Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Wciąż trudno mi uwierzyć, że ta wojna jest! – napisała do mnie jedna z czytelniczek. Myślę, że jakaś część z nas podpisałaby się pod takim wrażeniem. Tak reagujemy na coś absurdalnego i miażdżącego nasz sposób oglądu i oceny świata.
Zaraz potem jednak czytam – „Niewiele robię, dzielę się pieniędzmi, choć nie zarabiam dużo. Najniższa krajowa. W tym roku dwie premie. Udaje mi się mimo wszystko zawsze coś odłożyć”. Bardzo pięknie, pomyślałem.
Ta wojna, w którą niechętnie wierzymy, działa jak wyzwalacz. Z jednej strony nie idziemy na front w Donbasie czy pod Chersoń i dlatego dzieje się ona gdzieś tam, daleko. Ale z drugiej strony są obok nas ludzie, których wcześniej nie było, a przygnała ich tu wojna.
I wtedy wyzwalają się w nas mocne emocje a orężem stają się choćby małe kwoty pieniężne, oddawane z najniższej krajowej pensji. Taki bezkrwawy akt solidarności jest bardzo ważny. To bez wahania trzeba zrobić, bez jakichkolwiek rozważań, po prostu. Po to, aby zachować twarz.
Podobnie, zgodnie ze swoim statusem zachowali się lekarze i pielęgniarki w naszym wolontariackim środowisku, ruszyli z pomocą – i nadal to robią – dla uchodźców.
Stand Up For Ukraine! Razem dla Ukrainy! Wszechobecne wstążki w niebieskożółtych kolorach, flagi naszych sąsiadów, piękne to.
Czy to wszystko i czy już mija? Z wielkim niesmakiem obserwuję, jak zachód Europy stara się opuścić w „dżentelmeński” sposób Ukrainę. Mnożą się argumenty za jakąś formą kapitulacji Ukrainy, dla jej dobra (rzekomego). Krytyków polskiego wsparcia też przybywa (Warzecha, Zychowicz), z tezą, żeby zaprzestać już, bo się nie opłaca i na dodatek nadchodzą urlopy.
Wszystko to przypomina mi subtelne wpuszczanie gazu obezwładniającego w nasze umysły i postawy. To może wytworzyć atmosferę niejednoznaczności, utratę prawdy i osłabienie naszej solidarności. Tymczasem nie wolno nam zapomnieć, że to Rosja z rozkazu Putina napadła na Ukrainę i że ponosi odpowiedzialność za śmierć wielu niewinnych ludzi, naszych sióstr i braci z Ukrainy.
W tej sytuacji musimy stanąć jeszcze raz mocno za Ukrainą, nie dając sobie wmówić, że i tak nic nie pomoże i że w ogóle nie wiadomo jak było i jest. Walka trwa i trzeba wiedzieć po której stronie stoimy, żeby nie przegrać prawdy, sprawiedliwości i solidarności.
Na zdjęciu, trzech Polaków, którzy bez chwili wahania otoczyli opieką Ukrainkę z rodziną.
O wojennej i powojennej biedzie tylko słyszałem w opowieściach dziadków i rodziców. Kompletnie puste półki w sklepach znam już z własnego doświadczenia. Dziś mamy wszystko, w każdym kolorze, smaku, zapachu i wielkości.
Mniej więcej miesiąc temu Rosjanie najpierw zbombardowali a potem zajęli największą fabrykę soli w Europie, w miasteczku Sołodar, w obwodzie donieckim. To spowodowało brak soli na rynku i paniczne wykupowanie jej w sklepach w Ukrainie. Gdzieniegdzie pojawiły się też braki octu i innych artykułów. Paliwo dostać można od czasu do czasu, a prądu nie ma już blisko milion Ukraińców.
Na razie takie problemy są dla nas niewyobrażalne, choć niewyobrażalna zdawała się także wojna. Nie piszę o tym dlatego, abyśmy jutro rzucili się po sól, zapałki, świeczki i ocet. Piszę, abyśmy dziękowali Bogu codziennie za chleb, sól, paliwo (drogie), prąd (też drogi), abyśmy dziękowali za dobrobyt. Niczego nie marnowali, nie wyrzucali. Dobrobyt nie jest stanem wiecznym. Piszę też, abyśmy chcieli się dzielić wszystkim co mamy. Na razie ładnie dzielimy się z Ukrainą, ale największe wyzwania nadal przed nami.
Na zdjęciu – w ostatnią sobotę transport żywności, leków i środków higienicznych (15 ton w sumie) wysłany przez lubelski wolontariat dotarł do Ukrainy. Przez pośrednictwo wiarygodnej organizacji Eleos (w pewnym sensie prawosławny odpowiednik Caritas) zostanie rozdysponowany na wschodzie Ukrainy. O ile pamiętam, trochę soli też tam było.
