ANIOŁEK PRZYSZEDŁ Z ODSIECZĄ

 

 

Piątek 17.01.2014

 Przygodę z Aniołkiem już opowiadałem, ale wracam do niej przy końcu karnawałowych opowieści z kolędowaniem w tle.

Pukam do mieszkania, otwiera pan w wieku średnim, mocno zaskoczony i nie mniej rozczochrany, z kategorii „wczorajszych”.

 

– Oj, ksiądz!

– Mogę przyjść innym razem – zaczynam negocjować.

– Nie, nie, jak już ksiądz przyszedł, to proszę …

 

Stół mojego gospodarza mieścił wszystko, stosy gazet, słoiki, kartony, nieumyte talerzyki, sztućce i ze trzy popielniczki. Człowiek zrywnym ruchem odgarnął majdan do połowy stołu i zadowolony z siebie rzecze:

 

– Proszę bardzo!

– To znaczy? – pytam niepewnie

– Może się księdzu przyda!

 

Skoro gość już posprzątał, to idę mu na rękę, rozkładam mobilne kropidło i agendę (zbiór modlitw, m.in. na okazję kolędy). Rozglądam się po mieszkaniu (a gospodarz ze mną) szukając jakiegoś symbolu religijnego. Ale nigdzie nie widzę ani krzyża ani obrazu. I próbując wyprowadzić trochę inicjatywy ze strony zaskoczonego nieszczęśnika pytam:

 

– W którą stronę się pomodlimy?

 

Pan nabrał powietrza, zmarszczył brwi i stanowczo oznajmił:

 

– We wschodnią!

 

Rozbawiła mnie ta deklaracja i dalej podpytuję:

 

– Tak jak muzułmanie?

– A to nie, nie, nie! To już lepiej w zachodnią – ratował się  gospodarz –ale tak właściwie o co księdzu chodzi?

– Wie pan, nie widzę krzyża ani obrazu, jakiegoś symbolu religijnego, to pytam w którą stronę się ustawimy …

 

Człowiek zaczął nerwowo omiatać wzrokiem pokój i nagle rozbłysnął jak Wenus po zachodzie słońca:

 

– Aniołek! Aniołek, proszę księdza! Jest na choince! – triumfował i wskazywał na drzewko. Dyndał na nim mały, kremowy aniołek.

 

– To w stronę Aniołka? – upewniałem się prawie przez łzy śmiechu.

– Tak! Do Aniołka!

 

Jestem człowiek zgodny i pogodny, więc się pomodliłem zgodnie z wolą zaradnego gospodarza:

 

– Aniele Boży, Stróżu mój, ty zawsze przy mnie stój … – itd. do końca.

 

Świat symboliki religijnej, jak i ten ludzkiej wyobraźni, jest przebogaty!

 

Itinerarium , , , , , , , , , ,

WSZYSTKIE CUKIERKI DLA DZIECI

 

 Czwartek 16 stycznia 2014

Chodząc po kolędzie noszę ze sobą sporo cukierków, pomagają rozładować sytuacje kiedy dzieci są speszone albo wręcz nastraszone przez rodziców. I skutecznie rozwiązują dziecięce języki.

W jednym z mieszkań otwiera mi dwójka rodzeństwa, on prawie siedmiolatek, ona młodsza, może pięcioletnia. Okazuje się, że rodzice w pracy, ale wszystko na przyjęcie księdza przygotowane. Modlimy się, święcimy mieszkanie, wreszcie siadamy na chwilkę, rysuję piątkę w zeszycie chłopca, taką „z uśmiechem” (nie umiem jej narysować via komputer, więc proszę sobie to wyobrazić), dziewczynce się bardzo podoba więc dostaje także, na osobnej kartce. Pytam małą:

– Brat cię bije dwa czy trzy razy dziennie?

– Dwa! – odpowiada mała, popatrując na chłopaka. W sumie nie wyszedł przecież na okrutnika, wybrała korzystniejszą dla niego opcję.

Tłumaczę, że brat się musi bić z siostrą, wiem, bo też mam siostrę. Nagradzam dziewczynkę dwoma cukierkami, brat dostaje jednego. Ona zgarnia słodycze i sama z siebie dorzuca:

– A tatuś mamę też bije…

– Aha … – szukam co by tu powiedzieć – Masz tu jeszcze dwa cukierki, jeden dla ciebie, drugi dasz mamusi.

– On się upija, ma tam – ciągnie mała i wskazuje na barek – wódkę.

– Nie martwcie się, na pewno kiedyś przestanie – pocieszam dzieciaki – mam jeszcze po jednym cukierku dla każdego z was.

Chłopak nie rusza, ale dziewczynka łapie swoją zdobycz i nadaje:

– Oni poszli do sklepu, bo się pana bali …

– No widzisz, niepotrzebnie, przecież ja rozdaję cukierki – odpowiadam.

– Mamusia mówi, że jak już wezmą ślub, to będą na pana czekali … – informuje mnie dziewczynka.

Przeliczam dyskretnie ilość cukierków w kieszeni, mam jeszcze cztery. W duszy myślę, że powinienem jak najszybciej je rozdać i ogłosić, że koniec tej spowiedzi rodzinnej, bo za ciekawski nie jestem a widzę, że moja informatorka dopiero się rozkręca.

– Za to, że tak ładnie przyjęliście księdza, macie tu jeszcze po dwa cukierki.

Chłopak nie tknął swojej nagrody, ale siostra skrzętnie dodała ostatki do i tak sporej porcji.

Jak zostawiacie dzieci same na czas wizyt duszpasterskich, dajcie im wcześniej dużo słodyczy…

Itinerarium , , , ,

LUKA W KARTOTECE PARAFIALNEJ

Środa 15 stycznia 2014 

Historię dzisiejszą już kiedyś opisywałem, jest prawdziwa i być może jej bohater też ją odczyta.

Mój bliski znajomy, agnostyk, chadza do kościoła co niedzielę. Raz z powodu żywo i głęboko wierzącej małżonki (nie uchodzi jej samej zostawiać), raz pewnie z racji uczciwego poszukiwania. Podczas jednej z wizyt kolędowych ksiądz wyciągnąwszy kartotekę parafialną pyta:

– Chodzi pan do kościoła?
– No, tak, do kościoła to chodzę…
– To pięknie!
– Ale proszę księdza, ja jestem niewierzący…
-O! Niewierzący? Hm… Wie pan, ja tu nie mam takiej rubryki, wierzący czy niewierzący… Mam tylko czy ktoś chodzi czy nie chodzi… Więc jak pan chodzi, to dobrze…

Przypuszczam jednak, że w niebie mają zupełnie inne problemy niż my tutaj na ziemskim padole.

Itinerarium , , , , , ,

KOTLET KATOLICKI

Wtorek 14 stycznia 2014

No to idziemy dalej po kolędzie. Tym razem historia kolegi “po fachu”.

Akurat chodził po kolędzie, cały dzień, po rozległej wsi, nikt go nigdzie nie częstował herbatą ani żadnym posiłkiem, aż do ostatniego domu, gdzie hojna gospodyni zaproponowała jajecznicę. Zjadł ze smakiem. Ale chyba nadal wyglądał na głodnego, bo gospodyni zapytała:
– Jeszcze by ksiądz coś zjadł?
– No, nie ukrywam, że tak…
– No ale ja mam tylko kotlety mielone… Zje ksiądz?
– Ależ oczywiście, jeśli pani tak dobra…
– Naprawdę? – wybałuszyła oczy zdziwiona.
– No tak, chętnie, nawet.

Gospodyni podała kotlety, siadła z mężem naprzeciwko i z uwagą przypatrywała się księdzu, pałaszującemu kotlety. Ów zacny kapłan, wreszcie nieco zaniepokojony, zapytał:
– A państwo, tak… nic? Może kotlecika jednak? Razem ze mną?
– A nie, nie, nie! – wyrzekła gosposia – My to proszę księdza, w piątki pościmy i nie jemy kotletów ani innego mięsa! Tak się staramy po katolicku ….

