TARANEM W NIEBO

Kazanie na 29 niedzielę zwykłą 20 października 2013

 Najczęściej modlimy się Bez Powodu. Tak robimy od dzieciństwa, tak jest normalnie. Zdarza się, że jak nie odmówiliśmy modlitwy porannej albo wieczornej, czujemy się źle, czegoś zabrakło.

Modlimy się także Na Wszelki Wypadek. Niby nic złego i groźnego nie dzieje się w naszym życiu, ale kto wie co by się mogło zdarzyć, gdybyśmy zaprzestali się modlić.

Modlimy się często w formule Być Może. Na przykład o deszcz (ale wiadomo, że nie myślimy przy tym o zabraniu parasola), o dobrą pogodę w czasie ulew (okulary przeciwsłoneczne leżą spokojnie na półce), o pokój na świecie (bez pojęcia czy to Hutu biją Tutsi czy może na odwrót) czy jedność chrześcijan (choć większych różnic między „nimi” a „nami” nie widzimy). Taka modlitwa może pomoże, na pewno nie zaszkodzi.

Prawdziwa modlitwa jest wtedy, gdy potrzebujemy Tarana (ciężka drewniana lub metalowa bela służąca dawniej do rozbijania bram, zamków, fortec, etc.). Potrzebujemy Tarana, aby zburzyć mury choroby, uderzyć w rozpacz, skruszyć jakieś wielkie zło, uratować kogoś bliskiego, oddalić niszczący cios. Wtedy faktycznie walimy taranem w dzień i w nocy, bez przerwy, za każdym razem mocniej, wykrzesując z siebie ogromną wolę i moc. To już nie modlitwa tylko szalona walka, w której bierze udział dusza, serce, wola, nerwy, palce zaciskające się do krwi na różańcu albo rwące bezwiednie włosy z głowy, przymknięte do bólu oczy. Jesteśmy modlitwą, od stóp do głów, cali jesteśmy modlitwą. Jesteśmy taranem, który uderza z niezachwianą wiara, że za dziesiątym albo osiemdziesiątym razem, zdobędziemy to, o co walczymy.

Przeważnie cedzimy w kierunku nieba jakieś pobożne bla bla bla. Mury Nieba ustępują jednak tylko wskutek walenia taranem.

 

Kazanie dźwiękowe – www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

(Wj 17,8-13)
Amalekici przybyli, aby walczyć z Izraelitami w Refidim. Mojżesz powiedział wtedy do Jozuego: Wybierz sobie mężów i wyruszysz z nimi na walkę z Amalekitami. Ja jutro stanę na szczycie góry z laską Boga w ręku. Jozue spełnił polecenie Mojżesza i wyruszył do walki z Amalekitami. Mojżesz, Aaron i Chur wyszli na szczyt góry. Jak długo Mojżesz trzymał ręce podniesione do góry, Izrael miał przewagę. Gdy zaś ręce opuszczał, miał przewagę Amalekita. Gdy ręce Mojżesza zdrętwiały, wzięli kamień i położyli pod niego, i usiadł na nim. Aaron zaś i Chur podparli jego ręce, jeden z tej, a drugi z tamtej strony. W ten sposób aż do zachodu słońca były ręce jego stale wzniesione wysoko. I tak zdołał Jozue pokonać Amalekitów i ich lud ostrzem miecza.

(Ps 121,1-8)
REFREN: Naszą pomocą jest nasz Pan i Stwórca

Wznoszę swe oczy ku górom:
skąd nadejść ma dla mnie pomoc?
Pomoc moja od Pana,
który stworzył niebo i ziemię.

On nie pozwoli, by się potknęła twa noga,
ani się nie zdrzemnie Ten, kto ciebie strzeże.
Nie zdrzemnie się ani nie zaśnie
Ten, który czuwa nad Izraelem.

Pan ciebie strzeże,
jest cieniem nad tobą,
stoi po twojej prawicy.
Nie porazi cię słońce we dnie
ani księżyc wśród nocy.

Pan cię uchroni od zła wszelkiego,
ochroni twoją duszę.
Pan będzie czuwał nad twoim wyjściem i powrotem,
teraz i po wszystkie czasy.

(2 Tm 3,14-4,2) Trwaj w tym, czego się nauczyłeś i co ci zawierzono, bo wiesz, od kogo się nauczyłeś. Od lat bowiem niemowlęcych znasz Pisma święte, które mogą cię nauczyć mądrości wiodącej ku zbawieniu przez wiarę w Chrystusie Jezusie. Wszelkie Pismo od Boga natchnione jest i pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do kształcenia w sprawiedliwości – aby człowiek Boży był doskonały, przysposobiony do każdego dobrego czynu. Zaklinam cię wobec Boga i Chrystusa Jezusa, który będzie sądził żywych i umarłych, i na Jego pojawienie się, i na Jego królestwo: głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, w razie potrzeby wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz.

(Hbr 4,12) Żywe jest słowo Boże i skuteczne, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca.

(Łk 18,1-8) Jezus odpowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni modlić się i nie ustawać: W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: Obroń mnie przed moim przeciwnikiem. Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie. I Pan dodał: Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?

 

Itinerarium , , ,

24 responses to TARANEM W NIEBO


Dodaj komentarz