EWANGELIA PEŁNA TRUPÓW

W Ewangelii znajdujemy niewiarygodnie dużo rozlewanej krwi (po Krew głównego Bohatera), opisów trupów, intryg, okrucieństwa i nikczemności. Za dużo, jak na Świętą Księgę. Ja myślę, że te niesmaczne historie (jak dzisiejsza z Mk 6, 14-29) uwiarygodniają Ewangelię. To prawdziwa księga, a jak prawda o ludziach i życiu, to musi być niewinna krew, trupy i spiski.

Do dziś nie brak przygłupich władców (jak wspominany dziś Herod – Antypas, nie mylić z innym okrutnikiem, Herodem Wielkim, który dokonał rzezi niemowląt w Betlejem!). Mściwość niektórych kobiet, wzorem Herodiady, mimo całych wysiłków emancypantek i feministek, znajdziemy bez kłopotu w historii najnowszej. Zblazowane podlotki – podobne córce Herodiady – żądne nienależnego uwielbienia, to również bez trudu wyczytamy ze zdarzeń nam współczesnych.

A świętość, miłość, szlachetność – tak zalecane w świętej księdze? One są POMIMO okrucieństw, nikczemności i zła. Może nawet są reakcją na zło. Ten, kto wierzy, zna prawdę o życiu i pomimo niej, żyje dobrem, solidarnością i miłością.

Nie bój się zła. Ono nigdy nie ma ostatniego słowa.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , ,

JA TEGO ŻYDA ZNAM!

kazanie na święta obrzezania i ofiarowania Jezusa – 2 lutego 2005 

Dziś mamy jedno z najbardziej żydowskich świąt w chrześcijaństwie. Tak żydowskie, że nawet subtelni antysemici powinni wnioskować do Watykanu o retusze liturgiczne.

Jezus otrzymuje znamię Żyda. Zostaje mu obrzezany (odcięty specjalnym rytualnym nożem), fragment napletka. Tak jak każdemu żydowskiemu chłopakowi. Od tej pory wiadomo, że to Żyd. I można od tej pory było mówić do Jezusa: Ty Żydzie! Takie miano zresztą odnotowuje Ewangelia.

Nie wiem czemu Ewangelia w dniu dzisiejszym czytana jest od wersetu 22 (Łk 2, 22-40), ja czytam ją od wersetu 21. Jezus został obrzezany. Sens jest tłumaczony w Księdze Rodzaju: 17,10-14. Święta Obrzezania nie ma w liturgii Kościoła (wypadałoby 1 stycznia, stosując datację odpowiadającą przepisom z 12 rozdziału Księgi Kapłańskiej), w różańcu (tajemnice radosne), po trzeciej tajemnicy (Narodzenie Chrystusa) jest od razu Ofiarowanie (czwarta), a potem zupełnie mało istotna historyjka z zagubieniem dwunastolatka w ogromnym tłumie pielgrzymów w Jerozolimie, przeobrażona w piątą tajemnicę radosną.

Obrzezanie i następujące po nim ofiarowanie (jako pierworodnego) są istotną częścią, całkowitego zjednoczenia Chrystusa z człowiekiem. Przyjęciem losu ludzkiego w całej rozciągłości. Bez tego totalnego zjednoczenia z naturą ludzką, nie moglibyśmy być zbawieni. On stał się jednym z nas, abyśmy my mogli być córkami i synami samego Boga, byśmy mieli udział w Jego boskiej naturze. A Jego stawanie się człowiekiem to także obrzezanie i ofiarowanie.

Przy okazji polecam wstrząsającą lekturę „Ja tego Żyda znam! Szantażowanie Żydów w Warszawie 1939-1945”, autorstwa prof. Jana Grabowskiego. Udokumentowana historia Polaków zarabiających w czasie okupacji na straszeniu Żydów możliwością oddania ich w ręce gestapo. Relacja Żydówki: „Był to młody, może 18-letni chłopak. Niedobrze mu z oczu patrzyło. Postanowiłam więc, że wejdę do kościoła. Nie oglądam się, ale czuję jego wzrok. Siadam w ławce, on obok mnie. Pani jest Żydówką – mówi do mnie. Idziemy do gestapo…”

To też prawda.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

POŚLADKI KATOLIKA

Niedawno słuchałem słów Rocco Buttiglione, wyrzuconego z Komisji Europejskiej za „niesłuszne politycznie” poglądy. Swoją postawę – nie pójścia na kompromis – uzasadnił m.in. krótkim zdaniem: “Łatwiej jest oderwać moje siedzenie od mego fotela, niż moje serce od mego Pana”.

