DO ROBOTY!

kazanie na III niedzielę zwykłą
24 stycznia 2010 AD

Niedawno, w ostatni poniedziałek, był ponoć tak zwany Blue Monday, czyli smutny poniedziałek.

Jak piszą, jest to najbardziej depresyjny dzień w roku, ponieważ światła wciąż mało, gnębi nas fakt niedotrzymania postanowień noworocznych, palą terminy spłacania świątecznych pożyczek, a na dodatek trzeba iść do nie lubianej pracy. Zawsze tak ma być w trzeci poniedziałek stycznia. Osobiście mam kiepskie zdanie o współczesnych brytyjskich psychologach, formułujących podobne koncepcje. Może dlatego, że wiem, iż światła jest akurat na niebie coraz więcej (a przez londyńskie mgły, oni tam w Anglii, mogą tego nie widzieć i nie wiedzieć). Nie robię także postanowień noworocznych, bo staram się je robić w dniach bardziej znaczących. Nie zaciągam pożyczek na prezenty, zresztą z racji imienin sporo prezentów sam otrzymuję (przy okazji – dziękuję). Lubię także swoje prace, których mam trochę.

Niezwykle przemawia do mnie dzisiejsze Chrystusowe wezwanie „Do roboty!” Tak odczytuję słowa: Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana.

Jezus jasno definiuje po co przyszedł i co będzie robił. Określa swoją misję, cele do zrealizowania i sens życia. Dlatego wzywam za Ewangelią, bierzcie się do roboty, do swojej roboty! Dość utyskiwań, „smutnych poniedziałków”, głupich usprawiedliwień. Zresztą, jeśli chodzi o poniedziałek, to mamy już nasz „Lany”, mamy też tłusty czwartek, środę popielcową (a przed nią ostatkowy wtorek), Wielki Piątek, wolne soboty, Białą Niedzielę. Dziś zaś mamy bardzo radosną niedzielę, odpocznijcie nieco i do roboty!

LITURGIA SŁOWA

(Ne 8,1-4a.5-6.8-10)
Gdy Izraelici mieszkali już w swoich miastach, wtedy zgromadził się cały lud, jak jeden mąż, na placu przed Bramą Wodną. I domagali się od pisarza Ezdrasza, by przyniósł księgę Prawa Mojżeszowego, które Pan nadał Izraelowi. Pierwszego dnia miesiąca siódmego przyniósł kapłan Ezdrasz Prawo przed zgromadzenie, w którym uczestniczyli przede wszystkim mężczyźni, lecz także kobiety oraz wszyscy inni, którzy byli zdolni słuchać. I czytał z tej księgi, zwrócony do placu znajdującego się przed Bramą Wodną, od rana aż do południa przed mężczyznami, kobietami i tymi, którzy rozumieli; a uszy całego ludu były zwrócone ku księdze Prawa. Pisarz Ezdrasz stanął na drewnianym podwyższeniu, które zrobiono w tym celu. Ezdrasz otworzył księgę na oczach całego ludu – znajdował się bowiem wyżej niż cały lud; a gdy ją otworzył, cały lud się podniósł. I Ezdrasz błogosławił Pana, wielkiego Boga, a cały lud z podniesieniem rąk swoich odpowiedział: Amen! Amen! Potem oddali pokłon i padli przed Panem na kolana, twarzą ku ziemi. Czytano więc z tej księgi, księgi Prawa Bożego, dobitnie, z dodaniem objaśnienia, tak że lud rozumiał czytanie. Wtedy Nehemiasz, to jest namiestnik, oraz kapłan-pisarz Ezdrasz, jak i lewici, którzy pouczali lud, rzekli do całego ludu: Ten dzień jest poświęcony Panu, Bogu waszemu. Nie bądźcie smutni i nie płaczcie! Cały lud bowiem płakał, gdy usłyszał te słowa Prawa. I rzekł im Nehemiasz: Idźcie, spożywajcie potrawy świąteczne i pijcie napoje słodkie – poślijcie też porcje temu, który nic gotowego nie ma: albowiem poświęcony jest ten dzień Panu naszemu. A nie bądźcie przygnębieni, gdyż radość w Panu jest waszą ostoją.

(Ps 19,8-10.15)
REFREN: Słowa Twe, Panie, są duchem i życiem

Prawo Pańskie jest doskonałe i pokrzepia duszę,
świadectwo Pana niezawodne, uczy prostaczka mądrości.
Jego słuszne nakazy radują serce,
Jaśnieje przykazanie Pana i olśniewa oczy.

Bojaźń Pana jest szczera i trwa na wieki,
sądy prawdziwe, a wszystkie razem słuszne.
Niech znajdą uznanie przed Tobą
słowa ust moich i myśli mego serca,
Panie, moja Opoko i mój Zbawicielu.

(1 Kor 12,12-30)
Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i z Chrystusem. Wszyscyśmy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, [aby stanowić] jedno Ciało: czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni. Wszyscyśmy też zostali napojeni jednym Duchem. Ciało bowiem to nie jeden członek, lecz liczne [członki]. Jeśliby noga powiedziała: Ponieważ nie jestem ręką, nie należę do ciała – czy wskutek tego rzeczywiście nie należy do ciała? Lub jeśliby ucho powiedziało: Ponieważ nie jestem okiem, nie należę do ciała – czyż nie należałoby do ciała? Gdyby całe ciało było wzrokiem, gdzież byłby słuch? Lub gdyby całe było słuchem, gdzież byłoby powonienie? Lecz Bóg, tak jak chciał, stworzył [różne] członki umieszczając każdy z nich w ciele. Gdyby całość była jednym członkiem, gdzież byłoby ciało? Tymczasem zaś wprawdzie liczne są członki, ale jedno ciało. Nie może więc oko powiedzieć ręce: Nie jesteś mi potrzebna, albo głowa nogom: Nie potrzebuję was. Raczej nawet niezbędne są dla ciała te członki, które uchodzą za słabsze; a te, które uważamy za mało godne szacunku, tym większym obdarzamy poszanowaniem. Tak przeto szczególnie się troszczymy o przyzwoitość wstydliwych członków ciała, a te, które nie należą do wstydliwych, tego nie potrzebują. Lecz Bóg tak ukształtował nasze ciało, że zyskały więcej szacunku członki z natury mało godne czci, by nie było rozdwojenia w ciele, lecz żeby poszczególne członki troszczyły się o siebie nawzajem. Tak więc, gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki; podobnie gdy jednemu członkowi okazywane jest poszanowanie, współweselą się wszystkie członki. Wy przeto jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi członkami. I tak ustanowił Bóg w Kościele najprzód apostołów, po wtóre proroków, po trzecie nauczycieli, a następnie tych, co mają dar czynienia cudów, wspierania pomocą, rządzenia oraz przemawiania rozmaitymi językami. Czyż wszyscy są apostołami? Czy wszyscy prorokują? Czy wszyscy są nauczycielami? Czy wszyscy mają dar czynienia cudów? Czy wszyscy posiadają łaskę uzdrawiania? Czy wszyscy przemawiają językami? Czy wszyscy potrafią je tłumaczyć?

(Łk 4,18)
Pan posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność.

(Łk 1,1-4.4,14-21)
Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono. Potem powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. On zaś nauczał w ich synagogach, wysławiany przez wszystkich. Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane: Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana. Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. Począł więc mówić do nich: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

DO GROBOWEJ DESKI

Kocham Cię. To znaczy chcę żyć tak, abyś ty był szczęśliwy. A jeśli ty jesteś szczęśliwy, to i ja jestem szczęśliwy, ponieważ ty jesteś szczęśliwy.

Takiej definicji miłości uczę młodych ludzi, choć miłość z natury jest niedefiniowalna. Ale o miłości trzeba rozmawiać, z młodymi, dorosłymi i całkiem zaawansowanymi wiekowo. Zwłaszcza, że wokół miłości obecnie roi się aż od pojęć zastępczych, wypaczających jej sens. Mamy zatem „związki na próbę”, „przelotne związki”, „przygody”, „zadurzenie”, „chwilową słabość” i „parę chwil przyjemności”. Oczywiście sama frazeologia jeszcze nie rozstrzyga o rzeczywistości, ale jak się jeszcze nie tak dawno mówiło o miłości? Może jeszcze pamiętacie, że była miłość „po grób”, „do grobowej deski”, „na zawsze”, „do końca”, „do ostatka”. Tak o miłości się mówiło, tak o niej myślało i tak rozumiało. I chyba tak też ją przeważnie praktykowano.

Przekonany jestem, że warto o miłości dzisiaj dużo rozmawiać, ale naturalnie, przede wszystkim, trzeba ją w tym dawnym, starym stylu, praktykować.

Itinerarium , , , , , , , , ,

KARAWANA JEDZIE DALEJ

Nie wiem, co zawdzięczacie swoim babciom, które być może wspominaliście wczoraj.

