CZEMU NIE PORZUCAMY NASZYCH SARDYNEK

Sobota 30 listopada 2013 Św. Andrzeja Apostoła

 Przydarzyło się Andrzejowi (i Piotrowi, ale dziś Andrzejki, więc o Andrzeju) coś prawdziwego. Prawdziwego i pięknego, coś co zdarza się pewnie każdemu z nas. Tylko nie każdy z nas dosłyszy zaproszenie, a jak dosłyszy to jeszcze nie oznacza, że zostawi swoje stare śmieci i zaryzykuje przygodę życia.

„Panie Jezu, mam tu w moim jeziorze sardynki i tilapie, da się z tego wyżyć. Tu mieszkali moi dziadowie, tu mam rodzinę, kolegów. Ta Twoja metafora o <łowieniu ludzi> to poezja. Idź sobie i nie zawracaj mi głowy”, mógł powiedzieć Andrzej.

Nie powiedział jednak nic, przynajmniej nic godnego zanotowania, tylko zostawił sieci (i ryby, i sardynki, i rodzinę i kolegów) i poszedł za Nim. Przydarzyła mu się okazja przeżycia czegoś naprawdę, czegoś ważnego, zupełnie  niepowtarzalnego, wartego natychmiastowego rzucenia sieci. Wszyscy dookoła odtwarzali scenariusze znane od lat, będziesz łowił ryby jak twój dziad i ojciec, zbudujesz dom, posadzisz sykomorę i będziesz miał dorodnych synów. Jak się dobrze ułoży pójdziesz do Jerozolimy i zobaczysz Świątynię!

Wszyscy kuszeni jesteśmy gotowymi scenariuszami, matura, studia, praca, dom, samochód, rodzina, drzewo, syn. Jak się dobrze ułoży uda się nam podróż dookoła świata.

Każdemu z nas przytrafia się zaproszenie, żeby przeżyć życie według jedynego i niezwykłego, głębokiego i pięknego scenariusza. Czasem nie dosłyszymy, czasem udajemy, że to było nie do nas. A najczęściej wolimy  postukać się w czoło i spokojnie dalej łowić dobrze znane sardynki. Przynajmniej wiadomo o co chodzi, a nie jakieś (kurtka na wacie) „ludzi będziesz łowił”.

Dom, samochód, rodzina, dzieci, podróż dookoła Polski czy świata, to wszystko jest okej, w tym zestawie też przychodzi wezwanie do porzucenia starych śmieci. To zaproszenie ma wymiar serca a nie jakichś ekstrawagancji w stylu wyjazdu na koniec świata.

Każdy z nas ma zaproszenie do skosztowania czegoś ważnego, pięknego, boskiego, do życia, które kochać będziemy codziennie. Coś decyduje, że idziemy za tym zaproszeniem. Dobrze wiemy co. Tak samo, dobrze wiemy, co sprawia, że za żadne skarby nie porzucimy naszych sardynek.

 

Ewangelia na św. Andrzeja

30 listopada

 

 

 

(Mt 4,18-22)
Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

ŚWIĘTO NA PIĄTEK

Piątek 29 listopada 2013

O przyjaźni w piątek warto wspomnieć, bo w weekend jest więcej sposobności, by do niej wracać.

Ponieważ o przyjaźni wiecie wszystko, napiszę o jednej rzeczy tylko. Przyjaźń trzeba świętować i ocalić ją od zbanalizowania, które dopadło niemal wszystkie nasze święta. Świąt Bożego Narodzenia, które trwają w najlepsze od 3 listopada, nikt już chyba nie lubi.

Ze świętych rzeczy jedną z najświętszych jest przyjaźń i dlatego, że jest to sprawa święta trzeba ją świętować. Na święte rzeczy nie szkoda czasu, pieniędzy, rozmów, niewyspania i zmęczenia.

Nic się z prawdziwej przyjaźni nie ma, może dlatego dzięki niej mamy wszystko czego nam potrzeba.

