BIAŁOCZERWONA

Piątek 9 listopada 2012

Itinerarium nie ma stałych bohaterów i nie piszę tu żadnych odcinków. A jednak bohaterowie wracają czasami. Poprzez ciąg skojarzeń. Białoczerwona. Nasza flaga, nasz sztandar. Prosty skrót myślowy i uczuciowy do Polski.
I teraz ciąg skojarzeń. Czerwiec 2012, piłkarskie Euro w Polsce. Cudowny wysyp flag na samochodach, wielka duma z Polski. Buzie kibiców i innych pomalowane na Polskę, białoczerwono.
Wcześniejsze skojarzenie, kwiecień 2010, odejście Jana Pawła II. Też flagi, na taksówkach, balkonach mieszkań, w rękach ludzi. Białoczerwone i żółte. Przeplecione czarną wstążką żałobnego kiru.
A kto był na Monte Cassino, na polskim cmentarzu, na pewno pamięta sporych rozmiarów flagę białoczerwoną. Co za duma! I jeszcze kwiaty na grobie generała Władysława Andersa, zawsze białoczerwone. Polska, duma, miłość do Ojczyzny.
Dwa osobiste skojarzenia. Kuba, Hawana, wizyta Benedykta XVI, marzec 2012. Mam przy sobie małą białoczerwoną chorągiewkę i natychmiast jestem rozpoznany – „Polska! Jan Paweł II. Solidarność!” Jak dobrze być Polakiem, białoczerwonym. Gruzja, jeden z ośrodków dla uchodźców i wielki napis białoczerwonymi literami: „Polish Aid” („Polska pomoc”), oznajmiający sfinansowanie przez mój kraj wodociągu dla kilkuset uchodźców. Polska białoczerwona, piękna, pomoc. Znów jestem dumny, z napisu, z Polski, z tego, że jestem Polakiem białoczerwonym.
I wreszcie powrót do wczorajszych bohaterów wpisu na Itinerarium. Czerwiec 1956, 28 czerwca, Romek Strzałkowski, trzynastoletni. Idzie na czele pochodu z flagą, białoczerwoną. Dostaje bodajże dwie kule. Kona owinięty w tę flagę, a krew powiększa czerwień sztandaru. Za moją, naszą Polskę ta śmierć.
Jest 25 marca 2008 roku, studio jednej z komercyjnych telewizji w moim białoczerwonym kraju. Jakub Wojewódzki wbija w psią kupę (była to plastikowa imitacja łajna) miniaturę białoczerwonego sztandaru. Zaproszeni goście rechocą i dobrze się bawią. Czytałem, niby to miała być prowokacja. Potem parę sądów, telewizja miała zapłacić pół miliona kary, nie wiem czy tak się ostatecznie stało.
Jakoś bardzo droga jest mi Białoczerwona. Wiem, to tylko dwa kolory i materiał. Ale ogromnie kocham tę Białoczerwoną. To przecież jakoś i ja, część mnie samego, ważna część. To ja, białoczerwony Polak

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

O POLSCE

Czwartek 8 listopada 2012

Z Polski jestem dumny i za Polskę się wstydzę. Im bliżej 11 listopada, tym częściej i więcej jest i będzie o Polsce. W same święto w stolicy przejdą przynajmniej cztery marsze, wszystkie polskie, każdy najbardziej polski – jeden tradycyjnie lewicowy, drugi radykalnie lewicowy (tzw. „antifa”), trzeci narodowy, czwarty prezydencki. Nie wiem kiedy pójdzie jeden marsz, w którym pójdą wszyscy Polacy. Zgubi nas kiedyś to szarpanie Polski na kawałki.
Z Polski jestem dumny, bo pamiętam o Romku Strzałkowskim, który niósł białoczerwoną flagę w czerwcu 1956 w Poznaniu i zginął od kul milicji, konał owinięty w tę flagę, w Polskę, szedł na czele słusznie protestujących robotników. Z Polski jestem dumny, bo pamiętam o Janku Wiśniewskim (Zbigniew Godlewski), którego kule dosięgły w grudniu 1970 w Gdyni, także w czasie słusznego protestu. I mógłbym tak dalej.
Polski się wstydzę, bo czytam co Michał Figurski i Jakub Wojewódzki mówili o Ukrainkach, jeden, że wyrzucił swoją Ukrainkę, drugi, że mógłby swoją zgwałcić. Tym panom jakoś się upiekło, a mnie dotąd pali wstyd. Bo to nie było po ludzku i nie po polsku. Polski się wstydzę, bo słucham co mówi Janusz Palikot, jak walczy o narkotyki dla gimnazjalistów i wszystkich. Wiem, co mówię, prowadziłem kilka pogrzebów młodych ludzi, którzy zaczynali od miękkiej rzekomo marihuany. Powodów do wstydu za Polskę też jest wiele.
Wierzę w Polskę szlachetną, jedną. Stoimy obok siebie, siostry i bracia, Polacy, zakochani w Ojczyźnie od Bałtyku po Tatry, szlachetni, życzliwi, bliscy sobie. Ale mądrzy, bo zapatrzeni w czysty i wysoki lot orła, a to oznacza najwyższe wartości. W taką Polskę wierzę, o takiej marzę. Pachnie patosem? Nie przeszkadza mi to, w taką Polskę wierzę.

Itinerarium , , , , , , , , ,

SZKODY NA DUSZY

Środa 7 listopada 2012

Przez ostatnie lata wiedzie się nam coraz lepiej. Możemy jeździć i zwiedzać cały świat, i faktycznie, odwiedzamy Chiny albo Brazylię, Egipt albo Wyspy Kanaryjskie. Mamy cały świat w zasięgu. Cały wielki świat wskoczył nam na plecy oraz nogi i mamy wszystkie możliwe marki butów, koszul, płaszczy i krawatów. I cały świat wlał się nam przed oczy, mamy telewizje z każdego zakątka ziemi, kolorowe, żywe, ekscytujące. Co krok wybór, zjeść w restauracji włoskiej, wietnamskiej czy tureckiej. Mamy cały świat w zasięgu. Zwiedzamy go, ubieramy na siebie, zjadamy i podglądamy.
Mamy cały świat w zasięgu. I obawiam się, że ponosimy coraz większe szkody na duszy. Zwiedzanie bliskich i odległych krajów jest coraz bardziej formą smakowania innych krajobrazów, miejsc, w których ani się nie zatrzymujemy aby poznać i zrozumieć ludzi ani zamierzamy choćby trochę zakorzenić się. W podobny sposób kolekcjonujemy doznania kulinarne, konfekcyjne i emocjonalne.
Cokolwiek sobie pomyślicie, jestem przekonany, że taki sposób życia głęboko szkodzi duszy. Tak jakbym obserwował ilustrację słów Chrystusa: „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?” (Mt 16,26). Wszystkie doznania, które wytrwale kolekcjonujemy są formą zyskiwania całego świata, jakimś pośpiesznym (bo przecież życie jest krótkie!) nachapywaniem się, powierzchownym i chciwym. Jeszcze jeden kraj, jeszcze jeden ciuch, jeszcze jedna potrawa, jeszcze jeden serial! Szybciej, więcej, głośniej! Zachłannie, łapczywie, natychmiast i dużo. Dlaczego to szkodzi duszy? Dusza bombardowana seriami wrażeń, migotliwie zmieniających się, zaczyna się gubić i karleć. „Zamęt w duszy”, stare pojęcie ale adekwatne, obrazuje stan napięcia i zdezorientowania w naszych najgłębszych pokładach. Dusza gubi się. Karleje, ponieważ nie otrzymuje normalnej strawy, w postaci słowa, obrazu, myśli, które mogłaby przyjąć. Stajemy się coraz bardziej zagubionymi i małymi ludźmi.
Coraz mniej ludzi umie zapatrzeć się w jakiś naprawdę dobry obraz, dzieło sztuki i spokojnie pozostać przy nim przez pół godziny. Niewielu ludzi potrafi siedzieć na skraju lasu i bez żadnego powodu przyglądać się olchom, wierzbom i zachmurzonemu niebu. Dusza potrzebuje spokoju, ciszy, kontemplacji, podziwu i zachwytu.
Bardzo obawiam się, że zyskujemy cały świat i ponosimy coraz większe szkody na duszy.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

GALINA

Wtorek 6 listopada 2012

W życiu trzeba sobie zawsze jakoś radzić. I nie poddawać się. Galina jest Osetynką, Osetyni to mały, niespełna milionowy, kaukaski naród. Mieszkają po obydwu stronach Kaukazu, jedni w administracyjnej Rosji (Osetia Północna), inni w rzekomo niepodległym państwie (Osetia Południowa). To państwo powstało w 2008 roku, po wojnie rosyjsko – gruzińskiej. Wojska rosyjskie zajęły Osetię Południową, która do tej pory była autonomicznym regionem w Gruzji. Rosjanie zdecydowali o wysiedleniu niemal wszystkich Gruzinów z Osetii Południowej (choć mieszkali tam od wieków), aby w ten sposób nie dać żadnego powodu do łączności z Gruzją. Wysiedlony wówczas został także mąż Galiny, Gruzin, oczywiście z całą rodziną. Rosyjscy żołnierze wypędzali szybko i skutecznie, nie można było zabrać ze sobą dobytku, trzeba było uciekać w tym, co się miało na sobie. Bogu dzięki, że udało się zabrać życie.
Rodzina Galiny zamieszkała w naprędce wybudowanym ośrodku dla uchodźców, w małej wsi Shavshvebi, kilkanaście kilometrów od stron ojczystych. W sumie w ośrodku mieszka 178 rodzin i ponad 600 osób. Każda rodzina otrzymała mały domek, z elektrycznością, ale bez wody. Z ośrodka jest daleko do wszelkiego świata, tzn. do szkoły, lekarza czy urzędu, nie wspominając o kolei. W absolutnie szczerym polu stoi 178 takich samych, małych domków bez łazienek.
Ale wiadomo, że w życiu trzeba sobie jakoś radzić i nie poddawać się. Pierwsza inicjatywa Galiny to sklep, który zorganizowała w ośrodku. Sklep to mały barakowóz, znaleziony gdzieś w pobliżu. Ma dach, drzwi i okienko, z którego sprzedawany jest chleb, herbata i cukier. Sklep, a raczej powiedziałbym coś z niczego. Bo żeby sobie w życiu radzić, trzeba robić coś z niczego. W Shavshvebi znaleźli się obok siebie ludzie z różnych miejsc, z traumą właściwą wypędzonym, nie znali się, nie ufali sobie. Galina wpadła na pomysł, przeszła od domu do domu, spisała jak kto się nazywa, ile osób jest w rodzinie, ile dzieci; każdemu domowi nadała numer. I od tej pory wiadomo było, że państwo Berdzishvili (na przykład) mają pięcioro dzieci i mieszkają pod numerem 75.
Wkrótce Galina otrzyma – z Polski – dwie maszyny do szycia. Zebrała 10 kobiet z ośrodka i nauczy je szyć pościel i obrusy, ruszy pożyteczna manufaktura. Będzie zarobek dla kilku rodzin. W życiu trzeba także pamiętać o innych.
Brzmi to może wszystko egzotycznie i naiwnie. Ale jest taka kobieta, w dalekim Shavshvebi, która tchnęła życie w całą wieś, otworzyła sklep i dba o ponad 600 ludzi. Galina.

Itinerarium , , , , , ,

WĘZEŁEK NA DOBRY TYDZIEŃ

Poniedziałek 5 listopada 2012

W dawnym skautingu obowiązywała zasada, że harcerka lub harcerz, mogli zawiązać węzeł na chuście dopiero po wykonaniu dobrego uczynku. W przedwojennym Lwowie zdarzały się zabawne sytuacje, kiedy rano do jednej starszej pani niosącej zakupy biegło trzech harcerzy, z których każdy chciał być pierwszy i spokojnie potem defilować do gimnazjum z węzełkiem. Prosta metoda, aby dzień zacząć świadomie dobrze.
Nie przypuszczam, aby dzisiejszy wpis spowodował jakieś szczególne indagowanie przez was starszych pań. Chodzi mi o to, że dobro potrzebuje planu, zamysłu, działania i świadomej akcji. Głupota i pustka piszą sobie scenariusze spontanicznie i natychmiast.
Taki będzie ten dzień, taki tydzień, jaki sobie zamyślisz, wedle dobra i miłości, albo spontaniczny, byle jaki i bez znaczenia.

Itinerarium , , , , ,

OBY NIE DOPADŁ NAS FIGIEL

Kazanie na 31 Niedzielę Zwykłą

4 listopada 2012

Miłość jest największa. Jest jedna, ta do Pana Boga, do ludzi i do siebie samego. To wiemy i tysiąc razy już słyszeliśmy.

Tylko żeby jeszcze w to uwierzyć. A potem zrobić z tego całe życie. A tu właśnie robi się figiel. W młodości wmawiają nam zwykle że na ryzyko miłości (do Boga, innych i siebie samego) jeszcze za wcześnie, w dorosłej części życia trzeba starać się o pracę, dom, samochód, dobrą parafię, więc jak tylko to poukładamy, to już się weźmiemy. I tak układamy aż po starość, kiedy łatwo nas przekonać, że już za późno.

Tylko po to piszę i przypominam, młodym, tym w dorosłym życiu i starszym, żebyśmy wiedzieli, że nigdy nie jest za wcześnie, że jest już wszystko dobrze poukładane i że nigdy nie jest za późno. Czas, start!

LITURGIA SŁOWA

Kazanie dźwiękowe – www.itinerarium.pl

(Pwt 6,2-6)
Mojżesz tak powiedział do ludu: Będziesz się bał Pana, Boga swego, zachowując wszystkie Jego nakazy i prawa, które ja tobie rozkazuję wypełniać, tobie, twym synom i wnukom po wszystkie dni życia twego, byś długo mógł żyć. Słuchaj, Izraelu, i pilnie tego przestrzegaj, aby ci się dobrze powodziło i abyś się bardzo rozmnożył, jak ci przyrzekł Pan, Bóg ojców twoich, że ci da ziemię opływającą w mleko i miód. Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję.

(Ps 18,2-4.47.51)
REFREN: Miłuję Ciebie, Panie, mocy moja

Miłuję Cię, Panie,
mocy moja,
Panie, Opoko moja i twierdzo,
mój wybawicielu.

Boże, skało moja, na którą się chronię,
tarczo moja, mocy zbawienia mego i moja obrono.
Wzywam Pana, godnego chwały,
i wyzwolony będę od moich nieprzyjaciół.

Niech żyje Pan, niech będzie błogosławiona moja Opoka.
Niech będzie wywyższony mój Bóg i Zbawca.
Ty dajesz wielkie zwycięstwo królowi
i okazujesz łaskę Twemu pomazańcowi.

(Hbr 7,23-28)
Wielu było kapłanami poprzedniego Przymierza, gdyż śmierć nie zezwalała im trwać przy życiu, Ten właśnie, ponieważ trwa na wieki, ma kapłaństwo nieprzemijające. Przeto i zbawiać na wieki może całkowicie tych, którzy przez Niego zbliżają się do Boga, bo zawsze żyje, aby się wstawiać za nimi. Takiego bowiem potrzeba nam było arcykapłana: świętego, niewinnego, nieskalanego, oddzielonego od grzeszników, wywyższonego ponad niebiosa, takiego, który nie jest obowiązany, jak inni arcykapłani, do składania codziennej ofiary najpierw za swoje grzechy, a potem za grzechy ludu. To bowiem uczynił raz na zawsze, ofiarując samego siebie. Prawo bowiem ustanawiało arcykapłanami ludzi obciążonych słabością, słowo zaś przysięgi, złożonej po nadaniu Prawa, /ustanawia/ Syna doskonałego na wieki.

(J 14,23)
Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i do niego

(Mk 12,28b-34)
Jeden z uczonych w Piśmie zbliżył się do Jezusa i zapytał Go: Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań? Jezus odpowiedział: Pierwsze jest: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych. Rzekł Mu uczony w Piśmie: Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznieś powiedział, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary. Jezus widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: Niedaleko jesteś od królestwa Bożego. I nikt już nie odważył się więcej Go pytać.

 

Itinerarium , , , , , ,

STARA WIARA

Sobota 3 listopada 2012

To jest stara wiara, ale i ja najmłodszy nie jestem. W oktawie uroczystości Wszystkich Świętych, czyli od 1 do 8 listopada włącznie, można codziennie uzyskać odpust zupełny dla jednej zmarłej osoby.
Jest kilka prostych warunków, aby ten odpust ofiarować za 8 bliskich nam osób. Trzeba przyjąć komunię świętą w intencji tej osoby, nawiedzić cmentarz (lub kościół albo kaplicę; albo w przypadku choroby – mieć takie pragnienie), odmówić „Ojcze Nasz” i „Wierzę w Boga” (dowolne – pacierzowe lub mszalne) oraz dowolną modlitwę w intencjach, które poleca Ojciec Święty.
Powtarzam, to jest stara wiara, mało przystająca do fantazji współczesnych. Kiedyś pewien młody człowiek ostro mnie przyatakował za „szerzenie ciemnoty” w postaci ogłaszania i popierania odpustów za zmarłych. Zauważył, że zupełnie nie widzi związku pomiędzy spacerowaniem na cmentarz i odmawianiem takich a nie innych wezwań, a szczęściem wiecznym zmarłych. Sugerował, że to jakieś szaleństwo.
A owszem, to faktycznie szaleństwo, odpowiadałem wówczas i odpowiadam teraz. Ale czy ludzie z miłości nie robili większych szaleństw i przedziwnych rzeczy?
Powtarzam, to jest stara wiara. Tak jak i wiara w miłość, też stara wiara.

Itinerarium , , , , , ,

TAK TAK LUB NIE NIE

Kazanie na Zaduszki

Piątek 2 listopada 2012

 Kiedykolwiek stawiamy sobie pytanie o życie wieczne – naszych bliskich zmarłych czy nasze – wkraczamy w sferę gdzie odpowiedź musi mieć charakter „Tak, tak” lub „Nie, nie”. Zgłupiejemy jeśli będziemy odpowiadać „Być może”, „Na sto procent nie jestem przekonany”, „Raczej nie”, „Przychylam się bardziej do wersji …”, „Przypuszczam, że …”

Życie wieczne nie jest kwestią dowodów, ponieważ wielu filozofów może nam dostarczyć wątpliwości czy w ogóle istniejemy. Wieczność to droga, którą rozpoczynamy tutaj, na ziemi, a potem tylko przechodzimy przez bramę, do życia odmienionego, nowego, bezkresnego.

Nie będę się wysilał, aby jakoś ekscentrycznie tę drogę opisywać. Ponad 2 000 lat temu, pewien odważny człowiek zadał pytanie o wieczność. I otrzymał odpowiedź. Ja się tej odpowiedzi i drogi staram trzymać. A było to tak:

A oto powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Go na próbę, zapytał: «Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?»  Jezus mu odpowiedział: «Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?» On rzekł: Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego. Jezus rzekł do niego: «Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył» Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: «A kto jest moim bliźnim?»
Jezus nawiązując do tego, rzekł: «Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął. Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko:  podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go.  Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: “Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał”.  Któryż z tych trzech okazał się, według twego zdania, bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?» On odpowiedział: «Ten, który mu okazał miłosierdzie». Jezus mu rzekł: «Idź, i ty czyń podobnie!»

(Łk 10, 25 – 37)

 

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

NAŁOGI ŚWIĘTYCH

Kazanie na uroczystość Wszystkich Świętych
Czwartek 1 listopada 2012

Wśród świętych (wszystkich) byli tacy co palili papierosy. Wiem o dwóch takich, a jednego nawet poznałem osobiście. O innym wiem, że palił fajkę. Wiem także, że niektórzy ze świętych pili wino a nawet wódkę. O jednej świętej wiem z lektury Ewangelii, że źle się prowadziła, a o innym jeszcze, że był skorumpowany (Magdalena i Mateusz).
Wśród nieświętych (tzn. tych, których nie ma w oficjalnym katalogu) są tacy, co nie palili papierosów, nie pili wina, prowadzili się bardzo dobrze i przez myśl nie przeszła im korupcja. Dziwna to sprawa, ale fakt. Tak mi nawet przeszło przez myśl, że wielu pobożnych i absolutnie bezgrzesznych ludzi bardzo dobrze gra rolę świętych.
To w końcu kto jest i może być świętym? Ja myślę, że świętym zostaje się nie z powodu zrobienia czy niezrobienia czegokolwiek. Święci zostają świętymi niejako przy okazji. Są bardzo normalni, robią swoje, próbują kochać Pana Boga i ludzi. Dopiero później ktoś inny, po latach, uzna, że ta normalna miłość i normalne życie (a czasem i śmierć), to właśnie świętość.
Święci mieli (i mają) odwagę być sobą. A człowiek jest sobą, jeśli ryzykuje codzienne miłowanie Pana Boga i ludzi i jeszcze siebie samego. To jedyny nałóg – miłość – który bardzo się Wszechmogącemu podoba.

Kazanie dźwiękowe: www.itinerarium.pl

Itinerarium , , , , , , , , ,

POPARCIE DLA LUTRA

Środa 31 października 2012

 

Zapewne część młodego pokolenia bawić się będzie dziś w dziwactwa Halloween, nic to, znam głupsze zabawy i większe paranoje. Ja bez obaw wyrecytuję hymn „Ein feste Burg ist unser Got”, który wyśpiewany zostanie 31 października w większości tzw. kościołów protestanckich. Okazją jest wspomnienie wydarzeń sprzed prawie 500 lat, kiedy Maricn Luter przybijał do drzwi kościoła zamkowego w Wittenberdze swoje słynne 95 tez.

Z dziedzictwa Lutra narodziła się zasada „Sola Scriptura”, czyli „Tylko Pismo Święte”. I choć od doktryn kościołów protestanckich wiele nas katolików dzieli, nie miałbym nic przeciwko temu, aby 31 października był Wielkim Świętem Biblii dla wszystkich chrześcijan. A może takie święto trochę wyhamowałoby sympatię do Halloween oraz pozwoliło bardziej ewangelicznie spojrzeć na tzw. „Święto Zmarłych” ?

Moim zdaniem potrzeba nam wciąż więcej Biblii i reforma Lutra w tym sensie wcale się nie zakończyła. Nie lubię sytaucji kiedy ktoś pyta mnie: „Niech mi ksiądz wytłumaczy, co znaczy ten fragment w Piśmie Świętym …” W takich razach próbuję wyjaśniać, że Biblia nie jest własnością księdza i że nie jest on jedyną osobą zdolną najgłębiej rozumieć stronice Świętej Księgi. Znam wiele osób, bez święceń kapłańskich, kobiet i mężczyzn, które kochają bardzo gorąco Słowo Boże i poświęcają mu o wiele więcej czasu niż ja czy inny ksiądz. Biblia jest Księgą każdego wierzącego, a myślę, że i każdego człowieka. Warunkiem jej dobrego zrozumienia jest miłość i wierność, podobnie zresztą jak w każdej innej sensownej relacji.

Ponadto istnieją jasne kryteria prawowierności w odniesieniu do rozumienia Biblii. Kto jest człowiekiem pokoju, kto niesie życzliwość i pojednanie, kto staje przy biednym, głodnym i chorym, kto wreszcie mocniej, głębiej i goręcej stara się kochać ludzi, ten najlepiej rozumie Księgę i jest wybornym biblistą. A kwestia, co napisano w jakim rozdziale i wersecie, owszem jest pożyteczna dla nauki zwanej biblistyką, ale do zbawienia zbędną.

Więcej Biblii w naszym życiu, popieram ten postulat Lutra i innych. Więcej pokoju, życzliwości, pojednania, solidarności i miłości, gościnności i serca, współczucia i wspaniałomyślności. Więcej Biblii! Popieram Lutra.

I bez obaw recytujmy dziś „Ein feste Burg ist unser Got”:

 

 
Nasz Pan Bóg to potężny mur, Wój mężny i miecz srogi.
Uchroni nas od razów, co Spadają nam na głowy.
Lecz nasz odwieczny grzech Rozpala Jego gniew
On ma moc i wie Jak uderzać i gdzie
Równego sobie nie ma.
Na nic się zda moc nasza. Wnet zginiemy pokonani
Lecz oto walczy za nas ten, Który jest naszym Panem
Czy imię Jego znam? Jezus Chrystus nasz Pan.
Wszystkie zastępy jego, Nie masz Boga innego.
Nikt Mu pola nie zdzierży.
I choćby diabły ze wszech stron Groziły nam pożarciem
Nie zachwiejemy się, bo On Nie da nas porwać czartom
Niech świata książę zły Szczerzy straszliwe kły
Nie wyrządzi nam zła Boża prawda wciąż trwa
Kłam da mu jedno słowo.
Nie stchórzy nigdy słowo, nie– Choćby oszalał Szatan
Sam Bóg wziął sprawę w ręce swe Nie grozi nam zagłada.
Niechże nas zabijają, Z wszystkiego okradają.
Nie przepadniemy wraz, Prędko minie ich czas,
Bóg walkę tę zwycięży

 

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , ,