W ZWARIOWANYCH CZASACH

Środa 6 lutego 2013

Mamy zwariowane czasy, świat pędzi coraz szybciej, wszystko się zmienia, ciężko to wszystko opanować. Takie opinie słyszę coraz częściej, może i wy je podzielacie. Jednocześnie dodaje się pytanie – Co zrobić, żeby nie zwariować?
A zwariować łatwo, właściwie co druga informacja w mediach to zapis szaleństwa lub nawet instrukcja jak dziwaczyć. W trakcie naporu dźwięków, obrazów, klipów i reklam, sytuacja człowieka przypomina rozkołysaną łódź, w którą ze wszystkich stron uderzają kolejne fale. Kołysanie jest bezładne, z ostrymi wychyleniami, taka „jazda bez trzymanki”. W końcu przychodzi pokusa – dobra bujam się i nic mnie nie obchodzi.
Nie chcę się wymądrzać, że wszystko rozumiem i mam niezawodne recepty jak nie zwariować. Podzielę się tylko z wami zasobami mojej własnej apteczki.
Staram się więcej słuchać i mniej mówić. Bywam sam ze sobą i słucham także siebie samego, w ciszy – nawet mądrych rzeczy czasem się dowiem. Więcej się ruszam a mniej siedzę, jak człowiek siedzi, siedzi i siedzi, to chyba umiera powoli. Z poruszaniem duszy radzę sobie tak, że więcej śpiewam i nucę i wtedy dusza jest w ferworze. Bardzo i coraz bardziej szanuję ludzi, nie wiem nawet jak się odwdzięczyć Bogu za tylu cudownych ludzi, z którymi skrzyżowały się drogi mojego życia.
A przede wszystkim chwila po chwili, cały czas, pozwalam się porywać się miłości. Czyli Bogu, na jedno wychodzi.

Itinerarium , , , , , ,

KOŚCIÓŁ Z JEDNYM GOŚCIEM W ŚRODKU

Wtorek 5 lutego 2013

Było ich dwunastu na początku. Jeden, niekoniecznie najgorszy aczkolwiek za takiego go uznano, był zdrajcą i chciwcem, to Judasz (dla przykładu – Mt 26,14-16). Inny, przywódca towarzystwa, był tchórzem, zaprzańcem i nie umiał pisać ani czytać, to Piotr (dla przykładu – Mt 16,69-75). Kolejnych dwóch, braci, nie bez kozery nazwano „Synami Gromu” (Boanerges), bo byli gotowi z dymem puścić jedno z miast w Samarii z racji niegościnności mieszkańców (dla przykładu Łk 9,51-56), prawdziwi furiaci – to Jakub i Jan. Na dodatek ten drugi, Jan, to śpioch i wielbiciel drzemek w najmniej odpowiednich momentach (dla przykładu – J 13, 21-23). Beznadziejnym bystrzakiem był Tomasz, który nawet po zmartwychwstaniu nie dowierzał (dla przykładu – J 20,24-29). O Mateuszu da się powiedzieć, że największym jego talentem była korupcja celna (dla przykładu – Mt 9,9-13). Andrzej był mrukiem i zwykle wlókł się za swoim bratem, choć miewał przebłyski (dla przykładu – J 1, 40-42). Filip wsławił się brakiem zdolności kojarzenia i domagał się zobaczenia Pana Boga, mimo, że miał Go pod nosem (dla przykładu – J 14,8-10). Bartłomiej został chyba przez grzeczność wspomniany na kartach Ewangelii (dla przykładu – Mk 3,16-19), bo służył pewnie do noszenia plecaków za innymi. Następny Jakub, choć także niemota, przynajmniej zwołał pierwszy Sobór (dla przykładu Dz 15,22-35). Na koniec, specjalista od spraw beznadziejnych, Tadeusz (Juda), zdolny do zadawania bezsensownych pytań (dla przykładu – J 14,22).
Przytaczam odnośniki do konkretnych miejsc w Ewangeliach, aby nie być posądzonym o drybling wyobraźni. Ci panowie, dwunastka, to nic innego jak założyciele naszej wiary. Powiedziałbym – beznadziejne i nieciekawe towarzystwo. A teraz dodajmy do tego jeszcze jedną postać – Pana Jezusa. Dodaliśmy? I co mamy? Mamy Kościół. Kościół to suma beznadziejnych i dziwacznych ludzi plus Jezus Chrystus.
Jeden z biskupów jest podejrzany – i prawie t udowodniono – o molestowanie. Brrr! Jakiś proboszcz jechał po pijanemu i walnął w drugie auto! Brrr! Pewien wikary miał dziecko z parafianką. Brrr! Matka generalna (najważniejsza zakonnica w zgromadzeniu) zakochała się i poszła w świat z niekoniecznie błyskotliwym informatykiem. Brrr! Kurczę, ile skandali i głupot! Sam bym coś od siebie dorzucił, pewnie i każdy z was. Powiedziałbym – beznadziejne i nieciekawe towarzystwo. A teraz dodajmy do tego jeszcze jedną postać – Pana Jezusa. Dodaliśmy? I co mamy? Mamy Kościół. Kościół to suma beznadziejnych i dziwacznych ludzi plus Jezus Chrystus.
Kocham ten Kościół, z Panem Jezusem po środku.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , ,

