PRÓBA MIŁOŚCI

kazanie na Uroczystość Chrystusa Króla
niedziela 22 listopada 2009

Król kojarzy się nam chyba niespecjalnie, bo to za odległe czasy, historia, zamknięta przeszłość.

Niespecjalnie też dobrze kojarzy nam się jakakolwiek władza nad nami, bo nie mieliśmy ostatnio (i nadal nie mamy) szczęścia do wybitnych władców. Nie wiem czy ktokolwiek w swoich modlitwach wzywa Boga lub Chrystusa jako Króla. W epoce wyzwalania się od wszelkich zależności i doświadczania smaku wolności, robi się nam kłopot z władzą, nawet z tą Boską.

Chętniej układamy nasze relacje z Bogiem (ale także z ludźmi) na zasadach współpracy, przyjaźni, wzajemności, bocząc się na wszelkie formy zależności i poddania. I gotowi jesteśmy płacić wysoką cenę za swoją niepodległość. Dlatego też Królowanie Chrystusa nad naszym życiem odsyłamy do lamusa. Nie zgodzimy się na żadne „stamtąd” rozkazy, decyzje i rozporządzenia.

Istnieje jedna droga, na której podporządkujemy się Bogu. Jeżeli wierzymy w Jego miłość i doświadczamy jej. Zasada miłości umożliwia wszystko. Jeżeli mnie kochasz, jeżeli doświadczyłem twojej miłości, zgodzę się na wszystko, co proponujesz. Pójdę, gdziekolwiek zechcesz, zrobię wszystko, czego chcesz, stanę się kimkolwiek zapragniesz. Dlatego w prefacji mszalnej słyszymy dziś o „Królestwie miłości”, zaprowadzanym przez Chrystusa. Bóg w pierwszym rzędzie pokochał nas, jest to najświętsze uzależnienie, pożądane i chciane przez każdego, czasem nazywane „niewolą miłości”. Bóg to Król, który kocha. Ja o tym piszę, ale trzeba, abyś w to uwierzył i doznał tego. Wtedy dla kochającego cię Boga, będziesz zdolny uczynić wszystko.

LITURGIA SŁOWA

(Dn 7,13-14)
Patrzałem w nocnych widzeniach: a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie.

(Ps 93,1.2.5)
REFREN: Pan Bóg króluje, pełen majestatu

Pan króluje, oblókł się w majestat,
Pan odział się w potęgę i nią się przepasał,
tak świat utwierdził,
że się nie zachwieje.

Twój tron niewzruszony na wieki,
Ty od wieków istniejesz, Boże.
Świadectwa Twoje bardzo godne są wiary,
Twojemu domowi przystoi świętość,
po wszystkie dni, o Panie.

(Ap 1,5-8)
Jezus Chrystus jest Świadkiem Wiernym, Pierworodnym umarłych i Władcą królów ziemi. Tym, który nas miłuje i który przez swą krew uwolnił nas od naszych grzechów, i uczynił nas królestwem – kapłanami Bogu i Ojcu swojemu, Jemu chwała i moc na wieki wieków! Amen. Oto nadchodzi z obłokami, i ujrzy Go wszelkie oko i wszyscy, którzy Go przebili. I będą Go opłakiwać wszystkie pokolenia ziemi. Tak: Amen. Jam jest Alfa i Omega, mówi Pan Bóg, Który jest, Który był i Który przychodzi, Wszechmogący.

(Mk 11,10)
Błogosławiony, który przybywa w imię Pańskie; błogosławione Jego królestwo, które nadchodzi.

(J 18,33b-37)
Piłat powiedział do Jezusa: Czy Ty jesteś Królem żydowskim? Jezus odpowiedział: Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie? Piłat odparł: Czy ja jestem Żydem? Naród Twój i arcykapłani wydali mi Ciebie. Coś uczynił? Odpowiedział Jezus: Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd. Piłat zatem powiedział do Niego: A więc jesteś królem? / Odpowiedział Jezus: / Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

Demencja

Coraz mniej orientuję się w świecie, coraz mniej rozumiem. Ale to chyba naturalna kolej rzeczy.