Jesteśmy jednak częścią nich, naszych rodziców i dziadków. Mnie moja babcia nauczyła, między innymi, ważnej zasady życiowej, że psy szczekają a karawana jedzie dalej. Objaśniając, chodzi o to, żeby w życiu robić to, co jest ważne i dobre, bez względu na to, co inni o tym myślą.

Karawana zawsze ma swój cel, musi go osiągnąć. Po drodze trafiają się psy, czyli przeszkody, trudności i zawady. Nie wolno jednak na nie zwracać uwagi. Trzeba robić swoje. I nie odganiać owych psów, bo to strata czasu.

Warto robić ważne, swoje sprawy. Bez oglądania się na opinię kogokolwiek. Tak jak to opisano w Ewangelii.

Itinerarium , , , , , , ,

NORMALNIE

W narastającej fali fikcji w życiu publicznym, gdzie za normę dziś przyjmuje się kłamstwo (byle skuteczne) w ustach polityków i totalną powierzchowność w mediach, zaczynamy tonąć w chaosie.

Polityka zamienia się w kompletną błazenadę, a największe błazny, o dziwo, mają fenomenalne poparcie. Nie mamy skutecznej metody eliminowania cymbałów z życia publicznego, wybory nie są tu żadnym rozwiązaniem, ponieważ nie zasługujemy na czteroletnie kadencje rządów kabareciarzy.

Media stały się domeną fircyków, usiłujących zabawiać nas wszystkim i bez żenady uciekających od rzetelnego opisu faktów i zdarzeń. Kogoś mniej rezolutnego mogą zwieść nazwy typu: „Fakty”, „Wiadomości” czy „Informacje”, że wymienię tylko trzy najpopularniejsze programy pretendujące do rangi informacyjnych. Myślę, że prawdziwsze byłyby nazwy typu: „Sensacje”, „Domysły”, „Plotki i bzdury”, a niekiedy nawet „Półprawdy” lub wprost „Blagi i kłamstewka”. I wiem, co piszę, przywołam tylko jedną historię z własnego doświadczenia, choć mam ich wiele. Któregoś ranka jeden ze znajomych dzwoni do mnie i mówi, że w pewnej gazecie jest moja opinia. Zdziwiony biegnę do kiosku, kupuję egzemplarz, faktycznie jestem cytowany, choć żaden dziennikarz z owego medium nie dzwonił i nie pisał do mnie z pytaniem. Dzwonię zatem ja do sekretarza redakcji z oburzeniem, ale pan sekretarz mówi, że nie będzie sprostowania (choć nakazuje mu to prawo prasowe) i żebym od razu kierował sprawę do sądu. Sąd rozpatrzy taki pozew w ciągu 4 do 7 lat i być może po tym czasie, na przedostatniej stronie ukaże się sprostowanie, oczywiście petitem. To nie jest oczywiście nowa sytuacja, pamiętam, że jedna z najbardziej zakłamanych gazet, wydawana w Moskwie nosiła miano „Prawda”, było to w czasach komuny. Nie jest dziś lepiej, choć różnica taka, że kiedyś ideologia wypierała prawdę, teraz czynią to pieniądze.

Patrząc trzeźwo na chaos, jaki nas ogarnia, zauważyć można, iż polityka to sztuka kłamstwa, media to w gruncie rzeczy niesmaczna papka. Dodajmy do tego, że szkoły raczej nie nauczają. Tak zwana służba zdrowia leży na łopatkach. Śnieg, choć nie powinien, pokrywa chodniki i jezdnie, co powoduje liczne upadki i złamania kończyn oraz stłuczki aut.

Nie można oczywiście popadać w panikę. Trzeba iść do lasu. Na szczęście drzewa nadal rosną w górę. Trzeba popatrzyć na ptaki, na szczęście latają, a nie jeżdżą na hulajnogach. Trzeba popatrzyć na rzeki, Wieprz i Świnka płyną nadal w stronę Wisły i Bałtyk na razie nie zagości na Polesiu. Jest normalnie, tego się trzymajmy.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , ,

PROŚBA O ROZPAD ŚWIATA

W czytanej wczoraj Ewangelii (patrz niżej) znajduje się jeden passus zastanawiający. Dawid nie popełnił grzechu, mimo, że złamał prawo i to Boże. Powodem był głód. Może bardziej jeszcze rozgrzeszał Dawida fakt, że „dał również swoim towarzyszom”. W naszych czasach, przesyconych modą na prawo, regulacje, przepisy, nowelizacje, etc., to bardzo ważna wskazówka. Głód czy inne cierpienia ludzi, trwają w majestacie uchwalanych uroczyście praw, konwencji i oświadczeń. Nikt nie ponosi kary za śmierć z głodu afrykańskich dzieci, za to za kradzież (np. z powodu głodu) można być ukaranym. Niewątpliwie obecny kształt cywilizacji trzyma się na paskudnie glinianych nogach i należy życzyć sobie, aby czym prędzej się rozpadł. Na pewno nie jest to ani dobry kształt, ani jedyny możliwy. Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat wśród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy. Na to faryzeusze rzekli do Niego: Patrz, czemu oni robią w szabat to, czego nie wolno? On im odpowiedział: Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie, i był głodny on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, najwyższego kapłana, i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom. I dodał: To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Zatem Syn Człowieczy jest panem szabatu.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

PRZYMIERZE NAWET PRZEZ RYNGRAF

Pewnie wasze choinki posmutniały, odarte z cukierków i igiełek. Daleko już od świąt.

W stylu kataryniarza przypomnę, że nie święta (jakkolwiek wystawne), ale Bóg daje szczęście i poczucie głębokiego sensu. Najpewniej jest tak, w sytuacji wielu z nas, że Bogiem zajmujemy się tylko na klika dni przed jednymi czy drugimi świętami. W pozostałe dni, to Bóg zajmuje się nami. W święta, mocniejsza porcja emocji sprzyja przynajmniej myśleniu o Bogu, co jednak jeszcze nie musi tworzyć jakiejś więzi z Nim. Ateista także myśli o Bogu, myśląc, że Go nie ma.

Więź z Bogiem, dająca i sens i szczęście, tworzy się między innymi przez wprowadzanie Boga w sedno naszego życia. Ponieważ życie ma tempo, nawet skłaniałbym się ku stwierdzeniu, że coraz większe, potrzebujemy „odnawiania przymierza” z Bogiem. Biblia opisuje wiele takich Przymierzy, najpierw to w raju, potem z Noem, z Abrahamem, z Mojżeszem i to po powrocie z niewoli babilońskiej. I to my, nie Bóg, potrzebujemy odnowienia przymierza. Bóg w swojej życzliwości i miłości jest niezmienny albo coraz bardziej hojny. Z naszej strony spełnić musimy jeden warunek: „Będziesz miłował całym swoim sercem, całą swoją duszą, ze wszystkich myśli i sił swoich”.

Każdy z nas powinien mieć swoją osobista metodę odnawiania przymierza z Bogiem, nawet codziennie. Dla kogoś może to być znak krzyża, wykonany z głębokim namysłem i zaangażowaniem całego ciała, kiedy w jednym geście wskazujemy na Ojca, który nas stworzył (dłoń na czole), Syna, który nas odkupił (dłoń na sercu) i Ducha, który nieustannie nas uświęca (ramiona). Jednocześnie w tym geście oddajemy Bogu umysł, serce i siły, na co wskazują miejsca, gdzie wędruje dłoń, gdy się żegnamy. Dla innego, może to być odmówienie jakiegoś ulubionego psalmu, w którym da się zawrzeć całe nasze pokorne oddanie Bogu, polecam psalm 139: „Przenikasz i znasz mnie Panie, Ty wiesz kiedy siedzę i wstaję, Ty utkałeś mnie w łonie mojej matki…” Jeszcze dla kogoś innego może to się dokonywać w prostej modlitwie Anioł Pański, kiedy w trzech odsłonach przyglądamy się całej tajemnicy zbawienia: inicjatywa Boga („Anioł Pański zwiastował…”), odpowiedzi człowieka („Oto ja, służebnica Pańska”) i cudownemu owocowi spotkania Boga i człowieka („A Słowo ciałem się stało”).

Tym, którzy mieszkają w Lublinie, polecam najkrótszą i najprostszą formę codziennego odnawiania przymierza z Bogiem. Z tym, że trzeba przejść obok kościoła Świętego Ducha. Na kopule kościoła (od strony ratusza) znajduje się, prawie od 600 lat, ryngraf (na dodatek wirujący) z medalionem uśmiechniętej Matki Bożej Dobrej Rady. Przechodząc wystarczy spojrzeć na ryngraf i westchnąć dowolnie do Niej. A wtedy, jak głosi wieść stara, „jedno westchnienie ku Maryi wszystkie pacierze zastępuje i mnogość łask na wzdychającego sprowadza”.

To w Lublinie mamy łatwo, ale może w innych miastach też jakoweś ryngrafy się ostały.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , ,

POŚPIECH KONIECZNY

Mijają dziś cztery lata, jak odszedł ksiądz Jan Twardowski. Dziewięć lat temu gościłem Go w naszym kościele (na końcu relacja z tamtego zdarzenia).

Po podróży z Warszawy do Lublina, usiadł na kanapie, a ja chcąc wykorzystać chwilę z wielkim twórcą, zagadnąłem Go o poezję. Ziewnął, popatrzył na mnie jak na dziwaka i spokojnie rzekł:

– A daj pan spokój! Podrzemię sobie trochę.

I drzemał sobie ze dwie godziny.

Nawet gdyby ksiądz Jan napisał tylko jeden wiersz, czy to ten o kapłaństwie, którego się bał, czy ten o nie nawracaniu ateisty, jest wspaniałym znakiem nadziei, piękna i miłości. Przypomnijmy sobie ten najbardziej znany tekst:

Śpieszmy się

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego

Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą

Kto tam więc jeszcze ślamazarzy się z miłością, niech dziś nadrobi wszystko.

NAJWIĘCEJ RADOŚCI DAJE MIŁOŚĆ

Ks. Jan Twardowski – poeta od bożych krówek i najważniejszych życiowych pytań – był kilka lat temu gościem w kościele Ducha Świętego.
19 czerwca 2001 roku w ramach „Święta Słowa i Muzyki” czytał swoje wiersze i odpowiadał na pytania.
W ramach projektu „W poszukiwaniu poezji” w świątyni gościły wtedy także Julia Hartwig i Ludmiła Marjańska, a cykl spotkań rozpoczęła Msza św. za nieżyjących poetów odprawiona przez abpa Józefa Życińskiego.

Oto archiwalna relacja z tamtego spotkania:

Ks. Twardowski na spotkaniu w Lublinie: Najwięcej radości daje mi miłość
Tłumy lublinian zgromadziło 19 czerwca wieczorem spotkanie z ks. Janem Twardowskim. W kościele Ducha Świętego poeta czytał swoje wiersze, odpowiadał na pytania, a potem przez półtorej godziny podpisywał tomiki.
Pytany, co daje mu największa radość i satysfakcję, prawie dziewięćdziesięcioletni poeta odparł: „miłość”. Zdziwienie jednej ze słuchaczek, skąd jako duchowny może o miłości tyle wiedzieć, skwitował stwierdzeniem, że jest takim „romantycznym staruszkiem”, a jego wiersze to wiersze „starego kawalera”. Mówił o wadze poezji, podkreślając siłę prostoty i bezpośredniego zwracania się do czytelnika, bez chowania się za nieokreślony podmiot liryczny. Dodał, że tam, gdzie kończy się poezja, zaczyna się modlitwa. – Cierpiący nie proszą o wiersz – mówił. Przyznał, że nie lubi słowa „sztuka”, bo sugeruje sztuczność, a siłą poezji jest jej zakorzenienie w życiu. – Wiele poetyckich zwrotów przenika do języka codziennego – przekonywał.

Opowiadając o swoim warsztacie ks. Twardowski zdradził, że najbardziej lubi zaskakiwać i stawiać zagadki, stąd tyle nieoczekiwanych „rozwiązań” jego wierszy. – Tam, gdzie wszystko wiadomo, nie ma miejsca na humor. A ja lubię humor – mówił. Przyznał się też do szczególnej sympatii do biedronek. Bez wahania wskazał jako swój ulubiony wiersz „Spieszmy się kochać ludzi”, komentując, że widział go już na wielu nekrologach, a nadawałby się przecież i na zaproszenia ślubne…
Wszystkim początkującym poetom, wstydzącym się prosić o radę, polecił pisać dalej, bo „droga poprowadzi sama”. I choć twierdził, że czuje się zażenowany tak licznym audytorium, dał autograf wszystkim, którzy czekali w długiej kolejce.
KAI/Lublin

Gośćmi spotkań z poezją u Ducha byli także Julia Hartwig, Ludmiła Mariańska i ks. Wacław Oszajca.
Projekt „W poszukiwaniu poezji” był częścią Festiwalu Sztuki „W kręgu poezji, muzyki i słowa” organizowanego przez Ośrodek „Brama Grodzka–Teatr NN”.

(Marta Jachowicz)

Itinerarium , , , ,

W SPRAWIE ALKOHOLU

kazanie na II niedzielę zwykłą
17 stycznia AD 2010

W zasadzie to skandal, że Bóg, Syn Boga, zajął się winem weselnym, tak jakby większych problemów nie było.

Niejeden smakosz trunków wyskokowych znajduje w dzisiejszej Ewangelii argument za bezgrzeszną konsumpcją alkoholu. Skoro, sam Pan Jezus wino mnożył i pijał!

Mnie ta Ewangelia podnosi na duchu, z tej racji, że raz jeszcze ukazuje dosadność, ostateczność i całkowitość Bożego zjednoczenia z człowiekiem. Aż po picie wina, zabawę z dziećmi, nagabywanie kobiet (Samarytanka, Maria Magdalena) tak źle widziane w świecie żydowskim i strojenie sobie żartów z napuszonych dygnitarzy religijnych (faryzeusze, uczeni w Piśmie). Aż po konanie, agonię i jak najprawdziwszą śmierć.

Taki ludzki ten nasz Bóg, zjawiony w Chrystusie. Korzyść z tego taka, że przez nasze ludzkie sprawy idziemy ku niewyobrażalnemu szczęściu zjednoczenia z Nim.

LITURGIA SŁOWA

(Iz 62,1-5)
Przez wzgląd na Syjon nie umilknę, przez wzgląd na Jerozolimę nie spocznę, dopóki jej sprawiedliwość nie błyśnie jak zorza i zbawienie jej nie zapłonie jak pochodnia. Wówczas narody ujrzą twą sprawiedliwość i chwałę twoją wszyscy królowie. I nazwą cię nowym imieniem, które usta Pana oznaczą. Będziesz prześliczną koroną w rękach Pana, królewskim diademem w dłoni twego Boga. Nie będą więcej mówić o tobie “Porzucona”, o krainie twej już nie powiedzą “Spustoszona”. Raczej cię nazwą “Moje upodobanie”, a krainę twoją “Poślubiona”. Albowiem spodobałaś się Panu i twoja kraina otrzyma męża. Bo jak młodzieniec poślubia dziewicę, tak twój Budowniczy ciebie poślubi, i jak oblubieniec weseli się z oblubienicy, tak Bóg twój tobą się rozraduje.

(Ps 96,1-3.7-10)
REFREN: Pośród narodów głoście chwałę Pana

Śpiewajcie Panu pieśń nową,
śpiewaj Panu, ziemio cała.
Śpiewajcie Panu, sławcie Jego imię,
każdego dnia głoście Jego zbawienie.

Głoście Jego chwałę wśród wszystkich narodów,
rozgłaszajcie Jego cuda pośród wszystkich ludów.
Oddajcie Panu chwałę i uznajcie Jego potęgę.
Oddajcie Panu chwałę należną Jego imieniu.

Uwielbiajcie Pana w świętym przybytku.
Zadrżyj, ziemio cała, przed Jego obliczem.
Głoście wśród ludów, że Pan jest królem,
będzie sprawiedliwie sądził ludy.

(1 Kor 12,4-11)
Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich. Wszystkim zaś objawia się Duch dla [wspólnego] dobra. Jednemu dany jest przez Ducha dar mądrości słowa, drugiemu umiejętność poznawania według tego samego Ducha, innemu jeszcze dar wiary w tymże Duchu, innemu łaska uzdrawiania w jednym Duchu, innemu dar czynienia cudów, innemu proroctwo, innemu rozpoznawanie duchów, innemu dar języków i wreszcie innemu łaska tłumaczenia języków. Wszystko zaś sprawia jeden i ten sam Duch, udzielając każdemu tak, jak chce.

(2 Tes 2,14)
Bóg wezwał nas przez Ewangelię, abyśmy dostąpili chwały naszego Pana, Jezusa Chrystusa.

(J 2,1-12)
W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: Nie mają już wina. Jezus Jej odpowiedział: Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja? Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: Napełnijcie stągwie wodą! I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu! Oni zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory. Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie. Następnie On, Jego Matka, bracia i uczniowie Jego udali się do Kafarnaum, gdzie pozostali kilka dni.

Itinerarium , , , , , , ,

Wyzwolenie

Kiedy chodziłem do szkoły podstawowej (1964 – 1972), 17 stycznia był pięknym dniem. Okolicznościowe akademie, wierszyki, gazetki ścienne i inne duperelki, no i to, co lubiliśmy najbardziej – lekcje się urywały. To była rocznica wyzwolenia Warszawy, bardzo uroczyście fetowana.

Dziś chyba nikt tej daty nie świętuje. Wiadomo przecież – Sowieci poczekali, aż się Powstanie wykrwawi i wkroczyli do ruin na gotowe. A poza tym – cóż to było za wyzwolenie. Przejście z jednej okupacji pod inną. Dziś wręcz nie wypada pisać o wyzwoleniu Warszawy. Correct jest: „wyzwolenie”. A najlepiej nic.