SIOSTRY I BRACIA – WYNOCHA Z SIECI !!!

Poniedziałek 4 lutego 2013

Rzadko to mi się zdarza ale niestety jeszcze tak. Przez prawie pół godziny rozmawiałem z kimś, kto zadzwonił do mnie z tego samego miasta. Obliczyłem, że w tym czasie zdążylibyśmy do siebie dojechać, spotkać się i pogadać. Owszem, rozmawialiśmy, ale nie widzieliśmy się, nie podaliśmy sobie ręki i jeszcze wzbogaciliśmy konto jednej sieci komórkowej.
Bardzo smutno zrobiło mi się jakiś czas temu, kiedy znajomy, robiący znakomite zdjęcia w różnych miejscach na świecie nie zaprosił mnie na wspólne oglądanie do domu – jak dotychczas – tylko podał link do „Picasa”. Obejrzałem, fajne. Ale nie napiliśmy się herbaty, nie pogadaliśmy i nie poszliśmy na „intelektualny spacer”, w czasie którego zwykle zmienialiśmy rządy w kraju oraz sytuację polityczną na świecie. Z kolei, wiedziony chęcią przechodzenia z wirtualu do realu, zaprosiłem kogoś na spotkanie przy kawie ale osoba zaproszona była tak speszona i zaskoczona, że wyszła męka i boleści.
Sieć wdarła się już wszędzie, z usługą dostępu reklamują się sklepy, kawiarnie, pociągi i autobusy miejskie. Być może tylko mi się śniło, a może naprawdę widziałem w oknie pewnej kawiarni: „Bez dostępu do sieci! Ale zapewniamy dostęp do ludzi!” Bardzo lubię szachy i brydża, ale nie splamię się (co za okropny konserwatyzm!) grą on-line. Jakby można było on-line napić się z innymi i całować, chyba nikt by nie opuszczał komputera.
Kończy się karnawał, bardzo dobre są te portale i sieci, esemesy i maile. Dzięki nim możemy się skrzyknąć na Tłusty Czwartek, wesołe tańce w weekend i ostatkowy wieczór we wtorek 12 lutego (bo 13 już Popielec). Potrzebujemy siebie, przy jednym stole ze świeżym chrustem, z gorącą herbatą, z dobrymi i żywymi słowami, bystrą wymianą spojrzeń i najstarszymi dowcipami. Siostry i bracia! Won z sieci! Wynocha! Do rzeczy, do ludzi, do siebie jak najbliżej!
To jest bardzo po Bożemu! Nasz Bóg – Jezus Chrystus – ucztował, pijał wino, rozmawiał i cieszył się ze spotkań z ludźmi. Na żywo!

