat. Do KW MO wezwano najbliższego sąsiada Mazura. Oficerowie odwiedzili sąsiada również w domu; jego żona na okazanych zdjęciach rozpoznała F., który miał odwiedzać Mazura. Po zebraniu odpowiedniej ilości „materiałów kompromitujących” oficerowie nawiązali kontakt z Mazurem. Do drugiego spotkania z nim doszło 9 IV 1963 w KW MO. Początkowo nie potwierdził swoich kontaktów z F. Przyznał tylko, że widział go raz, latem 1948. W trakcie kolejnych spotkań podał informacje dotyczące pozostałych spotkań z F. Po przeszło półtoramiesięcznych zabiegach oficerowi operacyjnemu Wydziału III SB por. Kazimierzowi Mikołajczukowi udało się go zwerbować jako tajnego współpracownika; nadano mu ps. „Michał”. SB podjęła kombinację operacyjną, której celem było doprowadzenie do likwidacji F. Mazur regularnie odwiedzał swoją rodzinną wieś Wygnanowice, gdzie mieszkała jego matka. Starał się też spotykać z osobami z otoczenia F. – Danutą Mazur i Kazimierzem Mazurem, od których próbował zdobyć informacje na jego temat. Jako bliski krewny darzony był przez nich zaufaniem i po 3 miesiącach udało mu się spotkać z F. Był to przełom w operacji SB.

W październiku 1963 w czasie jednej z wizyt w Wygnanowicach „Michał” uzgodnił za pośrednictwem Danuty Mazur spotkanie z F. na 20 X 1963. W Wydziale III SB KW MO w Lublinie opracowano plan, wg którego po spotkaniu agenta (którego wyposażono w środki łączności) z F. grupa likwidacyjna złożona z 10 oficerów operacyjnych SB i 60 funkcjonariuszy ZOMO miała dokonać okrążenia. Akcja zakończyła się fiaskiem z powodu awarii środków łączności posiadanych przez agenta, trudnych warunków terenowych oraz wyznaczenia spotkania na wieczór.

Następnego dnia rano „Michał” skontaktował się telefonicznie z swoim oficerem prowadzącym i poprosił o natychmiastowe spotkanie. Poinformował na nim, że poprzedniego dnia udało mu się ustalić markę i numer rejestracyjny motocykla, którym F. został przywieziony na spotkanie przez Wacława Becia (u niego się ukrywał). Orientuje się również co do nazwiska posiadacza motocykla. Funkcjonariusze SB potwierdzili w Wydziale Komunikacji Prezydium PRN w Lublinie, do kogo należał motocykl o podanym numerze rejestracyjnym. Natychmiast zorganizowano grupę operacyjną składającą się z dwóch oficerów SB i 35 funkcjonariuszy ZOMO, która została dowieziona w okolice wsi Majdan Kozic Górnych, a następnie doprowadzona do zabudowań Wacława Becia.
21 X 1963 o godz. 15.45, w momencie okrążania gospodarstwa przez siły bezpieczeństwa, F. przebywał w stodole i zauważywszy zbliżającą się obławę, próbował – udając gospodarza – przejść przez linię obstawy. Gdy został wezwany do zatrzymania się, wydobył pistolet, oddał kilka strzałów i zaczął uciekać. Wykorzystując luki w linii obławy i osłonę zabudowań gospodarskich, przebiegł ok. 300 metrów, po czym został śmiertelnie ranny i po kilku minutach zmarł. W prosektorium Zakładu Medycyny Sądowej w Lublinie przeprowadzono sekcję zwłok, a następnie złożono je w bezimiennym grobie na cmentarzu komunalnym przy ul. Unickiej, gdzie wcześniej chowano straconych w więzieniu na Zamku. Dzięki pomocy pracownika cmentarza rodzinie udało się ustalić miejsce pochówku. Dopiero w 1983 siostra F. Czesława Kasprzak uzyskała pozwolenie na pochowanie ciała w rodzinnym grobowcu, na cmentarzu parafialnym w Piaskach. Zwłoki były pozbawione głowy.

