POSTY SPRZYJAJĄ ŻYCIU DUCHOWEMU

 

Wtorek 19 marca 2013

 

Doświadczony mnich, kontemplatyk i znawca życia duchowego, pyta w trakcie rozmowy młodego studenta, świetnie obeznanego w klimatach wirtualnych:

 

– A posty zachowujesz?

– Wie ojciec, to jest tak, że najczęściej wrzucam posty jak coś mnie wkurzy albo rozbawi, a u siebie na blogu to czasem zachowuję, ale tylko te bardziej sympatyczne. Resztę kasuję.

– Zachowywanie postów, to część naszej świętej tradycji i warto je zachowywać bardzo skrupulatnie. To sprzyja rozwojowi głębi życia duchowego.

– Dobrze ojcze, obiecuję, że będę zachowywał posty, skoro to pomoże mi w duchowym rozwoju.

 

I się dogadali, a socjologowie plotą, że istnieje konflikt pokoleń i zaburzenia komunikacji pomiędzy starymi a młodymi.

 

Krótki słowniczek dla młodszych:

 

Post – w tradycji chrześcijańskiej okresowe powstrzymywanie się od pokarmów (głównie mięsa), traktowane jako ofiara dla Pana Boga.

 

Krótki słowniczek dla starszych:

 

Post – krótki wpis (opinia, komentarz) zamieszczony pod jakimś tekstem na portalu Internetowym.

Itinerarium , , , ,

WYŚCIG NA DOCHODZENIE

Poniedziałek 18 marca 2013

 

 

Niebezpieczny wietrzyk nadciąga od południowej strony Alp. Na razie to zefirek, który w skądinąd feralny trzynasty dzień marca (dwa tysiące trzynastego roku – 13.03.2013), wymknął się z kaplicy sykstyńskiej, powiał w państwie watykańskim i nasila się obecnie w rejonie Włoch, z tendencją do powiewania na wschód, zachód, południe a nawet na północ. O ile nie zatrzymają go potężne Alpy, może przedrzeć się i do Polski.

Nie można wykluczyć, że delikatny szmer watykańskiego świeżego pasatu – bo przecież nie wicher z Wieczernika – zagości w kuriach polskich diecezji, w murach siedziby episkopatu a nawet w Toruniu i na najzwyklejszych probostwach. Czujecie pewnie jak ja, że nowy duch wieje od 13 marca, dobry duch, ożywczy i prawdziwy. W teologii (głównie protestanckiej), istnieje taka teza, że Kościół zawsze powinien się zmieniać („Ecclesia semper reformanda”) i szukać coraz lepszych form ekspresji Ewangelii. Zmiany w Kościele, w tym kierunku, dokonują się zwykle ostrożnie i dość ospale. Zostawiam jednak w spokoju szacowne struktury i przechodzę do clou.

Od początku mojej świadomej wiary czuję się trochę jak zawodnik w tzw. „wyścigu na dochodzenie” (individual pursuit).  Jest to głównie kolarska konkurencja olimpijska, polegająca – mniej więcej – na tym, że jeden zawodnik ma dogonić drugiego (na dystansie 4 km) i wtedy wygrywa, świetnie się ogląda takie zmagania.  W mojej wierze jest to tak, że staram się dogonić życiem, to co głoszę, czyli Ewangelię. Nie wiem jaki będzie efekt na mecie, mam nadzieję na sukces. Uczestniczę w szybkim wyścigu, gdzie codziennie muszę doganiać ewangeliczne przesłanie. Mam wrażenie, że coś podobnego właśnie zaczęło się w Watykanie, w wymiarze struktur kościelnych, takie przyśpieszone doganianie Ewangelii.

