NIE MOGĘ SIĘ ŻYCIEM NACIESZYĆ

Środa 20 listopada 2013

 Słucham, patrzę, rząd się zmienia, gonimy Europę (albo i nie), raz się dzieje więcej raz mniej. Jakoś tak mnie to wszystko omija, wiem co się dzieje ale to nie moja bajka, jak mawiają nie tylko młodzi.

Nie mogę się nacieszyć życiem. Nikt mnie nie zwiedzie i nie zakazi smutkiem, życie jest bardzo piękne. Chyba nie tylko ja spotykam tak wielu dobrych, żwawych i mądrych ludzi? Wszyscy ich macie codziennie, tylko się dąsacie z powodu kilku innych psotników, co naplotą głupot o was i będą włazić w wasze życie z wielkim upodobaniem (nie mają własnego, dlatego włażą w wasze!)

I nie tylko ja podglądam rudawe igły modrzewi, które chmarami właśnie lecą sobie beztrosko na ziemię. No i czemu one tak opadają i opadają? No nie wiem, ale to bardzo niezwykłe zjawisko, które mnie cieszy. Tym bardziej, że żaden modrzew, jak dotąd, nie plotkował o mnie. Chyba, że potajemnie z sąsiadkami brzozami … Hm, może? Wszak brzozy to panie raczej…

Cieszy mnie skuteczne codzienne „Ojcze nasz”, modlę się o chleb i rzeczywiście go mam, z masłem, serem a czasem i z ogórkiem jeszcze. Jest całkiem ciepło w tej mojej krainie, co na koniec listopada zdarza się nie zawsze. O te ciepłe dni to się nie modlę, mam taki bonus od Pana Boga w tym roku.

Ho, ho, ho! Jakbym wyliczał swoje rozpacze i niedole, czytalibyście do Nowego Roku. Litania do świętego narzekania nie jest jednak moją modlitwą. Nie mogę się nacieszyć życiem! Tymi ludźmi, z którymi dziś pogadam. Tym igliwiem rudym z modrzewi. Ojcze Nasz, które się spełnia codziennie w chlebie.

Bardzo radosna jest moja listopadowa modlitwa i życie.

Itinerarium , , , , , , , , ,

PRZY LAMPIE WIĘCEJ ŻYCIA

Wtorek 19 listopada 2013

 Twoje słowo jest lampą dla moich stóp i światłem na mojej ścieżce. Przez lata codziennego czytania Biblii, myślenia nad nią i próbach kształtowania wedle niej życia, ten werset z psalmu 119 (105) całkowicie oddaje miejsce Księgi w moim życiu.

Kiedy idę z latarką lub świecą (zdarza się), muszę myśleć i ustalać drogę. Światło nie wyznacza mi drogi, ono mi towarzyszy, drogę muszę znaleźć i wybrać sam. Dzięki światłu lepiej widzę, rozróżniam, ale wcale nie strzeże mnie ono od pomyłek i błędów. Światło nie odrywa mnie od rzeczywistości, przeciwnie dzięki niemu mogę przywrzeć silniej i pewniej do życia.

Tak jest z Biblią, której treść nie zwalnia mnie z myślenia ale je ożywia; jej słowa nie dokonują za mnie wyborów, nie rozwiązują dylematów, nie chronią od głupstw i upadków. Bez nich byłoby mi w życiu łatwiej, mniej komplikacji. Nie chcę jednak życia łatwiejszego, wolę prawdziwe choć złożone.

Bardzo się dziwię, kiedy słyszę, że teksty biblijne prowadzą do idealizmu, nawet szkodliwego, że ona odrywa od rzeczywistości poprzez opowieści o niebie, krzyżu i miłości. Ja dzięki Księdze spajam się coraz mocniej z ludźmi, Bogiem, ze sobą samym, ale i z ptakami, liliami i górami, o których tak często ona wspomina.  Doceniam wagę każdej chwili, każdej rzeczy, każdego człowieka i drobnej biedronki (dla przykładu). Wszystko, co widzę, co słyszę, czuję, czego dotykam, staje się dzięki Biblii oczywiście sensowne i właściwe. Światło Księgi uwyraźnia mi cały kosmos, od jarzących się nade mną nocą galaktyk po kolorowe skrzydła sójek, co długo się wybierały za morze, ale na szczęście pozostały w Polsce. Wszystko jest bliższe, harmonijne i ciekawsze, zadziwiająco materialne i fizyczne. Powiedziałbym, że twardsze i bardziej soczyste.

