YOU’LL NEVER WALK ALONE

Całkiem myślę spora liczba ludzi na całym globie skupi od dziś swoją uwagę na Kanadzie.

Konkretnie na Vancouver, gdzie rozpoczyna się zimowa Olimpiada. W ruch pójdą narty, łyżwy, sanki, deski, karabinki, krążki i kije, może coś jeszcze, a wszystko na lodzie i śniegu, w różnych kombinacjach. My, Polacy, już myślimy o Adamie Małyszu i Justynie Kowalczyk, a najlepiej i o kilku innych sportowcach, którzy rozsławią naszą ojczyznę. Szykujemy się na chwile dumy, radości i triumfu. Bo jak oni wygrywają, to trochę także i my. Działa tu zasada „wspólnoty zwycięstwa” – „Wygraliśmy!”, gorzej ze „wspólnotą porażki”, bo w tym przypadku to „Oni przegrali!”

Jeden z najlepszych chórów świata to kibice FC Liverpool, na własnym stadionie to ponad 50.000 zgodnych głosów, w 99 % męskich, obwieszczających przed meczem i po (bez względu na wynik, byle piłkarze się starali), że „You’ll Never Walk Alone”, czyli, że „Nigdy nie będziesz szedł sam”. Życie co prawda nie mecz, ale dewiza kibiców z Liverpoolu jest piękna. I faktycznie realizowana.

Porażki w życiu są nieuniknione, jeżeli żyje się prawdziwie. Oczywiście, odnosimy także zwycięstwa, ale pamiętamy bardziej i dłużej porażki. I wtedy dobrze jest wiedzieć i usłyszeć „Nigdy nie będziesz szedł sam!” Podobnie, jak niezwykle ludzkie i piękne jest z przekonaniem krzyknąć komuś: „Nigdy nie będziesz szedł sam!” I zobaczyć, jak działa słowo pokrzepienia. Łatwe są wspólnoty zwycięstw, trudniejsze wspólnoty w porażkach. No, ale to co trudne, jest sprawdzianem człowieczeństwa.

Jeżeli 28 lutego, na zakończenie olimpiady, okaże się, że nie mamy (tzn. sportowcy) medali, to pomyślmy o naszych zawodnikach „Nigdy nie będziesz szedł sam!” albo, jak to już było w naszej rodzimej wersji, „Polacy! Nic się nie stało!” To na wszelki wypadek podpowiadam, a na razie my trzymamy kciuki, a Małysz leci, leci, leci…

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

TABLETKI NA CHOROBY

Z powinszowaniami śpieszę dziś do każdego z was, z życzeniem zdrowia głównie. Sobie też życzę jak najlepiej.

Każdy z nas jest, był albo będzie chory, oby z jak najmniejszą dawką bólu i cierpienia. Na pewno „obchody” Dnia Chorego (a dziś taki dzień przypada w Kościele, z racji wspomnienia Matki Bożej z Lourdes) niewiele ulżą, ale przynajmniej stawiają chorych w centrum uwagi.

Prawdą jest, że człowiek chory znika ze sceny życia publicznego, a nawet rodzinnego. Bo z chorym jest zawsze kłopot – zajmuje czas, wymaga opieki, rezygnacji ze swoich planów, trzeba wydawać na niego pieniądze. Ponadto, bywa marudny i wymagający. Choć znam kilka takich osób, które przy wielkim cierpieniu, potrafią kipieć energią i życzliwością, jeden ze znajomych dwa dni przed śmiercią starał się opowiadać kawały i był bardzo lubiany przez resztę pacjentów i personel. Gdyby się komuś z was zdarzyło rozchorować, niech nie zapomina, że fason i humor powinny iść razem z nim na operację czy do sali szpitalnej.

Tak samo, jak idę do szpitala, biorę ze sobą i humor i dobry nastrój, ponieważ powagi, stresu i smutku jest tam wystarczająco i na import nie czekają.

