NADCHODZĄ LEPSZE DNI !

Wtorek 7 stycznia 2014

 Sypią się, sypią nieuchronnie igły z choinek. Drzwi opisane kredą z Trzech Króli. O prezentach dawno zapomnieliśmy. Nikną i milkną kolędy. Nawet w kościołach zmieni się temat i już nie będziemy w kółko słuchać (mówić), że Pan Jezus się narodził.

Może właśnie teraz, w całkiem nieświątecznej atmosferze, siądziemy i gdzieś z głębi serca wyrwie nam się coś w stylu: „Boże, mój Boże, szukam Ciebie, Ciebie pragnie moja dusza, ciało moje tęskni za Tobą, jak zeschła ziemia, spragniona, bez wody…” Obyśmy zatęsknili za Bogiem. Tęsknota za Nim poprowadzi nas tam gdzie prawdziwie spotkać Go można.

Dobrze, że już po Świętach, nadchodzą chyba lepsze dni na bliższy kontakt z Panem Bogiem.

Itinerarium , , , , , , , ,

GWIAZDA NAD TWOIM DOMEM

Poniedziałek 6 stycznia 2013  Uroczystosc Trzech Kroli

 Mędrcy wcale się nie zdziwili, że znaleźli dziecko, niemowlę. Przeciwnie bardzo się uradowali.

Latamy po świecie za różnymi cudami, nie można nie widzieć piramid, Akropolu, muru chińskiego, resztek świetnych niegdyś miast Azteków i rzecz jasna Ziemi Świętej. Gdzieś tam są piękne zakątki, niezwykłe krajobrazy, takie miejsca gdzie ponoć Matka Boża odcisnęła ślad swoją bosą stopą.

Może za ścianą płacze jakieś dziecko. Może trzy domy dalej siedzi bardzo samotny i bardzo stary człowiek, który dawno już z nikim nie pił kawy i nie rozmawiał o żonie nieboszczce co pięć razy w tygodniu gotowała kapuśniak. Może czeka ktoś na twój esemes, telefon albo odkładaną od miesięcy wizytę.

Czy gwiazdy teraz pogłupiały i już nie prowadzą nas do dzieci, starców, samotnych i pogubionych? Wiodą nas na różne końce świata, skąd wracamy coraz mniej pewni czy gdzieś jeszcze jest Bóg. A może nam się iść nie chce i tłumaczymy, że to nie gwiazda była tylko błysk neonu?

Bóg jest zawsze bliżej nas niż to sobie wyobrażamy. Właśnie tuż obok. Czyli tam skąd najchętniej byśmy uciekli. Bardzo to przedziwne, ale tak jest.

Gwiazda betlejemska zatrzymała się nad twoim domem. Tu właśnie najtrudniej odszyfrować jej blask.

 

Liturgia słowa

 

 

 

(Mt 2,1-12)
Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon . Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela. Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon. Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

I NASZE SŁOWA CIAŁEM SIĘ STAJĄ

Kazanie na drugą Niedzielę po Narodzeniu Pańskim  5 stycznia 2013

 Słowo ciałem się stało. Mam to szczęście, że żyłem i żyję w takich czasach, kiedy na własne uszy i oczy, słyszałem i widziałem, jak słowa stawały się ciałem.

Widziałem i słyszałem człowieka, który drugiego czerwca, trzydzieści pięć lat temu w Warszawie wołał: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi!” I ta ziemia, moja polska ziemia, odnowiła się, słowo ciałem się stało.

Słyszałem innego człowieka, który dwadzieścia pięć lat temu, 24 sierpnia 1989 roku, mówił:  „Historia naszego kraju nabrała przyspieszenia. Stało się to za sprawą społeczeństwa, które nie godzi się dalej żyć tak jak dotychczas. Trzeba przywrócić w Polsce mechanizmy normalnego życia politycznego.” I żyję w innym już społeczeństwie, w którym funkcjonuje (prawie) normalne życie polityczne, słowo ciałem się stało.

Słyszałem (i czytałem) człowieka, który głośno wołał: I have a dream that one day this nation will rise up and live out the true meaning of its creed: “We hold these truths to be self-evident, that all men are created equal.”   – „Miałem sen, iż pewnego dnia ten naród powstanie, aby żyć wedle prawdziwego znaczenia swego credo: „uważamy za prawdę oczywistą, że wszyscy ludzie zostali stworzeni równymi”. I rzeczywiście biali i czarni, coraz bardziej stają się równi i braćmi, słowo ciałem się stało.

