I BEATLESI I PIWO

Świadkowie Bożego Narodzenia (7) Wtorek 10 grudnia 2013

45 rocznica śmierci Tomasza Mertona

 Po śmierci ojca Ludwika przełożony wysłał do jego celi któregoś ze współbraci trapistów z poleceniem przyniesienia rzeczy zmarłego. Zakonnik wrócił i zameldował, że nawet trzech ludzi nie przyniesie wszystkiego. Okazało się, że dopiero mała zakonna furgonetka pomieściła zapiski ojca Ludwika.

Tomasz Merton, w zakonie Ojciec Ludwik, zginął tragicznie dokładnie 45 lat temu, 10 grudnia 1968 roku w Bangkoku, wskutek przebicia prądu w wentylatorze. Poleciał do Azji na konferencję mistyków chrześcijańskich i buddyjskich. Nie będę się silił na przytaczanie jakichkolwiek cytatów z wielotomowej twórczości Mertona, każde niemal jego zdanie warte jest zacytowania. Lektura „Siedmiopiętrowej Góry” i „Nikt nie jest samotną wyspą” (przynajmniej tych dwóch tytułów) pozwala zachwycić się światem, życiem, człowiekiem i Panem Bogiem. Są książki, które zasiewają w sercu pokój, cichą radość, ochotę do życia i rozpalają pragnienie miłości. Dzieła Mertona zaliczane są do klasyki współczesnej literatury mistycznej a on sam uważany za bodaj najwybitniejszego mistyka XX wieku.

A jak mistyk, wybitny i uduchowiony, zachowuje się w codziennym życiu? Zapamiętałem wspomnienie pewnej dziennikarki, która przybyła do klasztoru, aby zrobić wyjątkowy wywiad z mistrzem. Weszła do rozmównicy (miejsce gdzie w klasztorach można przyjmować gości) i zobaczyła Mistrza pochylonego nad gramofonem. Doleciały do niej dźwięki „P.S. I love You”, popularnego wówczas przeboju The Beatles. Zdziwiona zapytała jak może słuchać takiej płytkiej i beznadziejnej muzyki, przecież to grają we wszystkich stacjach radiowych. Merton spokojnie odpowiedział, że zawsze chciał coś takiego napisać, że to mistyka najwyższej próby (dla jasności wklejam na końcu tekst). Henri Nouwen, inny wielki myśliciel i znakomity pisarz  z dziedziny duchowości umówił się telefonicznie z Mertonem na rozmowę o meandrach wtajemniczeń mistycznych. Nie wiedział jak wyglądał Mistrz (były takie czasy, że nie działała wyszukiwarka a i telewizja była rzadkością, zresztą trapiści nie byli jej bywalcami), przyleciał na spotkanie specjalnie z Europy do opactwa Gethsemani w środku USA. Wszedł do rozmównicy i zobaczył, że jakiś mnich siedzi w kuckach na podłodze i popija piwo z puszki. Zagadnął czy może poprosić Ojca Ludwika. Zakonnik wstał, otrzepał habit i wystrzelił: „Henri? To ty? Napijesz się piwa? Trochę mi jeszcze zostało …” Przybysz chwilę musiał ochłonąć po czym dokończył puszkę. Jak wspominał po latach, w zasadzie dwaj pisarze duchowi mogliby przy spotkaniu robić tylko jedną lepszą rzecz niż picie piwa. Byłoby to … picie wina, które Nouwen bardziej cenił.

Ktoś, kto ma żywą więź z Bogiem, kto doświadczył Jego Narodzenia, z równym namaszczeniem śpiewa psalmy w oficjum zakonnym co słucha Beatlesów i pije piwo. Bóg stał się człowiekiem i uświęcił wszystko, co ludzkie.

Nie dane mi było poznać Tomasza Mertona twarzą w twarz, choć czuję, że znamy się osobiście. I to nie tylko dlatego, że słucham Beatlesów i pijam czasem piwo. Staram się, jak Tomasz, jak wielu z nas, jak najmocniej wierzyć w żywą i bliską obecność Boga, przy nas i w nas samych.

 

 

As I write this letter,
Send my love to you,
Remember that I’ll always,
Be in love with you.

Treasure these few words ’til we’re together,
Keep all my love forever,
P.S., I love you.
You, you, you.

I’ll be coming home again to you, love,
And ’til the day I do, love,
P.S., I love you.
You, you, you.

As I write this letter,
Send my love to you,
Remember that I’ll always,
Be in love with you.

Treasure these few words ’til we’re together,
Keep all my love forever,
P.S., I love you.
You, you, you.

As I write this letter, (Oh oh oh)
Send my love to you, (You know I want you to)
Remember that I’ll always, (Yeah)
Be in love with you.

I’ll be coming home again to you, love,
And ’til the day I do, love,
P.S., I love you.
You, you, you.
You, you, you.
I love you.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

JAK SIĘ ROBI BOŻE NARODZENIE NA KUBIE

OSWALDO HAROLD ROSA OFELIA  Świadkowie Bożego Narodzenia (6)

Poniedziałek 9 grudnia 2013

 

Prędzej sam zdechniesz niż upadnie ustrój na Kubie – usłyszał kiedyś Oswaldo Paya, kubański opozycjonista. Usłyszał te słowa od śledczego podczas jednego z przesłuchań, zabrzmiały jak zła przepowiednia. Oswaldo zginął 22 lipca 2012 roku w wypadku samochodowym, w okolicznościach budzących wiele podejrzeń.

