Samozachwyt

Jesteśmy głęboko przekonani, że osiągnęliśmy doskonałość i niczego od nikogo nie musimy się uczyć. To przekonanie o doskonałości rozlało się na całe społeczeństwo – jest to coś bardzo nieprzyjemnego, ale trudnego do pohamowania.

To słowa filozofa Jacka Hołówki z Uniwersytetu Warszawskiego. Niby nic odkrywczego, chyba każdy doświadcza tego codziennie.

Ja jednak doświadczam tego prawie wyłącznie w tzw. sytuacjach oficjalnych. W mediach, gdzie wciąż jeszcze czasami bywam, na konferencjach naukowych, na których w ostatnich latach bywam częściej niż w mediach i na różnych celebrach, których nie znoszę, ale na których bywam, żeby nie uchodzić za izolującego się aroganta. W tych miejscach nie uczę się niczego, albo prawie niczego. Media, konferencje i celebry są klasycznymi przykładami rozlewisk samozadowolenia z własnej doskonałości.

Zdarzają się jednak miejsca, nawet oficjalne i nieco celebrowane, gdzie można się czegoś nauczyć. Np. aula Wydziału Humanistycznego, tydzień temu. Odbyło się spotkanie poświęcone Markowi Edelmanowi, Leszkowi Kołakowskiemu i Barbarze Skardze.

Byłem jednym z najstarszych jego uczestników (jako widz, oczywiście). Wielką salę wypełnili ludzie młodzi, tak na oko 18 – 25 – letni. Oni chyba nie są jeszcze przekonani o tym, że wszystko wiedzą, więc szukają ludzi, od których chcą się uczyć.

Bo nam, starym, cóż mogą nowego powiedzieć o mistrzach pani Sawicka, red. Michnik, prof. Pomorski, abp Życiński, czy o. Dostatni? Osiągnęliśmy już doskonałość. Co jest tożsame z absolutną skostniałością.

Nie tylko zresztą umysłową.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , , , , , ,

Comments are closed.