Itinerarium , , , , ,

W PORĘ PRZESIĄDŹ SIĘ NA INNEGO KONIA

Czwartek 28 listopada 2013

Świat jest taki, że zmian jest wiele i dzieją się coraz szybciej. W związku z tym dość często zmieniamy pracę, zajmując się różnymi rzeczami, niekiedy dalekimi od wykształcenia. Nie wszyscy potrafią dostosować się do tego tempa, wolelibyśmy stabilizację, spokój, przewidywalność.

W życiu też nie musi się nam zawsze i we wszystkim powodzić, przychodzą krachy, upadki i totalne klapy. A wolelibyśmy sukces za sukcesem, a przynajmniej minimum wstrząsów.

W mojej rodzinie przechowała się opowieść o dziadku Julianie, kawalerzyście i partyzancie, który prawie pół życia spędził na koniu. Kilka razy ocalił życie dzięki temu, że w momentach zagrożenia umiał szybko przesiąść się na innego konia. Wiedział, że musi walczyć i jednocześnie chronić życie. Co za różnica na jakim koniu, byleby osiągnąć cel.

Świat jest w ciągłym ruchu, nie wszystko nam wychodzi. Sztuka polega na tym, żeby wiedzieć dokąd się zmierza i w porę przesiąść się na innego konia.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

W MURY TO GŁOWĄ ALBO MŁOTEM

Środa 27 listopada 2013

Moje pokolenie dobrze pamięta, że mury runą, runą, runą i pogrzebią stary świat. Śpiewaliśmy tak i wierzyliśmy za Jackiem Kaczmarskim (a on za Lluisem Llachem). Nie wiem dlaczego dziś bardziej wierzy się, za zwodniczym porzekadłem, że głową muru nie przebijesz.

Trudności, przeszkody, kłopoty, trzeba rezygnować, przecież głową muru nie przebijesz! Za sprawą owego dictum można łatwo usprawiedliwiać swoje zaniechania, ucieczki, porażki i uśmiercenie marzeń.

Doświadczenie budowlane mam niewielkie, ale swoje wiem. Pierwsza rada jest taka, jeśli mur się nie poddaje może bijesz za słabo, spróbuj mocniej. Druga rada, może bijesz nie w tym miejscu co potrzeba, spróbuj w innym. I trzecia, która zawsze skutkowała, zamiast głowy użyj młotka. Jak jeszcze mur się nie poddaje weź młot pneumatyczny. A jak i to nie pomaga, pamiętaj, że są buldożery.

Nieprawdą jest że murów przebić się nie da. Wiem, że mury runą, runą, runą!  Bijcie mocno, wszystko da się pokonać!

Itinerarium , , , , , , , , ,

O CZYM NIC NIE WIESZ TEGO I NIE ZAPRAGNIESZ

Wtorek 26 listopada 2013

 Mam wrażenie, że dziś sam kryzys znalazł się w kryzysie. Mamy kryzys na rynku pracy, kryzys polityczny, gospodarczy, finansowy, klimatyczny, kulturowy, moralny i duchowy. Kryzysy osobiste i psychiczne są w tym zestawie czymś oczywistym, bo jak nie wpaść w jakiś kryzys skoro dookoła czyha jeden, drugi czy trzeci kryzys albo i kilka naraz?

Jacek Woroniecki, jeden z najwybitniejszych lublinian, dominikanin i drugi z kolei rektor KUL (1922-1924) już prawie sto lat temu dostrzegał poważny kryzys i w celu przeciwdziałania mu napisał trzytomową „Katolicką Etykę Wychowawczą”. Hołdował zasadzie, że „rusztowanie nie powinno przesłaniać samego budynku” i dlatego drogę do naprawy człowieka sformułował (za Arystotelesem) nad wyraz krótko. „Nil volitum nisi cognitum”, czyli „o czym nic nie wiesz, tego i nie zapragniesz”. Dwie sprawy są istotne dla wychowania, uzdrowienia obyczajów i pozytywnego rozwoju cywilizacji. Dobre, prawdziwe i piękne rzeczy trzeba poznać i zrozumieć (cognitum) i wtedy będziemy ich pragnąć oraz je wybierać (volitum).

Poznać i chcieć, działanie rozumu i woli, dwóch władz, które współcześnie (tak zresztą jak i sto lat temu) zastępowane są działaniem zmysłów i emocji. Marketingi i działy reklam pracują nad tym, aby nasze zmysły były stale w stanie amoku a emocje na poziomie podgorączkowym. Rozum wydaje się zbędny, a  wola błogo drzemie.

Dobre, prawdziwe i piękne rzeczy człowiek poznaje dzięki zamierającym powoli aktom, takim jak czytanie, rozmyślanie, zastanawianie się, wnioskowanie, usilne dociekanie, poszukiwanie. To się dokonuje w zetknięciu z mądrymi książkami, w poddaniu się harmonii natury, głębokim dialogu z myślącymi ludźmi czy choćby w spokojnym zwiedzaniu wiekowych budowli. Impulsy z takich doświadczeń, przekładają się na ludzkie „chcę”, bo ludzkie wybory idą za tym, co udało się poznać i zrozumieć.

Kryzysy są jakąś formą tłumaczenia naszych problemów. Tylko na miły Bóg, co to czy kto to ten kryzys? W sumie każdy kryzys ma źródło w nas samych, nie poznajemy i nie rozumiemy rzeczy dobrych, pięknych i prawdziwych i nie sięgamy po nie w naszych wyborach. W zamian za to faszerujemy się migającymi szczęściami z reklam i buzujemy emocjami. I tak chorujemy, a nawet zdychamy, z braku sensu. Mamy kryzys.

Prawda, dobro, piękno, miłość. „Nil volitum nisi cognitum”,o czym nic nie wiesz, tego i nie zapragniesz.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

7 300 LISTÓW

Poniedziałek 25 listopada 2013

Dobre rzeczy możemy zrobić prawie z niczego, ale najlepsze tylko z miłości. Twórcza siła miłości sprowadzana jest dziś do tanich chwytów w romansach, w których zadurzeni w sobie kochankowie uciekają na koniec świata, pokonując przy tym setki przeszkód. Widziałem wiele razy, od czasu do czasu może być dla uciechy.

Znam jednak taką miłość, która wykracza daleko poza żywsze drżenie lewej górnej części korpusu (serce). Taką miłość, która stwarza nowe i niezwykłe fakty i odmienia losy historii. Nie umiem jej opisać, widzę jak działa. Odwołanie się do miłości Chrystusa brzmi banalnie, bo zaraz powiemy, że On był Bogiem i w Jego przypadku nadzwyczajne słowa i gesty miłości nie były niczym nadzwyczajnym.

Od kilku lat 25 listopada albo w pobliżu tej daty wspominam Franciszkę Siedliską, nierozpoznaną jak dotąd polską błogosławioną, założycielkę Nazaretanek. Niby nic wielkiego, założyła jeden z zakonów. Czytam jej listy, napisała ich ok. 7 300 (siedem tysięcy trzysta), do wielu osób. W ostatnim (lub jednym z ostatnich) zawarła bardzo treściwe przesłanie do swoich sióstr: „Droga nasza – to droga miłości … Miłość, miłość, miłość – oto treść i cała podstawa naszego życia”. W przypadku Franciszki, owocem posłuszeństwa miłości i wykorzystania jej mocy jest zgromadzenie obecnie posługujące na 4 kontynentach. Listy fundatorki zakonu to nieodkryta jeszcze literatura mistyczna, nasza rodzima, polska, spod Żdżar. Na końcu wklejam linki do wcześniejszych tekstów poświęconych Siedliskiej.

Wracając do sedna, nie wiemy ile dni zostało każdemu z nas, jesiennych, zimowych, wiosennych i letnich. Raz ciśnienie, raz sytuacja w pracy, raz dobre lub złe wieści, raz pieniądze, różne motywy reżyserują nam życie. Przypominanie o miłości, której drogą postępować należy (Ef 5,2) trąci zbędną ckliwością. I pewnie bym tak myślał, gdyby nie te twarde fakty z historii. Przywołany przykład zakonu Nazaretanek, domy i leprozoria dla trędowatych z inicjacji Matki Teresy z Kalkuty, setki szkół w Afryce, założonych i prowadzonych przez ofiarne zakonnice i zakonników (a także przez świeckich), to wszystko i wiele innych dzieł, upewnia mnie w przekonaniu, że w miłości jest ogromna moc, zdolna tworzyć nową historię. Poświadczą to także ci z was, którzy dzięki sile miłości harują na dwa etaty, do końca pielęgnują schorowanych rodziców i cieszą się z szóstego dziecka.

„Droga nasza – to droga miłości … Miłość, miłość, miłość – oto treść i cała podstawa naszego życia”. Prawda.

 

PS. Linki do wcześniejszych wspomnień bł. Franciszki Siedliskiej.

 

http://itinerarium.pl/2010/11/25/na-ustach-przed-smiercia/

http://itinerarium.pl/2011/11/25/frania/

http://itinerarium.pl/2012/11/25/te-male-dobre-ziarna-w-nas/#.UpJ0WcRLP9w

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

CO Z MIŁOŚCI TO PRZETRWA

Kazanie na Uroczystość Chrystusa Króla Niedziela 24 listopada 2013

 

Wszystkie królestwa, księstwa, cesarstwa, imperia i związki (np. radziecki) rozpadły się i przeminęły. Bez wątpienia spotka to także wszystkie unie, naszą europejską także. Potęga i trwałość (a raczej słabość i nietrwałość) różnych władztw, królowań i prezydencji budowana była i jest na zniewalaniu ludzi, skuteczności działań armii czy policji lub – jak to dzieje się teraz – na zaradności ekonomicznej. Ponieważ przemoc, niewola i bezwzględny zysk zakładają krzywdę jednostek, grup czy całych narodów, nie mogą stanowić trwałego spoiwa międzyludzkich więzi.

Chrystus Król pojony jest octem, lżony kpinami i uznany za głupca. Przejdzie samotność, mękę i bolesną śmierć. Trzyma się jednak do końca miłości. Prawie konając słyszy głos łotra („dobrego”) i daje mu nadzieję szczęśliwej wieczności. Mógł też powiedzieć: „Chłopie, ja dogorywam a ty mnie jeszcze o coś prosisz?!”

Wspólnota ludzi idących drogą miłości, wpatrzona w krzyż, próbująca naśladować Chrystusa jest wciąż największą nadzieją i każdego człowieka i całego naszego pokolenia. Przetrwa tylko to, co rodzi się z miłości i ku niej zmierza. Zarówno w naszym życiu jak i w historii.

 

Kazanie: www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

 

 

(2 Sm 5,1-3)
Wszystkie pokolenia izraelskie zeszły się u Dawida w Hebronie i oświadczyły mu: Oto myśmy kości twoje i ciało. Już dawno, gdy Saul był królem nad nami, tyś odbywał wyprawy na czele Izraela. I Pan rzekł do ciebie: Ty będziesz pasł mój lud – Izraela, i ty będziesz wodzem nad Izraelem. Cała starszyzna Izraela przybyła do króla do Hebronu. I zawarł król Dawid przymierze z nimi wobec Pana w Hebronie. Namaścili więc Dawida na króla nad Izraelem.

(Ps 122,1-2.4-5)
REFREN: Idźmy z radością na spotkanie Pana

Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano:
„Pójdziemy do domu Pana”.
Już stoją nasze stopy
w twoich bramach, Jeruzalem.

Do niego wstępują pokolenia Pańskie,
aby zgodnie z prawem Izraela wielbić imię Pana.
Tam ustawiono trony sędziowskie,
trony domu Dawida.

(Kol 1,12-20)
Dziękujcie Ojcu, który was uzdolnił do uczestnictwa w dziale świętych w światłości. On uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy odkupienie – odpuszczenie grzechów. On jest obrazem Boga niewidzialnego – Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie. I On jest Głową Ciała – Kościoła. On jest Początkiem, Pierworodnym spośród umarłych, aby sam zyskał pierwszeństwo we wszystkim. Zechciał bowiem Bóg, aby w Nim zamieszkała cała Pełnia, i aby przez Niego znów pojednać wszystko z sobą: przez Niego – i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez Krew Jego Krzyża.

(Mk 11,10)
Błogosławiony, który przybywa w imię Pańskie; błogosławione Jego królestwo, które nadchodzi.

(Łk 23,35-43)
Gdy ukrzyżowano Jezusa, lud stał i patrzył. Lecz członkowie Wysokiej Rady drwiąco mówili: Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli On jest Mesjaszem, Wybrańcem Bożym. Szydzili z Niego i żołnierze; podchodzili do Niego i podawali Mu ocet, mówiąc: Jeśli Ty jesteś królem żydowskim, wybaw sam siebie. Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: To jest Król żydowski. Jeden ze złoczyńców, których [tam] powieszono, urągał Mu: Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas. Lecz drugi, karcąc go, rzekł: Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił. I dodał: Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. Jezus mu odpowiedział: Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju.

 

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

JAK DIABEŁ KRADNIE SMAK ŻYCIA?

Sobota 23 listopada 2013

 Kilka razy, a może i więcej, usłyszałem pod swoim adresem, że zachowałem się (powiedziałem, napisałem) KONTROWERSYJNIE. Przypuszczam, że i niejeden z was miał podobne historie. Nigdy jednak nie miałem zamiaru wzbudzać kontrowersji czyli świadomie wywoływać szok, zdziwienie, prowadzić do wzburzenia i zamieszania. Myślę, że sporo kontrowersji mogłoby budzić moje przygotowywanie befsztyka (jeśli kiedykolwiek się na to zdobędę) albo rozumienie i praktykowanie porządku, ale tego w Itinerarium nie widać.

W zakamarkach naszej wyobraźni tkwi i próbuje nami zawładnąć lęk przed kontrowersyjnością i oceną ze strony innych. Wiele zrobimy, a jeszcze więcej nie zrobimy, tylko dlatego, żeby nie usłyszeć za sobą śmiechu czy drwin lub nie spotkać się z krytyką albo jakąś formą kary. Wyważamy nasze słowa, gesty i zachowania, tak by wypaść poprawnie (w naszym wyobrażeniu) i podobać się możliwie najliczniejszej publiczności. Nosimy w sobie jednocześnie „tak” i „nie” i w zależności od sytuacji sięgamy po jedno lub drugie.

Wolimy nie przesadzać w złości ale i hamujemy się w miłości. Lepiej śmiać się półgębkiem, mieć poglądy umiarkowane, prawdy szukać pośrodku (choć jak wiemy leży ona tam gdzie chce) i nie wychylać się przez żadne okno. Myślę, że w ten sposób, sprytny i zawoalowany, diabeł kradnie nam sens i smak życia. Diabeł? Tak, to jest jakaś subtelna i skuteczna forma pokusy. „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.” (Mt 5,37).

Z tego co wiem i czytam, Panu Bogu nie po drodze z tymi, którzy zajmują bezpieczne rewiry środka:  “Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust” (Ap 3,15). Nie chodzi o to, aby parzyć wszystkich dookoła, albo mrozić, ale trzeba być sobą i spokojnie przyjmować, że komuś się to nie spodoba. Cała Ewangelia jest kontrowersyjna, mam wrażenie, że niekiedy w jej przekazie występuje tendencja przykrajania jej do naszych średnich miar. Nie za dużo radości, nie za dużo wiary, nie za dużo miłości, nie za dużo świętości. Co za dużo, to niezdrowo! To porzekadło, rozciągnięte na sferę ducha prowadzi do gaszenia uniesień, wręcz zamyka niekiedy podatność na działanie Ducha Świętego. Kontrowersyjni Apostołowie w Wieczerniku zostali posądzeni o libacje alkoholowe („Napili się wina!”). Dobrze, że mieli gdzieś te tonujące komentarze.

Kontrowersyjni dla ludzi podobają się chyba najbardziej Panu Jezusowi. Brzmi to kontrowersyjnie może, ale prawda.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

ABY NIE UMKNĘŁO DZIŚ

Piątek 22 listopada 2013

 Dawniej było lepiej, ludzie żyli spokojniej, mniej się kłócili. Samochody nie truły atmosfery i jakie duże szczupaki się łowiło! Ho, ho, ho!

Za parę lat, jak się wszystko uspokoi na tym świecie, będzie można żyć normalnie. Może opanujemy emisję dwutlenku węgla, będziemy dla siebie bardziej przyjaźni.

Czasem zauważam, że żyjemy pomiędzy wspomnieniami a marzeniami, pomiędzy wczoraj a jutrem. I umyka nam dziś, teraz, tutaj. Najważniejsze.

Może codziennie rano warto sobie po otwarciu uszu i oczu odczytać ten werset z Ewangelii: „Szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli”. (Mt 13,16-17)

 

 

 

 

 

Itinerarium , , , , , ,

ROLNIK Z PRAWEM DO MSZY

Czwartek 21 listopada 2013

W dawnych czasach, na przykład w ubogiej Galicji, ksiądz na wiejskiej parafii zajmował się nie tylko sprawowaniem mszy świętej ale i ciężka pracą na ziemi, sianiem i młóceniem pszenicy, sadzeniem i zbieraniem ziemniaków, kurami, świniami i krowami. Musiał po prostu utrzymywać się. Stąd poniekąd żartobliwie ukuto nań określenie „agricola cum potestate missam celebrandi” czyli „rolnik z prawem odprawiania mszy świętej”.

W nieco nowszych czasach, znanych mi już z doświadczenia, jeden z moich przyjaciół z pasji i wykształcenia filozof, przez pewien czas (stan wojenny) był dozorcą i jesienią zmiatał liście z chodnika a zimą usuwał stamtąd śnieg.

Inny znajomy, poeta z krwi, kości i zamiłowania, poeta pisujący nawet dość często wiersze (nie wszyscy poeci akurat mają do tego talent!) przez dłuższy czas był taksówkarzem. Najlepiej wychodziły mu nokturny, bo miał czas je tworzyć czekając w nocy na postoju na klientów.

Nie tak dawno ktoś, z chęci wyśmiania naszego kiepskiego rynku pracy, niewrażliwego na brak zajęć dla absolwentów studiów, opowiadał mi dowcip. Czym się różni magister pracujący od magistra bezrobotnego? Otóż ten drugi do pierwszego mówi: „Poproszę zapiekankę!”

Dość często słyszę lamenty, że ludzie nie mają odpowiedniej pracy, że muszą siedzieć na kasie w markecie, że dziergają jako przedstawiciele handlowi, że za biurkiem w urzędzie przekładają od rana do wieczora sterty papierów. A skończyli pedagogikę, socjologię, stosunki międzynarodowe, prawo, inżynierię środowiska, geografię, ekonomię, zarządzanie, polonistykę, analitykę medyczną lub politologię.

Ksiądz mógł sadzić i zbierać kartofle, nie przestając być księdzem. Filozof zmiatający śnieg z chodnika nie rozstawał się z miłością do mądrości (filozofia). Poeta od nokturnów odwożący pijanego gościa o trzeciej nad ranem nie zdradzał swojej muzy na rzecz wstrętnej prozy życia.

Puenta jest taka – nieważne co się robi, ważne kim się jest. I tego nie można nigdy zdradzić.

Itinerarium , , , , ,