Nie muszę relacjonować samopoczucia księdza, który zapomniał, że akurat trafiło na piątek. Dodam, że jednak do popełnienia grzechu trzeba jasnej świadomości.

 

Itinerarium , , , , , , , ,

ŁADNE IMIĘ MIECIO

Poniedziałek 13 stycznia 2014

 

Pewnie mieliście już lub zaraz mieć będziecie księdza po kolędzie. No i mamy karnawał. Postanowiłem zatem sięgnąć do swojego bogatego kolędowego życiorysu i przypomnieć, z racji wizytowania duszpasterskiego i czasu karnawałowego, kilka historii. Niektóre z nich przed laty już publikowałem, inne będą nowe.

Wchodzę kiedyś po kolędzie do jednego mieszkania, rodzinka liczna, z dziewięć osób, kłaniam się, pozdrawiam i dla rozładowania napięcia kolędowego (i my chodzący po kolędzie i wy czekający na nas, trochę się napinamy) rzucam niewinnie: 

– Oj, nie wiem, czy dla wszystkich wystarczy obrazków… (księża kolędujący po domach, rozdają, jak nie zapomną, obrazki dla domowników, najlepiej jak każdy mieszkaniec otrzyma inny, potem można uskutecznić wymianę). 

W kącie pokoju, na fotelu, siedzi pan domu i do razu odparowuje: 

– Żeby tylko dla Miecia wystarczyło! 

Zdziwiłem się, bo raczej nie powinna to być aluzja do mojego imienia, ponieważ do kolędy byłem tylko „wynajęty”, przy owej parafii jedynie rezydowałem i bliższych więzi z parafianami nie miałem. Ale, niech tam! Pomodliłem się za całą familię, o pomyślność i zdrowie, wszystko jak trzeba. Na koniec rozdaję obrazki. Wszyscy biorą, dziękują. Podchodzę też do pana domu, a ten wypala: 

– Proszę jeszcze jeden dla Miecia! 

I wtedy widzę, że obok gospodarza na fotelu zalega kocur. Duży, wypasiony, leniwy. Daję obrazek lekko speszony, a głowa rodziny podsuwa wizerunek kotu, a ten kręci głową, jakby co rozumiał! Jakoś to mi się nawet spodobało, że kot, inteligentny, na świętych rzeczach się wyznaje, dobry zwierz. 

Ale mimo to, robię, krztusząc się ze śmiechu, robię dość naburmuszoną minę i pytam: 

– To kot nazywa się Miecio? 

Pan domu jest mocno skonsternowany, ale żona spieszy natychmiast z pomocą: 

– Oj, proszę księdza, ja nie wiem, czemu mąż tak głupio nazwał kota … 

W głowie mi galopuje sto myśli naraz: Kota nazwać Miecio! I to brzmi głupio? Kot Miecio, głupio nazwany!Nie! Całkiem ładne i kocie i ludzkie imię.

Cóż, macham dłonią, błogosławię wszystkich z Mieciem włącznie i zmykam do następnej chałupy.



A wam wszystkim, Szczęść Boże, Miecio z Itinerarium.

Itinerarium , , , , , , , ,

WITAJCIE W KLUBIE

 

Kazanie na Święto Chrztu Pańskiego  Niedziela 12 stycznia 2014

 

Tajemnica chrztu jest piękna, głęboka i niewiarygodna. Rodzice zanieśli mnie do kościoła, abym dołączył do Najlepszej Rodziny, do Ojca, Syna i Ducha Świętego. I to nie na jakichś szemranych zasadach, ale na prawach równych z Chrystusem. Przez chrzest kiedyś, a teraz jeszcze przez wiarę, nadzieję, i miłość przede wszystkim, wchodzimy do grona najbliższych Trójcy Świętej.

Najlepszy Klub ze wszystkich możliwych do pomyślenia. Witajcie!

 

Liturgia słowa

 

 

(Iz 42,1-4.6-7)
To mówi Pan: Oto mój Sługa, którego podtrzymuję. Wybrany mój, w którym mam upodobanie. Sprawiłem, że Duch mój na Nim spoczął; On przyniesie narodom Prawo. Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku. On niezachwianie przyniesie Prawo. Nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na ziemi, a Jego pouczenia wyczekują wyspy. Ja, Pan, powołałem Cię słusznie, ująłem Cię za rękę i ukształtowałem, ustanowiłem Cię przymierzem dla ludzi, światłością dla narodów, abyś otworzył oczy niewidomym, ażebyś z zamknięcia wypuścił jeńców, z więzienia tych, co mieszkają w ciemności.

(Ps 29,1-4.9b-10)
REFREN: Pan ześle pokój swojemu ludowi

Oddajcie Panu, synowie Boży,
oddajcie Panu chwałę i sławcie Jego potęgę.
Oddajcie chwałę Jego imieniu,
na świętym dziedzińcu uwielbiajcie Pana.

Ponad wodami głos Pański,
Pan ponad wód bezmiarem!
Głos Pana potężny,
głos Pana pełen dostojeństwa.

Zagrzmiał Bóg majestatu:
a w świątyni jego wszyscy wołają: „Chwała”.
Pan zasiadł nad potopem,
Pan jako Król zasiada na wieki.

(Dz 10,34-38)
Gdy Piotr przybył do Cezarei, do domu Korneliusza, przemówił: Przekonuję się, że Bóg naprawdę nie ma względu na osoby. Ale w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie. Posłał swe słowo synom Izraela, zwiastując im pokój przez Jezusa Chrystusa. On to jest Panem wszystkich. Wiecie, co się działo w całej Judei, począwszy od Galilei, po chrzcie, który głosił Jan. Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą. Dlatego że Bóg był z Nim, przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła, dlatego że Bóg był z Nim.

(Mk 9,6)
Otwarło się niebo i zabrzmiał głos Ojca: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie.

(Mt 3,13-17)
Jezus przyszedł z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie? Jezus mu odpowiedział: Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe. Wtedy Mu ustąpił. A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie.

 

Itinerarium , , , , , , ,

JAK BABCIA HALINA WIKAREGO POUCZYŁA

 

Sobota 11 stycznia 2014

 

Kazania należy mówić powoli, głośno i wyraźnie. I najlepiej krótko. Wiem to z doświadczenia, bardziej cudzego niż swojego. Niedawno jeszcze się bardziej w tym upewniłem.

Pani Halina, znakomita i zaradna babcia, już trochę po siedemdziesiątce, na stałe mieszka w Londynie, tym nad Tamizą. Na święta odwiedza dzieci, a przede wszystkim wnuki, w Lublinie, tym nad Bystrzycą. Wnuki wyciąga na msze do kościołów, bo chce posłuchać pięknej i duchowej polskiej mowy. Z jedną ze swoich wnuczek poszła na nabożeństwo i przed Bożym Narodzeniem.

Siadają po Ewangelii, uszy otwierają, aby sączyć naukę świętą, a tu ksiądz jak z rozklekotanego karabinu maszynowego i do tego pod nosem, cedzi jakieś teksty, które ledwo można dosłyszeć ale na pewno już nie zrozumieć. W ławkach szumek, ludzie dopytują co kaznodzieja mówi i o czym.  

Wnuczka nie wytrzymuje i zagaduje babcię Halinę:

 

– Babciu, rozumiesz co on mówi?

 

– Nie! Ale spokojnie, ja to zaraz załatwię! – wojowniczo strzela babcia.

 

Po czym babcia Halina wstaje i tak głośno, żeby doszło do kaznodziei woła z połowy kościoła:

 

– Proszę księdza! Nic nie da się zrozumieć! Nie przyszłam do kościoła, żeby słuchać jakichś przepisów na ciasto! To nie jest kazanie!

 

I, nie żartuję, co się stało wtedy? W kościele rozległy się najpierw pojedyncze, a potem rzęsiste, oklaski! Rzecz jasna dla babci, nie dla wikarego. Ten wytrzymał do ostatnich braw, nabrał powietrza i po chwili ciszy (oby i refleksji) odpowiedział:

 

– Dobrze, ja już zaraz kończę.

