Kasztanowe ludziki

Okres Wiosen i Jesieni, to czas, na który przypadło życie Konfucjusza. W prowincji Szandong, żył i tam też umarł jeden z większych filozofów wszechczasów. Miał pomysł, miał wizje, nie miał natomiast tzw. pleców. Nie cieszył się zbyt wielką popularnością za swojego życia, dopiero pod koniec życia, zdobył sobie uczniów, którzy jakoś zaczęli dostrzegać sens w jego nauczaniu. Historia pokaże, że przyjdzie XX wiek i będzie chciał na nowo obalić jego światopogląd. Jak się okazuje nieudanie, bo Konfucjusz to dziś jeden z najchętniej (po pandzie) eksportowany symbol Chin. Praktycznie każdy kraj ma przynajmniej jeden Instytut Konfucjusza, czyli oficjalna placówka do promocji kultury i języka (Hiszpanie mają swój Instytut Cervantesa, Polacy Instytut Kultury Polskiej). Praktycznie każdy człowiek na świecie wymieni Konfucjusza jako najbardziej znanego Chińczyka, Mao Zedong może mu pewnie tylko zagrozić w skali popularności. Mao chciał go zniszczyć, z biegiem lat jednak zaniechano próby wymazania Konfucjusza z historii Chin i Rewolucja Kulturalna, która miała to na celu, upadła.

Konfucjusz był tym który szukał odpowiedzi na pytanie jak można żyć w pokoju w miejscu gdzie my wszyscy różnimy się czasem tak bardzo od siebie. Mawiał, że to co może nas połączyć i wskazać drogę to Tradycja. I czasem ta tradycja jest jedyną płaszczyzną która może być uznawana za wspólną.

Pojawia się wrażenie i zarazem pytanie, jak do owej tradycji odwołać się, kiedy jej coraz mniej w otaczającej rzeczywistości. I może to, że jesień przychodzi, może pomóc w tym. Przystanąć, zapatrzeć się na żółknące liście, zrobić ze znajomymi ludziki z kasztanów i naszyjniki z jarzębiny (jak za starych dobrych czasów). Przynajmniej wielu Chińczyków przybywa teraz na jedno z pobliskich wzgórz. Owo wzgórze zwane “Pachnącym Wzgórzem” słynie z tego, że na jesień liście na zboczach zmieniają kolor na czerwony. Może można z nich wziąć przykład i poszukać togo, co ważne w parku, nad jeziorem, czy chociażby robiąc ludziki z kasztanów.

Pekińskie zapiski , , , , , , , , , , , , ,

NIE MUSICIE ODMAWIAĆ RÓŻAŃCA

Poniedziałek 17 października 2011

 

Przysłuchiwałem się pewnej rozmowie, w której pani katechetka przekonywała dzieci, że powinny odmawiać różaniec. Dzieci w zasadzie się zgadzały, choć trochę marudziły, że to nudna sprawa. Pani uświadamiała, że to nie nuda, ale kontemplacja.

Wyraźnie zaniepokojona była mała Kasia.

– Ja nie odmawiam różańca!
– Powinnaś! Wszystkie dzieci w październiku odmawiają różaniec.

 Łzy powoli nabiegały do oczu Kasi.

– Ale ja .. Ja nie odmawiam różańca …
– Kasiu, powinnaś, to piękna modlitwa, nawet papież codziennie odmawia różaniec!
– Proszę pani, ja nie umiem odmawiać różańca.

Pani zrobiła zdumioną minę.

– Jak to nie umiesz? Nie umiesz odmawiać różańca?

Kasia rozpłakała się, ale wykrztusiła:

– Ja umiem tylko śpiewać różaniec!

 

PS. Kasia jest córką pielgrzymkowego małżeństwa, które w październiku codziennie śpiewa różaniec, tak jak się to robi w czasie wędrowania na Jasną Górę.