Czytam dziś „Ewangelię wędrowną” (Mk 6,7-13), wzywającą do wyjścia ku ludziom. Wyjścia, jako konstytutywnego elementu wiary. Wiara jest wędrowaniem ku innym. Ale jak tu oderwać nasze utuczone pośladki od foteli? Zwłaszcza w obliczu dzisiejszego katolickiego Tłustego Czwartku?

Itinerarium , , , , , , , ,

PATRONKA SPRYCIARZY

Ilekroć czytam te dwie historie, podawane dziś w Ewangelii (Mk 5,21-43), zdumiewają mnie dwie, chyba marginalne kwestie.

Najpierw pochwała sprytu. Bezimienna kobieta, chora od lat, sprytnie „przyszła od tyłu” i wykombinowała sobie: „Żebym się chociaż jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa!”. Dotknęła, ozdrowiała natychmiast. Patronko spryciarzy, módl się za nas, safanduły i niemoty bezradne. My, jak załzawione ciamajdy, nie widzimy wyjścia, a tu trzeba tupetu, sprytu i świętej bezczelności.

A druga, marginalna sprawa. Szum i zgiełk wokół uzdrowionej córeczki Jaira, zdumienie i osłupienie (werset 42). A Jezus? „Przykazał, aby dano jej jeść”. Słusznie, nawet najbardziej cudownie uratowane dziecko, zasługuje w pierwszym rzędzie na kanapkę i szklankę herbaty. Herbatą i kanapkami – na czas – urzeczywistniamy Ewangelię, nie mniej niż piękną Mszą.

Już luty, nowy miesiąc. Słońce przez styczeń postarało się wydłużyć dzień już o dziewięćdziesiąt pięć minut, pięćdziesiąt wieczorem i czterdzieści pięć rano. O takich cudach warto też pamiętać.

Itinerarium , , , , , , , ,

ZABLIŹNIANIE SŁOWEM

Z dzisiejszej lektury Ewangelii (Mk 5,1-20) można bez większego wysiłku zrobić scenariusz „miękkiego” horroru albo nawet jakiś science-fiction.

Powstrzymaj się jednak od szczegółowej analizy historii „Legiona” i (nie)symbolicznej liczby dwóch tysięcy świń, potopionych w jeziorze.

Ważną z kolei sprawą jest realność zła. Dramat człowieka, dotkniętego złem, zdawałoby się nieusuwalnym. Żeby poradzić sobie z problemem, środowisko wybrało drogę izolacji nieszczęśnika („wiązano go w pęta i łańcuchy”), być może w bezradności. Czasem stosujemy taką praktykę – rozwiązać problem, poprzez usunięcie go z pola widzenia.

Strategia Jezusa jest inna. Spotkać się z człowiekiem w środku cyklonu, zmierzyć się z dramatem, wejść w dialog z osobą dotkniętą tragedią. Zwróć uwagę, że wszystko rozgrywa się w dialogu, w swoistej liturgii słowa. Słowo jest skutecznym narzędziem uzdrowienia.

Naturalnie, wielu pobożnych chrześcijan, wobec dramatu innych ludzi uprawia anty-liturgię słowa. „Wiesz! Jadzia straciła pracę, co ona teraz zrobi?” – „Syn Stasia powiesił się, słyszałeś?” – „Boże! Ta młoda Ewelina jest w ciąży z synem sąsiadów!”. Plotka, mnożenie goryczy, bezmyślna paplanina, pieszczenie świństw i produkcja oszczerstw. W uniesieniu świętym oburzeniem.

Tyle możemy zrobić naszym słowem. Tyle opętań zamienić na zdrowie, smutków na fontanny radości, bólu na serdeczne zabliźnienie.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

SZCZĘŚCIE ZAMIAST

kazanie na niedzielę 30 stycznia 2005

Głupiemu można sto razy tłumaczyć, że arszenik to zguba i że kłamstwo grozi tragicznymi konsekwencjami. Nie uwierzy, ma swój świat.

Jest taka „Ballada o głupim Jasiu” Jacka Kaczmarskiego, opowiadająca o Jasiu, który szuka wody życia. „Woda życia nie istnieje, ale zawsze warto po nią iść”. W odczuciu głupich warto. Tyle, że czas stracony, siły zużyte na nic, zęby stracone na gryzienie pustych orzechów.

Mamy swoje wizje szczęścia. I nic nas nie przekona, żebyśmy spróbowali szczęścia z katalogu „Ośmiu Błogosławieństw” (Mt 5, 1-12). Mamy te swoje małe szczęścia, byle jakie, w zasadzie małe nieszczęścia, na które wolimy nakleić etykietkę „Wielkie Szczęście”. I to jest szczęście zamiast.

Spokojnie czytamy osiem błogosławieństw i idziemy oglądać kolejny serial ze szczęśliwymi bohaterami.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

SZALUPA OBOK!

Boimy się różnych rzeczy. I burzy (Mk 4,35-41), i śmierci, i choroby, i ludzi złych. A czasem nawet własnego cienia i podwyżek masła.

Boże ratuj! Jezu pomóż! Matko Boska, śpiesz na ratunek! Święty Judo Tadeuszu, patronie spraw beznadziejnych!

Bóg nie jest panaceum na nasze lęki. Stąd, nie dziw się, że ty wrzeszczysz, a On nic. Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?

W historii, czytanej dziś w Ewangelii, nic nie wskazuje na to, że łodzi groziło jakieś szczególne niebezpieczeństwo. Normalna sprawa, gwałtowne wichry zdarzają się podczas co drugiej żeglugi. Poza tym – co widnieje jak byk w wersecie 36 – „inne łodzie płynęły z nim”. Co za problem, by ewakuować zastraszonych na inną szalupę?

Jezus wykorzystuje sytuację, aby podać lepszą receptę na momenty lęku i strachu, nieodzowne przecież ludzkiemu życiu. Nie wrzeszczcie, nie ma o co! Czemu tak bojaźliwi jesteście! Trzeba tylko wiary! A wy robicie raban, jakby się co złego miało stać! Trzeba trochę zmienić kurs łodzi, wylać nadmiar wody z pokładu, wiosłować z falą (nie pod włos!). A poza tym, ciemniaki, macie kamizelki ratunkowe! Zamiast wylewać nadmiar wody, wiosłować szybciej i nałożyć kamizelki, wszczynacie alarm, jak na koniec świata!

Świat się zmienia tak powoli (a może nie zmienia wcale), między innymi dlatego, że tak niewiele rzeczy bierzemy w swoje ręce (choć mamy wszystko, aby to zrobić!), a stękamy w kółko – „Panie! Nic cię to nie obchodzi, że giniemy?”

Itinerarium , , , , , , , , , ,

NIE GAP SIĘ W GÓRĘ

Pragniemy Boga. Być z nim jak najbliżej.

I rozglądamy się wokół siebie, kiedy i skąd nadejdzie. Najlepiej patrzeć w górę, bo stamtąd przychodzi to, co boskie i niespodziewane.

Tymczasem jest zupełnie inaczej (Mk 4,26-34). Czy śpimy czy czuwamy, we dnie i w nocy, Bóg radzi sobie. I bywa w miejscach nigdy nieodwiedzanych przez nas. Bo – i królestwo Boże i On – to wszystko jest w nas.

Itinerarium , , , , , ,

ŻYCIE BEZ GWARANCJI

Lampa. Albo świeca (Mk 4, 21-25).

Chcielibyśmy z Ewangelii wyciągnąć ściągę na życie. Takiego gotowca, na skróty. Żeby popatrzeć, poczytać i zaraz mieć gwarancję szczęścia tutaj i niezłe miejsce w wieczności.

Tymczasem pomysł na życie musisz mieć sam. Chrystus tylko mówi, że jest lampą, że jest miarą. Resztę pozostawia tobie.

Można narzekać, że Bóg zrobił (lub nie zrobił) tego czy owego. Że Ewangelia nie jest jednoznaczna. I sto innych powodów dla których mamy gorycz w sercu.

Popatrz na lampę. Na świecę. Tak właśnie trzeba żyć.

Itinerarium , , , , , ,

BÓG SIEJE PO GĄSZCZACH CIERNISTYCH

Przypowieść o siewcy (Mk 4,1-20) jest do wysłuchania. Nie należy próbować z niej wyciągać wniosków, najbardziej zaś o charakterze moralnym.

Jest to, zauważ, przypowieść o… Siewcy. Ona przede wszystkim jest opowieścią o Bogu. Więc tu jest zaproszenie do zachwytu. To tak jakby Bóg zdjął płaszcz i zachęcił – Tak wyglądam.Jest opowieścią o bezgranicznej i rozrzutnej hojności Boga, który sieje niemal irracjonalnie. Kto siałby (chcąc mieć korzyść) po skałach, na drodze czy po gąszczach cierni? Na taką „świętą bezmyślność” stać tylko Boga.

Jest to też opowieść o życiu. Po to, by je lepiej zrozumieć. Niejako pooglądać je sobie przez szkiełko tejże opowieści. Błędem jest widzieć swoje życie przez pryzmat tylko „ziemi żyznej” albo drogi albo skały albo cierni. Wszystkie te obrazy naraz mówią coś ważnego o tajemnicy naszego życia. O szansach, zawodach, głupocie, owocowaniu, lęku i nadziei – słowem o kalejdoskopie życia.

Czytaj, podziwiaj i zdumiewaj się Bogiem. Czytaj, podziwiaj i zdumiewaj się życiem.

Itinerarium , , , , , , , ,