BOŻE DZIECI MYŚLĄ

Zdrowy rozsądek to dziś towar nader rzadki. Bo leży na górnej półce Bożych darów. My zaś sięgamy po towar na wprost oczu. A tam wiadomo spece od marketingu umieszczają towary najbardziej liche, ale zapłacić za nie trzeba drogo. Na tej półce na wprost oczu leżą towary typu: „obiegowa opinia” (obiegowa ma prawo odbiegać od normy), „większość uważa” (wyrażenie wewnętrznie sprzeczne, bo większość powtarza, nie uważa), „zdaniem opinii publicznej” (zdanie jest domeną konkretnej osoby, opinia publiczna to tak zwana średnia nieszczególnie myślących komentatorów) i „powszechnie wiadomo” (powszechnie wiadomo bardzo niewiele i wiedza ta jest na użytek co najwyżej ćwierćinteligentów).
Boże dzieci, którym dał Pan Bóg dar rozsądku, nie mają zdania większości, nie są częścią bezimiennej opinii publicznej, przekraczają poziom 25 % inteligencji oraz mają zdolność do własnego, przemyślanego poglądu. Boże dzieci używają daru swojego Ojca, daru rozumu i rozsądku. Boże dzieci pozwalają sobie na luksus myślenia. Który najczęściej rozmija się z opinią publiczną i obiegową, z większością i powszechnością.
Dlatego Ewangelia to tak niezwykła księga, krańcowo różna od powszechnie przyjmowanych poglądów.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

PO WŁAŚCIWEJ STRONIE

Najważniejsi w życiu są ludzie. Warto ich widzieć, słuchać, rozumieć. I stawać po ich stronie. Nawet jeżeli to trudne i eksploatujące.
Stań po stronie człowieka. Po stronie człowieka stanął też Bóg. To jest zawsze właściwa strona.

Itinerarium , , , , , , ,

ITINERARIUM W CIEMNOGRODZIE

Etykiety do mnie nie przemawiają. Wskutek trwającej od wczoraj akcji koszulkowej (patrz: Aktualności na www.duch.lublin.pl) kilka osób zasugerowało mi, że jestem „ciemnogród” i prawie „oszołom”. Niech tam, w końcu mojemu mistrzowi przypięto łaty gorsze: „żarłok”, „pijak” i „obłąkany”.
Wyznaję zasadę, że trzeba robić swoje, to, do czego człowiek jest przekonany, w co wierzy, co jest słuszne i prawdziwe. A jak przylepią etykietę, podwoić wysiłki.
Zachęcam zatem do budowania cywilizacji miłości, jakkolwiek by się komuś by to nie podobało.

Itinerarium , , , , , , , ,

NOWE RZECZY

kazanie na VII niedzielę zwykłą
19 lutego AD 2006

Nie wspominajcie wydarzeń minionych. Nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto ja dokonuję rzeczy nowej.

Dobrze słyszeć takie słowa. Bo inaczej można się załamać. Własnymi grzechami. Głupotą. Albo kiepską biografią. Tymczasem tak cudnie słońce się przedziera przez zimowe niebo. Rzeczy nowe już są.

Itinerarium , , , , , ,

GRZECH POWAGI

Zwykle od piątku wieczór martwię się, co napiszę w ogłoszeniach na niedziele (których i tak mało kto, prawie nikt, nie słucha). No ale się martwię, ja i zapewne wielu duszpasterzy. Co tu napisać i odczytać, jakie sprawy ważne poruszyć, co podać, co ominąć. Owoce tego serialu możecie zresztą co tydzień poczytać na naszych stronach internetowych. Większych lapsusów, tak myślę, nie zanotowałem dotychczas. Ja nie, ale inni – zawsze to radość uczyć się na błędach innych – owszem. Służę trzema przykładami, dwa pierwsze nadesłane, trzeci poniekąd z autopsji. W jednej z parafii pojawiły się takie oto ogłoszenia:

1. Cała wspólnota dziękuje chórowi młodzieżowemu, który na okres wakacji zaprzestał swojej działalności.

2. Za tydzień Wielkanoc. Bardzo proszę wszystkie panie składać jajka w przedsionku.

Ja sam, pracując ongiś jako wikariusz w parafii, podrzuciłem proboszczowi ogłoszenie, mniej więcej takie: „Droga Krzyżowa dla młodzieży, odbędzie się w tym tygodniu w plenerze.” Mieliśmy bowiem zwyczaj z młodzieżą iść z tym nabożeństwem po górkach w okolicy kościoła. Startowaliśmy przed kościołem, potem trasa po górkach i zakończenie w kościele. Rano na pierwszej mszy proboszcz czyta ogłoszenia, a moje o Drodze Krzyżowej uzyskało brzmienie następujące:
„Droga Krzyżowa dla młodzieży odbędzie się w tym tygodniu w szarej rzeczywistości dnia codziennego poza obrębem murów kościoła”. Zdębiałem słysząc twórczą interpretację pojęcia „plener”. Po mszy idę do zakrystii i mówię do proboszcza, że ta cała „szara rzeczywistość…” nie będzie zrozumiała. Na co proboszcz do mnie, że my w parafii nie mamy inteligencji i trzeba jasno wyłożyć gdzie się odbędzie nabożeństwo. W tej samej chwili wpada do zakrystii młoda dziewczyna i wprost do mnie: „Proszę księdza, to gdzie się odbędzie ta Droga Krzyżowa, bo nie zrozumiałam?” Ja na to (nie patrząc na proboszcza, ma się rozumieć): „ W plenerze.” A dziewczę: „Dziękuję, bo już myślałam, że gdzie indziej”.
Tak, że jeśli ktoś nie wie co to plener, to pojął że to „szara rzeczywistość dnia codziennego poza obrębem murów kościoła”.
Jeszcze mam wniosek dla życia duchowego bezcenny:
Kogo życie nie śmieszy
ten ciężko grzeszy.
PS. Tylko się lekko stresuję, co mi jutro w Ogłoszeniach wyjdzie…

Itinerarium , , , , , , , , ,

LESZCZE SIEDEM METRÓW POD LODEM

Takie na przykład leszcze, co robią zimą w jeziorze? Nic nadzwyczajnego. Pływają sobie na głębokości siedmiu metrów, po dnie, co znajdą to zjedzą. Nie jedzą za dużo bo i po co, skoro nie można pofiglować nad lustrem wody? Po co dużo jeść, skoro figlować nie sposób? Ale jak larwę ochotka, co pachnie średnio, wywęszą, to dają się zmarzniętemu wędkarzowi na lód wyciągnąć. Wędkarz wcześniej musiał wykuć przerębel w grubym lodzie i pomarznąć sporo na wietrze, który jak wiadomo, hulać uwielbia na gładkiej tafli, a ścicha w lesie.

Co się martwisz spadkiem ciśnienia, narzeczonym co jest niezaradną fujarą i zastrzykiem co w pupę trzeba dać każdego dnia? Jest życie, a każdy dzień jak schodek do nieba. Pan Bóg nieskończenie blisko. I leszcze siedem metrów pod lodem jeziora.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

KALESONY DO REZERWY

Trzeba chyba być absolutnie niewzruszonym, żeby nie usłyszeć tego radosnego nastroju w naturze. Właściwie o tej porze roku jest on najbardziej świeży, ma charakter zwiastowania.
Oczywiście przyjdą jeszcze mrozy i świszczące wiatry. Kret dwa razy się zastanowi i pięć razy cofnie nim wychyli mokry nos spod ziemi. Nad rzeką pąki bazi też kalkulują moment eksplozji i kosmatego puszenia się z racji pierwszeństwa w oznajmianiu zmian na niebie i ziemi. Choć czapki i szaliki coraz częściej spoglądają na zacienione miejsca w szafach, gdzie zaraz zalegną w sny letnie. Grube majtki, kalesony, skarpety wełniane, rozpoczęły debatę nad nieuchronną zmiennością losu.
Życie ma moc odradzania się, jego źródłem jest światło i ciepło. Bóg zmienia okrycia, w pory roku przystrajając się ochoczo, nawet w chlapie Mu do twarzy. Tylko buty w dni chlapy normalnie wymiękają, co się kończy katarem, nie wiadomo dlaczego w nosie. Wszak od podeszwy do nosa trasa najdłuższa z możliwych.
Wszystko wskazuje na to, że należy się dużo więcej uśmiechać.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

JEDNO ŻYCIE STAWKA NAJWYŻSZA

Nie zapominaj, że masz jedno życie. Dlatego nie trać czasu na chodzenie dróżkami, które zaspokoić mogą ciekawość, ale w żaden sposób nie prowadzą do celu. Ponieważ życie masz jedno, codziennie troszcz się o ten cel najważniejszy, choćby rozpościerał się daleko, w niewyobrażalnej perspektywie. Jeśli nie będziesz czujny porwą cię wrażenia, z których każde chce cię mieć na własność. Rozerwą cię wspomnienia albo marzenia, wessą mgliste pożądania (rzeczy, miejsc, doznań) i nudne (bezdennie) obliczanie swoich szans. Czcza paplanina zastąpi słowo serca, a gonitwa od dnia do dnia, pozbawi cię siły do najważniejszego.
Jedno życie. Najważniejszy cel. Troska codzienna o ten cel. Koncentracja sił, myśli i woli. Uparta wędrówka. Innej ewangelii nie ma.

Itinerarium , , , , , , , , ,

ŚWIATŁA JAK W SAM RAZ

Cywilizacja śpiochów nie zauważa zapewne jak szybko przybywa światła z dnia na dzień, wciąż jeszcze miło gościć w łóżkach do przedpołudnia. Wszelkie mity o tym, że wiosna to maj i bzy, plus inne atrakcje tegoż czasu, obalają różne stworzenia, które do życia przebudzają się właśnie wraz z przyrostem światła, intensywnie biorąc się za życie właśnie już teraz.
Śnieguły (brązowo-białe), łabędzie krzykliwe (u nas, niestety, dominują nieme) i lodówki (chodzi o małą, krótkodziobą kaczkę o zmiennym wyglądzie) rozpoczęły już odloty na północ. Tak, na północ, bo tam mają swoje miejsca lęgowe (Skandynawia, Spitsbergen, tereny arktyczne). Oknówki i dymówki (dwa gatunki – spośród ponad 80 – najczęściej spotykanych u nas jaskółek) są już w drodze do Polski, tak jak bociany. Swoją drogą na rosnącej fali umiłowania tego, co polskie, proponowałbym ustanowić Dzień Jaskółki, czyli ruchome święto powrotu na łono ojczyzny tych uroczych ptaków. Zdaje się, że dotąd najwcześniej 14 marca pierwsza jaskółka (dymówka, bo oknówka się spóźnia o jakieś 10 dni) wleciała w naszą przestrzeń powietrzną. To mógłby być narodowy dzień natury albo odnowy.
Czemuż to ja znowu o ptactwie? Przyroda daje przykład, że trzeba zatroszczyć się o swoje życie już teraz. Nie odpuszczać i nie marnować czasu, energii i sił. Na spanie, narzekanie, biadolenie, knucie i szemranie. Trzeba wpuścić w krwioobieg chwile podziwu i zachwytu, jasno wytyczyć sobie nowe plany, zrobić co najważniejsze i odwlekane. Samo się za nas nie zrobi. To, co nienajlepsze i wredne niech odleci z lodówkami na północ, to co, piękne i sensowne, niechaj z południa wraz z oknówkami i dymówkami przybywa. Życie to zdrowy ruch, a światła po temu mamy już teraz w sam raz.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

BÓG I MAMONA – DWA W JEDNYM

Świadom jestem jak wielkie znaczenie ma dzisiaj pieniądz. Do czasu jednak burzy wokół spółki z o. o „Pokolenie JP2” i „Sacroringu” (patrz Itinerarium z dn. 7.02.2006 oraz„Sprzedać Pokolenie JP2”), nie przypuszczałem, że można bez wstydu przyznawać się do kultu pieniądza, przyprószając to ornamentyką religijną. O ile pieniądz rozpanoszył się w supermarketach i niemal na każdym rogu ulicy (bankomaty – dla naszej wygody korzystania z pieniędzy) mamy z nim do czynienia, o tyle w sferze sacrum zdawałoby się, że jest dyskretnie dalej od podium (za wyjątkiem rezolutnych proboszczów, którzy bez żenady na początku rozmowy informują, na jakie honorarium zasługują przy sprawowaniu tej czy innej posługi duszpasterskiej). Ewangeliczne przeciwstawieństwo mamony i Boga – „Nie możecie służyć Bogu i Mamonie” – jest jasne, jednoznaczne, radykalne. Zrozumiałe jest dla mnie gdy ktoś – paradoksalnie – wiedząc, że „nie można” służyć jednemu i drugiemu, wybiera mamonę. Jasna sprawa, wybrał, czci mamonę, kasa najważniejsza. Ja myślę inaczej, wybieram inną drogę. A jak ktoś mieni się chrześcijaninem, to złapany na kulcie mamony winien się nawrócić i odpokutować.
Tymczasem zarówno poznańscy miłośnicy „Pokolenia JP2” jak i (pod)warszawscy czciciele „sacroringów” znaleźli metodę pogodzenia kultu mamony i Boga. Argumentują, że to da się pogodzić. Rzeczywiście, da się! Ja wiem, że się da i prawdziwe jest zdanie: „Można służyć Bogu i mamonie” albo „Da się służyć Bogu i mamonie”. Obydwie inicjatywy potwierdzają ten fakt, możliwość jednoczesnej próby służby Bogu i mamonie. Z tym, że Jezus nie negował faktycznej możliwości „dwa w jednym”. On to zganił i jak rozumiem – wykluczył! Z konsekwencjami: „Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi.” Z oczywistą puentą, że przy wyborze kultu mamony, tym wzgardzonym i znienawidzonym będzie Bóg.
Tymczasem autorzy obydwu pomysłów udowodnili, że „da się” jednocześnie służyć Bogu i mamonie. W wersji: służąc mamonie, przy okazji służymy Bogu i nawet nazywamy to ewangelizacją i wyjściem naprzeciw głębokim potrzebom chrześcijan.
Nie da się pogodzić Ewangelii ze wszystkimi trendami współczesności. Dlatego mamonie (i oczywiście obydwu opisanym inicjatywom) mówię: non possumus.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,