Jeśli bardzo krótko mogę to wyrazić, Biblia wyzwala moją wolność, wszystko muszę przy jej lampie rozsądzać i wybierać sam. Rozbudza także mój zachwyt nad najmniejszą kruszyną materii (niech to będzie ziarenko piasku na plaży), wszystko jest absolutnie niezwykłe i sensowne, tak czy inaczej w Biblii zapisane.

 

Itinerarium , , , , , , , , , ,

NOWA PIERWSZA KADROWA NA HORYZONCIE

Poniedziałek 18 listopada 2013

Martwimy się dziś o polską młodzież i przyszłość Ojczyzny. Młodzież zadżumiona Internetem, marihuaną i szalikami swoich klubów. Oj, nie będzie dobrze, prorokujemy.

Karolina Kózkówna zginęła 99 lat temu (18 listopada 1913), żołnierz carski zamordował ją kiedy broniła swojego dziewictwa. Miała niespełna siedemnaście lat. Romek Strzałkowski, zastrzelony przez milicję w Poznaniu (1956) miał nieco ponad 13 lat. Niósł podczas robotniczej demonstracji białoczerwony sztandar, trafiony kulą owinął się jeszcze polską flagą. Jurek Bitschan, lwowskie orlę, umierał od ukraińskich pocisków mając 14 lat (21 listopada 1918), broniąc przed wrogiem cmentarza, na którym zresztą potem spoczął.

Przywołuję te postaci z nadzieją, że ich postawy zostaną odzyskane przez polską młodzież jako autorytety, wzory życia i źródła inspiracji. Geniusz polskości, jakaś niewymownie szalona miłość do Ojczyzny, Boga czy ludzi, to przepiękna choć zapomniana i zbywana dziś część naszej historii.

Jadwiga Andegaweńska, nasza święta królowa, odchodziła w wieku 26 lat z nieocenionymi zasługami dla Rzeczpospolitej (chrzest Jagiełły i Litwy), Akademii Krakowskiej (przywrócenie funkcji uniwersyteckich) i Kościoła (budowa świątyń i klasztorów). Kazimierz Królewicz Jagiellończyk, też w aureoli, powinien być wzorem dla dzisiejszych ministrów sprawiedliwości i spraw wewnętrznych, zmarł mając 26 lat. Stanisław Kostka, osiemnastolatek w chwili śmierci, samotny wędrowca przez Alby w celu realizacji swoich marzeń.

Nie będę narzekał, że nasza młodzież patrzy na ekrany, w różne You Can Dance i Mam Talent. Znam młodych ludzi, którzy szukają identyfikacji w bohaterach narodowych i pomysłów na życie w biografiach rówieśników sprzed lat. Dziś z szacunkiem przywołuję tych z Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży (KSM), których patronką jest Karolina Kózkówna. Trochę jeszcze musimy poczekać, aby przyszła fala zachwytu nad dobrym polskim duchem. Nawet kilkunastu naśladowców bł. Karoliny, Romka Strzałkowskiego czy św. Jadwigi ma większe znaczenie niż setki tysięcy ogłupionych spacerkami po butikach i pubach.

Z tego co pamiętam, słynna Pierwsza Kompania Kadrowa (początek Legionów Piłsudskiego, 1914), dzięki której w końcu przyszła niepodległość Polski, liczyła najwyżej 170 młodych żołnierzy. Jakaś nowa Pierwsza Kadrowa chyba już jest na horyzoncie.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

PRZYDŁUGIE KAZANIE O TYM CO W SERCU TRWAŁE

33 Niedziela zwykła  17 listopada 2013

 Autostrady, którymi mkniemy coraz częściej nawet w Polsce, samoloty łączące szybko najróżniejsze miejsca na świecie, solidne domy z dobrym ogrzewaniem i równie dobrym chłodzeniem. Bardzo dobre jedzenie, doskonałe ubrania, skuteczne lekarstwa. Od wszystkiego też można się ubezpieczyć, jak nie mnie to rodzinie wpadnie niezła sumka z polisy. Mógłbym tę listę wydłużać, ale myślę, że i to wystarczy, aby pokazać jak łatwo ulegamy złudzie stabilności, pewności i „tymczasowej wieczności”. Tymczasowa wieczność to podświadome przekonanie o trwałości cywilizacji w takiej formie, jaką teraz mamy.

Słuchacze Jezusa, widzieli przed sobą świątynię w Jerozolimie, niezwykły obiekt architektoniczny, dzieło budzące podziw na całym ówczesnym Wschodzie, monumentalne, „przyozdobione pięknymi kamieniami i darami”. To była ich „tymczasowa wieczność”, gmach, który symbolizował także niezmienność ich praw, obyczajów, wierzeń i tradycji. „Z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony …” – usłyszeli. Tak mógł mówić szaleniec, któremu nigdy nie wiadomo co do głowy strzeli. Mógł tak powiedzieć też chłodny realista, dobrze znający zmienność historii i nieuchronność niszczących wszystko kryzysów.

Mocno się łudzimy, że nasza cywilizacja ma jakąś bardziej trwałą postać niż wszystkie inne, które rozpadły się (mniej czy bardziej burzliwie) i zniknęły. W śmiesznym poczuciu „tymczasowej wieczności” naiwnie wierzymy, że To Co Jest i Tak Jak Jest, będzie już zawsze albo bardzo długo, przynajmniej tak długo, jak jesteśmy sobie w stanie to wyobrazić. Być może, „z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony …” Jest to niekonieczna, ale całkiem realna możliwość. W dziejach ludzkości mieliśmy cywilizacje, które się degenerowały, kruszyły i w końcu szły w rozkurz. Spacerowaliście pewnie jak ja po resztkach Koloseum czy Akropolu.

Naszej epoce towarzyszy też wyjątkowo głupie zaufanie, że komputery, komórki, Internet, uczyniły świat i życie bardziej szczęśliwymi. Doceniam te rzeczy. Kiedy jednak na drugiej szali położymy coraz powszechniejszą i liczną nietrwałość ludzkich więzi (przyjaźni, miłości, małżeństw), masową aborcję na niespotykaną w historii skalę (przypomnę, w samej Europie co 11 sekund ginie nienarodzone dziecko, prawie 3 miliony rocznie), oswajanie eutanazji jako metody rozwiązywania problemu „schorowanej długowieczności” (co za obciążenie dla firm ubezpieczeniowych!), kompletne podeptanie praw człowieka (pisałem o tym m.in. 14.11.2013), rosnącą liczbę osób zaburzonych i chorych psychicznie (w Polsce liczba ta wzrosła od roku 1990 prawie dwukrotnie, do ok. 1 600 000; szacuje się, że w Europie w roku 2020 co 3 jej mieszkaniec doświadczy zaburzeń lub choroby psychicznej), kiedy to wszystko położymy na drugiej szali, zapomnijmy o szczęśliwym świecie i poczuciu zadowolenia z naszych czasów.

Nie, nie jestem pesymistą ani nie kandyduję do tytułu złowieszczego proroka. Ale nie chcę też być naiwny i żyć złudzeniami. Stwierdzenie, że nasza cywilizacja jest w głębokim kryzysie może i brzmi banalnie, ale każde inne jest kłamstwem.