Kiedy już trafia nas choroba, zaczynamy klarowniej siebie widzieć i myśleć o sobie. Banalne zwroty, typu słabość, kruchość istnienia, tajemnica cierpienia, dźwiganie krzyża, przejmujący ból, nabierają naszej osobistej treści i znaczenia. Wszystko to odczuwamy, przeżywamy, realnie i blisko. I potrzebujemy rezonansu ludzkiego, wymiany myśli i słów, spojrzeń, dotyku, zrozumienia. Obecności nade wszystko. Kiedy jesteś przy chorym, ma zapewnioną „najlepszą opiekę”. Lekarstwa owszem, fachowcy także są potrzebni, nowoczesny sprzęt, dobre zabiegi. Ale to są konieczne dodatki do obecności bliskich osób!

Za oczywistą frazę przyjmuję zdanie – „Byłem chory, a odwiedziliście Mnie” (Ewangelia wg Mateusza, rozdz. 25). I cieszę się, że to zdanie nie kończy się „a uzdrowiliście Mnie”. Pozdrawiam, na koniec, zdrowia w każdym wymiarze życia życząc.

Ps. Załączam także Orędzie Benedykta XVI na dzisiejszy dzień.

Orędzie Benedykta XVI na XVIII Światowy Dzień Chorego 11 lutego 2010 r.

Drodzy bracia i siostry!

11 lutego, w liturgiczne wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Lourdes, w bazylice watykańskiej obchodzony będzie XVIII Światowy Dzień Chorego. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności wiąże się on z 25. rocznicą utworzenia Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia. Jest to dodatkowy motyw dziękowania Bogu za dotychczas przebytą drogę w dziedzinie duszpasterstwa służby zdrowia. Z serca pragnę, by taka okoliczność stanowiła okazję do bardziej wielkodusznego zapału apostolskiego w służbie chorym i tym, którzy się nimi opiekują.

Poprzez doroczny Światowy Dzień Chorego Kościół pragnie szeroko uwrażliwić wspólnotę kościelną odnośnie do wagi posługi duszpasterskiej w wielkim świecie służby zdrowia. Posługa ta stanowi integralną część jego misji, ponieważ wpisuje się w istotę zbawczej misji Chrystusa. On, Boski Lekarz „przeszedł dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła” (Dz 10,38). Z tajemnicy Jego męki, śmierci i zmartwychwstania ludzkie cierpienie czerpie sens i pełnię światła. W liście apostolskim „Salvifici doloris” sługa Boży Jan Paweł II zawarł słowa rzucające światło na ten temat: „Cierpienie ludzkie – pisał Ojciec Święty – osiągnęło swój zenit w męce Chrystusa. Równocześnie zaś weszło ono w całkowicie nowy wymiar i w nowy porządek: zostało związane z miłością… z tą miłością, która tworzy dobro, wyprowadzając je również ze zła, wyprowadzając poprzez cierpienie tak, jak najwyższe dobro Odkupienia świata zostało wyprowadzone z Krzyża Chrystusa i stale z niego bierze swój początek. Krzyż Chrystusa stał się źródłem, z którego biją strumienie wody żywej” (nr 18).

Pan Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy, zanim powrócił do Ojca pochylił się, by obmyć stopy apostołom, uprzedzając najwyższy akt miłości na krzyżu. Poprzez ten gest zachęcił swoich uczniów, by weszli w Jego logikę miłości, która daje siebie zwłaszcza dla najmniejszych i najbardziej potrzebujących (por. J 13,12-17). Naśladując Jego przykład każdy chrześcijanin jest powołany do ponownego przeżywania, w innych, nieustannie nowych kontekstach przypowieści o miłosiernym Samarytaninie, który przechodził obok człowieka na pół umarłego porzuconego przez zbójców. „Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: «Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał»” (Łk 10,33-35).