We wspomnianym wyścigu najważniejsze jest to – wiem to na pewno – abym doganiał w swoich gestach, zachowaniach, czynach i decyzjach miłość, którą wyznaję jako Najważniejszą. I wiem, że codziennie muszę wyrywać się z ospałości, ostro od rana trenować i nigdy nie poddawać się ciepłym kluchom wzruszeń. Na jedno wychodzi czy próbuję kochać Pana Boga czy ludzi, z którymi idę przez życie, i w jednym i drugim przypadku (a nawet i w trzecim, w odniesieniu do siebie samego), wspólnym mianownikiem jest „będziesz miłował”.

Rozpoczynam nowy dzień i tydzień, wiatr z kaplicy sykstyńskiej fruwa radośnie, ja muszę goręcej, głębiej, bardziej zamaszysto i prędzej jeszcze kochać. Ciebie Boże, was siostry i bracia, i siebie samego.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

POSTARAM SIĘ I JA

Kazanie na piątą Niedzielę Wielkiego Postu

17 marca 2013

 

Dziewczyna, bohaterka dzisiejszej Ewangelii, nie została ani ukamienowana ani potępiona, ani przez ludzi ani przez Boga (w osobie Chrystusa). Dlaczego dziewczyna i dlaczego ukamienowanie, wyjaśniam w dźwiękowej wersji kazania (www.itinerarium.pl).

Potępić kogoś to tyle, co wytępić, zniszczyć, wyciąć, doprowadzić do zniknięcia, najlepiej anihilować, obrócić w nic. Taki zamiar mieli oskarżyciele dziewczyny i chcieli w to wkręcić także Jezusa. Ale On „nie przyszedł na świat po to, aby świat potępił, ale po to, aby świat został przez Niego zbawiony” (J 3,17). A zbawić oznacza ocalić istnienie, ochronić, utrzymać, nadać trwały kształt, wyrwać nicości i na zawsze zabezpieczyć.

O miłości można prawić różne dyrdymały, ale ona jest wtedy, gdy kogoś ocalasz, chronisz, bronisz, osłaniasz i stajesz się żywą tarczą wobec gniewu ludzi czy złośliwości losu. Dziś nie pada żadne słowo o kochaniu, ale wszystko co Jezus czyni i mówi, jest czystą miłością.

Choć staram się naśladować Jezusa, czasem wyrwie mi się zła myśl i słowo złe, o jakiejś siostrze i jakimś bracie. Brzydko to, wiem. Nie będę potępiał to i sam nie będę potępiony (np. Łk 6,37). Dorastam do tej przepięknej miłości, zbyt powoli, wrrr … Na szczęście mocno czuję, że tak jestem kochany przez Jezusa, któremu nawet na myśl nie przychodzi, aby mnie (po)tępić. Dziękuję Panie, postaram się mocniej i ja.

 

EWANGELIA NA DZIŚ

Kazanie dźwiękowe – www.itinerarium.pl

 

 

(J 8,1-11)
Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz? Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił? A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz.

Itinerarium , , , , , , ,

KOCHAJCIE DZIECI I KIBICÓW

Sobota 16 marca 2013

 

Wydaje mi się, że życzliwość do ludzi wyssałem z mlekiem matki, pewnie jak i większość z was. Dla wzmocnienia owego miłego nastawienia do ludzi i świata, skłaniają nas jednak także życiowe doświadczenia.

Dzieci, zwłaszcza bardzo pokrzywdzone, wzruszają nas wszystkich, również i mnie. Parkowałem kiedyś samochód na placu w centrum miasta. Zamknąłem auto i miałem odchodzić, kiedy podeszło do mnie dwóch malców, może ośmio, dziewięcioletnich. Jeden miał w ręku pokaźny gwóźdź, drugi kawałek sztywnego drutu.

 

– Popilnować panu samochód? Tu chodzą różne typy i szkodzą … – zagadnął jeden.

– A ile kosztuje wasza straż? – zapytałem.

– Dwa złote! – chętnie złożył ofertę drugi z młodocianych parkingowych.