Ostatnio zrozumiałem, że nie rozumiem, czym są związki zawodowe. Dotychczas myślałem, że związki są potrzebne ludziom ekonomicznie słabym, mało zarabiającym, niezbyt wykształconym, narażonym na wyzysk bezwzględnych pracodawców. A tu masz: okazuje się, że związek zawodowy zakładają profesorowie i że taki związek to żaden ewenement, są analogiczne na różnych uczelniach i to normalka.

Ostatnio także zrozumiałem, że wartości deklarowane a realizowane to są kompletnie dwie różne sprawy. I nie chodzi o polityków, tylko profesorów, na dodatek w koloratkach. Przeczytałem w „GW”, że jest podpis księdza profesora pod pewnym pismem dotyczącym planów współpracy z ukraińską uczelnią, ale profesor twierdzi, że nic na ten temat nie wie. I co? Nic. Ani sprostowania, ani wyjaśnienia, ani wstydu.

A z uniwersyteckich katedr i kościelnych ambon ciągle słyszymy, że brak autorytetów, że media robią wodę z mózgów, że cywilizacja śmierci, że kultura upada.

Heheheheee. Dobre, dobre.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , , , , , ,

O RATOWANIU SUBSTANCJI BIOLOGICZNEJ NARODU

Od przedstawicieli innych narodów i krajów można się uczyć wielu ciekawych rzeczy. Dziś o pomyśle na zwiększenie substancji biologicznej narodu, bo jak wszyscy wiemy w Polsce rodzi się zbyt mało dzieci.

Jest kilka powodów do dyshonoru dla Gruzina. Pierwszym, który zaobserwowałem, jest noszenie okularów. Każdy Gruzin widzi doskonale, ma sokoli, co tam sokoli, orli wzrok i za nic nie założy okularów. Cóż to za mężczyzna, który by ślepł? Gruzin będzie się potykał, mylił znajomych na ulicy, gubił lari (tamtejsze złotówki), ale okularów nie założy. Chyba, że grubo po siedemdziesiątce, kiedy już dożywszy lat sędziwych, otoczony wianuszkiem wnucząt, udowadniać męskości nie musi.

Drugim dyshonorem dla Gruzina jest wyhamowanie przed poprzedzającym samochodem w odległości większej niż pięć centymetrów. Gruzini, we własnym przekonaniu, są kierowcami doskonałymi, więc hamują w odległości jak najmniejszej od auta znajdującego się przed nim. Z tego powodu, samochody na ulicach Tbilisi, są niemiłosiernie poobijane z przodu i tyłu i z każdego boku. Ale to wcale nikogo nie skłania do zmiany stylu jazdy, zwłaszcza gwałtownego hamowania.

Trzecim, aczkolwiek nie ostatnim, powodem do dyshonoru dla Gruzina, jest dziecko nie ochrzczone przez patriarchę. A patriarcha, zwierzchnik tamtejszej Cerkwi, chrzci osobiście każde trzecie dziecko w rodzinie. Dumą Gruzina jest dziecko ochrzczone przez patriarchę, więc każdy „ciągnie” minimum do trójki potomstwa. Raz w miesiącu patriarcha chrzci kilkaset dzieci, trzecich w rodzinie.

I właśnie to jest moja propozycja, aby w Polsce każde trzecie dziecko chrzczone było przez biskupa. Niby roboty więcej, ale może to jest sposób na ratowanie zagrożonej substancji biologicznej narodu?

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

A POGODA CUDOWNA

Wyjątkowy sadyzm. Tragiczny wypadek. Żenująca wpadka. Odrażająca zbrodnia. Opłakany błąd. Szykuje się seria kłopotów. Stracił fortunę.

Takich siedem tytułów znalazłem wczoraj rano wśród pierwszych 11 najważniejszych informacji na jednym z najpoczytniejszych polskich portali internetowych. Na 11 tytułów tekstów, z siedmiu wieje zgrozą, tragedią, pustką i prawie końcem świata. Ponieważ wszyscy niemal surfujemy po Internecie, można nabrać przekonania, że lepiej z domu nie wychodzić, a jak już, to w hełmie lub kasku, najlepiej w towarzystwie ochroniarza, naturalnie bez złotówki w gotówce. I zadbać o wysokie ubezpieczenie, bo na pewno dopadną nas kłopoty lub popełnimy opłakany błąd.