11 I 1958 ze związku F. z Danutą Mazur urodził się syn Marek Mazur-Franczak. W 1992 został wyrokiem sądu uznany za syna F. Danuta Mazur (ur. 26 VI 1929, córka Michała i Marii z d. Ciepiel) i F. podejmowali próby sformalizowania swojego związku. Kończyły się one niepowodzeniem, gdyż księża, obawiając się prowokacji SB, odmawiali udzielenia ślubu.

IPN Lublin: 09/519, t. 1–5, Akta operacyjne J. Franczaka; 011/508, t. 1–5, Akta śledcze K. Mazura; 09/527, Akta operacyjne K. Mazura; 09/515, Akta operacyjne D. Mazur; 003/1323, t. 1–2, Teczka tajnego współpracownika „Michała”.
Z. Broński „Uskok”, Pamiętnik (1941 – maj 1949), wstęp i oprac. S. Poleszak, Warszawa 2004, s. 14, 15, 17, 183, 221, 246, 253, 257–260, 295–302.
V. Gut, Józef Franczak ps. „Lalek”. Ostatni partyzant poakowskiego podziemia, Warszawa 2004; H. Pająk, Oni się nigdy nie poddali, Lublin 1997, s. 238–280; idem, „Uskok” kontra UB, Lublin 1992, s. 184–195; S. Poleszak, Kryptonim „Pożar”. Rozpracowanie i likwidacja ostatniego żołnierza polskiego podziemia niepodległościowego Józefa Franczaka „Lalka”, „Lalusia” (1956–1963), „Pamięć i Sprawiedliwość” 2005, nr 2 (8), s. 347–376.

Sławomir Poleszak

(hasło z wydanego przez IPN słownika: Konspiracja i opór społeczny w Polsce 1944–1956. Słownik biograficzny, t. 3, Kraków–Warszawa–Wrocław 2007).

Itinerarium , , , , , ,

TARANEM W NIEBO

Kazanie na 29 niedzielę zwykłą 20 października 2013

 Najczęściej modlimy się Bez Powodu. Tak robimy od dzieciństwa, tak jest normalnie. Zdarza się, że jak nie odmówiliśmy modlitwy porannej albo wieczornej, czujemy się źle, czegoś zabrakło.

Modlimy się także Na Wszelki Wypadek. Niby nic złego i groźnego nie dzieje się w naszym życiu, ale kto wie co by się mogło zdarzyć, gdybyśmy zaprzestali się modlić.

Modlimy się często w formule Być Może. Na przykład o deszcz (ale wiadomo, że nie myślimy przy tym o zabraniu parasola), o dobrą pogodę w czasie ulew (okulary przeciwsłoneczne leżą spokojnie na półce), o pokój na świecie (bez pojęcia czy to Hutu biją Tutsi czy może na odwrót) czy jedność chrześcijan (choć większych różnic między „nimi” a „nami” nie widzimy). Taka modlitwa może pomoże, na pewno nie zaszkodzi.

Prawdziwa modlitwa jest wtedy, gdy potrzebujemy Tarana (ciężka drewniana lub metalowa bela służąca dawniej do rozbijania bram, zamków, fortec, etc.). Potrzebujemy Tarana, aby zburzyć mury choroby, uderzyć w rozpacz, skruszyć jakieś wielkie zło, uratować kogoś bliskiego, oddalić niszczący cios. Wtedy faktycznie walimy taranem w dzień i w nocy, bez przerwy, za każdym razem mocniej, wykrzesując z siebie ogromną wolę i moc. To już nie modlitwa tylko szalona walka, w której bierze udział dusza, serce, wola, nerwy, palce zaciskające się do krwi na różańcu albo rwące bezwiednie włosy z głowy, przymknięte do bólu oczy. Jesteśmy modlitwą, od stóp do głów, cali jesteśmy modlitwą. Jesteśmy taranem, który uderza z niezachwianą wiara, że za dziesiątym albo osiemdziesiątym razem, zdobędziemy to, o co walczymy.

Przeważnie cedzimy w kierunku nieba jakieś pobożne bla bla bla. Mury Nieba ustępują jednak tylko wskutek walenia taranem.