Mam także w swoim życiorysie słowa, które go odmieniły, jak choćby te z dnia moich święceń. I mam takie słowa, które sam wypowiadam i które zmieniły i zmieniają różne rzeczy w życiorysach ludzi, jak choćby te: „I ja odpuszczam Tobie grzechy. Idź w pokoju”. Słowa stają się ciałem.

Słowa stają się ciałem czasami także Niestety. „Odchodzę”, „Skazuję na dożywocie” czy najgorsze „Zgiń!”. Tak wiem, że niestety takie słowa również stają się ciałem.

Słowa stają się ciałem Na Szczęście także. „I nie opuszczę cię aż do śmierci”, „Przebaczam ci!”, „Wrócę!”. Widziałem, słyszałem, wiem, takie słowa Na Szczęście stają się również ciałem.

Kiedy czytam dziś, że Słowo Ciałem się stało, nie tylko w to wierzę ale i wiem, że tak jest.

I przypominam, uważajcie bo wasze słowa stają się ciałem, te złe i głupie, puste i kłamliwe. I cieszcie się, że wasze słowa stają się ciałem, te mądre i dobre, czułe i prawdziwe.

 

PS. W kazaniu dźwiękowym ogłaszam rok 2014 Rokiem Dobrego Słowa

www.itinerarium.pl

 

Liturgia Słowa:

 

Mądrość wychwala sama siebie, chlubi się pośród swego ludu. Otwiera swe usta Historia naszego kraju nabrała przyspieszenia. Stało się to za sprawą społeczeństwa, które nie godzi się dalej żyć tak jak dotychczas. Trzeba przywrócić w Polsce mechanizmy normalnego życia politycznego. na zgromadzeniu Najwyższego i ukazuje się dumnie przed Jego potęgą. Wtedy przykazał mi Stwórca wszystkiego, Ten, co mnie stworzył, wyznaczył mi mieszkanie i rzekł: W Jakubie rozbij namiot i w Izraelu obejmij dziedzictwo! Przed wiekami, na samym początku mię stworzył i już nigdy istnieć nie przestanę. W świętym Przybytku, w Jego obecności, zaczęłam pełnić świętą służbę i przez to na Syjonie mocno stanęłam. Podobnie w mieście umiłowanym dał mi odpoczynek, w Jeruzalem jest moja władza. Zapuściłam korzenie w sławnym narodzie, w posiadłości Pana, w Jego dziedzictwie.

(Ps 147,12-15.19-20)
REFREN: Słowo Wcielone wśród nas zamieszkało

Chwal, Jerozolimo, Pana,
wysławiaj twego Boga, Syjonie.
Umacnia bowiem zawory bram twoich
i błogosławi synom twoim w tobie.

Zapewnia pokój twoim granicom
i wyborną pszenicą hojnie ciebie darzy.
Śle swe polecenia na krańce ziemi
i szybko mknie Jego słowo.

Oznajmił swoje słowo Jakubowi,
Izraelowi ustawy swe i wyroki.
Nie uczynił tego dla innych narodów.
Nie oznajmił im swoich wyroków.

(Ef 1,3-6.15-18)
Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa; który napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich – w Chrystusie. W Nim bowiem wybrał nas przez założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym. Przeto i ja, usłyszawszy o waszej wierze w Pana Jezusa i o miłości względem wszystkich świętych, nie zaprzestaję dziękczynienia, wspominając was w moich modlitwach. [Proszę w nich], aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznaniu Jego samego. [Niech da] wam światłe oczy serca tak, byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych.

(1 Tm 3,16)
Chrystus został ogłoszony narodom, znalazł wiarę w świecie, Jemu chwała na wieki.

(J 1,1-18)
Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga – Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o światłości. Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było /Słowo/, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali – łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, /o Nim/ pouczył.

 

 

 

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

JEZUS MOJE ŻYCIE

Sobota 4 stycznia 2013

 Bardziej oryginalni spowiednicy mogą wam zadać za pokutę nie standardową litanię, ale bardziej wyszukaną, np. do Imienia Jezus. Wczoraj można było w liturgii wspominać właśnie Imię Jezus, ja dzięki brewiarzowi tak uczyniłem.

Sięgam jednak do imienia Jezus nie tylko z racji podpowiedzi liturgicznej. Często mówię do Niego per „Ty”, czyli Jezu lub Jezusie, wiem, że mam do tego prawo; czasami bardziej oficjalnie „Panie Jezu”. Pamiętam, że „gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie matki” (Łk 2,21). Mówię więc do Niego po imieniu, mój Bóg ma imię. A mówię bo On sam zachęcał: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje. Do tej pory o nic nie prosiliście w imię moje: Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna” (J 16, 23-24).

Mówię do Niego po imieniu ponieważ ufam i wiem, że „nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4,12).

Mówię jednak do Niego po imieniu przede wszystkim dlatego, że jesteśmy „na Ty”, blisko. Tak blisko jak Jego, nie mam przy sobie nikogo. I nikt tak dobrze mnie nie rozumie i nie zna. Jezus.

Dobrze jest mieć w życiu kogoś bliskiego, mądrego, mocnego i kochającego. I nie da się takiej więzi budować bezimiennie, to jest moja  przyjaźń z Jezusem.

Jezus, moje życie.

Itinerarium , , , , , ,

POMIĘDZY ULICAMI FOURTH I WALNUT

Piątek 3 stycznia 2014

 Niektórych ludzi lubimy, innych podziwiamy, czasem mówimy, że kogoś kochamy. Mijamy ludzi na ulicach, ocieramy się o nich w autobusach, sklepach, kościołach, rozmawiamy z nimi w pracy. Ludzie przy nas, wokół nas, przed nami.

W amerykańskim Louisville (Kentucky) przy zbiegu ulic Fourth i Walnut znajduje się dość pokaźnych rozmiarów mosiężna tablica z nagłówkiem „Objawienie”. Dokładnie przy skrzyżowaniu tych dwóch dróg Tomasz Merton przeżył niezwykłe doświadczenie, opisał je w „Zapiskach współwinnego widza”. Był wtorek, 18 marca 1958 r. Tomasz, na co dzień mnich cysterski zamieszkujący w nieodległym opactwie Gethsemani, przybył do miasta bodajże do dentysty. Ubrany „po cywilnemu”, bez habitu, stał przy pasach czekając na zielone światło. Nagle ogarnęło go głębokie i radosne przeczucie, że bardzo kocha tych wszystkich ludzi, idących w jedną i drugą stronę, że są mu dużo bliżsi niż to się z pozoru wydaje, że:

„Oni są moi, a ja jestem ich, że nawet gdybyśmy byli kompletnymi nieznajomymi, to obcość nie ma prawa istnieć między nami. To było coś w rodzaju przebudzenia ze snu o odrębności, fałszywej autoizolacji … w świecie wyrzeczenia się rzekomej świętości. Ta cała ułuda odrębnej egzystencji w świętości jest sennym marzeniem. Uczucie wyzwolenia spod presji iluzorycznych różnic przyniosło taką ulgę i taką obudziło radość we mnie, że o mały włos nie wybuchnąłem śmiechem… Nie ma sposobu, aby wytłumaczyć ludziom, że wszyscy chodzą dookoła pełni blasku jak słońce…

Nauczyłem się z powrotem patrzeć na świat z większym współczuciem, a ludzi go zamieszkujących nie postrzegam jako nieznanych mi, jako obcych, lecz tożsamych ze mną. Uwolniwszy się od ich złudzeń i trosk, mimo to identyfikuję się z ich zmaganiami, ich ślepotą, ich desperacką pogonią za szczęściem…”

 

Nieco później opisał to doświadczenie mianem „Bramy Niebios znajdują się wszędzie”. Dla niego tą bramą stało się przejście dla pieszych przy zbiegu dwóch ulic ruchliwego miasta.

Bardzo bym wam i sobie życzył takich nagłych i przejmujących objawień. Przeważnie żyjemy z ludźmi w jakiejś mgle, spostrzegamy ich niejasno, niczym przez „maję” (zasłona rzeczy w hinduizmie, buddyzmie). Mamy wobec nich przewrotny „zdrowy dystans”, nie przeczuwamy, że mogą bezbłędnie prowadzić nas do odkrycia sensu życia i spotkania z Bogiem.

Tylu ludzi wokół nas, przy nas. Widzimy ich, dotykamy, słyszymy, czujemy, rozmawiamy. Ilu ludzi wokół nas, tyle bram do nieba. Przy każdych światłach i na skrzyżowaniu wszystkich ulic.

