KTO ROBI WIOSNĘ

Świadkowie Bożego Narodzenia (16)  Czwartek 19 grudnia 2013

 Blisko już Świąt, pewnie niektórzy z was już po spowiedzi, plany na Pasterkę ustalone. Mamy to wszystko bez problemu, do kościoła blisko. Takie to łatwe, że wielu katolikom nie zechce się.

Przynajmniej jeden znany mi katolik, Aleksander Bialacki może nie przystąpić do spowiedzi i komunii, choć bardzo by pewnie chciał. Odsiaduje od 2011 roku karę 4 i pół roku w kolonii o zaostrzonym rygorze (rodzaj więzienia). Bialacki jest szefem „Wiosny”, białoruskiego Centrum Obrony Praw Człowieka. Do jego uwięzienia przyczyniła się niestety polska Prokuratura Generalna, do spółki z litewskim Ministerstwem Sprawiedliwości. Obydwie instytucje przekazały władzom Białorusi informacje o wsparciu finansowym udzielanym tamtejszej opozycji, w tym „Wiośnie”. Ponieważ organizacje opozycyjne w reżimach totalitarnych nie mogą posiadać kont bankowych (dla ułatwienia przypomnę, że podobnie było w Polsce do roku 1989), pieniądze przechodziły przez rachunki osób indywidualnych, m.in. Bialackiego. Reżim Łukaszenki wykorzystał informacje przekazane m.in. przez naszą prokuraturę, oskarżył Bialackiego o niepłacenie podatków od „nielegalnych dochodów” i uwięził na wspomniane 4 i pół roku. Działanie polskiego organu trudno nazwać błędem, to raczej niewiarygodny skandal, którego można było uniknąć przy odrobinie wiedzy na temat prześladowań opozycji na Białorusi. Najgorzej, że płaci za to człowiek, który od wielu lat walczy o podstawowe prawa dla swoich rodaków.

W trakcie odbywania kary Aleś nie dostał zgody na spotkanie z umierającym ojcem, najprawdopodobniej nie może także korzystać z sakramentów (informacje nieoficjalne). Jego „Wiosna” udzieliła pomocy psychologicznej, prawnej i finansowej tysiącom ludzi, którzy weszli w konflikt z białoruskimi władzami.

Piszę, bo my mamy Boże Narodzenie jakoś „załatwione”, bez większego wysiłku dostaniemy Pana Jezusa w kościele, nikt nam Go nie zabroni. A i tak wielu katolików nie skorzysta z tych łatwych okazji. I piszę, bo mam przeczucie, że Boże Narodzenie być może bardziej będzie udziałem Alesia niż dla wielu z nas.

Kto robi Wiosnę, na pewno ma Pana Jezusa w sercu.

 

 

PS. W trakcie tegorocznego Adwentu, poza niedzielami i uroczystościami, będę pisał o ludziach, którzy jakoś odnaleźli w sobie i innych Żywego Boga, o świadkach Wcielenia, czyli zamieszkania Boga w nas i między nami. To ludzie, których spotkałem twarzą w twarz albo w ich słowach. Nie byłem w Betlejem dwa tysiące lat temu ale to nie jest konieczny warunek, aby widzieć Boga w człowieku. Miałem wielki przywilej spotkać wielu ludzi, w których Narodzenie Boga stało się prawdziwą historią. Tym się z wami dzielę.

 

 

Itinerarium , , , ,

SEMBRADORES DE ESTRELLAS ZA FRIKO!

Świadkowie Bożego Narodzenia (15)  Środa 18 grudnia 2013

 Kierowcom częściej jeżdżącym na wschód od Lublina być może rzucił się w oczy młody chłopak, siedzący od wiosny do jesieni przy drodze, w pobliżu przystanku autobusowego, machający przyjaźnie ręką do każdego z nadjeżdżających samochodów. Usłyszałem kiedyś, że to pomylony gość, chory. Nie dałem od razu wiary w te wieści, ponieważ sam kiedyś zostałem uznany za postrzelonego, zupełnie bezpodstawnie.

Zatrzymałem się któregoś dnia przy chłopaku. Ma na imię Krzysiek, mieszka w jednej z wiosek, ok. 30 km od Lublina. Nie zrobił na mnie wrażenia chorego, choć przyznał, że ma problemy i czasem z rodzicami jeździ do lekarza. Nie może zrobić prawa jazdy. Bardzo był zadowolony, że rozmawiam z nim i całkiem serio oświadczył, iż lubi samochody, przygląda się im i dlatego pozdrawia każdego kierowcę. Nie macha do nich w celu otrzymania pieniędzy, ma rentę a ponadto pomaga rodzicom w gospodarstwie. Od tamtej pory widziałem Krzyśka jeszcze kilkanaście razy, „odzdrawiałem” jego gesty mignięciem światłami i oczywiście machaniem ręką przez szybę.

W Hiszpanii ruszyła właśnie kampania „Sembradores de Estrellas”, czyli Siewcy Gwiazd. Ponad 100.000 dzieci wychodzi na ulice miast i przypina przechodniom gwiazdkę ze słowami: „Pozwól, abym podarował ci gwiazdę: Szczęśliwego Bożego Narodzenia!”  W ten sposób w Adwencie składają życzenia w imieniu misjonarzy. Nie zbierają żadnych pieniędzy, oburzają się nawet jeżeli ktoś próbuje wciskać im datki. Oczywiście, przy innych okazjach dzieci kwestują na potrzeby misji, dzięki ich akcjom wspierane są znakomite inicjatywy m.in. w Afryce i Ameryce Południowej. Przed Bożym Narodzeniem dzieci rozdają gwiazdki całkowicie bezinteresownie.

Jednego razu, w piękny wiosenny poranek, szedłem ulicą w centrum miasta i uśmiechałem się do mijanych ludzi, już o tym wspominałem tutaj wcześniej. Minąłem akurat dwie panie i zanim zdołałem się oddalić, dosłyszałem jeszcze: „Widziałaś jak ten facet się głupio uśmiechał?!” Panie weszły zaraz potem do banku, pewnie tam pracowały (ten fakt nie zmienia mojego dobrego zdania o pracownikach sektora finansowego!). Przysięgam, nie uśmiechałem się głupio! W moim przekonaniu rozdawałem promienne i radosne uśmiechy, ale być może w banku było akurat szkolenie z zakresu „Zachowania mimiczne klientów a perspektywy pozyskiwania kredytobiorców”, i od razu przepadłem.

To co bezinteresowne jest dla nas dzisiaj nieprawdopodobne i trochę podejrzane. Dlatego Boże Narodzenie, które jest tajemnicą z rodzaju Absolutnie Za Friko, może wydawać się albo dziwne (po co Bóg stawał się człowiekiem?) albo przestarzałe, bo dziś nic nie ma Za Darmo! Cała uroda Narodzin Boga tkwi w tym, że one są Tylko Za Darmo, choć wydaje nam się, że możemy je „wyprodukować” za pomocą jakichś pacierzy lub odpowiedniej „gimnastyki religijnej”.

Kto próbuje za friko, za darmo, bezinteresownie, ma Boże Narodzenie, przy drodze, na deptaku albo przypinając gwiazdki.

Itinerarium , , , , ,

8 SUKCESÓW WIELKICH I 21 TROCHĘ MNIEJSZYCH

Świadkowie Bożego Narodzenia (14)   Wtorek 7 grudnia 2013

 Kiedy odwiedzam panią Bogusię i pana Stanisława, małżeństwo od ponad 40 lat, prowokuję ich świadomie i życzliwie, aby powiedzieli co tam słychać u wnuków. Zwykle zaczynają się wtedy kłócić o to ile ich mają! Bez kartki, na której mają „rozpisaną” całą rodzinę, mylą się co do imion. Ale to wcale nie jest takie dziwne.

Planowali pięcioro dzieci, mają ich ośmioro, ale nawet przy szóstym, siódmym i ósmym, nie narzekali, przeciwnie każde dziecko było „opite” szampanem po urodzeniu. „Mamy osiem wielkich sukcesów”, śmieje się p. Stanisław, który pilnował, żeby zawsze był szampan. Tradycję szampańską przejęły dzieci, za co pan Stanisław jest im wdzięczny.

Kiedy liczba wnuków przekroczyła piętnaścioro, a dziadkowie posunęli się w latach, zaczęły się lekkie kłopoty z arytmetyką. W rodzinie panuje także swoisty system rezerwacji, np. któreś z dzieci Bogusi i Stanisława zaklepuje imię „Paulina”, czasem nawet na długo przed poczęciem swojej pociechy i reszta rodzeństwa nie ma prawa już go wybrać! Rzecz w tym, że imiona wśród wnuków powtarzać się nie mogą.

„Nie bali się państwo, że to tak dużo dzieci, że nie dacie rady utrzymać i wychować?” – podpytuję. „My się naprawdę bardzo kochamy, a każde dziecko jest naszym szczęściem, teraz i wnuki. Mówiliśmy sobie, jak pięcioro wykarmimy to i sześcioro i ośmioro. Bogato nie mieliśmy, ale nigdy niczego nie zabrakło.”

Wczoraj usłyszałem, że nasze państwo rocznie wydaje 50 miliardów złotych na tzw. „politykę prorodzinną”. W ubiegłym roku urodziło się w Polsce 390.000 dzieci, wychodzi na to, że na jedno dziecko przypadło nie bagatela, bo ok. 120.000 złotych. Specjalistą w dziedzinie polityki społecznej nie jestem, ale myślę, że nowe życie rodzi się z miłości i odwagi a warunki finansowe nie są tu rozstrzygające. „W miłości nie ma lęku,
lecz doskonała miłość usuwa lęk … Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości.”,
napisał w kilkadziesiąt lat po Bożym Narodzeniu św. Jan Apostoł w swoim liście (1 J 4,18).

Nie wiem, ale może jest tak, że większym kryzysem od finansowego jest dziś kryzys miłości i odwagi? Boże Narodzenie dzieje się wszędzie tam – i dla tych wszystkich – gdzie ludzie ufają miłości i wedle niej postępują, gdzie z odwagą i pełną nadzieją patrzą w przyszłość. W Betlejem miłość odniosła niewiarygodny triumf, a lęk został pokonany przez rozlegające się z nieba: „Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką!”

Pani Bogusia i pan Stanisław mają osiem wielkich sukcesów. I dwadzieścia jeden mniejszych, w postaci wnuków. Dwadzieścia jeden? Pewności nie mam, bo chyba z pół roku już ich nie odwiedzałem.

 

 

PS. W trakcie tegorocznego Adwentu, poza niedzielami i uroczystościami, będę pisał o ludziach, którzy jakoś odnaleźli w sobie i innych Żywego Boga, o świadkach Wcielenia, czyli zamieszkania Boga w nas i między nami. To ludzie, których spotkałem twarzą w twarz albo w ich słowach. Nie byłem w Betlejem dwa tysiące lat temu ale to nie jest konieczny warunek, aby widzieć Boga w człowieku. Miałem wielki przywilej spotkać wielu ludzi, w których Narodzenie Boga stało się prawdziwą historią. Tym się z wami dzielę. 

Itinerarium , , , , , ,

ŚWIĘTA WE WRZEŚNIU

Świadkowie Bożego Narodzenia (13)  Poniedziałek 16 grudnia 2013

 Prawdziwe Boże Narodzenia zdarzają się i w Prima Aprilis i w Dzień Dziecka a nawet w Lany Poniedziałek. Krzysztofowi przydarzyło się ono trzy lata temu, we wrześniu.

Przez całe życie pił normalnie, jak mówi, z kolegami w pracy i po pracy, na imieninach, na święta i sylwestra, na rodzinnych imprezach. Pił jak wszyscy, po polsku. Częściej zaczął  pić kiedy po raz drugi stracił pracę, trochę przed czterdziestką. Wtedy łatwiej było mu zliczyć dni, w  których nie pił, a w zasadzie dni, w których pić nie musiał bo jeszcze nie wytrzeźwiał po wcześniejszych zamroczeniach. Nalegania i prośby ze strony dzieci i małżonki puszczał mimo uszu. Pierwszy sygnał, który odebrał poważnie przyszedł w momencie kiedy z powrotem zamieszkał u matki. Na szczęście nie doszło do rozwodu, żona z teściową mądrze się dogadały, żeby nie szkodził dzieciom. Zdecydował się na detoks. Udało się, ale nie na długo. Wracał tam kolejno pięć razy, w sumie przez ponad dwa lata. Ostatni raz trzy lata temu. Od tej pory jest trzeźwy, choć o zwycięstwie mówi bardzo ostrożnie. Wrócił do swojej rodziny, od roku znowu pracuje.

Z pozoru to historia bardzo banalna. Niemniej całe nasze życie składa się z mniej czy bardziej prozaicznych walk o różne dobra, często niestety po jednej, drugiej, najwyżej trzeciej porażce, rezygnujemy i znajdujemy znakomite tłumaczenia dla kapitulacji. Banalnie zabrzmi także zachęta, żeby nigdy się nie poddawać. Ale co, są sytuacje kiedy wypada się poddać?

Kto sięga do nieugiętej nadziei, może świętować Narodzenie Boga. Nieugięta nadzieja jest źródłem siły zdolnej odmienić naprawdę wszystko. Za Krzysztofa i wszystkich innych, którzy walczą, trzymam kciuki i wspieram modlitwą.

w

 

PS. W trakcie tegorocznego Adwentu, poza niedzielami i uroczystościami, będę pisał o ludziach, którzy jakoś odnaleźli w sobie i innych Żywego Boga, o świadkach Wcielenia, czyli zamieszkania Boga w nas i między nami. To ludzie, których spotkałem twarzą w twarz albo w ich słowach. Nie byłem w Betlejem dwa tysiące lat temu ale to nie jest konieczny warunek, aby widzieć Boga w człowieku. Miałem wielki przywilej spotkać wielu ludzi, w których Narodzenie Boga stało się prawdziwą historią. Tym się z wami dzielę.

 

 

 

Itinerarium , , , , , ,

WIELKA NUDA ZA 10 DNI

Kazanie na 3 Niedzielę Adwentu  15 grudnia 2013

 Dziesięć dni i będą Święta. Zdążymy posprzątać, zakupić wszystko, jest dużo czasu na wybór prezentów. Choinka, sianko, puste krzesło, karp, kutia, kolęda, pasterka.

Wszystko dobrze znamy, nic ciekawego i nadzwyczajnego się nie wydarzy, chyba nikt nie ma złudzeń. Coście wyszli oglądać, coście wyszli zobaczyć? – strofuje Chrystus w dzisiaj czytanej Ewangelii – Spodziewaliście się czegoś nadzwyczajnego, a tu Jan w sierści z wielbłąda, zajadający leśny miód. Jaka nuda! A potem miał być splendor Mesjasza, a tu znowu nuda, zwykły człowiek, je, pije, śpi i nosi pospolite ciuchy.

I u nas nuda, wszystko znane. Nuda, chyba, że trafimy w totalizatora bo się szykuje duża kumulacja. Albo jakiś wujek przedobrzy z wódeczką, długo będziemy pamiętać, bo się działo! A tak to nuda, czyli Święta.

Nie jesteśmy całkiem bez szans na smak Boga w trakcie tych Świąt. Tylko musimy pamiętać, że Bóg niewiele ma wspólnego z naszym świętowaniem i nic nie wie o choince oraz pustym miejscu przy stole. Naszą szansą są szpitale, hospicja, domy dziecka i domy starców, noclegownie dla bezdomnych, ośrodki dla uchodźców, więzienia, schroniska dla nieletnich przestępców, liche chałupy w których mieszka bardzo stara i jeszcze bardziej samotna babcia lub babcia z dziadkiem, sale porodowe, jadłodajnie dla ubogich. Pamiętacie przecież jak i ja, że Chrystus był z chorymi (trędowaci, ślepi, kulawi, sparaliżowani), z cierpiącymi psychicznie, z ubogimi, zadawał się z cudzoziemcami (Samarytanka) i przestępcami (np. podatkowymi, celnicy). Wśród takich ludzi bywał Chrystus i nic się do dziś nie zmieniło. Miejsce Chrystusa jest przy ludzkim cierpieniu, chorobie, nędzy, biedzie, dramacie, nieszczęściu, rozpaczy, samotności i lęku.

Mamy dwie drogi do poznania smaku Boga w te i inne Święta. Pierwsza, jeśli pójdziemy do chorych, zwłaszcza tych zagrożonych śmiercią; jeśli zaniesiemy wypasioną paczkę do ośrodków dla uchodźców albo dwie do schroniska dla bezdomnych albo trzy do domu dziecka. Nie ma się co tłumaczyć, że nie wiemy gdzie, po co Pan Bóg stworzył Internet i wyszukiwarki? Tak, tam gdzie pójdziemy i podzielimy się swoją obecnością, czasem, rzeczami i pieniędzmi, tak, właśnie stamtąd przyjdzie do nas Chrystus. Przyniesiemy go w sercach, które się otworzyły i połamały w darze; wtedy sens ma i łamanie się opłatkiem. Druga droga, bardziej śmiała, ale przecież też normalna. Skończmy z tą obłudną tradycją pustego miejsca przy stole. Jeżeli są ludzie, którzy mogą je zająć, to w nich przyjdzie Chrystus. Są tacy sąsiedzi, którzy będą samotni. Są bezdomni, którzy przyjdą pachnący i eleganccy, jeśli ich zaprosimy (wiem, co piszę). Są cudzoziemcy, którzy spędzą ten czas w akademikach, przez nikogo z nas, gościnnych przysłowiowo Polaków, nie zaproszeni. Są uchodźcy, którzy przyjdą z radością i będą podziwiać nasze prześliczne choinki. Ci wszyscy ludzie, i inni, których zaprosimy na puste miejsca, przyniosą nam Chrystusa. I wiele nowej, nie znanej nam radości.

No ale jak, przecież to takie rodzinne Święta! Całkiem  się zgadzam, ale nie chodzi tu o więzy krwi; cudzoziemcy, bezdomni, dzieci z domów dziecka, uchodźcy, samotni sąsiedzi, to nasze siostry i bracia, nasza wspaniała rodzina, no może trochę przez nas zaniedbana. W sam raz dobra rodzina na Święta.

Jeszcze dziesięć dni, mówię, że jeszcze mamy szansę na smak Boga. Nie tylko mówię, ale i tak robię. Jeszcze dziesięć dni i albo nuda albo bliski i żywy Chrystus.

 

Kazanie w wersji dźwiękowej: www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

(Mt 11,2-11)
Gdy Jan usłyszał w więzieniu o czynach Chrystusa, posłał swoich uczniów z zapytaniem: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? Jezus im odpowiedział: Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi. Gdy oni odchodzili, Jezus zaczął mówić do tłumów o Janie: Coście wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale coście wyszli zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w domach królewskich są ci, którzy miękkie szaty noszą. Po coście więc wyszli? Proroka zobaczyć? Tak, powiadam wam, nawet więcej niż proroka. On jest tym, o którym napisano: Oto Ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Zaprawdę, powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on.

(Iz 35,1-6a.10)
Niech się rozweseli pustynia i spieczona ziemia, niech się raduje step i niech rozkwitnie! Niech wyda kwiaty jak lilie polne, niech się rozraduje, skacząc i wykrzykując z uciechy. Chwałą Libanu ją obdarzono, ozdobą Karmelu i Saronu. Oni zobaczą chwałę Pana, wspaniałość naszego Boga. Pokrzepcie ręce osłabłe, wzmocnijcie kolana omdlałe! Powiedzcie małodusznym: Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, oto – pomsta; przychodzi Boża odpłata; On sam przychodzi, by was zbawić. Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło krzyknie. Odkupieni przez Pana powrócą, przybędą na Syjon z radosnym śpiewem, ze szczęściem wiecznym na twarzach: osiągną radość i szczęście, ustąpi smutek i wzdychanie.

(Ps 146,7-10)
REFREN: Przybądź, o Panie, aby nas wybawić

Bóg dochowuje wierności na wieki,
uciśnionym wymierza sprawiedliwość,
Chlebem karmi głodnych,
wypuszcza na wolność więźniów.

Pan przywraca wzrok ociemniałym,
Pan dźwiga poniżonych.
Pan kocha sprawiedliwych,
Pan strzeże przybyszów.

Ochrania sierotę i wdowę,
lecz występnych kieruje na bezdroża.
Pan króluje na wieki,
Bóg twój, Syjonie, przez pokolenia.

(Jk 5,7-10)
Trwajcie cierpliwie, bracia, aż do przyjścia Pana. Oto rolnik czeka wytrwale na cenny plon ziemi, dopóki nie spadnie deszcz wczesny i późny. Tak i wy bądźcie cierpliwi i umacniajcie serca wasze, bo przyjście Pana jest już bliskie. Nie uskarżajcie się, bracia, jeden na drugiego, byście nie popadli pod sąd. Oto sędzia stoi przed drzwiami. Za przykład wytrwałości i cierpliwości weźcie, bracia, proroków, którzy przemawiali w imię Pańskie.

(Iz 61,1)
Duch Pański nade mną, posłał mnie głosić dobrą nowinę ubogim.

 

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

900 KM PO NOWE ŻYCIE

Świadkowie Bożego Narodzenia (12)  Sobota 14 grudnia 2013

 We Francji do niedawna w wieku sześćdziesięciu lat było się starym człowiekiem, uzależnionym od swojej rodziny lub miłosierdzia społecznego – pisze Bernard Ollivier – Ci, którzy przekraczali ów wiek, nie mieli innych perspektyw prócz siedzenia przy kominku i rozgrzebywania popiołu oraz swoich wspomnień w oczekiwaniu na zniedołężnienie i koniec życia (…) Miałem wtedy prawie sześćdziesiąt lat. Czułem, że tonę, że nic ani nikt nie trzyma mnie już przy życiu.

W osiem dni po otrzymaniu pierwszej emerytury Bernard był już w drodze. „Podjąłem szybko decyzję: wyruszam na pieszą wędrówkę. Nie chciałem tracić czasu, gdyż nikt nie wie, kiedy zegar się zatrzyma.” Pierwsza trasa to Droga Jakubowa, spod Pirenejów do Santiago de Compostela. Kolejny pomysł, to jeszcze dłuższa wędrówka, ze Stambułu na krańce Chin, czyli starożytny Szlak Jedwabny. Zauważył, że w czasie marszu zaczął się niezwykle głęboko zmieniać. Ponadto ludzie, z którymi szedł przez jakiś etap, także doznawali przemiany, wystarczała droga i rozmowa.

Z tego doświadczenia zrodził się pomysł „Progu”, metody resocjalizacji nieletnich wchodzących w konflikt z prawem. Chłopak lub dziewczyna idą w towarzystwie opiekuna Szlakiem Św. Jakuba, od Pirenejów do Santiago i z powrotem. Po kilkunastu latach realizacji tej idei, 8 na 10 młodych nie wraca do przestępstwa. W Polsce 7 na 10 więźniów popada w recydywę. Więcej pisałem o tym tu: http://itinerarium.pl/2012/12/09/kto-ratuje-jedno-zycie-ratuje-caly-swiat/#.Uqtr0fTuJfQ

Miałem jeden przywilej poznać Bernarda (w wersji na FB daję zdjęcia), a drugi uczestniczyć – także i dziś – w realizacji polskiej wersji „Progu”, pod nazwą „Nowa Droga” (więcej:

http://nowadroga.eu/)

Od lipca do listopada tego roku 10 młodych chłopaków z lubelskiego Aresztu, od 18 do 24 lat,  przeszło wraz z przygotowanymi opiekunami jedną z tras Jakubowych w Polsce. Szli przez 30 dni, z Lublina do Zgorzelca, przez Sandomierz, Kraków, Ojców, św. Annę, Wrocław i Złotoryję. Nocowali i gościli na 30 plebaniach lub w klasztorach. Towarzyszyło im 10 cicerone, wśród nich był młody biznesmen, przedsiębiorca, nauczyciel, absolwent historii, socjolog, doktorant, ksiądz wychowawca z lubelskiego seminarium, utalentowany muzyk, były strażnik więzienny oraz kobieta, przewodnik turystyczny. Przeszli blisko 900 km wszyscy, zarówno byli więźniowie jak i opiekunowie. Szli w intensywnym upale, w deszczu i mrozie.

Do tej chwili wszyscy młodzi uczestnicy projektu trzymają się i żaden nie wszedł ponownie w konflikt z prawem. Po wędrówce mieli odbyć kursy zawodowe, potem praktyki i następnie podjąć pracę. Z naszych 10 bohaterów, 9 jest obecnie albo na praktykach albo już podejmuje pracę, jeden odpłynął ale jeszcze nie tracimy nadziei, że wróci do pracy.

Efektami naszego lubelskiego pomysłu zainteresowały się służby więzienne z Krakowa, Rzeszowa i Białegostoku. Być może w przyszłym roku w podobną wędrówkę wyruszy kilkudziesięciu młodych więźniów.

Bernard, kilku młodych więźniów i opiekunów, mówią o sobie, że są agnostykami lub wręcz niewierzącymi. Ale czy Boże Narodzenie nie jest dla wszystkich? I czy nie polega ono na niesieniu nadziei i wyzwolenia?

 

PS. 1. Więcej o „Progu” i życiu Bernarda znajdziecie w jego autobiograficznej książce „Życie zaczyna się po sześćdziesiątce. Inspirująca opowieść o nadziei, odwadze i radości życia.” Wydawnictwo Literackie, 2011. Mam do oddania w dobre ręce 1 egzemplarz tej książki – kto pierwszy ten lepszy, zgłoszenia na maila proszę.

 

PS. 2.  W trakcie tegorocznego Adwentu, poza niedzielami i uroczystościami, będę pisał o ludziach, którzy jakoś odnaleźli w sobie i innych Żywego Boga, o świadkach Wcielenia, czyli zamieszkania Boga w nas i między nami. To ludzie, których spotkałem twarzą w twarz albo w ich słowach. Nie byłem w Betlejem dwa tysiące lat temu ale to nie jest konieczny warunek, aby widzieć Boga w człowieku. Miałem wielki przywilej spotkać wielu ludzi, w których Narodzenie Boga stało się prawdziwą historią. Tym się z wami dzielę. 

Itinerarium , , , , , , , , ,

ŚWIĘTY ALBIN I HASŁA W TOALECIE

Świadkowie Bożego Narodzenia (11)  Piątek 13 grudnia 2013

W nocy z piątku na sobotę, z 5 na 6 lutego 1982 roku założyłem ze znajomymi bank. Niewielki, sześcioosobowy. Znalazłem to w swoich zapiskach z czasu stanu wojennego. W zasadzie była to kasa samopomocy, do której wpłacaliśmy pieniądze a potem pożyczaliśmy na bieżące potrzeby, i to bez procentu!

Najgorzej było od 13 grudnia 1981 do Bożego Narodzenia, był szok, potem ofiary w „Wujku”. Po Świętach wróciła nadzieja, byliśmy już mocniejsi. I na tyle silni, że powołaliśmy mały, antykomunistyczny bank.

Z tekstów z tamtego czasu, znalazłem też bardzo poważny zapis o swojej działalności medialnej, bardzo przemyślanej i skutecznej. Otóż z dwoma kolegami wyspecjalizowaliśmy się w pisaniu na ścianach w publicznych toaletach. I nie były to jakieś tam głupie wierszyki typu „Tu się robi ser dla ZSRR”, ale całkiem wzniosłe hasła: „Prędzej WRONA skona niż naród nasz pokona” (WRON – Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, twór pod przywództwem gen. W. Jaruzelskiego) czy „Polska naród solidarny, a komuny los marny”. Może finezji za wiele w tych hasłach nie było, ale jak to dodawało nadziei odwiedzającym toalety! W styczniu 1982 r. podobne zapiski umieściłem w 4 kiblach, męskich oczywiście.

Na początku marca 1982 roku (dokładnie pierwszego) z koleżanką pojechaliśmy do Kraśnika Fabrycznego z paczkami dla rodzin internowanych, z Fabryki Łożysk Tocznych. Najpierw zameldowaliśmy się w kościele, a tam ksiądz na początku oznajmił, że dziś wspominamy w liturgii św. Albina. Przez kilka minut cały kościół zanosił się śmiechem, natychmiast powstało skojarzenie, że Albin Siwak, jeden z bonzów partii komunistycznej, piewca stanu wojennego i radykalny wróg „Solidarności”, nawet taki młot może mieć świętego patrona!

Wspominam to wszystko, żeby przypomnieć, iż Boże Narodzenie to fala nadziei i energia działania. W trudnych dniach stanu wojennego panowała „pospolitość niemocy”, co też odnalazłem w swoich zapiskach. Dzisiejszy bohater  Świadków Bożego Narodzenia jest zbiorowy, to wszyscy ci, co pomimo zimy, milicji na każdym rogu, aresztowań, internowań, pomimo wszystko, rozniecali nadzieję i działali. Nie inaczej działo się w Betlejem, dwa tysiące lat temu.

 

 

PS. W trakcie tegorocznego Adwentu, poza niedzielami i uroczystościami, będę pisał o ludziach, którzy jakoś odnaleźli w sobie i innych Żywego Boga, o świadkach Wcielenia, czyli zamieszkania Boga w nas i między nami. To ludzie, których spotkałem twarzą w twarz albo w ich słowach. Nie byłem w Betlejem dwa tysiące lat temu ale to nie jest konieczny warunek, aby widzieć Boga w człowieku. Miałem wielki przywilej spotkać wielu ludzi, w których Narodzenie Boga stało się prawdziwą historią. Tym się z wami dzielę.

 

Itinerarium , , , , , , , , ,

CO NAS WSZYSTKICH TRZYMA PRZY BOGU

Świadkowie Bożego Narodzenia (10)  Czwartek 12 grudnia 2013

Do pani Weroniki najlepiej jest przychodzić albo dzwonić przed modlitwą lub po modlitwie. Tak mówi sama, a oznacza to, że nie wiadomo kiedy do niej iść czy telefonować, ponieważ modli się bardzo często. W niektóre dni można odnieść wrażenie, że od najwcześniejszego ranka po późny wieczór. To są te dni kiedy odbywa się rozprawa rozwodowa jej wnuka albo któreś z dzieci leci samolotem.

 

– Wszystkich trzymam przy Panu Bogu – mówi – inaczej to byłoby źle.

 

Faktycznie, pomyślałem, cała piątka jej dzieci dolatuje szczęśliwie a żadne z wnuków jeszcze się nie rozwiodło. Nie wiem co by było, gdyby nie różańce i koronki pani Weroniki. W jej modlitwach są i inne sprawy. Modli się, żeby nie było wojny, sama ją przeżyła i wie, że to rzecz najgorsza. Modli się za Ojczyznę bo kocha Polaków i nic lepszego im dać nie może. Modli się za rządzących i chyba dlatego jeszcze jako tako przez ten kryzys przechodzimy. Odmawia różaniec za zmarłych i wierzy, że dzięki temu im też się nic złego nie dzieje na Tamtym Świecie.

Kto wierzy w nieodwracalne zamieszkanie Boga między nami i w nas, wierzy także w zbawienną śmierć Chrystusa i Jego zmartwychwstanie. Tylko wtedy modlitwa ma sens bo słucha jej Bóg, który coś może zrobić, który może zrobić wszystko.

 

PS. W trakcie tegorocznego Adwentu, poza niedzielami i uroczystościami, będę pisał o ludziach, którzy jakoś odnaleźli w sobie i innych Żywego Boga, o świadkach Wcielenia, czyli zamieszkania Boga w nas i między nami. To ludzie, których spotkałem twarzą w twarz albo w ich słowach. Nie byłem w Betlejem dwa tysiące lat temu ale to nie jest konieczny warunek, aby widzieć Boga w człowieku. Miałem wielki przywilej spotkać wielu ludzi, w których Narodzenie Boga stało się prawdziwą historią. Tym się z wami dzielę. 

Itinerarium , , , , , , , , ,

PARASOLEM W BANDYTÓW

Świadkowie Bożego Narodzenia (8)  Środa 11 grudnia 2013

 Historię pani Ani kiedyś już wspominałem, wyda się być może dziwna w kontekście świadków Bożego Narodzenia. Ania sprała parasolką bandytów, którzy napadli na pętli trolejbusowej młodego chłopaka.

Ania jest drobna, ma może sto pięćdziesiąt kilka centymetrów wzrostu i jest emerytką. Nie trenowała nigdy żadnych sztuk walki, całe życie przepracowała jako urzędniczka.

Czekała wieczorem na trolejbus kiedy dwóch osiłków przytrzymało chłopaka i zażądało pieniędzy oraz papierosów. Odmówił  i natychmiast oberwał. Na przystanku było kilka osób, bardziej z pozoru predestynowanych do interwencji niż Ania. Nikt nie zareagował. Ania zbulwersowana napadem ruszyła na bandytów okładając ich parasolką po łbach, przy okazji posyłając siarczyste epitety, nie do powtórzenia w tym miejscu. Natarła na zbójów z taką furią, że uciekli sypiąc przekleństwami na cholerną babę. Dopiero wtedy jakaś kobieta zapytała: „Pani się nie bała? Przecież mogli panią pobić albo i coś gorszego!”

Dla Ani odsiecz dla bitego chłopaka była naturalną reakcją, natychmiastową i oczywistą. Jak komuś coś zagraża, a można jakoś pomóc, ona to robi. Nie umie stać z boku, ma wpisaną w duszę wrażliwość i odwagę. W pewnych sytuacjach sama wrażliwość nie wystarcza, potrzeba jeszcze zadziałać. Na przykład parasolką. Opowiadając zdarzenie z przystanku Ania dodała, że była tak pewna swojej siły i racji, że nie brała pod uwagę innego scenariusza poza zwycięstwem. „I tak bym im dała radę!”

Przyznajmy, często żyjemy i reagujemy tak, jakby nie było Bożego Narodzenia i Zmartwychwstania, jakby cały czas był Wielki Post (jak pisze papież Franciszek). Żyjemy byle jak, ospali i gnuśni, bez pasji do życia ale i bez chęci do umierania. Święta nie będą ani wesołe ani szczęśliwe, odbędą się.

Jest w Bożym Narodzeniu moc, energia i nowa chęć do życia. O ile wierzymy, że damy radę, walniemy bandytę parasolem albo inaczej obudzimy w sobie tajemnicę żywego Boga, w nas mieszkającego.

 

 

PS. W trakcie tegorocznego Adwentu, poza niedzielami i uroczystościami, będę pisał o ludziach, którzy jakoś odnaleźli w sobie i innych Żywego Boga, o świadkach Wcielenia, czyli zamieszkania Boga w nas i między nami. To ludzie, których spotkałem twarzą w twarz albo w ich słowach. Nie byłem w Betlejem dwa tysiące lat temu ale to nie jest konieczny warunek, aby widzieć Boga w człowieku. Miałem wielki przywilej spotkać wielu ludzi, w których Narodzenie Boga stało się prawdziwą historią. Tym się z wami dzielę.

 

 

 

Itinerarium , , , , , , , , ,

BÓG MIESZKA POD CAŁKIEM INNYM ADRESEM

 

REKOLEKCJE LAST MINUTE  Adwent 2013

 

 Rekolekcje dla wierzących

Dla niewierzących

Dla tych, którym wydaje się, że wierzą

Dla tych, którym wydaje się, że nie wierzą

Dom Spotkania w Dąbrowicy

19 – 21 grudnia 2013

Czwartek – Piątek – Sobota

Początek o 19.30

Zapraszam – ks. Mietek Puzewicz

Itinerarium, Rekolekcje , , , , ,