A ja myślę, że to kompletny przypadek sprawił, że ktoś był u Andersa, a ktoś inny u Berlinga, że był Sowietem – wrogiem, albo Sowietem – sojusznikiem, że walczył pod Monte Cassino, albo pod Lenino.

Fatalista jestem – powiecie.

Tak, jestem.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , ,

POMYSŁY PANA BOGA NA WIZYTY U NAS

W niewielu miejscach w Polsce wspomniani będą jutro uchodźcy, choć po raz 96 zauważają tę kwestię papieże.

Co w tej sprawie ma do powiedzenia Benedykt XVI, możecie przeczytać niżej, orędzie jest krótkie i ważne. Mówi o dzieciach, które są najmniej winne, a najbardziej odczuwają skutki uchodźstwa.

Znam sporo dzieci uchodźców, głównie czeczeńskich, które spotykam w Lublinie. Madina, Amina, Fatima, Arbi, Islam, Szamil, nawet nie wiem czy dobrze piszę ich imiona. Część z nich znakomicie tańczy – polecam jedno zdjęcie na końcu tego tekstu. Na początku exodusu czeczeńskiego do Polski (druga połowa lat 90), uważano je za Cyganów lub Rumunów. Kiedy dzieci tańczą swoje kaukaskie układy, widzowie robią wielkie „Wow!”, bo odkrywają, że to zupełnie inna bajka. Rodzi się akceptacja i naturalnie ciepłe odruchy. My, chrześcijanie, wiemy, że mały Jezus był uchodźcą w Egipcie. To przesłanka, aby to, co się przydarza małym uchodźcom, traktować w wymiarze wiary (oczywiście dodać trzeba Jezusową glosę: „Byłem przybyszem, a przyjęliście/nie przyjęliście Mnie”).

W ogóle Pan Bóg przybywa do nas w oryginalny sposób, w obliczach małych uchodźców, w osobach chorych, w ludziach bardzo biednych. Ma swoje sposoby, czeka, aby Go przyjąć.

PS. 1. Lubelskie „Gwiazdy Czeczenii” w tańcu.


PS. 2. Orędzie Benedykta XVI

Św. Paweł migrant i Apostoł Narodów
Orędzie Papieża Benedykta XVI na 96 Światowy
Dzień Migranta i Uchodźcy 2010 r.

Drodzy bracia i siostry!

Obchody Dnia Migranta i Uchodźcy dostarczają mi kolejnej okazji, by wyrazić nieustanną troskę Kościoła o tych, którzy — na rozmaite sposoby — doświadczają losu migrantów. To zjawisko — jak napisałem w encyklice Caritas in veritate — «uderza ze względu na wielką liczbę objętych nim osób, z powodu problemów społecznych, ekonomicznych, politycznych, kulturowych i religijnych, jakie niesie, ze względu na dramatyczne wyzwania, jakie stawia przed społecznościami poszczególnych krajów i przed wspólnotą międzynarodową. (…) Emigrant jest osobą ludzką, która (…) ma niezbywalne i podstawowe prawa, które powinni szanować wszyscy w każdej sytuacji» (n. 62). Tegoroczny temat: «Małoletni migranci i uchodźcy», zwraca uwagę na aspekt bardzo dla chrześcijan ważny, pamiętają bowiem o napomnieniu Chrystusa, który na Sądzie Ostatecznym odniesie do siebie wszystko, co zostało uczynione lub czego odmówiono «jednemu z tych najmniejszych» (por. Mt 25, 40. 45). A jak nie zaliczyć do owych «najmniejszych» także małoletnich migrantów i uchodźców? Samego Jezusa jako dziecko spotkał los migranta, jak bowiem opowiada Ewangelia, by uniknąć zagrożenia ze strony Heroda, musiał szukać schronienia w Egipcie razem z Józefem i Maryją (por. Mt 2, 14).