 

Itinerarium , , , ,

33 lata później

Nie, nie umarłem, niech się niektórzy nie cieszą. Za wcześnie. I nie wracam jako syn marnotrawny. To miejsce jest tak samo moje jak i moich zagorzałych antagonistów. Tak łatwo wykurzyć się nie dam.

Ale fakt – przez ostatnie miesiące niespecjalnie tęskniłem. To dzisiejsza data, 16 października jakoś mnie poruszyła. Przypomniałem sobie tamten dzień i wiele następnych lat. Zastanawiam się, na czym ten fenomen polegał. I myślę, że na zaufaniu. Po prostu na zaufaniu. I to zupełnie wystarczało
A dziś, gdy czytam o pomysłach biskupów na nowe formy opodatkowania, nie zastanawiam się, czy są dobre, czy złe. Od razu myślę: co oni kombinują? Co chcą uzyskać? Bo na pewno wszystko dobrze sobie policzyli, przecież z własnej woli z niczego nie zrezygnują… Czy to ja się tak zmieniłem?
A przy okazji: oburzonym, ale nie tym z ulic, tylko komentarzem Adama Michnika, który napisał, że Duch Święty przemówił ustami Kuby Wojewódzkiego przypomnę, że Duch tchnie kędy chce.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , ,

NIEPOSŁUSZNI W IMIĘ BOGA

Kazanie na 29 niedzielę zwykłą
16 października 2011

 

Wydaje się, że państwo – struktura w jaką zorganizowane są narody – jest dobre, a nawet, że należy się go słuchać (tzn. prezydenta, premiera, ministrów, policjantów, etc.). Niektórzy mówią, że Ewangelia też tak nakazuje, przywołując słowa Chrystusa: Oddajcie Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga.

Nie można zapominać, że ludzkie konstrukcje obarczone są pomyłkami, niestety często tragicznymi. Japońscy kamikadze w imię posłuszeństwa cesarzowi (uosabiającego państwo) tracili życie w samobójczych lotach na pozycje wroga. Trzecia Rzesza, państwo narodu niemieckiego, zamierzała unicestwić Żydów i Cyganów, w majestacie prawa. Radziecka bezpieka, służba państwowa, wymordowała miliony Rosjan (i nie tylko). Kubański reżim państwowy skazywał na 20 lat więzienia swoich obywateli za słuchanie nieprzychylnego radia z Florydy.

Władza państwa kończy się na granicy naszego rozumu i sumienia, a władza, której się boimy jest zła. Bo w ogóle władza ma nam służyć (minister to tylko taki większy ministrant, człowiek do służenia). W imię prawdy, sprawiedliwości, wolności i dobra, trzeba sprzeciwiać się władzy, każdej władzy. Laura Pollan i Orlando Zapata Tamayo pokazali, jak to można zrobić na Kubie (więcej mówię o tym w kazaniu na www.itinerarium.pl). Franciszek Jägerstätter (błogosławiony zresztą) odmówił służby w nazistowskiej armii, za co hitlerowcy ścięli mu głowę na gilotynie. Girolamo Savonarola (ksiądz) zawisł na szubienicy, Giordano Bruno (ksiądz) spłonął na stosie, a Galileo Galileli (Galileusz) kilka lat spędził w areszcie domowym – wszyscy mieli odwagę przeciwstawić się władzy kościelnej i papieskiej, mając rację.

Pamiętajmy, że naczelną władzą naszego życia jest nasze sumienie, serce, rozum, dusza. W tych sferach mówi do nas Bóg, a Jego należy słuchać przede wszystkim. Nawet jak przyjdzie nam za to zapłacić.

 

LITURGIA SŁOWA

 (Iz 45,1.4-6)
To mówi Pan o swym pomazańcu Cyrusie: Ja mocno ująłem go za prawicę, aby ujarzmić przed nim narody i królom odpiąć broń od pasa, aby otworzyć przed nim podwoje, żeby się bramy nie zatrzasnęły. Z powodu sługi mego Jakuba, Izraela, mojego wybrańca, nazwałem ciebie twoim imieniem, pełnym zaszczytu, chociaż Mnie nie znałeś. Ja jestem Pan, i nie ma innego. Poza Mną nie ma Boga. Przypaszę ci broń, chociaż Mnie nie znałeś, aby wiedziano od wschodu słońca aż do zachodu, że beze Mnie nie ma niczego. Ja jestem Pan, i nie ma innego.

(Ps 96,1.3-5.7-10ac)
Refren: Pośród narodów głoście chwałę Pana

Śpiewajcie Panu pieśń nową,
śpiewaj Panu, ziemio cała.
Głoście Jego chwałę wśród wszystkich narodów,
rozgłaszajcie cuda pośród wszystkich ludów.

Wielki jest Pan, godzien wszelkiej chwały,
budzi trwogę najwyższą, większą niż inni bogowie.
Bo wszyscy bogowie pogan są tylko ułudą,
Pan zaś stworzył niebiosa.

Oddajcie Panu, rodziny narodów
oddajcie Panu chwałę i uznajcie Jego potęgę.
Oddajcie Panu chwałę należną Jego imieniu,
przynieście dary i wejdźcie na Jego dziedzińce.

Uwielbiajcie Pana w świętym przybytku.
Zadrżyj ziemio cała przed Jego obliczem.
Głoście wśród ludów, że Pan jest królem,
będzie sprawiedliwie sądził ludy.

(1 Tes 1,1-5b)
Paweł, Sylwan i Tymoteusz do Kościoła Tesaloniczan w Bogu Ojcu i Panu Jezusie Chrystusie. Łaska wam i pokój! Zawsze dziękujemy Bogu za was wszystkich, wspominając o was nieustannie w naszych modlitwach, pomni przed Bogiem i Ojcem naszym na wasze dzieło wiary, na trud miłości i na wytrwałą nadzieję w Panu naszym Jezusie Chrystusie. Wiemy, bracia przez Boga umiłowani, o wybraniu waszym, bo nasze głoszenie Ewangelii wśród was nie dokonało się przez samo tylko słowo, lecz przez moc i przez Ducha Świętego, z wielką siłą przekonania. Wiecie bowiem, jacy byliśmy dla was, przebywając wśród was.

(Mt 12,21)
Oddajcie Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga.

(Mt 22,15-21)
Wtedy faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by podchwycić Go w mowie. Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby Mu powiedzieli: Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie? Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: Czemu Mnie wystawiacie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową! Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: Czyj jest ten obraz i napis? Odpowiedzieli: Cezara. Wówczas rzekł do nich: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga.

 

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

ILU IDIOTÓW W UNII I KRAKOWIE

Sobota 15 października 2011

 

Nie wszyscy z was kolekcjonują pewnie absurdy współczesności, ja od czasu do czasu zapisuję sobie efekty pracy intelektów Bardzo Poważnych Urzędników. Wyczytałem niedawno, że urzędnicy Unii (Europejskiej) wydali dyrektywę, w której ustalają, że dzieci do 8 roku życia nie mogą samodzielnie dmuchać w balony. Bo? Bo balon może pęknąć i przestraszyć dziecko. A młodzież do 15 roku życia nie może używać gwizdków. Bo? Bo może się młodzian takim gwizdkiem udławić.

No i niby racja. Balon jak pęka to jest huk i dziecko się wzdrygnie. Urzędnicy UE powinni też zakazać piorunom, żeby nie waliły z hukiem, a także samochodom, żeby nie hamowały z (przeraźliwym) piskiem opon. Też się dziecko może wystraszyć. Dzieci nie powinny również używać łyżeczek, smoczków, a młodzież długopisów, piór i chusteczek do nosa. Jak pomylą nos z buzią, to mogą się udławić. Jakieś gremium powinno jednak wydać dyrektywę, że urzędnicy UE powinni używać rozumu. E tam, taka dyrektywa spowodowałaby koniec urzędników w Unii.

