GROMNICZNA

kazanie na Święto Ofiarowania Pańskiego
Matki Bożej Gromnicznej
wtorek 2 lutego 2010

Jeszcze w wielu miejscach w Polsce, przyniesiemy do kościoła świece, poświęcimy je z wiarą, że obronią przed gromami piorunów, w czasie burzy.

To bardzo ładne święto, kolejne z serii “Dzień Kobiet”. Maria czekała 40 dni, aby po urodzeniu dziecka, znowu móc pójść do świątyni (“upłynęły dla nich dni oczyszczenia”). Wszystko zgodnie z tradycją, normalnie, bez fajerwerków. A jednak to są dzieje naszego zbawienia, rytm Boga zgrywający się z rytmem ludzkich obyczajów.

Dlatego – choć dziś nie obowiązek – warto pójść do kościoła. Ze świecą. Być może kiedyś ktoś ją zapali przy naszym odchodzeniu, jako najprostszy znak nadziei.

LITURGIA SŁOWA

(Ml 3,1-4)
Oto Ja wyślę anioła mego, aby przygotował drogę przede Mną, a potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie, i Anioł Przymierza, którego pragniecie. Oto nadejdzie, mówi Pan Zastępów. Ale kto przetrwa dzień Jego nadejścia i kto się ostoi, gdy się ukaże? Albowiem On jest jak ogień złotnika i jak ług farbiarzy. Usiądzie więc, jakby miał przetapiać i oczyszczać srebro, i oczyści synów Lewiego, i przecedzi ich jak złoto i srebro, a wtedy będą składać Panu ofiary sprawiedliwe. Wtedy będzie miła Panu ofiara Judy i Jeruzalem jak za dawnych dni i lat starożytnych.

lub

(Hbr 2,14-18)
Ponieważ zaś dzieci uczestniczą we krwi i ciele, dlatego i On także bez żadnej różnicy stał się ich uczestnikiem, aby przez śmierć pokonać tego, który dzierżył władzę nad śmiercią, to jest diabła, i aby uwolnić tych wszystkich, którzy całe życie przez bojaźń śmierci podlegli byli niewoli. Zaiste bowiem nie aniołów przygarnia, ale przygarnia potomstwo Abrahamowe. Dlatego musiał się upodobnić pod każdym względem do braci, aby stał się miłosiernym i wiernym arcykapłanem wobec Boga dla przebłagania za grzechy ludu. W czym bowiem sam cierpiał będąc doświadczany, w tym może przyjść z pomocą tym, którzy są poddani próbom.

(Ps 24,7-10)
REFREN: Pan Bóg Zastępów, On jest Królem chwały

Bramy, podnieście swe szczyty,
unieście się odwieczne podwoje,
aby mógł wkroczyć Król chwały.
Kto jest tym Królem chwały?
Pan dzielny i potężny,
Pan potężny w boju.

Bramy, podnieście swe szczyty,
unieście się odwieczne podwoje,
aby mógł wkroczyć Król chwały.
Kto jest tym Królem chwały?
Pan Zastępów: On jest Królem chwały.

(Łk 2,32)
Światło na oświecenie pogan i chwała ludu Twego, Izraela.

(Łk 2,22-40)
Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela. A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu. Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostawała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta – Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.

Itinerarium , , , , , ,

OCZEKIWANY START

No i masz stało się! Tusk nie wystartuje w wyścigu na urząd prezydenta. On nie wystartuje, ale inny ważny start właśnie się dokonuje.

Bociany ruszyły do Polski! Te, które dolecą do nas na początku marca, już wystartowały. Muszą zdążyć na czas.

Przyleci ich do Polski, jak dobrze pójdzie z wiatrami, nawet ponad 100.000, przynajmniej tak uważają w Republice Południowej Afryki, skąd boćki właśnie się oderwały. Największe jednakże zagęszczenie bocianów na kilometr kwadratowy występuje na Litwie, choć jest tam tylko około 20.000 ptaków. Nieźle także wypada pod tym względem Białoruś, Ukraina i Łotwa. Przed wojną w obrębie Drugiej Rzeczpospolitej mieliśmy zatem większość bocianów, gdyby wiedziały, że na dawnych naszych rubieżach już nie ma Polski, pewnie by się przeniosły na teren Trzeciej Rzeczpospolitej. W Danii gniazduje tylko 5 par, około 10 w Holandii i prawie 30 we Włoszech. Czemu bociany wybierają przede wszystkim Polskę? Próbowałem znaleźć jakąś mądrą odpowiedź, ale nikt nie wie. Stawiam hipotezę, że przyczyną tak licznego gniazdowania boćków w Polsce, jest prosty fakt, że my je ogromnie lubimy, a one to wyczuwają w jakiś sposób. Energia sympatii! Wysyłajcie już tę energię, aby bociany spieszyły się!

