BEZ LIŚĆI PRAWDA

W opadaniu jesiennych liści jest opowieść o naszym życiu. Liści już niewiele, największe drzewa całkiem ogołocone przez wichry.

Pierwsze skojarzenie odsyła do przemijania, liście spadają, my także odchodzimy, odejdziemy. Przyjrzeliście się jednak bezlistnym drzewom? Dopiero teraz widać doskonale gibkość brzóz, strzelistą prostotę topoli i monumentalny ciężar dębów. Oto prawda o drzewach, ale i prawda o życiu. I o nas samych. Kiedy opada to, co tylko jest ozdobą (jakże potrzebną i śliczną, ale tylko ozdobą), odsłania się człowiek.

Opada z nas wszystko, pozostaje dobro, prawda, czyny podjęte z miłości. Listki urody, listki sławy, listki sukien i fraków, bach, bęc, spadają.

Kiedy popatrzysz na muskulaturę dębowych konarów, zobaczysz całą wielką walkę tego drzewa, zmagania z wiatrami, zimnem i deszczem. Liście, owszem, są, ale krótko, od późnego maja do wczesnego października. Nieważne, co opada, ważne, co się odsłoni.

Rośniemy w człowieczeństwie i wielkości serca przez dobro i miłość. Patrz na drzewa i nie zaniedbaj najważniejszego.

Itinerarium , , , , , , , ,

NA CO DZIEŃ BLISKO BOGA

W naszej historii poszukiwania Boga, jedną z ważniejszych rzeczy jest codzienne otwieranie się na Jego obecność.

On jest przy tobie, gdy pracujesz na komputerze. Przysiada się do naszych śniadań i kolacji. Głowi się nad rodzinnymi sporami. Nie odpychają Go wózki z dziećmi i nie stroni od jazdy samochodem. Wprawdzie nie mówi, nie hałasuje i nie defiluje z pompą, ale jest.

Jako ludzie aktywni i nawet nadaktywni, przywykliśmy do stwarzania sobie wszystkiego. Osiągamy cele dzięki swojej pomysłowości, zaradności, pracy na kilka etatów, sprytowi i dobrym kontaktom z właściwymi ludźmi. Te wszystkie umiejętności nie przydają się w poszukiwaniu Boga.

Codzienność jest ulubioną domeną Boga, ponieważ w niej autentycznie żyjemy. Święta i uroczystości, urządzane przez nas, nie mają mocy wywoływania nagłej i okolicznościowej wizyty Boga (z racji Bożego Narodzenia czy Wielkanocy).

Być może potrzebujemy jedynie jakiegoś dystansu do naszych zajęć, aby pozwolić Bogu na objawienie się. Z Jego strony taka wola jest na pewno, o czym świadczy Wcielenie i poddanie się wymogom ludzkiego istnienia. Może potrzebujemy takiego rozluźnienia się, abyśmy wewnętrznie zdystansowali się wobec wszystkich zajęć i przedmiotów. Zauważyłem, że pewien rodzaj wewnętrznego dystansu jest znakomitym skupieniem.

Ponadto, otwierając się na bliskość Boga – przy komputerze, śniadaniu, w samochodzie, przy zabawie z dzieckiem – mamy do Niego dostęp codziennie, nawet w piątek trzynastego. A kiedy w niedzielę pójdziemy do kościołów, to tylko po to, aby potwierdzić to, czego doświadczamy w dni zwykłe.

Itinerarium , , , , , , , ,

CYMBAŁY W STRASBURGU

Głośno ostatnio o decyzji Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu w sprawie krzyży we włoskich szkołach.

Niespecjalnie przeżywałem ten werdykt, z kilku powodów. I przekonany jestem, że szacowny Trybunał nie mógł oddać większej przysługi dla obrony krzyża. Czytam, że we Włoszech masowo zaczęto wieszać krzyże wszędzie tam, gdzie dotąd nie wisiały, w szkołach, szpitalach, budynkach administracji publicznej. Kiedy pod koniec nauki w moim liceum, silnie indoktrynowanym komunizmem, dyrektor bęcwał, wymyślił, że krzyżyki noszą przeciwnicy Polski Ludowej, zaczęliśmy się ozdabiać różnymi krzyżykami. Istniała nawet rywalizacja, kto będzie nosił większy.

Drugi powód, dla którego nie za bardzo przejąłem się pomysłem Trybunału, jest proste spostrzeżenie, że wszędzie trafiają się cymbały, dlaczego nie mieliby zasiadać w owym gremium? Orzeczenia wielu wybitnych instancji, powołanych do ferowania sprawiedliwości, niejednokrotnie odbiegają daleko od niej, a także od sensu. Zresztą nigdzie nie zapisano, że członkami trybunałów mają być ludzie mądrzy, wrażliwi, inteligentni czy choćby zdrowi na umyśle.

Historia zna setki przykładów mylnych, głupich, bezsensownych decyzji przeróżnych gremiów, zwykle w jakimś czasie uważanych za najwyższe i najlepsze. Sanhedryn wydający do społu z Piłatem wyrok na niewinnego Jezusa z Nazaretu jest bardzo dobrym przykładem. Nazistowskie autorytety oznajmiające wyższość rasy aryjskiej, dziś przywoływane są ze wstydem.

Moim zdaniem problem pojawi się wówczas, gdy jakiś krzyż zostanie zdjęty. Nieco ponad 8 lat temu, afgańscy talibowie zniszczyli dwa starożytne, monumentalne posągi Buddy oraz wiele pomniejszych, wyrokując, iż pomniki w postaciach ludzkich nie podobają się Bogu (Bóg, na szczęście, nie potwierdził tej hipotezy). Za kilka miesięcy mieliśmy terrorystyczny atak na Nowy Jork i Waszyngton. Mentalność sędziów ze Strasburga przypomina tę talibską, niestety.

Dopóki gadają, nawet bez sensu, nie ma co się przejmować. Jeżeli zaś zdejmą choćby jeden krzyż, będzie to znak, że cymbały ideologiczne dochodzą do władzy i zaczynają urządzać świat według bezrozumnej maniery. I wtedy znowu zaczniemy nosić jak największe krzyże na szyjach, stawiać je na każdym rogu. A jak trzeba pojedziemy do Strasburga i tam zawiesimy największy z możliwych. Całkowicie nie wykluczam takiego scenariusza.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

W ROLI KRÓLA

kazanie na Święto Niepodległości
środa 11 listopada 2009

W dawnych czasach przypadła mi w udziale rola króla Jana Kazimierza, ślubującego we Lwowie, w 1656 roku, niezwykłe rzeczy.

W Stanie Wojennym (1981 – 1983) wraz z grupą kolegów staraliśmy się poprzez teatr podtrzymywać ducha w narodzie, a w jednym z przedstawień, w królewskich szatach, recytowałem (z pamięci) słynne narodowe zobowiązania. Przywołuję bodaj najbardziej przejmującą frazę: „ … przyrzekam ponadto i ślubuję, że po nastaniu pokoju wraz ze wszystkimi stanami wszelkich będę używał środków, aby lud Królestwa mego od niesprawiedliwych ciężarów i ucisków wyzwolić.”

Przepiękna to rzecz, że król ludem się przejmował, czuł się ludu ojcem, opiekunem i stróżem. To właśnie jest brak największy wszystkich naszych władz od wielu lat. Kiedy mówimy o Polsce w kategoriach narodu czy społeczeństwa, natychmiast pojawiają się inne skojarzenia. Narodem trzeba „rządzić”, społeczeństwem „kierować” lub „kształtować”. A ludem opiekować się i troszczyć się. Jednym słowem – proszę wybaczyć archaizm – lud trzeba kochać.

Mamy pewnie dość „rządzenia” i „kierowania”, zwłaszcza przez ludzi, którzy niekoniecznie są od nas mądrzejsi czy bardziej sprawiedliwi. Ba, nawet nie oczekujemy dziś, aby nasi władcy byli sprawiedliwi, mądrzy, wrażliwi i opiekuńczy. Socjotechniki zawiadywania głosami tłumów windują na szczyty władzy sprawnych retorów i werbalnych szermierzy.

A my tak naprawdę chcemy, aby nasi władcy nas kochali. Prawda, jak brzmi dziwnie? Dobry władca kocha swój lud, rządzenie i kierowanie powinno wynikać z miłości. I dobry władca daje przykład miłości.

Przeto, na Święto Niepodległości, najbardziej życzyłbym nam Polakom, władców pełnych miłości do swojego ludu. A ludowi polskiemu miłości wzajemnej.

Tekst ślubów Jana Kazimierza

Wielka Boga Człowieka Matko, Najświętsza Dziewico. Ja, Jan Kazimierz, za zmiłowaniem Syna Twojego, Króla królów, a Pana mojego i Twoim miłosierdziem król, do Najświętszych stóp Twoich przypadłszy, Ciebie dziś za Patronkę moją i za Królową państw moich obieram. Tak samego siebie, jak i moje Królestwo polskie, księstwo litewskie, ruskie, pruskie, mazowieckie, żmudzkie, inflanckie, smoleńskie, czernichowskie oraz wojsko obu narodów i wszystkie moje ludy Twojej osobliwej opiece i obronie polecam, Twej pomocy i zlitowania w tym klęsk pełnym i opłakanym Królestwa mojego stanie przeciw nieprzyjaciołom Rzymskiego Kościoła pokornie przyzywam.

A ponieważ nadzwyczajnymi dobrodziejstwami Twymi zniewolony pałam wraz z narodem moim, nowym a żarliwym pragnieniem poświecenia się Twej służbie, przyrzekam przeto, tak moim, jak senatorów i ludów moich imieniem, Tobie i Twojemu Synowi, Panu naszemu Jezusowi Chrystusowi, że po wszystkich ziemiach Królestwa mojego cześć i nabożeństwo ku Tobie rozszerzać będę.

Obiecuje wreszcie i ślubuję, że kiedy za przepotężnym pośrednictwem Twoim i Syna Twego wielkim zmiłowaniem, nad wrogami, a szczególnie nad Szwedem odniosę zwycięstwo, będę się starał u Stolicy Apostolskiej, aby na podziękowanie Tobie i Twemu Synowi dzień ten corocznie i uroczyście, i to po wieczne czasy, był święcony oraz dołożę trudu wraz z biskupami Królestwa, aby to, co przyrzekam, przez ludy moje wypełnione zostało.

Skoro zaś z wielką serca mego żałością wyraźnie widzę, że za jęki i ucisk kmieci spadły w tym siedmioleciu na Królestwo moje z rąk Syna Twojego, sprawiedliwego Sędziego, plagi: powietrza, wojny i innych nieszczęść, przyrzekam ponadto i ślubuję, że po nastaniu pokoju wraz ze wszystkimi stanami wszelkich będę używał środków, aby lud Królestwa mego od niesprawiedliwych ciężarów i ucisków wyzwolić.

Ty zaś, o najlitościwsza Królowo i Pani, jakoś mnie, senatorów i stany Królestwa mego myślą tych ślubów natchnęła, tak i spraw, abym u syna Twego łaskę wypełnienia ich uzyskał.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

KŁOPOTY Z DOBREM

Generalnie wszyscy chcemy być dobrzy, robić coś pożytecznego i sensownego dla innych.

Zauważyłem jednak, że aktualnie wcale nie jest łatwo taki cel realizować. Bo, czy wolontariusze chcący asystować przy eutanazji, mieszczą się jeszcze w jakiejkolwiek mierze dobra? A tacy są i w Holandii i Szwajcarii. Czy zlitowanie się i zakupienie działki dla głodnego narkomana (który przecież potrzebuje draga), ma jakikolwiek posmak szlachetności? A tak niejednokrotnie czynią zakochane młode dziewczyny.

W powszechnej opinii nauczycieli i rodziców (o czym często słyszę od ich dzieci) nie wolno być za dobrym. Młodzi, którzy chcą wejść w jakieś dobre dzieło, strofowani są, aby nie przesadzali, nie tracili głowy, myśleli także o sobie.

Nadto dobroć jest utożsamiana z grzecznością, przestrzeganiem prawa lub bezkonfliktowością. Dobrzy, ale niegrzeczni, dobrzy, ale na bakier z prawem, dobrzy, ale kłótliwi i zaczepni, tacy ludzie faktycznie szli traktem dobra. Dziś dobro jest zagłaskane przez różne formy savoir vivre’u, uległości wobec prawa (często nader niemądrego) czy zgodności ze wszystkimi i ze wszystkim. Tak prawdziwe dobro znika w miazmacie poprawności kulturalnej, prawnej czy obyczajowej.

Nasuwa mi się taka prawda: Bądź dobry, pożałujesz.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

NA PÓŁCE KSIĄŻKA O PAPIEŻU

Wartość pontyfikatu Jana Pawła II będziemy pewnie odkrywać jeszcze długo.

Być może bardziej będzie to nawet zasługą nie nas, rodaków Papieża, ale refleks doświadczenia innych narodów. Nam wydaje się, że wiemy już prawie wszystko o Papieżu, a przynajmniej możemy wiedzieć, gdyby tylko zechciało się nam sięgnąć po jakąś książkę, stojącą zapewne na naszej półce.

Z dużym zdziwieniem wysłuchałem niedawno słów zachwytu nad dziełem Jana Pawła II. Wygłosił je Witalij. Witalij ma paszport gruziński, ale jest narodowości kurdyjskiej. Jest uchodźcą, szukającym szansy na nowe i lepsze życie w Polsce. Co najbardziej zaskakujące, Witalij nie jest chrześcijaninem, nie jest też muzułmaninem, jak większość Kurdów (przypomnę jeden z największych narodów świata, nie posiadający swojej państwowości, żyjący na terenach Turcji, Iranu, Iraku, Syrii, Armenii, Gruzji). Witalij jest wyznawcą jezydyzmu, dawnej perskiej religii, bliskiej zoroastryzmowi.

W opinii Kurda, Jan Paweł II był człowiekiem, który nieporównywalnie wiele uczynił dla pokoju na świecie, stawał w obronie praw zapomnianych narodów i budził nadzieję w sercu każdego człowieka. To wszystko brzmi oczywiście znajomo i banalnie, osłuchaliśmy się w takiej retoryce. Zwracam tylko uwagę, że mówi to Kurd, wyznający jezydyzm. Nawet jeśli w jego słowach można by dopatrywać się niewielkiej kurtuazji, i tak jest to opinia niezwykła i budująca.

Nie wiem czy zachęciłem kogokolwiek do sięgnięcia po jakąś rzecz napisaną przez Jana Pawła II (lub o nim), choć jesienne wieczory sprzyjają lekturze. Powtórzę tylko, że Jan Paweł II, Jego myśl i dzieło, są jeszcze w największej mierze do odkrycia.

Itinerarium , , , , , , , ,

DESER A EWANGELIA

kazanie na XXXII niedziele zwykłą
8 listopada 2009

Tomasz Lem, syn słynnego i znanego Stanisława, wydał ostatnio wspomnienia o ojcu, pod zabawnym tytułem „Awantury na tle powszechnego ciążenia”

Opisuje m.in. historię wspólnej podróży z ojcem, kiedy ten namawiał syna kierującego autem, aby w końcu wyprzedzał jakiegoś drogowego marudera. Szosa pięła się akurat pod górę, na jezdni wymalowane dwie linie podłużne (zakaz wyprzedzania). Wlekli się przez kilka minut, z naprzeciwka nic nie nadjeżdżało, w końcu można było zgodnie z przepisami minąć zawalidrogę. Lem senior z dezaprobatą syknął do syna:

– Widzisz, miałem rację.

Przywołuję tę historyjkę w kontekście dzisiejszej Ewangelii, wzywającej do absolutnego zaufania Bogu. W przypadku Lemów chodziło pewnie bardziej o ryzyko, a może jednak i o zaufanie.

W każdym z nas jest pokład zaufania, całkowitego, chęci zdania się nie na własne kalkulacje, ale na samego Boga. I Eliasz i wdowa od dwóch pieniążków bezgranicznie ufali Bogu, jako komuś, kto wie czego nam trzeba, jest blisko i reaguje na naszą biedę.

Zaufanie nie jest jednak taktyką straceńców, którym nie pozostało nic innego jak ufać. Skoro się nie ubezpieczyli, nie przewidzieli, nie nazbierali pieniędzy na niepewną przyszłość, to teraz pozostało im tylko zaufanie, jakiś akt desperacji, irracjonalnej wiary, że za nich coś ważnego zrobi Bóg.

Właśnie, że nie, jest inaczej. Wszystko zależy od tego, o co nam w życiu chodzi. Jeżeli nasze cele są dobre, piękne, sensowne, a jednocześnie przekraczają nasze możliwości, zaufanie jest potężną mocą, zdolną jednak te cele przybliżać i spełniać. Jeżeli jednak marzymy tylko o lepszym deserze w niedzielne popołudnie, opowieść o ufającej wdowie, znowu minie nas ze swoim przesłaniem.

LITURGIA SŁOWA

(1 Krl 17,10-16)
Prorok Eliasz poszedł do Sarepty. Kiedy wchodził do bramy tego miasta, pewna wdowa zbierała tam sobie drwa. Więc zawołał ją i powiedział: Daj mi, proszę, trochę wody w naczyniu, abym się napił. Ona zaś zaraz poszła, aby jej nabrać, ale zawołał na nią i rzekł: Weź, proszę, dla mnie i kromkę chleba! Na to odrzekła: Na życie Pana, Boga twego! Już nie mam pieczywa – tylko garść mąki w dzbanie i trochę oliwy w baryłce. Właśnie zbieram kilka kawałków drewna i kiedy przyjdę, przyrządzę sobie i memu synowi [strawę]. Zjemy to, a potem pomrzemy. Eliasz zaś jej powiedział: Nie bój się! Idź, zrób, jak rzekłaś; tylko najpierw zrób z tego mały podpłomyk dla mnie i przynieś mi! A sobie i twemu synowi zrobisz potem. Bo Pan, Bóg Izraela, rzekł tak: Dzban mąki nie wyczerpie się i baryłka oliwy nie opróżni się aż do dnia, w którym Pan spuści deszcz na ziemię. Poszła więc i zrobiła, jak Eliasz powiedział, a potem zjadł on i ona oraz jej syn, i tak było co dzień. Dzban mąki nie wyczerpał się i baryłka oliwy nie opróżniła się według obietnicy, którą Pan wypowiedział przez Eliasza.

(Ps 146,6c-10)
Refren: Chwal, duszo moja Pana, Stwórcę swego.

On wiary dochowuje na wieki,
uciśnionym wymierza sprawiedliwość,
chlebem karmi głodnych,
wypuszcza na wolność więźniów.

Pan przywraca wzrok ociemniałym,
Pan dźwiga poniżonych,
Pan kocha sprawiedliwych.
Pan strzeże przybyszów.

Ochrania sierotę i wdowę,
lecz występnych kieruje na bezdroża.
Pan króluje na wieki,
Bóg twój, Syjonie, przez pokolenia.

(Hbr 9,24-28)
Chrystus wszedł nie do świątyni, zbudowanej rękami ludzkimi, będącej odbiciem prawdziwej /świątyni/, ale do samego nieba, aby teraz wstawiać się za nami przed obliczem Boga, nie po to, aby się często miał ofiarować jak arcykapłan, który co roku wchodzi do świątyni z krwią cudzą. Inaczej musiałby cierpieć wiele razy od stworzenia świata. A tymczasem raz jeden ukazał się teraz na końcu wieków na zgładzenie grzechów przez ofiarę z samego siebie. A jak postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd, tak Chrystus raz jeden był ofiarowany dla zgładzenia grzechów wielu, drugi raz ukaże się nie w związku z grzechem, lecz dla zbawienia tych, którzy Go oczekują.

(Mt 5,3)
Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

(Mk 12,38-44)
Jezus nauczając mówił do zgromadzonych: Strzeżcie się uczonych w Piśmie. Z upodobaniem chodzą oni w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach. Objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy. Ci tym surowszy dostaną wyrok. Potem usiadł naprzeciw skarbony i przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz. Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie.

Itinerarium , , , , , , ,

Pocałunek

Uprzejmie donoszę, że ks. Piotr Nowak miał znowu dobre kazanie (zwracam uwagę na „znowu”). Tak przynajmniej twierdzi moja żona, której wierzę bezgranicznie, w granicach rozsądku, rzecz jasna.

Ostatnio coraz słyszę od moich kościółkowych znajomych, że słyszeli jakieś świetne kazanie, co mnie mocno niepokoi. No bo być może coś istotnego tracę. Trochę głupio się przyznać, ale do mojej wieloletniej absencji bardzo przyczyniły się kazania.

Próbowałem różnych terapii. Już dawno temu przestałem czytać tzw. prasę katolicką. Unikam uroczystości narodowo-katolicko-patriotyczno-okolicznościowych. Nie czytam oświadczeń episkopatu. Na widok niektórych księży (i zakonników) przechodzę na drugą stronę ulicy (zwykle nie zdążam, bo jestem gapa) albo udaję, że rozmawiam sam ze sobą (nie muszę zresztą udawać, coraz częściej mi się to zdarza). Nie pomaga.

Ale skoro po raz kolejny słyszę, że znowu było dobre kazanie…

Księże Piotrze, wiem, że to pocałunek śmierci. Przepraszam. Ale c’est la vie.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , ,

RADOŚĆ Z GOLA

Od czasu do czasu oglądam transmisje sportowe. Walczą siatkarze, piłkarze nożni i ręczni, sztangiści, kulomioci i bokserzy.

Sport to zawody, rywalizacja, wysiłek. Przede wszystkim jednak praca i to niezwykle wysoko wynagradzana, nieporównywalnie wysoko wynagradzana. Każdy więc piłkarz wbijający gola, każdy sztangista wyrywający 200 kg, siatkarz ścinający celnie, w zasadzie wykonuje swoją pracę. Strzelił, rzucił, podniósł, ściął, wykonał robotę. Zapłacą mu za to.

Sportowcy jednak – w odróżnieniu od innych ciężko pracujących (a o wiele gorzej opłacanych) – mają dziwne zwyczaje manifestowania swoich pracowniczych osiągnięć. Skaczą sobie w objęcia, wymachują rękami, ściągają koszulki i majtają nimi do kibiców, robią fikołki, tańczą, podskakują, ściskają się, lecą do kibiców i padają przed nimi na kolana, czasem biegną rundkę dookoła stadionu albo podwijają podkoszulki i ujawniają, że wykonali swoją pracę na cześć swoich żon czy narzeczonych. A niektórzy, piłkarze, po wykonaniu swojej pracy, ssą kciuka, co jak się dowiedziałem, oznacza, że gol jest dedykowany potomstwu (będącemu w drodze).

Osobiście odradzam innym pracownikom podobne manifestowanie dobrze wykonanej roboty. Piekarze fikający po upieczeniu chleba, mogliby wpaść do dzieży z ciastem. Fryzjerzy wymachujący brzytwą po skutecznym rozprawieniu się z niesfornymi włosami, byliby groźni dla uszu klientów. Panie w banku, po uskutecznieniu przelewu, niech lepiej nie zdejmują koszulek. Uczniowie po rozwiązaniu zadania z matematyki, raczej niech nie biegają w rundzie honorowej po korytarzach szkoły. Ja też, po napisaniu tego odcinka Itinerarium, nie uściskam komputera.

Wykonujemy swoją pracę, normalnie bez jakiegoś uniesienia i demonstrowania skuteczności swoich działań. A sportowcy wykonując swoją pracę, zachowują się jakby zrobili nie wiadomo co. Poza tym życzę dobrych emocji przy najbliższych transmisjach.

Itinerarium , , , , , , ,

ŻYCIE W NIESPODZIANCE

Radość jest do sprawiania. Na różne sposoby i zgodnie z fantazją.

Niestety, jesteśmy specjalistami od rozpylania smutku, zgryzot, złości i swarów. Chętnie puszczamy w obieg pomówienia, plotki, zgryźliwe uwagi i podejrzenia. Godzinami zdolni jesteśmy prawić o swoich chorobach, niewdzięczności dzieci, sztywności rodziców i kiepskiej pogodzie. To wszystko przychodzi nam łatwo i prosto, jakby naturalnie.

Radość jest do sprawiania, zaaranżowania, wymyślenia i odrobiny poświęcenia. Trzeba się trochę oderwać od swoich spraw, samopoczucia i nerwów. Są inni ludzie na świecie, nawet niedaleko od nas. Potrzebują naszego uśmiechu, kawału, kwiatka znienacka, może telefonu, może jakiejś kolacji czy zwykłej kawy bez powodu.

Żyjemy w ogromnej zawiesinie smutku, gderania, złośliwości i agresji. Pompują nam je idiotyczne coraz bardziej media, rodzinne egoizmy forsujące swoich jako najlepszych, jakieś koterie towarzyskie („naszość”) i nasze własne kompleksy.

A życie polega na niespodziance. Przebudź umysł i serce. Wymyśl radość prostą, dobrą, śmiałą i natychmiastową. Jest w tym coś więcej. Sprawianie radości jest naśladowaniem samego Boga.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,