Małopolski prokurator wydał oficjalną zgodę, aby w śledztwie dotyczącym morderstwa studentki w Krakowie (zdarzenie sprzed 13 lat) wziął udział jasnowidz. Ma zobaczyć (jasno) i powiedzieć, kto był sprawcą. W kwestii jasnowidza, ja to czarno widzę. I mam postulat, aby prokuratorzy (nie tylko w Krakowie) nie pili w czasie pracy. Bo ja się tam jakoś dokładam (przez podatki) do ich pensji.

Przed wojną jeden pyskacz – też w Krakowie – wykrzyczał publicznie, że połowa rajców miejskich w owym grodzie to idioci. Rajcy pozwali go do sądu, a  sąd nakazał pyskaczowi odwołać nieprawdziwe wieści. Ów mądrala stanął na krakowskim Rynku i odwołał swoje słowa głośno krzycząc:

– Połowa rajców miejskich to nie idioci!

I ja wołam:

– Połowa urzędników UE to nie idioci! Połowa prokuratorów w Małopolsce to nie idioci!

Itinerarium , , , , , , , , , ,

OBJAWIENIE NA SKRZYŻOWANIU

Piątek 14 października 2011

 

Mijamy setki ludzi codziennie. Na ulicach, portalach internetowych, w sklepach. Nic o nich nie wiemy albo tylko kojarzymy mało konkretnie.

Jest jednak jakaś ściana między nami ludźmi, żyjącymi właśnie teraz i tu. Zwykle są nam obojętni i obcy. Może jednak czasem przydarzy się wam coś, co nagle spadło na Tomasza Mertona, 19 marca 1958 roku, kiedy jako mnich szedł ludnym deptakiem w Louisville (skrzyżowanie ulicy „Czwartej” i „Walnut”). Ludzie! Ja was wszystkich kocham! Nikt z was nie jest mi obcy!

Zadajcie sobie trud translacji zapisku z jego dziennika (wklejam dalej).

Tak naprawdę jesteśmy siostrami i braćmi i łączy nas o wiele więcej niż myślimy. Cudowna kraina Wspólnoty Ludzkiej! Proste gesty miłości objawiają natychmiast tę szczęśliwą prawdę.

 

Fragment dziennika Thomasa Mertona:

Yesterday, in Louisville, at the corner of 4th and Walnut, suddenly realized that I loved all the people and that none of them were, or, could be totally alien to me. As if waking from a dream — the dream of separateness, of the “special” vocation to be different. My vocation does not really make me different from the rest of men or put me is a special category except artificially, juridically. I am still a member of the human race — and what more glorious destiny is there for man, since the Word was made flesh and became, too, a member of the Human Race!

Thank God! Thank God! I am only another member of the human race, like all the rest of them. I have the immense joy of being a man! As if the sorrows of our condition could really matter, once we begin to realize who and what we are — as if we could ever begin to realize it on earth.

 

Itinerarium , , , , , ,

CYRK PŁONIE

Czwartek 13 października 2011

 

Wszystko jest w porządku, mamy pod dostatkiem benzyny (choć bardzo drogiej z nie wiadomo jakiego powodu), w galeriach handlowych stoiska kolorowe i świecące, w restauracjach znajdziemy żarcie meksykańskie, chińskie i włoskie.

Samoloty latają gdzie zamarzysz, w tv masz programów bez liku a w Internecie trwa szaleństwo komentarzy na dowolny temat. Pełna wolność, można pleść androny i bzdury a i tak zasiadać w parlamencie.

Przeczuwam, że koniec tego bezsensownego blichtru jest niedaleki. Oczywiście nikt w to nie uwierzy. Podobnie jak w historii opowiedzianej dawno temu przez Sorena Kierkegaarda, którą przytaczam z pamięci. W pewnym mieście pojawił się cyrk z przezabawnym klownem, który za każdym pojawieniem się wywoływał salwy śmiechu. Podczas jednego z przedstawień na zapleczu cyrku wybucha pożar szybko rozprzestrzeniający się wokół łatwopalnego dachu namiotu. Dyrektor cyrku biegnie szukać strażaków, polecając błaznowi, aby ostrzegł publiczność przed śmiertelnym zagrożeniem. Komik wybiega na scenę i krzyczy: „Uciekajcie! Wielki pożar, ratujcie się!” Publika bierze to za jakiś numer klowna i ani nie zamierza się ruszyć z miejsc. Posłaniec próbuje jeszcze raz i następny, za każdym razem wzbudzając coraz większą wesołość. Kierkegaard kończy swoją przypowieść smutnym wnioskiem – „I tak przy aplauzie rozbawionej publiczności nastąpi koniec, bo nikt nie uwierzy w głosy ostrzegające o zagładzie” (inną wersję tej historyjki przytaczam na końcu).

Na Titanicu, jak pamiętacie zabawa trwała do tragicznego końca. Roger Waters śpiewał jakieś 20 lat temu, że koniec cywilizacji zastanie nas przy spożywaniu kawioru popijanego coca colą.

Niedawno pisałem o Los Indignados (Ruch Oburzonych), młodych ludziach protestujących najpierw w Hiszpanii, a potem w Portugalii, Francji, Holandii i teraz też w Belgii i Włoszech. Z dużą uwagą czytam o tym, co zaczyna się dziać w USA. W Nowym Jorku, Chicago, Waszyngtonie, Bostonie i Seattle, protestują już dziesiątki tysięcy młodych Amerykanów, Żądania mają – jak dla mnie – oczywiste: „domagają się przede wszystkim zmniejszenia przywilejów dla najbogatszych, nowych miejsc pracy i poprawy warunków życia. Walczą z “chciwością wielkich korporacji”, powiększaniem się nierówności społecznych. Do protestujących bezrobotnych Nowojorczyków dołączyły już m.in. związki zawodowe pielęgniarek i nauczycieli. Fala buntu przeciw bogaczom rozszerza się na cały kraj. Jak na razie demonstracje przebiegają pokojowo” – opis z Internetu.

Przez jakiś czas jeszcze będziemy mieli galerie pełne pięknych rzeczy, nie wiadomo zresztą po co, bo na pewno nie do życia. Galerie pełne pięknych rzeczy, podczas gdy miliony, naprawdę miliony ludzi, umierają z głodu, nie mają lekarstw, wody do picia, dachu nad głową, solidnych ubrań i butów (których jest pod dostatkiem). I nie mają nawet ludzi, którzy by ich wysłuchali. Nie wysłuchaliśmy ich pieśni słusznej, krwawej, smutnej, prawdziwej.

 

Inna wersja opowiastki Kierkegaarda:

 

Oto do pewnej duńskiej wioski przyjeżdża wędrowny cyrk. Artyści rozbijają namiot na skraju wioski i przygotowują się do występu. Nagle w obozowisku wybucha pożar. Dyrektor wysyła klowna, już uszminkowanego i ubranego w swój charakterystyczny strój, do wsi po pomoc, tym bardziej, że grozi niebezpieczeństwo rozprzestrzenienia się ognia po ściernikach, które pozostały po niedawnych żniwach. Klown biegnie i prosi mieszkańców, aby pospieszyli z pomocą. Wieśniacy jednak nie wierzą mu, uznając jego nawoływania za świetny trik reklamowy, który ma ściągnąć jak największą liczbę widzów na przedstawienie. Klaszczą więc i zaśmiewają się do łez, ale nie ruszają się z miejsca. Daremnie błazen biega od jednego do drugiego, tłumaczy, że nie udaje, że mówi o czymś rzeczywistym i poważnym. Jego wysiłki wywołują nowe reakcje śmiechu, ludzie uważają, że świetnie gra swoją rolę. W końcu jest za późno – ogień trawi nie tylko cyrk, ale i wieś.

 

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , ,

PROSTY PRZEPIS NA ŻYCIE UDANE

Środa 12 października 2011

 

 

Zwykle da się przeżyć prawie całe albo i całe życie bez konieczności podejmowania istotnych decyzji. O powołaniu nas do życia zdecydowali rodzice, często wskazali szkołę, a nawet studia. Potem też się jakoś ułożyło, praca, mieszkanie, rodzina. Jakoś tam żyjemy.

Jest rzeczywistość ze swoimi prawami, trzeba pracować albo załatwić sobie zasiłek, mieć jakiś kąt i dach nad głową. Można naprawdę przejść przez życie bez podejmowania ważnych decyzji, które zmieniałyby coś całkowicie w naszym życiu albo może nawet dookoła nas. I nie tylko życie ale też i śmierć możemy odbierać jako nienaruszalną konieczność, wybraną za nas.

W wierze również od dzieciństwa po wiek sędziwy obyć się możemy bez decyzji. Ochrzczą nas, zaprowadzą do komunii, ożenią (za mąż wydadzą), wybierzmują, namaszczą i na koniec pochowają. Niczego nie musimy wybierać.

Myślę nawet, że wielu z nas boi się podejmować rozstrzygające decyzje i doświadczamy swoistej abulii (zaburzenia procesu decyzyjnego), wahając się przez lata bądź całe życie. Lękamy się skutków swoich ewentualnych mocnych decyzji i wolimy trwać w zawieszeniu, bo przecież i tak wszystko się jakoś ułoży. Jakoś się ułoży. Najczęściej – byle jak albo nijak. Te niepodjęte decyzje dotyczą powołania (z oczekiwaniem aż Pan Bóg szepnie nam do ucha – nie szepnie), nudnej i bezsensownej pracy (a nuż gdzie indziej będzie jeszcze gorzej), nielubianego miejsca zamieszkania (a kto tam wie jak będzie gdzie indziej), nie zrealizowanych marzeń o podróży (wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej) czy świętości (po co ryzykować, może się nie udać). Boimy się skutków swoich decyzji, oczywiście tych mocnych i życie nam ucieknie.

Jan XXIII postanowił zwołać Sobór (Watykański II), jego doradcy mówili, że trzeba na to 20 lat przygotowań. „Nie – odrzekł papież – zrobimy Sobór w przyszłym roku”. Ponoć niektórzy doradcy zemdleli. A Jan XXIII zwołał Sobór i zaczęła się „wiosna Kościoła” (1962). Jan Paweł II – pisałem kilka razy – chciał spotkań z młodzieżą, odradzano mu gorąco, przeniósł oponentów na inne stanowiska, uparł się i mamy Madryt 2011 i wiele innych. Ojciec (jezuita) Jan Beyzym chciał skutecznie pomagać trędowatym na Madagaskarze, wybudował szpital, który istnieje do dziś, już ponad 100 lat (dziś wspomnienie liturgiczne tego zapomnianego polskiego błogosławionego). Kilkunastoletnia Maria z Nazaretu powiedziała „fiat”, chcę, niech się tak stanie – jedna decyzja, odważna, śmiała, wiemy co dalej. Inna Marysia, którą znam, od liceum uparcie marzyła o Afryce, pochodzi z niewielkiego miasta, dziś może cieszyć się, że wybudowała studnię w Kenii. I mógłbym do 100 podawać przykłady.

Zrób naprawdę to, czego pragniesz. Prosty przepis na szczęśliwe życie.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , ,

UJAWNIAM SKŁAD PARLAMENTU

Wtorek 11 października 2011

 

Myślę, że należycie do tej grupy, która – mimo wszystko – wzięła udział w wyborach lub przynajmniej jakoś się ich wynikami interesuje lub przejmuje. Kilka razy już o tym pisałem, ale przypomnę kilka spraw, może i ważnych.

Po pierwsze nie wybieraliśmy (i nie wybraliśmy) Najmądrzejszych Ludzi. Mądrzy ludzie piszą, myślą i tworzą, mają jakieś osiągnięcia, które da się zmierzyć. Nie wybraliśmy także Ludzi Najbardziej Pracowitych, bo efekty pracy da się jakoś policzyć, zestawić i porównać (i w ogóle nie potrzeba do tego wyborów!). Nie wybraliśmy Ludzi Doświadczonych, którzy nabyli wiedzy i umiejętności dzięki historii swojego życia i działania. To także da się poznać. Nie wybraliśmy także Ludzi Najbardziej Uczciwych, Ludzi Najbardziej Inteligentnych, Ludzi Dobrych, Ludzi Wrażliwych.

Oczywiście, nie wątpię, że w naszym Parlamencie są osoby mądre, pracowite, uczciwe, doświadczone, inteligentne, dobre i wrażliwe. Ponieważ jednak nie wybieraliśmy wedle tych kryteriów, znajdą się tam także ludzie nie najmądrzejsi (delikatnie mówiąc), trafią się lenie, złodzieje, kłamcy, zimni cynicy i totalni nieudacznicy. Przypomnę, że nawet kandydat na stróża nocnego – proszę bez obrazy, bo to przykład tylko – musi wiedzieć jak zamknąć i otworzyć bramę na budowie i gdzie nacisnąć alarm. Żaden z parlamentarzystów nie musi posiadać choćby takiej kompetencji. Stanowienie praw, co jest domeną posłów i senatorów, jest jak mniemam rzeczą poważną, bo nieraz decyduje o losach milionów ludzi. Relatywnie mniej poważną kwestią jest kierowanie małą szkołą na wsi. Ale tu już kandydat musi mieć wykształcenie i wiedzę jakąś, choć decyduje tylko o edukacji 20 dzieci.

Nie powinno nas dziwić, że decyzje Parlamentu mogą być dziwaczne, głupie, bezsensowne i bardzo złe. I takie bywają i bywać pewnie będą. Jakże bym się cieszył, gdyby – dla przykładu – każdy ewentualny kandydat do Parlamentu musiał znać ortografię języka polskiego, gdyby musiał wymienić stolice dwudziestu największych państw na świecie, gdyby musiał mówić (nawet nie biegle) choćby w jednym języku obcym i miał prawo jazdy. Może dożyję …

Wybory w obecnym kształcie to mix rankingów popularności, zdolności kabaretowych i umiejętności oszukiwania, niestety w dużej mierze. Oficjalnie zjawisko to nosi nazwę bardzo poważną – Demokracja.

I na koniec dodatek rodzinny. Wyniki wyborów w niektórych przypadkach ujawniły mocne rozluźnienie więzi rodzinnych. Pomyślcie, ile osób głosowałoby na Was, gdybyście zaangażowali jedynie swoją bliższą i dalszą rodzinę? W moim okręgu wyborczym znalazłem kandydatów, którzy otrzymali 10, 15 i 20 głosów. Chyba każdy z Was (i ja też!) dostałby więcej, prawda?

Ponieważ jednak nie wybierano tylko ludzi Mądrych, Inteligentnych, Wrażliwych i Rodzinnych, niewielu z Was zasiądzie w Parlamencie.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

TVN NA TRZECIM MIEJSCU

Poniedziałek 10 października 2011

 

Nie ma się co martwić, to tylko gra. O wyborach piszę. Jak na Facebooku pojawi się jakiś wpis, to mogę postawić „Lubię to”. Kiedy wczoraj głosowałem, czułem się podobnie przy stawianiu krzyżyka. Na innych portalach mogę zastosować czynność „Wykop!” Niestety, takiej możliwości nie miałem w trakcie głosowania. A skorzystałbym chętnie!

W prognozach wyniku wyborów zdziwiło mnie to, że na trzecim miejscu jest TVN. A na drugim TV Trwam i inne media z tego profilu.

Dobra, koniec emocji, pora na smaczną jesienną herbatę, Ojcze Nasz i kolekcję przepięknych październikowych liści.

Itinerarium , , , , , , ,