Na zakończenie przypowieści Jezus mówi: „Idź, i ty czyń podobnie!”(Łk 10,37). Tymi słowami zwraca się także do nas. Zachęca nas do pochylenia się nad ranami ciała i duszy tak wielu naszych braci i sióstr, których spotykamy na dogach naszego świata; pomaga nam zrozumieć, że z pomocą Bożej łaski przyjętej i przeżywanej na co dzień doświadczenie choroby i cierpienia może stać się szkołą nadziei. W gruncie rzeczy, jak stwierdziłem w encyklice „Spe salvi”: „Nie unikanie cierpienia ani ucieczka od bólu uzdrawia człowieka, ale zdolność jego akceptacji, dojrzewania w nim, prowadzi do odnajdywania sensu przez zjednoczenie z Chrystusem, który cierpiał z nieskończoną miłością” (nr 37).

Już Sobór Watykański II zwracał uwagę na ważne zadanie Kościoła, jakim jest podjęcie troski o ludzkie cierpienie. W Konstytucji dogmatycznej „Lumen gentium” czytamy, że „Chrystus posłany został przez Ojca, «aby głosić ewangelię ubogim…aby uzdrawiać skruszonych w sercu» (Łk 4,18), «aby szukać i zbawiać, co było zginęło» (Łk 19,10), podobnie i Kościół darzy miłością wszystkich dotkniętych słabością ludzką, co więcej, w ubogich i cierpiących odnajduje wizerunek swego ubogiego i cierpiącego Zbawiciela, im stara się ulżyć w niedoli i w nich usiłuje służyć Chrystusowi” (nr 8). To humanitarne i duchowe działanie wspólnoty kościelnej na rzecz chorych i cierpiących na przestrzeni wieków wyrażało się w różnorodnych formach i strukturach służby zdrowia, także o charakterze instytucjonalnym. Chciałbym tu przypomnieć te zarządzane bezpośrednio przez diecezje oraz zrodzone z hojności wielu instytutów zakonnych. Chodzi o cenne „dziedzictwo” odpowiadające temu, że „miłość potrzebuje również organizacji, aby w sposób uporządkowany mogła służyć wspólnocie” (encyklika „Deus caritas est”, 20). Utworzenie przed 25 laty Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia jest częścią takiej kościelnej troski o świat służby zdrowia. Skłania mnie to, by dodać, że w aktualnych warunkach historyczno-kulturowych jeszcze bardziej widać potrzebę starannej i szerokiej obecności kościelnej u boku chorych, podobnie jak obecności w społeczeństwie, zdolnej do skutecznego przekazywania wartości ewangelicznych w obronie życia ludzkiego we wszystkich jego fazach, od poczęcia aż do naturalnego kresu.

Pragnąłbym w tym miejscu podjąć „Orędzie do ubogich, chorych i cierpiących”, jakie ojcowie soborowi skierowali do świata, pod koniec Soboru Powszechnego Watykańskiego II: „Wy wszyscy, którzy odczuwacie poważniej ciężar krzyża – piszą ojcowie soborowi – …którzy płaczecie…nieznani cierpiący nabierzcie odwagi: jesteście umiłowanymi Królestwa Bożego, Królestwa nadziei, szczęścia i życia; jesteście braćmi cierpiącego Chrystusa; i wraz z nim, jeśli tego chcecie, zbawiacie świat!” („Enchiridion Vaticanum”, I, n. 523*, [p. 313]). Z serca dziękuję osobom, które każdego dnia „pełnią służbę wobec chorych i cierpiących”, sprawiając w ten sposób, że „apostolat Bożego miłosierdzia, na który oczekują, coraz lepiej odpowiada na nowe wymagania” (Jan Paweł II, Konstytucja apostolska „Pastor Bonus”, art. 152).