Choć Konwencja o prawach dziecka wyraźnie stwierdza, że zawsze trzeba działać w interesie małoletniego (por. art. 3), któremu przysługują podstawowe prawa osoby na równi z dorosłym, w rzeczywistości niestety nie zawsze jest to przestrzegane. W istocie, podczas gdy opinia publiczna jest coraz bardziej świadoma, że konieczne są bezzwłoczne i skuteczne działania w obronie dzieci, faktycznie wiele z nich żyje w opuszczeniu i są narażone na różne sposoby na wykorzystywanie. O dramatycznej sytuacji, w jakiej przychodzi im żyć, pisał mój czcigodny poprzednik Jan Paweł II w przesłaniu skierowanym 22 września 1990 r. do sekretarza generalnego Organizacji Narodów Zjednoczonych z okazji Światowego Szczytu na rzecz Dzieci. «Jestem świadkiem — pisał — tragicznej sytuacji milionów dzieci na wszystkich kontynentach. Są one bardziej bezbronne, gdyż trudniej im dojść do głosu» (Insegnamenti XIII, 2, 1990, p. 672). Z całego serca pragnę, by małoletnim emigrantom poświęcano należytą uwagę, potrzebują oni bowiem środowiska społecznego, które umożliwia i wspiera ich rozwój fizyczny, kulturalny, duchowy i moralny. Życie w obcym kraju, bez konkretnych punktów odniesienia, stwarza im, zwłaszcza tym, którzy nie mają oparcia w rodzinie, niezliczone i niekiedy poważne problemy i trudności.

Szczególny charakter migracji małoletnich wiąże się z sytuacją dzieci urodzonych w krajach udzielających gościny, czy też dzieci, które po urodzeniu nie mieszkają razem z rodzicami — emigrantami — lecz dołączają do nich później. Ta dorastająca młodzież należy do dwóch kultur, co oznacza korzyści, ale i problemy wynikające z podwójnej przynależności, jednakże może to być sposobnością, by doświadczyć bogactwa spotkania różnorodnych tradycji kulturowych. Ważne jest, by zapewnić im możliwość chodzenia do szkoły, a następnie dostęp do rynku pracy, oraz by odpowiednie struktury formacyjne i społeczne ułatwiły im integrację społeczną. Nie można nigdy zapominać, że wiek młodzieńczy to fundamentalny etap w kształtowaniu się istoty ludzkiej.

Odrębną kategorią małoletnich są uchodźcy, którzy proszą o azyl, uciekając z różnych powodów z własnego kraju, gdzie nie mają zapewnionej należytej ochrony. Statystyki wykazują, że ich liczba rośnie. Temu zjawisku należy zatem uważnie się przyjrzeć i stawić czoło, podejmując skoordynowane działania, stosując odpowiednie środki zapobiegawcze, chroniąc małoletnich i udzielając im gościny, zgodnie z tym, co mówi Konwencja o prawach dziecka (por. art. 22).

Zwracam się w tym miejscu w szczególności do parafii i do licznych stowarzyszeń katolickich, które w duchu wiary i miłości podejmują wielkie wysiłki, by zaradzić potrzebom tych naszych braci i sióstr. Wyrażając wdzięczność za wszystko, co z ogromną wielkodusznością jest robione, chciałbym zachęcić wszystkich chrześcijan do uzmysłowienia sobie, że sytuacja małoletnich migrantów i uchodźców stanowi społeczne i duszpasterskie wyzwanie. W naszych sercach rozbrzmiewają słowa Jezusa: «Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie» (Mt 25, 35), a także główne przykazanie, jakie On nam dał: miłowania Boga całym sercem, całą duszą i całym umysłem, ale w połączeniu z miłowaniem bliźniego (por. Mt 22, 37-39). Dlatego uważamy, że każdym naszym konkretnym czynem winna powodować przede wszystkim wiara w działanie łaski i opatrzności Bożej. Tym samym również gościnność w stosunku do obcokrajowca i solidarność z nim, zwłaszcza w przypadku dzieci, staje się głoszeniem ewangelii solidarności. Kościół ją głosi, gdy otwiera ramiona i zabiega o respektowanie praw migrantów i uchodźców, nakłaniając rządzących krajami i kierujących organizacjami oraz międzynarodowymi instytucjami do ich wspierania poprzez podejmowanie odpowiednich inicjatyw.

Niech wszystkich otacza matczyną opieką Najświętsza Maryja Panna i niech nam pomaga zrozumieć trudności tych, którzy przebywają z dala od ojczyzny. Wszystkich, którzy tworzą rozległy świat migrantów i uchodźców, zapewniam o modlitwie i z serca udzielam im Apostolskiego Błogosławieństwa.

Watykan, 16 października 2009 r.
BENEDICTUS PP. XVI

PS 3. Więcej o lubelskich obchodach Dnia Migranta i Uchodźcy

Działania na rzecz uchodźców w ośrodkach w Bezwoli i Kolonii Horbów
oraz
Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy – zaproszenie

Itinerarium , , , , , , , , ,