OD WIARY W MIŁOŚĆ ZACZYNAM

Kazanie na 32 niedzielę zwykłą 10 listopada 2013

 O życiu wiecznym można dyskutować bez końca. Oprócz zagadki z żoną siedmiu braci, jak dziś, jest też pytanie (na przykład) czy niezbyt miła teściowa towarzyszyć będzie zięciowi przez całą wieczność czy tylko do połowy.

W całej rwącej rzece zdarzeń, spotkań, rozmów, chorób, cierpień, uniesień, zachwytów, wojen, kryzysów, w tej rzece, którą nazywamy życiem i tak chodzi o wieczność. Nie ode mnie zależy jak będzie (z żonami i teściowymi i wszystkim innym), ode mnie zależy czy będzie.

Wierzę w życie wieczne, ciała zmartwychwstanie, w Boga wszechmogącego, stworzyciela nieba i ziemi. Chociaż w to wszystko wierzę (przyznaję, że czasem mocniej a czasem dość słabo), to i tak najważniejszym przeczuciem, sensem i dowodem jest miłość.

Jeżeli człowiek w miłość nie wierzy i jej nie praktykuje, mnożą się wątpliwości i co do Boga i życia wiecznego. Miłość, prosta i codzienna, najlepiej utkana z dobrych czynów, tu się rozpoczyna i nigdy nie kończy.

Dzisiaj zaczyna się moja droga do Boga i życia wiecznego. Od wiary w miłość.

 

Kazanie dźwiękowe www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

 

 

 

(Łk 20,27-38)
Podeszło do Jezusa kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go w ten sposób: Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech jego brat weźmie wdowę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu. Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł bezdzietnie. Wziął ją drugi, a potem trzeci, i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci. W końcu umarła ta kobieta. Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy siedmiu bowiem mieli ją za żonę. Jezus im odpowiedział: Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania. A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa “O krzaku”, gdy Pana nazywa Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją.

(2 Mch 7,1-2.9-14)
Zdarzyło się, że siedmiu braci razem z matką zostało schwytanych. Bito ich biczami i rzemieniami, gdyż król chciał ich zmusić, aby skosztowali wieprzowiny zakazanej przez Prawo. Jeden z nich, przemawiając w imieniu wszystkich, tak powiedział: O co pragniesz zapytać i czego dowiedzieć się od nas? Jesteśmy bowiem gotowi raczej zginąć, aniżeli przekroczyć ojczyste prawa. W chwili, gdy oddawał ostatnie tchnienie, powiedział: Ty, zbrodniarzu, odbierasz nam to obecne życie. Król świata jednak nas, którzy umieramy za Jego prawa, wskrzesi i ożywi do życia wiecznego. Po nim był męczony trzeci. Na żądanie natychmiast wysunął język, a ręce wyciągnął bez obawy i mężnie powiedział: Od Nieba je otrzymałem, ale dla Jego praw nimi gardzę, a spodziewam się, że od Niego ponownie je otrzymam. Nawet sam król i całe jego otoczenie zdumiewało się odwagą młodzieńca, jak za nic miał cierpienia. Gdy ten już zakończył życie, takim samym katuszom poddano czwartego. Konając tak powiedział: Lepiej jest nam, którzy giniemy z ludzkich rąk, w Bogu pokładać nadzieję, że znów przez Niego będziemy wskrzeszeni. Dla ciebie bowiem nie ma wskrzeszenia do życia.

(Ps 17,1.5-6.8.15)
REFREN: Gdy zmartwychwstanę, będę widział Boga

Rozważ, Panie, moją słuszną sprawę,
usłysz moje wołanie,
wysłuchaj modlitwy
moich warg nieobłudnych.

Moje kroki mocno trzymały się Twoich ścieżek,
nie zachwiały się moje stopy.
Wołam do Ciebie, bo Ty mnie, Boże, wysłuchasz;
nakłoń ku mnie Twe ucho, usłysz moje słowo.

Strzeż mnie jak źrenicy oka,
skryj mnie w cieniu Twych skrzydeł.
A ja w sprawiedliwości ujrzę Twe oblicze,
ze snu powstając nasycę się Twym widokiem.

(2 Tes 2,16-3,5)
Sam Pan nasz Jezus Chrystus i Bóg, Ojciec nasz, który nas umiłował i przez łaskę udzielił nam nie kończącego się pocieszenia i dobrej nadziei, niech pocieszy serca wasze i niech utwierdzi we wszelkim czynie i dobrej mowie! Poza tym, bracia, módlcie się za nas, aby słowo Pańskie rozszerzało się i rozsławiło, podobnie jak jest pośród was, abyśmy byli wybawieni od ludzi przewrotnych i złych, albowiem nie wszyscy mają wiarę. Wierny jest Pan, który umocni was i ustrzeże od złego. Co do was, ufamy w Panu, że to, co nakazujemy, czynicie i będziecie czynić. Niechaj Pan skieruje serca wasze ku miłości Bożej i cierpliwości Chrystusowej!

(Ap 1,5-6)
Jezus Chrystusa jest Pierworodnym umarłych, Jemu chwała i moc na wieki wieków!

 

Itinerarium , , , , ,

ZUPA ALBO BIGOS W DUŻYM GARZE

Sobota 9 listopada 2013

Duży gar zupy czy solidny termos z bigosem, to wcale nie tak mało. Wystarczy, wiem to z doświadczenia, dla 50-60 osób. Dzięki zupie, bigosowi czy innej gorącej strawie, nasze bezdomne siostry i bezdomni bracia wprowadzą w swój organizm dobrą porcję kalorii. Przy niskich temperaturach to bardzo ważne.

Nasz lubelski „Gorący Patrol” już od ponad tygodnia codziennie rozdaje wieczorne posiłki bezdomnym. Przy okazji, na ile się da, zmieniamy opatrunki, bo ręce i nogi bezdomnych wymagają maści i bandaży. Podczas patrolu rozmawiamy z ludźmi, wysłuchujemy dziesiątki poplątanych ludzkich historii, próbujemy zaszczepić pomysł na powrót do trzeźwości. Poza tym wszystkim, najważniejsze jest to, że jesteśmy razem.

W ciągu tygodnia w kwestii posiłków wspomaga nas zaprzyjaźniona szkoła, gotując więcej pomidorowej, forszmaku czy pulpetów. Gorzej jest w weekendy, kiedy szkolna stołówka nie działa. Dlatego marketing Radia eR 87,9 FM, współpracujący z Gorącym Patrolem, rozesłał pisma do lubelskich barów i restauracji z zaproszeniem do wsparcia akcji. Pochwalę te z nich, które już od dziś chętnie zaoferowały gorące posiłki: Hotel i Restauracja „Lwów” zafundowały bigos myśliwski, Gospoda „Sielsko Anielsko” sowity gar treściwej zupy, a „Zajazd pod Gwiazdami” nie wiem dokładnie co. Kilka innych się zastanawia, a tylko jedna (znana i zasobna) odmówiła.

Przyznaję, że na dzisiaj nie mamy jeszcze rozwiązania na poniedziałek 11 listopada, ale zachęcam kogoś kto ma jakieś możliwości do uczczenia rocznicy odzyskania Niepodległości. Gar zupy czy bigosu na Niepodległość! Piszę całkowicie serio.

Na moim profilu FB znajdziecie dzisiaj kilka zdjęć z Patrolu. Nic w tym z autopromocji, to tylko prawda o  świecie obok nas. Potrzebujemy przed nadejściem mrozów ciepłych czapek, rękawic, szalików i głównie męskich butów, które rozdamy naszym przyjaciołom bez domu. Nie muszę dodawać, że chodzi o rzeczy w dobrym stanie.

Itinerarium , , , , , ,

TAKĄ MAM STARĄ WIARĘ

Piątek 8 listopada 2013

 Nie zaskoczyła mnie informacja, że przez rok widownia „Faktów” w TVN spadła o prawie milion. Mam nadzieję, że jeśli program się nie zmieni, tendencja ta utrzyma się.

Nie jestem stałym telewidzem, ale po kilkunastu seansach z „Faktami” nic mnie do nich nie przekona. Z kilku powodów. Najpierw ten, że „Fakty” coraz bardziej miały tyle wspólnego z faktami, co dawniejsza i słynna moskiewska „Prawda” (gazeta komunistyczna) z prawdą. Fakty związane z życiem Polaków oraz sytuacją na świecie znajduję zupełnie gdzie indziej, m.in. na kilku portalach. Papka zlepiona z ciekawostek i sensacji nie interesuje mnie. Drugi powód to wrażenie, że dziennikarze nie do końca rozumieją rzeczywistość, którą się zajmują. Kolorowe obrazki z zabawnym komentarzem wolę oglądać w filmach, ponadto mam już za sobą etap fascynacji obrazem, kiedy to mogłem oglądać wszystko byle było kolorowe i się ruszało (czasy liceum). Trzeci powód to nuda, ponieważ w „Faktach” od początku do końca wiadomo co i jak zostanie pokazane oraz skomentowane.  Materiały z tezą ubliżają nawet niewysublimowanej inteligencji. Czwarty powód to maniera pouczania widza, z podtekstem: „Nie bądź głupi, myśl tak jak my!” A widz nie jest głupi i myśli swoje. Nie lubię, jak ktoś filuternie mruga do mnie, pewnie coś kombinuje.

Tyle o „Faktach”. W ogóle wierzę nadal w takie gazety, radia i telewizje, które nie będą się bały sięgania po prawdę i uciekały w formułę „prawda zawsze leży po środku”. Prawda leży tam gdzie leży, raz po środku a raz zupełnie gdzie indziej. Stwierdzenie, że „prawda zawsze leży po środku” to „g…o prawda”, wedle terminologii ś. p. ks. Józefa Tischnera. Może naiwnie, ale wierzę w to, że z ludźmi można rozmawiać, a nie tylko ich bić, co stało się domeną wielu programów telewizyjnych. Trochę jakby w „Desideracie”, gdzie znajdziemy zachętę „Wysłuchaj nawet głupich, oni też mają swoją pieśń”. Ci współcześni głupi, to ludzie którzy serio traktują wierność Bogu i Ojczyźnie (nie „oszołomy”), chodzą nawet codziennie do kościoła (i nie są „ciemnogrodem”) i wzdrygają się na myśl o aborcji lub eutanazji (i nie stanowią żadnej „ekstremy”).

Taką mam starą wiarę, w prawdę, zdrowy rozsądek, w Boże przykazania i ludzkie dobro. I dlatego telewizję rzadko oglądam a „Faktów” wcale.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

POLSKA HAŃBA OD 25 LAT

Czwartek 7 listopada 2013

 Listopad, zaraz rocznica odzyskania niepodległości po zaborach, bohaterska walka Orląt Lwowskich, to wszystko jakoś nastraja mnie na Polskę. Z dumą przeplata się też złość, złość na niemoc dzisiejszych władz.

Zaraz po przemianach z roku 1989 nastąpiły możliwości jako takiego uporządkowania zła spowodowanego przez układy w Jałcie i Poczdamie oraz 45 lat komunizmu we Wschodniej Europie. Z ponad 950.000 Niemców pozostałych po wojnie w Kazachstanie, do kraju wróciło już ok. 600.000. Każdy, kto czuje się Niemcem może wrócić nad Łebę i Ren, przy czym otrzymuje od państwa pomoc w znalezieniu mieszkania, pracy oraz wsparcie finansowe. W latach 1990 – 1992, ówczesny polski premier, Tadeusz Mazowiecki (chwała mu za to), zgodził się na akcję „Most”, dzięki której przerzucono przez nasze lotniska setki tysięcy Żydów z upadającego ZSRR do Izraela.

Niemcy potrafili, Żydzi potrafili, my przez 25 lat nie potrafimy umożliwić powrotu do Ojczyzny Polakom zza wschodniej granicy. Nasze prawo zezwala na repatriację Polakom z dalszych rejonów dawnego ZSRR, np. z Kazachstanu (ale już nie z terenu obecnej Białorusi czy Ukrainy), o ile prezydent jakiegoś polskiego miasta bądź wójt gminy zapewni mu mieszkanie i pracę. Nie mają jednak na to żadnych pieniędzy ani jakiegokolwiek wsparcia państwa. Kolejne nasze rządy po roku 1989 umywają ręce od załatwienia tej sprawy. Prawdopodobnie ponad 100.000 Polaków, nadal żyjących w Kazachstanie i dalsze dziesiątki tysięcy z Ukrainy i Białorusi, chciałoby wrócić do Polski.

Ja naprawdę mogę jeszcze przez 10 lat jeździć bez autostrad, przeżyłbym bez Euro 2012 i stadionów, dałbym radę bez kolejnych lotnisk, wy zapewne także. Za rok, w czerwcu 2014, będziemy mieli 25 lat nowej wolnej Polski. Ale bez Polaków ze Wschodu, którym należy się Polska, za lata przesiedleń, upokorzeń i cierpień, będzie to świętowanie podłe. Jesteśmy bogatym krajem, stać nas na to, żeby przygarnąć rodaków, a to, co do tej pory robi nasze państwo, to hańba.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

CORAZ WIĘKSZY BLASK MIŁOŚCI

Środa 6 listopada 2013

 O miłości napisano już wszystko, więc ja raczej w formie przypomnienia tylko. Nie ma jej bez przebaczenia, tego codziennego. Z biegiem lat rozumiem (chyba) dlaczego św. Piotr usłyszał, że przebaczać trzeba siedem razy na dzień. Normalnie zdolni jesteśmy do jakiegoś strzelistego aktu wybaczenia raz na rok, przed świętami. Jeżeli jednak ma to być miłość, to przebaczenie dzieje się często, gęsto i do końca życia.

Nie ma miłości bez cierpliwości, spokojnego czekania, wpisanego w codzienne reakcje jako coś oczywistego. Trzeba wykreślić ze słownika niecierpliwość, nauczyć się nie otwierać ust z gotową naganą, zmieniać grymas w uśmiech i odliczać do stu.

Bez wyrozumiałości także żadna to miłość. W mózgu należy uruchomić aplikację „Są lepsi i mądrzejsi ode mnie” i stosować ją do końca wobec z pozoru dobrze znanych żon i mężów. A jak już ktoś syknie: „Ja już cię dobrze znam! Wiem na co cię stać!” to sobie wystawia świadectwo wielkiej głupoty. Najpiękniejsze prawdy o ludziach odkrywamy zwykle wtedy jak już odeszli.

Dobrze jest jeśli z nasion kwiatków, spacerów, filmów w kinie, wyrastają dojrzałe drzewa przebaczenia, cierpliwości i głębokiego zrozumienia. Gorzej, jak sterczą kikuty narzekania, smuty i zrzędzenia od piątej rano do północy.

No i dojrzała miłość nie krzyczy się z przerażeniem: „Boże! Widziałe(a)ś? Włosy ci wypadają! Jak ty łysiejesz!!!”. Ona czule mówi:  „Kochana(y), z dnia na dzień bije od ciebie coraz większy blask …”

 

Itinerarium , , , , , ,

DWÓCH LUDZI KTÓRYCH DZIELIŁA MAŁA RZECZKA

Wtorek 5 listopada 2013

 Dwóch ludzi mieszkało obok siebie, dzieliła ich tylko mała i płytka rzeczka. Zbudowali domy, dzielnie przy tym sobie wzajemnie pomagając i okazało się, że każdemu pozostało jeszcze sporo cegieł.

Pogadali, pogłówkowali i zdecydowali, że zbudują most na rzeczce. Wyszedł im piękny, szeroki most, z ozdobną balustradą i schodkami. W jedną i drugą stronę przechodziły nim żony i dzieci gospodarzy, składając sobie miłe wizyty.

Jak dotąd, wszystko jest jak w bajce, ale ponieważ życie to nie bajka, ludzie zaczęli się z byle jakiego powodu kłócić. Potem mówili wzajemnie o sobie złe rzeczy, coraz gorsze a wreszcie nawet najgorsze. Zabronili spotkań swoim żonom i dzieciom, a nocami spuszczali psy.

Pewnego ranka jeden z gospodarzy wyszedł w kierunku mostu z młotkiem. Drugi jakby tylko na to czekał. Do wieczora każdy rozebrał swoją część mostu. A następnego dnia pierwszy z ludzi zaczął ze swoich cegieł stawiać mur, drugi jakby tylko na to czekał. Za dwa dni przed domami gospodarzy stanęły dwa wysokie mury, pamiętacie, że cegieł było sporo. Mury całkowicie zasłoniły widok w stronę dawnych przyjaciół. Żony i dzieci dawnych przyjaciół powoli zaczęły zapominać jak wyglądali ich dawni sąsiedzi.

Tak było, jest i chyba będzie między nami ludźmi. Budujemy albo mury albo mosty.

Itinerarium , , , , ,

KRÓTKIE WIEŚCI Z DOBREJ SZKOŁY

Poniedziałek 4 listopada 2013

 Podczas jednej z ostatnich rekrutacji do wolontariatu zgłosiła się młoda studentka, chciała zaangażować się w pomoc chorym dzieciom w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym. Przyszła z mocną motywacją. „Kilka lat temu, leżałam na chirurgii w DSK, po wypadku. Bardzo dobrze pamiętam, jak przychodzili do mojej sali wolontariusze, prowadzili zabawy, zagadywali, było naprawdę wesoło. Wtedy postanowiłam, że jak dostanę się na studia, to będę także wolontariuszką.” Słowa dotrzymała. Właściwie to oddaje coś co sama otrzymała.

Kilka dni temu, w centrum miasta, kątem oka z samochodu zauważyłem człowieka, który leżał pod murem. Zatrzymałem się, idę w kierunku zdarzenia. Widzę jak młoda kobieta macha do mnie ręką, w drugiej trzyma telefon: „Już, już! Zawiadomiłam pogotowie, zaraz będą!” Chciałem powiedzieć, że dziękuję, kiedy usłyszałem: „Dobra szkoła wolontariatu! Ksiądz mnie może nie pamięta, teraz już pracuję, ale byłam kilka lat w wolontariacie, wiem, że trzeba wezwać pomoc.”

Młody, obiecujący doktorant, opowiadał mi niedawno, że po powrocie  w rodzinne strony, zaczęło mu czegoś brakować po latach w wolontariacie. Znalazł grupkę gimnazjalistów i licealistów, która do tej pory modliła się i poznawała Pismo  Święte. Zaproponował uzupełnienie programu „o wątek miłosierdzia”. Chodzą teraz z piosenkami i skeczami do Domu Dziecka, odwiedzają też kilka starszych, samotnych osób. Niektórym czytają książki, z innymi po prostu gadają o pogodzie i kolejkach do lekarza.

Prawie czternaście lat temu napisałem króciutki „etos wolontariusza”, w którym ogłosiłem m.in. że kiepski wolontariusz bywa nim dwie godziny w tygodniu, a prawdziwy jest wolontariuszem zawsze i w każdej sytuacji. Sam w to wierzę i praktykuję. A radość wielką mam, że ta wiara i praktyka podzielana jest coraz powszechniej.

 

Itinerarium , , ,

ZEJDŹ PRĘDKO!

Kazanie na 31 Niedzielę Zwykłą 3 listopada 2013

 To nic nadzwyczajnego, że Zacheusz przyjął w swoim domu Jezusa, że połowę swojego majątku (sporego!) rozdał ubogim, a skrzywdzonych przez siebie wynagrodził poczwórnie. Nic też dziwnego, że wcześniej wgramolił się na gałąź sykomory (skądinąd ślicznego drzewa), lubił chyba jak coś się działo w nudnym kurorcie jakim było podówczas Jerycho. Miał przechodzić Jezus, o którym było głośno. Zacheusz, pomimo obciachu, był przecież Poważnym Urzędnikiem, posłuchał wołania Jezusa.

Sami latamy na koncerty, spotkania z Papieżem i ciekawymi ludźmi a nawet na pokazy magików. Wiele razy słyszeliśmy, żeby prędko zejść. Zejdź prędko! Nie możesz być widzem z tyłkiem na wygodnym fotelu. Nie masz na to czasu, aby oglądać życie, jakby nie należało do ciebie. Zejdź! Prędko! Zejdź z tych wszystkich forów internetowych, gdzie nie ma życia a nieustannie toczy się farsa pozorów.

Siedzimy na naszych sykomorach, zupełnie przypadkowych kierunkach studiów, śmiesznych posadach prezesów, dyrektorów, referentów, przedstawicieli handlowych, zastępców sekretarzy i skarbników.

Każdy z nas dobrze wie, z jakiej sykomory ma zejść. I nie kiedyś, ale prędko, natychmiast, dzisiaj. Zacheusz schodzi, jest już rozradowany, widzi ludzi, z którymi dzieli się swoimi rzeczami, żyje.

Bardzo piękne i absolutnie wyjątkowe jest życie, kiedy już ruszymy się, prędko i natychmiast.

 

Kazanie dźwiękowe – www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

 

 

(Łk 19,1-10)
Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić. Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy, widząc to, szemrali: Do grzesznika poszedł w gościnę. Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie. Na to Jezus rzekł do niego: Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło.

(Mdr 11,22-12,2)
Panie, świat cały przy Tobie jak ziarnko na szali, kropla rosy porannej, co spadła na ziemię. Nad wszystkim masz litość, bo wszystko w Twej mocy, i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili. Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił. Jakżeby coś trwać mogło, gdybyś Ty tego nie chciał? Jak by się zachowało, czego byś nie wezwał? Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia! Bo we wszystkim jest Twoje nieśmiertelne tchnienie. Dlatego nieznacznie karzesz upadających i strofujesz, przypominając, w czym grzeszą, by wyzbywszy się złości, w Ciebie, Panie, uwierzyli.

(Ps 145,1-2.8-11.13cd-14)
REFREN: Będę Cię wielbił, Boże mój i Królu

Będę Cię wielbił, Boże mój i Królu,
i sławił Twoje imię przez wszystkie wieki.
Każdego dnia będę Ciebie błogosławił
i na wieki wysławiał Twoje imię.

Pan jest łagodny i miłosierny,
nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
Pan jest dobry dla wszystkich,
a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył.

Niech Cię wielbią Panie wszystkie Twoje dzieła
i niech Cię błogosławią Twoi święci.
Niech mówią o chwale Twojego królestwa
i niech głoszą Twoją potęgę.

Pan jest wierny we wszystkich swoich słowach
i we wszystkich dziełach swoich święty.
Pan podtrzymuje wszystkich, którzy upadają,
i podnosi wszystkich zgnębionych.

(2 Tes 1,11-2,2)
Modlimy się zawsze za was, aby Bóg nasz uczynił was godnymi swego wezwania, aby z mocą udoskonalił w was wszelkie pragnienie dobra oraz czyn płynący z wiary. Aby w was zostało uwielbione imię Pana naszego Jezusa Chrystusa – a wy w Nim – za łaską Boga naszego i Pana Jezusa Chrystusa. W sprawie przyjścia Pana naszego Jezusa Chrystusa i naszego zgromadzenia się wokół Niego, prosimy was, bracia, abyście się nie dali zbyt łatwo zachwiać w waszym rozumieniu ani zastraszyć bądź przez ducha, bądź przez mowę, bądź przez list, rzekomo od nas pochodzący, jakoby już nastawał dzień Pański.

(J 3,16)
Tak bowiem Bóg umiłował świat, że dał swojego Syna Jednorodzonego, każdy, kto w Niego wierzy, ma życie wieczne.

Itinerarium , , , , , ,

LEKCJE O ŚMIERCI I TEGO CO PO NIEJ

Kazanie na Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych

Sobota 2 listopada 2013

 Uczę się śmierci i tego co będzie po śmierci w zwykłych poniekąd sytuacjach.

W tej kwestii wiele lekcji udziela mi cisza. Choć lubię dźwięki, głosy i brzmienia, cisza objawia inny wymiar świata, życia ale i mnie samego. Jest, ocierając się o banał, ukojeniem, jakimś wielkim spokojem przychodzącym jednocześnie spoza mnie jak i ze mnie, gdzieś z głębi. Cisza ma swoją przestrzeń, chyba nieogarnioną, bo wiem, że może być ciszej i ciszej i jeszcze ciszej. W ciszy jest coś z tajemnicy śmierci i zapowiedzi nowego życia.

Inaczej uczę się śmierci i tego co po niej z chwil przebaczenia, kiedy stać mnie na zgodę ze wszystkim i wszystkimi. O nic i do nikogo żalu nie mam, w miarę dobrze życzę wrogom. W przebaczeniu czuję się blisko z wieloma ludźmi, niekiedy mam wrażenie, że ze wszystkimi. To jakaś jedność czy pojednanie, silna unia z ludźmi, rzeczami, przyrodą. I przeczucie, że kiedyś tak już było i że Potem będzie tak na zawsze. Może w przebaczeniu jeszcze odzywa się powiew tajemnicy stworzenia i niezakłóconej harmonii (czyli ten powiew Początku) oraz powiew obietnicy przyszłego, nieopisanego zjednoczenia z Bogiem i całym stworzeniem (czyli ten powiew od strony Jutra)?

Lekcje w temacie śmierci i tego co po niej pobieram ilekroć mogę w spokoju patrzeć i słuchać lasu (nawet zwykłego młodniaka, w którym bez ładu i składu dębina miesza się z brzeziną), także wtedy gdy trafia mi się czas nad morzem lub w przełęczy między szczytami. We wszystkim jest niezwykłe stężenie piękna, choć ja rozpędzony za wieloma sprawami ledwo muskam tę tajemnicę, czasem liznę i otrę się o nią. Piękno tu słyszane, widziane, wdychane, dotykane, nie ma pauz i antraktów, ono się odmienia. Śmierć ma swoje piękno, z lekka pomieszane, trochę ma Tego i trochę Tamtego, Tego pięknego świata  i Tamtego Najpiękniejszego.

Śmierci i tego co po niej uczę się ze spotkań z ludźmi. Każda z nimi wspólnota (słów, myśli, ducha, ciała, działania, modlitwy) pozostawia popiół i diament. Na nic ten popiół, to, co zostanie rozwiane i przeminie. Z tych wspólnot z ludźmi zbieram jednak diamenty wierności, współczucia, nieodstępnej przyjaźni, przedziwnej mocy i nieskruszonego sensu. Jest w tajemnicy śmierci próba i szale wagi, jak w życiu z ludźmi. A po niej diamenty, już pewnie bez popiołu.

Te wszystkie lekcje, to nie ja sam wymyśliłem. Tak pilnie jak umiałem, brałem je od innych, których spotkałem, słuchałem, z którymi piłem kawę i chodziłem po lesie.

Od Karola Wojtyły, a potem papieża, który zapytał mnie jak mam na imię, a ja myślałem, że odpyta mnie z uczynków miłosiernych wobec duszy, których do dzisiaj nie umiem na pamięć. Od ks. Józefa Tischnera, który odpisał na mój list, nawet przyznając rację, że Karol Ludwik Maria Koniński to wielki lecz zapoznany polski myśliciel. Od brata Rogera z Taize, który powiedział mi, że podziwia Polskę i Polaków. Od Krzysztofa Kolbergera, który tremował się nawet przed pięćdziesięcioma widzami i był wdzięczny, że przyniosłem mu kieliszek koniaku. Od Tadeusza Mazowieckiego, którego raz odwiedziłem w jego mieszkaniu i ze zdumieniem odkryłem, że ma tylko dwa pokoje, a ja myślałem iż każdy premier ma przynajmniej piętrowy domek. Od Józefa Życińskiego, arcybiskupa, który dzwonił czasem przed szóstą rano, aby zapytać o kogoś mądrego w lokalnej telewizji, a ja znałem odpowiedź. Wygląda na to, że się chwalę? Nie, wyliczam tylko niektórych nauczycieli, którzy podpowiadali mi co to śmierć i co po niej.

Od wuja Romualda, który nabijał w sekundę robaka na haczyk i zaraz wyciągał z rzeki okonia. Od Józefa, gajowego, który znał wszystkie leszczyny z orzechami we wszystkich lasach z mojego dzieciństwa. Od moich Dziadków, dla których Matka Boska z Ostrej Bramy miała dużą przewagę nad Częstochowską. Od mojego Ojca, dla którego piąta rano była najlepszą godziną na rozpoczynanie sianokosów i żniw.

Codziennie prawie mam wspomnienie bliskich mi wiernych zmarłych. Od każdego pobierałem najważniejsze lekcje życia. Teraz wiem, że były to także lekcje o śmierci i tego, co po niej.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , ,

ŚLINA NA OCZY I INNE DZIWNE RZECZY

Kazanie na Uroczystość Wszystkich Świętych Piątek 1 listopada 2013

 O zmarłych będziemy dzisiaj i jutro rozmawiać, wspominać, zapalimy znicze, złożymy kwiaty. Dobrze, ładnie. Te najbliższe dni, jeśli mamy je sensownie przeżyć, mogą być skuteczną modlitwą za naszych bliskich zmarłych. Sam od lat praktykuję przez 8 dni, od 1 do 8 listopada uzyskiwanie odpustu dla nich.

Może większość z was wie o co chodzi, ale przypomnę. Oktawa uroczystości Wszystkich Świętych daje przywilej wstawiennictwa za ośmiu zmarłych, wywalczenia dla nich nadziei zbawienia. Jest kilka warunków, które musimy spełnić. Najpierw trzeba być w stanie łaski uświęcającej (bez grzechu ciężkiego, czyli po spowiedzi), dalej należy przyjąć komunię świętą, nawiedzić każdego dnia cmentarz (lub kościół, kaplicę, a w przypadku np. choroby wystarczy mieć taką intencję), odmówić Ojcze Nasz i Wierzę w Boga oraz dowolną modlitwę w intencjach polecanych przez papieża. W ten sposób możemy uratować osiem osób.

Już widzę, jak niektórzy z was, bardziej sceptyczni, krzywią się i wątpią. Faktycznie, z pozoru dziwne to warunki. Nie mniej dziwne wydawało się zachowanie Jezusa, który „splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego” (J 9, 6), ale niewidomy przejrzał. Równie dziwaczne było spuszczenie przez otwór w dachu sparaliżowanego tuż przed Jezusa (np. Łk 5,17-26), ale człowiek odszedł o własnych siłach.

Naprawdę dziwne i niewiarygodne rzeczy dzieją się kiedy wierzymy. Zyskujcie odpusty za zmarłych! Serdecznie namawiam!

Itinerarium , , , , , ,