 

PS. Link do tablicy w Louisville:

 

http://mertoninasia.blogspot.com/2008/12/mertons-three-epiphanies.html

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

PROŚBA O POMOC W SPRAWIE CHARAKTERU

 Czwartek 2 stycznia 2014

 Na początku, kiedy Pan Bóg wszystko stwarzał i układał, rozdzielał także dla narodów ziemię i charakter. Gruzini opowiadają, że ich praprzodkowie stanęli w kolejce po swój kawałek terytorium, ale ponieważ kolejka była bardzo długa, skracali sobie czas tańcząc i pijąc wino. Panu Bogu zdawało się, że już wszystkim dał jakieś miejsce na globie aż nagle zauważył ciemnych i wąsatych Gruzinów. „A wy co? Gdzie byliście, jak przydzielałem ziemię?” A oni rozłożyli ręce i przekonywali, że spokojnie czekali bo wiedzą, iż Pan Bóg jest sprawiedliwy i nie pominie ich. Pan Bóg zamyślił się i poskubał w brodę, co tu zrobić jak wszystko już rozdane. Po chwili jednak mówi do gości: „Dobrze, została mi już tylko ta część ziemi, którą zostawiłem dla siebie. Bierzcie, niech wam się wiedzie jak najlepiej!” I prawda, Gruzini mieszkają w jednej z najpiękniejszych stron naszej planety.

Wspomniałem, że Pan Bóg rozdawał też charaktery narodom. Domyślam się, po noworocznych życzeniach i rozmowach co wiecznego (wszak, wszystko co od Niego, to i wieczne) nam Polakom się dostało. Mówię komuś, że zdrowia życzę i słyszę: „Daj spokój, jak tu zdrowym być, kolejki po pół roku do lekarza, leki drożeją …” Pomyślności winszuję innemu a ten: „Pracy nie ma, sam wiesz jakie są zarobki, ech …” Do jeszcze innego startuję z przesłaniem radości na Nowy Rok, a w odzewie śpiewka dochodzi mnie taka: „Z czego tu się (…..) cieszyć? Zimy nie ma, jak nam dosypie w kwietniu to załamka!” Pewnej niewieście mówię, żeby była pełna mocy, a ta ręce rozkłada i rzecze, że ona na nic już siły nie ma, troje dzieci w szkole, jakie wydatki na książki i zeszyty, mąż chorowity, „A teściowa, to sam wiesz …” (nie wiem, ale słyszałem).

Jeśli chodzi o charakter dostaliśmy Wieczne Niezadowolenie, po tym łatwo nas rozpoznać. Pewnie jak staliśmy w kolejce po charakter, wzorem Gruzinów poszliśmy gdzieś na bok na jakąś balangę. I zostało tylko Niezadowolenie, wzięliśmy co pod ręką było.

Prorokiem nie jestem, jak kilka razy już zaznaczałem, więc może się mylę. Będę wdzięczny jak pomożecie udowodnić, że jestem w błędzie.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

Z WARSZAWY DO ZAKOPANEGO PRZEZ ŚWINOUJŚCIE

Środa 1 stycznia 2014

 Nasza modlitwa często przypomina podróż z Warszawy do Zakopanego przez Augustów, Hel, Świnoujście i Złotoryję. Choć roztropniej, krócej i szybciej da się to zrobić przez Kielce i Kraków.

Składamy modlitwy z pacierzy, litanii, koronek, niekiedy rozbudowanych łańcuszków i skomplikowanych nowenn. Znam nawet osoby, które kolekcjonują bardziej udziwnione formy kontaktu z Panem Bogiem, a ich duchowe wnętrze przypomina trochę zagraconą kawalerkę starej panny.

Myślę, że do Boga trzeba zwracać się prosto z mostu. Jak nie dajemy rady to „Boże pomóż!” Jak cierpimy: „Dodaj siły, ulżyj!” Jak się lękamy: „Jezu ufam Tobie!” Jak nie wiemy co lub jak zrobić: „Oświeć mnie!” Jak rozpiera nas szczęście: „Jezu kocham Cię!” A jak coś dostaniemy to: „Dziękuję! Jesteś cudowny!”.

Tymczasem, niczym wytykani ewangeliczni poganie, pleciemy długie wstępy, potem rozwinięcie na tysiące słów i oczywiście kwiecisty epilog, czasem z dodatkiem bibliografii („była to modlitwa św. Ignacego z Loyoli” – żeby Bóg nie pomyślał przypadkiem, że tego z Antiochii).