W obecnym Roku Kapłańskim moja myśl kieruje się szczególnie ku wam, drodzy kapłani „słudzy chorych”, znak i narzędzie współczucia Chrystusa, który powinien docierać do każdego człowieka naznaczonego cierpieniem. Zachęcam was, drodzy księża, byście nie szczędzili im troski i pocieszenia. Czas spędzony u boku tych, którzy przeżywają próbę okazuje się owocującym łaską dla wszystkich innych wymiarów duszpasterstwa. Zwracam się w końcu do was, drodzy chorzy, i proszę was, byście się modlili i ofiarowywali wasze cierpienia za kapłanów, aby dochowywali wierności swemu powołaniu, a ich posługa była bogata w owoce duchowe, z korzyścią dla całego Kościoła.

Z tymi uczuciami modlę się dla chorych oraz dla towarzyszących im osób o macierzyńską opiekę Maryi Salus Infirmorum [Uzdrowienia Chorych] i wszystkim udzielam z serca apostolskiego błogosławieństwa.

Z Watykanu, 22 listopada 2009 r., w uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata.

BENEDICTUS PP. XVI

Tekst Orędiza za: ekai.pl
Tłum. o. Stanisław Tasiemski OP (KAI)

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

O ŚNIEGU W PIECU OGNISTYM

Utrapieni jesteśmy w Polsce dokuczliwą zimą, dawno tak długiej i mroźnej nie było. Dobrych stron zimy raczej nie widzimy.

Znawcy twierdzą, że zarazki wyginą i mniej chorób będzie. Inni dodają, że bilans wodny w Polsce jest bardzo kiepski i duża ilość śniegu może korzystnie nań wpłynąć. Pewnie i w jednym i drugim jest jakaś racja.

W brewiarzu, w każdą pierwszą niedzielę oraz uroczystości, odmawiamy przepiękny kantyk (pieśń) Trzech Młodzieńców (Chananiasz, Miszael i Azariasz). Dwa wersety tego kantyku doskonale odnoszą się do naszej srogiej zimy:

Mrozy i zimna, błogosławcie Pana,
chwalcie i wywyższajcie Go na wieki!
Lody i śniegi, błogosławcie Pana,
chwalcie i wywyższajcie Go na wieki!

Żartobliwie można skomentować, że łatwo im było takie słowa wypowiedzieć, bo siedzieli akurat w rozpalonym piecu (gdzie zostali wrzuceni wskutek spisku, na szczęście nie ucierpieli). Coś jednak w tym jest, mrozy i zimna, lody i śniegi, są także po to, aby chwalić Boga i wielbić Go. Nie złośćmy się więc na nie, a raczej słowami kantyku włączmy w nasze dziękczynienie Bogu. Dalej jeszcze idzie autor psalmu 150 – „Wszystko, co żyje, niech chwali Pana!”.

Wolelibyśmy pewnie, żeby pochwała Pana Boga dokonywała się przy akompaniamencie słowiczych treli i zapachu fiołków. I to już niedługo nadejdzie. Póki co, naprawdę radosne są mrozy, zimna, lody i śniegi i z nimi chwalmy Boga.

Itinerarium , , , , , , , ,

SREBRNY JUBILEUSZ MŁODOŚCI

Dwadzieścia pięć lat temu Jan Paweł II wymyślił Dzień Młodzieży. Niedługo (31 marca) będzie okrągły, srebrny jubileusz listu do młodych, Parati Semper.

Możecie go znaleźć m.in. na naszej „duchowej” stronie, polecam. Od tego listu rozpoczęła się fala młodości w Kościele, dotychczas zupełnie niemożliwa. Rok w rok Papież pisał do ludzi młodych krótkie orędzia, co dwa trzy lata spotykał się z nimi, prócz Afryki na każdym kontynencie. Odkrył, że „młodzi mają wiele do powiedzenia Kościołowi” i vice versa.

Wkrótce otrzymamy kolejne orędzie papieskie do młodych, a za kilka miesięcy można będzie się już logować poprzez Internet na przyszłoroczne spotkanie w Madrycie. Ponieważ koszt udziału będzie spory, ponad dwa tysiące złotych (Polska zaliczona jest do krajów „bogatych” i płacimy pełną stawkę, a nawet dokładamy do uczestnictwa biedniejszej młodzieży), radzę i młodym (16-35 lat) i rodzicom zacząć odkładać.

Dlaczego warto być na Światowym Dniu Młodzieży? I tym w wymiarze lokalnym, który rozgrywa się w każdą Niedzielę Palmową, i tym globalnym podczas spotkań międzynarodowych? Najpierw dlatego, że jest to niezwykłe doświadczenie wspólnoty, o jaką chodziło w Ewangelii, wielości kultur, języków, osobowości, kolorów skóry i wiary. Taki Kościół być powinien, taki Kościół objawia bliskość Boga. Warto tam być – a przynajmniej śledzić, co się dzieje – także dlatego, że jest to dziedzictwo Jana Pawła II, a pewnie wielu z nas pragnie uczestniczyć w czymś, co jest kontynuacją Jego dzieła.

Ponad to wszystko, jest jeszcze jedna lekcja z pomysłu na Światowe Dni Młodzieży. Trzeba się nie bać nowych rzeczy, trzeba być odważnym w spełnianiu słusznych, choć trudnych marzeń i planów. Trzeba Dobrej Nowiny na każdy czas. W każdym z nas jest jakaś młodość, czyli gotowość na nowe i piękne rzeczy, Jan Paweł II wymyślił ŚDM w wieku 65 lat. I Jego dzieło trwa. Stąd przekonanie, że nigdy nie jest za późno na spełnienie tego, co najważniejsze i najpiękniejsze.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

NAD RZEKAMI I W DOMACH

Żyjemy w dość nudnej rzeczywistości, na przemian dni i noce, lata i zimy, znane ulice, na których raczej nic szczególnego się nie dzieje.

Tak ocenia swoje życie bardzo wielu ludzi. I próbuje wprowadzić jakieś ekstrawagancje, absolutnie wyjątkowy dom, wyszukane miejsce na urlop, szalona zabawa, ekskluzywne hobby. Czy życie jest przez to ciekawsze?

Wertując Ewangelię, cieszę się, że znajduję w niej pospolite wróble (o które troszczy się Ojciec w niebie), że są w niej lilie polne (tak piękne, że żadna ludzka sztuka upiększania nie zmierzy się z ich urokiem), usychające drzewa (pozostawione jednak jeszcze na rok). Odnajduję Jezusa, który bywa na weselach i pogrzebach, który złości się i cieszy, drzemie zmęczony (na łodzi) i płacze (po stracie Łazarza). W Ewangelii są ludzie prości, niepiśmienni i bardzo wykształceni, tchórze i porywcze zawadiaki, są też kobiety i dzieci. Wszystko dzieje się tam nad rzekami, jeziorami (i na jeziorach), na łąkach i polach, wśród zbóż. W Ewangelii są rozmowy, krzyki, śpiewy, kłótnie i złośliwości. Zdarzają się na drogach, w domach, na ulicach ówczesnych miast.

Jest w Ewangelii to wszystko, co i my mamy dziś, ludzie, krajobrazy, spotkania i małe niespodzianki. Jeżeli ktoś z was obudził się dziś z niechęcią do poniedziałku i zwykłości dnia, niech szybko się zachwyci cudownością tego, co go otacza. Znam takich, którzy w tygodniu najbardziej nie lubią poniedziałków, wtorków, śród, czwartków i piątków do południa, reszta może być (bo już nie trzeba chodzić do szkoły, pracy czy na uczelnię). To, co nas otacza na co dzień, jest naprawdę fantastyczne i piękne. W takich klimatach i okolicznościach rozegrała się historia Jezusa, historia święta. I nasze zbawienie rozgrywa się w zwykłości słów, zdarzeń, krajobrazów.

Kochajmy codzienność, w niej jest największy skarb, zbawienie. Ale i ukryte piękno, do natychmiastowego zachwytu i wielkiego ucieszenia.

Itinerarium , , , , , , , ,

ZAUFAJ I ZRÓB

kazanie na V niedzielę zwykłą
7 lutego 2010

Kiedy słyszymy o połowie na głębi, może nam się wydawać, że to było nawet ładne, ale dość dawno.

Poza tym, nie ma chyba nic wspólnego z naszym życiem, na rybołówstwie się nie znamy, ani tym, związanym z rybami, ani tym drugim, związanym z łowieniem dusz. Słyszymy tę Ewangelię, nie wiedząc, jakie może mieć znaczenie dla naszego życia. Metaforycznie, zachęca nas do „wypłynięcia na głębię”, ale to stwarza zbyt wiele możliwości interpretacji. Najpierw musielibyśmy nazwać „płycizny”, potem zanalizować co miało by oznaczać „wypłynąć”, na końcu „na głębię”. Nawet nie mamy czasu, aby dokładnie przemedytować taki wariant.

Co zrobił Piotr? Owszem, wypłynął na głębię. Złowił dzięki temu wiele ryb. Nawet jednak początkujący rybak wie, że wielkie ryby nie żerują przy brzegu (wykluczając okres tarła). Co zrobił Piotr? Posłuchał wskazania Chrystusa. To jest najistotniejsze w czytanym dziś fragmencie. Posłuchał Chrystusa. Posłuchał, bo Mu zaufał. Nawet nie wiemy dlaczego. To nie była tylko porada doświadczonego rybaka dla młokosa.

To była lekcja zaufania. Zaufania, wokół którego rozgrywa się cały sens Ewangelii i naszego życia. Znajdziemy zawsze „za” i „przeciw” wobec słów Chrystusa. W takich dywagacjach możemy pozostać do końca życia. To nawet frapujące, intelektualne tropienie możliwości różnych interpretacji.

W zaufaniu najważniejsze jednak jest to, żeby zrobić to, co osoba, której ufamy, proponuje. Piotr zaufał i zrobił. Nie dywagował.

Zaufaj i zrób.

LITURGIA SŁOWA

(Iz 6,1-2a.3-8)
W roku śmierci króla Ozjasza ujrzałem Pana siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie, a tren Jego szaty wypełniał świątynię. Serafiny stały ponad Nim; każdy z nich miał po sześć skrzydeł. I wołał jeden do drugiego: Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały. Od głosu tego, który wołał, zadrgały futryny drzwi, a świątynia napełniła się dymem. I powiedziałem: Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach, a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów! Wówczas przyleciał do mnie jeden z serafinów, trzymając w ręce węgiel, który kleszczami wziął z ołtarza. Dotknął nim ust moich i rzekł: Oto dotknęło to twoich warg: twoja wina jest zmazana, zgładzony twój grzech. I usłyszałem głos Pana mówiącego: Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł? Odpowiedziałem: Oto ja, poślij mnie!

(Ps 138,1-5.7-8)
REFREN: Wobec aniołów psalm zaśpiewam Panu

Będę Cię sławił, Panie, z całego serca,
bo usłyszałeś słowa ust moich.
Będę śpiewał Ci psalm wobec aniołów,
pokłon Ci oddam w Twoim świętym przybytku.

I będę sławił Twe imię za łaskę i wierność,
bo ponad wszystko wywyższyłeś Twe imię i obietnicę.
Wysłuchałeś mnie kiedy, Cię wzywałem,
pomnożyłeś pomoc mojej duszy.

Wszyscy królowie ziemi będą dziękować Tobie, Panie,
gdy usłyszą słowa ust Twoich,
i będą opiewać drogi Pana:
„Zaprawdę, chwała Pana jest wielka”.

Wybawia mnie Twoja prawica.
Pan za mnie wszystko dokona.
Panie, Twa łaska trwa na wieki;
nie porzucaj dzieła rąk Twoich.

(1 Kor 15,1-11)
Przypominam, bracia, Ewangelię, którą wam głosiłem, którąście przyjęli i w której też trwacie. Przez nią również będziecie zbawieni, jeżeli ją zachowacie tak, jak wam rozkazałem… Chyba żebyście uwierzyli na próżno. Przekazałem wam na początku to, co przejąłem; że Chrystus umarł – zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem; i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi. Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży. Lecz za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się daremna; przeciwnie, pracowałem więcej od nich wszystkich, nie ja, co prawda, lecz łaska Boża ze mną. Tak więc czy to ja, czy inni, tak nauczamy i tak wyście uwierzyli.

(Mt 4,19)
Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi.

(Łk 5,1-11)
Zdarzyło się raz, gdy tłum cisnął się do Niego, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów! A Szymon odpowiedział: Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny. I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił. I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim.

Itinerarium , , , , , , ,

O ZADYMKACH NIE SŁYSZELI NAWET

Karnawał się kończy, a Polacy się nie bawią. A jak już, to przy telewizorze albo pod wpływem alkoholu, nadmiernym.

Brazylijczycy szaleją w sambach do upadłego. W Mediolanie przedłużają karnawał nawet na Wielki Post, wedle swojego kalendarza. Bo jest się z czego cieszyć, z życia, ludzi, Pana Boga, piękna świata. Ze śniegu i sopli skraplających się w słońcu. Z wróbli coraz bystrzejszych i gawronów zadziornych.

Zawsze mamy jakieś smutki, problemy, trudności i złe chwile. Ale zawsze mamy też powody do radości i entuzjazmu, i właśnie te trzeba umieć dostrzegać. I z ich powodu się bawić. Brazylijczycy i Włosi (i inni) mają pewnie więcej wigoru z racji słońca, które rzadko ich opuszcza. Ale nie mają tak pięknego śniegu, bałwanów i kaloryferów! O zamieciach, zawiejach, zadymkach i śnieżycach, nie mają pojęcia.

Póki zatem jeszcze końcówka karnawału, warto uradować się życiem.

Itinerarium , , , , ,

CO W LESZCZYNACH I WIERZBACH

Pogoda śnieżna i mroźna jeszcze, chętnie byśmy przywitali wiosnę, ale tu i ówdzie mówią, że ta jeszcze daleko.

Niezupełnie tak. Wiosna nie przejmuje się opiniami synoptyków i robi swoje. Przybywa bardzo szybko dnia, jest go już więcej, w stosunku do najkrótszego, o ponad dziewięćdziesiąt minut. Światła zatem mamy już całkiem sporo. Słońce również bywa coraz radośniejsze i cieplejsze, choć musi się sporo napracować, aby poradzić sobie ze śniegiem i skutymi lodem wodami. Wskutek aktywności słońca, w krwioobiegu leszczyn i wierzb, zaczyna się żywsze krążenie i przygotowania do debiutu kwiatowego w postaci mechatych kulek („bazie kotki”). Bezlistne pędy brzozy akumulują energię słoneczną, aby dać potem rozmach liściom.

O bocianach, które ruszyły w kierunku Polski, stali czytelnicy tej rubryki już wiedzą. Wkrótce ten sam kurs obiorą żurawie i gęsi gęgawe, ale one mają krócej niż bociany.

Nie wolno zatem narzekać i mścić zimę, że się panoszy tak długo i mroźno. Trzeba w sercu rozpocząć marsz ku wiośnie. Pozwolić sobie na chwile twarzą w twarz ze słońcem, posłuchać jak gołębie w mieście gruchają weselej. Jak najczęściej odmawiać tajemnice radosne różańca, nie tylko w poniedziałki i soboty. Opowiadać promienne dowcipy, niech będą nawet o teściowych. Nie czekajmy na marzec, aż ten dwudziesty pierwszy, wiosna to kwestia serca gorącego i pogodnego ducha. Od zaraz.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

OFF CZY TRENDY

Mody się zmieniają, to oczywiste. Bardzo zmieniają się także sposoby rozumienia życia i samego życia.

