WIEŚCI SPRZED KONKLAWE

Sobota 9 marca 2013

 

Za najdalej kilkanaście dni będziemy mieli nowego papieża. Nie mam przecieków z Watykanu, choć paru kardynałów znam. Poczekamy, zobaczymy, co będzie.

Kościół Katolicki jest powszechny z założenia, są w nim bracia (i siostry) czarni, brązowi, żółci i biali. Tak samo jeśli chodzi o księży, biskupów i kardynałów. Są różnokolorowi, pochodzą z różnych kontynentów. Na tronie papieskim było inaczej.

W początkach papiestwa było jeszcze dość różnorodnie, pierwszy papież Żyd (św. Piotr), potem bywali papieżami Grecy, Hiszpanie, Francuzi, Niemcy a ostatni przed niezliczoną sekwencją Włochów, był Holender, Hadrian VI (1522 – 1523). Po nim niezmiennie do pamiętnego 1978 r. na tronie papieskim zasiadali Włosi, nie raz przysłuchiwałem się jak włoscy księża licytowali się, z której diecezji pochodziło więcej papieży. Do czasu ekspansji Europy na inne kontynenty, i co za tym idzie chrześcijaństwa, „europocentryzm” papiestwa był zrozumiały. Chrześcijaństwo katolickie kształtowało się w Rzymie, we Włoszech, w Europie (na Wschodzie rosło prawosławie). Do 1978 r. i wyboru Wojtyły, przez prawie 500 lat,  papiestwo było białe (w sensie koloru skóry papieży), europejskie i „zitalianizowane” (czyli włoskie). Od czasu Jana Pawła II, poprzez Benedykta XVI, odpadł element italski. Pozostały jeszcze dwie, jak dotąd niepokonane granice. Papieże byli Europejczykami (poza kilkoma przypadkami we wczesnej historii Kościoła, kiedy następcami Piotra bywali biskupi z Azji Mniejszej) i byli biali.

W czasie Soboru Watykańskiego II (1962- 1965), na 10 komisji, w 9 szefami byli Włosi, a jedną kierował osiadły w Rzymie Ormianin. Kolory w Kościele, poza białym, bardzo powoli dochodzą do głosu w Kościele. W 2001 roku szmer zdziwienia przeszedł w USA, ponieważ po raz pierwszy przewodniczącym Konferencji Biskupów Katolickich został czarnoskóry bp Wilton D. Gregory.

Ewangelia jest ciągle przed nami i jestem pewien, że jesteśmy dopiero na początku jej zrozumienia, co dopiero mówić o zastosowaniu! Św. Paweł pisał: „Nie ma Greka ani Żyda, obrzezania ani nieobrzezania, barbarzyńcy, Scyty, niewolnika, wolnego, lecz wszystkim we wszystkich [jest] Chrystus.” (Kol 3,11)  oraz „Wszyscy bowiem dzięki tej wierze jesteście synami Bożymi – w Chrystusie Jezusie. Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa. Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie.” (Ga 3, 26-28).

Powszechne braterstwo i solidarność są jeszcze melodią przyszłości. Moi znajomi duchowni, czarni i brązowi (z żółtymi nie rozmawiałem) trzymają kciuki za papieża, który nie będzie biały, odpowiadam im, że najważniejsze, aby gorąco kochał Pana Boga i ludzi, bez względu na kontynent z którego pochodzi i jaki ma kolor skóry.

Itinerarium , , , , , , , ,

Miłość na śmierć nie umiera czyli o losach Miłości na Drodze Krzyżowej

 

Piątek 8 marca 2013

Miłość na śmierć nie umiera?

Bez znaku zapytania powiedział tak kiedyś Jan Twardowski, ksiądz i poeta. Ale dramatyczne wydarzenia sprzed niemal dwóch tysięcy lat, które dotknęły Miłości, zdają się obalać intuicję księdza Jana.

Spróbowałem przyjrzeć się temu, co przydarzyło się Miłości w czasie Drogi Krzyżowej. Jeśli przy końcu tekstów dojdziesz do przekonania, że „miłość na śmierć nie umiera”, masz po co żyć. Bo rzeczywiście kochasz. I nie umrzesz. Nie umrą także ci, których naprawdę kochasz.

 

 

Stacja 1.

Wyrok śmierci

 

Miłość godzi się na niesłuszne wyroki. Poddaje się skazaniom. Przyjmuje wyroki cicho. Bez protestów, choć z rozerwanym sercem. Bolą nas wszystkie niesłuszne wyroki, ale czy miłość istnieć może bez bólu?

