LISTA MOICH WROGÓW

Środa 27 lutego 2013

 

 

Bez wrogów nie będziemy blisko Pana Boga. Przekonałem się o tym wielokrotnie i przekonuję coraz bardziej. Pan Jezus był realistą, nie mówił: „Żyj tak, abyś nie miał wrogów”. Zakładając, że każdy, wszędzie i zawsze natrafi na prześladowców, podpowiedział co mamy zrobić z wrogami: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują”

Mamy całą galę wielkopostnych ćwiczeń, rekolekcje, Gorzkie Żale, Drogi Krzyżowe. Czasem, po usilnym stosowaniu wspomnianych praktyk, możemy dojść do przekonania, że to wszystko co mamy do zrobienia i już zapunktowaliśmy u Pana Boga. Możemy spokojnie dekorować koszyczek ze święconką.

Myślę, że jednym z najpoważniejszych kryteriów duchowej dojrzałości jest to, co robimy z naszymi wrogami, nieprzyjaciółmi i agresorami. Pierwszą reakcją jest emocjonalne wysyłanie ich na pohybel, oddanie pięknym za nadobne, słodka zemsta, adekwatny rewanż, a w najlepszym przypadku jakaś forma ukąszenia. To są oczywiste i wręcz naturalne reakcje.

Wrogów, chcąc nie chcąc, będziemy mieli do końca życia, chyba, że ktoś potrafi w kameleonowy sposób dopasować się do każdej sytuacji i ma w sobie coś z  mydła, które wiadomo wszędzie wlezie. Wrogów będziemy mieli do końca życia. Będziemy mieli nieprzyjaciół i prześladowców. Możemy próbować uciekać w obojętność wobec atakujących nas – „Nic mnie to nie obchodzi”, możemy uruchomić (i w rzeczywistości często tak robimy) mechanizm pogardy „Mam cię (przynajmniej) w nosie”. Mechanizm pogardy jest o tyle wygodny, że  pomimo doznanej krzywdy pozwala nam na poczucie wyższości. Żadna z tych reakcji nie da się pogodzić z Ewangelią. Ewangelia nie proponuje ani pasywnego dystansu wobec wrogów ani dżentelmeńskich uników. Zachęca do natarcia na wrogów z miłością i modlitwą.

I to jest kompletny hardcore i jazda bez trzymanki. Nie bić nieprzyjaciół, nie pomstować na nich, nie olewać i nie odsądzać od czci i chwały, ale kochać, miłować i wziąć jeszcze w pacierz. Z biegiem lat westchnienia za nieprzyjaciół i prześladowców stały się integralną częścią mojej codziennej modlitwy. Przyznam się wam do pewnej osobistej praktyki w tej dziedzinie. Za moich nieprzyjaciół staram się modlić od razu po jakimś doznanym akcie wrogości i jest to modlitwa dwojaka. Modlę się od razu albo zmawiając Ojcze nasz albo Ojcze nasz i Zdrowaś Mario. Ojcze nasz odmawiam wtedy, gdy od razu przypomnę sobie o zasadzie modlitwy za wrogów, czyli zaraz po tym, jak mnie ktoś obmówi, opluje, oszuka albo okradnie. A Ojcze nasz i Zdrowaś Mario wtedy, gdy w odruchowej reakcji najpierw zaklnę (w duszy albo półgłosem). Delikwent sklęty na początku,  ma potem u mnie i Ojcze nasz i Zdrowaś Mario. Późnym wieczorem, w rachunku sumienia, najpierw szybko sobie wyliczam  wszystkich skurczybyków co dali mi w kość i modlę się za nich. A potem już dłużej dziękuję Bogu za przyjaciół. Bo przecież, jak czytam, niekoniecznie długo mam się modlić za wrogów.

Myślę, że wrogowie, prześladowcy i nieprzyjaciele, są probierzem naszej wiary w Ewangelię i zdolności naśladowania Pana Jezusa, to, co z nimi robimy decyduje czy dobrze odprawiamy Wielkie Posty. Zróbcie sobie listę waszych wrogów, mniejszych i większych, będziecie ich mieli zawsze i do końca  życia. Są darem od Pana Boga, abyśmy wzrastali w miłości, ożywiali nasze przytęchłe modlitwy i razem z nimi, pod rękę, weszli do szczęśliwej wieczności.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

PRZEBACZAM CI I PRZEBACZ MI

Wtorek 26 lutego 2013

 

Jeżeli Wielki Post ma być czasem porządkowania  życia, to jedną z najważniejszych niw jest ciernista ziemia gniewów i nienawiści, na której ma zakwitnąć przebaczenie. I nie chodzi o to, żeby przypominać o przebaczeniu i mówić o nim, ale żeby je spełnić. I w związku z tym kilka podstawowych kwestii.

Sytuacje gniewu, agresji, zranienia i nienawiści, są treścią doświadczenia każdego z nas. Do końca życia trafiać będą  w nas złe słowa, prześmiewcze gesty, pomówienia, oskarżenia, może nawet dostaniemy po gębie, przenośnie i dosłownie, możemy zostać okradzeni, pobici, ktoś może skrzywdzić osoby bardzo nam bliskie i to bardzo boleśnie. To wtedy, gdy nas dosięga jakieś zło. Ale i odwrotnie, nie jesteśmy aniołami i sami razimy innych złymi myślami, ostrymi słowami czy wreszcie podłymi gestami i czynami. Jesteśmy zawsze w sytuacji, gdy krzywdzimy (choćby mimowolnie) i zarazem jesteśmy krzywdzeni (także niekoniecznie celowo). Co z tym zrobić?

Po pierwsze, najgorsze rany zadajemy i otrzymujemy w relacjach z osobami najbliższymi. Im bliżej siebie jesteśmy tym częściej, mocniej i głębiej możemy się ranić. Dlatego bolą najbardziej zranienia od żony, męża, ojca, matki, przyjaciela.

Po drugie, jeśli nie podejmiemy próby przebaczenia, gniew, pamięć krzywdy, zaczną nas zżerać i niszczyć. Właśnie nas, a nie tych, którzy nas zranili! Nieprzebaczone zło najpierw zakazi nasze myśli, uczucia i pragnienia. Skrzywi nam spojrzenie na wszystkich ludzi i na całe życie. Nieprzebaczone zło zawładnie wszystkimi sferami naszego życia. Może nawet przerodzić się w trwałe zgorzknienie, rozczarowanie światem i życiem. Można próbować zagłuszyć ból aktami zemsty, ale to nic nie da, bo zemsta jest nienasycona. Tak, jeśli nie przebaczymy, będziemy się mścić (albo przynajmniej próbować) do końca życia i będziemy umierać nienasyceni żądzą skutecznego rewanżu.

Po trzecie, przebaczenie jest kwestią decyzji, aktem woli. „Chcę Ci przebaczyć!”. Uczucia nie od razu pójdą za naszą wolą i będą się odzywać jeszcze długo po akcie przebaczenia, ale w końcu podążą za wolą. Najpierw więc trzeba chcieć przebaczyć i podjąć taką decyzję.

Po czwarte, są sytuacje, kiedy nie mamy tyle siły, żeby przebaczyć. Wtedy nie pozostaje nic innego jak żarliwie i mocno prosić Pana Boga o łaskę przebaczenia – jedną z takich sytuacji opisałem w Itinerarium 12 grudnia 2012 (niżej przytaczam ten wpis) .

Po piąte, tylko przebaczenie czyni nas w pełni wolnymi, gniew, odruchy odwetu, zniewalają nas i dają miejsce do szaleństw szatana w naszej duszy. W przebaczeniu stajemy się ludźmi naprawdę głęboko wolnymi i szczęśliwymi.

Po szóste, przebaczenie pozwala nam poczuć się blisko Boga, który zawsze (ZAWSZE) przebacza – o tym też we wspomnianym grudniowym wpisie.

I po siódme, z przebaczeniem jest tak, że im szybciej tym lepiej. Dlatego natychmiast wyślij dobrego esemesa czy maila, zadzwoń czy umów się na rozmowę. Teraz. Bo przypominam, że szatan zwykle podpowiada –„Jutro, kiedyś, później …” A Pan Bóg działa Tu i Teraz.

 

 

ŚWIĘTA NA CMENTARZU

Środa 12 grudnia 2012

 

 

Szalona miłość pani Leokadii trwała ponad 40 lat. Kochała męża obłędnie, dbała i troszczyła się, nadskakiwała i darzyła szacunkiem. Jej uczucia doszły do szczytu w czasie choroby męża, przesiadywała przy nim dniami i nocami, do samego końca. W dowód miłości wystawiła nieboszczykowi piękny pomnik, prawie sarkofag, któremu nic nie dorównywało na cmentarzu. Miłość poza grób.

W rok po śmierci męża porządkowała jego ostatnie ziemskie manatki. Pech chciał, albo diabeł, że wpadły jej w ręce listy, jakie mąż otrzymywał od kochanki. Koszmaru dopełniał fakt, że kochanką była jej własna siostra. To był najbardziej tragiczny dzień w życiu Leokadii. Życie straciło sens, a wielka miłość przerodziła się w jeszcze większą nienawiść. Siostra dostała po gębie, nie chciała jej znać. Mężowi odwdzięczyć się nie było jak, ale jednej nocy w furii poszła na cmentarz i młotkiem rozpirzyła sarkofag, na tyle ile umiała. „Tłukłam trzy godziny, wszystko, anioły, krzyż, tablicę.”

Poczucie zranienia, krzywdy i oszukania, zżerało kobietę także fizycznie. Zgarbiła się, na twarzy wręcz wyblakła, jadała mało i rzadko. Rozmawialiśmy wielokrotnie, ale wątpię czy jakiekolwiek mądre rady mogły mieć jakieś znaczenie. Namawiałem panią Leokadię, prawie dwa lata, aby przebaczyła i mężowi i siostrze. To jedyna metoda, aby wyleczyć wrzód, jaki nosiła w sobie. Kilka razy wspólnie modliliśmy się o moc do przebaczenia, bo po ludzku nie mamy tyle siły. Bóg ma nieprzebrane zasoby przebaczenia. I dzieli się nim z nami. Wiele razy mówiłem to, w co sam wierzę i praktykuję: „Ten, kto przebacza może poczuć się jak sam Bóg. Nic tak nas nie upodabnia do Niego jak przebaczenie ludziom.” Przed pierwszym listopada poprosiła, abyśmy wspólnie poszli na cmentarz. Byłem świadkiem, jak wypowiadała słowa przebaczenia przy zniszczonym grobie męża. Przebaczenie krztusiło się we łzach, szlochu i jęku. Z siostrą poradziła sobie już sama, choć bliskość między nimi już nie wróciła; nie ma potrzeby zresztą.

Pani Leokadia odwiedza męża na cmentarzu, grobowiec jest odnowiony i zadbany, choć bez fajerwerków, nie ma potrzeby zresztą. Kobieta cieszy się resztą swojego życia, ma wspaniałe dzieci i wnuki.

Boże Narodzenie spotkało panią Leokadię tuż przed Wszystkimi Świętymi. I przydarza się w ten dzień, kiedy mam dość mocy, aby przebaczyć. A święta to tylko święta.

 

 

 

 

 

 

Itinerarium , , , , , , , , , ,

O SZTUCE ODDAWANIA ŻYCIA

Poniedziałek 25 lutego 2013

 

 

 

Tylko nieliczni z nas nie umrą, choć niesłusznie mniema  się, że wszyscy umierają. Wielki Post to może być także czas nadawania sensu własnej śmierci.

Różnie się mówi o tym momencie, że ktoś kopnął w kalendarz, przekręcił się, odszedł, skonał czy zmarł. Urzędowo z boku pojawia się stwierdzenie: „Nastąpił zgon”.

Życia trzymamy się kurczowo, wszystkimi pazurami, niepewni czy to które tu mamy jest jedyne, czy może jest inne Tam. I wypilibyśmy każdy nektar, który dałby nam dwieście albo i trzysta lat, a najlepiej wieczność po tej stronie.

Jest taki niezwykły logion Jezusa: „Ja życie moje oddaję, aby je [potem] znów odzyskać.  Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać”. (J 10,17-18). Jezus zatem życie oddawał i oddał, władał swoim życiem i oddał. A to różnica – życie oddać czy umrzeć, kopnąć w kalendarz lub odejść. Jezus dysponował swoim życiem i w wolnej decyzji oddał je, wiemy za kogo i dlaczego.

I jeśli można coś mądrego z życiem zrobić, z życiem i jego finałem, to warto je za kogoś oddać i wiedzieć dlaczego. Po co umierać z żalem, z goryczą, że się życie traci i że ktoś nam je odbiera? Sam, codziennie się uczę sztuki oddawania życia, z przekonaniem, że naśladuję Chrystusa. Myślę, że nie wszyscy umrzemy, niektórym z nas może uda się oddać życie.

Dziwne to, prawda? Kiedy Jezus wypowiedział cytowany wyżej logion, spotkał się z następującą reakcją części (opiniotwórczych) słuchaczy: „On jest opętany przez złego ducha i odchodzi od zmysłów. Czemu Go słuchacie?” (J 10, 20). Zatem, jeżeli zechcecie oddawać swoje życie, zamiast umierać, nie zdziwcie się, że komentarze, na blogach i gdzie indziej, będą raczej niepochlebne. Ale czy żyjemy lub oddajemy życie dla komentarzy? Niemniej, jeśli chce się naśladować Pana Jezusa, trzeba się zawsze liczyć z jakąś głupią frondą.

Itinerarium , , , , ,

OBŁOKI ZAPRASZAJĄ

Kazanie na II Niedzielę Wielkiego Postu

24 lutego 2013

 

 

Znamienną rolę w dzisiejszej Ewangelii odgrywa tajemniczy obłok na górze Tabor. Zjawia się nagle, osłania Eliasza i Mojżesza, z niego też rozlega się głos Boga. Obłok, tajemniczy nubes, staje się przestrzenią doświadczenia Boga.

Niejednokrotnie zdarzało mi się wędrować w górach i wejść w obłok, chmurę, niejako w zasłonę mgieł, oparów. Towarzyszy temu wrażenie niepewności, stąpania ostrożnego i trochę po omacku, jest napięcie, chwilami poczucie zawieszenia. Niemniej nie jest to ciemność, zupełny brak widoczności i całkowita bezradność. Przypuszczam, że doświadczenie obłoku jest najbardziej autentyczną, choć bardzo niepewną, możliwością spotkania z Bogiem. Obłok, z jednej strony skrywa, zasłania i przyciemnia rzeczywistość, a z drugiej jakoś jednak ją objawia, przybliża i uobecnia.

Wiele bardzo ważnych rzeczy w historii zbawienia rozgrywało się (i rozegra) w niepewności obłoku. Łuk przymierza (tęcza) między Bogiem a Noem został rozłożony na obłokach, Bóg sam stał się „słupem obłoku” przy wyprowadzaniu Izraelitów z Egiptu, w środku obłoku Mojżesz otrzymał Dekalog, na obłokach także przyjdzie w czasach ostatecznych Syn Człowieczy.

Wiara nie jest jasnością rozsłonecznionego południa, z pełnią blasku, jest doświadczeniem niepewności obłoku, jest zarazem chwiejnością i zaproszeniem do ufności. Ufajcie niepewnym obłokom zjawiającym się nagle w życiu, nic więcej od Boga nie otrzymacie.

 

PS 1. Kazanie w wersji dźwiękowej na www.itinerarium.pl

PS 2. Przy okazji polecam, mało dostępne (ale mam!), anonimowe i niezwykłe dziełko czternastowiecznej mistyki angielskiej „Obłok niewiedzy” („Cloud of Unknowning”)

 

LITURGIA SŁOWA

 

 

(Rdz 15,5-12.17-18)
Bóg poleciwszy Abramowi wyjść z namiotu, rzekł: Spójrz na niebo i policz gwiazdy, jeśli zdołasz to uczynić; potem dodał: Tak liczne będzie twoje potomstwo. Abram uwierzył i Pan poczytał mu to za zasługę. Potem zaś rzekł do niego: Ja jestem Pan, który ciebie wywiodłem z Ur chaldejskiego, aby ci dać ten oto kraj na własność. A na to Abram: O Panie, mój Boże, jak będę mógł się upewnić, że otrzymam go na własność? Wtedy Pan rzekł: Wybierz dla Mnie trzyletnią jałowicę, trzyletnią kozę i trzyletniego barana, a nadto synogarlicę i gołębicę. Wybrawszy to wszystko, Abram poprzerąbywał je wzdłuż na połowy i przerąbane części ułożył jedną naprzeciw drugiej; ptaków nie porozcinał. Kiedy zaś do tego mięsa zaczęło zlatywać się ptactwo drapieżne, Abram je odpędził. A gdy słońce chyliło się ku zachodowi, Abram zapadł w głęboki sen i opanowało go uczucie lęku, jak gdyby ogarnęła go wielka ciemność. A kiedy słońce zaszło i nastał mrok nieprzenikniony, ukazał się dym jakby wydobywający się z pieca i ogień niby gorejąca pochodnia i przesunęły się między tymi połowami zwierząt. Wtedy to właśnie Pan zawarł przymierze z Abramem, mówiąc: Potomstwu twemu daję ten kraj, od Rzeki Egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat.

(Ps 27,1.7-9.13-14)
REFREN: Pan moim światem i zbawieniem moim

Pan moim światłem i zbawieniem moim,
kogo miałbym się lękać?
Pan obrońcą mego życia,
przed kim miałbym czuć trwogę?

Usłysz, o Panie, kiedy głośno wołam,
zmiłuj się nade mną i wysłuchaj mnie.
O Tobie mówi moje serce:
„Szukaj Jego oblicza”.

Będę szukał oblicza Twego, Panie.
Nie zakrywaj przede mną swojej twarzy,
nie odtrącaj w gniewie Twojego sługi.
Ty jesteś moją pomocą więc mnie nie odrzucaj.

Wierzę, że będę oglądał dobra Pana
W krainie żyjących.
Oczekuj Pana, bądź mężny,
nabierz odwagi i oczekuj Pana.

(Flp 3,17-4,1)
Bracia, bądźcie wszyscy razem moimi naśladowcami i wpatrujcie się w tych, którzy tak postępują, jak tego wzór macie w nas. Wielu bowiem postępuje jak wrogowie krzyża Chrystusowego, o których często wam mówiłem, a teraz mówię z płaczem. Ich losem – zagłada, ich bogiem – brzuch, a chwała – w tym, czego winni się wstydzić. To ci, których dążenia są przyziemne. Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa, który przekształci nasze ciało poniżone, na podobne do swego chwalebnego ciała, tą potęgą, jaką może On także wszystko, co jest, sobie podporządkować. Przeto, bracia umiłowani, za którymi tęsknię – radości i chwało moja! – tak stójcie mocno w Panu, umiłowani!

(Mt 17,7)
Z obłoku świetlanego odezwał się głos Ojca: „To jest mój Syn umiłowany, Tego słuchajcie”.

(Łk 9,28b-36)
Jezus wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. Ukazali się oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie. Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę i obydwóch mężów, stojących przy Nim. Gdy oni odchodzili od Niego, Piotr rzekł do Jezusa: Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Nie wiedział bowiem, co mówi. Gdy jeszcze to mówił, zjawił się obłok i osłonił ich; zlękli się, gdy [tamci] weszli w obłok. A z obłoku odezwał się głos: To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie! W chwili, gdy odezwał się ten głos, Jezus znalazł się sam. A oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie oznajmili o tym, co widzieli.

 

Itinerarium , , , , , , ,

DOLOROSA

Sobota 23 lutego 2013

 

 

Stabat Mater Dolorosa, Stoi Matka Bolejąca, to jeden z bardzo pradawnych hymnów, sekwencji wykonywanych w czasie Wielkiego Postu (cały tekst poniżej), mówiący o współcierpieniu Marii na widok umierającego Syna. Kolejne zwrotki opisują – w średniowiecznej ornamentyce – solidarność Matki z Synem oraz zachęcają do solidarności z obojgiem w cierpieniu.

Myślę, że funkcja matki Bolejącej się nie zmieniła, stoi obok niewinnie umierających w Syrii, przy bezdusznym akompaniamencie światowej dyplomacji. Tam giną Jej dzieci, które wzięła sobie pod krzyżem. Stała niedawno na Piotrkowskiej w Łodzi, kiedy został zadźgany nożem niewinny Mateusz, niespełna dwudziestoletni chłopak. I tak możemy dalej wspominać i wyliczać.

Nie zmieniło się także przesłanie dla nas, żeby słowo powiedzieć za każdym niewinnym, sprzeciwić się niesprawiedliwości na podwórku i w polityce, pomodlić się za konających Syryjczyków w Damaszku, Aleppo i Latace. I  za Mateusza z Łodzi. To jest Wielki Post, a głów zwieszonych jak sitowie (Izajasz 58, 5) Pan Bóg nie dowidzi przecież.

Już niedługo będziemy fałszować Alleluja na rezurekcji (kto rano czysto śpiewa?), a obok nas świat poranionych i zabijanych. Matka Bolejąca przy nich wszystkich stoi. My, spokojnie, przy telewizorach i monitorach, pstryk i następny kanał albo portal. Albo wpis na forum. Chyba, że jakimś cudem wyrwie nas wiara z tych śmierdzących grobów.

 

Stoi Matka obolała,
Łzy pod krzyżem przepłakała,
Gdy na krzyżu Syn jej mrze.

Jakże w duszy jest zmartwiona,
Zasmucona, zachmurzona,
Aż ją poprzeszywał miecz.

Jakże smutnej i strapionej
Matce tej Błogosławionej
Jednorodzonego mieć

I nie łamać się ginącej
Tej pobożnej, tej widzącej
Jednorodzonego śmierć.

Co za człowiek, co nie płacze,
Kiedy Matkę tę zobaczy
W udręczeniu – w takim, o

Kto niezdolny współczuć czule
Bólom Matki Syna bóle?
Czy ma takie serce kto?

Widzi Matka: Syn Jej, Jezus
Bicze przyjął i krzyż przeniósł
Za calutki ludzki grzech.

Widzi słodkie swe Rodzone
Tak śmiertelnie opuszczone,
Jak ostatni traci dech.

Matko, źródło ukochania,
Daj mi siłę współczuwania
Tylu bólom, żalom Twym.

Serce sobie upodoba,
U Chrystusa kochać Boga;
Sercu memu spraw to Ty

Matko Święta, niechby ono
Przybijano i dręczono,
Niech zasiłki Twoje ma.

Zrób mnie godnym uproszenia,
Udzielenia, udręczenia
Z Twego Rodzonego ran

Daj pobożnie z Twymi łzami
Mieć Twój ból z Ukrzyżowanym,
Póki tym nie przejmiesz mnie.

Niech pod krzyżem z Tobą stoję,
Niech łzy Twoje będą moje,
Tego twego płaczu chcę

Panno z Panien Najjaśniejsza,
Już mi nie bądź boleśniejsza,
Tylko daj i mnie łzy lać

Niech Chrystusa śmierć przeniosę,
Mękę zniosę do pomocy,
Niech to przejdę jeszcze raz

Zrób mnie zbitym, poranionym,
Uwięzionym, przepojonym
Krzyżem Syna, Syna krwią.

Płomień ognia mnie nie spali:
Najjaśniejsza mnie ocali
Na ten ostateczny Sąd.

Chryste, a gdy i Ty wyjrzysz,
Daj przez Matkę i mnie przybyć
Do zwycięskich Twoich palm.

A gdy ciało będzie zmarłe,
Spraw, niech duszy będą dane
Twoje nieba pełne chwał. Amen.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

BEZ WZGLEDU NA TO CO INNI POWIEDZA

Piątek 22 lutego 2013

 

Bądź do końca sobą, to konieczny warunek zbawienia. Albo inaczej – naśladuj Chrystusa.

Kiedyś już pisałem, nieco powtórzę. Zacznijmy od opowieści Stinga, z jego niezapomnianej  kompozycji „Englishman in New York”. Autor jedzie do stolicy świata, a tam panienka w barze serwuje mu kawę (zresztą jedną z najbardziej obrzydliwych na świecie). „O, co to to nie! Proszę o herbatę i dobrze wypieczonego tosta!” I dalej jest spacer z obowiązkową laską w dłoni, akcesorium mało znanego Amerykanom („Nigdzie się bez niej nie ruszam!”). I w refrenie dictum godne zapamiętania: „Bądź sobą, bez względu na to, co inni o tobie powiedzą!”

Jezus z Nazaretu, kumpluje się z celnikami, dziewczynami z półświatka, odrzuconymi trędowatymi i pogardzanymi ubogimi. Obrywa z lewej, prawej i ze środka – „Odszedł od zmysłów! Ma w sobie Belzebuba!”. Ale postępuje wedle zasady: „Bądź sobą, bez względu na to, co inni o tobie powiedzą!” Nie lubią Go faryzeusze i saduceusze, Rzymianie i elita polityczna. Zostaje uznany za heretyka i zgładzony. Płaci najwyższą cenę za bycie sobą.

Bardzo bliskie  są mi słowa Jezusa: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Mt 16,24). Co oznacza naśladować? Zapuścić brodę i włosy– zgodnie z niektórymi obrazkami – i udawać podobieństwo do Mistrza, zresztą wątpliwe w kwestii fizycznej? Opowiadać ładne historyjki na wzór przypowieści? Myślę, że – tak jak czytam – wziąć swój krzyż! A to oznacza z kolei bycie sobą, bez względu na to, co inni powiedzą. Trudna sprawa, bo płaci się za to wyśmianiem, obelgami i złośliwymi komentarzami. Zamiast naśladowania Chrystusa w byciu sobą samym, wolimy łatwe kalki, realizujemy bezboleśnie cudze scenariusze, na przykład z reklam, filmów czy zasłyszanych opowiastek. Krzyżem dla nas jest nasze życie, najtrudniejsza fabuła do zrozumienia i ziszczenia.

Siostry drogie i bracia drodzy! Bądźcie sobą, poznajcie i zrealizujcie swoje pragnienia i marzenia, będą piły was w plecy, jak krzyż w plecach Jezusa. Tak się jednak zbawiamy. „Bądź sobą, bez względu na to, co inni o tobie powiedzą!” „Be yourself, no matter, what they say!”

Itinerarium , , , , , , ,

SPOTYKAM NIEZWYKŁYCH LUDZI

Czwartek 21 lutego 2013

 

 

 

Bardzo lubię ludzi, wszystkich ludzi, staram się ich kochać, z potrzeby serca i ducha, ale przede wszystkim z racji zachwytu. Spotykam bardzo niezwykłych ludzi, którzy mają wspaniałe historie, wyjątkowe myśli i cudowne rzeczy w swoich życiorysach, na przykład nakarmili wielu głodnych albo zdobyli bardzo wysokie góry przy dużym wysiłku. Znam takich, spotykam, rozmawiam, słucham ich.

Tak, jak czytam Ewangelię, może o to chodzi?  O nic nadzwyczajnego, ale o kontakt, jak najbliższy? Panu Jezusowi się to znakomicie udawało.

Bardzo dziękuję za wszystkie listy, smsy i telefony, od życzliwych i mniej życzliwych, które ostatnio otrzymuję. Od każdego człowieka, od każdego z Was, jest bardzo blisko do Pana Boga.

Itinerarium , , , , ,

KOCHAM CIĘ

 

Środa 20 lutego 2013

 

 

Krótkie ziemskie życie Pana Jezusa kończy się – w wersji opisanej przez św. Jana – dialogiem, w którym padają pytania o miłość. „Czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?”, „Czy miłujesz Mnie?” i „”Czy kochasz Mnie?” Wiemy, co odpowiedział Piotr.

Jeżeli w Wielkim Poście mamy jakoś mądrze zużytkować czas i energię, to polecam, aby codziennie usłyszeć to pytanie. Zresztą jest to tylko inna wersja Najważniejszego Przykazania, znanego i ze Starego i z Nowego Testamentu.

Pewnie teraz powinna paść podpowiedź, co to znaczy kochać Pana Jezusa. Nie ulegnę pokusie, aby w czterech czy siedmiu punktach wypisać receptę. Ale jak czytam z uwagą tę Ewangelię, to myślę, że być może Pan Jezus chce usłyszeć zapewnienie, że Go kochamy. Aż tyle!

Itinerarium , , , , , ,

BO ZAPOMNIAŁEŚ BOGA

Wtorek 19 lutego 2013

Bo zapomniałeś Boga, twego Zbawiciela. Taką skargę znajdziemy w proroctwie Izajasza. W podobnym stylu żalą się inni prorocy, Jeremiasz, Ezechiel, Ozeasz. Żalą się, że ludzie, naród, zapomnieli o Bogu. Czy przestali chodzić do synagog, czytać Torę i zachowywać szabat? Nie, ale zapomnieli Boga czy o Bogu.
To chyba także przydarza się naszemu pokoleniu. Chodzimy do kościołów, świętujemy Wielkanoc i Boże Narodzenie, odmawiamy modlitwy. Ale zapominamy Boga.
Zapomnienie Boga oznacza przede wszystkim, że Go nie kochamy i nie staramy się Go kochać. Oznacza także, że Go nie słuchamy, nie nadstawiamy uszu na Jego słowa. Oznacza, że nie odgadujemy Jego woli i nawet nie chcemy Jej znać. Oznacza, że nie lgniemy do Niego i raczej unikamy Go. Zapominamy Boga, naszego Zbawiciela.

Itinerarium , , , , , , ,

NAJSZCZĘŚLIWSZE SĄ PONIEDZIAŁKI

Poniedziałek 18 lutego 2013

Znam bardzo wielu ludzi, którzy żyją tak naprawdę tylko dwa dni w tygodniu, no może dwa i pół. Chodzi o sobotę, niedzielę i piątek po południu. Pozostałe dni są albo przygotowaniem do następnego weekendu albo powracaniem do weekendu właśnie zakończonego.
Przekleństwo zaczyna się po południu albo wieczorem w niedzielę, kiedy w miarę trzeba już trzeźwieć i wyobrazić sobie co musimy zrobić w poniedziałek. Aby złagodzić zderzenie z życiem, poniedziałek do południa można przeznaczyć na opowiastki z weekendu, większą ilość wypitych kaw i telefony do znajomych z tradycyjnym „Co słychać? Jak minął weekend?”. Wtorek jest zasadniczo jedynym wartościowym dniem w pracy, bo już zacierają się wrażenia z weekendu a na obmyślanie strategii na następny jeszcze za wcześnie. W środę po południu przychodzi wielce pocieszająca refleksja (tak to nazwijmy), że już mamy z górki, do weekendu bliżej niż dalej! Czwartek to preludium do prawdziwego życia, wszyscy już mają jakieś wstępne pomysły na jutrzejszy wieczór i na pojutrze. Wszystko dotrze się w szczegółach w piątek. Piątek jest ogromnie niecierpliwy, dyszymy za godziną kończącą pracę, żeby w końcu odetchnąć, odżyć, poczuć się wolnym! I jest w końcu piątkowe popołudnie, zaczyna się to, co najpiękniejsze w życiu! Ulga! Święto! Wolność! Szaleństwo!
Osobiście uwielbiam wszystkie dni tygodnia, a poniedziałki chyba najbardziej. W końcu prawie do wszystkich mogę się dodzwonić (do niektórych co prawda dopiero po południu), wszystkie urzędy już czynne, komunikacja próbuje funkcjonować normalnie, można snuć plany na najbliższą przyszłość (w piątki spotyka się to z dużym oporem), nawet gazety przypominają sobie, że są rzeczy ważniejsze od horoskopów.
Współczuję ludziom, którzy kochają swoje życie jedynie przez dwa dni w tygodniu, najwyżej dwa i pół. W zasadzie mają bardzo krótkie życie, za krótkie. Piszę o tym w Wielkim Poście, z życzeniem pokochania każdej chwili swojego życia. Innego życia, z niekończącym się weekendem nie będziemy mieli. Życie jest najpiękniejsze w poniedziałkowe poranki. To cud, że dożyliśmy tego wspaniałego momentu! Tak blisko do Pana Boga i do szczęścia nigdy już nie będziemy mieli!

Itinerarium , , , , , , ,