Napisałem „kubański opozycjonista”, to niewiele znaczące określenie. Oswaldo kochał Kubę i Kubańczyków i z wielką odwagą w ich imieniu zmierzył się z reżimem braci Castro, panującym tam od ponad 50 lat. Za publiczne przyznanie się do wiary katolickiej jako szesnastolatek przesiedział pięć lat w słynnym kubańskim więzieniu na Wyspie Młodości (Isla de la Juventud, na południe od Kuby). Jednym z najbardziej znanych pomysłów Oswaldo był „Projekt Varela”, całkowicie pokojowa próba wprowadzenia reform w państwie „budującym komunizm”. Zebrano 11 200 podpisów (na 10.000 wymaganych przez konstytucję) za referendum w tej sprawie, liczba imponująca, ponieważ każdy podpisujący się pod projektem musiał liczyć się z represjami, od utraty pracy, poprzez pobicie aż po areszt i więzienie. W trakcie akcji sił bezpieczeństwa 75 osób, uznanych przez władze za najbardziej niebezpieczne zostało skazanych na wieloletnie wyroki (tzw. Primavera Negra, Czarna Wiosna, 2003). Oswaldo założył Chrześcijański Ruch Wyzwolenia (MCML, link na FB:  https://www.facebook.com/oswaldopaya?fref=ts), który początek miał w grupie katolików, zbierających się na dyskusje w jego  rodzimej  parafii w dzielnicy Cerro w Hawanie.

Całe życie Oswaldo to konsekwentna walka o wolność dla siebie i swoich rodaków. Pomimo świadomości, że każdy jego krok śledzą agenci bezpieki a mieszkanie jest pod stałym nadzorem reżimowych kamer.

Oswaldo nie doczekał wolnej Kuby. Samochód, w którym podróżował z  Haroldem Cepero, studentem filozofii i działaczem  młodzieżowej gałęzi Ruchu oraz dwójką obcokrajowców, został staranowany przez inne auto. Oficjalny komunikat władz kubańskich głosił, że doszło do wypadku. Władze nie zgodziły się jednak, jak dotąd, na powołanie niezależnej międzynarodowej komisji, która zbadałaby i wyjaśniła okoliczności zdarzenia. Dzieło Oswaldo podjęła jego córka, Rosa Maria (pisałem o niej tu http://itinerarium.pl/2012/12/22/dzielna-rosa-maria/#.UqTT3_TuJfQ), dwudziestoczterolatka, wspierana przez matkę, Ofelię.

Wspominam Oswaldo, Harolda, Rosę Marię i Ofelię  jako świadków Bożego Narodzenia nie z tej racji, że chrześcijaństwo jest dla nich źródłem zaangażowania w sprawy narodu. Za ponad 2 tygodnie, kiedy już dobrze najedzeni na Wigilii pójdziemy na Pasterkę, rozlegnie się pierwsze czytanie a w nim słowa:

 

 Naród kroczący w ciemnościach 
ujrzał światłość wielką;
nad mieszkańcami kraju mroków
światło zabłysło.
Pomnożyłeś radość,
zwiększyłeś wesele.
Rozradowali się przed Tobą,
jak się radują we żniwa,
jak się weselą
przy podziale łupu. 

 Bo złamałeś jego ciężkie jarzmo 
i drążek na jego ramieniu,
pręt jego ciemięzcy
jak w dniu porażki Madianitów.

 

Dla nas te słowa z proroctwa Izajasza (9 rozdział) już nic nie znaczą, może powieją jakąś poetycką metaforą. Dla Kubańczyków, dla wielu innych jeszcze narodów, te słowa są dzisiaj  nadal niespełnionym  proroctwem, czekają na światło wolności, które zabłyśnie nad ich krajem mroku, czekają na złamanie ciężkiego jarzma. Ktokolwiek w tym dziele zdobywania wolności bierze udział, niesie w sobie Boże Narodzenie. Oswaldo, Harold, Rosa Maria, Ofelia rozpalili małe płomyki, które – oby już niedługo – zamieniły się w wielki błysk światła, w upragnioną wolność.

 

PS 1. Informacja dla czytelników, którzy nie korzystają z FB – umieściłem tam zdjęcia bohaterów dzisiejszego wpisu.

PS 2. Do kubańskich świadków Bożego Narodzenia powrócę jeszcze w tym Adwencie.

PS 3. W trakcie tegorocznego Adwentu, poza niedzielami i uroczystościami, będę pisał o ludziach, którzy jakoś odnaleźli w sobie i innych Żywego Boga, o świadkach Wcielenia, czyli zamieszkania Boga w nas i między nami. To ludzie, których spotkałem twarzą w twarz albo w ich słowach. Nie byłem w Betlejem dwa tysiące lat temu ale to nie jest konieczny warunek, aby widzieć Boga w człowieku. Miałem wielki przywilej spotkać wielu ludzi, w których Narodzenie Boga stało się prawdziwą historią. Tym się z wami dzielę. 

