PATRONKA SPRYCIARZY

Ilekroć czytam te dwie historie, podawane dziś w Ewangelii (Mk 5,21-43), zdumiewają mnie dwie, chyba marginalne kwestie.

Najpierw pochwała sprytu. Bezimienna kobieta, chora od lat, sprytnie „przyszła od tyłu” i wykombinowała sobie: „Żebym się chociaż jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa!”. Dotknęła, ozdrowiała natychmiast. Patronko spryciarzy, módl się za nas, safanduły i niemoty bezradne. My, jak załzawione ciamajdy, nie widzimy wyjścia, a tu trzeba tupetu, sprytu i świętej bezczelności.

A druga, marginalna sprawa. Szum i zgiełk wokół uzdrowionej córeczki Jaira, zdumienie i osłupienie (werset 42). A Jezus? „Przykazał, aby dano jej jeść”. Słusznie, nawet najbardziej cudownie uratowane dziecko, zasługuje w pierwszym rzędzie na kanapkę i szklankę herbaty. Herbatą i kanapkami – na czas – urzeczywistniamy Ewangelię, nie mniej niż piękną Mszą.

Już luty, nowy miesiąc. Słońce przez styczeń postarało się wydłużyć dzień już o dziewięćdziesiąt pięć minut, pięćdziesiąt wieczorem i czterdzieści pięć rano. O takich cudach warto też pamiętać.

Itinerarium , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.