BOŻE LECĘ MYĆ ZĘBY

Wtorek 29 stycznia 2013

Tak to jest, że życie nie jest proste. Na pewno jest piękne. I byłoby piękniejsze jeszcze, gdybyśmy mieli więcej odwagi i prostoty. W relacjach z ludźmi nazbyt często posługujemy się wykrętną zasłoną „To skomplikowane”, a zwrot ów zrobił nawet całkiem niezłą furorę w Internecie.
W większości sytuacji wcale nasze relacje nie są skomplikowane, tylko wolimy je pozostawiać nierozstrzygnięte, a formuła zawieszenia („i chciałbym i boję się”) pozwala nam zawsze uciec. Często między nami jest „na niby”, co nie jest skomplikowane. Raczej jest udawane i pozorowane.
Bardzo wspaniałą rzeczą jest uwolnienie uczuć, nawet jeśli ryzykujemy porażkę. Ale na to trzeba odwagi. Zwykle cieszymy się z istnienia i bliskości ludzi, ale nie powiemy im tego, żeby nie wyjść na stukniętych. No bo kto normalny wykrzykuje na widok lubianej osoby – „Jak dobrze, że jesteś!”, „To wspaniale, że znów możemy wypić razem kawę!” Wyczuwamy, że zaraz ktoś nas zgasi – „No dobrze, dobrze, tylko bez egzaltacji!” I obudzimy w sobie czujnego i uświęconego tradycją oraz wychowaniem straszaka – „Nie wypada!” Ale jeśli pozwolimy sobie na uwolnienie uczuć, pewne relacje ze „skomplikowanych” staną się bardzo proste i szczęśliwe.
Podobnie, niestety, jest także w odniesieniu do Pana Boga. O tej relacji moglibyśmy w większości powiedzieć „To Mega, Giga Skomplikowane!”, „To Nieskończenie – jak sam Bóg – Skomplikowane”. To sprawia, że w relacji z Nim zwykle cierpimy, ubolewamy i jesteśmy struci. Lista czynników komplikujących ten deal jest długa: raz czujemy, że jest bardzo blisko, raz, że bardzo daleko, albo wcale Go nie ma. Raz wydaje się, że wysłuchuje wszystkiego co doń mówimy, innym razem skarżymy się, że kompletnie ogłuchł. Wierzymy w Jego wszechmoc w chwilach zachwytu nad majestatem natury, a potem wygrażamy, że nie potrafi zapobiec prostej kolizji drogowej. Dlatego traktujemy Go jak chimerycznego cara, który jest nieobliczalny w reakcjach i lepiej dać Mu haracz. I zaczynamy, ze szlachetnym nadęciem; „W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. Choć tak naprawdę czujemy, że powinniśmy powiedzieć: „Cześć Pan Bóg, co za niskie ciśnienie w końcu stycznia, dałbyś chociaż trochę więcej słońca. I tak Cię kocham! Pa! Lecę myć zęby!” Nie mamy odwagi, więc jeśli chodzi o Boga, to „Giga Skomplikowane!”
Jeszcze bardziej, może najbardziej, skomplikowane relacje mamy sami ze sobą. Walczymy ze swoimi ciałami, zbyt obfitymi lub zbyt cienkimi, aby osiągnąć ideał, którego nie ma. To znaczy idealne ciała są właśnie te, które mamy. Nie godzimy się z własną przeszłością – „Ileż ja błędów popełniłem!”, „Jaki ja głupi byłem!”, nurzamy się w wyobrażeniach przyszłości, gdzie będziemy bezbłędni i nieskazitelnie mądrzy. Przy tym pomijamy wszystkie cuda, które tu i teraz dzieją się pod naszym nosem, uchem i językiem.
Chyba to wszystko jest znacznie prostsze. Kochać ludzi, Pana Boga i samego siebie. Tu i teraz. Jasne, trzeba na to odwagi. Tylko trzeba zrobić to dziś. Bo – powtarzam – „jutro”, „kiedyś” i „później” to słownik diabła, który jest prawie doskonałym złodziejem naszego szczęścia.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

1 response to BOŻE LECĘ MYĆ ZĘBY


  1. Magda

    Piękne i prawdziwe słowa. Sama jakiś czas temu doszłam do wniosku, że nie można pozwolić, aby strach przed działaniem wykluczył nas z samego działania. Tak naprawdę wielu rzeczy nie robimy tylko dlatego, że się boimy nowych sytuacji, opinii innych osób, tego co sobie o nas pomyślą. I teraz już wiem, że nie można się bać, tego co sobie ktoś pomyśli, zrobi – niech robi i niech myśli. Trzeba w życiu być odważnym naprawdę, nie tylko po części. Będąc odważnym i będąc sobą, uszczęśliwimy nie tylko siebie, ale też innych 😉 i spotkamy Żywego Boga w naszych sercach.
    Dziękuję Księdzu za każde słowo napisane tutaj.

Dodaj komentarz