I to jest jakieś wydarzenie, godne uwagi, bociani start. Mniej istotne wydaje mi się oświadczenie, iż ktoś nie wystartuje. Czekając na bociany podziwiam na razie dzięcioły. Zimą mają naprawdę trudno. Ileż trzeba się nastukać w pień sosny, żeby zziębnięte i zaspane korniki zechciały się ruszyć i zdradzić miejsce swojego snu! Łomoce taki dzięcioł sosnę z każdej strony, dziób pracuje jak wiertarka szybkoudarowa (pneumatyczna), najpilniejszy student (w sesji) przy dzięciole to niemrawy kujon. Gile też mają ciężko, bo do wiosny żyją tylko na suchym prowiancie, raz się trafi zamarznięta jarzębina, innym razem najwyżej zasuszone ziarenko w modrzewiowej szyszce. Na lepsze czasy, kiedy już wyjrzą nieostrożne pająki, gile muszą poczekać.

Mamy luty, trzeba startować z najważniejszymi sprawami. To lekcja od boćków. A jak już wystartowaliście, to się nie dajcie, wytrwałości życzą dzięcioły. I nie wolno się poddawać, nawet jak przyjdzie nam przeżyć na suchym prowiancie, czego uczą mądre gile.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

PIĘTNAŚCIE MIŁOŚCI

kazanie na IV niedziele zwykłą
31 stycznia 2010 AD

1. Miłość cierpliwa jest
Dłużej z tobą nie wytrzymam!

2. Łaskawa jest
Ale mamy jeszcze sąd okręgowy.
I rejonowy. Apelacyjny. I najwyższy.
Dopniemy swego.
Najpóźniej na ostatecznym.

3. Miłość nie zazdrości
Mam 468 znajomych na Facebooku.
A maile odbieram w komórce, BlackBerry.
Bold 9700.

4. Nie szuka poklasku
Wypiliśmy po dwie „krwawe Mary”,
wiesz, whisky z sokiem pomidorowym.
No i salsa była do rana!

5. Nie unosi się pychą
Wiesz, ona mi do pięt nie dorasta.
Co z tego, że była w Chicago?
Chodzi jak kaczka, z tym swoim
wypasionym kufrem!

6. Nie dopuszcza się bezwstydu
E tam, zobacz lepiej www.bardzoostrefilmiki.pl

7. Nie szuka swego
Było kiedyś Pokolenie JP II.
Pozostało dwa.
Jak w indeksie za oblany egzamin.

8. Nie unosi się gniewem
Niech cię szlag trafi!

9. Nie pamięta złego
W kominku palą się pamiętniki,
listy, widokówki.
W głowie, pełnej zranień,
żadnego ogniska wzniecić się nie da.

10. Nie cieszy się z niesprawiedliwości
Sam sobie na to zasłużyłeś.
Trzeba było uważać.

11. Wszystko znosi
Wynoś się!

12. Wszystkiemu wierzy
Nie wierzysz, że Cię kocham?
Jutro będzie minus pięć.
Ubierz szalik i ciepłe rękawiczki.

13. We wszystkim pokłada nadzieję
Na starość warto odkładać.
Dzieci zapomną,
wnuki mają swoje życie.

14. Wszystko przetrzyma
Dość, skończmy ten koszmar!

15. Miłość nigdy nie ustaje
Jest tylu ciekawych mężczyzn na świecie.
Tyle pięknych kobiet.
Zarówno małżeństwo jak i celibat,
są formą przejściową.
Tylko Bóg się jakoś uczepił niezbywalnie.