Nic nie uczyni życia i świata lepszym i szczęśliwszym niż przemienieni wewnętrznie ludzie, kierujący się dobrem, solidarnością, prawdą i miłością. Ta wewnętrzna przemiana jest jednak dziełem dziś zupełnie zarzuconym, ponieważ wymaga wejścia w przestrzenie serca, duszy i ducha ludzkiego. Dość łatwo i tanio można udoskonalać samochody, komórki i karty bankowe i to się dzieje co dzień niemalże. Tylko to żadna droga do szczęścia, choć wielu z nas w to uwierzyło. Całe pokolenie miota się od galerii handlowych, przez salony urody po ekrany komputerów, nie zaglądając nawet na chwilę w siebie samych. Jesteśmy coraz bardziej rozbawieni, kolorowi, multimedialni, szybsi, bogatsi i ruchliwsi. I z dnia na dzień czeźniemy i marniejemy nie znając smaku prawdy, mocy dobra, blasku solidarności i trwałego sensu miłości. Spragnieni czułości na darmo wciskamy „enter” na klawiaturze lub sięgamy do folderu „połączenia wybierane” w telefonie. Serfujemy z portalu na portal, nigdy nie wchodząc do swoich serc, aby tam odnaleźć siebie, Boga i źródło miłości do ludzi i świata. Nieszczęśliwi, schorowani, zagubieni, bez entuzjazmu oczekujący jutra.

Być może, „z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony …”. Nie można tego realnie wykluczyć. Można też od zaraz zachłysnąć się czystą radością dobra, solidarności, prawdy i miłości. Rozpocząć trzeba od otwarcia drzwi do swojego serca, od zaufania w bliskość Boga tam mieszkającego. W sercu mamy wszystkie rzeczy trwałe, w przeciwieństwie do tego, z czego może nie pozostać nawet kamień na kamieniu.

P.S. Kazanie przydługie, przepraszam. Krócej mogłem napisać, że trwają tylko wiara, nadzieja i miłość. I że miłość jest największa (1 Kor 13). Ale jakbym tak krótko napisał, mówilibyście, że się nie przygotowałem J

Kazanie dźwiękowe – www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

(Ml 3,19-20a)
Oto nadchodzi dzień palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą słomą, więc spali ich ten nadchodzący dzień, mówi Pan Zastępów, tak że nie pozostawi po nich ani korzenia, ani gałązki. A dla was, czczących moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego skrzydłach.

(Ps 98,5-9)
REFREN: Pan będzie sądził ludy sprawiedliwie

Śpiewajcie Panu przy wtórze cytry
przy wtórze cytry i przy dźwięku harfy,
przy trąbach i przy dźwięku rogu,
na oczach Pana, Króla, się radujcie.

Niech szumi morze i wszystko, co w nim żyje,
krąg ziemi i jego mieszkańcy.
Rzeki niech klaszczą w dłonie,
góry niech razem wołają z radości.

W obliczu Pana, który nadchodzi,
bo przychodzi osądzić ziemię.
On będzie sądził świat sprawiedliwie
i ludy według słuszności.

(2 Tes 3,7-12)
Sami wiecie, jak należy nas naśladować, bo nie wzbudzaliśmy wśród was niepokoju ani u nikogo nie jedliśmy za darmo chleba, ale pracowaliśmy w trudzie i zmęczeniu, we dnie i w nocy, aby dla nikogo z was nie być ciężarem. Nie jakobyśmy nie mieli do tego prawa, lecz po to, aby dać wam samych siebie za przykład do naśladowania. Albowiem gdy byliśmy u was, nakazywaliśmy wam tak: Kto nie chce pracować, niech też nie je! Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi. Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli.

(Łk 21,28)
Nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie.

(Łk 21,5-19)
Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, powiedział: Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony. Zapytali Go: Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy się to dziać zacznie? Jezus odpowiedział: Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: Ja jestem oraz: Nadszedł czas. Nie chodźcie za nimi. I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec. Wtedy mówił do nich: Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie. Lecz przed tym wszystkim podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą do królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić. A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

MATKA BOŻA UKRADZIONA I Z OSTREJ BRAMY

Sobota 16 listopada 2013

Do Matki Bożej w Ostrej Bramie wypada iść na kolanach, w wileńskiej kaplicy. Matka Boża Miłosierdzia, dla Polaków i Litwinów, w „Ostrej świeci Bramie” od roku 1655. Warto tam pojechać, zmówić modlitwę za siebie i za Polskę, dziś, 16 listopada święto Ostrobramskiej.

Matka Boża Jazłowiecka, w dużym posągu, też najpierw na Kresach, w Jazłowcu, w macierzystym gnieździe niepokalanek, uciekała przed sowietami w 1946 r. i dziś pokłonić się jej można w Szymanowie. Matka Boża Tartakowska Uzdrowicielka Chorych z kresowego Tartakowa (nad Bugiem, całkiem blisko od granicy z Ukrainą) przez lata niosła zdrowie modlącym się do niej, potem w 1944 r. zbiegła do Polski, ale powróciła (w kopii) w strony ojczyste. Jej sąsiadka (jakieś 20 km), Matka Boża Sokalska powędrowała po wojnie przez Kraków do bernardynów w Hrubieszowie, gdzie mieszka do dzisiaj. Matkę Bożą z Rudek (koło Sambora, Ukraina, tam gdzie spoczywa Aleksander Fredro) spotkał gorszy los. Potajemnie wywieziona do przemyskiego seminarium, potem rezydowała w Jasieniu, aż w wolnej Polsce (1992) ktoś obraz ukradł, i tak Matka Boża teraz u złodzieja się tuła.

Losy tych obrazów podobne są nieco do losów Polaków, jedni zostali w dawnej Polsce, inni zbiegli do tej nowej powojennej. W ogóle losy Polski zapisane są jakoś w wizerunkach maryjnych, najbardziej pewnie w tym jasnogórskim. Królowo Polski, „Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy i w Ostrej świecisz Bramie”, módl się za nami.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , ,

CZEMU NIE WSTĄPIĘ DO KLUBU WIERZĄCYCH?

Piątek 15 listopada 2013

 W Lublinie pojawiła się nowa inicjatywa młodych ludzi, którzy założyli klub (i stronę w Internecie) w celu wzajemnego poznawania się. Chodzi o to, aby oderwać się od komputerów i sieci i twarzą w twarz spotykać się z innymi. Oczywiście nie jest to miejsce schadzek ani quasi biuro matrymonialne, tylko przestrzeń kontaktu, realna możliwość rozmów i bycia ze sobą. Są dwa warunki, uczestnicy nie mogą mieć więcej niż 30 lat i muszą być wierzący, niekoniecznie katolikami, ale chrześcijanami.

Trochę zrobiło mi się smutno i żal tych młodych ludzi. Nie z powodu cezury wiekowej (nie załapałbym się!), ale tego drugiego warunku. Taki klub to coś więcej, pomyślałem, niż kościół. Przy wchodzeniu do kościoła nie pytamy czy ktoś jest wierzący. Pozwalamy na uczestnictwo we mszy i nabożeństwach każdemu, grubym i chudym, mądrym i nie całkiem mądrym, dobrym i nieco gorszym, wierzącym wątpiącym, poszukującym i całkowicie niewierzącym. Z tego, co wiem, do młodzieżowego klubu może należeć każdy kto zadeklaruje się jako wierzący. Dobrze, że nie trzeba zaświadczenia z parafii i opinii z kółka różańcowego.

Zawsze mam problem z określeniem kryterium kto jest wierzący a kto nie, przypuszczam, że nie ma dobrej miary w tej sprawie. A jeśli chodzi o klub młodzieżowy, to tak dumam, czy nie fajniej i lepiej byłoby, gdyby zrzeszał na przykład ludzi ciekawych albo ludzi twórczych albo czułych albo wesołych. Do któregoś z takich to bym się nawet próbował zapisać, próbując ukryć nieco starszy wiek. Do klubu wierzących to bym się jednak nie chciał zapisać, obawiam się, że mogłoby być nudno.

Pierwszy klub wierzących, czy raczej próbujących wierzyć, zwany też Gronem Apostolskim, został wysłany przez Założyciela do pogan, niewierzących i ateistów. I pośród nich do dziś jest miejsce nas, tych, którzy teraz próbują wierzyć.

Itinerarium , , , , ,

LICZBA IDIOTÓW W KRAKOWIE I ONZ

Czwartek 14 listopada 2013

Pisuję tu u różnych rzeczach, moim zdaniem ważnych. Niektóre wprawiają mnie w zdumienie i złość.

ONZ (Organizacja Narodów Zjednoczonych) nie lubię już od ponad 20 lat, kiedy skompromitowała się w byłej Jugosławii, nie będąc zdolna do zapobieżenia bratobójczym walkom i dziesiątkom tysięcy ofiar (co ostatnio przypomniano przy okazji śmierci Tadeusza Mazowieckiego). Dwa dni temu, jedna z agend ONZ, Rada Praw Człowieka, przyjęła do swojego grona m.in. Chiny, Rosję, Arabię Saudyjską i Kubę. Średnio rozgarnięty człowiek wie, że akurat te państwa są wręcz modelowymi w łamaniu praw człowieka. Poznałem kilka osób z wymienionych wyżej krajów, które mocno cierpią za domaganie się podstawowych ludzkich praw.  W Arabii Saudyjskiej do więzienia trafiają ludzie, u których zostanie znaleziona Biblia. Człowiek ma prawo do Biblii? W Rosji do łagrów idą na długie lata ci, co odważają się publicznie krytykować reżim Putina i Miedwiediewa. W Chinach cenzurowany Internet nie pokazuje niczego o masakrze na Placu Tiananmen (4 czerwca 1989). Na Kubie nie ma mowy np. o założeniu niezależnego związku zawodowego czy wydawaniu wolnej gazety. To wszystko nie przeszkodziło ludziom w ONZ wybrać do Rady Praw Człowieka wspomniane państwa.

Nie wiem z jakiego powodu tli się we mnie jeszcze przekonanie, że w różnych międzynarodowych gremiach zasiadają poważni ludzie, którzy coś wiedzą, myślą i mają podstawową ludzką wrażliwość. Złudzenie. Pociesza mnie tylko znana stara historia z przedwojennego Krakowa. Otóż, jak już niegdyś wspominałem, jakiś mieszczanin z podwawelskiego grodu, poirytowany działaniami Rady Miasta, zakrzyknął był na Rynku, że „Połowa Rady Miasta to idioci!” Rozeźliło to radnych, wnieśli sprawę do sądu, a ten nakazał krakusowi publicznie, w tym samym miejscu co wcześniej, odwołać (tzn. odkrzyknąć) obelgę. Stanął ów obywatel i zakrzyknął z całych sił i z całym przekonaniem: „Prostuję, com tu tydzień temu powiedział! Oświadczam, że połowa Rady Miasta to nie są idioci!”

Z tego co czytam, wynika, że w ONZ proporcje są jeszcze gorsze

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , ,

Z BOGIEM

Środa 13 listopada 2013

 Wczoraj, na zakończenie krótkiej rozmowy z panią w jednym z ministerstw usłyszałem „Z Bogiem!” Zabrzmiało bardzo naturalnie, jak rzeczywiste życzenie, żeby było z Bogiem, żebym ja był z Bogiem. Dawniej dość popularne było pożegnanie „Zostańcie z Bogiem” czy „Idźcie z Bogiem”. Te krótkie formuły, jeśli są wypowiadane szczerze, zawierają możliwie najlepsze życzenia. Mieszczą w sobie dobre zdrowie, pomyślność, bezpieczeństwo i szczęście, wszystko czego dawcą jest Bóg. Oznaczają także wielką życzliwość osoby wypowiadającej słowa, skondensowaną w jednej krótkiej frazie. Nikt przecież nie ma czasu, aby rozwlekać się na serpentyny o zachowaniu od nieszczęść, ustrzeżeniu przed wypadkami, omijaniu złych ludzi, unikaniu zatrutych pokarmów czy odbyciu owocnych spotkań. Z Bogiem, to znaczy jak najlepiej ze wszystkim i ze wszystkimi. Z Bogiem, zostańcie z Bogiem.

Itinerarium , , , ,

MARSZE NIESPOKOJNE

Wtorek 12 listopada 2013

 Narażę się może niektórym z was. Marsz niespokojny przeszedł wczoraj przez stolicę. W niemal wszystkich komentarzach pojawiał się zarzut, że podczas marszu były incydenty, zamieszki i niepokoje. Nagle do rangi najwyższej wartości urósł Spokojny Marsz. W większości marszów, w którym brałem udział (dawno, ale prawda) było niespokojnie. Wolę marsze niespokojne, które mają sens, niźli spokojne, w których chodzi tylko o nieszkodliwy spacer. Niespokojne marsze, w których brałem udział, były marszami sprzeciwu, były starcia z milicją i ZOMO, gaz, pałki, głośne skandowanie, jednym słowem wszystko niźli spokój. Nie chodzi o to, aby marsze były spokojne, chodzi o to czy mają sens.

Dziesiątki tysięcy młodych ludzi poszły w niespokojnym marszu. Szli w nim m.in. młodzi ludzie, którzy jeszcze nie wyjechali do Londynu, Dublina czy Glasgow. Straty, jakie poniosło wczoraj państwo to naprawdę bardzo niska cena jaką nasze państwo płaci za wieloletnie odwrócenie się tyłem do polskiej młodzieży. Co Polska ma do zaoferowania młodym Polakom? Jeden z premierów (K. Marcinkiewicz) osiem lat temu krzyczał radośnie i trzykrotnie „Yes! Yes! Yes!”, co spowodowało masowy exodus młodych Polaków za pracą. Wyjechali naprawdę mądrzy, inteligentni, zaradni i dobrzy Polacy. Ci, którzy pozostali to również sensowni, wykształceni i pracowici młodzi Polacy, którym może jeszcze zabrakło determinacji do wyjazdu z kraju. Znam wielu jednych i drugich. Emigranci może by i wrócili, gdyby państwo polskie dało im jakąś nadzieję, perspektywę i szansę, jakiś znak, że są tu potrzebni. Nie są potrzebni, bo powiększą procent bezrobotnych. Ci, co zostali umieją tu przeżyć za 1400 zł miesięcznie (albo i mniej), pracują dużo i solidnie. Czy państwo ułatwia im – na przykład – założenie własnej firmy? Czy mają jakieś dobre kredyty na realizację swoich pomysłów? Czy dostają realną możliwość zdobycia mieszkań? W 1995 i 2000 roku ówczesny prezydent (A. Kwaśniewski) obiecał to młodzieży; obecny pomysł MDM („mieszkanie dla młodych”) legnie w gruzach – tak mówią młodzi, z którymi rozmawiam – z powodu niedosięgłego dla nich „wkładu własnego”. Właściwie ze strony państwa płyną trzy komunikaty do ludzi młodych: „Bierzcie kredyty”, „Wyjeżdżajcie stąd!” i ostatni, najbardziej czytelny „Radźcie sobie sami!”

Wiem, że wczorajsi demonstranci nie szli pod hasłami, które tu wyłuszczam. Faktem jest, że państwo polskie tyłem odwróciło się do ludzi młodych. Zostawioną samą sobie młodzież zgarniają spryciarze. Rozumiem dobrze tych młodych, którzy tak tłumnie poszli w marszu. Wrząca para czasem znajduje ujście w niewłaściwym miejscu.

W marszu wczorajszym było też dużo niezadowolenia z demokracji, wyrażonego co prawda w sposób radykalny i dosadny. Nasza demokracja choruje coraz mocniej i zapewne pięknie się rozbije o swoje tępe zasady. Demokracja, która wolą większości akceptuje zabijanie dzieci, uśmiercanie nieuleczalnie chorych, bezwzględne prawo zysku czy skuteczność kłamstwa przeistacza się w tyranię. Przypomnę, że jeden głos za prawem do życia od poczęcia ma większy sens niźli dwa miliony przeciwko. Wartości ograniczają demokrację, prawda, dobro, uczciwość, sprawiedliwość nie podlegają woli większości. Demokratyczna wola większości skazała na śmierć Jezusa z Nazaretu i uprawomocniła władzę Hitlera.

Marsze niespokojne nie są najgorszą rzeczą na świecie. Trzeba tylko wiedzieć po co się maszeruje. Marsz, marsz Dąbrowski, nie był spokojny. Marsz Pierwszej Kadrowej Piłsudskiego też nie był spokojny. Marsz powstańców z 1944 był gwałtowny. Marsz robotników w Poznaniu (1956) i stoczniowców w Gdańsku (1970) to także nie były spacerowe przechadzki.

Jak już iść to z sensem. Wiele marszów jeszcze przed nami.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

MARSZAŁEK NIE WRÓCI BIERZMY SIĘ DO ROBOTY

Kazanie na Święto Niepodległości Poniedziałek 11 listopada 2013

 Dziewięćdziesiąt pięć lat temu Polska powstała właściwie z marzeń grupek szaleńców, z których najbardziej pamiętamy Piłsudskiego. Po zaborach, dwóch nieudanych powstaniach, silnej germanizacji i rusyfikacji, dla Europy i świata Polska nie istniała. Przypomnę, że tylko Turcja nie uznała likwidacji Rzeczpospolitej i przez wiele lat przy prezentacji ambasadorów przed sułtanem wypowiadano formułę: Poseł Lechistanu jeszcze nie przybył”. Nawet wybuch wojny w 1914 r. nie zwiastował z początku niepodległości, zresztą nikt z naszych wrogów ani z odległych zachodnich mocarstw ani myślał nam jej podarować.

Marzyciele, skrzyknięci ostatecznie przez Józefa Piłsudskiego, zaczęli się bić o Polskę, głośno o niej wołać. Wszystko zaczęło się jednak w głowach marzycieli, którzy potrafili uderzyć we właściwe struny polskich serc. Byłem nie tylko „rozumny szałem”, lecz znałem drgnienia serc polskich, na nich się opierałem, serce brałem za instrument i mierzyłem siły na zamiar” – mówił w 1922 r. Marszałek.

Polska zgodna, gościnna, bez ludzi głodnych i bezdomnych, Polska, w której się nie kradnie, zatroskana o dobro i wychowanie dzieci i młodzieży. Polska, w której każdemu wystarcza do końca miesiąca, która pamięta i przygarnia rodaków przymusem wyrzuconych na stepy i w tajgi. Polska otwarta na każde nowe ludzkie życie i strzegąca go do samego końca. I taka Polska, gdzie każdy strzeże przystanku przed demolowaniem i kupuje słodką bułkę dzieciakom spod dworca. Polska, w której pani z banku nie dzwoni do mnie zaraz po zaduszkach z propozycją kredytu na święta, sam wiem, kiedy choinkę kupić. Taka Polska, w której Jerzy Urban przeprosi w końcu, choćby za kłamstwa wobec księdza Jerzego Popiełuszki. I taki kraj, gdzie się kręci dobre seriale o górnikach z „Wujka” (grudzień 1981) i kolejarzach z Lublina, (lipiec 1980).

Tak, to krótki spis marzeń o Polsce, sprawiedliwej, solidarnej, uczciwej, o polskiej Polsce. Stukam się w piersi, nie tylko marzę, działam, zgodnie ze światłem Ewangelii i dewizą Marszałka, że czyn zamienia marzenie w rzeczywistość.

Od marzeń odrywają mnie czasem głosy tych, co Polską kierują dzisiaj. I wtedy jedna jeszcze uwaga Piłsudskiego (z 1926 r.) do głowy mi przychodzi: „I staję do walki, tak jak poprzednio, z głównym złem państwa: panowaniem rozwydrzonych partyj i stronnictw nad Polską, zapominaniem o imponderabiliach, a pamiętaniem tylko o groszu i korzyści”. Aż by się chciało zawołać: „Marszałku wróć!”. Nie wróci, sami musimy wymarzoną Polskę czynami stworzyć.

 

 

Itinerarium , , , , ,