 

Kazanie dźwiękowe – www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

(Wj 17,8-13)
Amalekici przybyli, aby walczyć z Izraelitami w Refidim. Mojżesz powiedział wtedy do Jozuego: Wybierz sobie mężów i wyruszysz z nimi na walkę z Amalekitami. Ja jutro stanę na szczycie góry z laską Boga w ręku. Jozue spełnił polecenie Mojżesza i wyruszył do walki z Amalekitami. Mojżesz, Aaron i Chur wyszli na szczyt góry. Jak długo Mojżesz trzymał ręce podniesione do góry, Izrael miał przewagę. Gdy zaś ręce opuszczał, miał przewagę Amalekita. Gdy ręce Mojżesza zdrętwiały, wzięli kamień i położyli pod niego, i usiadł na nim. Aaron zaś i Chur podparli jego ręce, jeden z tej, a drugi z tamtej strony. W ten sposób aż do zachodu słońca były ręce jego stale wzniesione wysoko. I tak zdołał Jozue pokonać Amalekitów i ich lud ostrzem miecza.

(Ps 121,1-8)
REFREN: Naszą pomocą jest nasz Pan i Stwórca

Wznoszę swe oczy ku górom:
skąd nadejść ma dla mnie pomoc?
Pomoc moja od Pana,
który stworzył niebo i ziemię.

On nie pozwoli, by się potknęła twa noga,
ani się nie zdrzemnie Ten, kto ciebie strzeże.
Nie zdrzemnie się ani nie zaśnie
Ten, który czuwa nad Izraelem.

Pan ciebie strzeże,
jest cieniem nad tobą,
stoi po twojej prawicy.
Nie porazi cię słońce we dnie
ani księżyc wśród nocy.

Pan cię uchroni od zła wszelkiego,
ochroni twoją duszę.
Pan będzie czuwał nad twoim wyjściem i powrotem,
teraz i po wszystkie czasy.

(2 Tm 3,14-4,2) Trwaj w tym, czego się nauczyłeś i co ci zawierzono, bo wiesz, od kogo się nauczyłeś. Od lat bowiem niemowlęcych znasz Pisma święte, które mogą cię nauczyć mądrości wiodącej ku zbawieniu przez wiarę w Chrystusie Jezusie. Wszelkie Pismo od Boga natchnione jest i pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do kształcenia w sprawiedliwości – aby człowiek Boży był doskonały, przysposobiony do każdego dobrego czynu. Zaklinam cię wobec Boga i Chrystusa Jezusa, który będzie sądził żywych i umarłych, i na Jego pojawienie się, i na Jego królestwo: głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, w razie potrzeby wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz.

(Hbr 4,12) Żywe jest słowo Boże i skuteczne, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca.

(Łk 18,1-8) Jezus odpowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni modlić się i nie ustawać: W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: Obroń mnie przed moim przeciwnikiem. Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie. I Pan dodał: Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?

 

Itinerarium , , ,

MAREK I JERZY

Sobota 19 października 2013 Wspomnienie bł. Ks. Jerzego Popiełuszki

 Marek za dwa tygodnie pójdzie po raz ósmy na detoks. Cała rodzina mobilizuje się. Żona i dziadkowie będą się modlić, córka i dwóch synów wejdą w role wspierających kolejną próbę ojca. Marek idzie na detoks po raz ósmy, z małą wiarą, że się uda. Nie udało się dotąd mimo siedmiu prób. Wie, że Bóg mu przebaczył, że rodzina go rozumie. Nie umie tylko wybaczyć sam sobie. Zawiódł najbliższych. Nie znosi siebie, może nawet nienawidzi. Mówi, że ma jeszcze w sobie ostatni gram wiary i dlatego znów podjął próbę.

Zupełnie inna historia, też prawdziwa. Ksiądz Jerzy mówi to, co myśli większość Polaków. Pokazuje, że trzeba trwać przy prawdzie, sprzeciwiać się kłamstwu, bronić skrzywdzonych, upominać się o uwięzionych za przekonania, szukać pojednania, nie bać się władzy. Dziś brzmi to okropnie banalnie. To wszystko nie podoba się rządzącym. Naciskają, doradzają zamilczenie, w jego samochodzie pojawia się nagle groźna usterka, nieznany sprawca wrzuca cegłę przez okno. Robi się gorąco i rodzi się dylemat – przestać czy ryzykować. Ksiądz Jerzy odkrywa w sobie resztki wewnętrznej mocy, postanawia trwać do końca. Widzi gdzieś na horyzoncie śmierć ale trwa. Ginie bestialsko zamordowany przez wysłanników władzy, dwadzieścia dziewięć lat temu. Ksiądz Jerzy Popiełuszko.

Zestawiam te dwie historie, aby przypomnieć, że o wszystkim co najistotniejsze decyduje moc serca, wewnętrzna siła. Takie miejsce w nas, gdzie żyje rozpoznany lub nierozpoznany Bóg, opoka nie do skruszenia. Opoka, dzięki której nic nas nie złamie i zawsze możemy zwyciężyć.

Itinerarium , , , , ,

OSWAJANIE ABSURDÓW

Piątek 18 października 2013

 Za rok świętować będziemy srebrny jubileusz wolnej Polski, minie 25 lat od roku 1989. Przypominam, że od 1772 roku to najdłuższy okres niepodległości w historii Polski. Wiele rzeczy nam się udało, pewnie będzie coraz lepiej.

To, co kompromituje kolejne ekipy władające naszym krajem to dwie totalne porażki, jedna dotyczy służby zdrowia (dziś wspomnienie jej patrona, św. Łukasza), druga szkolnictwa. Znam wiele wypowiedzi i opinii, które usilnie dowodzą, że są to dziedziny wielce skomplikowane i nie sposób znaleźć dobrych rozwiązań. Przyznaję, że znam kilka osób, które jednak poradziłyby sobie z usprawnieniem jednej i drugiej sfery. Tymczasem służba zdrowia i szkolnictwo są przykładem zgubnej taktyki „jakoś się kręci”. Fakt, jakoś się kręci, choć poczucie lęku wobec problemów z leczeniem i rozgoryczenie szkołą, która ani uczy ani wychowuje (ściślej: wychowuje na gorsze) są powszechne.

Na przestrzeni swojego życia obserwuję jak pewne ważne zjawiska redukowane są do działań technicznych. Alkoholizm i narkomania nie są już „problemem społecznym” ale „chorobami”, na które należy wyasygnować odpowiednie sumy (które wciąż są za małe). Wkrótce nieuctwo i brak wiedzy zyskają status jednostki chorobowej i powstaną dziesiątki programów terapeutycznych.  Dla setek tysięcy ludzi czekających na wizyty u specjalistów i trudne operacje, powstanie zapewne jakiś program „Porozmawiajmy o tym”.

Boleję nad tym, że nie ma w Polsce forum dyskusji i myślenia nad tym jaki kierunek ma przyjąć przyszłość naszego kraju. Ponieważ filozofia „jakoś się kręci” ma się dobrze, efektem będą pokolenia ludzi schorzałych i niedouczonych, zapitych i naćpanych.

Może ja nie jestem osobą odpowiednią do krzyknięcia „Król jest nagi!”, ale pewien jestem, że oswajamy absurdy i zapłacimy za nie. Nie tracę nadziei, że nie jest za późno, aby przyszłoroczny jubileusz wolności był czasem przebudzenia.

Itinerarium , , , , , ,

NIE DAJE MI SPOKOJU PAPIEŻ

Czwartek 17 października 2013

 Nie daje mi spokoju nasz papież. Przyznaję, mocno wpisał się w mój życiorys. Tym co mówił i tym co robił.

Słuchałem Go w Ełku jak wołał: „Na świecie istnieją przejawy nędzy, które muszą wstrząsnąć sumieniami chrześcijan i przypomnieć im o pilnym obowiązku przeciwdziałania, zarówno indywidualnego, jak i społecznego. Także dzisiaj otwierają się przed nami rozległe dziedziny, w których miłość Boża powinna być obecna przez działanie chrześcijan. Chrystusowe «dziś» winno więc zabrzmieć z całą mocą w każdym sercu i uwrażliwić je na dzieła miłosierdzia. «Krzyk i wołanie biednych» domaga się od nas konkretnej i wielkodusznej odpowiedzi. Domaga się gotowości służenia bliźniemu. Jesteśmy wezwani przez Chrystusa. Wciąż jesteśmy wzywani. Każdy na inny sposób. Na różnych miejscach bowiem cierpi człowiek i woła o człowieka. Potrzebuje jego obecności, jego pomocy. Jakże ważna jest ta obecność ludzkiego serca i ludzkiej solidarności. Nie zatwardzajmy serc, gdy słyszymy «krzyk biednych». Starajmy się usłyszeć to wołanie” (8 czerwca 1999). Tak, ruszyły mnie te słowa, chyba nawet wstrząsnęły moim sumieniem. Doskonale słyszę jak wielu ludzi woła i nie udaję, że mnie to nie dotyczy. Tak jak umiem odpowiadam na ich wołanie. Staję przy nich, czasem mogę zrobić tylko tyle.

Inaczej także patrzę na mszę świętą, która nie może kończyć się na „Idźcie w pokoju Chrystusa”. „Św. Paweł wyraźnie podkreśla, że nie jest godziwa celebracja eucharystyczna, w której brakuje blasku miłości, potwierdzonej konkretnym świadectwem dzielenia się z najuboższymi (por. 1 Kor 11, 17-22. 27-34). Mam tu na myśli tragedię głodu, który dręczy setki milionów istot ludzkich, mam na myśli choroby nękające kraje na drodze rozwoju, samotność starców, trudności przeżywane przez bezrobotnych, przeciwności losu znoszone przez emigrantów. Są to nieszczęścia, które dotykają też — chociaż w innej mierze — regiony zamożniejsze. Nie możemy się łudzić: tylko po wzajemnej miłości i trosce o potrzebujących zostaniemy rozpoznani jako prawdziwi uczniowie Chrystusa (por. J 13, 35; Mt 25, 31-46). To właśnie jest kryterium, wedle którego będzie mierzona autentyczność naszych celebracji eucharystycznych” (7 listopada 2004).

Wolontariat, kolejna ważna sprawa, do wolontariuszy napisał: „pragnę wyrazić wam żywe i szczere uznanie za poświęcenie, z jakim w każdym miejscu na świecie nieustannie troszczycie się o tych, którzy znajdują się w potrzebie. Czy to gdy pracujecie w pojedynkę, czy też zrzeszeni w różnych organizacjach — dla dzieci, osób starszych, dla chorych, ludzi znajdujących się w trudnych sytuacjach, dla uchodźców i prześladowanych — jesteście promieniem nadziei, który rozprasza mrok samotności i dodaje odwagi do przezwyciężenia pokusy przemocy i egoizmu”. (5 grudnia 2001).

Nie daje mi spokoju ten papież. Wiem, że dzięki Jego gestom i słowom wiele zmieniło się w moim życiu. Cały świat wszedł na nowe tory, zmieniła się historia. Z drugiej strony wiem, że jest to papież „nie doczytany” i „nie dosłyszany”. Przeczuwam, że po latach budowania alei Jana Pawła, pomników i nadawania imienia szkołom, nadejdzie czas czytania, rozumienia i budowania wedle Jego słów i czynów. Bardzo wierzę, że Jego wymarzona Cywilizacja Miłości jest możliwa. Nie daje mi spokoju ten papież.

Itinerarium , , , , ,

NON ABBIATE PAURA

Kazanie na 35 rocznicę wyboru Jana Pawła II Środa 16 października 2013

Non abbiate paura! Trzydzieści pięć lat temu świeżo upieczony papież, Jan Paweł II posłał w świat to przesłanie. „Nie lękajcie się!” zakotwiczyło się w sercach i umysłach wielu Polaków. Było się czego bać, pałek policyjnych, aresztowania i więzienia, nawet skrycie zadanej śmierci, sowieckich czołgów. Dobrze pamiętaliśmy ofiary z Gdańska, Gdyni, Szczecina, Radomia i Ursusa. Świat też się bał, głowice nuklearne ze Wschodu i Zachodu celowały w siebie, gotowe do startu.

Ale co tam czołgi i głowice, strach naprawdę mieszka w nas. W sercach naszych ma dom i wyżywienie, hodujemy go od dzieciństwa. Mamy strach przed ważnymi decyzjami, przed wolnością, która jest trudna jak wspinaczka na Krywań, łatwiej zjeść lody na Krupówkach. Lękamy się ludzi, bo zdradzają, odchodzą, krzywdzą i oszukują. Przyszłość szczerzy kły bo może przynieść samotność, biedę i choroby. Strach jest najgorszym reżyserem naszego życia, ale zapraszamy go nader chętnie do tej roli. Może nam zabraknąć pieniędzy, rozgorzeje nienawiść między ludźmi, w końcu dopadnie nas śmierć, może w męczarniach.

Po 35 latach od wyboru Jana Pawła II jego inauguracyjne wołanie o odwagę i porzucenie lęku ciągle gra mi w duszy. Nie samo wołanie ale moc jakiej udzielał wołając „Nie lękajcie się!” Przekłada się dziś ta moc na odwagę omijania centrów handlowych, wyłączania telewizora i mówienia prawdy, mimo, że żaden zysk z tego.

Nie lękajcie się, przepędźcie wszystkie strachy ze swoich życiorysów, porwijcie się na  świętość i miłość, solidarność i odwagę. Nie lękajcie się, dopóki moc tamtych słów Jana Pawła II jeszcze działa.

Itinerarium , , , , , ,

NAJLEPSZE PRZED NAMI

Wtorek 15 października 2013

Moje pokolenie musiało odnaleźć się kilka razy w sytuacji nowej. Najpierw poniosły nas dwie fale radosne, Karol Wojtyła został papieżem i eksplodowała Solidarność. Potem przygnębiająca fala smutku, rozczarowania i cierpień po wprowadzeniu stanu wojennego. A potem już inna falka, rok 1989 i kres komuny. Za każdym razem przychodziło Nowe.

Z perspektywy wygląda to tak, że żyłem (i nadal żyję) w ciekawych czasach, z przekonaniem iż nic w tym świecie nie jest jeszcze skończone i ustalone na zawsze. Kto wie czy już wkrótce nie nadejdzie jakieś nowe Nowe.

Trzymam się Ewangelii ponieważ ona ciągle wprawia mnie w ruch i jak już myślę, że coś tam sobie poukładałem to nagle okazuje się, że Nowe Wino buzuje w starych bukłakach moich przyzwyczajeń i czuję impuls do zmiany. Przeglądając się w lustrze Ewangelii widzę, że więcej mam do zrobienia niźli dotychczas osiągnąłem. I to jest fantastyczne.

Takie stare z pozoru rzeczy, jak dobroć, mówienie szeptem, uprzejmość, wierna i czuła miłość, braterstwo z niespodziewanymi obcymi obok mnie, co rusz znajduję w Ewangelii ale i w życiu. To z pozoru stare rzeczy. Naprawdę zaś zaproszenie do nowego życia.

Ciekawe czasy to pewnie przypadek i nie zawsze muszą wnosić cokolwiek nowego w nasze życiorysy. Fantastyczne jest naprawdę to, że codziennie otrzymuję zaproszenie do nowego życia. I że to, co najlepsze jest nadal przede mną.

Itinerarium , , , , , ,

BELFROM Z PODZIĘKOWANIEM

Poniedziałek 14 października 2013

 Miałem dużo szczęścia w życiu ponieważ spotkałem wielu mądrych nauczycieli, szkolnych, uniwersyteckich i okolicznościowych. Profesor Jan Czerkawski naprowadził mnie na postać i dzieła Giovanni Pico della Mirandola (jak pięknie brzmi, wypowiedzcie sobie na głos!), piętnastowiecznego florenckiego myśliciela, dzięki czemu wiem, że człowiek może być albo nieczułym kamieniem albo energicznym aniołem, wszystko zależy od samego człowieka. Inny z moich nauczycieli, profesor Stanisław Kamiński wyczulił mnie na to, aby mówić przede wszystkim z sensem (staram się); kto wie czy gadanie bez sensu nie jest gorsze od pomyłek lub nawet kłamstw.

Sympatię do książek wyniosłem z kontaktów z moim pierwszym nauczycielem, Józefem Namysłowskim, który pozwolił mi na skorzystanie niemal ze wszystkiego, co zgromadził w swojej bibliotece. Kazania wcale nie muszą być nudne, to wiem dzięki lekturze Jana Taulera, średniowiecznego Niemca; odkrywał bliskość Boga tam, gdzie inni wskazywali, że są tylko drzewa, tęcza i krzesła wokół stołu.

Wspominam nauczycieli, którzy już odeszli, z którym zetknąłem się osobiście bądź dzięki ich dziełom. Noszę w sobie serdeczną wdzięczność wobec wszystkich nauczycieli. Zabrzmi to patetycznie, ale tak myślę, że w posłudze matematyków, polonistów, chemików, biologów, anglistów, etyków i geografów, obecna jest misja Chrystusa Nauczyciela. Mądrość, wiedza, poznanie i zrozumienie zawsze prowadzą do bliskości z Bogiem i czynią nas lepszymi. Dlatego nauczyciele, cokolwiek byśmy o niektórych myśleli i mówili, dają nam szansę na osiąganie dobra. Bardzo bym sobie życzył, aby takie widzenie powołania nauczycielskiego nie zanikło.

Każdy z nas miał w życiu wyjątkowych i zacnych nauczycieli, dzięki nim jesteśmy sensownymi ludźmi, a to jest część naszej historii zbawienia. Kończę z pozdrowieniami dla wszystkich, którzy uczą i nikt im za to nie dziękuje, no może raz w roku, 14 października.

Itinerarium , , , , , , , , ,

DZIESIĘĆ PROCENT SZCZĘŚLIWYCH

Kazanie na 28 niedzielę zwykłą 13 października 2013

 Wdzięczność jest stanem serca obudzonego do widzenia, słyszenia, czucia i smakowania dobra. Gdybyśmy to my byli uzdrowieni z trądu albo innego choróbska, na pewno pobieglibyśmy do Pana Jezusa i wyściskalibyśmy Go, wycałowali i bili czołem z uwielbieniem. A w Ewangelii na 10 uzdrowionych, tylko jeden okazał się szlachetny, na dodatek heretyk Samarytanin.

Rzeczywiście podziękowalibyśmy? Pozwolę sobie zaproponować każdemu z was prosty i niedługi test. Niech będzie 10 pytań.

 

  1. Czy podziękowała(e)ś Bogu za sobotni, wczorajszy dzień, ciepły, kolorowy i jesienny?
  2. Czy podziękowała(e)ś Bogu dzisiaj za zdrowie, za to co widziały twoje oczy, słyszały uszy i dotykały ręce?
  3. Czy podziękowała(e)ś Bogu dzisiaj za chleb, masło, herbatę, kawę, pasztet i pomidorową z makaronem?
  4. Czy podziękowała(e)ś Bogu za spokój na niebie nad tobą?  Żadna bomba nie poleciała na twój dom, miasto i ulicę. Nie zawsze tak było, były długie lata, kiedy syreny obwieszczały nalot i lęk, że bomba rozerwie cały dotychczasowy świat.
  5. Czy podziękowała(e)ś Bogu za monety i banknoty, za które kupowała(e)ś dziś benzynę, piwo, szampon i jesienne maliny?
  6. Czy podziękowała(e)ś mamie, ojcu, za to że żyjesz? (albo odmówiłeś modlitwę o szczęśliwą wieczność). Skąd masz to życie? Sam sobie go, pstryknięciem z palców, nie zrobiłeś.
  7. Czy podziękowałeś żonie za wyprasowaną koszulę? Same się nie prostują.
  8. Czy podziękowała(e)ś tym ludziom, którzy dziś uśmiechnęli się do ciebie, przytulili, zagadali i przysłali dobrą, ciepłą wiadomość?
  9. Czy podziękowała(e)ś dzieciom za ich szczebiot, sto razy powtarzane pytania „Co to? Po co?”
  10.  Czy podziękowała(e)ś dziewczynie na kasie, siedzi tam w weekendy po 10 godzin, za marne pieniądze.

 

Koniec testu, jeśli dziękowałeś Bogu i ludziom, wliczasz się w te 10 procent ludzi szczęśliwych, którzy widzą, słyszą i czują, że codziennie obsypywani są niezliczonymi darami.

 

Kazanie dźwiękowe: www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

 

(2 Krl 5,14-17)
Wódz Syryjski Naaman, który był trędowaty, zanurzył się siedem razy w Jordanie, według słowa męża Bożego, a ciało jego na powrót stało się jak ciało małego dziecka i został oczyszczony. Wtedy wrócił do męża Bożego z całym orszakiem, wszedł i stanął przed nim, mówiąc: Oto przekonałem się, że na całej ziemi nie ma Boga poza Izraelem! A teraz zechciej przyjąć dar wdzięczności od twego sługi! On zaś odpowiedział: Na życie Pana, przed którego obliczem stoję – nie wezmę! Tamten nalegał na niego, aby przyjął, lecz on odmówił. Wtedy Naaman rzekł: Jeśli już nie chcesz, to niechże dadzą twemu słudze tyle ziemi, ile para mułów unieść może, ponieważ odtąd twój sługa nie będzie składał ofiary całopalnej ani ofiary krwawej innym bogom, jak tylko Panu.

(Ps 98,1-4)
REFREN: Pan Bóg okazał ludom swe zbawienie

Śpiewajcie Panu pieśń nową,
albowiem uczynił cuda.
Zwycięstwo Mu zgotowała Jego prawica,
i święte ramię Jego.

Pan okazał swoje zbawienie,
na oczach pogan objawił swoją sprawiedliwość.
Wspomniał na dobroć i na wierność swoją
dla domu Izraela.

Ujrzały wszystkie krańce ziemi
zbawienie Boga naszego.
Wołaj z radości na cześć Pana, cała ziemio.
cieszcie się, weselcie i grajcie.

(2 Tm 2,8-13)
Pamiętaj na Jezusa Chrystusa, potomka Dawida! On według Ewangelii mojej powstał z martwych. Dla niej znoszę niedolę aż do więzów jak złoczyńca; ale słowo Boże nie uległo skrępowaniu. Dlatego znoszę wszystko przez wzgląd na wybranych, aby i oni dostąpili zbawienia w Chrystusie Jezusie razem z wieczną chwałą. Nauka to zasługująca na wiarę: Jeżeliśmy bowiem z Nim współumarli, wespół z Nim i żyć będziemy. Jeśli trwamy w cierpliwości, wespół z Nim też królować będziemy. Jeśli się będziemy Go zapierali, to i On nas się zaprze. Jeśli my odmawiamy wierności, On wiary dochowuje, bo nie może się zaprzeć siebie samego.

(1 Tes 5,18)
Za wszystko dziękujcie Bogu, taka jest bowiem wola Boża względem was w Jezusie Chrystusie.

(Łk 17,11-19)
Stało się, że Jezus zmierzając do Jerozolimy przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami. Na ich widok rzekł do nich: Idźcie, pokażcie się kapłanom. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec. Do niego zaś rzekł: Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła.

Itinerarium , , ,

NAJWAŻNIEJSZY JEST KOŚCIÓŁ

Sobota 12 października 2013

 Trzydzieści lat są już razem. Kłócili się setki razy, co jakiś czas mają ciche dni, złoszczą się na siebie. Na szczęście potrafią sobie przebaczać. W trzy dni burzą mury, które wyrastają w trzy minuty ostrej sprzeczki, dziwna sprawa, ale tak właśnie jest.

Udało im się wychować czworo dzieci, choć nigdy nie przyszło im do głowy, żeby myśleć, że to „aż” czworo. Całkiem normalnie zostali dziadkami, od bodaj dwóch lat uczą się tych ról. Nie narzekają na życie, ciężko mają na pewno inni.

Pensja nauczycielki i zarobki kierownika w administracji osiedla to nie kokosy, dobrze, że jest działka po rodzicach. Stamtąd przywożą ziemniaki, kapustę i pigwę, z której akurat teraz robi się konfiturę. Bardzo dobrą na przeziębienia.

Zrośli się ze sobą przez te lata. Nie mówią o miłości. Modlą się wspólnie, za wyjątkiem „cichych dni”. Planują wycieczki w Góry Stołowe, jeszcze tam nie byli.

Kościół Domowy, Ecclesia Domestica, najważniejszy Kościół, rzadko wspominany. Bez biskupa i katedry. Kościół, który budują od trzydziestu lat, Kościół bez którego nie byłoby żadnego Kościoła.

Itinerarium , , , , ,