W niedalekiej przeszłości modny był bunt i postawa „pod prąd”, co wyrażało się w ubiorze, słuchaniu „innej muzyki”, kontestacji ról społecznych i odrzucaniu schematów.

Mam wrażenie, że dziś zamiast „idź pod prąd”, dominuje postawa „idź z prądem”, jakimkolwiek prądem, byle niósł cię w górę i dawał szansę na zwycięstwo. Szczególnie młodsze pokolenie chętnie daje się porwać nowym i silnym prądom, bo modne jest bycie „trendy”. Chęć bycia „trendy”, na topie, w głównym nurcie rzeczy (tzn. takich, o których się mówi i pisze), całkowicie anuluje kwestię wartości i sensu.

Długie włosy w latach 60-tych i 70-tych były wyrazem sprzeciwu przeciwko skostniałemu mieszczaństwu, znakiem wyzwolenia spod dotychczasowych norm. Można oczywiście nie podzielać wspomnianych idei, ale faktem jest, że nowe idee pociągnęły za sobą znaki zewnętrzne – długie włosy, muzyka The Rolling Stones, zachwyt Gandhim, etc. Kiedy w czasach stanu wojennego nosiliśmy w klapach oporniki, znaczyły „opór”. Czy dzisiejsze fryzury cokolwiek innego oznaczają oprócz dominującego aktualnie stylu? A podarte (fabrycznie) dżinsy? „A nie są fajne?” – słyszę odpowiedź.

Nie bardzo widzę, jak Ewangelia mogłaby być „trendy”, stąd przypuszczam, że będzie coraz bardziej „offowa” (off – czyli poza, na marginesie, drugorzędna). Wierne podążanie drogą Ewangelii chyba jednak zawsze było z kategorii „offu”. Przecież „ciasna brama”, „ucho igielne”, wezwanie do zajmowania ostatniego miejsca, nieustannego przebaczania, radykalnej hojności (wdowa wrzucająca „całe swoje utrzymanie” do skarbony w świątyni) i inne klimaty Ewangelii tak właśnie wskazują.

Wybory nie są łatwe, życie jest jedno.

Itinerarium , , , , , , , , ,

PIENIĘDZY NIGDY ZA WIELE

Kiedy poruszamy kwestię pieniędzy, od razu pojawiają się duże emocje.

Prawie każdy z nas zarabia za mało, a inni niesłusznie za dużo (albo aż “tak” dużo). Nierówności płacowe w Polsce są zastanawiające, a rozbieżność pomiędzy najlepiej i najgorzej zarabiającymi jest najwyższa w Unii Europejskiej. Ten stosunek wynosi u nas 14:1, podczas gdy w Danii i Szwecji 5:1, a w Niemczech 8:1. Oczywiście, gdzie indziej na świecie dysproporcje zarobków są jeszcze wyższe, np. w Meksyku jest to 25:1. Ponadto prezesi i szefowie dużych firm w naszym kraju mają pensje 10 razy większe niż zwykli pracownicy i mogą kupić za swoje wynagrodzenie znacznie więcej niż ich koledzy po fachu w USA, Anglii czy Francji (tu jest jeszcze kwestia niższych cen w Polsce).

Pieniądze szczęścia nie dają, zawsze możemy paść ofiarą złodziei, albo inaczej utracić fortunę. A jednak ogniskują nasze emocje i bardzo interesują. Porównania na polu dobroci, inteligencji czy prawości, schodzą na plan dalszy, liczą się rankingi bogactwa, ewentualnie urody (wysokie miejsca w tej dziedzinie, dają się jednak łatwo spieniężyć).

Kiedy w tym kontekście pomyślimy o ubogich, o rodzinach ledwo dopinających miesięczny budżet, musi się pojawić wątpliwość czy wszystko jest w porządku. I dobrze, że choćby taka wątpliwość się zatli, może to punkt wyjścia do koniecznej chyba zmiany.

Itinerarium , , , , , , , , ,