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

SIEDEM NIEPOKALANYCH MARZEŃ

Kazanie na niedzielę 8 grudnia 2013   Uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP

 

Lubię Niepokalane Poczęcie, ósmy grudnia. W świecie coraz bardziej skalanym, gdzie zdaje się nie być nic świętego, w uszy i serca wpadają nam frazy – Niepokalanie Poczęta i Najświętsza Maria Panna. Mimo tego, że narasta wrażenie iż wszystko się pomieszało i pobrudziło, dzień dzisiejszy wlewa w serce marzenia. A od marzeń zaczyna się wiele najlepszych rzeczy. Niepokalanych marzeń jest wiele, wyliczę siedem.

 

  1. Istnieje czysto dobro.
  2. Możemy mówić i czynić całą prawdę.
  3. Coraz bliżej są czasy, kiedy nastanie pokój między ludźmi i narodami.
  4. Sprawy drugich, te najbardziej bolesne zwłaszcza, staną się naszymi i solidarność przestanie być tylko wspomnieniem.
  5. Radość jest większa od skarg, biadoleń i warczenia, i może być codzienna.
  6. Normalną rzeczą jest szczera przyjaźń, wierna pamięć i wrażliwa czułość.
  7. Najpiękniejszą i wiecznotrwałą jest gorąca miłość.

 

Mario, Niepokalanie Poczęta, sama jesteś spełnionym marzeniem człowieka i fantazją Pana Boga, módl się za nami, aby te siedem marzeń, a nawet dużo więcej, stało się ciałem. Amen.

 

Kazanie dźwiękowe: www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

 

(Rdz 3,9-15)
Gdy Adam zjadł owoc z drzewa zakazanego, Pan Bóg zawołał na niego i zapytał go: „Gdzie jesteś?” On odpowiedział: „Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się”. Rzekł Bóg: „Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść?” Mężczyzna odpowiedział: ”Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa, i zjadłem”. Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: „Dlaczego to uczyniłaś?” Niewiasta odpowiedziała: „Wąż mnie zwiódł i zjadłam”. Wtedy Pan Bóg rzekł do węża: „Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i polnych; na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę”.

(Ps 98,1-4)
REFREN: Śpiewajcie Panu, bo uczynił cuda.

Śpiewajcie Panu pieśń nową,
albowiem uczynił cuda.
Zwycięstwo Mu zgotowała Jego prawica
i święte ramię Jego.

Pan okazał swoje zbawienie,
na oczach pogan objawił swoją sprawiedliwość.
Wspomniał na dobroć i na wierność swoją
dla domu Izraela.

Ujrzały wszystkie krańce ziemi
zbawienie Boga naszego.
Wołaj z radości na cześć Pana, cała ziemio,
cieszcie się, weselcie, i grajcie.

(Rz 15,4-9)
To, co niegdyś zostało napisane, napisane zostało dla naszego pouczenia, abyśmy dzięki cierpliwości i pociesze, jaką niosą Pisma, podtrzymywali nadzieję. A Bóg, który daje cierpliwość i pociechę, niech sprawi, abyście wzorem Chrystusa te same uczucia żywili do siebie i zgodnie jednymi ustami wielbili Boga i Ojca Pana naszego Jezusa Chrystusa. Dlatego przygarniajcie siebie nawzajem, bo i Chrystus przygarnął was – ku chwale Boga. Albowiem Chrystus – mówię – stał się sługą obrzezanych, dla okazania wierności Boga i potwierdzenia przez to obietnic danych ojcom oraz po to, żeby poganie za okazane sobie miłosierdzie uwielbili Boga, jak napisano: Dlatego oddawać Ci będę cześć między poganami i śpiewać imieniu Twojemu.

(Łk 1,28)
Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami.

(Łk 1,26-38)
Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca”. Na to Maryja rzekła do anioła: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?” Anioł Jej odpowiedział: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”. Na to rzekła Maryja: „Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa”. Wtedy odszedł od Niej anioł.

 

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

JAK MYŁEM SIĘ TYLKO ROSĄ

Świadkowie Bożego Narodzenia (6)  Sobota 7 grudnia 2013

 Pana Boga uczymy się w dużej mierze od ludzi, może najbardziej od naszych przyjaciół, rodziców czy towarzyszy drogi (że tak powiem). Cieszę się, że takich ludzi spotykałem i nadal spotykam.

Waldek wyciągnął mnie kiedyś na kilka dni do pustelni, w czerwcu. Mieliśmy ostry harmonogram dnia, pierwsze psalmy odmawialiśmy przed wschodem słońca, co w czerwcu dawało godzinę tuż po trzeciej; ostatnie recytowaliśmy godzinę przed zapadnięciem mroku. Ponadto czytaliśmy dzieła mistyków, minimum dwie godziny dziennie, do tego jeszcze godzina medytacji i drobniejsze modlitwy. I wcale żadne z tych nadzwyczaj pobożnych zajęć nie przemówiło do mnie najmocniej w sferze ducha.

W tamtym czasie najbliżej Pana Boga byłem rano, kiedy myliśmy się w obfitej rosie przy pustelni. Waldek przekonywał, że to stary zwyczaj mnichów, bardzo zdrowy i sprzyjający kosmetyce twarzy, torsu, nóg i rąk. Wyskakiwaliśmy boso na łąkę, trochę chłodno z początku, za pierwszym razem byłem pewien, że mam porysowaną buźkę, ale gdzie tam. Zroszona trawa jest miękka.