LITURGIA SŁOWA

(Jr 1,4-5.17-19)
Pan skierował do mnie następujące słowo: Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię. Ty zaś przepasz swoje biodra, wstań i mów wszystko, co ci rozkażę. Nie lękaj się ich, bym cię czasem nie napełnił lękiem przed nimi. A oto Ja czynię cię dzisiaj twierdzą warowną, kolumną żelazną i murem spiżowym przeciw całej ziemi, przeciw królom judzkim i ich przywódcom, ich kapłanom i ludowi tej ziemi. Będą walczyć przeciw tobie, ale nie zdołają cię [zwyciężyć], gdyż Ja jestem z tobą – wyrocznia Pana – by cię ochraniać.

(Ps 71,1-6.15.17)
REFREN: Będę wysławiał pomoc Twoją, Panie
W Tobie, Panie, ucieczka moja,
niech wstydu nie zaznam na wieki.
Wyzwól mnie i ratuj w Twej sprawiedliwości,
nakłoń ku mnie ucho i ześlij ocalenie.
Bądź dla mnie skałą schronienia,
i zamkiem warownym, aby mnie ocalić,
bo Ty jesteś moją opoką i twierdzą.
Boże mój, wyrwij mnie z rąk niegodziwca.
Bo Ty, mój Boże, jesteś moją nadzieją,
Panie, Tobie ufam od młodości.
Ty byłeś moją podporą od dnia narodzin,
Od łona matki moim opiekunem.
Moje usta będą głosiły Twoją sprawiedliwość
i przez cały dzień Twoją pomoc.
Boże, Ty mnie uczyłeś od mojej młodości
i do tej chwili głoszę Twoje cuda.

(1 Kor 12,31-13,13)
Starajcie się o większe dary: a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą. Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce. Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany. Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość.

(Łk 4, 18)
Pan posłał mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność.

(Łk 4,21-30)
Począł więc mówić do nich: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli. A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: Czy nie jest to syn Józefa? Wtedy rzekł do nich: Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu w swojej ojczyźnie tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum. I dodał: Zaprawdę, powiadam wam: żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman. Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Samozachwyt

Jesteśmy głęboko przekonani, że osiągnęliśmy doskonałość i niczego od nikogo nie musimy się uczyć. To przekonanie o doskonałości rozlało się na całe społeczeństwo – jest to coś bardzo nieprzyjemnego, ale trudnego do pohamowania.

To słowa filozofa Jacka Hołówki z Uniwersytetu Warszawskiego. Niby nic odkrywczego, chyba każdy doświadcza tego codziennie.

Ja jednak doświadczam tego prawie wyłącznie w tzw. sytuacjach oficjalnych. W mediach, gdzie wciąż jeszcze czasami bywam, na konferencjach naukowych, na których w ostatnich latach bywam częściej niż w mediach i na różnych celebrach, których nie znoszę, ale na których bywam, żeby nie uchodzić za izolującego się aroganta. W tych miejscach nie uczę się niczego, albo prawie niczego. Media, konferencje i celebry są klasycznymi przykładami rozlewisk samozadowolenia z własnej doskonałości.

Zdarzają się jednak miejsca, nawet oficjalne i nieco celebrowane, gdzie można się czegoś nauczyć. Np. aula Wydziału Humanistycznego, tydzień temu. Odbyło się spotkanie poświęcone Markowi Edelmanowi, Leszkowi Kołakowskiemu i Barbarze Skardze.

Byłem jednym z najstarszych jego uczestników (jako widz, oczywiście). Wielką salę wypełnili ludzie młodzi, tak na oko 18 – 25 – letni. Oni chyba nie są jeszcze przekonani o tym, że wszystko wiedzą, więc szukają ludzi, od których chcą się uczyć.

Bo nam, starym, cóż mogą nowego powiedzieć o mistrzach pani Sawicka, red. Michnik, prof. Pomorski, abp Życiński, czy o. Dostatni? Osiągnęliśmy już doskonałość. Co jest tożsame z absolutną skostniałością.

Nie tylko zresztą umysłową.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , , , , , ,

CO CIESZY PAPIEŻA?

Bodaj w lutym pojawi się inicjatywa nowenny przed październikowym Dniem Papieskim.

Pomysł polega na tym, aby w każdą drugą niedzielę miesiąca wspominać pielgrzymki Jana Pawła II do Polski. Tych pielgrzymek było dziewięć w rzeczywistości, choć statystyki podają osiem (w 1991 r. Jan Paweł II był dwa razy w Ojczyźnie, drugi raz na spotkaniu z młodzieżą świata w Częstochowie). Jak zaczniemy od lutego wspominać pielgrzymki, to akurat 9 miesięcy (nowenna) zejdzie nam do października. Wtedy też pewnie nastąpi beatyfikacja naszego papieża.

Jak wam się podoba ten pomysł? Bo mnie nie bardzo. Już sobie wyobrażam, jak ta nagła inicjatywa ziści się w polskich warunkach. Księża w każdą drugą niedzielę miesiąca będą sypać podczas kazań cytatami z papieskich przemówień, wygłaszanych w trakcie pobytów w Polsce. Być może nawet zamiast kazań będą odczytywane pokaźne fragmenty nauczania papieskiego, co w gruncie rzeczy ma tę dobrą stronę, że będzie gwarancja niezłych tekstów. Niemniej nawet najlepszy ton głosu kaznodziei, to nie to samo co Tamten Głos. Myślę, że słowa Jana Pawła II przemawiają, gdy się ich słucha w Jego wydaniu za pośrednictwem nagrań audio (ja np. słucham w aucie z płyt) czy video, albo gdy się je czyta w skupieniu (np. encykliki).

Wiem, że przesłanie Jana Pawła II należy przybliżać, ba nawet wielu z nas wciąż stoi dopiero przed przygodą odkrycia bogactwa idei i wskazań tego przesłania. Bo to są najważniejsze rzeczy, jakie zostały do nas powiedziane przez ostatnie ponad 30 lat. Ale wiem też, że bardzo niewiele osób czeka na przypominanie tego przesłania i mało kogo owo przypominanie skłoni do głębszych poszukiwań. Jeśli już coś jest nas w stanie poruszyć, to chyba tylko jakaś wizja zrealizowania tego przesłania. I tu się zaczyna poważny problem, ponieważ wokół mamy skrzecząca rzeczywistość zdominowaną przez spektakle polityczne, odbiegającą całkowicie od wezwań papieskich. Ponadto, pozamykaliśmy się w prywatnych komórkach, kując szczęście swoje własne bez oglądania się na jakieś szczęście „wszystkich”. Papież i jego idee, nie jest nam potrzebny (na razie), dajemy sobie radę bez Niego. Pewnie także nie znajdziemy czasu na lekturę słów Jana Pawła II, wiele razy obiecywaliśmy sobie, że w końcu to czy tamto (a niektórzy szaleńcy obiecywali, że nawet wszystko!) przeczytamy.

Boję się, że z powyższych powodów, wspominanie Papieża może być klapą.

I może podpowiedź w jakim kierunku warto iść. Księża z diecezji rzeszowskiej pomogą wybudować na południu Czadu (Afryka) kościół i internat dla dzieci. Czad to jeden z najbiedniejszych krajów na świecie. Taki dar chcą złożyć w Roku Kapłańskim, trwającym jeszcze do czerwca. Co by bardziej ucieszyło Jana Pawła II? Wspominanie czy kościół w ubogim kraju, na dodatek z internatem dla dzieci, sypiających na podłodze? Nie dowiemy się tego na ziemi, ale rozważać warto.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

O SZYCIU I KLEJENIU

W zasadzie ukończona została renowacja północnej ściany naszego świętoduskiego kościoła.

Roboty było dużo, zwłaszcza przy pękniętych glifach nadokiennych i rozstąpionych ścianach w jednym rogu. Pan profesor (z Krakowa) dumał skąd takie uszkodzenia, stukał, pukał i badał. W końcu ręce rozłożył, bo takich efektów nie powinno być w przypadku obiektów stojących na glebie lessowej. Wreszcie spotkał się ze mną, a ja mądrala wiedziałem. We wrześniu 1939 roku, Niemcy bombardowali Lublin, celując w ratusz miejski, mur w mur sąsiadujący z kościołem. Jedna z bomb spadła na wewnętrzny dziedziniec kościelny, tam eksplodowała, zabijając m.in. ówczesnego pana kościelnego. Wiem to od jego córki, pani Zosi, która wszystko mi opowiedziała, nawet ze trzy razy. I podsunąłem panu profesorowi z Krakowa, specjaliście, hipotezę, że te pęknięcia i rozstępy, to od bomby pewnie. Tak też ostatecznie komisyjnie napisano w zawiłym protokole.