Kazanie na Niedzielę Trójcy Świętej 12 czerwca 2022
Nie jest łatwo opisać to, co się dzieje wokół nas, tuż przy naszej granicy, wśród nas, w Europie, w naszym świecie. Szukam znaków jedności, Ukraińcy zjednoczyli się bardzo w obliczu rosyjskich najeźdźców, chyba najbardziej w swojej historii, to akurat oczywiste. Doświadczenie wojny zbliżyło także nasze narody, o tym wiemy z naszych życiorysów w ostatnich miesiącach, to także niespodziewana jedność. Na razie widzimy także piękną jedność narodów Europy, przynajmniej na poziomie emocjonalnym.
Rozmawiając i słuchając Polaków – pomijam teksty parlamentarne – odnoszę wrażenie, że nastąpiła też zmiana w naszej komunikacji. Więcej jest tematów ważnych i poważnych, podniósł się chyba także poziom naszej wzajemnej troski. Może to jeszcze tylko nieśmiałe jaskółki nowego trendu, zwrócenia się ku sobie, odkrywania praktyki braterstwa. Takie ludzkie gesty znaczą więcej niźli wszelkie organizacje narodów zjednoczonych czy inne unie.
Zadaniem szatana jest zgodnie z jego istotą dzielenie ludzi, stawianie ich przeciwko sobie, zagrzewanie do walki i kłótni. Duch Boży zawsze zbliża ludzi, odsłania ich jedność i liczne więzi, tworzy wspólnoty i dobre ruchy, narodowe czy nawet międzynarodowe.
Więcej wzajemnej troski, prostej bliskości, ufnej otwartości, dobra droga.
Z naprawdę dużą dumą i radością mogę zaprosić Was – najbardziej tych, którzy mieszkają w Lublinie lub pobliżu – na oryginalne i chyba pierwsze w Polsce tego rodzaju wydarzenie artystyczne. Oczywiście związane z uchodźcami.
Jesienią ub. roku zaczęliśmy rozmawiać (lubelski wolontariat) z młodymi lubelskim artystami o dramacie uchodźców na granicy polsko – białoruskiej. Szukaliśmy pomysłu, aby wyrazić i solidarność z nimi i wsparcie. Potem przyszła wojna w Ukrainie i prawie 4 miliony przybyszów z Ukrainy. Zatem inspiracji było pod dostatkiem. Artyści pracowali i tworzyli, aż wreszcie mam wielki przywilej – o ile inaczej się o tym jeszcze nie dowiedzieliście – ogłosić, że w niedzielą 19 czerwca usłyszymy i zobaczymy prawykonanie ich dzieł.
Pierwsze to Oratorium Jazzowe, które napisała Aleksandra Kutrzepa („Aleksandra Kutrzepa Quartet”), znakomita lubelska skrzypaczka jazzowa. Skomponowała 9 utworów, które zostaną wykonane razem z męskim zespołem wokalnym “Kairos”, którego założycielem i dyrygentem jest Borys Somerschaf. Autorem tekstów jest Jan Wąsak. Zapowiada się 90 minut niezwykłej muzyki dedykowanej uchodźcom.
Drugą młodą artystką, którą namówiliśmy do współpracy jest Natalia Zanni – Lewandowska. Natalia, zamiłowana w organach, stworzyła „Donna nobis pacem” („Obdarz nas pokojem”), utwór będzie miał swoje prawykonanie także w niedzielę 19 czerwca.
Obydwa koncerty wypełnią lubelskie obchody Światowego Dnia Uchodźcy (przypada 20 czerwca), szczegóły podaję niżej. Dlaczego są to przedsięwzięcia nowatorskie? Otóż są to pierwsze w najnowszej historii polskiej kultury utwory napisane z myślą o uchodźcach, z radością przyjmujemy, że powstały i wybrzmią w Lublinie, Oczywiście, uczestniczyłem w różnych formach obchodów Dnia Uchodźcy, ale nigdy nie towarzyszyły im dzieła dedykowane i napisane z myślą o uchodźcach. W obydwu anonsowanych koncertach usłyszymy muzykę pionierską, przejmującą i poruszającą. W obydwu też swoje role będą mieli sami uchodźcy. Nie zabraknie ich także na widowni.
Zapewne w przyszłości powstaną filmy i inne utwory związane z dramatami uchodźców. Za tydzień te dramaty wyrażą dzieła stworzone przez lubelskich artystów.
Pozostaje mi tylko każdego z Was, kto może, jak najserdeczniej zaprosić.