 

Poruszony stosunkowo niedrogą troską Przyszłości Narodu (młodzież) o stan mojego auta, wydelegowałem dwie pięciozłotowe monety do obydwu małych rączek. Chłopcy byli zachwyceni. A ja zrozumiałem, że Niebiosa zesłały mi dodatkowy sygnał, abym życzliwie i charytatywnie odnosił się do dzieci.

Jeden z moich kolegów sędziuje mecze piłkarskie, nie jakieś tam w Champions League, ale czwartoligowe, nieraz w dość podłych wsiach, nazywających się dumnie miasteczkami. Zajechał jednego razu swoim nowym autkiem w niedzielne południe, jakieś dwieście metrów od stadionu, aby sprawiedliwie rozsądzać zmagania dwóch jedenastek (drużyn piłkarskich). Ledwo domknął swoje cztery kółka, otoczyła go gromadka miejscowych i mocno zapalonych fanów drużyny gospodarzy. Zaczęli popatrywać na samochód, pogwizdywać z rękami w kieszeniach, spacerowali dookoła maszyny, wreszcie jeden wycedził:

 

– Ładna fura! Zadbana, elegancka, pierwszy sort. Pan sędzia ma dobry gust. Jakby jakieś chamy czy chuligany się dobrały, to szkoda tego arcydzieła! A my tu mamy taki ważny mecz …

 

Kolega wie, że żyje z kibiców, którzy przychodzą na sędziowane przez niego mecze. To dobrzy ludzie, czasem czupurni nieco, ale kochają swój klub i zrobią dla niego wszystko. Od razu zauważył, że drużyna przyjezdnych brutalnie fauluje miejscowych, pokazał trzy czerwone kartki zbirom boiskowym (więcej nie można, bo mecz należałoby przerwać!), podyktował dwa karne, gospodarze wygrali dwa zero. Kolega wie, że Niebiosa zesłały mu dodatkowy znak, aby być życzliwym wobec ludzi, szczególnie wobec kibiców.

Życzliwość wobec dzieci i kibiców, i wszystkich innych ludzi, mamy we krwi, ale czasem Niebiosa zsyłają nam takie małe ożywcze znaki. Traktujcie je poważnie!

Itinerarium , , , ,

CORAZ GORĘCEJ KOCHAĆ

Piątek 15 marca 2013

 

Od czasu ogłoszenia rezygnacji z urzędu przez Benedykta XVI, zrobiło się ciekawiej wokół Watykanu i w sprawach Kościoła. A już od wczoraj jest arcyciekawie. Trwa fantastyczny festiwal komentarzy, opinii, przypuszczeń i gdybań. Rośnie lista życzeń wobec nowego papieża i spraw, które koniecznie musi (i to jak najszybciej) załatwić. To wszystko dzieje się głównie w mediach, które dyszą w wyścigu o newsy, bez względu na to czy są to wieści sensowne i prawdziwe, czy głupie i niepewne. Gdyby Franciszek miał tę sekwencję oczekiwań zaspokoić, musiałby żyć lat dwieście.

Przeżyłem już wiele burz w życiu i ta ostatnia skłania mnie do tego samego, co wszystkie inne. Najważniejsze jest, abym codziennie się nawracał i starał się coraz bardziej kochać Pana Boga i każdego człowieka, którego spotkam. A jest to najtrudniejsze, łatwiej jest poczytywać newsy na kilku portalach i wierzyć, że nic ciekawszego nie da się zrobić. Nawracać się, to codziennie żywiej, prościej i goręcej kochać Boga. I coraz bardziej całym, naprawdę Całym sercem, kochać każdego człowieka. Boże, daj mi siłę.

 

PS. W następnej notce na FB ciekawostka bociania 🙂

Itinerarium , , , , , , ,

FIGLE PANA BOGA I SIOSTRA Z OGRODU

Albo kazanie na początek pontyfikatu Franciszka Pierwszego

Czwartek 14 marca 2013

 

 

Trzynaście lat temu Argentyna otrzymała pierwszego w swojej historii błogosławionego (obecnie już świętego). To Héctor Valdivielso Sáez, a w zakonie Benedykt od Jezusa. FSC, czyli lasalianin, a w tradycji polskiej zakon znany pod nazwą Bracia Szkolni. Potem doszła jeszcze dwójka, Zefiryn Namuncurá, salezjanin (2007) oraz siostra Maria Krescencja Pérez (2012), ze  Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Maryi Panny z Ogrodu (piękne, prawda?). Na końcu wklejam linki do jako tako opracowanych biografii, to zaraz stanie się modne.

Ziemia argentyńska, ku zaskoczeniu całego świata i Kościoła, wydała Ojca Świętego, w wersji polskiej przeżywałem to już w 1978 r.  Po okresie „italizacji” Watykanu (do wyboru Wojtyły) oraz trwającej jeszcze dłużej „europeizacji” (do zakończenia pontyfikatu Benedykta XVI), mamy papieża z „jeszcze bardziej dalekiego kraju”. Przypominam, że Jan Paweł II nazywany był papieżem z dalekiego kraju – „Przybywam z dalekiego kraju, z dalekiego, lecz zawsze tak bliskiego przez łączność w wierze i tradycji chrześcijańskiej” (zaraz po wyborze, 16 października 1978). Z jeszcze bardziej dalekiego kraju, albo prawie z końca świata przybywa Franciszek – „Dobrze wiecie, że zadaniem konklawe było wybranie biskupa dla Rzymu. Wydaje się, że moi bracia kardynałowie wybrali go z końca świata” (Franciszek I, wczoraj wieczorem).

Niczego na razie nie sposób przewidywać i nie będę silił się na proroctwa, bo jestem słaby w tej materii. Ale uwielbiam ewangeliczny paradygmat, który da się streścić w formule Niemożliwe jest Możliwe. Niemożliwe, żeby Bóg stał się człowiekiem, jest możliwe i stało się możliwe. Niemożliwe, żeby Człowiek z umarłych żywy powstał, stało się możliwe. W 1978 roku Niemożliwe by nie-Włoch został głową Kościoła, stało się możliwe. W 1980 i 1989 Niemożliwe, aby upadł bestialski system komunistyczny, stało się możliwe. Wczoraj Niemożliwe, by do Watykanu wprowadził się ktoś spoza Europy, stało się możliwe.

Polecam każdemu z Was, aby zrobił sobie listę rzeczy Niemożliwych. Prawdopodobnie w tych miejscach czekają nas Największe i Najmilsze Niespodzianki! Tak to Pan Bóg figlami się popisuje i zmienia naszą nudną historię.

 

http://gosc.pl/doc/1364379.Argentyna-ma-nowa-blogoslawiona

http://pl.wikipedia.org/wiki/Zefiryn_Namuncur%C3%A1

http://pl.wikipedia.org/wiki/Benedykt_od_Jezusa

Itinerarium , , , , , , , , , ,

I PŁATKI I SKARPETY

 

Środa 13 marca 2013

 

 

Miłość jest największa. Prawda. Ale uwiarygodnia ją konkret. Ten, który ogłosił miłość jako największą, Jezus, nadał jej bardzo prozaiczny i konkretny wymiar. Choć zwykle umyka nam to przy lekturze (słuchaniu) Ewangelii. Koncentrujemy się na „Jestem Drogą, Prawdą i Życiem” i wielu innych wspaniałych logiach Chrystusa.