Ale z drugiej strony w słowniku miłości nie ma zdania: „Skazuję cię…”. Ona zawsze mówi: „Daruję ci…”.

Najtrudniej jest chyba usłyszeć: „Umrzesz. Dziś umrzesz. To dzień twojej śmierci.” Najtrudniej usłyszeć te słowa, gdy się kocha. I przyjąć – w pełnym osłupieniu – z ust tych, których się kocha.

Miłości na śmierć skazana ucz nas, że miłość na śmierć nie umiera.

MIŁOŚĆ NIE CIESZY SIĘ Z NIESPRAWIEDLIWOŚCI.

 

 

Stacja 2.

Krzyż na plecach

 

Tu nie ma innego wyjścia. Rozwój miłości, jej wypełnianie się, zawsze domaga się krzyża. Póki krzyż nie osiądzie na ramionach, nie ma miłości. Są tylko płoche marzenia i złuda Harlequinów, i niespełniony filmowy melodramat.

Krzyż jest jednak wiosną miłości. A jak krzyż się nie starzeje, tak i miłości obca jest starość. Miłość z krzyżem na plecach nie zna zadyszki z powodu szóstego piętra i nie zasypia. Bo jest zawsze na czas. Zawsze we właściwym miejscu i zawsze na czas, bo z krzyżem.

Miłości z krzyżem na plecach, ucz nas, że miłość na śmierć nie umiera.

MIŁOŚĆ NIE SZUKA SWEGO.

 

 

Stacja 3.

Upadek nr 1

 

Już się zmęczyła, na twarz padła, leży w błocie, czasem na asfalcie. Nie uniosła. Za ciężko było. Ale unieść chciała. Za szybko leciała, bo miała być na czas. A tu trach i leży! A jak ktoś się wywraca, to radocha tym, co naokoło.

Jak  to dobrze, że miłość na pysk się wali – ze zmęczenia, szybkości, nieuwagi, z powodu śliskiej podłogi. Co za różnica z jakiego powodu, grunt, że z miłości. Jak to dobrze, że się upada z miłości!

Miłości, leżałaś na uliczce przed Golgotą, więc wiesz! Jak to dobrze, że się upada z miłości. I jak to źle, gdy miłość upada!

Miłości upadająca ucz nas, że miłość na śmierć nie umiera.

MIŁOŚĆ NIE UNOSI SIĘ PYCHĄ.

 

 

Stacja 4.

Matka

 

Jak tu ciepło od miłości, przy tej stacji! Miłość wybiega do Syna na drogę, bo miłość zawsze biegnie do dzieci. Ręce jej się trzęsą, łez powstrzymać nie może, gotowa jest siebie dać w zamian. Ale gotowa jest – gdy trzeba – syna oddać, córkę oddać.

Ileż tych stacji czwartych mamy w życiu. Może to z tamtej stacji jerozolimskiej rodzą się stacje czwarte w naszych domach. I pewnie razem z Maryją, odprawiają co dzień tę stację nasze matki.

Miłości, przez Matkę przyjęta, ucz nas, że miłość na śmierć nie umiera.

MIŁOŚĆ NIE UNOSI SIĘ GNIEWEM.

 

 

Stacja 5.

Szymon Cyrenejczyk

 

Miłość pomaga. Zwłaszcza w obliczu śmierci jest chętna. Jakby bardziej wrażliwa i więcej ma czasu. Już może zostawić robotę na polu wzorem Szymona z Cyreny, zgodzi się także na przymus. I Szymon się pewnie zbawił pod przymusem miłości.

Miłość lubi, gdy się jej pomaga. Przestaje czuć się sama, lżej jej i trochę weselej. Na chwilę nie czuje ciężaru. Potem idzie się jej już pewniej.

Miłości, wsparta mięśniami Cyrenejczyka, ucz nas, że miłość na śmierć nie umiera.

MIŁOŚĆ NIE SZUKA POKLASKU.

 

 

Stacja 6.

Weronika

 

Taka niebywale czuła i odważna ta miłość Weroniki. Łokciami pcha się przez tłumy, chustę rozkłada, wyciera twarz i mimo że kobieca, wcale się nie boi. Miłość bez odwagi jest bezsilna. A gdy ją ma, pokonuje zwykłą nieśmiałość, wychodzi przed tłum i nie chowa się za plecami, gapiąc się z bezpiecznego miejsca. Tu przed tłum wyskoczyła z chustą, a w wojnę rzucała Żydom chleb za druty.