ŚWIATOWY DZIEŃ UCHODŹCY 2022
BO BYŁEM PRZYBYSZEM …
Niedziela 19 czerwca 2022
ORATORIUM JAZZOWE
Centrum Kongresowe Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie,
ul. Akademicka 15, godz. 16:00.
Oratorium powstało z okazji Światowego Dnia Uchodźcy. Autorem kompozycji jest skrzypaczka Aleksandra Kutrzepa. Program koncertu składa się z 9 utworów napisanych na kwartet jazzowy tj. Aleksandra Kutrzepa Quartet oraz męski zespół wokalny “Kairos”, którego założycielem i dyrygentem jest Borys Somerschaf. Autorem tekstów jest Jan Wąsak.
Bilety w cenie 50 zł można nabywać w Centrum Wolontariatu w Lublinie, ul. Gospodarcza 2. Tel. +48 605 129 600, mail: biletyoratorium@gmail.com Cały zysk przeznaczamy na wsparcie uchodźców z Ukrainy.
MISTERIUM MODLITEWNO – MUZYCZNE
Kościół św. Michała Archanioła w Lublinie
Ul. Fabryczna 19, godz. 19:00
Wykonawcy: Zespół wokalny The Snopkers Ensemble
Natalia Zanni-Lewandowska – organy
W programie m.in. prawykonanie „Donna nobis pacem”, utworu napisanego specjalnie na Światowy Dzień Uchodźcy. Wstęp wolny.
Organizatorzy: Centrum Wolontariatu i Stowarzyszenie Solidarności Globalnej w Lublinie
Pod koniec biblijnej księgi Izajasza, napisanej ok. 3 tys. lat temu, znajdziemy inspirujące proroctwo: „Cudzoziemcy odbudują twe mury …” (60,10).
Może pewnym nadużyciem byłoby bezpośrednie odniesienie tych słów do brygad ukraińskich murarzy stawiających polskie bloki i domy, choć to prawda i być może niektórzy z nas mieszkają w ścianach i sufitach wykonanych ukraińskimi rękami.
We wspomnianym proroctwie jest głębsza intuicja. Cudzoziemcy nie przynoszą ze sobą zagrożenia ale dobro. Po kilku latach wznieconej z przyczyn politycznych fobii antyuchodźczej, dochodzimy obecnie do akceptacji obecności cudzoziemców, najbardziej w osobach uchodźców z Ukrainy. Poza dobrem namacalnym, jak nowe mieszkania czy uprzejme ekspedientki ze wschodnim akcentem, przybysze niosą swoje nadzieje, radości i wiarę.
Pozostawiam socjologom analizę wpływu uchodźców na nasze życie, jednak wydaje mi się, że uchodźcy przynoszą też swojego ducha i porywy serca. Może dlatego i polski duch tak pięknie ostatnio się ożywił. Cudzoziemcy odbudują twe mury. Różne i piękne wymiary mają te słowa, a my mamy powody do wdzięczności.
Na zdjęciu – wspomnienie Dnia Uchodźcy z r. 2016 w Lublinie.
Ktoś podjął decyzję o tej wojnie, wiemy kto. Ktoś potem wydał konkretne rozkazy dla dywizji i batalionów. Ktoś wystrzelił pierwszą rakietę, ktoś strzelił i widział, że zabił. I potem wszystko się rozpędziło, aż tak mocno, że wojna stała się codziennością. Coraz bardziej wydaje się, że to sprawa Rosji i Ukrainy, z niewiadomym finałem.
Czuję się jednak – i chyba większość z nas – odpowiedzialny za to, co dzieje się w Ukrainie. Z tego powodu próbujemy coś robić, pomagać, poczucie odpowiedzialności wymaga naszych złotówek, energii, czasu, może bezpośrednich działań z uchodźcami. Odpowiedzialność jest odpowiedzią na wołanie o pomoc, o współczucie, zrozumienie. I na miano odpowiedzialnych zasługujemy.
Na początku tego tygodnia do Krzywego Rogu na wschodzie Ukrainy dotarł wysłany przez nasze środowisko duży transport żywności, środków medycznych i higienicznych. Dotarł konkretnie do sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi (FMM), które mają pod opieką ponad 1 000 uchodźców z obwodu donieckiego. Pozostają przy nich pomimo bliskiej linii frontu, to także odpowiedzialność. Sprawdzian dojrzałego człowieczeństwa.
W młodości uczono mnie, w rodzinie ale i w szkole, że należy być gotowym do poświęceń i ofiarności. A w obronie wartości najwyższych trzeba oddać życie – za wiarę, Ojczyznę, rodzinę. Próbowałem w rachunku sumienia weryfikować czy jestem zdolny do poświęcenia.
Rozumiem, że w czasie Powstania Warszawskiego działały ogromne zbiorowe emocje, ale to chyba nie tłumaczy do końca determinacji walczącej polskiej młodzieży. A jakie emocje mógł przeżywać Maksymilian Kolbe albo Janusz Korczak (na zdjęciu) ? Jestem pewien, że ich czyny były konsekwencją nie tyle emocji co postaw, czyli życia ukierunkowanego na wierność wartościom.
Podziwiam odwagę i waleczność Ukraińców, umierają codziennie, nie wywieszają białej flagi. Rozumiem i popieram ich postawy, choć na pewno wzmożone wielkim uczuciami.
Co z naszym pokoleniem? Choć chcielibyśmy końca tej wojny, nic na to nie wskazuje i wbrew naszym wyobrażeniom nadchodzą jeszcze trudniejsze dni, nie tylko dla Ukrainy ale i dla nas. Dlatego w rachunku sumienia warto powrócić do pytań o zdolność do ofiarności i poświęcenia.
Nie wiemy, jakie będą dalsze losy spontanicznej unii polsko – ukraińskiej zawiązanej w pierwszych miesiącach wojny. O ile do wojny mogliśmy się zastanawiać do kogo z sąsiadów nam najbliżej, to teraz najbliżej mamy Ukraińców. Daleki jestem od ogłaszania konfederacji Polski i Ukrainy, jak to już wieszczą niektóre środowiska.
Dekretowanie przyjaźni między narodami już przeżyłem, wieczna przyjaźń Polski z ZSRR trwała Bogu dzięki niecałe 50 lat. Narody mogą się przyjaźnić i bratać tylko z ich własnej woli, same ustawy rzeczywistości nie tworzą.
Wydaje mi się, że powoli zanika w Polsce poczucie wyższości nad Ukrainą, podobnie jak lekceważące spojrzenie Zachodu na Polskę. Zresztą każde poczucie wyższości objawia zwykle narodowy grzech pychy.
A Ukraińcy? Czy widzą w nas braci, bliskich, czy widzą w Polakach przyjaciół? Na pewno wskutek gorzkiej lekcji od Rosjan trudniej im będzie zobaczyć przyjaciół w Moskalach, pomimo wielu więzi historycznych.
Wierzę w Opatrzność Bożą, nie przypadkiem tu przybyli nasi goście ze Wschodu. Jeszcze nie wiemy jak będzie dalej, ale próbujmy odczytywać jaki Boży znak jest nam dany.
Z coraz większym zażenowaniem obserwuję stanowisko Zachodu wobec Ukrainy. Nasilają się głosy wzywające do jak najszybszego zakończenia wojny i podjęcia negocjacji. I co, negocjować? Wyobraźmy sobie, jakiś intruz wpada do naszego domu, bije nas i domowników, kradnie i gwałci, próbujemy się bronić, przegonić napastnika a nasi sąsiedzi spieszą z radą – „Lepiej porozmawiajcie, pogódź się, jest silniejszy…”
Jeśli Zachód nie zapobiegnie rozbiorowi Ukrainy – a może, choć ekonomicznie mu się to nie opłaca – straci podstawy do obrony swoich wartości, skoro można naruszyć granice jednego państwa, to dlaczego i nie następnych? Ukraina de facto (choć nie de iure, bez traktatów) weszła do Europy, ma takie same prawa do niezależnego istnienia jak wszystkie inne państwa. Jeśli Zachód nie pomoże jej w utrzymaniu niezależności, to jego własna niezawisłość też nie jest wartością, której trzeba bronić.
Wojna w Ukrainie stworzyła szansę odnowy uniwersalnych wartości na Zachodzie, mam na myśli solidarność, braterstwo, równość, wolność, sprawiedliwość, prawa człowieka i prawa narodów. Wartości te wynikają zarówno z Ewangelii jak i z twórczych poszukiwań prawych i uczciwych ludzi. W całym harmiderze przywódców Zachodu cicho jest o tych wartościach, głośno zaś o stratach ekonomicznych. Szefowie wielkich europejskich państw, od Paryża przez Rzym, Madryt, Budapeszt i Berlin, przejdą do historii jako marni kunktatorzy, chciwi kombinatorzy choć mają szansę zostać mężami stanu.
Wiem, że to, co myślę i głoszę, nie ma szans w starciu z paplaniną wszystkich „wielkich” przywódców, ale jest to mój głos niezgody wobec upadku wartości Zachodu. To głos niezgody przeciwko przehandlowaniu Ukrainy a z nią i solidarności, braterstwa czy sprawiedliwości.