W życiu, kiedy na czymś nam zależy, potrafimy działać z większą prostotą i szczerością. Nagle coś cię zabolało i idziesz do żony (na przykład) i co? Mówisz: „Kochanie, przed dwoma minutami, jak byłem na balkonie i patrzyłem na osiedle na horyzoncie, poczułem jak zaczyna mnie boleć, po prawej stronie jamy brzusznej, mniej więcej pod przeponą, w okolicach podżebrza. Czy myślisz, że może być to jakiś niepokojący sygnał z mojego największego gruczołu?” Normalny człowiek powie: „Słuchaj, tu mnie zabolało. Wątroba?” Tymczasem nasze modlitwy rozpoczynamy od ornamentowych stylizacji typu: „Wszechmogący, wieczny Boże, który stworzyłeś niebo i ziemię, który troszczysz się o każdego człowieka, spójrz łaskawie na mnie, niegodnego sługę i wysłuchaj mojej prośby: ulżyj mi w bólu wątroby …” (można dodać: „która rozbolała mnie przed dwoma minutami, jak byłem na balkonie i patrzyłem na osiedle na horyzoncie …”) Z pewnością podanie szczegółowych okoliczności wystąpienia problemu ułatwi Panu Bogu precyzyjną interwencję. Otóż, jako jeden z przedstawicieli personelu naziemnego Szefa, zapewniam, że wystarczy: „Zmiłuj się nade mną!” Bóg wie, że chodzi o twoją wątrobę.

Nie mam tu na myśli wezwań, które słyszymy w liturgii, ponieważ te spełniają inną funkcję i mają często długą i piękną tradycję powstawania i doskonale organizują nasz wspólny kult.

Modlitwa musi być prosta, szczera, prawdziwa, „prosto z mostu”, w cztery oczy z Bogiem. Przypuszczam, że kilka zwrotów naprawdę wystarcza i w momentach kiedy nie nudzimy i na czymś nam bardzo zależy, właśnie po nie sięgamy:

 

Zmiłuj się nade mną

Ulecz mnie

Przebacz mi

Proszę Cię

Kocham Cię

Ufam Tobie

Uwielbiam Cię

 

Lecha Janerka, pomodlił się kiedyś bardzo krótko, śpiewając chyba po jakimś udanym interesie:

 

Jezu, jak się cieszę

z tych króciutkich wszkrzeszeń

kiedy pełną kieszeń

znowu mam

 

Obyście mogli ten akt strzelisty w roku 2014 odmawiać (śpiewać) jak najczęściej.

 

J PS. Jeśli doszliście aż dotąd, i jeśli odczuwacie jakiekolwiek przykre skutki szaleństw z ostatniej nocy, to na miły Bóg, nie próbujcie w stylu: „Dobry Boże, w możliwie najwyższym stopniu doświadczam przeróżnych bólów od szyi po włosy, w czaszce, gdzie powinien znajdować się mój mózg coś się tłucze, obie jego półkule są w zamęcie, skronie płoną, czuję się w ciemię bity, i to jak!” Módlcie się po ludzku: „Boże! Głowa mi pęka! Kocham Cię!”J

Itinerarium , , , , , , , , ,

SPRZĘT TATERNICKI DLA MAŁEGO JEZUSA

Wtorek 31 grudnia 2013

 Czy wiecie jaki sprzęt taternicki i od kogo otrzymał Pan Jezus przy narodzeniu? Nie wiecie, czytajcie do końca.

Niczym pewnie nie odwiodę większości z was od szaleństw sylwestrowej nocy. Nazywana jest Sylwestrową, ale od dawna protestuję, że niesłusznie. Dobrze, do północy jest Sylwestrowa, ale od północy już Mieczysławowa i kto sądzi inaczej niech spojrzy w kalendarz. Organizowanie szaleństw, tańców i popijaw w nadchodzącą noc wydaje mi się wielce nietrafione. Odpala się petardy i inne eksplozje, baluje do ciemnego rana (nie do bladego, bo blady ranek zaczyna się około siódmej, w Lublinie, a o tej godzinie imprezowicze ululani już śpią), odkorkowuje szampany i wywołuje rwetes niesłychany. I czemu? Naprawdę bez jakiegokolwiek sensownego powodu.