Spójrzmy na konkrety z działania i życia Jezusa. Zobaczył teściową Piotra w wysokiej gorączce i rozkazał, aby ją opuściła. Dostrzegł, że Piotr próbuje łowić ryby parę metrów od brzegu, wysłał go na lepsze miejsce – „Wypłyń na głębię!” I nie doszukujmy się tu metafory, to jest naprawdę mądra rybacka porada! Uzdrowionemu trędowatemu konkretnie nakazuje: „Idź i pokaż się kapłanowi.” – tak nakazywały przepisy, co prawda niemądre, ale przepisy obowiązujące. Młode wino należy lać do nowych bukłaków, a do starych ubrań nie wolno przyszywać łat z mocnego, nowego sukna. Pierwsze doskonale wie każdy winiarz a drugie nawet średnio inteligentny krawiec. I tak przez całą Ewangelię. Na końcu, cały we krwi i pocie, kątem oka, Jezus widzi dogorywającego zbrodniarza, zwanego Dobrym Łotrem, i za friko daje mu szczęśliwą wieczność – „Dziś ze mną będziesz w raju!” Konkret, który rozstrzyga o całym losie nieznanego hultaja.

Miłość jest największa. Prawda. Ale uwiarygodnia ją konkret. Dlatego pytaj czy twoja żona woli na śniadanie musli czy płatki z kukurydzy. Konkret. I zrób jej te ulubione. Dlatego podaruj mężowi skarpetki trekkingowe a nie jakieś badziewie z nylonu. Konkret. I jak się starasz o narzeczoną, to nie skąp na naręcze róż, tłumacząc, że stokrotki to też kwiaty (albo na odwrót). Konkret. Miłość polega na smakujących dobrze płatkach i skarpetach trekkingowych, a nie na wesołych uniesieniach. Miłość jest największa. Prawda. Ale uwiarygodnia ją konkret.

Itinerarium , , , , , , , ,

LUKAKU Z ODSIECZĄ BEZBOŻNEJ EUROPI

 Wtorek 12 marca 2013

 

Wiemy, że z ewangelizacją Europy nie jest najlepiej i nie wiadomo czy to się faktycznie powiedzie. Jaskółkę pozytywnych zmian dostrzegam dzięki futbolowi. To może jest jakaś droga.

Niedawno widziałem zabawną i pouczającą migawkę. Telewizja pokazywała bramki z „Premiership”, czyli pierwszej ligi angielskiej. W jednym z meczów bramkę strzelił Romelu Lukaku, niespełna dwudziestoletni napastnik, z państwowości Belg, a z narodowości Kongijczyk. Duży, czarnoskóry, ambitny i bardzo pobożny. Po strzeleniu bramki Lukaku natychmiast przeżegnał się i wyciągnął w górę palec w geście podziękowania Najwyższemu. To się zdarza i innym futbolistom. Po golu Lukaku kamera na chwilę prześlizgnęła się po sektorze sympatyków drużyny, w której gra piłkarz. Widziałem, że najmniej setka fanów przeżegnała się i uniosła w górę palce! Pomyślałem sobie, że jak już zlaicyzowani angielscy kibice się żegnają, publicznie i grupowo, to może nie będzie tak źle z wiarą. A przekonanie o tym, że czarna i wierząca Afryka zewangelizuje białą i bezbożną Europę, zaczyna się ziszczać najpierw na stadionach.

I proszę się nie zżymać, że to tylko gest sympatii dla idola i naśladowanie gwiazdy. O ile wiem, wielkie ewangelizacje w historii przebiegały wedle podobnej zasady, chrzcił się władca, wódz, za nim świta, a potem reszta ludu. Przez sympatię dla wodza lub w imię naśladowania mądrzejszych!

 

PS. Piszę o meczu West Bromwich Albion – Swansea, zakończonym rezultatem 2-1, a bramkę Lukaku zdobył w 40 minucie. Mecz odbył się 9 marca 2013 r.

Itinerarium , , , , , , , ,

ŻYCIE I LUDZI BIORĘ NA SERIO

Poniedziałek 11 marca 2013

 

 

Może i ktoś z was ma podobne wrażenie, że Ewangelia jest jak lustro, w którym mogę się przyglądać swojemu życiu. W czytanej  wczoraj przypowieści o Synu Marnotrawnym widzę siebie w tym nierozważnym młodym człowieku, ale czuję, że jestem wzywany do zajęcia postawy Miłosiernego Ojca. I jedna i druga historia, to moje życie.