Więc tuliła Twoją twarz, do tej chusty pełnej miłości, tuliła tak, aż została na niej na zawsze.

Miłości, otarta z potu, kurzu i krwi ucz nas, że miłość na śmierć nie umiera.

MIŁOŚĆ WESELI SIĘ Z PRAWDĄ.

 

 

Stacja 7.

Upadek środkowy

 

Już leży po raz drugi. Jeszcze się nie zdążyła nawstydzić za pierwszy upadek, a i ten drugi wiadomo, że nie jest ostatnim. Ale wtedy wygrała to i teraz się podniesie. Ile razy się podnosi, tyle razy zwycięża. Nie pozwala się dobić, nie wije sobie gniazdka na dnie, nie rezygnuje z wysiłku powstania. Z ciała na ziemi dźwiga się na kolana, potem w bólu prostuje. Ona wie, że nie wolno leżeć i tkwić w upadku.

Miłości, świadku drugich upadków, ucz nas, że miłość na śmierć nie umiera.

MIŁOŚĆ WE WSZYSTKIM POKŁADA NADZIEJĘ.

 

 

Stacja 8.

Płacz kobiet

 

Powinna się obyć bez łez. Bez szlochu, histerii, scen publicznych. Przecież się nie płacze z powodu miłości. Nigdzie tak Pismo nie radzi. Nie płacze się z miłości, bo się jej nie wypłacze. Miłość ma suche oczy i bardzo spłakane serce.

Nie płaczcie nad miłością, z miłości się nie płacze. Płaczcie nad sobą. Miłość nie rodzi się z łez, łez nie wyciska. I na łzach nie polega. Bez łez, bez głosu, bez skargi idzie dalej.

Miłości, opłakiwana przez kobiety z Jerozolimy, ucz nas, że miłość na śmierć nie umiera.

MIŁOŚĆ ŁASKAWA JEST.

 

 

Stacja 9.

Upadek ostatni

 

Czy pozostaje coś jeszcze z miłości po trzecim upadku? Czy tu jest może koniec miłości? Może tu jest miejsce na Miłość przez duże „M”, bo ta przez „m” małe już nie ma siły. Tu też się uczymy miłości. Przy trzecich, najgorszych, najbardziej bolesnych upadkach. Nie ma dla miłości upadków ostatecznych.

Miłości, trzeci raz upadająca ucz nas, że miłość na śmierć nie umiera.

MIŁOŚĆ CIERPLIWA JEST.

 

 

Stacja 10.

Bez szat

 

Od tamtej stacji aż do dziś, miłości wydaje się, że musi być coraz bardziej naga i rozebrana. Wymyśliła topless i pozwala się powielać bez niczego na kartach kolorowych gazet. I coraz taniej pozwala się sprzedawać. Już jej wstyd się wstydzić, rumienić, czerwienić, spuszczać oczy.

Taka to prawda z tej stacji – że Miłość może prowadzić do nagości. Tak było na Golgocie. A my tę prawdę przekręcamy, bezsilnie dowodząc, że nagość wiedzie do miłości.

Tyle stacji dziesiątych w każdym kiosku. Schodzi po parę złotych, na przekór „Pieśni nad pieśniami”, gdzie deklarowała, że jeśliby kto sprzedał ją za górę złota, to pogardzą nim tylko.

Miłości, z której szaty zdarto, ucz nas, że miłość na śmierć nie umiera.

MIŁOŚĆ NIE DOPUSZCZA SIĘ BEZWSTYDU.

 

 

Stacja 11.

Gwoździe

 

A co gwoździe mają do miłości? Co twarde żelazo do jej subtelnej tkanki? Ręce poddaje pod gwoździe, nogi poddaje. Oto jest miłość przebita. Już bardzo boli. Bardzo krwawi. Już jest przybita do krzyża. Jest pewne, że od niego już się nie oderwie. Na zawsze umocowana do krzyża. I pieczęć z krwi żywej to potwierdza.

Ćwiczy się teraz w atakach bólu, przechodzi przez konwulsje i drgawki. Poznaje rany, skrzepy, krwotoki i mękę od nóg po głowę. Z krzyża nie złorzeczy, ale przebacza.

Co gwoździe mają do miłości? A co? Myślisz, że jak cię boli, swędzi nieznośnie, kłuje z lewej strony, wierci w mózgu, że jak cię prawa szóstka ćmi do świtu, to już kochać nie można?

Miłości, z gwoździami w stopach i dłoniach, ucz nas, że miłość na śmierć nie umiera.

MIŁOŚĆ NIE PAMIĘTA ZŁEGO.

 

 

Stacja 12.

Śmierć

 

A to dopiero tragedia! Umarła! Miała na śmierć nie umierać, ale i ją śmierć dopadła. Smaży się teraz martwa na rozpalonej słońcem Golgocie. A jak słońce zajdzie, to będzie zimna jak trup. Zaraz będzie pachnieć nieładnie i posmakują jej robaki. Już nie oddycha, serce nie skurcza i nie rozkurcza, nawet powieką nie drgnie. Już po niej! Ma swój koniec, jak wszystko.

A tak, tak! Musi się śmierci poddać. Musi ją przyjąć. Miłość musi się ze śmiercią spotkać. Każda miłość ma swoją śmierć. Skoro ta największa spotkała swoją śmierć na Golgocie, to i każda inna też ma swoją śmierć.

Ale przecież jest mocna jak śmierć. Mocniejsza, bo zetrze jej oścień w śmierci dobie.

Miłości, która miłością śmierć swoją i moją zwyciężyłaś, ucz nas, że miłość na śmierć nie umiera.

MIŁOŚĆ WSZYSTKO PRZETRZYMA.

 

 

Stacja 13.

Pogrzeb

 

Już całkiem bezwładna, zdjęta z krzyża. Tylko najbliżsi jeszcze czekają. Jeszcze chcą dotykać, spełniać ostatnie posługi, namaścić i w całun owinąć. Miłość chce jeszcze oczy domknąć, ręce złożyć w modlitwie. Może pamięta jeszcze swoje przyrzeczenie: „nie opuszczę Cię aż do śmierci”? Już bez oklasków, bez zainteresowania tłumów. Choć na szczęście jeszcze komuś bliska i droga.

Matka ją trzyma, jak kiedyś drobne ciało Dzieciątka. Nie tak łatwo rozstaje się z ciałem. Miłość sama kiedyś ciałem się stała. Teraz jeszcze ciała martwego dotyka, bo wierzy, że jest mostem nad śmiercią.

Miłości, Ciało najświętsze z krzyża zdjęte, ucz nas, że miłość na śmierć nie umiera.

MIŁOŚĆ WSZYSTKIEMU WIERZY.

 

 

Stacja 14.

Grób

 

Miłość nie opuszcza żadnego miejsca, w którym mógłby znaleźć się człowiek. Dlatego idzie do grobu. I do tego wykupionego przez Józefa z Arymatei, do tego z Alei Zasłużonych, do frontowego, do grobowców rodzinnych, do współczesnych mogił i miejsc nikomu nieznanych. Idzie do grobu. Do ziemi. Pozwala zatoczyć wielki kamień, czujne straże poustawiać. Tak, jakby wszystko było skończone raz na zawsze.

O Miłości! Żeby tak i czyjaś miłość poszła ze mną do grobu. Żeby kwiaty przyniosła, w zaduszki posprzątała tę płytę co nade mną, na wypominki i na mszę w rocznicę dała. Żeby potem jeszcze zechciała w starych listach i zdjęciach pogrzebać. Żeby zamieniła „ostatnie pożegnanie” na „Do zobaczenia już wkrótce”!

Miłości, złożona do grobu ucz nas, że miłość na śmierć nie umiera.

MIŁOŚĆ NIGDY NIE USTAJE.

 

 

 

Itinerarium, NAJWAŻNIEJSZA , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

WIERNA CÓRA KOŚCIOŁA

ALBO KAZANIE W PRZEDDZIEŃ KOBIET

Czwartek 7 marca 2013

 

 

Pani Grażyna w niedziele i święta nakazane uczestniczy we Mszy świętej i powstrzymuje się od prac niekoniecznych. Zachowuje także nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych i w okresach pokuty powstrzymuje się od udziału w zabawach. Troszczy się również o potrzeby wspólnoty Kościoła. Z przykazań kościelnych nie wypełnia tylko trzeciego, czyli nie przyjmuje w okresie wielkanocnym Komunii Świętej (przynajmniej raz w roku należy to czynić). Nie przyjmuje ponieważ żyje w tzw. związku niesakramentalnym, pierwsze małżeństwo rozpadło się, zresztą głównie nie z jej winy. Za to gorliwie wypełnia drugie przykazanie kościelne, które mówi, że należy „przynajmniej raz w roku przystąpić do sakramentu pokuty”. Pani Grażyna do spowiedzi przystępuje co miesiąc choć nigdy nie otrzymuje rozgrzeszenia. W przykazaniu nie ma mowy o rozgrzeszeniu, ale o przystępowaniu do sakramentu pokuty – tłumaczy. Kobieta wie, że nie dostanie rozgrzeszenia, ale chce być blisko Chrystusa miłosiernego, idzie do konfesjonału i odchodzi najwyżej z błogosławieństwem spowiednika. Potrzebuje choćby otrzeć się o rozgrzeszenie, całuje stułę i cytuje sobie wtedy bezimienną koleżankę z Ewangelii: „Żebym się chociaż Jego płaszcza dotknęła, a będę rozgrzeszona” (Mk 5,28). Wie, że w Ewangelii jest płaszcz, a tu stuła, że tam jest „będę zdrowa”, a tu „rozgrzeszona”, ale tłumaczy sobie, że rozgrzeszenie ważniejsze jest od zdrowia. Potem odchodzi od konfesjonału i płacze, we łzach przypomina sobie inną koleżankę z Ewangelii, która „prowadziła w mieście życie grzeszne”, która także płakała i która usłyszała, że są jej odpuszczone liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała (Łk 7,36-50).

Pani Elżbieta przyjmuje Komunię Świętą (żyje w związku sakramentalnym) najwyżej co trzy lata  i co trzy lata przystępuje także do sakramentu pokuty, resztę przykazań wypełnia jako tako, najgorzej idzie jej z wstrzemięźliwością od pokarmów mięsnych w piątki.

Obydwie historie są prawdziwe. Od obydwu pań otrzymałem zgodę na przytoczenie ich historii. Pani Grażyna i pani Elżbieta. Dwie córy Kościoła. Z tym, że jedna z nich jest chyba bardziej wierną córą Kościoła.

 

PRZYKAZANIA KOŚCIELNE

1. W niedzielę i święta nakazane uczestniczyć we Mszy świętej i powstrzymać się od prac niekoniecznych.

2. Przynajmniej raz w roku przystąpić do sakramentu pokuty.

3. Przynajmniej raz w roku, w okresie wielkanocnym przyjąć Komunię Świętą.

4. Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach.

5. Troszczyć się o potrzeby wspólnoty Kościoła.

 

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

DZIECI WIERZĄ

Środa 6 marca 2013

 

 

W kwestiach czyjejś wiary lub niewiary zwykle nie wydaję sądów, bo naprawdę nie mam miary dla wiary. I, jak już wspominałem, deklaracje typu: „Jestem bardzo wierzący”, raczej mnie niepokoją.

Dlaczego uwierzył setnik z Kafarnaum, jeszcze przed cudownym uzdrowieniem swojego sługi, i to tak uwierzył, że on, poganin, usłyszał niebywały komplement z ust Jezusa: „Tak wielkiej wiary nie znalazłem nawet w Izraelu” (Łk 7,1-10) A dlaczego nie uwierzył arcykapłan Kajfasz, człowiek religijny, oczytany w Piśmie, sprawujący liturgię, zachowujący pobożne tradycje? Dlaczego z dziesięciu cudownie oczyszczonych z trądu, uwierzył tylko jeden i to na dodatek Samarytanin, czyli heretyk? (Łk 17,11 -19). Z historii tzw. Niewiernego Tomasza (świętego) wiemy, że nawet bliska obecność przy Jezusie nie wywoływała automatycznie wiary.

Co zatem decyduje o wierze, skoro gwarancją nie jest znajomość Pisma, doznanie cudu czy religijne obyczaje? Nie można opędzić się wymijającym stwierdzeniem, że wiara (i niewiara) to tajemnica.

Przed tygodniem zapytałem dzieci, dlaczego wierzą. Było wiele odpowiedzi. Przytaczam trzy.

 

– Bo to prawda! – odrzekł sześcioletni Dawid.

– To jest takie ładne! – dodała Paulina.

– Bo ja kocham Pana Jezusa … – wymądrzał się ich rówieśnik Adaś.

 

Dlaczego wierzysz ty? Dlaczego nie wierzysz?

Itinerarium , , , , , , , ,

ZAPIEKANKA A LA WIECZNOŚĆ

Wtorek 5 marca 2013

 

 

Miara natłoczona, utrzęsiona i opływająca, mówi wam to coś? Mniej obeznanych z Ewangelią informuję, że jest taka zachęta, wypowiedziana przez Chrystusa: „Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie.” (Łk 6,38). Trzy króciutkie wyjaśnienia. Miara utrzęsiona, to taka porcja ekstra, aż po brzegi, powiedzielibyśmy dzisiaj full wypas; kiedyś nasypywało się mąki do worka pod sam wierzch, potem ten worek trzęsło się i można było jeszcze dosypać. Zanadrze, to miejsce na piersi pod ubraniem, dawniej nadro (rodzaj żeński, ta nadro, słowo prawdopodobnie przywędrowało z Czech) oznaczało pierś, tam niegdyś chowano np. dokumenty, za nadrem. I trzecie wyjaśnienie, bardzo ważne, we wspomnianym zdaniu chodzi o nagrodę wieczną, Bożą odpłatę – „wsypią”, „odmierzą” (tzw. passivum theologicum) oznacza działanie Boga.

Czy dzisiaj, w czasach triumfu mamony, ktoś chce jeszcze dawać więcej niż się należy? Historia, którą przytaczam, wydarzyła się mojej młodej znajomej Sylwii i to niedawno. Opisała ją mniej więcej tak:

 

Wchodzę do baru na Krakowskim Przedmieściu, proszę o zapiekankę. Starsza pani obsługuje. Wydaje mi resztę i mówi “Skarbeńku, przepraszam, ale nie mam wydać, będzie bez 10 groszy, bo inaczej nie mam.” Przytaknęłam, bo cóż to zapłacić za zapiekankę 4,60 zamiast 4,50. I ta starsza pani mówi do jakiejś młodej dziewczyny, co na kuchni gotuje “Niuniu, weź tam więcej sera do tej zapiekanki daj, bo tu pani nie wydałam 10 groszy.” Uśmiechnęłam się. Po chwili pani dodaje “I weź jakąś większą tę zapiekankę, i daj dużo sera i pieczarków, bo nie mogę tych 10 groszy wydać.” –No żyć, nie umierać… -kończy Sylwia.

 

W wielkopostne praktyki doradzam wpisać szaleństwo hojności, takiej bezpamiętnej rozrzutności, po to, aby kiedyś otrzymać w zanadrze nieskończoną radość i jeszcze inne wieczne słodycze.

Itinerarium , , , , , , ,

DWIE RADOŚCI BEZCENNE

Poniedziałek 4 marca 2013

 

 

Nielimitowane rozmowy i esemesy, znacie pewnie ten bajer pewnej sieci telefonicznej. Wszystko jednak jest limitowane i ograniczone. Prawie wszystko.

Od czasu do czasu, w Wielkim Poście może częściej, stajemy się miłosierni i dokonujemy aktów dobroci, jałmużn i wspaniałomyślności. Wrzucamy złote do puszek charytatywnych, coś dostanie się żebrakom, może nawet komuś przebaczymy w małej rzeczy i do sądu sprawa nie trafi. Stosując zasadę umiaru, nie przesadzamy, a ewangeliczne przykłady rozdawania choćby „połowy majątku” (vide Zacheusz, Łk 19, 8) dobre są do poczytania ale nie naśladowania. Jednym zdaniem, szału nie ma.

Niesamowite jest jednak doświadczenie korzystania z czegoś bez limitu. W ostatnich dniach rozmawiałem często o Miłosierdziu Boga. I odnalazłem niezwykłe rzeczy, którymi się dzielę z wami. Bóg nie jest tak po prostu Miłosierny. On „nigdy nie cofa swego miłosierdzia (2 Mch 6,6), jest „bogaty w miłosierdzie” (Ef 2,4), jego Miłosierdzie to ogrom (Ps 51,3), jest wielkie (Łk 1,58). Bóg zachowuje miłosierdzie z pokolenia na pokolenie (na zawsze, Łk 1,50), on sobie miłosierdzie upodobał (Mi 7,18), śpieszy się z miłosierdziem do wszystkich ludzi (IV Modlitwa Eucharystyczna), wszystkie Jego drogi są miłosierne (Tb 3,2), zawsze postępuje według miłosierdzia (Tb 8,16), nie oddala go od człowieka (Jdt 3,14) i „Jego miłosierdzie ogarnia wszystkie Jego dzieła” (Ps 145,9). I wreszcie „Miłosierdzie Twoje, Boże, nie zna granic, niewyczerpany jest skarbiec Twojej dobroci…” (modlitwa po hymnie Te Deum).

Takiego Miłosierdzia, wielkiego, nieodwołalnego, bogatego, pośpiesznego, ogromnego i bez granic, doświadczali bohaterowie Pisma Świętego, król Dawid (morderca i kombinator), skorumpowany Mateusz Apostoł (celnik) czy święty Dobry Łotr (mój patron!), żeby dać kilka przykładów. Nie wiem co z Judaszem i innymi, jeszcze gorszymi z pozoru w historii, ale ufam, skoro Jego Miłosierdzie jest bez granic, nielimitowane.

Oprócz zalecanego przez Pismo oczekiwania na Boże miłosierdzie i wołania o nie, mamy jeszcze coś do zrobienia w tej kwestii. Trzeba nam oblec się w miłosierdzie, i to nie byle jakie, ale serdeczne! (Kol 3,12). W Wielkim Poście bardzo często mamy do czynienia z grzechami, zliczamy je przy spowiedzi, przypominają je nam rekolekcjoniści i kaznodzieje, co rusz o nich mowa w Drogach Krzyżowych. Można się zdołować na maksa. Polecam, aby nie wpatrywać się zbyt długo w swoje grzechy, ale za to jak najdłużej w Boga bogatego w miłosierdzie.

I ostatnia glosa, osobista. Dwie z największych moich radości, których często doświadczam są „niezwykle miłosierne”. Pierwsza wielka radość,  kiedy wypowiadam nad kimś słowa: „Bóg, Ojciec miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna, i zesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów, niech ci udzieli przebaczenia i pokoju przez posługę Kościoła. I ja odpuszczam tobie grzechy w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.” A druga, jeszcze większa i bezcenna, kiedy słyszę te słowa nad sobą.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

FIGA Z ODŁOŻONYM WYROKIEM

Kazanie na 3 Niedzielę Wielkiego Postu

3 marca 2013

 

Figowiec z dzisiejszej Ewangelii dostał rok szansy. I nie wiem czy buchnął okrągłymi owocami ze słodkim miąższem. A może skończył marnie, wycięty przez rozgoryczonego ogrodnika, nie wiem.

Tę ewangelię słyszeliśmy w niedzielę 7 marca 2010 roku – czytania niedzielne powtarzają się w cyklu trzyletnim – o ile byliśmy wtedy w kościele. Ja nawet ją czytałem. I wy i ja mieliśmy zatem trzy lata szansy na nawrócenie i wydanie dobrych owoców. Muszę się przyznać, że starałem się dobrze pod tym względem wykorzystać te lata szansy. Ale cieszę się, że te słowa czytam i słyszę jeszcze raz dziś, bo sporo nadal mam do zrobienia i nawrócenia. Cicho zatem, jak ten jasnoszary figowiec, szepcę: „Panie pozostaw mnie jeszcze na rok …”

A ten oklepany zwrot „nawrócić się”? Nie będę strzępił języka (klawiatury), tyle tylko powiem, że to jest ta najbardziej odkładana przez ciebie i przeze mnie sprawa. Inna u ciebie, inna u mnie, ale najbardziej odkładana.

 

Kazanie w wersji dźwiękowej – www.itinerarium.pl

 

LITURGIA SŁOWA

 

(Łk 13,1-9)
W tym czasie przyszli niektórzy i donieśli Mu o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie. I opowiedział im następującą przypowieść: Pewien człowiek miał drzewo figowe zasadzone w swojej winnicy; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł więc do ogrodnika: Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię wyjaławia? Lecz on mu odpowiedział: Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć.

Itinerarium , , , ,

SFIGMOMANOMETR PRZYDATNY

 

Sobota 2 marca 2013

 

 

Historia jest prawdziwa, dotyczy mojego znajomego i jego nieudanego narzeczeństwa. Wszystko przez znaną zasadę, stosowaną kiedyś przez panny, „Przez żołądek do serca”. Młodszym wyjaśniam, że w tej zasadzie chodziło – mniej więcej – o to, że panna pitrasząc smakołyki wpływała korzystnie na uczucia kawalera.

Piotr, kawaler w czasie gdy rzecz się działa, miał i ma nadciśnienie, ale jego wybranka o tym nie wiedziała. Mało wiedział i Piotr, bo to było dawno i rzadko kto miał pod ręką sfigmomanometr (ciśnieniomierz). Przy jednej ze schadzek (dziś: randka) panna zaserwowała potężną dawkę kalorii. Był rosół gorący, była golonka, było parę kieliszków wódki, na koniec ciasto i mocna kawa. Efekt stał się taki, że ciśnienie Piotrowi skoczyło ogromnie wysoko, wezwano karetkę a pan lekarz oświadczył, że gdyby przyjechał pół godziny później, mógłby jedynie poświadczyć zgon.

Piotr się z tego narzeczeństwa rozmyślił, pojął za żonę inną pannę. Ale, że przez żołądek można trafić do serca, sami widzicie – można.

A dla wszystkich panien, pań, kucharek i gospodyń, daję zagadkę bez nagród – co powinno się podawać kawalerom z nadciśnieniem?  

Itinerarium , , , , ,

WRÓBLE W KAŁUŻACH

Piątek 1 marca 2013

 

Pobudziły się niezwykle wróble, wskakują w pełnym rynsztunku do pierwszych kałuż i nie zważając na savoir – vivre chlapią się nawzajem brązowioną wodą. Te wróble przypomniały mi zapewnienie Pana Jezusa skierowane do apostołów, że są ważniejsi niż „wiele wróbli” (Mt 10,31). Nie zrozumieli tego dictum jak i większości innych przekazów Mistrza, dopiero po Zmartwychwstaniu, jak przyznał jeden z nich, św. Jan – „dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma” (J 20,9).

Więc najpierw wczoraj widziałem nadaktywne wiosennie wróble, w ekstazie kąpieli. A potem zaśmiało się śmielej niż ostatnio słońce, nawet powiedziałbym, że zarechotało ochoczo. I jeszcze wiatr zażółcił się z powodu własnego ciepła i powiewał całkiem delikatnie. Kiedy to wszystko zebrałem w pamięci, doznałem po raz kolejny pewności, że jest Bóg i że jest blisko.

Potem widziałem jak starsza pani robiła nadzwyczaj długie szusy w przemakających butach, jakby chciała uciec przed chlapą. I doznałem pewności, że jest moją siostrą, bardzo bliską. Na przejściu dla pieszych wyhamowałem i po zebrze przeszedł jegomość, ukłonił się i nawet zamachał przez chwilkę kapeluszem w moim kierunku. „Dziękuję bracie!” – krzyknąłem w samochodzie, ale na pewno nie usłyszał. A po chodniku biegło dwóch chłopców, małych chłopców, co chwilę obijali się o Wielkich Dorosłych Ludzi, ale mieli to za nic, bo śmiali się do siebie na cały głos i ich zabawa była całym światem. I pomyślałem z wdzięcznością o tych dwóch małych, radosnych moich braciach, naprawdę świetną mam rodzinę!  Nawet jak o tym nie krzyczę na chodnikach i ulicach, to wiem, że jestem częścią Niezwykłego Braterstwa, które nadał i zadał mi Pan Jezus. Macie tak czasem?

Bliskość i rzeczywistość Boga mamy na co dzień, niestety czasem przysypiamy w sercach i zdolni jesteśmy tylko przeliczać zawartość pieniędzy w portfelach. Ale przecież wszystko już prawie przebudziło się i obwieszcza Nowe Życie. I nasz czas jest dzisiaj.

 

Itinerarium , , , , , , ,

ENERGY SAVER

Czwartek 28 lutego 2013

 

W ostatnim czasie spotykam coraz więcej urządzeń wyposażonych w „energy saver”, czyli oszczędzacze energii. Energooszczędne są żarówki, lodówki, pralki i silniki. I dobrze, bo na produkcję energii zużywa się mnóstwo cennych surowców.

Od dawna staram się stosować swoisty oszczędzacz energii w postaci milczenia. Kiedy milczę, mam więcej energii do modlitwy, myślenia, pracy wyobraźni i miłości. Następuje chyba przedziwna sublimacja duchowej energii, kumulowanej w milczeniu, a niestety często roztrwanianej w gadaniu, komentowaniu, paplaniu i biadoleniu.

I przypomnę jeszcze, że z każdego bezużytecznego słowa będziemy sądzeni (Mt 12,36) i wysłuchani będziemy wcale nie ze względu na wielomóstwo (Mt 6,7).

Itinerarium , , , , , ,