Wyjaśniam, że dziś o północy wcale nie minie 2013 lat od narodzenia Pana Jezusa, bo jak wam pewnie wiadomo, Dionizy Mniejszy, mnich odpowiedzialny za tworzenie nowego kalendarza machnął się przynajmniej o 7 lat i minęło od wydarzeń w Betlejem 2006 lat. Dawniej mnisi mieli zbyt łatwy dostęp do wykwintnych win i mamy tego kalendarzowy skutek. Tak więc nie szalejemy z powodu Pana Jezusa, a raczej z racji pomyłki Dionizego. No ale, żeby tak dokazywać z powodu błędu jednego mało rozgarniętego mnicha z Armenii (stamtąd właśnie ten nieudacznik się wywodził) ?

Jeśliby ktoś bardziej związany z naturą chciał świętować Zimowe Przesilenie, to też pudło, bo nastąpiło  ono 21 grudnia, kiedy zaczęło przybywać dnia, o 3 sekundy, dzisiaj w sylwestra tego dnia jest już więcej o 1 minutę i 37 sekund.

Chyba, że ktoś świętuje przewrócenie kartki kalendarza z wtorku na środę, a jeśli tak, to powinien mieć przynajmniej 52 takie uroczyste dni w roku, bo tyleż razy z wtorku na środę kalendarz bryknie do 31 grudnia 2014.

Dowiodłem zatem niezbicie, że nie ma żadnego logicznego powodu do świętowania dzisiejszej nocy. Wiem, że nikogo to nie powstrzyma od balang, przecież i tak najważniejsze rzeczy w naszym życiu dokonują się przy anulowaniu funkcji logicznych, że wspomnę choćby wielkie miłości i gigantyczne ruiny w grach hazardowych. Mam jednakże kilka uwag.

Pierwsza dotyczy szampana. Dwoje moich znajomych okulistów, zawsze przy odkorkowywaniu tegoż trunku zwykło chować się pod stół lub zasłaniać oczy. Byli parę lat temu na dyżurze w klinice kiedy zaraz po sylwestrowej północy karetka przywiozła im gościa, u którego w okolicy prawego oka ugrzązł korek od szampana, konkretnie druty oplatające plastik. Gość ten widzi dalej, choć z jednym małym defektem – nie może patrzeć na szampana!

Druga uwaga dotyczy żon. Niedawno słyszałem jak pewien pan w średnim wieku oznajmił, że rozszedł się z żoną bo „była trochę niegrzeczna”. W zasadzie uważam, że żony winny być grzeczne, ale jak są „trochę niegrzeczne” to raczej kiepski motyw do ich porzucania. Gdyby był to powód wystarczający, mężowie oddaliby wszystkie swoje żony. Panowie, w czas harców sylwestrowych wasze połowice mogą być „trochę niegrzeczne”, darujcie im i nadal kochajcie!

Trzecia uwaga dotyczy kolęd. Są kolędy przypisane, mrużąc oczy, do nieco poza religijnych kontekstów. Ulubiona kolęda noworodków to „Dzisiaj w Betlejem”, czytaj: „Dzisiaj w bet lejem …”.  Ulubiona kolęda oficerów śledczych to „Mów, gdzie jest ta dziecina!” (z tekstu „Wesołą Nowinę …”).

A sprzęt taternicki dla Pana Jezusa? Od kogo i co dostał w tej materii? „Od Patriarchów czekany!”

 

Ps. 1. „Od Patriarchów czekany” – patrz druga zwrotka kolędy „Pójdźmy wszyscy do stajenki”.

Ps. 2. Czekan – sprzęt z hakiem, niezbędny w taternickich, alpejskich i himalaistycznych wspinaczkach (dzięki Marcin!)

Ps. 3. Dziękuję wszystkim czytelnikom za wspólne Wędrowanie przez ostatnie 365 dni. Wszystkim wam najlepiej życzę. Jak dożyję odezwę się w następnym roku.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

MAMROT PODLASKI NA NOWY ROK

Poniedziałek 30 grudnia 2013

 

Na początku roku odwiedziłem Czesia w kanale, gdzie nocuje. Wokół kanału biegną rury kanalizacyjne, między innymi z ciepłą wodą, więc temperatura jest tam na plusie, da się przeżyć.

Wiosną jednak dotarła do mnie wiadomość, że Czesio zmarł i został pochowany. Brak było szczegółów, ale pomodliłem się za człowieka, odprawiłem mszę świętą. Cóż, śmierć zdarza się każdemu, tym bardziej mogła przyjść na Czesia, z racji mieszkaniowych i alkoholowych, o czym dalej.

Łączy mnie z Czesiem długa znajomość. Jak wspomniałem, był kanalarzem, stąd rozsiewał na dwa metry wokół siebie specyficzny zapach, praktycznie nie do wytrzymania. Miał zwyczaj siadywać przy wejściu do kościoła, co sprawiało, że ludzie wchodząc zatykali nosy albo wachlowali się w poszukiwaniu świeższego powietrza. Zwróciłem mu uwagę, że swoim zapachem straszy wiernych, na co usłyszałem: „Ja tam nic nie czuję!” Ponieważ kąpiel i zmiana ubrania nie wchodziły w grę a ja nalegałem, Czesio zaproponował pewnego dnia układ: „Daj dwa złote, to się odsunę.” Długo nie myślałem, inwestycja nieduża, a frekwencja na nabożeństwach nie spadnie. W tych godzinach, kiedy w kościele nic się nie działo, Czesio znalazł na mnie inny patent. Siadywał bliżej środka ruchliwego deptaka i kiedy mnie widział darł się na cały głos: „Puzewicz! Puzewicz ulituj się nade mną! Daj dwa złote na chleb!” Ludzie zatrzymują się, patrzą na biedaka, potem na mnie. No weź nie daj w takiej sytuacji! Bezdomny człowiek woła do kapłana o chleb, a ty nie daj! (Pan Jezus też słyszał: „Ulituj się nade mną” i ulitował się!). Dawałem, co zrobić. Wątpiłem jednak, aby Czesio inwestował w pieczywo, zawsze przecież mógł zdobyć chleb bezgotówkowo, w jadłodajni dla bezdomnych. I człowiek kiedyś przyznał się, że on zbiera dwa złote u mnie, a Chudy (ksywka kumpla) „pod kapucynami” drugie dwa. Za cztery złote kupują „Senioritę”, a jak fantazja ich poniesie to „Mamrota Podlaskiego” za pięć. Wspominałem Czesia z sympatią, zwłaszcza jego umiejętności marketingowe.

Latem, hamując przed przejściem dla pieszych, zauważyłem kogoś bardzo podobnego do Czesia, tak podobnego, że coś mnie tknęło. Nadto gość wyglądał dużo lepiej niż parę miesięcy wcześniej w kanale. Przyszły mi do głowy dwa warianty, albo ktoś puścił plotkę o śmierci Czesia albo on zmartwychwstał. Wiarę w zmartwychwstanie mam mocną, ale zacząłem sprawdzać wersję z plotką. Po kilku dniach dowiedziałem się od jednego z innych bezdomnych, że Czesio żyje, co prawda „miał umierać, ale mu nie wyszło.” W myślach odkręcałem wszystkie „Wieczne odpoczynki” odmówione za biedaka i zamieniałem na „Boże, błogosław mu!”

Kilka dni temu, na Wigilii, spotkałem Czesia twarzą w twarz. Prezentował się znakomicie, co w przypadku gdyby jednak zmartwychwstał, potwierdzałoby nadzieję, że po śmierci będzie nam dużo lepiej niż w tym marnym żywocie. Uścisnąłem dłoń gościa, nawet dość długo, nie ma wątpliwości, żywy człowiek. Rozumiem, czemu Pan Jezus po zmartwychwstaniu kazał uczniom: „Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie Mnie i przekonajcie się: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam.” (Łk 24,38-39). Dotknąłem Czesia jeszcze w ramię, poklepałem, dziwił się moją serdecznością i radością ze spotkania.

Puka już Nowy Rok, będę składał wam życzenia. Pierwsze jest takie, nie słuchajcie plotek, a już broń Boże ich nie puszczajcie! A drugie, jakby ktoś z was miał umierać, życzę, żeby mu nie wyszło!

Itinerarium , , , , , , ,

PAN JEZUS Z WYSOKIM POZIOMEM ADHD

Niedziela 29 grudnia 2013

 Każdy z nas słyszał zapewne wezwanie, aby nasze rodziny były na wzór tej świętej. Szczerze mówiąc nie życzyłbym nikomu takiej familii.

Z Ewangelii wiemy, że głowa tej rodziny św. Józef ratuje Małżonkę i Syna emigrując do Egiptu, na plus należy mu także poczytać to, że „nie oddalił” Marii, mimo dziwnej sytuacji. Wiemy też, że po nerwowym epizodzie z zagubieniem podczas pielgrzymki, Jezus „był poddany” rodzicom oraz „czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i ludzi”. I w zasadzie tyle dobrego o świętej Rodzinie zapisano.

Reszta relacji ewangelicznych raczej brzmi jak przestroga niż zachęta do naśladowania. Wyobraźmy sobie, że w chwili poślubienia Józefa, Maria, nastolatka przecież, miałaby dostęp do Facebooka. Przypuszczam, ze w rubryce „W związku” wpisałaby bez wahania „To skomplikowane”. Musiała jej towarzyszyć niepewność i setki rozterek. Wyobraźmy sobie, że w tamtych czasach funkcjonowałaby jakaś sprawna opieka społeczna. Ani chybi, odebrałaby prawo do dziecka niezaradnym rodzicom, którzy nie zapewnili noworodkowi normalnych warunków do urodzenia. Kurator napisałby z oburzeniem, że matka „położyła go w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie!” A przy tym, św. Józef, całkowity introwertyk, jednego zdania godnego zapisu nie wypowiedział. Przymusowe uchodźstwo to też mały powód do szczęścia.

Dalej wyobraźmy sobie, że dwunastoletni Jezus po skądinąd niedopuszczalnym zaniedbaniu rodziców (zgubili dziecko!) i wymianie zdań z ówczesnym duchowieństwem, trafia do szkolnego psychologa. Mniemam, że mógłby odejść z diagnozą „wysoki poziom ADHD”.  Potwierdziłaby to dosadnie historia z wywracaniem stołów w świątyni, smaganiem biczem ze sznurków i rozrzucaniem monet bankierów (J 2). Materialnie rodzina potrzebowałaby chyba systemu zasiłków i zapomóg, skoro w dniu ofiarowania stać ją było tylko na parę synogarlic (albo dwa młode gołębie). To, co dalej się działo, jest także nie do pozazdroszczenia. Już dorosły Jezus, ale nadal członek Rodziny, wywołuje skandal swoim nauczaniem i postępowaniem. Mobilizuje się tak zwana „opinia publiczna” i wysyła rodzinę, żeby Go uspokoić. „Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: «Odszedł od zmysłów».” Kto by chciał mieć rodzinę, w której jedynaka posądza się o chorobę psychiczną? Wreszcie finał, gdzie Syn oskarżony o najgorsze zbrodnie przeciw narodowi i religii, kona w sposób zarezerwowany dla podłych przestępców.

Taka była święta Rodzina, niepewność, napięcia, emigracja, cierpienia i dramaty. Nie życzyłbym nikomu takiej rodziny.

Nie mamy idealnych rodzin, kłócimy się w nich, awanturujemy, sprzeczamy, przeklinamy. Zdarza się, że w ruch idą pięści a potem są siniaki. Tłuką się talerze, trzaskają drzwi. Dzieci narzekają, że rodzice ich nie rozumieją, rodzice wytykają im niewdzięczność. Problemy finansowe i interwencje służb społecznych to rzeczywistość wielu domów. Rodzice stoją czasem w kolejce pod murami więzienia czekając na widzenie z córkami lub synami. Dzieci niekiedy znajdują czas, aby spotkać się z matkami lub ojcami w oddziałach zamkniętych w klinikach psychiatrycznych.

Takie są nasze rodziny, nie do pozazdroszczenia. Takie są nasze rodziny, całkiem podobne do Rodziny Świętej. Cieszmy się z naszych nieświętych rodzin tak bardzo podobnych do tamtej, zwanej „Świętą”. W tamtej się Bóg narodził i mieszkał. I w naszych jest dla Niego miejsce, w naszych mieszka chętnie. Pośród kłótni, zasiłków z opieki, dramatów i skandali. Naprawdę mamy najlepsze, nieświęte święte Rodziny!

 

Dziś radośnie wspominamy Świętą Rodzinę. Ewangelię czytamy następującą:

 

(Mt 2,13-15.19-23)
Gdy Mędrcy odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić. On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: Z Egiptu wezwałem Syna mego. A gdy Herod umarł, oto Józefowi w Egipcie ukazał się anioł Pański we śnie, i rzekł: Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i idź do ziemi Izraela, bo już umarli ci, którzy czyhali na życie Dziecięcia . On więc wstał, wziął Dziecię i Jego Matkę i wrócił do ziemi Izraela. Lecz gdy posłyszał, że w Judei panuje Archelaos w miejsce ojca swego, Heroda, bał się tam iść. Otrzymawszy zaś we śnie nakaz, udał się w strony Galilei. Przybył do miasta, zwanego Nazaret, i tam osiadł. Tak miało się spełnić słowo Proroków: Nazwany będzie Nazarejczykiem.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , ,