kazanie na Święto Niepodległości
środa 11 listopada 2009
W dawnych czasach przypadła mi w udziale rola króla Jana Kazimierza, ślubującego we Lwowie, w 1656 roku, niezwykłe rzeczy.
W Stanie Wojennym (1981 – 1983) wraz z grupą kolegów staraliśmy się poprzez teatr podtrzymywać ducha w narodzie, a w jednym z przedstawień, w królewskich szatach, recytowałem (z pamięci) słynne narodowe zobowiązania. Przywołuję bodaj najbardziej przejmującą frazę: „ … przyrzekam ponadto i ślubuję, że po nastaniu pokoju wraz ze wszystkimi stanami wszelkich będę używał środków, aby lud Królestwa mego od niesprawiedliwych ciężarów i ucisków wyzwolić.”
Przepiękna to rzecz, że król ludem się przejmował, czuł się ludu ojcem, opiekunem i stróżem. To właśnie jest brak największy wszystkich naszych władz od wielu lat. Kiedy mówimy o Polsce w kategoriach narodu czy społeczeństwa, natychmiast pojawiają się inne skojarzenia. Narodem trzeba „rządzić”, społeczeństwem „kierować” lub „kształtować”. A ludem opiekować się i troszczyć się. Jednym słowem – proszę wybaczyć archaizm – lud trzeba kochać.
Mamy pewnie dość „rządzenia” i „kierowania”, zwłaszcza przez ludzi, którzy niekoniecznie są od nas mądrzejsi czy bardziej sprawiedliwi. Ba, nawet nie oczekujemy dziś, aby nasi władcy byli sprawiedliwi, mądrzy, wrażliwi i opiekuńczy. Socjotechniki zawiadywania głosami tłumów windują na szczyty władzy sprawnych retorów i werbalnych szermierzy.
A my tak naprawdę chcemy, aby nasi władcy nas kochali. Prawda, jak brzmi dziwnie? Dobry władca kocha swój lud, rządzenie i kierowanie powinno wynikać z miłości. I dobry władca daje przykład miłości.
Przeto, na Święto Niepodległości, najbardziej życzyłbym nam Polakom, władców pełnych miłości do swojego ludu. A ludowi polskiemu miłości wzajemnej.
Tekst ślubów Jana Kazimierza
Wielka Boga Człowieka Matko, Najświętsza Dziewico. Ja, Jan Kazimierz, za zmiłowaniem Syna Twojego, Króla królów, a Pana mojego i Twoim miłosierdziem król, do Najświętszych stóp Twoich przypadłszy, Ciebie dziś za Patronkę moją i za Królową państw moich obieram. Tak samego siebie, jak i moje Królestwo polskie, księstwo litewskie, ruskie, pruskie, mazowieckie, żmudzkie, inflanckie, smoleńskie, czernichowskie oraz wojsko obu narodów i wszystkie moje ludy Twojej osobliwej opiece i obronie polecam, Twej pomocy i zlitowania w tym klęsk pełnym i opłakanym Królestwa mojego stanie przeciw nieprzyjaciołom Rzymskiego Kościoła pokornie przyzywam.
A ponieważ nadzwyczajnymi dobrodziejstwami Twymi zniewolony pałam wraz z narodem moim, nowym a żarliwym pragnieniem poświecenia się Twej służbie, przyrzekam przeto, tak moim, jak senatorów i ludów moich imieniem, Tobie i Twojemu Synowi, Panu naszemu Jezusowi Chrystusowi, że po wszystkich ziemiach Królestwa mojego cześć i nabożeństwo ku Tobie rozszerzać będę.
Obiecuje wreszcie i ślubuję, że kiedy za przepotężnym pośrednictwem Twoim i Syna Twego wielkim zmiłowaniem, nad wrogami, a szczególnie nad Szwedem odniosę zwycięstwo, będę się starał u Stolicy Apostolskiej, aby na podziękowanie Tobie i Twemu Synowi dzień ten corocznie i uroczyście, i to po wieczne czasy, był święcony oraz dołożę trudu wraz z biskupami Królestwa, aby to, co przyrzekam, przez ludy moje wypełnione zostało.
Skoro zaś z wielką serca mego żałością wyraźnie widzę, że za jęki i ucisk kmieci spadły w tym siedmioleciu na Królestwo moje z rąk Syna Twojego, sprawiedliwego Sędziego, plagi: powietrza, wojny i innych nieszczęść, przyrzekam ponadto i ślubuję, że po nastaniu pokoju wraz ze wszystkimi stanami wszelkich będę używał środków, aby lud Królestwa mego od niesprawiedliwych ciężarów i ucisków wyzwolić.
Ty zaś, o najlitościwsza Królowo i Pani, jakoś mnie, senatorów i stany Królestwa mego myślą tych ślubów natchnęła, tak i spraw, abym u syna Twego łaskę wypełnienia ich uzyskał.