Drugi moment to śniadanie, niestety dopiero koło ósmej, po przeszło czterech godzinach praktyk duchowych. Na śniadanie codziennie mieliśmy biały ser, miód i mleko, bo akurat to mogliśmy zakupić w najbliższym gospodarstwie i nie musieliśmy niczego gotować. Zresztą i tak nie było kuchni przy pustelni. Waldek opowiadał, że taka dieta sprzyja skupieniu i wzmaga pragnienie świętości. O czwartej nad ranem wcale w to nie wierzyłem, ale po śniadaniu moja wiara była już stuprocentowa.

I trzecia rzecz to popołudniowa kontemplacja natury w samotności. Miałem do tego wyznaczone miejsce na skraju wąwozu, ozdobionego tysiącami kwiatów we wszelkich możliwych kolorach. Siadałem na dość sporym kamieniu, rozprężałem się i przez godzinę miałem wypatrywać Pana Boga w Jego śladach rozsianych w przyrodzie. Faktycznie pierwsze pięć minut jeszcze jakoś szło, ale pozostały czas wypełniałem zgodnie ze słowami naszej pobożnej pieśni – „Niech Cię nawet sen nasz chwali”. Przy wstawaniu przed świtem jest to naprawdę bardzo religijny akt. Kiedy wracaliśmy pociągiem Waldek przyznał mi się, że przez wszystkie dni drzemał w czasie kontemplacji. Uff! Nie wyciągnąłem z tego doświadczenia wniosku, że wszelkie akty kontemplacji polegają na dobrym śnie.

Co to ma wspólnego z Bożym Narodzeniem? Z jednej strony mieliśmy godziny modlitwy, czytań mistycznych, kontemplacji i medytacji, z drugiej rosę, ser, miód i wąwóz z kwiatami. Ta druga część mojego skromnego doświadczenia pustelniczego dawała mi poczucie niezwykłej bliskości z Bogiem. Historyczne narodzenie Boga nie dokonało się w świątyni, w trakcie śpiewu psalmów czy czytania Księgi Prawa ani podczas pielgrzymki do Jerozolimy. Bóg przyszedł w klimacie żłóbka, pasterzy, gwiazdy, w rodzinie spodziewającej się dziecka, słowem w kontekście niereligijnym.

Tak sobie myślę, że ludzie wykonujący proste, czasem zabawne rzeczy, niczego nie udający, nie przesłaniają Boga a jakoś bardziej Go objawiają. Chyba to chciałem powiedzieć o Waldku.

Waldek to dzisiaj Ojciec Serafin Tyszko, karmelita bosy, założyciel m.in. eremu w Drzewinie (patrz link niżej), przez kilka lat duszpasterzował także w Lublinie.

 

Drzewina: http://karmelicibosi.pl/Zakon?zakon=bracia&subkat=drzewina

 

PS. W trakcie tegorocznego Adwentu, poza niedzielami i uroczystościami, będę pisał o ludziach, którzy jakoś odnaleźli w sobie i innych Żywego Boga, o świadkach Wcielenia, czyli zamieszkania Boga w nas i między nami. To ludzie, których spotkałem twarzą w twarz albo w ich słowach. Nie byłem w Betlejem dwa tysiące lat temu ale to nie jest konieczny warunek, aby widzieć Boga w człowieku. Miałem wielki przywilej spotkać wielu ludzi, w których Narodzenie Boga stało się prawdziwą historią. Tym się z wami dzielę. 

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

NIERUCHOMIEJEMY Z NUDÓW

Świadkowie Bożego Narodzenia (5)  Piątek 6 grudnia 2013 Skojarzenia z Bożym Narodzeniem mam dość odległe, jak usłyszałem w jednym z komentarzy. Ludzie, w których dostrzegałem i dostrzegam Tajemnicę żywej obecności Boga są bardzo różni. Bez względu na to czy zajmują się rzeczami uznawanymi za wielkiej wagi czy prozaicznymi, znaleźli jakiś wyjątkowy dostęp sensu tego, co wydarzyło się w Betlejem. Tamta historia, ze żłóbkiem, pasterzami i niezwykłą gwiazdą jest zamknięta, nigdy się nie powtórzy choć czasem próbujemy ją wyczarować naszymi choinkami, szopkami i kolędami. Nie tędy droga, czary nic nie dają.

W pogodny lipcowy poranek, siedem lat temu, zmarł pan Antoni. Zmarł wracając z kiosku z gazetami, gdzie chadzał codziennie rano po swój ulubiony dziennik. Miał wtedy prawie 92 lata, słownie: dziewięćdziesiąt dwa lata. Co więcej, do kiosku miał prawie pół kilometra, ale laską wspomagał się tylko zimą. Wyprawiał się po gazetę przed 7 rano (słownie: przed siódmą rano), na co zresztą narzekał. Na nogach był dużo wcześniej, prasa przychodziła koło w pół do siódmej. Czytał przy śniadaniu, potem konferował na temat polityki, gospodarki i sportu z młodszymi nieco sąsiadami, szpanował zwykle najświeższą i rozległą wiedzą. Kłócił się z nimi, mieli mu za złe, że pomimo poważnego wieku nie chciał zostać prawicowcem. Kłócili się zresztą dość głośno, bo kto by tam pamiętał, że trzeba założyć aparaty słuchowe. Raz w tygodniu odwiedzał, na pieszo rzecz jasna, grób żony. W niedzielę zachodził do kościoła, na wszelki wypadek też bez aparatu, bo jak już kazanie dosłyszał to się denerwował, a lekarze doradzali, żeby dbał o serce. Wieczorami dość długo odmawiał modlitwy, najpierw za zmarłych z rodziny, przyjaciół, kolegów i koleżanki, co zajmowało mu najwięcej czasu, potem za żywych. Każdemu ofiarował po równo, z biegiem czasu wiadomo, że liczba bliskich tam rosła, a tych tutaj malała.

Wspominam pana Antoniego ponieważ miał w sobie żywy ruch, takie pośpieszne tempo, żwawość i wielką ochotę do wszystkiego. Jak poczytacie opisy wydarzeń betlejemskich, zauważycie, że jest tam ciągły ruch, aniołowie zlatują się z nieba na ziemię, potem wstępują z powrotem do nieba, biegną pasterze do żłóbka, Maria i Józef idą na spis ludności, nawet gwiazda się przemieszcza nad mędrcami. Nikt i nic nie stoi, nikt i nic nie siedzi, nic i nikt nie leży, coś się bez przerwy dzieje. Wszyscy (i wszystko) idą, biegną, lecą, furkocą i krążą.

A my? Może rację mają „Raz, dwa, trzy”, gdy śpiewają „Pod niebem pełnych cudów, nieruchomieję z nudów …”? Nie jestem zwolennikiem ruchu dla ruchu, pustej aktywności. Pan Antoni, i inni, których też znam, wprawiony był w niezwykły ruch, ciekawość świata, życia i ludzi. Tak jakby tamten Boży Ruch mu się udzielił, do ostatniej chwili życia. Boże Narodzenie, święta energia w naszych kościach i mięśniach! Jest się czym cieszyć, dziwić, zachwycać i zajmować.

 

PS. 1. Chyba z tego powodu, Świętego Ruchu, Mikołaj zagląda dziś do nas.

PS 2. W trakcie tegorocznego Adwentu, poza niedzielami i uroczystościami, będę pisał o ludziach, którzy jakoś odnaleźli w sobie i innych Żywego Boga, o świadkach Wcielenia, czyli zamieszkania Boga w nas i między nami. To ludzie, których spotkałem twarzą w twarz albo w ich słowach. Nie byłem w Betlejem dwa tysiące lat temu ale to nie jest konieczny warunek, aby widzieć Boga w człowieku. Miałem wielki przywilej spotkać wielu ludzi, w których Narodzenie Boga stało się prawdziwą historią. Tym się 

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

ŚWIĄTECZNY ŚMIECH GAJOWEGO

Świadkowie Bożego Narodzenia (4)  Czwartek 5 grudnia 2013

 Nie wiem ilu gajowych regularnie zagląda do Internetu, myślę, że jeszcze mniej czyta tę stronę. To całkiem zrozumiałe, jak się ma do wyboru oglądanie lasu i oglądanie monitora, pierwsze wygrywa (a przynajmniej powinno).

Jeżeliby pan Paweł dowiedział się, że piszę o nim, pewnie mógłbym dostać zakaz wstępu do jego obwodu. Strata byłaby spora, bo oprócz saren, jeleni, danieli, trafiają się tam łosie i wilki.

Paweł jest człowiekiem nieustannie uśmiechniętym, a jeśli się nie uśmiecha, to się śmieje, a jak się nie śmieje to bulgoce albo ryczy ze śmiechu. Ostatnie zjawisko rezerwuje tylko na miejsca poza lasem, bo inaczej jego śmiech spustoszyłby knieję jak nic.

Myślę, że każdy z nas zna takich ludzi, na twarzach których uśmiech jest czymś naturalnym, niewymuszonym, oczywistym i nienaruszalnym. Paweł cieszy się gdy go odwiedzam, ma na powitanie bardzo szeroki uśmiech, powiedziałbym, że bardzo okrągły. Uśmiecha się też przy pożegnaniu, zawsze z pytaniem: „To kiedy przyjedziesz?”, a jest to pytanie całkiem szczere, pełne zaproszenia i gościnności. Nie mogę odjechać od razu, bo Paweł ma jeszcze coś do powiedzenia przy otwartych drzwiach auta, a potem oczywiście macha ręką na odjezdne. Inaczej uśmiecha się kiedy opowiada o nowych gościach w swoim lesie, czworonożnych lub skrzydlatych, inaczej gdy zwierza się na kogo przymyka oko jak wywozi skrycie trochę drewna, ze spadów i wiatrołomów, jeszcze inaczej gdy mówi o pierwszych oznakach leśnej wiosny. Przy stole Paweł zaśmiewa się, rechoce i grzmi.

Nie wiem czy to zdrowe leśne powietrze, aromat drzew czy spokój zagajników trzyma Pawła w radosnej formie, cokolwiek by to było, warte jest pozazdroszczenia. Przy czym śmiech Pawła to nie jest jakaś wesołkowatość, udawanie czy wyreżyserowane „keep smiling”. Czuję, że to ogromna wewnętrzna radość objawia się u niego przez uśmiechy i śmiechy. Ma swoje problemy, jak każdy, zawodowe, rodzinne i osobiste. Czasem o nich wspomina, ale nie gaszą jego pogody ducha i twarzy.