Zapytałem pana profesora, jak sobie poradzimy z uszkodzeniami.

– Hm… – pomyślał chwilę profesor i zawyrokował: – Glify nad oknem się sklei, a rozstępy w murach zszyje. Tak, trzeba to skleić i zszyć.

Mury grube na kilka metrów, ciężkie i potężne, a będą zszywane i sklejane? – przemknęła mi wątpliwość – Szyje to się firanki, a klei papier.

Okazało się jednak, że obecnie nie potrzeba żadnych klamr, stalowych sztab i grubych prętów. Glify zostały sklejone cieniutką warstwą kleju, zdolnego wytrzymać niewiarygodne obciążenia. A rozstępy zszyto nitkami włókna węglowego (o ile pamiętam). Na najbliższe 500 lat, jak nie będzie jakiejś wojny z bombami, wystarczy. Ogromne pęknięcia i rozstępy, zszywa się i skleja.

Bomby spadają także na nasze życie i mamy nasze wewnętrzne, a także międzyludzkie pęknięcia i rozstępy. Technika naprawy murów jest prosta i skuteczna, coraz lepsza. Co z ludźmi?

Itinerarium , , , , , , , ,

JAK CZĘSTO PISAĆ O MIŁOŚCI

Jak często można myśleć o miłości? Jak często można o niej czytać?

Sam nie wiem. Słucham opowieści o odchodzących nagle mężach, rzadziej żonach. O porzuconych w środku zimy „połówkach” (i do kogo tu się przytulać w takie mrozy?), a do wiosny i do bzów, i do majowych słowików, co sprowadzają miłość w trzy minuty, daleko.

Słucham o tym, że komuś już zwisa ta cała miłość „aż do śmierci”. Bo nie może ani dnia dłużej wytrzymać z „durną babą” albo z „głupim facetem”.

Bronię panów, kiedy im rozżalone panie zarzucają, że myślą tylko o „jednym”. Szybko dodaję, że o piwie i meczach także, więc to już trzy tematy do męskiego myślenia. Poza tym przynajmniej wiedzą, czego chcą, a kobiety – wiadomo – nigdy nie wiedzą, czego chcą. Bronię pań, kiedy panowie mówią, że to histeryczki wrzeszczące bez powodu, bo znam panów, którzy nawet nie wrzeszczą, tylko ryczą jak ranione jelenie (powód się znajdzie zawsze).

Ktoś już piętnaście lat nie kupował kwiatów. Ktoś inny nie gotuje ulubionej (męża) pomidorowej od roku. Ktoś przeklina wiersze miłosne, które uwiodły go przed laty. Ktoś inny wertuje Biblię, żeby udowodnić, że druga żona przytrafiała się nawet herosom – „Taki Dawid, na przykład!:”

Jak często pisać o miłości? Jak często o niej czytać można? Sam nie wiem.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

MANCHESTER W DIALOGU RELIGII

Wczoraj po raz dziesiąty w Kościele Katolickim (w Polsce) obchodzony był Dzień Islamu.

Inicjatywa na wskroś słuszna, muzułmanów w Polsce coraz więcej. W tym roku, w zaledwie dwóch, trzech miastach doszło do spotkań katolików i muzułmanów, aby podjąć kwestię współdziałania w przezwyciężaniu ubóstwa. I Biblia i Koran, są w tej materii bardzo zgodne. „Wyciągnij rękę do ubogiego, aby twoje błogosławieństwo było pełne” (Syrach 7,32) to przykładowe biblijne wezwanie. Z kolei, znów przykładowo jedna z sur (107), piętnuje tych, „którzy tylko chcą być widziani, a odmawiają wspomożenia”, i grozi temu, kto „z pogardą odpycha sierotę” i „nie zachęca do nakarmienia biednego”.

Może cieszyć ta wspólnota celów. Martwią mnie jednak dwie inne ważne sprawy, dotyczące obydwu religii. W żadnej z nich, przynajmniej w znanych mi aktualnych wykładniach, temat „przezwyciężania ubóstwa” nie jest jakoś szczególnie ważny. Owszem, mgliście gdzieś tli się przekonanie, że „prawdziwy” chrześcijanin czy muzułmanin, powinien reagować na ubóstwo, może nawet próbować je jakoś przezwyciężać, ale jest wiele ważniejszych obowiązków religijnych, które należy najpierw wypełnić. A druga rzecz, to usytuowanie tzw. „opcji preferencyjnej na rzecz ubogich” w systemie moralnym. Ani islam ani chrześcijaństwo nie podają jakichś poważniejszych sankcji za brak pomocy ubogim. Obydwie religie – przynajmniej w obiegowym odbiorze – traktują pomoc ubogim jako nieszkodliwe hobby, i tylko bardziej gorliwi wyznawcy przejmują się ubogimi.

Nakazy nakazami, ale proza życia pokazuje, że pragnienie bogactwa bardziej determinuje. W angielskim mieście Manchester istnieją dwa rywalizujące ze sobą kluby piłkarskie. Jeden z nich MU (Manchester United) jest w rękach bogatego amerykańskiego chrześcijanina Malcolma Glazera, drugi zaś MC (Manchester City) jest własnością dra Sulaimana al-Fahima, islamskiego szejka ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Obydwaj bardzo bogaci, kupują za dziesiątki milionów funtów znanych piłkarzy, nawet handlują nimi między sobą. Można powiedzieć, że grają w „jednej lidze” i nie mam na myśli Ligi Angielskiej. Grają w „Lidze Bogatych”, gdzie przynależność religijna ma drugorzędne znaczenie. Przy dążeniu do bogactwa religia nie stanowi przeszkody i złudne jest wyobrażenie, że jakieś „święte nakazy” mogą powstrzymywać od nadmiernego bogacenia się (cokolwiek termin „nadmiernego” mógłby oznaczać). Zarówno bogactwo jak i ubóstwo są bezwyznaniowe. Jednak to one decydują najbardziej o podziałach we współczesnym świecie, a nie, jak myślą niektórzy, różnice religijne. Bogatym muzułmanom bliżej do bogatych chrześcijan niż do ubogich muzułmanów, bogatym chrześcijanom także bliżej do zamożnych muzułmanów niźli do biednych chrześcijan.

W ogóle pozostaje pytanie, na ile religie jeszcze są motorem rozwoju cywilizacji. Można odnieść wrażenie, że przepływ kapitału jest o wiele bardziej decydujący. Błędem jest także myślenie, iż muzułmanie są bardziej gorliwi od chrześcijan, na podstawie fanatyzmu Al- Kaidy czy członków Hezbollah (nota bene, „Hezbollah” oznacza tyle co „Dzieło Boże”, a w katolicyzmie mamy także „Dzieło Boże”, organizację pod nazwą „Opus Dei”, metody działań na szczęście się różnią). Prawdą jest z kolei, że większość azjatyckich i afrykańskich muzułmanów jest o wiele biedniejsza niż większość europejskich i amerykańskich chrześcijan.

Jeżeli istnieje jakaś szansa na „przezwyciężanie ubóstwa”, osobno czy wspólnie z innymi religiami, to najpierw musi nastąpić głęboka odnowa wewnątrz religii. A sensem takiej odnowy jest postawienie w centrum praktycznej uwagi ubogich, tak jak to czytamy w Ewangelii. I być może w Koranie; być może, bo za mało znam tę Księgę.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

ZIMĄ BYWA ZIMNO

Zimno! Każde medium alarmuje, że jest zimno, bardzo zimno, wręcz niespotykanie zimno.

Doniesienia o mrozach zdominowały ostatnio serwisy informacyjne. Ze zdumieniem czytam, słyszę i widzę kolejne odkrywcze porady. Otóż podają, że należy się ciepło ubierać, że wskutek zimna można sobie coś odmrozić albo się rozchorować. Cóż za polot i fantazja! Do tej pory było inaczej zapewne. Spikerzy z całą powagą uświadamiają ciemny lud, że mróz i zima są złe, czyhają na nas i mogą poważnie nam zaszkodzić. Do tej pory zimno i mrozy były łaskawsze, ale teraz „atakują nas”. To jakaś wroga armia, „inwazja zimna”, dotychczas pokojowo nastawiona wobec ludzkości, ale teraz ruszyła do szturmu. Więc musimy się bronić, sięgając po zupełnie nietypowe formy odporu, wciągajmy czapki, owijajmy się szalikami, wdziewajmy rękawiczki! Brońmy się! Huzia na kalesony, ciepłe majtki i grube skarpety! I huzia na gorącą herbatę (Icetea jest na razie be), czosnek, sok malinowy i cytrynę! Brońmy się, bo atakuje nas zima. Oczywiście w mediach. Bo ta za oknem, raz ciut ostrzejsza, raz bardziej łagodna, była, jest i będzie.

Przestrzegam, że lato – w głowach dziennikarzy – też może urosnąć do rangi kolejnego wroga. Pewnie „nadciągnie fala zabójczych upałów”, „zaatakuje nas wysoka temperatura”, a ulubione przez pismaków „słupki rtęci skoczą do góry” i pojawią się „nieznośne chmary komarów”, psujące sympatyczną atmosferę błogiego odpoczynku na leśnej polanie.

I tylko czekam na geniuszy w mediach, którzy będą na serio pleść niewiarygodne odkrycia typu: „Proszę państwa, zimą jest zimno. Z kolei latem jest ciepło. A wiosną i jesienią jest i zimno i ciepło. Prosimy zatem dostosować ubiór do aktualnej pory roku, aby nie ponieść smutnych konsekwencji własnych zaniedbań.”

Itinerarium , , , , , , , , ,

NIEZŁY KAWAŁEK

Spotkałem się ostatnio z dość słuszną krytyką języka, który słyszycie w kazaniach i homiliach.

Z wczorajszych kazań nie pamiętacie zapewne dziś już nic (nie wspomnę o tych sprzed tygodnia). Nie dlatego, że były jakieś szczególnie głupie, takie na pewno zapamiętalibyście i komentowali tygodniami. Nie pamiętacie, ponieważ nie były o bliskim ludziom Jezusie, pewnie nie były też o waszym życiu. Na pewno duży problem tkwi w języku.

Język, w jakim kaznodzieje przeważnie mówią o Jezusie, natychmiast przenosi Jego postać na niedosięgłe dla zwykłych ludzi poziomy. Pan Jezus „kroczy” po jeziorze, podczas gdy zwykli ludzie chodzą a raczej brodzą (po płyciznach). Pan Jezus „miłuje”, a zwykli ludzie kochają. Pan Jezus „proklamuje” Królestwo Boże, a my o ważnych rzeczach jesteśmy jedynie informowani. Pan Jezus „czyni” (lub „dokonuje”) wielkie rzeczy, a my robimy (i przeważnie małe). Pan Jezus „urzeczywistnia”, a my co najwyżej realizujemy coś, żeby zakończyć wyliczankę.

Po takiej dawce czynności i zachowań, zdecydowanie inaczej nazwanych niż nasze, Pan Jezus jest daleko, a my nawet nie jesteśmy w stanie czegoś podobnego „uczynić”, „urzeczywistnić”, „dokonać” czy „proklamować”.

Być może z tego właśnie stylu komentowania Ewangelii rodzi się także język wewnątrzkościelny. A może jest na odwrót, że żargon kościelnych krużganków przenika na ambony. No, nie wiem. Jak jednak tłumaczyć, że prałat (patrz wiersz Twardowskiego na końcu), infułat (patrz Wikipedia lub gdzie indziej), kanonik gremialny (jak wyżej) – bo zwykły wikariusz, proboszcz, rektor czy kanonik honorowy to raczej nie – wykonuje zupełnie inne czynności niż zwykły człowiek. Taki właśnie prałat „spożywa posiłek”, a my jemy albo wcinamy kaszankę. On „udaje się w podróż”, a my po prostu jedziemy. On „raczy przyjmować”, a my się tylko spotykamy. On „udaje się na spoczynek”, a my zasypiamy lub padamy na pysk ze zmęczenia. On „bierze udział w liturgii”, a my chodzimy na mszę. On „wznosi modły”, a my odmawiamy w pośpiechu pacierz (jakaż to przepastna różnica!). On „przyjmuje zaproszenie” na piękny koncert, a my idziemy do filharmonii.

I sam już nie wiem co z czego i dokąd przenika. Niemniej pewien jestem, że „w należytym skupieniu przekazałem wam ważkie uwagi”. Choć, czy ja wiem? Chyba „napisałem niezły kawałek”?

I jeszcze wierszyk księdza Twardowskiego:

Stopniowanie

Pięć kropli deszcz ulewa
coś niecoś kawałek kawał
kanonik prałat zawał

Itinerarium , , , , , , , , ,