W naszej historii poszukiwania Boga, jedną z ważniejszych rzeczy jest codzienne otwieranie się na Jego obecność.
On jest przy tobie, gdy pracujesz na komputerze. Przysiada się do naszych śniadań i kolacji. Głowi się nad rodzinnymi sporami. Nie odpychają Go wózki z dziećmi i nie stroni od jazdy samochodem. Wprawdzie nie mówi, nie hałasuje i nie defiluje z pompą, ale jest.
Jako ludzie aktywni i nawet nadaktywni, przywykliśmy do stwarzania sobie wszystkiego. Osiągamy cele dzięki swojej pomysłowości, zaradności, pracy na kilka etatów, sprytowi i dobrym kontaktom z właściwymi ludźmi. Te wszystkie umiejętności nie przydają się w poszukiwaniu Boga.
Codzienność jest ulubioną domeną Boga, ponieważ w niej autentycznie żyjemy. Święta i uroczystości, urządzane przez nas, nie mają mocy wywoływania nagłej i okolicznościowej wizyty Boga (z racji Bożego Narodzenia czy Wielkanocy).
Być może potrzebujemy jedynie jakiegoś dystansu do naszych zajęć, aby pozwolić Bogu na objawienie się. Z Jego strony taka wola jest na pewno, o czym świadczy Wcielenie i poddanie się wymogom ludzkiego istnienia. Może potrzebujemy takiego rozluźnienia się, abyśmy wewnętrznie zdystansowali się wobec wszystkich zajęć i przedmiotów. Zauważyłem, że pewien rodzaj wewnętrznego dystansu jest znakomitym skupieniem.
Ponadto, otwierając się na bliskość Boga – przy komputerze, śniadaniu, w samochodzie, przy zabawie z dzieckiem – mamy do Niego dostęp codziennie, nawet w piątek trzynastego. A kiedy w niedzielę pójdziemy do kościołów, to tylko po to, aby potwierdzić to, czego doświadczamy w dni zwykłe.

