Z ŻYCZENIEM POŚPIECHU

Poniedziałek 19 listopada 2012

Wśród świętych i niepopularnych spraw jest pośpiech. Pospiech jest sprawą świętą, gwarancją zwycięstwa i nawet szczęścia. Pośpiech jest niepopularny, bo miłujemy zwykle lenistwo i ospałość.
Wielkie rzeczy dzieją się w pośpiechu, żwawo, rączo. W takim rytmie naród wybrany wychodził z egipskiej niewoli. Maria z pośpiechem poszła w odwiedziny do Elżbiety (scena nawiedzenia). Z pośpiechem pasterze biegli do Betlejem, aby znaleźć Dziecię. I z pośpiechem Zacheusz schodził z sykomory, aby przyjąć w swoim domu Jezusa (zresztą poganiał go trochę Jezus – „Zacheuszu, zejdź prędko …”).
Pośpiech nie oznacza szalonej gonitwy i bezsensownego wyścigu. To raczej stan zachwytu, zaciekawienia, pragnienia, aby „już” zdobyć i spotkać to, co tak upragnione. Już, trochę szybciej niż normalnie, wcześniej niż przewidziane. To, co kochamy, robimy żwawo, z pośpiechem i rychlej. Do ludzi, których kochamy idziemy z bijącym sercem, szybciej niż do kogokolwiek innego. Zakochani w Bogu zrywamy się wcześniej do modlitwy, żeby czym prędzej Go spotkać.
Na cały ten tydzień, pracy, studiowania, nauki, na cały ten tydzień życia, wszystkim wam i sobie życzę świętego pośpiechu.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

METEORYT ALBO JAKIŚ SZALENIEC

Kazanie na 33 Niedzielę Zwykłą
18 listopada 2012

Wątpliwości co do końca świata – naszego ziemskiego – nie mam żadnych. Wiem, że Kosmos jest w stanie ewolucji, zmienności a nawet wrzenia. Słońce, centrum naszego układu, wypromieniuje swoją energię najdalej za 500 milionów lat. Zapewne nie dożyjemy tego momentu, ale może ziścić się koszmarny scenariusz, że szaleniec znacznie wcześniej uruchomi jakiś mechanizm zniszczenia naszej cywilizacji.
Zdumiewają mnie natomiast dwie rzeczy. Pierwsza to jakaś absurdalna i piramidalna buta naszego pokolenia, zupełnie bezpodstawna wiara w nieśmiertelność człowieka i cywilizacji. Proponowałbym, aby wzorem niektórych opakowań, wywieszać gdzie się da napis: „Fragile!”, czyli – „Uwaga kruche! Łamliwe!” Genialną intuicję miał Izajasz pisząc następującą frazę: „Oto narody są jak kropla u wiadra i znaczą tyle, co pyłek na szalach wagi, oto wyspy ważą tyle, co ziarnko piasku” (40, 15). Wydajemy się sami sobie wielcy, ogromni i potężni, zachwycamy się samochodami, telefonami i gigantycznymi budowlami. Ale to wszystko jest przeraźliwie kruche i łamliwe, nietrwałe. Kropla wody u wiadra nic nie znaczy, odpadnie i zniknie. Pyłek na szali wagi nie robi żadnej różnicy, a wyspy i kontynenty to tyle co ziarnko piasku, bardzo niewiele. Mamy perspektywę wysoce błędną mniemając, że jesteśmy tacy niesamowici i wiecznotrwali. Zadziwia mnie jednak ta chełpliwość naszych ludzkich dokonań i zanik świadomości, że pierwszy lepszy – trochę większy niż dotychczasowe – meteoryt skończy nasze sny o wielkości.
Druga rzecz, która mnie zadziwia, to nieustanne uciekanie naszego pokolenia przed pytaniem: Co z nami? A to pytanie najważniejsze. Co ze mną? Z moją wiecznością? Przecież wiemy, że nie będziemy wiecznie kupować, bawić się i wysyłać coraz bardziej wymyślne esemesy i ememesy. Trzeba znaleźć odpowiedź i zacząć istnieć i żyć w perspektywie tego, co Najważniejsze. Zbudzić się z iluzorycznego snu głupca, który żyje tylko dzisiaj i myśli, że tak będzie jutro, pojutrze, i zawsze.
Od najważniejszych pytań zaczyna się prawdziwe życie. Musisz wiedzieć, co z tobą. Teraz i na zawsze.

Kazanie dźwiękowe – www.itinerarium.pl

LITURGIA SŁOWA

(Dn 12,1-3)
W owych czasach wystąpi Michał, wielki książę, który jest opiekunem dzieci twojego narodu. Wtedy nastąpi okres ucisku, jakiego nie było, odkąd narody powstały, aż do chwili obecnej. W tym czasie naród twój dostąpi zbawienia: ci wszyscy, którzy zapisani są w księdze. Wielu zaś, co posnęli w prochu ziemi, zbudzi się: jedni do wiecznego życia, drudzy ku hańbie, ku wiecznej odrazie. Mądrzy będą świecić jak blask sklepienia, a ci, którzy nauczyli wielu sprawiedliwości, jak gwiazdy przez wieki i na zawsze.
(Ps 16,5.8-11)
REFREN: Strzeż mnie, mój Boże, Tobie zaufałem
Pan moim dziedzictwem i przeznaczeniem,
to On mój los zabezpiecza.
Zawsze stawiam sobie Pana przed oczy,
On jest po mojej prawicy, nic mną nie zachwieje.
Dlatego cieszy się moje serce i dusza raduje,
a ciało moje będzie spoczywać bezpiecznie,
bo w kraju zmarłych duszy mej nie zostawisz
i nie dopuścisz, bym pozostał w grobie.
Ty ścieżkę życia mi ukażesz,
pełnię Twojej radości
i wieczną rozkosz
po Twojej prawicy.
(Hbr 10,11-14.18)
W Starym Przymierzu każdy kapłan staje codziennie do wykonywania swej służby, wiele razy te same składając ofiary, które żadną miarą nie mogą zgładzić grzechów. Ten przeciwnie, złożywszy raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, zasiadł po prawicy Boga, oczekując tylko, aż nieprzyjaciele Jego staną się podnóżkiem nóg Jego. Jedną bowiem ofiarą udoskonalił na wieki tych, którzy są uświęcani. Gdzie zaś jest ich odpuszczenie, tam już więcej nie zachodzi potrzeba ofiary za grzechy.
(Łk 21,36)
Czuwajcie i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli stanąć przed Synem Człowieczym.
(Mk 13,24-32)
Jezus powiedział do swoich uczniów: W owe dni, po tym ucisku, słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba. A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo! Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach. Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą. Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

TAKA STARA PRZYJAŹŃ

Sobota 17 listopada 2012

Znajomi pokazali mi znalezione w rupieciach u babci bardzo stare książki, niektóre wydane jeszcze w XIX wieku, coś z Orzeszkowej i Niemcewicza. Mają tego spory karton i zapytali czy mają je wyrzucić. Wzdrygnąłem się i zaprotestowałem, wziąłem pierwszą część tych antyków pod opiekę.
Nigdy w życiu nie wyrzuciłem i nie podarłem żadnej książki, może dlatego, że w dzieciństwie miałem ich mało, za mało. Książka to jednak jakaś myśl człowieka, zapis jego spotkania z życiem i światem, z innymi ludźmi, w końcu także emocje i pasje. Oczywiście wiem, że wydrukowano wiele niemądrych, banalnych czy nawet podłych rzeczy, które złowieszczo wpłynęły na czytelników, przykładem jest choćby „Mein Kampf” Hitlera.
W Kościele książkom wiodło się różnie. Index Expurgatorius, czyli spis ksiąg zakazanych urzędowo przez Kościół (takich ksiąg wierzącemu nie wolno było ani czytać, ani posiadać ani pożyczać lub dawać innym), obejmował m.in. Andrzeja Frycza Modrzewskiego (za „O poprawie Rzeczypospolitej”) i Adama Mickiewicza (za „Prelekcje paryskie”) i został anulowany – w sensie braku kary za lekturę – dopiero w 1966 r.
W czasach poprzedniego systemu (komuna) w Polsce, niektóre książki mogłem przeczytać tylko dlatego, że ktoś je przemycił z Zachodu lub potajemnie wydał (w tzw. drugim obiegu) w kraju. I tak przeczytałem „Archipelag Gułag” Aleksandra Sołżenicyna, dzieła Miłosza czy Barańczaka. Bezdebity mam do tej pory, nie wyrzuciłem.
Książka przez skojarzenie odsyła mnie do człowieka, autora lub bohatera dzieła. Ale odsyła także do Boga, który jakoś pozwolił opisać się w Księdze, a ja próbuję Go odkrywać na stronach Biblii. Nie umiem dobrze wyjaśnić mojej miłości do książek i do Księgi, ale nie mam odwagi jakiejkolwiek książki wyrzucić czy spalić. Czytam je i zbieram. To taka stara i dobra przyjaźń, której jestem wierny.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

PRZY WIELKIM OKNIE

Piątek 16 listopada 2012

Czasem latam samolotami, ale niespecjalnie ucieszył mnie Dreamliner, którego przylot podniecił wczoraj wielu Polaków. Nie odczuwałem także żadnej radości z powodu „upolowania” afgańskiego zamachowca, winnego śmierci polskich żołnierzy (w ub. roku), wolałbym, aby odsiedział wyrok w więzieniu.
Może zawsze tak było, że nasze rodzime sukcesy i porażki decydowały o wizji świata. Nie cieszą mnie nasze wczorajsze sukcesy, ponieważ wiem o ponad 20 ofiarach konfliktu izraelsko – palestyńskiego w Strefie Gazy. Wiem też o kolejnych trupach w Syrii, gdzie giną głównie niewinni ludzie. Tak, wiem też, że tzw. wolny świat tylko się oburzył 16 grudnia 1981 roku, kiedy ginęli górnicy z kopalni „Wujek”.
Siedzimy przy Wielkim Oknie, którym dziś jest nowoczesna i sprawna telewizja oraz Internet. Spokojnie pijemy herbatę i patrzymy. Raz na lądującego Dreamlinera, raz na ostrzał Gazy i obrazki z rzezi pod Damaszkiem. Zaraz potem pokaże się elegancka pani i opowie o pogodzie, a na koniec poznamy notowania spółek na giełdzie. Siedzimy przy Wielkim Oknie. Oglądamy, dziwimy się, komentujemy i sarkamy, że nie za wiele się dzieje. Jesteśmy widzami, których mało co jest w stanie naprawdę podekscytować. To bezpieczna poza.
Pokusa, żeby zamknąć okno i zejść tam, gdzie się wszystko naprawdę dzieje, nie jest zbyt silna. A może? Od razu oczywiście nie pojedziemy na południe Turcji, aby opatrywać rany setkom tysięcy syryjskich uchodźców. I nie zadzwonimy do ambasady Izraela i przedstawicielstwa Autonomii Palestyńskiej z wezwaniem do rokowań zamiast bomb.
Można się pomodlić za wszystkie te trudne sprawy naszego świata. To już jest coś. Modlitwa umieszcza je w naszym sercu i umyśle. Można założyć fundację, stowarzyszenie, ruch, skrzyknąć ludzi albo przyłączyć się do działań innych. Można też – paradoksalnie – zrobić kilka kanapek i pojechać z nimi do bezdomnych (i zwykle głodnych) albo kupić pół kilo cukierków i rozdać dzieciom w jakiejś świetlicy.
Chodzi mi o to, że przyzwoici ludzie nie siedzą przy oknie, przy Wielkim Oknie, kiedy dzieją się złe rzeczy, ale idą i coś robią.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

BÓG IDZIE W NASZE ŻAGARY

Czwartek 15 listopada 2012

W Piśmie Świętym w wielu miejscach znajdziemy ludzkie wołania o uwolnienie, wyrwanie, wybawienie z jakichś kłopotów czy wyprostowanie życia, a z drugiej strony zapewnienia Boga o gotowości udzielenia wsparcia i pomocy.
Człowiek, każdy z nas, ma niezwykłą zdolność plątania sobie życia, zawiązywania dziwnych supełków, zaciskania różnych pętli, wikłania się w komplikacje i zapędzania w matnie. I potem dochodzimy do wniosku: „Już dłużej nie wytrzymam”, „Nie daję rady”, „Duszę się”, „Ciężkie mam życie”. Nie wiem czy cokolwiek nas powstrzyma od pakowania się w absurdalne i bezsensowne sytuacje. Może to nieusuwalna część naszej natury.
Pan Bóg widzi jak jest, zna prawdę o naszej głupocie i słabości. Wie, że musi spełniać rolę Pogotowia Ratunkowego, doradcy, pocieszyciela i akumulatora. W pokorze bierze na siebie te funkcje. W końcu kocha nas i nie jest tylko od uwielbiania i chwalenie Go.
Każdy z nas ma doświadczenie niemądrej owieczki, która polazła w chaszcze, zaplątała się i beczy bezradna wołając o pomoc. Dobrze pamiętać, że Pan Bóg wie jak wyprowadzić z tych pętli. Dobrze jest nie cudować i nie zgrywać herosa, tylko z ufnością wołać: „Ulituj się nade mną!”, „Wybaw mnie!”, „Pomóż mi!”, „Stań przy mnie!”, „Nie opuszczaj mnie!”, „Obroń mnie!”
Dwie prawdy się objawiają naraz. Jedna o nas, banalna, że bywamy śmieszni i beznadziejni. I druga o Bogu, cudowna, że On to wie, a mimo to z największą i najgorętszą miłością przedziera się przez najgorsze żagary i przywraca nam spokój, nadzieję i sens. Tak się dokonuje nasze zbawienie.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

ŻEBY DIABEŁ NIE PORWAŁ

Środa 14 listopada 2012

W niektórych mediach niedawno ukazały się badania, z których wynika m.in., że jedna trzecia Polaków (30 %) nie zadała sobie w ogóle pytania o sens życia, dwie trzecie (60%) nie zapytało siebie (ani innych) „Czy Bóg istnieje?”. I około połowa z nas w ogóle nie zadaje sobie pytań o miłość czy dobro.
Nie zaskoczyły mnie te dane, przypuszczam, że coraz więcej ludzi (nie tylko Polaków) żyje jak roboty. Życie nas niesie gdzie chce. Wcale nie żyjemy tak, jak chcemy, tylko tak jak się ułoży. Scenariusze życia przychodzą z zewnątrz, tworzą nam je specjaliści od reklam, mediów i kredytów. Dziś są to scenariusze życia szybkiego, z możliwie dużą liczbą mocnych wrażeń i efektów. Kupujemy to od razu, w ciemno, szczęście bliskie i pewne. Działa tu mechanizm okradania nas z życia, jedynego i niepowtarzalnego skarbu. Człowiek, który zastanawia się nad życiem, dobrem, miłością, Bogiem jest kiepskim towarem na bazarze współczesności. Nie daj Boże (!), zacznie odrzucać tę całą kupę śmieci i żyć po swojemu.
Środek tygodnia, powiecie, że nie najlepszy czas na poważne pytania. Trzeba pracować, uczyć się, wnieść opłaty na czas. Ale czwartek, a potem weekend, to już zupełnie nie do myślenia.
Jedno życie. Moje życie. Pod warunkiem, że przemyślane, dobrze wybrane i nie odkładane na kiedyś tam. Bo jak odłożone, to diabeł porwie.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

MOJA MODLITWA

Wtorek 13 listopada 2012

Rozmawiam z Bogiem coraz częściej i dłużej. I jednocześnie coraz rzadziej i mniej mówię. Rozmawiam z Nim coraz poważniej. Zadaję Mu coraz poważniejsze pytania bo i takie coraz częściej przychodzą mi na myśl.
Mam wrażenie, że niewiele z życia rozumiem, choć się staram, główkuję, wnioskuję i przypuszczam. Nawet kiedy On uparcie milczy, nie zniechęcam się, bo wiem, że stawia na moją domyślność i inteligencję i nie chce mnie wyręczać. Jak ojciec, który stoi na brzegu i wcale nie pomaga dziecku w pływaniu, tylko zachęca – „Próbuj sam! Dopłyniesz!” Rzeczywiście, dopłynąłem, pływam nieźle.
Rozmawiam z Bogiem coraz częściej i dłużej. Coraz rzadziej i coraz mniej mówię. Rozmowy te są coraz bardziej poważne i wiem, że będą jeszcze ważniejsze. Kocham te rozmowy, czasem wplecione w pogawędki z przyjaciółmi, czasem toczone bez świadków w nie uczęszczanych alejkach. Nigdy niczego Bogu nie zarzucam, wojen, katastrof czy nieuleczalnych chorób. Lubię ten Jego dystans do moich ludzkich pretensji i to Jego ciągłe: „A ty? Jak to widzisz?”. I jakoś sobie radzę.
Rozmawiam z Bogiem coraz częściej, dłużej i poważniej. Coraz mniej i bardzo rzadko cokolwiek mówię. Może to jest miłość?

Itinerarium , , , , , ,

WIĘZI

Poniedziałek 12 listopada 2012

Brakuje nam więzi. Nie stworzy ich szkoła, uczelnia, praca, bo tam jesteśmy powrzucani chcąc nie chcąc. Brakuje nam więzi głębokich, oczywistych, mocnych i prawdziwych.
Nie jest za późno. Więzi tworzą się w rozmowach, dialogach, sporach i długich rozważaniach. Tacy jesteśmy, że potrzebujemy czasu a nie rozkazu.
Tak sobie pomyślałem, dla siebie i dla każdego z was, że listopad jest pięknym czasem tworzenia głębokich więzi. I to od poniedziałku.

Itinerarium , , , , ,

TRZYSTA CZTERNAŚCIE POLSKICH PSÓW ALBO KAZANIE NA ŚWIĘTO NIEPODLEGŁOŚCI

Niedziela 11 listopada 2012

Ten cholerny mózg tylko pryskał dookoła. Niejeden mózg, ale zapewne kilkanaście. To były mózgi małych żydowskich dzieci, których ciała gestapowcy roztrzaskiwali na brzozach i sosnach w lesie koło Piaśnicy. Zęby i włosy dzieci znajdowano w pniach drzew jeszcze po wojnie. To było 11 listopada 1939 roku, sobota, Święto Niepodległości. Dzieci żydowskie tuliły się do Alicji Kotowskiej, niespełna 40-letniej polskiej zakonnicy, zmartwychwstanki. Siostra otrzymała przywilej strzału w tył głowy i łaskę nagłej śmierci.
„Ten cholerny mózg tylko pryskał dookoła” – tak mówili kaci, niemieccy żołnierze z Komanda numer 16, a słyszał to Józef Lemke, mieszkaniec Wejherowa, w knajpie Danziger Hoff w sobotę 11 listopada 1939. Opowiedział o tym już po wojnie. Tego dnia Niemcy odpoczywali i popijali po ciężkiej robocie, strzelali od 5 rano do 3 po południu. W sumie zamordowali w tę sobotę 314 osób. Prowadzili ich do lasu piątkami. Najwięcej ofiar było z Gdyni, ponad 120. Potem jeszcze 34 księży z tzw. powiatu morskiego, czyli gdańskiego i jeszcze 9 jezuitów ze słynnego gimnazjum w Gdyni. Byli także lekarze, sędziowie, kupcy, rzemieślnicy, urzędnicy, nauczyciele. Było kilkanaście dzieci żydowskich i siostra Alicja, zmartwychwstanka.
„Niech zginą polskie psy! Musimy tych zawszonych Polaków wytępić począwszy od kołyski!” – tak w końcu września 1939 roku nawoływał Albert Forster, niemiecki aktywista z Gdańska podczas wiecu w Wejherowie. I tak polskie psy ginęły w lesie pod Piaśnicą. Dokładnie nie wiadomo ilu, szacuje się, że między 12.000 a 14.000, wszyscy od października 1939 do kwietnia 1940 r. Wiadomo, że w Święto Niepodległości, 11 listopada 1939 roku zamordowano polskich psów 314. Nie tylko polskich, bo i żydowskich, dzieci. I polską zakonnicę, teraz już błogosławioną, Alicję Kotowską.
Siostra Alicja (Maria Jadwiga) Kotowska od 1934 roku była dyrektorką gimnazjum i liceum w Wejherowie oraz przełożoną klasztoru w tym mieście. Wrogiem hitlerowców była dlatego, że uczyła dzieci i młodzież miłości do Polski i do Boga. Niemcy chcieli jak najszybciej zgermanizować Pomorze i zaraz po wybuchu wojny podjęli akcję „Sprzątnąć polską inteligencję”. Sprzątali strzelając w tył głowy. Kiedy w 1944 roku czuli już porażkę, odkopali jeszcze raz groby rozstrzelanych i palili ich szczątki chcąc zatrzeć ślady zbrodni. Podpalenia były prawie całkowicie skuteczne. Prawie, bo w czasie ekshumacji ofiar w 1946 roku, w jednej z mogił, w grobie numer 7, odnaleziono duży czarny różaniec, jaki siostry zmartwychwstanki noszą przy pasku oblekającym habit. W Święto Niepodległości, 11 listopada1939 roku, w Wejherowie, tylko jedna polska siostra miała na sobie taki różaniec. Błogosławiona Alicja Kotowska.
Donosy na polskość siostry Alicji składał Polak, Franciszek Pranga, woźny w wejherowskiej szkole. Przed możliwym aresztowaniem zakonnicy, ostrzegała ją Niemka, Anna Schiebe, żona właściciela pobliskiego tartaku i matka jednej z uczennic liceum prowadzonego przez Zmartwychwstanki. Taki splot zdarzeń. Ostatnie słowa siostry Alicji, wypowiedziane we wtorek 24 października, tuż po aresztowaniu, brzmiały: „Wszystko przebaczam Franciszkowi!”.
Sobota 11 listopada 1939 roku. Wczesny ranek. Z wejherowskiego więzienia Niemcy wywożą na rozstrzelanie w Piaśnicy kolejne ofiary. Na dziedzińcu więzienia stoi gromadka wystraszonych dzieci żydowskich, nie rozumieją co wrzeszczą do nich hitlerowscy żołnierze. Aleksander Jankowski, inny więzień, widzi jak siostra Alicja podbiega do dzieci i spokojnie szepce: „Nie bójcie się dzieci! Pan Bóg was kocha i czeka na was w niebie!” Pan Jankowski zapamiętał, że ośmielona gromadka spokojnie weszła do ciężarówki za tą dobrą, uśmiechniętą panią. Polsko – żydowska przyjaźń na dwie godziny przed śmiercią.
Dzisiaj, do zapomnianej Piaśnicy pójdzie mała pielgrzymka Kaszubów. Żeby modlić się za Niepodległą Polskę. Jedenastego Listopada. I Ty, zapomniana siostro Alicjo, męczennico, módl się za naszą Polskę, wolną, niepodległą. Razem z małymi żydowskimi dziećmi, których małe mózgi roztrzaskane były o brzozy i sosny w Piaśnicy. W Święto polskiej Niepodległości.

Kazanie w wersji dźwiękowej na www.itinerarium.pl

Itinerarium , , , , , , , ,

WOJTYŁA I DZIERŻYŃSKI POMOGLI RAZEM

Sobota 10 listopada 2012

Feliks Dzierżyński i Karol Wojtyła, co za zestaw razem, prawda? Obydwaj Polacy. Co do drugiego wszyscy wiedzą, pierwszego troszkę przypomnę. Feliks Dzierżyński, zwany także „Czerwonym Katem” był współtwórcą Związku Radzieckiego (do spółki m.in. z Leninem) a także szefem „Czeka”, czyli pierwszej wersji KGB, zbrodniczej organizacji komunistycznej, odpowiedzialnej za śmierć setek tysięcy jeśli nie milionów tzw. wrogów ludu (artyści, naukowcy, ziemianie, biznesmeni, duchowni i inni domniemani przeciwnicy rewolucji). Wszystko to czynił w latach 1917-1926. Nazwisko Dzierżyńskiego siało postrach w całym Związku Radzieckim i było jednym z najbardziej rozpoznawalnych.
Historię związaną z Wojtyłą i Dzierżyńskim usłyszałem w Tbilisi, od jednej z Polek, z dawnej emigracji, zaangażowanej w działalność polonijną. Historia chyba zupełnie nieznana, dlatego chętnie ją opowiadam.
W czasie wojny domowej w Gruzji w 1992 r. sytuacja w Tbilisi była tragiczna, walki na ulicach, brak prądu, wody, żywności i lekarstw. Ponad tysiąc Polaków przebywających wówczas w gruzińskiej stolicy i okolicach podzielało los wszystkich mieszkańców. Pewną formę pomocy, pod względem medycznym, zaproponowało polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Był to transport leków, oficjalnie przeznaczony dla polonii gruzińskiej, de facto dla wszystkich potrzebujących. Koordynator tej pomocy zadzwonił do wspomnianej wyżej Polki, działaczki emigracyjnej i zażądał, aby w godzinę przygotować tysiąc recept na polskie nazwiska, co było warunkiem przekazania lekarstw. Błyskawicznie powstał mały sztab, z dwójką lekarzy, produkujący lipne recepty, ale pojawił się problem, jakie nazwiska wpisywać.

– Pisz Wojtyła! Anna Wojtyła, Kazimierz Wojtyła, Jan Wojtyła, Adam Wojtyła, Barbara Wojtyła – komenderowała działaczka – wszyscy na świecie wiedzą, że to polskie nazwisko.

I tak powstało blisko 50 recept na nazwisko papieża. A potem kolejne olśnienie działaczki:

– Dzierżyński! Pisz Jan Dzierżyński, Piotr Dzierżyński i tak dalej. Tylko Feliks nie napisz przypadkiem! Wszyscy wiedzą, że to polskie nazwisko!

Na Dzierżyńskich wypisano kolejne kilkadziesiąt recept. Ani te ani tamte na nazwisko Wojtyły, nie wzbudziły żadnych podejrzeń, przyjęto zapewne, że osoby o takich nazwiskach mogą być Polakami i – czemuż by nie – zamieszkiwać Gruzję.
Różnych mamy Polaków, to wiemy. Ale jak zajdzie potrzeba, dla dobra innych, mogą przecież zadziałać wspólnie. Zadziałali, i to bardzo skutecznie. I takiej dobrej polskiej współpracy rodaków, w przeddzień Święta Niepodległości, wszystkim Polakom życzę.

Itinerarium , , , , , , ,