„Zwiastuję wam radość wielką”, słyszeli pasterze pod Betlejem. Tak się osłuchaliśmy już z rytmem „Wesołych Świąt”, że radości rzadko nas ponoszą i w gruncie rzeczy Boże Narodzenie mamy nijakie. Bez radości to może lepiej, żeby tych świąt w ogóle nie było.

Nie wiem czy mogę coś doradzić, wiem, gdzie leży obwód Pawła, który obchodzi lub objeżdża codziennie. Ale przecież każdy z was zna jakiś las …

 

PS. W trakcie tegorocznego Adwentu, poza niedzielami i uroczystościami, będę pisał o ludziach, którzy jakoś odnaleźli w sobie i innych Żywego Boga, o świadkach Wcielenia, czyli zamieszkania Boga w nas i między nami. To ludzie, których spotkałem twarzą w twarz albo w ich słowach. Nie byłem w Betlejem dwa tysiące lat temu ale to nie jest konieczny warunek, aby widzieć Boga w człowieku. Miałem wielki przywilej spotkać wielu ludzi, w których Narodzenie Boga stało się prawdziwą historią. Tym się z wami dzielę.

 

 

Itinerarium , , , , ,

DWIE CÓRKI PRZYGARNIĘTE

Świadkowie Bożego Narodzenia (3) Środa 4 grudnia 2013

Sprawdzamy się jako ludzie w sytuacjach wyzwania. Możemy mieć o sobie dobre zdanie, ale to konkretne wyzwania decydują o tym kim jesteśmy naprawdę.

Pani Grażyna (zarówno jej imię jak i wszystkie inne w tym wpisie są zmienione) zdecydowała się na adopcję Beatki, żeby dać jakiemuś dziecku serce i lepszą przyszłość niźli ta w domu dziecka. Faktycznie dziewczyna rosła i rozwijała się znakomicie. Pod koniec studiów wyszła za mąż i założyła swoją rodzinę. Urodziła dwójkę dzieci. Wtedy podjęła wraz z mężem decyzję, że adoptują jedno dziecko. Mieli możliwości finansowe, ale przede wszystkim pragnienie podarowania jakiemuś dziecku lepszej przyszłości. W domu pojawiła się dziewczynka, Zosia, trochę młodsza od ich kilkuletnich dzieci.

Cała piątka podróżowała samochodem kiedy doszło do tragicznego wypadku. Zginęli na miejscu wszyscy oprócz najmłodszej, adoptowanej kilka miesięcy wcześniej Zosi.

Pani Grażyna adoptowała Zosię, wychowuje ją, trochę rozpieszcza.

Piszę o Grażynie, bo Boże Narodzenie to Tajemnica Przygarniania ludzi. Coś bardzo boskiego, świętego i gorącego dzieje się w gestach i dziełach przygarniania. Całe Boże Narodzenie to dzieło Bożego przygarnięcia każdego z nas. Ludzie, w których żyje Bóg emanują dobrą energią i zdolni są, na podobieństwo Boga, objąć sobą innych. Przygarnąć, wyrwać z samotności, beznadziei, rozpaczy. Ludzie, którzy podejmują takie dzieła, potwierdzają, że człowiek jest wielki. Wpisują także Boże Narodzenie w swoje życiorysy.

 

 

 

PS. W trakcie tegorocznego Adwentu, poza niedzielami i uroczystościami, będę pisał o ludziach, którzy jakoś odnaleźli w sobie i innych Żywego Boga, o świadkach Wcielenia, czyli zamieszkania Boga w nas i między nami. To ludzie, których spotkałem twarzą w twarz albo w ich słowach. Nie byłem w Betlejem dwa tysiące lat temu ale to nie jest konieczny warunek, aby widzieć Boga w człowieku. Miałem wielki przywilej spotkać wielu ludzi, w których Narodzenie Boga stało się prawdziwą historią. Tym się z wami dzielę. 

Itinerarium , , , , , ,

POZA GRANICE LĘKÓW

Świadkowie Wcielenia (2) Wtorek 3 grudnia 2013

 Święta, jak sami widzicie, mamy już od miesiąca. Są bombki, prezenty, świecidełka, zaraz będą choinki. Święta już mamy, gorzej z Bożym Narodzeniem. Przed tą tajemnicą hamują nas granice.

Niedługo, w lutym 2014, minie 25 lat jak Helena Pyz przekraczała po raz pierwszy granicę Indii. Nie znała języka, nie znała się na leczeniu trądu i innych chorób, charakterystycznych dla „ciepłych krajów”. Poleciała do Indii, aby przejąć ośrodek dla trędowatych w Jeevodaya, któremu groziła likwidacja. Helena przeszła w dzieciństwie przez Heine – Medina, trochę kuśtyka, jest lekarzem. W ośrodku, którym kieruje, nie tylko leczy trędowatych, jest tam też szkoła. Więcej szczegółów znajdziecie w linku na końcu wpisu.

Helena przekroczyła wiele granic. Nie tylko granicę Polski. Weszła w nieznany sobie świat, inna kultura, inne języki, inne choroby. W zasadzie we wszystkim, co czekało na nią w Jeevodaya, musiała przekraczać granice, jedną po drugiej.