Kiedy słucham kolejnej opowieści o faryzeuszu i celniku, którzy przyszli modlić się do świątyni i jeden od razu przechwalał się, że pości, daje jałmużnę i na szczęście nie jest zdziercą, oszustem, celnikiem i cudzołożnikiem, a drugi tylko w żalu bił się pokornie w piersi, to widzę siebie i w jednym i drugim bohaterze. I mógłbym tu dalej wymieniać te ewangeliczne lustra, dzięki którym lepiej siebie rozumiem i wiem jak żyć.

Znajduję jednak w Ewangelii takie sytuacje, które mnie złoszczą, ale dobrze, że są. I wcale nie myślę tu o małostkowości i tchórzostwie św. Piotra, nikłej wierze św. Tomasza, egoistycznych sprzeczkach apostołów, który z nich jest „the best” czy innych wpadkach umiłowanych uczniów. Nie osądzam także tych, którzy widzieli – albo nawet sami doznali – cuda Jezusa, a nie uwierzyli, były ich setki, nawet tysiące.

Co mnie naprawdę złości w Ewangelii? Nazwę to tak: cynizm podniesiony do rangi cnoty czy mądrości. Pierwszy przykład to saduceusze, którzy przyszli do Jezusa z piramidalnie absurdalnym pytaniem czyją żoną po zmartwychwstaniu będzie kobieta, która kolejno miała za mężów siedmiu braci (nota bene niespodziewanie po kolei umierających). Drugi przykład, to ziomkowie Jezusa w Nazarecie, którzy wykpiwali Go z poczuciem wyższości – przecież to syn cieśli (czyli w sumie prosty rzemieślnik), skąd u Niego ta mądrość i cuda (wiemy, że chodził z nami do tej samej, podłej wiejskiej szkoły!), wszak znamy Jego rodzinkę, tego Jakuba, Józefa, Szymona i Judę i matkę Mariam (przecież to przeciętna familia, ledwo wiążą koniec z końcem!). Trzeci przykład, to postawa arcykapłana Kajfasza, który – znając Pismo i tradycję swojego ludu – poradził, „że warto, aby jeden człowiek zginął za naród” (J18,14). Ostatni przykład to Herod, który na widok Jezusa „bardzo się ucieszył. Od dawna bowiem chciał Go ujrzeć, ponieważ słyszał o Nim i spodziewał się, że zobaczy jaki znak zdziałany przez Niego. Zasypał Go też wieloma pytaniami, lecz Jezus nic mu nie odpowiedział.” Zdaje się, że Jezus zastosował tu zasadę, że z cynikami nie warto gadać. Efekt był jednak zadziwiający – „Wówczas wzgardził Nim Herod wraz ze swoją strażą; na pośmiewisko kazał ubrać Go w lśniący płaszcz i odesłał do Piłata. W tym dniu Herod i Piłat stali się przyjaciółmi. Przedtem bowiem żyli z sobą w nieprzyjaźni.” (patrz Łk 23,8-12).

Przytoczone wyżej zdarzenia złoszczą mnie, ale dobrze, że zostały zapisane w Ewangelii. Uczą mnie, że życie i ludzi należy traktować poważnie, strzec się pogardy i mocno wierzyć. Są ewangeliczne lustra, w których widzę swoje życie, są historie, które chronią przed dramatem cynizmu i są takie,  w których odczytuję całkowicie siebie. Jedna z takich, na koniec.

Przy okazji wskrzeszenia Łazarza Jezus dialoguje z Martą, siostrą zmarłego: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?» Odpowiedziała Mu: «Tak, Panie! Ja mocno wierzę …»” (J 11, 25 – 27). I ja w to wierzę, Panie.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

ŚWIĘTO Z TYMI CO NAS SKRZYWDZILI

Kazanie na IV Niedzielę Wielkiego Postu

10 marca 2013

 

Wielki Post już się przełamuje, dziś, w czwartą niedzielę tego czasu, zgodnie z dawną tradycją mamy śródpoście (albo nawet półpoście). Onegdaj był to dzień dość radosny i wiązał się z niemal swawolnymi zapowiedziami nadchodzących Świąt. Wszystkie nasze święta, uroczystości, posty i nowenny mają nam przypominać o podstawowych prawdach życia i wiary.

