COŚ TRZEBA W ŻYCIU ROBIĆ

Kazanie na 3 Niedzielę Zwykłą
Niedziela 27 stycznia 2013

Coś trzeba w życiu robić. Dlatego uczymy się, idziemy na studia, ciągle dokształcamy. Potem awansujemy, zmieniamy pracę, zdobywamy doświadczenie. Mamy domy, samochody. Jak na razie w niczym nie różnimy się od Pana Jezusa, który także uczył się i dokształcał, miał dom i rodziców, pracował jako juhas, rybak, najemny robotnik w winnicach i cieśla.
Tylko nie o to w życiu chodzi i nie od tego człowiek jest szczęśliwy. Jezus swoje szczęście znalazł w głoszeniu dobrych rzeczy ubogim, zwiastowaniu wolności uwięzionym (przez grzech, chorobę, etc.) i niesieniu przejrzenia ludziom, na różny sposób niewidomym. O to w życiu chodzi i to jest źródłem szczęścia, nawet wiecznego.
Każdy z nas – w imię pięknego życia i szczęścia ziemskiego oraz wiecznego – musi (naprawdę musi), powalczyć o prawdę w swoim życiu. Powalczyć o prawdę i narazić się na wyśmianie. Wyzwolić choćby jednego człowieka ze strachu. Pocieszyć ciężko strapionego i wyprowadzić kogoś na prostą drogę. Mamy swoje pola bitew o prawdę, dobroć, sprawiedliwość i wielką miłość. To są misje każdego człowieka.
Coś trzeba w życiu robić. Mamy ważne misje do spełnienia.

Kazanie w wersji dźwiękowej – na www.itinerarium.pl

LITURGIA SŁOWA

(Ne 8,1-4a.5-6.8-10)
Gdy Izraelici mieszkali już w swoich miastach, wtedy zgromadził się cały lud, jak jeden mąż, na placu przed Bramą Wodną. I domagali się od pisarza Ezdrasza, by przyniósł księgę Prawa Mojżeszowego, które Pan nadał Izraelowi. Pierwszego dnia miesiąca siódmego przyniósł kapłan Ezdrasz Prawo przed zgromadzenie, w którym uczestniczyli przede wszystkim mężczyźni, lecz także kobiety oraz wszyscy inni, którzy byli zdolni słuchać. I czytał z tej księgi, zwrócony do placu znajdującego się przed Bramą Wodną, od rana aż do południa przed mężczyznami, kobietami i tymi, którzy rozumieli; a uszy całego ludu były zwrócone ku księdze Prawa. Pisarz Ezdrasz stanął na drewnianym podwyższeniu, które zrobiono w tym celu. Ezdrasz otworzył księgę na oczach całego ludu – znajdował się bowiem wyżej niż cały lud; a gdy ją otworzył, cały lud się podniósł. I Ezdrasz błogosławił Pana, wielkiego Boga, a cały lud z podniesieniem rąk swoich odpowiedział: Amen! Amen! Potem oddali pokłon i padli przed Panem na kolana, twarzą ku ziemi. Czytano więc z tej księgi, księgi Prawa Bożego, dobitnie, z dodaniem objaśnienia, tak że lud rozumiał czytanie. Wtedy Nehemiasz, to jest namiestnik, oraz kapłan-pisarz Ezdrasz, jak i lewici, którzy pouczali lud, rzekli do całego ludu: Ten dzień jest poświęcony Panu, Bogu waszemu. Nie bądźcie smutni i nie płaczcie! Cały lud bowiem płakał, gdy usłyszał te słowa Prawa. I rzekł im Nehemiasz: Idźcie, spożywajcie potrawy świąteczne i pijcie napoje słodkie – poślijcie też porcje temu, który nic gotowego nie ma: albowiem poświęcony jest ten dzień Panu naszemu. A nie bądźcie przygnębieni, gdyż radość w Panu jest waszą ostoją.
(Ps 19,8-10.15)
REFREN: Słowa Twe, Panie, są duchem i życiem
Prawo Pańskie jest doskonałe i pokrzepia duszę,
świadectwo Pana niezawodne, uczy prostaczka mądrości.
Jego słuszne nakazy radują serce,
Jaśnieje przykazanie Pana i olśniewa oczy.
Bojaźń Pana jest szczera i trwa na wieki,
sądy prawdziwe, a wszystkie razem słuszne.
Niech znajdą uznanie przed Tobą
słowa ust moich i myśli mego serca,
Panie, moja Opoko i mój Zbawicielu.
(1 Kor 12,12-30)
Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i z Chrystusem. Wszyscyśmy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, [aby stanowić] jedno Ciało: czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni. Wszyscyśmy też zostali napojeni jednym Duchem. Ciało bowiem to nie jeden członek, lecz liczne [członki]. Jeśliby noga powiedziała: Ponieważ nie jestem ręką, nie należę do ciała – czy wskutek tego rzeczywiście nie należy do ciała? Lub jeśliby ucho powiedziało: Ponieważ nie jestem okiem, nie należę do ciała – czyż nie należałoby do ciała? Gdyby całe ciało było wzrokiem, gdzież byłby słuch? Lub gdyby całe było słuchem, gdzież byłoby powonienie? Lecz Bóg, tak jak chciał, stworzył [różne] członki umieszczając każdy z nich w ciele. Gdyby całość była jednym członkiem, gdzież byłoby ciało? Tymczasem zaś wprawdzie liczne są członki, ale jedno ciało. Nie może więc oko powiedzieć ręce: Nie jesteś mi potrzebna, albo głowa nogom: Nie potrzebuję was. Raczej nawet niezbędne są dla ciała te członki, które uchodzą za słabsze; a te, które uważamy za mało godne szacunku, tym większym obdarzamy poszanowaniem. Tak przeto szczególnie się troszczymy o przyzwoitość wstydliwych członków ciała, a te, które nie należą do wstydliwych, tego nie potrzebują. Lecz Bóg tak ukształtował nasze ciało, że zyskały więcej szacunku członki z natury mało godne czci, by nie było rozdwojenia w ciele, lecz żeby poszczególne członki troszczyły się o siebie nawzajem. Tak więc, gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki; podobnie gdy jednemu członkowi okazywane jest poszanowanie, współweselą się wszystkie członki. Wy przeto jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi członkami. I tak ustanowił Bóg w Kościele najprzód apostołów, po wtóre proroków, po trzecie nauczycieli, a następnie tych, co mają dar czynienia cudów, wspierania pomocą, rządzenia oraz przemawiania rozmaitymi językami. Czyż wszyscy są apostołami? Czy wszyscy prorokują? Czy wszyscy są nauczycielami? Czy wszyscy mają dar czynienia cudów? Czy wszyscy posiadają łaskę uzdrawiania? Czy wszyscy przemawiają językami? Czy wszyscy potrafią je tłumaczyć?
(Łk 4,18)
Pan posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność.
(Łk 1,1-4.4,14-21)
Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono. Potem powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. On zaś nauczał w ich synagogach, wysławiany przez wszystkich. Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane: Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana. Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. Począł więc mówić do nich: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli.

Itinerarium , , , , , , , , ,

DZIĘCIOŁ NA SZCZYCIE

Sobota 26 stycznia 2013

Ostatnio kilka razy widziałem dzięcioła, jak siadał na samym szczycie młodego świerku. Dzięcioł nie jest głupi, zwykle bywa na pniach sosen i olch, bo wie, że tam wypuka sobie jakiś smaczny kąsek. Tylko na początku wiosny, nawet jeśli to mroźny styczeń, mądry dzięcioł dostaje amoku i siada w kompletnie artystycznych miejscach.
Z natury leniwe sójki, nie marnują energii, gromadzą ją i chronią, bo się przydaje na najgorsze chwile. Siedzą godzinami na gałęziach i ni to śpią ni drzemią. Co im odbiło, żeby teraz strzelać piruety i podwójne aksle między zagajnikami? Widziałem, dokazują! Znak, że nowe nadeszło, i trzeba uczcić święto!
Wczoraj wieczorem dostałem piękną wieść, w okolicach Cape Town (Republika Południowej Afryki), zerwały się do lotu na północ pierwsze plutony białych bocianów, dolecą pod strzechy polskie za jakieś 6 tygodni.
Otwieram Internet. Nuda. Brak akcji jest, jak mówili w popularnym filmie. Po co klikać, jak można pójść na spacer w pierwszą wiosenną sobotę?

Itinerarium , , , , , , ,

ZWYCIĘSTWA GRZESZNIKÓW

Kazanie na święto Nawrócenia św. Pawła Apostoła
Piątek 25 stycznia 2013

Co się przydarzyło Pawłowi, jednemu z ojców naszej wiary, w drodze do Damaszku? Słyszał głos, widział światło, a potem wielokrotnie zapewniał, że spotkał Jezusa zmartwychwstałego, żywego. Cała tajemnica pozostaje dla nas poza możliwością zrozumienia, a także powtórzenia.
Każdy z nas ma swoją ulicę Prostą i jakąś ścieżkę, drogę czy trasę, na której – bez wątpienia – czeka na nas Chrystus zmartwychwstały. Nie stroszmy tylko piór i nie udawajmy, że to już nam się przydarzyło, bo przyjęliśmy komunię świętą, odbyliśmy spowiedź generalną albo dostąpiliśmy łaski święceń kapłańskich. Nasze Damaszki, to zupełnie inna sprawa i być może jak dziś wpadniecie w ostry poślizg, zrobi się jasno w głowie komuś i zstąpi nań snop przedziwnego światła. Bardzo życzę, w jakichkolwiek okolicznościach.
I druga rzecz, nie pozwólcie się nigdy skreślić. Co prawda na co dzień funduje się nam festiwale wypominków, w rodzaju „Ty się już nie zmienisz”, „Dobrze cię znam”, „Ty jesteś niezłe ziółko”, „Jak możesz tak się zachowywać?”, „Z ciebie już nic nie będzie”. Sklasyfikowani na straty, z powodu takich czy innych zachowań. Przy takiej mierze Pawłowi pozostawało by tylko dalej prześladować i niszczyć chrześcijan. Smutne jest też to, że w kościołach jesteśmy także nagminnie dołowani, a kazania aż skrzą się od etykietowania wiernych od „grzeszników”, „wiarołomców”, tych, którzy porzucają Chrystusa, obrażają Go i w ogóle są bardzo złymi ludźmi (jak wy to w ogóle wytrzymujecie?). Oczywiście, wszystko zaczyna się od krotochwilnego „Umiłowani bracia i siostry …” Przeciwnie, w kościołach widzę wspaniałych ludzi, którzy kochają Boga, dzielnie zmagają się z życiem i nieustannie są na drodze przemiany. Pan Bóg jest zawsze nadzieją naszych zwycięstw.

OPISY NAWRÓCENIA ŚW. PAWŁA
Dz 22,3-16)
Ja jestem Żydem – mówił – urodzonym w Tarsie w Cylicji. Wychowałem się jednak w tym mieście, u stóp Gamaliela otrzymałem staranne wykształcenie w Prawie ojczystym. Gorliwie służyłem Bogu, jak wy wszyscy dzisiaj służycie. Prześladowałem tę drogę, głosując nawet za karą śmierci, wiążąc i wtrącając do więzienia mężczyzn i kobiety, co może poświadczyć zarówno arcykapłan, jak cała starszyzna. Od nich otrzymałem też listy do braci i udałem się do Damaszku z zamiarem uwięzienia tych, którzy tam byli, i przyprowadzenia do Jerozolimy dla wymierzenia kary. W drodze, gdy zbliżałem się do Damaszku, nagle około południa otoczyła mnie wielka jasność z nieba. Upadłem na ziemię i posłyszałem głos, który mówił do mnie: Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz? Kto jesteś, Panie? odpowiedziałem. Rzekł do mnie: Ja jestem Jezus Nazarejczyk, którego ty prześladujesz. Towarzysze zaś moi widzieli światło, ale głosu, który do mnie mówił, nie słyszeli. Powiedziałem więc: Co mam czynić, Panie? A Pan powiedział do mnie: Wstań, idź do Damaszku, tam ci powiedzą wszystko, co masz czynić. Ponieważ zaniewidziałem od blasku owego światła, przyszedłem do Damaszku prowadzony za rękę przez moich towarzyszy. Niejaki Ananiasz, człowiek przestrzegający wiernie Prawa, o którym wszyscy tamtejsi Żydzi wydawali dobre świadectwo, przyszedł, przystąpił do mnie i powiedział: Szawle, bracie, przejrzyj! W tejże chwili spojrzałem na niego, on zaś powiedział: Bóg naszych ojców wybrał cię, abyś poznał Jego wolę i ujrzał Sprawiedliwego i Jego własny głos usłyszał. Bo wobec wszystkich ludzi będziesz świadczył o tym, co widziałeś i słyszałeś. Dlaczego teraz zwlekasz? Ochrzcij się i obmyj z twoich grzechów, wzywając Jego imienia!
albo
(Dz 9,1-22)
Szaweł ciągle jeszcze siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich. Udał się do arcykapłana i poprosił go o listy do synagog w Damaszku, aby mógł uwięzić i przyprowadzić do Jerozolimy mężczyzn i kobiety, zwolenników tej drogi, jeśliby jakichś znalazł. Gdy zbliżał się już w swojej podróży do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił: Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz? Kto jesteś, Panie? – powiedział. A On: Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić. Ludzie, którzy mu towarzyszyli w drodze, oniemieli ze zdumienia, słyszeli bowiem głos, lecz nie widzieli nikogo. Szaweł podniósł się z ziemi, a kiedy otworzył oczy, nic nie widział. Wprowadzili go więc do Damaszku, trzymając za ręce. Przez trzy dni nic nie widział i ani nie jadł, ani nie pił. W Damaszku znajdował się pewien uczeń, imieniem Ananiasz. Ananiaszu! – przemówił do niego Pan w widzeniu. A on odrzekł: Jestem, Panie! A Pan do niego: Idź na ulicę Prostą i zapytaj w domu Judy o Szawła z Tarsu, bo właśnie się modli. /I ujrzał w widzeniu, jak człowiek imieniem Ananiasz wszedł i położył na nim ręce, aby przejrzał/. Panie – odpowiedział Ananiasz – słyszałem z wielu stron, jak dużo złego wyrządził ten człowiek świętym Twoim w Jerozolimie. I ma on także władzę od arcykapłanów więzić tutaj wszystkich, którzy wzywają Twego imienia. Idź – odpowiedział mu Pan – bo wybrałem sobie tego człowieka za narzędzie. On zaniesie imię moje do pogan i królów, i do synów Izraela. I pokażę mu, jak wiele będzie musiał wycierpieć dla mego imienia. Wtedy Ananiasz poszedł. Wszedł do domu, położył na nim ręce i powiedział: Szawle, bracie, Pan Jezus, który ukazał ci się na drodze, którą szedłeś, przysłał mnie, abyś przejrzał i został napełniony Duchem Świętym. Natychmiast jakby łuski spadły z jego oczu i odzyskał wzrok, i został ochrzczony. A gdy go nakarmiono, odzyskał siły. Jakiś czas spędził z uczniami w Damaszku i zaraz zaczął głosić w synagogach, że Jezus jest Synem Bożym. Wszyscy, którzy go słyszeli, mówili zdumieni: Czy to nie ten sam, który w Jerozolimie prześladował wyznawców tego imienia i po to tu przybył, aby ich uwięzić i zaprowadzić do arcykapłana? A Szaweł występował coraz odważniej, dowodząc, że Ten jest Mesjaszem, i szerzył zamieszanie wśród Żydów mieszkających w Damaszku.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

ZAGUBIENIA PRZERÓŻNE

Czwartek 24 stycznia 2013

Przypuszczam, że dzisiejszy wpis może nie dotyczyć większości z was. Spotykam coraz więcej ludzi zagubionych i zdezorientowanych życiowo. Zdawałoby się, że współczesność stwarza wiele możliwości dobrej organizacji życia, możemy przecież szybko się kontaktować, przemieszczać i bez końca wybierać. Mamy łatwy dostęp do wiedzy, pieniędzy i wszystkich możliwych rzeczy.
Zagubienia są przeróżne, od kompletnie nietrafnych wyborów studiów (i ciągnięcie naraz dwóch kierunków), poprzez tzw. zdobywanie doświadczenia w kilku bądź kilkunastu firmach czy instytucjach (co przypomina jazdę zygzakiem po pijanemu, nerwowe zmienianie drogi), po przypadkowe związki owocujące coraz bardziej krótkotrwałymi małżeństwami. Na wiele pytań „dlaczego”, widzę wzruszenie ramion lub słyszę „Nie wiem”.
Nie chcę się wymądrzać, ale sądzę, że zbyt łatwo za przyczynę zagubienia podaje się zwielokrotnienie możliwości, jakimi dysponujemy. Oczywiście, można zwariować jak człowiek bez wysiłku może tworzyć sobie setki wariantów życia. Zresztą nieustannie bombardowani jesteśmy propozycjami, aby ułożyć sobie życie tak czy inaczej.
Przypuszczam, że każdy z nas zaczyna gubić się od wewnątrz i nie zganiałbym na dziwne czasy czy inne przyczyny zewnętrzne. To w środku siebie samego muszę jasno widzieć co jest ważne i z mocą pójść za tym, odrzucając (boleśnie czasem) inne rozwiązania. Pojęcia wewnętrznego światła i wewnętrznej mocy – a są to sfery, w których działa także Pan Bóg – zostały wyrugowane z naszego myślenia i działania. I dlatego niekiedy przypominamy suche patyki rzucane na rwący strumień rzeki, płynące nie wiadomo dokąd. Nie zgubić się, oznacza – tak czuję – trudną wierność sobie samemu. I przez to także Bogu.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

ODCHODZIMY OD BOGA

Środa 23 stycznia 2013

Coraz częściej tu i ówdzie słyszę o odwrocie od chrześcijaństwa, porzucaniu religii i postępującej ateizacji. Argumenty przytaczane za słusznością tej opinii są ponoć liczne i mocne. Coraz mniej ludzi chodzi do kościoła, mnożą się przypadki znieważania symboli religijnych, propaganda ateistyczna wtargnęła w przestrzeń publiczną (bilbordy), codziennie pojawiają się ataki na księży i Kościół, rosną słupki poparcia dla Ruchu Palikota.
Szczerze przyznam, że żadne z tych zjawisk nie napawa mnie nadmiernym niepokojem. Trochę już przeżyłem i widziałem różne fale sympatii i antypatii do przejawów religijności, to się zmienia co kilka lat.
Niebezpieczeństwo, moim zdaniem, leży gdzie indziej. Nazwę to stylem życia, a mam na myśli pewien podstawowy profil, jaki obieramy w życiu. Może ta refleksja wyda się wam dziwna, ale spróbujmy.
Od Boga odchodzi się naprawdę nie wskutek absencji w kościele, ale w umyśle, kiedy zaczyna opanowywać nas „anty – life mentality”, mentalność przeciwna życiu. Ukochanie życia i to szalone, jest czymś bardzo Bożym. Kiedy dajemy choćby intencjonalnie zgodę na wizję śmierci – dyskusja o aborcji, eutanazji, dopuszczalności miękkich narkotyków – na końcu kryje się odrzucenie Boga, dawcy Życia.
Od Boga odchodzi się nie przez hałaśliwe głoszenie ateistycznych haseł, ale przez maniakalne gadulstwo, w esemesach, mailach, plotkowaniu, strzępieniu języka z każdym i na każdy temat. Słowo, Syn Boga, nie stało się plotką, ale Ciałem. Ile naszych słów zamienia się w ciało, czyli cokolwiek znaczy, cokolwiek zmienia, cokolwiek ziszcza, czyli stwarza?
Od Boga odchodzi się nie przez znieważanie symboli religijnych, ale poprzez Umiłowanie Pustki, dominujące dzisiaj w naszych reakcjach. Zakupy, co rusz nowa moda, sto kanałów w telewizorze, nieustanne zmienianie smaków i zapachów. Tym chętniej sięgamy po Pustkę, im bardziej kolorowo jest opakowana.
Od Boga odchodzi się nie przez sympatię dla wspomnianego wyżej Ruchu, ale przez wejście w Sferę Niedotykalności. Jesteśmy coraz bardziej Niedotykalni (Untouchable), schronieni w bezcielesnej przestrzeni Facebooka, skrzynki mailowej, skrzynce „krótkich wiadomości”. Ludzie, wzorem Jezusa, potrzebują cudownej galaktyki dotyku.
„To wam oznajmiamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce” – pisze o swoim kontakcie z Bogiem, Chrystusem, św. Jan Apostoł. „Czego dotykały nasze ręce!”
Od Boga nie odchodzi się krytykując Kościół i księży, ale poprzez porzucanie Przyjaźni i Miłości. Sklejamy się w jakieś konstelacje „na chwilę”, „na próbę”, „do jutra”. A od Boga płynie niezrozumiałe prawie „aż do końca świata” czy „na zawsze”.
W sztampowym skamleniu na porzucanie chrześcijaństwa pomijamy istotę zagrożenia. A wierność Bogu to szalone pokochanie życia, proste i głębokie słowo, abstynencja od pustki, wejście w sferę dotyku i czucia i niestrudzona przyjaźń, dzień po dniu. I wreszcie ta głupia miłość, która niczego nie zazdrości, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję i jest największa.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

DZIEWCZYNY ZRZUĆCIE KRYNOLINY Z GŁÓW

Kazanie na 150 rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego
Wtorek 22 stycznia 2013

Z Powstaniem Styczniowym było wcale nie tak, jak się potocznie uważa. Nie wybuchło – 150 lat temu – z powodu branki polskiej młodzieży do ruskiego wojska. Wybuchło z przyczyn niezwykłych, z miłości do Boga i ludzi.
Po kolei jednak. Po doświadczeniach krwawej porażki z roku 1831, w Polaków wstąpił przedziwny duch. Powiedziałbym – duch krzepy moralnej i obywatelskiej. Na początku lat 60-tych XIX wieku w niezwykłym stopniu rośnie liczba szkółek niedzielnych, powstają czytelnie i biblioteki, rodzą się gazety (np. „Słowo” Józefata Ohryzki), głównie za sprawą księży.
Tworzy się coś na kształt nowego ruchu umysłowego, jakaś żądza wiedzy, mądrości i ukierunkowania na moc wewnętrzną. Wtedy właśnie zaczyna wychodzić pierwsza polska encyklopedia w wydaniu Orgelbrandta. Skutkuje poryw abstynencji od alkoholu, np. w guberni wileńskiej liczba wypitych wiader wódki spada z 900.000 w roku 1859 do 550.00 w następnym. Zaniepokojeni Rosjanie wydają dekret w którym stoi: „Zabrania się zakładać bractw trzeźwości jako niedozwolonych przez prawo obowiązujące”. Historycy odnotowują, że furorę robią „oszczędność, skromność, obracanie posiadanych zasobów na cele publiczne”. Na karnawałowy bal urządzony przez rosyjskiego okupanta w styczniu 1861 roku przyszło zaledwie 25 pań, Rosjanki, Niemki i Żydówki rezydujące wówczas w stolicy, żadnej Polki! Jedna z naszych rodaczek nie dotarła na ów bal, ponieważ po drodze „nieznani sprawcy” oblali jej strój kwasem siarkowym.
Kobiety zresztą odegrały przed powstaniem rolę wyjątkową. W atmosferze duchowego sprzeciwu, Polki zarzuciły noszenie krynolin i ozdobnych sukien, wkładały suknie jak najczarniejsze. Ich mężowie sięgali powszechnie po czamarki i rogatywki. W domach, gdzie próbowano organizować karnawałowe szaleństwa, nieoczekiwanie wylatywały szyby z okien! Wtedy też polskie mężatki zaczęły nosić obrączki ślubne na prawej ręce na znak żałoby narodowej, a dotąd – jak wszyscy na świecie – nosiły je na dłoni lewej. Wiadomo, że lewa ręka kojarzy się z sercem i inni na świecie, nie doświadczeni dramatem narodowej rzezi, „od zawsze” mają obrączki na lewej ręce, np. w USA, Francji, Anglii, Kanadzie czy we Włoszech.
W kościołach tłumy ludzi zgodnie śpiewały „Ojczyznę wolną racz nam zwrócić Panie”. Gorących kazań w przedsionku lubelskiej katedry w 1862 roku słuchali Żydzi i ewangelicy. Na marginesie, był to chyba najbardziej udany „Tydzień Ekumeniczny”, bardziej owocny niż dzisiejsze pobożne gadulstwo.
A potem był zryw, walka, krew ponad 30.000 ofiar. Owoc Wolności przyszedł dopiero za ponad 50 lat, w 1918 roku.
My, Polacy, czasem potrafimy w sercach wywalczyć i Wolność i Miłość Największą. Oby i 150 lat po Tamtym Zrywie.

Itinerarium , , , , , ,

ECHO Z SERCA

Poniedziałek 21 stycznia 2013

Wielkie, wypasione zwały śniegu zalegają na łąkach i polach. Ośmielają się także nadwyrężać gałęzie sosen i modrzewi. Bardzo wielka, ogromna obfitość białej piękności. I spokój i łagodność.
Telewizja nadaje filmy i talk-show. Radio od rana serwuje „wiadomości”, gazety (których już prawie nikt nie kupuje) silą się na komentarze i fotogalerie, można na przykład wybrać Miss Zimy.
Najważniejsze sprawy dokonują się jednak w naszych sercach. Tutaj nudzimy się, spiskujemy, zliczamy zyski z lokat, wyobrażamy sobie następne dni. I piszemy scenariusze powszedniej utarczki z życiem.
Albo kochamy. W sercu. Boga, siebie, innych. Zdarza się.

Itinerarium , , , ,

ROSÓŁ NA NIEDZIELNY OBIAD

Kazanie na 2 niedzielę zwykłą
20 stycznia 2013

Podoba mi się i to bardzo obecność Pana Jezusa na ludzkiej imprezie, na weselu. Ewangelia nic o tym nie wspomina, ale przypuszczam, że Pan Jezus na tej zabawie tańczył z kobietami, jadł baraninę i pił wino. Jak wesele, to wesele.
A cudu nie dokonał z powodu nadużycia wina ale z racji niezwykłej (boskiej) chęci całkowitego zjednoczenia z człowiekiem we wszystkich przejawach naszego życia. Jakby nie chodził na wesela i pogrzeby, nie wiedziałby co to ludzka radość i ludzki smutek. A przecież człowiek musi znać te stany.
Z drugiej strony, ta Ewangelia brzmi jak zaproszenie na karnawał, na dansy, hołubce i wiwaty. Troszkę się boczymy, bo przecież Pan Jezus to w Najświętszym Sakramencie, w tabernakulum i w bazylice św. Piotra. Nie przeczę, pewnie tak. A jeszcze bardziej w spotkaniach przyjaciół, tańcach do rana, weselnych i innych, w życiu. W najbardziej zwyczajnym życiu, przy naszej kawie i rosole na niedzielny obiad.

Kazanie głosem : www.tinerarium.pl

Liturgia słowa

(Iz 62,1-5)
Przez wzgląd na Syjon nie umilknę, przez wzgląd na Jerozolimę nie spocznę, dopóki jej sprawiedliwość nie błyśnie jak zorza i zbawienie jej nie zapłonie jak pochodnia. Wówczas narody ujrzą twą sprawiedliwość i chwałę twoją wszyscy królowie. I nazwą cię nowym imieniem, które usta Pana oznaczą. Będziesz prześliczną koroną w rękach Pana, królewskim diademem w dłoni twego Boga. Nie będą więcej mówić o tobie “Porzucona”, o krainie twej już nie powiedzą “Spustoszona”. Raczej cię nazwą “Moje upodobanie”, a krainę twoją “Poślubiona”. Albowiem spodobałaś się Panu i twoja kraina otrzyma męża. Bo jak młodzieniec poślubia dziewicę, tak twój Budowniczy ciebie poślubi, i jak oblubieniec weseli się z oblubienicy, tak Bóg twój tobą się rozraduje.
(Ps 96,1-3.7-10)
REFREN: Pośród narodów głoście chwałę Pana
Śpiewajcie Panu pieśń nową,
śpiewaj Panu, ziemio cała.
Śpiewajcie Panu, sławcie Jego imię,
każdego dnia głoście Jego zbawienie.
Głoście Jego chwałę wśród wszystkich narodów,
rozgłaszajcie Jego cuda pośród wszystkich ludów.
Oddajcie Panu chwałę i uznajcie Jego potęgę.
Oddajcie Panu chwałę należną Jego imieniu.
Uwielbiajcie Pana w świętym przybytku.
Zadrżyj, ziemio cała, przed Jego obliczem.
Głoście wśród ludów, że Pan jest królem,
będzie sprawiedliwie sądził ludy.
(1 Kor 12,4-11)
Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich. Wszystkim zaś objawia się Duch dla [wspólnego] dobra. Jednemu dany jest przez Ducha dar mądrości słowa, drugiemu umiejętność poznawania według tego samego Ducha, innemu jeszcze dar wiary w tymże Duchu, innemu łaska uzdrawiania w jednym Duchu, innemu dar czynienia cudów, innemu proroctwo, innemu rozpoznawanie duchów, innemu dar języków i wreszcie innemu łaska tłumaczenia języków. Wszystko zaś sprawia jeden i ten sam Duch, udzielając każdemu tak, jak chce.
(2 Tes 2,14)
Bóg wezwał nas przez Ewangelię, abyśmy dostąpili chwały naszego Pana, Jezusa Chrystusa.
(J 2,1-12)
W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: Nie mają już wina. Jezus Jej odpowiedział: Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja? Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: Napełnijcie stągwie wodą! I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu! Oni zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory. Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie. Następnie On, Jego Matka, bracia i uczniowie Jego udali się do Kafarnaum, gdzie pozostali kilka dni.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

WSZYSTKIE ŻONY IDEALNE

Sobota 19 stycznia 2013

Wszystkie żony są idealne, tylko mężowie nie zawsze wiedzą o tym albo są za młodzi by to pojąć. Kiedyś rozmawiałem z bardzo dojrzałym panem i mężem, miał blisko dziewięćdziesiąt pięć lat. Nie wiadomo skąd sam wskoczył na temat małżonki.

– Żonę to mam idealną – stwierdził.

Ponieważ rzadko zdarza mi się takie rzeczy słyszeć, częściej wręcz przeciwne, dopytywałem czemu tak sądzi.

– No bo rozmawia ze mną, przychodzi i mówi do mnie.

Uff, pomyślałem, najwięcej mężów właśnie z tego powodu uważa swoje żony za bardzo nieidealne.

– No i pilnuje mnie, jest idealna …

O masz, myślę, dlaczego większość facetów nie lubi jak żony ich pilnują? Przecież to dla ich dobra! Nie?

Niczego nie zmyślam, tak mniej więcej wyglądała ta rozmowa. I myślę sobie, że faceci muszą dojść w okolice dziewięćdziesiątki, aby pojąć, że ich żony są idealne!

Itinerarium , , , ,

JESTEŚCIE PIĘKNI

Piątek 18 stycznia 2013

Z bardzo ważnego powodu należy siebie lubić i podobać się sobie samemu. Jak człowiek siebie lubi, może stać się doskonały w miłości.
To jest mniej więcej tak. Każdy z nas ma wady (których nie lubi) i zalety (którymi, wiadomo, nie wypada się chwalić), każdy ma na swoim sumieniu różne grzechy, słabości, nawet świństwa się mogą zdarzyć i porażki. To powoduje niesmak, zgrzyt i wieczne niezadowolenie. Ciągle nie możemy wyrzeźbić z siebie ideału! Nie lubimy siebie i zawsze wolelibyśmy być inni niż jesteśmy. Z tego samego powodu chętnie dostrzegamy w innych wady, brzydkie rzeczy, złościmy się na nich i nawet rzucamy brzydkimi słowami na „ka” i „cha” (choć niektórzy błędnie piszą, że na „ha”). Przy okazji, najlepiej, jak znajdziemy u innych więcej wad i zła niż u siebie, uff, nie jesteśmy najgorsi! I z tego samego powodu – wiecznego niezadowolenia z siebie – mamy także liczne „ale” wobec Pana Boga. Mógłby przecież trochę bardziej sprawiedliwie urządzić ten świat, zapobiec wojnom i wypadkom, ta Jego wszechmoc jakaś nie wszechmocna. Tym tłumaczymy czasem naszą chwiejność w wierze i obojętność wobec Pana Boga.
Kiedy uda nam się polubić siebie samych, wrednych i pięknych zarazem, pokochamy też i ludzi, w rzeczy samej – tak jak my – zarazem wrednych i pięknych. I kiedy będziemy z siebie zadowoleni, mimo skaz w urodzie i wpadek życiowych, pokochamy szczerze Pana Boga, nie przypisując Mu jakichś niedoskonałości.
W chrześcijaństwie chodzi o to, żeby kochać Boga, bliźnich i siebie samego. Ale droga do miłości i Boga i ludzi, zaczyna się od pokochania siebie samego.
PS. Jesteście wszyscy naprawdę dobrzy i piękni, teraz już to wiecie 

Itinerarium , , , , , , , ,