W Betelejem Bóg przekroczył najtrudniejszą granicę pomiędzy Niebem i Ziemią. Bóg stał się człowiekiem. To była wolta wszechczasów. Z Boga na człowieka! Dlatego w każdym przekraczaniu granic kryje się tajemnica Bożego Narodzenia. Chodzimy czasem całe życie wokół murów własnych ograniczeń. Hamują nas – rzekomo – różne rzeczy. Nie mamy odpowiedniego wykształcenia, zdolności językowych, pieniędzy, pochodzimy z małej wsi (lub wielkiego miasta), nie mamy znajomości i talentów. I tak smęcimy przez osiemdziesiąt lat, jak dobrze pójdzie. Skarżymy się na granice, które nie pozwalają nam na szczęście i wielkie miłości. Gdybyśmy jednak spróbowali, okazałoby się, że nie ma granic nie do pokonania. To tu mamy szansę na spotkanie z Narodzonym pośród nas Bogiem.

Helenie się to udało. Każdemu z nas jeszcze się może udać, jeśli odważy się na śmiałe pokonanie swoich ograniczeń. I będzie Boże Narodzenie, nie tylko święta.

 

PS 1. Kiedy odchodzą wspaniali ludzie, powstają peany o ich dziełach i podkoloryzowane wspomnienia. Helenę, która jest żywą kobietą przywołuję dziś jako świadka Bożego Narodzenia.

PS 2. Trzynaście lat temu Helena przyjęła w Jeevodaya Magdę, pierwszą wolontariuszkę ze środowiska lubelskiego wolontariatu, młodą lekarkę. Bardzo dziękuję.

PS 3. Mam nadzieję Heleno, że nie oberwę za tę glosę w Itinerarium.

PS 4. Link do biogramu Heleny Pyz – http://www.jeevodaya.org/jeevodaya/zaloga. Odszukajcie także Helenę i Jeevodaya na FB.

PS 5. W trakcie tegorocznego Adwentu, poza niedzielami i uroczystościami, będę pisał o ludziach, którzy jakoś odnaleźli w sobie i innych Żywego Boga, o świadkach Wcielenia, czyli zamieszkania Boga w nas i między nami. To ludzie, których spotkałem twarzą w twarz albo w ich słowach. Nie byłem w Betlejem dwa tysiące lat temu ale to nie jest konieczny warunek, aby widzieć Boga w człowieku. Miałem wielki przywilej spotkać wielu ludzi, w których Narodzenie Boga stało się prawdziwą historią. Tym się z wami dzielę.

 

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

GRUSZKI OD CHERUBINA

Świadkowie Wcielenia (1) Poniedziałek 2 grudnia 2013

 Miłość Boża jest wielka, największa, jedyna i mieni się wszystkimi kolorami. Jest najpiękniejsza i świeci nad nami każdego dnia, choć my myślimy, że to słońce.

Ojciec Cherubin, karmelita bosy, którego dziś wspominam i którego poznałem przed laty był zachwycony Bożą miłością okropnie. Okropnie? Tak, bo wszystko mu się z tą miłością kojarzyło. Kiedy pytałem go o zdrowie, odpowiadał, że czuje się dobrze, dzięki miłości Bożej. Z każdego tematu i tak szybko przechodził na wątek Bożej miłości.

Kiedy zaczynał mówić o miłości Bożej, najpierw się różowił, potem czerwienił aż w końcu promieniował purpurą. Zupełnie bezwiednie unosił się kilka centymetrów nad ziemią, przez co wydawał się nieco wyższy (faktycznie był niewielkiego wzrostu) i niemal fruwał po celi, w której spotykał się z ludźmi.

Nie chodzi o to, że mówił o Bożej miłości i podskakiwał pod sufit. Miał niezwykły dotyk rąk, witał się, przytrzymywał dłoń i przez kilka chwil wpatrywał w oczy rozmówcy. Kiedy już zaczynałem mówić wsłuchiwał się cierpliwie, bez cienia znużenia czy nerwowości. Chłonął  zapewne nie tylko słowa, ale duszę i całą osobę, której słuchał. Przy posiłku odstawiał krzesło przed gościem zapraszając do zajęcia miejsca. Zawsze odpisywał na listy, na zwykłych kartkach z zeszytu, z wykorzystaniem całej połaci papieru, tak jakby czymś wielce niewłaściwym było niezapisanie całej kartki, z obu stron oczywiście.  Latem zabierał gości do klasztornego ogrodu, sam zrywał jabłka i gruszki, podawał i zachwalał, że to najlepsze owoce (bo wiadomo, że od samej Bożej miłości!). Na koniec rekolekcji czy wizyty w Czernej osobiście odprowadzał gościa na dworzec kolejowy (rzadka to rzecz chyba i dzisiaj, aby studentowi wiekowy zakonnik czy profesor asystował w drodze na kolej).

Wspominam te szczegóły ponieważ w każdym geście, reakcji, odruchu ojca Cherubina było to o czym mówił – miłość. Wielka Boża miłość ucieleśniała się w małych gestach ojca, w zerwaniu i poczęstowaniu gruszką, w pisaniu listów i w długim spacerze dla towarzystwa na dworzec.

Wliczam ojca Cherubina w poczet świadków Bożego Narodzenia bez najmniejszej wątpliwości. Całe Boże Narodzenie to ekspresja Bożej Miłości. Poza miłością Bóg nie miał innego powodu do stania się człowiekiem i zamieszkania pośród nas. I od Narodzenia się Boga mamy w sobie miłość, która może zamienić się w bardzo konkretne gesty, odruchy, reakcje, czyny i dzieła. W listy, częstowanie gruszkami i we wszystko inne co możemy robić.

A że ojciec Cherubin tak dużo mówił o miłości? Hm, po latach wiem, że ciekawszego tematu nie ma.

 

PS 1. Wspominam ojca Cherubina Pikonia, zmarł 10 lat temu 8 grudnia 2003 r. Rys biograficzny ojca znaleźć można m.in. tutaj: http://www.elianum.pl/index.php?go=historia&content=zalozyciel

 

PS 2. W trakcie tegorocznego Adwentu, poza niedzielami i uroczystościami, będę pisał o ludziach, którzy jakoś odnaleźli w sobie i innych Żywego Boga, o świadkach Wcielenia, czyli zamieszkania Boga w nas i między nami. To ludzie, których spotkałem twarzą w twarz albo w ich słowach. Nie byłem w Betlejem dwa tysiące lat temu ale to nie jest konieczny warunek, aby widzieć Boga w człowieku. Miałem wielki przywilej spotkać wielu ludzi, w których Narodzenie Boga stało się prawdziwą historią. Tym się z wami dzielę.

 

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

ZAJMIJ SIĘ SOBĄ

Kazanie na 1 Niedzielę Adwentu 1 grudnia 2013

Mamy już Adwent. I mam dla was radę, którą realizuję od dawna sam, a w Adwencie szczególnie.

Zajmij się sobą. Tak, zajmij się sobą. Wbrew pozorom nie zalecam zajmowania się Panem Bogiem. Choć taka pokusa przychodzi, przynajmniej do tych, którzy mają się za pobożnych czy religijnych. W przypadku „zajmowania się” Panem Bogiem, nigdy nie wiadomo co konkretnie, gdzie i jak trzeba zrobić, żeby Bogiem się zająć.

Zajmij się sobą i przestań (w końcu) zajmować się życiem innych. Nie mówię tylko o Pudelku i Plotku, ale o kolegach z pracy, koleżankach i wszystkich innych ludziach dookoła. Zajmij się sobą, wreszcie zajmij się sobą.

Zajmij się sobą. Jest wtedy szansa, że rozpoczniesz drogę do Żywego Boga. I jest wtedy szansa, że zaczną się jakieś prawdziwe twoje relacje z ludźmi, najbliższymi i dalszymi.

Adwent i na jego koniec Święta Bożego Narodzenia, to przypomnienie, że Bóg stał się człowiekiem. Ty jesteś człowiekiem. Zajmij się sobą! Taki jest też sens czuwania i gotowości, o czym dziś w Ewangelii.

Zajmij się sobą, odkryjesz Boga, odkryjesz prawdziwie ludzi i będą Święta każdego dnia.

 

PS. W trakcie tegorocznego Adwentu, poza niedzielami i uroczystościami, będę pisał o ludziach, którzy jakoś odnaleźli w sobie i innych Żywego Boga, o świadkach Wcielenia, czyli zamieszkania Boga w nas i między nami. Od jutra napiszę o ludziach, których spotkałem twarzą w twarz albo w ich słowach. Nie byłem w Betlejem dwa tysiące lat temu ale to nie jest konieczny warunek, aby widzieć Boga w człowieku. Miałem wielki przywilej spotkać wielu ludzi, w których Narodzenie Boga stało się prawdziwą historią. Tym się podzielę z wami.

 

Kazanie dźwiękowe: www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

 

(Iz 2,1-5)
Widzenie Izajasza, syna Amosa, dotyczące Judy i Jerozolimy: Stanie się na końcu czasów, że góra świątyni Pana stanie mocno na wierzchu gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej popłyną, mnogie ludy pójdą i rzekną: Chodźcie, wstąpmy na Górę Pana do świątyni Boga Jakubowego! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami. Bo Prawo wyjdzie z Syjonu i słowo Pańskie – z Jeruzalem. On będzie rozjemcą pomiędzy ludami i wyda wyroki dla licznych narodów. Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny. Chodźcie, domu Jakuba, postępujmy w światłości Pańskiej!

(Ps 122,1-2.4-9)
REFREN: Idźmy z radością na spotkanie Pana

Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano:
„Pójdziemy do domu Pana”.
Już stoją nasze stopy
w twoich bramach, Jeruzalem.

Tam wstępują pokolenia Pańskie,
aby zgodnie z prawem Izraela wielbić imię Pana.
Tam ustawiono trony sędziowskie,
trony domu Dawida.

Proście o pokój dla Jeruzalem:
Niech żyją w pokoju, którzy cię miłują.
Niech pokój panuje w twych murach,
a pomyślność w twoich pałacach.

Ze względu na braci moich i przyjaciół
będę wołał: „Pokój z tobą”.
Ze względu na dom Pana, Boga naszego,
modlę się o dobro dla ciebie.

(Rz 13,11-14)
Rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas, niż wtedy, gdyśmy uwierzyli. Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła. żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom.

(Ps 85,8)
Okaż nam, Panie, łaskę swoją i daj nam swoje zbawienie.

(Mt 24,37-44)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Wtedy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.

 

Itinerarium , , , , , , , , ,