PS. A jakby jakaś pierdoła nie znała przepisu na faworki, proszę bardzo:

20 dkg mąki 3 żółtka 3 łyżki gęstej śmietany 1 płaska łyżeczka proszku spulchniającego 1 łyżka spirytusu 2 kostki smalcu (lub innego tłuszczu do smażenia) sól cukier puder do posypania

Wszystkie składniki wymieszać. Cieniutko (1 mm) rozwałkować, pokroić w kilkucentymetrowe (8-10) paseczki o szerokości 1-2 centymetrów. Paseczki ponacinać wzdłuż przez środek – aby powstała “dziurka”. “Wywinąć” – czyli złapać za jeden z końców i przewlec go przez “dziurkę”. Smażyć w dużej ilości tłuszczu na złoty kolor przez ok. 5 minut. Gotowe faworki obsypać cukrem pudrem. Faworki są bardzo delikatne – nie takie jak te “sklepowe” – niezbyt nadają się do transportu, ale za to świetnie smakują. Nieusmażony faworek, powinien mieć na sobie jak najmniej mąki, gdyż ta lubi się przypalać podczas smażenia. Jeśli chodzi o tłuszcz, to najlepiej smaży się na smalcu, ale ze względów zdrowotnych i zapachowych można go zastąpić Plantą lub jej tańszym odpowiednikiem – Sigmą.

Itinerarium , , , , , ,

WYJŚĆ PO ANGIELSKU

Kazanie na 4 Niedzielę Zwykłą
3 lutego 2013

Ponieważ życie jest jedno, trzeba je przeżyć w wolności, tak uważam. A żeby być wolnym niekiedy należy trzasnąć drzwiami i pożegnać towarzystwo albo wyjść w angielskim stylu, jak zrobił to Jezus w dzisiejszej Ewangelii.
Niestety dziś chyba bardziej zdolni jesteśmy sprzedać swoją wolność w zamian za owacje tłumów, sympatię środowiska czy przychylność rodziny.
Prawdopodobnie żyjąc po swojemu, według własnego scenariusza, nie spodobamy się innym. Co innego kiedy zagramy piękne role w widowisku, nasłuchamy się pochwał i będziemy uwielbiani.
Ludzie wolni kończą czasem na krzyżu. Wysoka cena, ale jaki smak wolności!

Kazanie w wersji dźwiękowej na www.itinerarium.pl

Liturgia słowa

(Jr 1,4-5.17-19)
Pan skierował do mnie następujące słowo: Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię. Ty zaś przepasz swoje biodra, wstań i mów wszystko, co ci rozkażę. Nie lękaj się ich, bym cię czasem nie napełnił lękiem przed nimi. A oto Ja czynię cię dzisiaj twierdzą warowną, kolumną żelazną i murem spiżowym przeciw całej ziemi, przeciw królom judzkim i ich przywódcom, ich kapłanom i ludowi tej ziemi. Będą walczyć przeciw tobie, ale nie zdołają cię [zwyciężyć], gdyż Ja jestem z tobą – wyrocznia Pana – by cię ochraniać.
(Ps 71,1-6.15.17)
REFREN: Będę wysławiał pomoc Twoją, Panie
W Tobie, Panie, ucieczka moja,
niech wstydu nie zaznam na wieki.
Wyzwól mnie i ratuj w Twej sprawiedliwości,
nakłoń ku mnie ucho i ześlij ocalenie.
Bądź dla mnie skałą schronienia,
i zamkiem warownym, aby mnie ocalić,
bo Ty jesteś moją opoką i twierdzą.
Boże mój, wyrwij mnie z rąk niegodziwca.
Bo Ty, mój Boże, jesteś moją nadzieją,
Panie, Tobie ufam od młodości.
Ty byłeś moją podporą od dnia narodzin,
Od łona matki moim opiekunem.
Moje usta będą głosiły Twoją sprawiedliwość
i przez cały dzień Twoją pomoc.
Boże, Ty mnie uczyłeś od mojej młodości
i do tej chwili głoszę Twoje cuda.
(1 Kor 12,31-13,13)
Starajcie się o większe dary: a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą. Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce. Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany. Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość.
(Łk 4, 18)
Pan posłał mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność.
(Łk 4,21-30)
Począł więc mówić do nich: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli. A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: Czy nie jest to syn Józefa? Wtedy rzekł do nich: Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu w swojej ojczyźnie tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum. I dodał: Zaprawdę, powiadam wam: żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman. Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się.

Itinerarium , , , , , ,

ŁZY BOGA SPADAJĄ Z PARAPETU

Kazanie na święto Ofiarowania Pańskiego
(Matki Bożej Gromnicznej)
Sobota 2 lutego 2013

Jest grupka ludzi w dzisiejszej Ewangelii. Jest całkiem mały Pan Jezus, Jego rodzice, Maria i Józef. I dwoje starszych, Symeon oraz Anna. Ludzie otaczający dziecko nie robią niczego nadzwyczajnego, rozmawiają, ufają swoim przeczuciom, biorą w objęcia niemowlę, modlą się. Nie ma tu żadnych cudów, rozdartych niebios czy głosów z zaświatów. Jest gwarno, ruchliwie ale jednocześnie normalnie, nawet nie świątecznie. Następuje jednak coś, czego chyba każdy z nas pragnie – rozpoznanie obecności Boga. To właśnie jest doświadczenie Anny i Symeona.
Przyznam szczerze, że cuda trochę mi utrudniają rozpoznawanie Boga i zaraz mam tendencję do wyjaśniania ich treści w zgodzie z prawami natury. Na przykład cud chodzenia Pana Jezusa po tafli jeziora wydaje mi się zbyteczny i nie zamierzam trenować tej umiejętności, zwłaszcza, że bardzo lubię pływać w jeziorach. Tak mi się zdaje, że jezioro jest po to, aby w nim pływać, a chodzenie po nim tchnie fanaberią.
Przekonany jestem, że idąc za przykładem z dzisiejszej Ewangelii, spokojnie możemy rozpoznać Boga w naszym całkiem normalnym życiu. Wtedy gdy rozmawiamy z ludźmi, bawimy się z dziećmi, jemy zupę i wcinamy deser i z wesołą miną omijamy dziury na mokrej jezdni.
Dodam tylko, że nasze normalne życie ma w sobie Coś Więcej, coś co pozwala rozpoznawać Boga. Każdy przejaw życia ma Nieco Większy Wymiar niż z pozoru się wydaje. Na przykład ludzkie twarze mają w sobie niezwykłe blaski, które nie pochodzą od nich, trzeba tylko to głębiej rozpoznać. Na przykład śmiechy dzieci dźwięczą tembrami tak niesamowitymi, że łatwo je pomylić z anielskimi, trzeba tylko to głębiej rozpoznać. Na przykład odwilż, która spuszcza krople topniejącego śniegu z parapetu, to łzy Pana Boga, trzeba to tylko głębiej rozpoznać. Każdy przejaw życia jest zaproszeniem do rozpoznania Boga. Udało się Annie, udało Symeonowi, niech i nam się uda.

LITURGIA SŁOWA

(Ml 3,1-4)
Oto Ja wyślę anioła mego, aby przygotował drogę przede Mną, a potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie, i Anioł Przymierza, którego pragniecie. Oto nadejdzie, mówi Pan Zastępów. Ale kto przetrwa dzień Jego nadejścia i kto się ostoi, gdy się ukaże? Albowiem On jest jak ogień złotnika i jak ług farbiarzy. Usiądzie więc, jakby miał przetapiać i oczyszczać srebro, i oczyści synów Lewiego, i przecedzi ich jak złoto i srebro, a wtedy będą składać Panu ofiary sprawiedliwe. Wtedy będzie miła Panu ofiara Judy i Jeruzalem jak za dawnych dni i lat starożytnych.
lub
(Hbr 2,14-18)
Ponieważ zaś dzieci uczestniczą we krwi i ciele, dlatego i On także bez żadnej różnicy stał się ich uczestnikiem, aby przez śmierć pokonać tego, który dzierżył władzę nad śmiercią, to jest diabła, i aby uwolnić tych wszystkich, którzy całe życie przez bojaźń śmierci podlegli byli niewoli. Zaiste bowiem nie aniołów przygarnia, ale przygarnia potomstwo Abrahamowe. Dlatego musiał się upodobnić pod każdym względem do braci, aby stał się miłosiernym i wiernym arcykapłanem wobec Boga dla przebłagania za grzechy ludu. W czym bowiem sam cierpiał będąc doświadczany, w tym może przyjść z pomocą tym, którzy są poddani próbom.
(Ps 24,7-10)
REFREN: Pan Bóg Zastępów, On jest Królem chwały
Bramy, podnieście swe szczyty,
unieście się odwieczne podwoje,
aby mógł wkroczyć Król chwały.
Kto jest tym Królem chwały?
Pan dzielny i potężny,
Pan potężny w boju.
Bramy, podnieście swe szczyty,
unieście się odwieczne podwoje,
aby mógł wkroczyć Król chwały.
Kto jest tym Królem chwały?
Pan Zastępów: On jest Królem chwały.
(Łk 2,32)
Światło na oświecenie pogan i chwała ludu Twego, Izraela.
(Łk 2,22-40)
Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela. A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu. Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostawała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta – Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

KAŁUŻE I MIŁOŚĆ

Piątek 1 lutego 2013

Od wielu lat próbuję budować Cywilizację Miłości, do czego i każdego z was zachęcam. Rzecz w tym, aby pozwolić miłości przenikać we wszelkie sfery życia i kierować się nią w swoim myśleniu, mówieniu oraz działaniu.
Jeżdżę sporo samochodem i kiedyś naszło mnie, wiele lat temu, że podczas jazdy nie powinienem przerywać tego budowania. I robię tak. Kiedy widzę, że pada deszcz albo jest odwilż, jak obecnie w Polsce, staram się wyjeżdżać kilkanaście minut wcześniej niż zwykle. A to dlatego, żeby hamować przed kałużami i nikogo nie ochlapać. Wiem, że ja mam w rękach tonę żelastwa, które wpadając w kałuże jest bezlitosne dla moich sióstr i braci, idących chodnikami albo zamierzającymi przejść na drugą stronę. Ja najwyżej stracę kilka minut, jadąc wolniej i z podwyższoną uwagą, ale za to nikt mi nie zarzuci, że obryzgałem mu płaszcz, garnitur, spodnie, buty czy kurtkę. Przyhamowuję przed wodą, wjeżdżam w nią tak powoli, że nikomu krzywdy nie wyrządzam.
Jednego razu hamowałem dość mocno, bo kałuża była ogromna. Za mną ledwo co zdążył przystopować następny kierowca i rzucił przez otwarte okno:

– Czemu hamujesz?!
– Żeby nie chlapać!

W odpowiedzi usłyszałem mało pochlebne słowa o najbliższych przodkach, mianowicie jakim to jestem synem.
Innym razem było jeszcze śmieszniej, ponieważ pewna pani dość raptownie wykonała zamiar przejścia przez ulicę (w nieoznakowanym miejscu) i niestety lekka fontanna wzniosła się w jej kierunku, choć bez ochlapania. Stanąłem i otworzywszy okno już chciałem przepraszać za nieuwagę, ale pani przypuszczając, że będę ją strofować też się odezwała. I jednocześnie nastąpiło:

– Bardzo panią przepraszam …
– Ja bardzo pana przepraszam …

Nawet jeśli nie podzielacie przekonania, że w każdych okolicznościach należy budować Cywilizację Miłości – a prowadzicie auta – zwalniajcie przed kałużami. Naszym siostrom i braciom pieszym należy się szacunek. A tona żelastwa, którą kierujemy, w deszczu i w czasie roztopów może bardzo naruszyć ich godność.

Itinerarium , , , , , , ,

KIEDY MILCZYMY

KIEDY MILCZYMY

Czwartek 31 stycznia 2013

 Lubię kiedy milczymy, Ty i ja. Kiedy milczysz, dzieje się bardzo wiele. O wiele więcej niż wtedy, gdy tryskają fontanny słów, skojarzeń i żartów.

Kiedy milczysz, czasem słyszę jak się boisz, słyszę, że się martwisz i słyszę, że cierpisz. Kiedy milczysz zadajesz mi najtrudniejsze pytania, na które mogę odpowiedzieć tylko milcząc. O ile nie ulegnę pokusie wyszeptania jakichś pomiętych i poszarzałych fraz. Chociaż nie do końca to rozumiem, to wiem, że kiedy milczymy ogarnia nas niezwykłe oszołomienie, a kiedy zaczynamy mówić obejmuje nas chłód. Tak jakby milczenie rozpalało serca, a słowa włączały nieznośną klimę. Chociaż jest i tak, że jak się namilczymy sporo, to słowa stają się jakieś bogatsze i bardziej trafne.

Kiedy milczę, zaczynasz wypowiadać siebie i jesteśmy dużo bliżej niż w chwilach paplaniny i wymiany zdań. Kiedy krążą między nami słowa, to rozmawiamy, a kiedy milczymy zaczyna się cudowny dialog.

No ale czemu ja się tutaj dziwię? Pan Bóg milczy od początku świata i przez to najwięcej nam mówi. Więc może kiedy milczymy, Jemu jesteśmy podobni i Jego słyszymy?

Itinerarium , , , , , ,

MAŁO ZNANE INSTYTUCJE RELIGIJNE

Środa 30 stycznia 2013

Moje dociekania w sprawie instytucji i osób zajmujących się religią doprowadziły mnie do ciekawych (mam nadzieję, że i dla was) spostrzeżeń.
Otóż instytucją najbardziej zajmującą się religią w Polsce jest tzw. Ruch Palikota. Członkowie tego ugrupowania zajmują się krzyżem w sejmie i innych miejscach publicznych, badają poziom nauczania katechezy w szkołach i dochodzą do wniosku, że jest słaby i dlatego katechezę należy ze szkół usunąć. Wśród 15 postulatów Ruchu pierwszy brzmi (jakże słusznie!): „Powrót religii do sfery sacrum”. Zresztą pierwszych pięć punktów programu partii dotyczy kwestii religii i jej różnych aspektów, co sprawia, że w sferze publicznej jest instytucją na wskroś religijną. Stosunek do religii łączy członków stronnictwa, nadaje mu misję i stanowi wręcz o sensie istnienia.
Zapewne zdziwicie się teraz. Czy wiecie jaka stacja radiowa najwięcej mówi o ojcu Tadeuszu Rydzyku? Już myślicie, że Radio Maryja. A figa z makiem, ojciec Rydzyk najczęściej jest przywoływany w Radiu „Zet” za sprawą redaktor Moniki Olejnik, która przejawia notoryczną potrzebę wspominania ojca Dyrektora i czyni to w każdą niedzielę w programie „Śniadanie w Radiu Zet” oraz w co drugiej rozmowie w programach codziennych. Podobnie, jeśli chodzi o telewizję, o ojcu Tadeuszu wspomina się najczęściej nie w TV „Trwam” ale w TVN! I to głównie za sprawą tej samej pani redaktor Moniki Olejnik. Żadne radio kościelne czy zakonne nie jest tak zainteresowane Rydzykiem jak Radio „Zet” i żadna telewizja nie poświęca mu tyle uwagi co TVN. I to moim zdaniem sprawia, że owe radio i owa telewizja są jednymi z najbardziej religijnych w swojej kategorii. Tak samo, rzadko spotykam w „Naszym Dzienniku” jakieś teksty o ojcu Rydzyku, natomiast aż roi się od nich w „Gazecie Wyborczej” czy „Nie”. I znów kusi mnie, by ze zdumieniem odkryć w tych tytułach pisma o charakterze religijnym.
Takie są oto moje spostrzeżenia z dociekań nad zjawiskiem religijności w Polsce. I dziele się nimi z wami w środku tygodnia, licząc, że wszyscy mamy choć trochę poczucia humoru.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

BOŻE LECĘ MYĆ ZĘBY

Wtorek 29 stycznia 2013

Tak to jest, że życie nie jest proste. Na pewno jest piękne. I byłoby piękniejsze jeszcze, gdybyśmy mieli więcej odwagi i prostoty. W relacjach z ludźmi nazbyt często posługujemy się wykrętną zasłoną „To skomplikowane”, a zwrot ów zrobił nawet całkiem niezłą furorę w Internecie.
W większości sytuacji wcale nasze relacje nie są skomplikowane, tylko wolimy je pozostawiać nierozstrzygnięte, a formuła zawieszenia („i chciałbym i boję się”) pozwala nam zawsze uciec. Często między nami jest „na niby”, co nie jest skomplikowane. Raczej jest udawane i pozorowane.
Bardzo wspaniałą rzeczą jest uwolnienie uczuć, nawet jeśli ryzykujemy porażkę. Ale na to trzeba odwagi. Zwykle cieszymy się z istnienia i bliskości ludzi, ale nie powiemy im tego, żeby nie wyjść na stukniętych. No bo kto normalny wykrzykuje na widok lubianej osoby – „Jak dobrze, że jesteś!”, „To wspaniale, że znów możemy wypić razem kawę!” Wyczuwamy, że zaraz ktoś nas zgasi – „No dobrze, dobrze, tylko bez egzaltacji!” I obudzimy w sobie czujnego i uświęconego tradycją oraz wychowaniem straszaka – „Nie wypada!” Ale jeśli pozwolimy sobie na uwolnienie uczuć, pewne relacje ze „skomplikowanych” staną się bardzo proste i szczęśliwe.
Podobnie, niestety, jest także w odniesieniu do Pana Boga. O tej relacji moglibyśmy w większości powiedzieć „To Mega, Giga Skomplikowane!”, „To Nieskończenie – jak sam Bóg – Skomplikowane”. To sprawia, że w relacji z Nim zwykle cierpimy, ubolewamy i jesteśmy struci. Lista czynników komplikujących ten deal jest długa: raz czujemy, że jest bardzo blisko, raz, że bardzo daleko, albo wcale Go nie ma. Raz wydaje się, że wysłuchuje wszystkiego co doń mówimy, innym razem skarżymy się, że kompletnie ogłuchł. Wierzymy w Jego wszechmoc w chwilach zachwytu nad majestatem natury, a potem wygrażamy, że nie potrafi zapobiec prostej kolizji drogowej. Dlatego traktujemy Go jak chimerycznego cara, który jest nieobliczalny w reakcjach i lepiej dać Mu haracz. I zaczynamy, ze szlachetnym nadęciem; „W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. Choć tak naprawdę czujemy, że powinniśmy powiedzieć: „Cześć Pan Bóg, co za niskie ciśnienie w końcu stycznia, dałbyś chociaż trochę więcej słońca. I tak Cię kocham! Pa! Lecę myć zęby!” Nie mamy odwagi, więc jeśli chodzi o Boga, to „Giga Skomplikowane!”
Jeszcze bardziej, może najbardziej, skomplikowane relacje mamy sami ze sobą. Walczymy ze swoimi ciałami, zbyt obfitymi lub zbyt cienkimi, aby osiągnąć ideał, którego nie ma. To znaczy idealne ciała są właśnie te, które mamy. Nie godzimy się z własną przeszłością – „Ileż ja błędów popełniłem!”, „Jaki ja głupi byłem!”, nurzamy się w wyobrażeniach przyszłości, gdzie będziemy bezbłędni i nieskazitelnie mądrzy. Przy tym pomijamy wszystkie cuda, które tu i teraz dzieją się pod naszym nosem, uchem i językiem.
Chyba to wszystko jest znacznie prostsze. Kochać ludzi, Pana Boga i samego siebie. Tu i teraz. Jasne, trzeba na to odwagi. Tylko trzeba zrobić to dziś. Bo – powtarzam – „jutro”, „kiedyś” i „później” to słownik diabła, który jest prawie doskonałym złodziejem naszego szczęścia.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

DOBRE RZECZY O LUDZIACH

Poniedziałek 28 stycznia 2013

Przypuszczam, że może niekiedy zaglądacie na tzw. portale plotkarskie i strony gazet zwanych niegdyś (i słusznie) brukowcami, a dziś wdzięcznie tabloidami. Spotkacie tam przeważnie teksty źle mówiące o ludziach. Bez zażenowania wyciąga się tam – ale także w niektórych telewizjach i radiostacjach – ludzkie słabości, upadki i pomyłki. Dość powszechne jest także publikowanie sensacji, oskarżeń i insynuacji, a także prostackich kłamstw.
Przyznaję, że raz za radą kogoś obeznanego zajrzałem na jeden z portali plotkarskich, a chyba dwukrotnie – z konieczności prawie – obejrzałem witryny dwóch najbardziej popularnych tabloidów. Ktoś ze znajomych twierdzi, że wystarczy rano przejrzeć te strony i wiadomo, co będzie tematem dnia w mediach. Nie przekonuje mnie to. Mam zupełnie estetyczny motyw, dla którego omijam wspomniane portale. Nie będę tarzał się w błocie i gównie, choć to modne dziś. Po prostu nie umiem być świnią.
Od dłuższego czasu prowadzę osobistą kampanię mówienia dobrych rzeczy o ludziach. Nic nie jest w stanie zmienić mojego głębokiego mniemania, że ludzie są dobrzy, choć przytrafiają im się historie głupie, a nawet czasami złe. W tej kampanii podtrzymuje mnie postawa Jezusa, który rzeczywiście znajdował najpiękniejsze rzeczy w złodziejach, obdartusach, prostytutkach i tchórzach. Ludzie są do kochania i podziwiania, nie do oskarżania i znieważania.

Itinerarium , , , , , , , ,