 

Jak rzekł, tak uczynił.

 

Nie wiem czy nadejdzie niedługo wiosna w przyrodzie, ale wiosnę w Kościele pani Halina wywołała! I tak proszę Pana Boga: „Daj nam, choćby po jednej takiej babci Halinie na parafię …” Pewnie nie zechcecie babci Haliny naśladować, to chociaż dołączcie się do mojej modlitwy.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

FULL CONTACT Z LUDŹMI

 

Piątek 10 stycznia 2014

 

Opisy dzieciństwa Pana Jezusa, które działają nam na wyobraźnię i które bardzo lubimy, są najstarszą częścią Ewangelii. Zwykle jest tak, że pisząc czyjąś biografię, autorzy koncentrują się na dziełach, osiągnięciach, myślach bohatera. Dla pełnego obrazu trzeba dodać jakieś elementy z dzieciństwa i młodości i tak też uczynili ewangeliści, ale tylko dwaj, Mateusz i Łukasz. Najstarsza z zachowanych Ewangelii, Markowa, praktycznie rozpoczyna się od chrztu Jezusa i spotkania ze św. Janem, tak samo ta napisana przez Jana Apostoła.

Od jakich zdarzeń zaczynają się relacje autorów Ewangelii? Nazwałbym to „od full kontaktu” z ludźmi. Jezus chce spotykać się z ludźmi, w przeczuciu, że nie ma zbyt wiele czasu, Jego rozmowy i spotkania z ludźmi są od razu na najgłębszym poziomie, dialogi zmierzają wprost do celu („bez owijania w bawełnę”) a czyny są niezwykłe, zupełnie odbiegające od ówczesnych (ale także od dzisiejszych) norm. Jezus nie ma czasu na ceregiele, grzeczne i nie zobowiązujące rozmówki, na kurtuazyjne wizyty. On nie traci ani czasu ani okazji, nie traci życia. Wypędza złe duchy, leczy chorych, z teściową św. Piotra na początek, przywraca i zdrowie i sens życia trędowatym, paralitykom, chromym i obłąkanym. Zwracam uwagę, On przede wszystkim jest w kontakcie z ludźmi. Tak jest do końca życia, że wspomnę Dobrego Łotra i Marię, Magdalenę i Jana pod krzyżem. Tak jest też w Jego Nowym Życiu, kiedy nadal spotyka się z ludźmi, tymi, co wystraszeni zamknęli się w Wieczerniku i tymi idącymi do Emaus.

Dużo, o wiele za dużo, w naszym życiu strategii i kalkulacji w relacjach z ludźmi. Jesteśmy kulturalni, sympatyczni, grzeczni ale w sumie często nijacy i nudni. Jakbyśmy mieli przynajmniej dwa życia, jedno w którym poznajemy jak to jest i drugie, w którym dopiero pokażemy na co nas stać.

Prawdę niechętnie mówimy i jeszcze bardziej niechętnie jej słuchamy. Wolimy Internet i smutne portale niż dobre  choć trudne rozmowy z ludźmi.

Czar Bożego Narodzenia gaśnie tym szybciej im rzadziej jesteśmy z ludźmi. Coraz bardziej sami, osnuci kablami i ekranami, marniejemy w fikcyjnym życiu. Szkoda.

Mamy jednak ludzi przy sobie i dookoła nas. Szansa do wykorzystania od zaraz.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

ŚWIĘTO ZAWSZE I WSZĘDZIE

Czwartek 9 stycznia 2013

 Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Ta znana fraza (z Ewangelii św. Jana 15,5) jest mi ogromnie bliska i znakomicie oddaje wyobrażenie o więzi łączącej Chrystusa ze mną i z każdym z nas.

Lubię ten obraz nie tylko dlatego, że nawiązuje do natury i jednego z najstarszych smakołyków, jakim jest wino.

Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić, kontynuuje Chrystus. Mam takie przeczucie, że relacja z Nim polega na trwaniu, zrośnięciu, wewnętrznym przenikaniu. Podobnie jak soki w winorośli przedostają się, bez szumu i gwaru, od korzeni przez pień do gałązek i owoców, tak też życie Boże wsącza się w nas od wewnątrz, przez nasze myśli, pragnienia i marzenia. Spokojnie, bezszelestnie ale stale i skutecznie. Często doświadczamy spotkań z Chrystusem z doskoku, od jednego święta do drugiego, od opłatka do jajeczka wielkanocnego, od spowiedzi do pielgrzymki.

Nie tylko lubię obraz z latoroślą i krzewem ale też czuję się zjednoczony z Chrystusem,  mocno i nieodwracalnie, w najgłębszym wymiarze mojej osoby. Trwam w Nim, a On we mnie. W każdej sekundzie, w każdym miejscu. Dlatego Wielkie Święto mam codziennie i wszędzie.

 

Itinerarium , , , , , , ,

WIARA OD PROBOSZCZA CHAMSKIEGO

Środa 8 stycznia 2013

 

Dlaczego  uwierzyli w Chrystusa, Paweł, Szczepan, Korneliusz i inni, zapisani w pierwszych rejestrach chrześcijan (Dzieje Apostolskie)? Pomijam tych, co spotkali się z Nim na żywo („w realu”), pierwszych dwunastu, kobiety chodzące za Nim.

Dlaczego uwierzyłem ja? Po niemal dwóch tysiącach lat od tamtych wydarzeń. Czemu wy wierzycie (lub wątpicie)? Nie pytam o powody chodzenia do kościoła, bo tych może być nieskończenie wiele. Ale czemu wierzymy w Chrystusa?

Czemu, pomimo wysiłków Rzymu, mała z początku „sekta” chrześcijan tak szybko rosła w liczbę i wreszcie opanowała cały antyczny świat, doprowadzając też do upadku imperium? Czemu dzisiaj, przynajmniej w Europie, liczba wierzących zdaje się z dnia na dzień maleć? Tak, wiem, że istnieje tajemnica wiary i niewiary, łaska i brak łaski, czyli takie rzeczy na które nie mamy za bardzo wpływu.

Wierzę dzięki ludziom. Dzięki tym, na których życie patrzyłem i których słuchałem. Tak jakby ich wiara mi się udzielała, przepływała od nich do mnie, w ich gestach, dziełach, zachowaniach i słowach. To była babcia zakochana w Matce Bożej Ostrobramskiej i w żadnej innej. Pierwszy ksiądz proboszcz „Wicież Pacierz”, co wcześniej był marynarzem, a już po święceniach zwykle łajał wiernych zaczynając od frazy: „Widzicie, patrzcież!” ale my słyszeliśmy „Wicież Pacierz” i tak go zwaliśmy. Ksiądz proboszcz, który nie zmienił nazwiska, choć – to nie żart – nazywał się Chamski. Miał pieśń ulubioną „Pobłogosław Jezu drogi”, co do której miałem poważne wątpliwości. Pierwsza, że błogosławieństwo pana Jezusa należało się także torom kolejowym, nie tylko drogom. Druga, jak słyszałem, „Z Danii dusze Ci niesiemy” („W dani dusze Ci niesiemy”), to żal mi było Norwegii, Szwecji i Finlandii, bo niby czemu kraj z Kopenhagą był uprzywilejowany (w geografii początkowałem) ?

Ciotka Danka, która tak płakała po nagłej i tragicznej śmierci męża, że od razu wyczułem iż musi być życie wieczne, a daje je Pan Jezus. To był Pan Tadeusz, sąsiad, który mówił sam do siebie i koledzy zwali go wariatem. Mnie, na szczęście, rodzice wytłumaczyli, że to człowiek cierpiący i że Pan Jezus cierpi z nim.

Przywołuję kilka postaci z odległego dzieciństwa, bo wiarę otrzymałem od nich i wielu innych, których spotkałem w życiu. Wiarę dostajemy od ludzi. I niech mi nikt nie powiada, że spłynęła na niego prosto z samego nieba. Wiarę otrzymujemy od ludzi. I mam nadzieję, że jakoś innym też ją rozdajemy.

Itinerarium , , , , , , , , ,