Na szczęście dzień zaczynam najpierw w imię Boże, uruchamiam także rozum i poczucie humoru. Dzięki temu wiem, że panie (i panowie) od informacji w Internecie opłacane są za sprzedawanie nam emocji (jak najsilniejszych) nie zaś informacji. Błagam, nie wierzcie Internetowi, bo wydacie kupę kasy na terapię.

Internet, Internetem, ale rozum trzeba mieć – to hasło rzucone przez rezolutną góralkę (więcej na końcu). A rozum podpowiada, że jest cudowna pogoda, prawda, że trochę wirusowata, ale naprawdę ciepła, spacerowa, od czasu do czasu ze słoneczkiem. Idzie Adwent, czas szczęśliwego obwieszczania bliskości Boga, będzie Boże Narodzenie za miesiąc z okładem. Jak już pisałem, ludzie jacyś cieplejsi na jesień. Sójki, jazgocą przedterminowo i aktywnie, zadowolone łosie wcinają jeszcze zieloną trawkę.

Rano widzę szczęśliwych ludzi idących do pracy, wieczorami czeredy studentów kłusują rozbawione do barów i pubów na pogawędki (bardziej rozbawione jeszcze przy powrotach) , mnóstwo par zamówiło śluby na przyszły rok. Oto parę prawd o życiu, naszym prawdziwym życiu. Potoki radości, w wasze serca także.

A z góralką było tak. Jacyś cwaniacy umieścili w Internecie ofertę bardzo tanich turnusów w Zakopanem. Były nawet wizualizacje pensjonatu, pokoi i łazienek. Trzeba było tylko przy rezerwacji wpłacić chyba połowę sumy. Chętni zapłacili i pojechali do Zakopca, a tam żadnego pensjonatu, że o łazience nie wspomnę. Reporter, który badał sprawę, zapytał góralkę, co myśli o sprawie. Góralka zaś mniej więcej skomentowała tak:

– Panie, Internet Internetem, ale rozum trzeba mieć. Jak czegoś nie ma, to nie ma. Jak nie ma pensjonatu, to nie ma. A jak se cepry wykupili spanie w Internecie, to niech tam śpią teraz! Niech se tam teraz jedzą w tym Internecie i sikają i się kąpią. No, panie, Internet! Rozum to trzeba mieć!

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

WARSZTACIK NAPRAWY RODZINY

Żyjemy w czasach kiedy nic nas już nie dziwi? Mnie jednak wciąż zadziwiają przeróżne sytuacje.

Wyczytałem, że w ciągu ostatnich czterech lat w Polsce przybyło osiem tysięcy dzieci w domach dziecka i rodzinach zastępczych. Gdzie indziej trafiłem na informację, że pewna mama zawezwała policję na interwencję i poprosiła, żeby zabrać od niej sześcioletnią córkę. I tak się rzeczywiście stało, dziewczynka trafiła do pogotowia opiekuńczego.

Zdziwiony jestem, że w tak szybkim tempie rośnie liczba dzieci w domach dziecka. Jeszcze bardziej zdziwiony jestem, że można ot tak, po prostu, oddać niechciane dziecko i po kłopocie. Przypomnę, pewnie już to pisałem, że w Czeczeni nie ma domów dziecka i domów starców, bo panuje tam przekonanie, iż wraz z przyjęciem dziecka lub osoby starszej, na przyjmujących zstępuje szczególne błogosławieństwo Boga.

Jeszcze bardziej zdziwiłem się, że receptą na problem przybywania dzieci w domach dziecka jest „asystent rodzinny i koordynator”. Pierwszy ma pracować z rodzicami, drugi z rodzinami zastępczymi. Nie ma jednak pieniędzy na tworzenie tych stanowisk pracy. W mojej opinii, na szczęście.

W tym wszystkim jest jakieś wariactwo. Rodzina i rodzicielstwo, traktowane są jako mechanizmy, których naprawą mają się zająć specjaliści. Takie „warsztaty naprawy rodziny”. Jedziesz sobie ulicą, a tu szyld „Ekspresowe naprawianie rodziny. Szybko, tanio, dyskretnie. Telefon …”

Fiasko podobnych pomysłów aż nadto jest widoczne. Oczywiście, można uzdatniać zatrutą wodę do picia, ale najlepiej jest mieć dobrą studnię. W cywilizacji, w której doświadczamy dotkliwego deficytu miłości (rozumianej jako ofiarny dar z siebie), w której doświadczamy inwazyjnej promocji egoizmu, wreszcie w cywilizacji, w której relacje między ludźmi nasycone są agresją i rywalizacją, szanse na stworzenie trwałych więzów międzyludzkich są coraz mniejsze. Rodziny nie naprawią fachmani, naprawić ją może jedynie miłość, do której trzeba wychowywać. Naturalnie, nie neguję wsparcia psychologa czy terapeuty, ale zakłady naprawy rodzin, to kolejny znak bardzo głębokiego kryzysu cywilizacji.

Ale, uważajmy, bo któregoś dnia, stuk, puk, do drzwi, otwierasz, a tu pan (pani) z torbą pełną rodzinnych śrubokrętów i kombinerek, i miękkim głosem zapytuje: Dzień dobry, kłania się Asystent Rodzinny, Piotr Kowalski, wpadłem co nieco ponaprawiać w państwa rodzinie. Proszę spokojnie usiąść, zaraz zajmę się wszystkim.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , ,

DOBRYM KURSEM POD WIATR

Coraz głośniej o rychłej beatyfikacji Jana Pawła II, choć wciąż tylko słyszymy o przekładaniu prawdopodobnej daty.
Jan Paweł II zdążył beatyfikować i kanonizować wiele fantastycznych osób. Dziś wspominam – w jej święto liturgiczne – jedną z nich, Karolinę Kózkówną. Pełny życiorys wklejam na końcu. Przykład dziewczyny broniącej czystości i ofiarującej w imię tej wartości życie, w dzisiejszej kulturze budzi słaby rezonans. Kiedy czasem przywołuję dylemat Karoliny, najdelikatniejszą reakcją młodych słuchaczy jest lekki uśmiech.
Dylemat Karoliny, decyzje Orląt Lwowskich, pokolenia Kolumbów czy księdza Jerzego Popiełuszki, dziś brzmią jak legendy, zupełnie nie przystające do wyobrażeń młodych ludzi. Brak jest dobrych filmów czy pomysłowych książek, celnie przekazujących istotę zmagań w chwilach ważnych wyborów.
O ile w różnych momentach naszej historii samo życie stawiało pytania o takie wartości jak wolność, czystość, prawda czy solidarność, o tyle dzisiaj zmuszeni jesteśmy sami szukać najważniejszych wartości, wybierać je i starać się wedle nich układać życie. Kultura podsuwa nam niestety – jako wzorce życia – opowiastki groteskowe, banalne i czcze. Bombardowani jesteśmy zaproszeniem do sukcesu, bogacenia się, nieustannego podróżowania czy – jak widzę coraz częściej – wprost do szaleństwa.
Tym bardziej podziwiam tysiące młodych ludzi, których spotykam i z którymi współpracuję, że w tej inwazji bezwartościowej piany, potrafią niekiedy heroicznie szukać wartości i wedle nich żyć. Ten heroizm wynika z konieczności przeciwstawienia się własnym rodzicom (popędzającym pociechy do skutecznego wyścigu szczurów), płynięcia pod prąd w szkole czy na uczelni, kontrowania cynizmu i szpanu w środowiskach rówieśniczych.
Ogłaszam dziś nieformalny Dzień Młodzieży i z serca pozdrawiam tych młodych, którzy wierzą w wartości i żyją według nich. Pozdrawiam szczególnie ferajnę z Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży (KSM), bo Karolina to ich patronka. Pozdrawiam tych, którzy służą chorym dzieciom, aranżują czas tzw. „dzieciom ulicy”, chodzą do więzienia na spotkania z aresztantami, codziennie wożą gorąca herbatę bezdomnym, wyciągają ręce do uchodźców. Lista byłaby długa. Chodzi mi o radosną wieść, że mimo wiatru w oczy wielu młodych ludzi trzyma dobry kurs. A święto dziś mają też wszyscy, bez względu na datę urodzin, którzy trzymają dobry kurs. Dobry kurs nigdy nie schodzi ze ścieżki młodości.

Biografia bł. Karoliny Kózkówny

Karolina przyszła na świat 2 sierpnia 1898 r. Była czwartym z jedenaściorga dzieci Jana i Marii Kózków. Dziewczyna wzrastała w ubogiej, ale bardzo religijnej i kochającej się rodzinie.

Rodzice Karoliny wychowywali dzieci w duchu religijnym i patriotycznym. Byli oni ludźmi głęboko wierzącymi, pielęgnującymi tradycje religijne i obyczajowe. Ich surowe życie upływało na pracy. Wiele czasu w tym domu poświęcano też na modlitwę. Regularnie uczęszczano w niedzielę i święta, a także często w dni powszednie, do odległego o 7 km kościoła. Ze względu na religijną atmosferę panującą w rodzinie Kózków, miejscowi ludzie nazywali ich dom „Betlejemką”. To tu gromadzili się sąsiedzi, aby słuchać żywotów świętych i Pisma Świętego.
W latach 1906 – 1912 Karolina uczęszczała do miejscowej szkoły ludowej. Była to tzw. szkoła czteroklasowa, w której nauka trwała sześć lat.

Po ukończeniu szkoły Karolina uczyła się trzy razy w tygodniu w tzw. klasie uzupełniającej. Z tych czasów zachowała się fotografia Karoliny wraz z kierownikiem szkoły Franciszkiem Stawiarzem. Na zdjęciu widać twarz Karoliny nad głową kierownika.

Karolina jako kilkunastoletnia dziewczyna była nazywana przez ludzi ze swojego otoczenia “prawdziwym aniołem”, “najpobożniejszą dziewczyną w parafii”, “pierwszą duszą do nieba”. Dziewczyna bardzo gorliwie uczestniczyła we Mszy św. Z wielką pobożnością odprawiała Drogę krzyżową i Gorzkie żale. W każdy pierwszy piątek miesiąca przystępowała do spowiedzi i komunii św. O Najświętszej Dziewicy mówiła: “moja Matka Boża”. Codziennie odmawiała różaniec.
Była wzorową uczennicą. Chętnie uczyła się religii. Swoje wiadomości pogłębiała przez czytanie Pisma Świętego, żywotów świętych oraz innych książek i czasopism religijnych.
Pomagała rodzicom, sąsiadom, rodzeństwu. Była bardzo wrażliwa na cierpienia drugich, zwłaszcza chorych, którym starała się pomóc na miarę swych możliwości. Swą życzliwością i dobrocią wprowadzała w otoczenie dużo optymizmu i radości.
Apostolska działalność Karoliny musiała być szczególnie gorliwa, skoro proboszcz Zabawy, ks. Wł. Mendrala, uważał dziewczynę za swą „prawą ręką”
Zapewne życie Karoliny upływałoby na służeniu Panu Bogu i ludziom, gdyby nie wydarzenia z czasów I wojny światowej.
W listopadzie 1914 roku wojska rosyjskie, idąc za wycofującymi się Austriakami, dotarły do Zabawy i Wał – Rudy. Mieszkańcy byli przerażeni, zwłaszcza że w wiosce pozostali nieliczni mężczyźni. Kobiety bały się napaści ze strony zachodzących do domów żołnierzy.
W pierwszym dniu pobytu wojsk okupacyjnych jakiś żołnierz wszedł do domu Kózków. Karolina wyszła z izby. Żołnierz nie wyrządził jednak nikomu krzywdy, zjadł i odszedł.
18 listopada 1914 roku, rankiem, Karolina chciała pójść do kościoła. Jednak matka, mając jakieś niedobre przeczucie, zabroniła jej i poszła sama. Karolina pozostała w domu z ojcem, siostrą Rozalią i maleńkim braciszkiem Władysławem.
Około godziny 9°° nieoczekiwanie wszedł do domu uzbrojony żołnierz rosyjski. Później okazało się, że był to ten sam, chwilę wcześniej uciekła napastowana przez niego młodsza koleżanka Karoliny, Maria Gulik.
Żołnierz wszedł do domu Kózków, rozejrzał się i zapytał, gdzie są wojska austriackie. Karolina odpowiedziała, że nie wie. To samo stwierdził ojciec. Rosjanin kazał Karolinie i jej ojcu ubierać się, a następnie zabrał ich rzekomo do komendanta…
Kiedy dziewczyna opierała się, pchnął ją ku drzwiom. Przed wyjściem spojrzała po raz ostatni na obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy, zarzuciła na siebie kurtkę brata i chusteczkę na głowę.
Jan Kózka i Karolina skierowali się ku wsi, ale żołnierz rozkazał im iść do lasu. Po dojściu do drzew napastnik przyłożył ojcu karabin do głowy i nakazał wrócić do domu. Prośby na nic się nie zdały. Wystraszony mężczyzna wrócił do wioski.
Tymczasem Karolina pozostała sam na sam z dzikim i uzbrojonym złoczyńcą, który przemocą prowadził ją w głąb lasu. Jednak w pewnym momencie dziewczyna wyrwała się i zaczęła uciekać. Widziało to dwóch chłopców. Ich relacja i opowieść ojca spowodowały wielkie poruszenie we wsi. Proboszcz, ks. Wł. Mendrala, udał się natychmiast z protestem do komendy wojsk rosyjskich. Rozpoczęto poszukiwania w lesie. Na próżno. Poszukiwania nie przyniosły żadnego rezultatu.
W domu Kózków panowała rozpacz. Ojciec szczególnie boleśnie przeżywał tragedię. Do końca swego życia powtarzał: “Tak się stało – Bóg tak chciał”.
Po dwóch tygodniach, dnia 4 grudnia, jeden z mieszkańców wioski, Franciszek Szwiec, zbierający w lesie drwa natknął się na martwe ciało Karoliny. Znajdowało się na trzęsawisku w odległości zaledwie kilkudziesięciu metrów od otwartego pola. Karolina leżała na wznak, z prawą dłonią zaciśniętą, wspartą na łokciu drugiej ręki, i skierowaną ku górze. Lewa ręka, ściskająca chustkę w zaciśniętej pięści, leżała na ziemi. Pod głową i barkami znajdowała się kałuża zamarzniętej krwi. W pewnej odległości znaleziono porzucone, być może dla ułatwienia ucieczki, buty Karoliny, jeszcze dalej kurtkę.
Franciszek Szwiec powiadomił Kózków. Powiadomiono także proboszcza.
Pogrzeb Karoliny był pierwszym przejawem jej kultu. Pomimo trwających działań wojennych zgromadziło się ponad 3 tysiące wiernych. W wygłoszonych przemówieniach przewijał się motyw chrześcijańskiej świętości i męczeństwa. W całej parafii panowało głębokie przekonanie o świętości życia Karoliny i o tym, że życie swe złożyła w obronie czystości.
W kilka miesięcy od tragedii na miejscu odnalezienia ciała postawiono wysoki krzyż z figurką Zbawiciela oraz tablicę marmurową z napisem: “Ku pamięci szesnastoletniej Karoliny Kózkównej zamordowanej 18 listopada 1914 r.”

Poniżej umieszczono następujący wiersz:

Kiedy najeźdźcy, jak wzburzona fala,
Jej wieś zalali, w las uprowadzona
Zginęła z ręki dzikiego Moskala
Po krwawej walce śmiertelnie raniona.
Droższą niż życie była dla niej cnota,
Gdy w jej obronie stoczyła bój z wrogiem.
Milszą śmierć sroga niż grzechu sromota,
Więc męczennicą stanęła przed Bogiem.

Karolina początkowo została pochowana na cmentarzu przykościelnym, gdzie postawiono figurę Najświętszej Maryi Niepokalanej.
W trzecią rocznicę śmierci ekshumowano ciało Karoliny, umieszczono je w metalowej trumnie i przeniesiono z cmentarza grzebalnego na cmentarz przykościelny. Uroczystości przeniesienia przewodniczył biskup L. Wałęga. W wygłoszonym wówczas przemówieniu zaznaczył, iż nie przybył, aby kanonizować Karolinę, ponieważ tego dokonać może jedynie odpowiednia władza kościelna, lecz aby cnocie oddać cześć.
W r. 1949 biskup Jan Stępa mianował postulatora i wicepostulatora do procesu beatyfikacyjnego. Od roku 1965 r. wszystkie sprawy związane z procesem informacyjnym prowadził biskup tarnowski Jerzy Ablewicz.
Dnia 10 czerwca 1987 roku podczas mszy św. na tarnowskich Błoniach, Ojciec Święty Jan Paweł II ogłosił Karolinę Kózkówną – błogosławioną. Od tego czasu trwa nieprzerwanie kult naszej rodaczki. Do Wał – Rudy przybywają tysiące pielgrzymów, aby modlić się na jej grobie i podążać szlakiem jej męczeńskiej drogi.
Doczesne szczątki, relikwie, bł. Karoliny są złożone w ołtarzu kościoła w Zabawie.

(za: www.spwalruda.iapt.pl/Patron/patron.htm)

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , ,

TĘPI I NIEŚWIADOMI

Wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoją opowieść.

To fragment Desideraty, tekstu, który zapewne znacie i lubicie, na wszelki wypadek całość poniżej.

Przyznaję, zgadzam się, że należy każdego wysłuchać, nawet jeśli jest tępy i nieświadomy. Co nie oznacza, że należy się z kimś takim zgodzić, albo pozwolić mu działać w swojej tępocie i nieświadomości.

Niestety, dziś rośnie fala niezbyt mądrych i oczytanych typów, wdzierających się przez media (głównie telewizory) ze swoją pustą gadką. Gdyby tak, rozmarzę się, znalazł się konstruktor, wynalazca, i stworzyłby taki podręczny miernik głupoty. I taki miernik wmontowano by w każdy publiczny mikrofon. I żeby taki miernik automatycznie wyłączał mikrofon, kiedy poziom głupoty przekracza, na przykład, dwadzieścia pięć procent wypowiedzi. Wiem, że to zagrożenie dla demokracji. Boję się także, że ktoś wpadłby na pomysł by ów miernik zainstalować także w czasie kazań.

Ale jak się bronić przed głupotą? Słuchać tępych i nieświadomych, to jedynie margines Desideraty, a my na co dzień wysłuchujemy przede wszystkim takich typów. I czy wystarczy, żeby zapamiętać i stosować wezwanie „Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech” ?

DESIDERATA

Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech i pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy. O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie, bądź na dobrej stopie ze wszystkimi.

Wypowiadaj swoją prawdę jasno i spokojnie i wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoją opowieść. Unikaj głośnych i napastliwych, są udręką ducha.

Porównując się z innymi, możesz stać się próżny lub zgorzkniały, zawsze bowiem znajdziesz gorszych i lepszych od siebie.

Niech twoje osiągnięcia, zarówno jak i plany, będą dla ciebie źródłem radości. Wykonuj swą pracę z sercem, jakkolwiek byłaby skromna; ją jedynie posiadasz w zmiennych kolejach losu.

Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa.
Niech ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty. Wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie jest pełne heroizmu. Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia, ani też nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa.
Przyjmij spokojnie, co ci lata doradzają, z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości. Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu.
Nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności. Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny. Jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj. I czy to dla ciebie jest jasne czy nie, wszechświat bez wątpienia jest na dobrej drodze. Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek on ci się wydaje. Czymkolwiek się trudnisz i jakiekolwiek są twoje pragnienia, zachowaj spokój ze swą duszą.
Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat.
Bądź pogodny. Dąż do szczęścia.

Itinerarium , , , , , ,

POSTAW NA LUDZI

Prawda, co rusz pada deszcz, robią się kałuże, buty przemakają, samochód nas ochlapie.

Słońca mało, ledwo się wychyla na minutkę i zaraz grzęźnie w gęstwinach ciężkich chmur. Na dodatek temperatura na grypę, może nawet na świńską. Już niewiadomo czy czapkę nakładać czy wystarczy wysoko postawiony kołnierz od płaszcza. Ciśnienie do niczego, łapie niskie tony, co źle na rozum działa. A w komunikatach długoterminowych mówią, że zima po Świętach, jak się jej uda, nadejdzie.

Tak, to wszystko prawda. Ale postaw na ludzi. Jesienią są bardziej ciekawi, więcej jakby mówią o sobie, jacyś bliżsi i cieplejsi. Rekompensata za brak słonecznego ciepła? Z ludźmi można wreszcie porozmawiać, nie tylko pogadać. I jak zwykle, okazuje się, że są dużo lepsi niż o nich myślimy.

Podpowiadam na cały tydzień – postaw na ludzi. Na ludzi postawił Bóg, kiedy zamyślił sobie, by stać się człowiekiem. I jak mniemam, dobrze na tym wyszedł.

Itinerarium , , , , , ,

KONIEC ŚWIATA

kazanie na XXXIII niedzielę zwykłą
15 listopada 2009

Wpadamy do kościoła, szczęśliwi życiem, z miłymi planami na resztę dnia, a tu koniec świata.

W dzień końca świata/ Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji, /Rybak naprawia błyszczącą sieć. Całą „Piosenkę o końcu świata” Czesława Miłosza, znajdziecie dalej.

Najpierw czytałem dzisiejszą Ewangelię: „W owe dni, po tym ucisku, słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte”. Potem przypomniałem sobie wiersz Miłosza: A którzy czekali błyskawic i gromów,/ Są zawiedzeni. / A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,/ Nie wierzą, że staje się już. Z pozoru, tylko z pozoru, dwie różne wizje.

Koniec świata, nawet jeśli w jakimś sensie kosmos jest nieskończony i wieczny, jest oczywisty. Koniec tego świata. Takiego, jaki znamy. Przecież nadejdzie „nowa ziemia i nowe niebo”, a wszystko będzie nowe (odsyłam do Apokalipsy 21,1 – 5).

PIOSENKA O KOŃCU ŚWIATA

W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.

W dzień końca świata
Kobiety idą polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,
Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa
I noc gwiaździstą odmyka.

A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
Dopóki słońce i księżyc są w górze,
Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.

Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada przewiązując pomidory:
Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie.

(Czesław Miłosz)

LITURGIA SŁOWA

(Dn 12,1-3)
W owych czasach wystąpi Michał, wielki książę, który jest opiekunem dzieci twojego narodu. Wtedy nastąpi okres ucisku, jakiego nie było, odkąd narody powstały, aż do chwili obecnej. W tym czasie naród twój dostąpi zbawienia: ci wszyscy, którzy zapisani są w księdze. Wielu zaś, co posnęli w prochu ziemi, zbudzi się: jedni do wiecznego życia, drudzy ku hańbie, ku wiecznej odrazie. Mądrzy będą świecić jak blask sklepienia, a ci, którzy nauczyli wielu sprawiedliwości, jak gwiazdy przez wieki i na zawsze.

(Ps 16,5.8-11)
REFREN: Strzeż mnie, mój Boże, Tobie zaufałem

Pan moim dziedzictwem i przeznaczeniem,
to On mój los zabezpiecza.
Zawsze stawiam sobie Pana przed oczy,
On jest po mojej prawicy, nic mną nie zachwieje.

Dlatego cieszy się moje serce i dusza raduje,
a ciało moje będzie spoczywać bezpiecznie,
bo w kraju zmarłych duszy mej nie zostawisz
i nie dopuścisz, bym pozostał w grobie.

Ty ścieżkę życia mi ukażesz,
pełnię Twojej radości
i wieczną rozkosz
po Twojej prawicy.

(Hbr 10,11-14.18)
W Starym Przymierzu każdy kapłan staje codziennie do wykonywania swej służby, wiele razy te same składając ofiary, które żadną miarą nie mogą zgładzić grzechów. Ten przeciwnie, złożywszy raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, zasiadł po prawicy Boga, oczekując tylko, aż nieprzyjaciele Jego staną się podnóżkiem nóg Jego. Jedną bowiem ofiarą udoskonalił na wieki tych, którzy są uświęcani. Gdzie zaś jest ich odpuszczenie, tam już więcej nie zachodzi potrzeba ofiary za grzechy.

(Łk 21,36)
Czuwajcie i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli stanąć przed Synem Człowieczym.

(Mk 13,24-32)
Jezus powiedział do swoich uczniów: W owe dni, po tym ucisku, słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba. A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo! Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach. Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą. Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

Trochę

Kiedyś trochę, ale tylko trochę, zazdrościłem ludziom, którzy są pewni, że wybierają dobrze. A przecież pewność dobrego wyboru jest tylko tam, gdzie wybór jest banalnie prosty. Czyli tam, gdzie tak naprawdę nie ma wyboru. Bo jak wybierzesz nie tak, jak trzeba, to wiadomo, że klops i nie ma o czym gadać.

Dziś, gdy mam prawie 52 lata, już im nie zazdroszczę. Myślę, że ci mądrale wcale nie są pewni – udają tylko.

A jeśli nie udają, to tym bardziej im nie zazdroszczę. Raczej współczuję. Ale też tylko trochę.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , ,