LISTA MOICH WROGÓW

Środa 27 lutego 2013

 

 

Bez wrogów nie będziemy blisko Pana Boga. Przekonałem się o tym wielokrotnie i przekonuję coraz bardziej. Pan Jezus był realistą, nie mówił: „Żyj tak, abyś nie miał wrogów”. Zakładając, że każdy, wszędzie i zawsze natrafi na prześladowców, podpowiedział co mamy zrobić z wrogami: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują”

Mamy całą galę wielkopostnych ćwiczeń, rekolekcje, Gorzkie Żale, Drogi Krzyżowe. Czasem, po usilnym stosowaniu wspomnianych praktyk, możemy dojść do przekonania, że to wszystko co mamy do zrobienia i już zapunktowaliśmy u Pana Boga. Możemy spokojnie dekorować koszyczek ze święconką.

Myślę, że jednym z najpoważniejszych kryteriów duchowej dojrzałości jest to, co robimy z naszymi wrogami, nieprzyjaciółmi i agresorami. Pierwszą reakcją jest emocjonalne wysyłanie ich na pohybel, oddanie pięknym za nadobne, słodka zemsta, adekwatny rewanż, a w najlepszym przypadku jakaś forma ukąszenia. To są oczywiste i wręcz naturalne reakcje.

Wrogów, chcąc nie chcąc, będziemy mieli do końca życia, chyba, że ktoś potrafi w kameleonowy sposób dopasować się do każdej sytuacji i ma w sobie coś z  mydła, które wiadomo wszędzie wlezie. Wrogów będziemy mieli do końca życia. Będziemy mieli nieprzyjaciół i prześladowców. Możemy próbować uciekać w obojętność wobec atakujących nas – „Nic mnie to nie obchodzi”, możemy uruchomić (i w rzeczywistości często tak robimy) mechanizm pogardy „Mam cię (przynajmniej) w nosie”. Mechanizm pogardy jest o tyle wygodny, że  pomimo doznanej krzywdy pozwala nam na poczucie wyższości. Żadna z tych reakcji nie da się pogodzić z Ewangelią. Ewangelia nie proponuje ani pasywnego dystansu wobec wrogów ani dżentelmeńskich uników. Zachęca do natarcia na wrogów z miłością i modlitwą.

I to jest kompletny hardcore i jazda bez trzymanki. Nie bić nieprzyjaciół, nie pomstować na nich, nie olewać i nie odsądzać od czci i chwały, ale kochać, miłować i wziąć jeszcze w pacierz. Z biegiem lat westchnienia za nieprzyjaciół i prześladowców stały się integralną częścią mojej codziennej modlitwy. Przyznam się wam do pewnej osobistej praktyki w tej dziedzinie. Za moich nieprzyjaciół staram się modlić od razu po jakimś doznanym akcie wrogości i jest to modlitwa dwojaka. Modlę się od razu albo zmawiając Ojcze nasz albo Ojcze nasz i Zdrowaś Mario. Ojcze nasz odmawiam wtedy, gdy od razu przypomnę sobie o zasadzie modlitwy za wrogów, czyli zaraz po tym, jak mnie ktoś obmówi, opluje, oszuka albo okradnie. A Ojcze nasz i Zdrowaś Mario wtedy, gdy w odruchowej reakcji najpierw zaklnę (w duszy albo półgłosem). Delikwent sklęty na początku,  ma potem u mnie i Ojcze nasz i Zdrowaś Mario. Późnym wieczorem, w rachunku sumienia, najpierw szybko sobie wyliczam  wszystkich skurczybyków co dali mi w kość i modlę się za nich. A potem już dłużej dziękuję Bogu za przyjaciół. Bo przecież, jak czytam, niekoniecznie długo mam się modlić za wrogów.

Myślę, że wrogowie, prześladowcy i nieprzyjaciele, są probierzem naszej wiary w Ewangelię i zdolności naśladowania Pana Jezusa, to, co z nimi robimy decyduje czy dobrze odprawiamy Wielkie Posty. Zróbcie sobie listę waszych wrogów, mniejszych i większych, będziecie ich mieli zawsze i do końca  życia. Są darem od Pana Boga, abyśmy wzrastali w miłości, ożywiali nasze przytęchłe modlitwy i razem z nimi, pod rękę, weszli do szczęśliwej wieczności.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

28 responses to LISTA MOICH WROGÓW


  1. Gosia

    dobre, bardzo dobre.. dzięki Księże Mieczysławie
    pozdrawiam

  2. Przemek Leniak

    tym sposobem tym więcej ma się przyjaciół im więcej się ma wrogów 😉

  3. barbara

    samo życie-ale jak dobrze to przeczytać

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.