Niemniej doświadczenia z naszych życiorysów uczą nas, że Wielkanoc zdarza się pod koniec sierpnia, największe posty odprawiamy przez cały maj, a sens Bożego Narodzenia odkrywamy w pierwszolistopadowy wieczór. Wezwanie do nawrócenia najsilniej rozlega się w Wielkim Poście, ale przecież nawracać trzeba się codziennie, nawet w dniu własnego ślubu i wesela. Radość z miłości Boga może wybuchnąć w nas przy okazji wizyty u dentysty albo w prima aprilis.

Ewangelia daje nam dziś powód do głęboko radosnego świętowania nieskończonej ufności Boga złożonej w każdym z nas. On cierpliwie czeka na nasze powroty, ma zawsze pod ręką cudowne ciuchy, wymyślne obuwie i jeszcze pierścień, w które nas wyposaży, kiedy już zmęczeni, zmarnotrawieni i zużyci, wpadniemy w Jego objęcia. Ale Ewangelia daje nam też dziś impuls, żebyśmy naśladowali Pana Boga. Żebyśmy zawsze pod ręką – wzorem Miłosiernego Ojca – mieli wiele dobrych, słodkich i niespodziewanych rzeczy dla tych ludzi, którzy chcą do nas powrócić. Pan Bóg daje nam szansę, a my dajmy ją tym, którzy od nas odeszli, którzy nas zdradzili, zranili i skrzywdzili. Może wtedy radość się w nas potroi.

 

Kazanie w wersji dźwiękowej – na www.itinerraium.pl

Liturgia Słowa

 

(Joz 5,9-12)
I rzekł Pan do Jozuego: Dziś zrzuciłem z was hańbę egipską. Rozłożyli się obozem Izraelici w Gilgal i tam obchodzili Paschę czternastego dnia miesiąca wieczorem, na stepach Jerycha. Następnego dnia Paschy jedli z plonu tej krainy, chleby przaśne i ziarna prażone tego samego dnia. Manna ustała następnego dnia gdy zaczęli jeść plon tej ziemi. Nie mieli już więcej Izraelici manny, lecz żywili się tego roku z plonów ziemi Kanaan.

(Ps 34,2-7)
REFREN: Skosztujcie wszyscy, jak dobry jest Pan Bóg

Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
Jego Chwała będzie zawsze na moich ustach.
Dusza moja chlubi się Panem,
niech słyszą to pokorni i niech się weselą.

Wysławiajcie ze mną Pana,
wspólnie wywyższajmy Jego imię.
Szukałem pomocy u Pana, a On mnie wysłuchał
i wyzwolił od wszelkiej trwogi.

Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością,
oblicza wasze nie zapłoną wstydem.
Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał,
i uwolnił od wszelkiego ucisku.

(2 Kor 5,17-21)
Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto wszystko stało się nowe. Wszystko zaś to pochodzi od Boga, który pojednał nas z sobą przez Chrystusa i zlecił na posługę jednania. Albowiem w Chrystusie Bóg jednał z sobą świat, nie poczytując ludziom ich grzechów, nam zaś przekazując słowo jednania. Tak więc w imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo jakby Boga samego, który przez nas udziela napomnień. W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem. On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą.

(Łk 15,18)
Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw niebu i względem ciebie”.

(Łk 15,1-3.11-32)
W owym czasie zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie. Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. Lecz ojciec rzekł do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić. Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego. Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedzał ojcu: Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę. Lecz on mu odpowiedział: Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął a odnalazł się.

Itinerarium , , , , ,