ESTEMIROWA

Dwa tygodnie temu w Czeczenii została zamordowana Natalia Estemirowa. Była Czeczenką, która informowała świat o łamaniu praw człowieka w republice.

Nie lubili jej ani Rosjanie, ani tzw. kadyrowcy (zwolennicy obecnego, prorosyjskiego prezydenta Czeczenii, Ramzana Kadyrowa), ani islamscy bojownicy o niepodległość kraju. Estemirowa mówiła o każdym przypadku tortur, gwałtów, zaginięć ludzi, prześladowań czy bezprawnego więzienia. Bez względu na to, kto się tego dopuszczał.

Estemirowa dołączyła do szeregu kobiet, które giną w ostatnich latach, w Rosji czy też w związku z Rosją. Trzy lata temu zginęła dziennikarka Anna Politkowska, niezwykle ostro piętnująca poczynania Putina, krytyczna także wobec rosyjskiej polityki w Czeczenii. W tym roku, w niewyjaśnionych okolicznościach zginął też w Moskwie Stanisław Markiełow, adwokat Politkowskiej, wielokrotny obrońca Czeczenów przed rosyjskimi sądami. Razem z Markiełowem zamordowano także młodą dziennikarkę Anastazję Barburową. Dostała kulę w głowę, kilometr od Kremla, siedziby rosyjskich władz. Pisywała teksty bardzo nieprzychylne moskiewskim rządcom.

Barburowa, Politkowska, Estemirowa. Piszę o nich, ze świadomością, że dla wielu wydać się mogą postaciami mało czytelnymi. Zresztą śmierć, nawet niewinnych, robi dziś niewielkie wrażenie.

Każda z tych kobiet podjęła się walki – słownej – z niesprawiedliwością, bestialstwem, przemocą. Każda z nich była świadoma, że grozi jej śmierć.

Na Kubie, Damy w Bieli (Damas de Blanco) w każdą niedzielę protestują przeciwko bezprawnemu więzieniu ich mężów, braci, ojców i synów. O poszanowanie praw Ujgurów w obrębie Chin, dobija się pani Rebiya Kadeer. Junta birmańska więzi nadal panią Suu Kyi, noblistkę i radykalną przeciwniczkę reżimu.

Te obco brzmiące nazwy i nazwiska, z Rosji, Czeczenii, Kuby, Chin i Birmy, nazwiska i imiona kobiet, niewiele znaczą dla nas. Ale wypisuję je, z przekonaniem, że walka o człowieka w wielu miejscach trwa, a najdzielniej prowadzą je kobiety. Zwane słabszą częścią ludzkości.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

NIEPEWNOŚĆ ZBAWIENIA

kazanie na XVII Niedzielę Zwykłą
26 lipca Ad 2009

Cuda się skończyły, czas wziąć się do roboty. Tak można by skomentować relację między dzisiejszą Ewangelią a naszym życiem.

Miliony głodnych na świecie, umierające z głodu i chorób dzieci (dziś umrze ich 16 – 30 tysięcy), nędzarze z przeludnionych slumsów, dożywający ledwie 40-tki, to wszystko oskarża nie tylko całą naszą cywilizację (mieniącą się niezwykle humanitarną), ale przede wszystkim chrześcijan.

Chrześcijanie są dominującą religią w grupie najbogatszych państw świata. Z tym, że zarówno gorliwi pojedynczy chrześcijanie, jak i większość gremiów kościelnych, nie uważa kwestii głodu i nędzy za priorytet. Priorytetem większości chrześcijan jest troska o zbawienie. Ale czy się rzeczywiście zbawimy, jeśli tamci głodują i umierają? A my o tym wiemy i mamy chrześcijańskie sklepy wypakowane produktami i lodówki ze smakołykami na każdej półce? Ponadto, inercja rodzi się z przekonania, że głód był na świecie, jest i będzie.

Ewangelia, którą dziś czytamy, nie może być rozumiana jako zachęta do oczekiwania na cud Pana Jezusa. Przeciwnie, Jezus chciał pokazać niezbyt pojętnym uczniom, że głód można pokonać. I że to Jego sprawa oraz każdego, kto chce Go naśladować. Co więcej, scena z Ewangelii pokazuje, że ocalenie ludzi od głodu nie jest kwestią pieniędzy. Kiedy uczniowie zaczynają działać, zaczynają rozdawać chleb i ryby, okazuje się, że problem zaczyna się rozwiązywać. I dziś nie jest tak, że brakuje chleba. Brakuje, niestety, tych, którzy chcieliby go rozdawać.

Czy my, syci i napojeni, elegancko ubrani i z dobrymi dachami nad głowami, rzeczywiście się zbawimy, skoro wciąż umierają ludzie z nędzy i głodu?

LITURGIA SŁOWA

(2 Krl 4,42-44)
Pewien człowiek przyszedł z Baal-Szalisza, przynosząc mężowi Bożemu chleba z pierwocin, dwadzieścia chlebów jęczmiennych i świeżego zboża w worku. On zaś rozkazał: Podaj ludziom i niech jedzą! Lecz sługa jego odrzekł: Jakże to rozdzielę między stu ludzi? A on odpowiedział: Podaj ludziom i niech jedzą, bo tak mówi Pan: Nasycą się i pozostawią resztki. Położył więc to przed nimi, a ci jedli i pozostawili resztki – według słowa Pańskiego.

(Ps 145,10-11.15-18)
REFREN: Otwierasz rękę, karmisz nas do syta

Niech Cię wielbią, Panie, wszystkie Twoje dzieła
i niech Cię błogosławią Twoi święci.
Niech mówią o chwale Twojego królestwa
i niech głoszą Twoją potęgę.

Oczy wszystkich zwracają się ku Tobie,
a Ty karmisz ich we właściwym czasie.
Ty otwierasz swą rękę
i karmisz do syta wszystko, co żyje.

Pan jest sprawiedliwy na wszystkich swych drogach
i łaskawy we wszystkich swoich dziełach.
Pan jest blisko wszystkich, którzy Go wzywają,
wszystkich wzywających Go szczerze.

(Ef 4,1-6)
Zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości. Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój. Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani do jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie. Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który [jest i działa] ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich.

(Łk 7,16)
Wielki prorok powstał między nami, i Bóg nawiedził lud swój.

(J 6,1-15)
Jezus udał się za Jezioro Galilejskie, czyli Tyberiadzkie. Szedł za Nim wielki tłum, bo widziano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali. Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą do Niego, rzekł do Filipa: Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili? A mówił to wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić. Odpowiedział Mu Filip: Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać. Jeden z uczniów Jego, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu? Jezus zatem rzekł: Każcie ludziom usiąść! A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło. Zebrali więc, i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, które zostały po spożywających, napełnili dwanaście koszów. A kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat. Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

O asekuracji

Często na nich narzekamy, że są głupi, nudni, pazerni, próżni, leniwi, że nie wierzą w Pana Boga i Bóg wie co jeszcze.

Ja nie narzekam. A jeśli już, to tak w ogóle, a nie konkretnie. Bo wszyscy księża, których znam osobiście, są w zasadzie OK. (To „w zasadzie” jest ważne.) Chciałbym, żeby tak zostało.

I dlatego unikam nowych znajomości.

A poza tym słucham „Trójki”.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , ,

GODZINA Z LIPĄ

Każda pora dla zachwytu dobra, ale ta letnia taka kolorowa, że chyba bardzo dobra.

Zwykle wybywamy na jakiś spacer, aby pooddychać świeżym powietrzem, pooglądać krajobrazy, przewietrzyć umysł i ciało, nawciągać w płuca zapachów nowych. To wszystko bardzo jest praktyczne, dobre i potrzebne.

Jeśli jednak możesz wybyć na godzinę albo kilka poza domek, podpowiadam zachwyt. Zapomnij o oglądaniu, wietrzeniu i wciąganiu. Zachwyt tym się różni od relaksów wszelkich, że my cichniemy i ustajemy, a pozwalamy działać wszystkiemu, co nas otacza.

Zachwyt, daj się chwycić! Nie chwytaj sam – ani oczyma, ani nozdrzami, ani uszami. Daj się chwycić. To spora różnica, kiedy ty chwytasz (choćby każdy kolor, dźwięk i zapach), a kiedy pozwalasz się chwycić.

Lipa, na przykład, ma do opowiedzenia wiele, samą sobie chce opowiadać. Ty patrzysz, mówisz: E, lipa ta lipa! Ale ta lipa, jak się pozwolisz zachwycić, to nie lipa.

Najpierw jest gruby, gruby, bardzo gruby pień, z którego strzelają trzy, cztery konary, każdy w inną stronę. A ileż gałęzi, jak zakręconych, z każdego konara – i w każdą możliwą stronę – wyrasta. Jedne krótsze, drugie dłuższe, i proste i zagięte te gałązki, czasem jak bliźniaki albo trojaczki wzajemnie podobne. Na zwieńczeniach gałązek są liście, pulchne jeszcze, napchane zielonościami. Raz tańczą, raz podrygują, raz leniwie zwisają uśpione. Każdy listek ma swoje życie, inaczej się wdzięczy ku słońcu, inaczej furkoce na wietrze. Każdy liść ma swoje sympatie, jeden chętniej się mizdrzy do kolegi na górze, inny bardziej zabiega o bliskie kontakty z tą panną Liść, co go muska od czasu do czasu z prawej strony. Jak idzie ulewa liście szybciutko się łączą w koalicje, niczym sprawna kanalizacja spuszczają wodę z jednego na drugi. A jak wichura węszy szukając liściowego łupu, to liście według zasady „kupą panowie, kupy nikt nie ruszy”, kleją się do siebie, puszczając wicher raz górą raz dołem, stroniąc by nie wziąć intruza na blaszkę, bo wtedy już tylko lot w dół i śmierć przedwczesna.

A jeszcze przy liściach kwiaty lipowe, toż sam raj! Jakie odcienie złota, żółci wszelakie, białawość i słoneczność! I te długie romanse z trzmielami i pszczołami. Co tam się opowiada, co wygaduje! Ho, ho, ho!

I tak stać możesz przed lipą. Każda lipa to godzina zachwytu, kiedy lipa chwyta i trzyma. Tylko nie napadaj na lipę, bo lipa wyjdzie. Pozwól jej mówić o słońcu, z którym jest w znakomitej komitywie, o urokach chłodnych nocy, o zbawiennej rosie w gorące poranki, o sile życia kiedy hurmy nawałnic grożą końcem.

Nic tak nie rozjaśnia naszego serca, jak zachwyt. Na lipę musisz jednak mieć godzinę, na stokrotkę kwadrans przynajmniej, na gniazdo z bocianami pół godziny. Niczego nie chciej oglądać, smakować, wdychać. Wszystko, dużo piękniejsze i prawdziwsze, będzie ci dane. Chwyci cię i przeniknie.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

MIŁOŚĆ MIĘDZY EKSPRESEM A ZWYKŁYM

Jedna ze szlachetnych inicjatyw chrześcijańskich głosi, że prawdziwa miłość czeka (True Love Waits). Z kolei ksiądz Jan Twardowski, co wszyscy wiemy, uczył, że z miłością trzeba się śpieszyć.

Oczywiście miłość to nie kwestia pociągu, kiedy wybieramy pośpieszny, ekspres albo zwykły. Choć o miłości różne rzeczy się pisze, śpiewa, maluje i mówi, jedno jest pewne. Że jest – albo raczej być powinna – najważniejsza. A czy spowolniona czy przyśpieszona, to już rzecz trzeciorzędna.

I jak człowiek pamięta, że miłość jest najważniejsza, to od razu wie, co powinien dziś zrobić w pierwszej kolejności a co na końcu. Wie, dokąd winien iść, a gdzie nie zaglądać. Wie, do kogo zadzwonić, a z kim miesiąc cały milczeć. Wie, co zakupić, a od czego stronić.

W rzeczy samej miłość to życie, utkane właśnie z jej subtelnych podpowiedzi i inspiracji. I wtedy już wiemy, że to życie także ku Bogu się nachyla. Kto trwa w miłości, trwa w Bogu.

Owocują drzewa w sadach, na polach żniwo bliskie, wszędzie pełnia życia. I nasze życie ma swoją pełnię, w miłości.

Itinerarium , , , , , , , , ,

ZAPOMNIANE ŚWIĘTE ZIEMIE

Dziś mija sześćdziesiąt pięć lat od chwili wyzwolenia Majdanka. 23 lipca 1944 roku, Armia Czerwona weszła na teren obozu w lubelskim Majdanku. Natychmiast niemal powstał tam tzw. obóz filtracyjny dla żołnierzy Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych.

Ilekroć staję na Majdanku, mam wrażenie dotykania ziemi świętej. Każda piędź tej ziemi nasiąknięta jest krwią niewinnych ludzi. Ziemia Święta, palestyńska, nasiąkła krwią niewinnego Jezusa. Każda ziemia, w którą wsiąkała krew niewinnych, jest chyba od tamtej pory święta.

Niestety, wiele ziem na świecie, jest w tym sensie świętych, ale nie znanych, albo zapomnianych. Dobrze znamy Holocaust, jego miejsca – Oświęcim, Brzezinka, Majdanek, Dachau, Treblinka.

Co jednak mówią nam nazwy takich miast jak Adana, Zejtun czy Musa Dagh? Dawno temu, bo w 1915 roku, wojska tureckie zamordowały w tych oraz innych miastach zachodniej Armenii, blisko półtorej miliona Ormian. Powodem była szaleńcza idea „panturkizmu”, wyższości i jedności narodu tureckiego nad wszystkimi innymi nacjami, zamieszkującymi ówczesne Imperium Tureckie. Do dziś brakuje jednoznacznego potępienia i wyjaśnienia tego ludobójstwa, poprzedzającego hitlerowski Holocaust. Sam Hitler zresztą prorokował, wzywając do rozprawy z Żydami – „Kto dziś (1939) pamięta jeszcze rzeź Ormian?”.

Niewielu z nas zapewne także pamięta o zroszonej niewinną krwią Rwandzie. Ponad milion Tutsi, zginęło tam od maczet Hutu, w 1995 roku. Świętych miejsc w Rosji jest bardzo wiele, a każde naznaczone mękami i ofiarami życia niewinnych ludzi, zgładzonych w czasach komunizmu.

Nad koszmarami przeszłości chętnie przechodzimy dalej, ustalanie winnych, próby rozrachunku (choćby w sensie nazwania sprawców), rzekomo przeszkadzają w zgodnym budowaniu przyszłości. Lepiej może zapomnieć, nie wracać, nie rozdrapywać. Czy lepiej?

Jeśli opuścimy zasłonę milczenia nad jakimkolwiek ludobójstwem, nie możemy być pewni, że nie powtórzy się ono w innym miejscu. Czy zdarzenia ze Srebrenicy (właśnie mija 14 lat od rzezi muzułmanów w tym mieście) albo liczne ofiary czystek w Czeczenii (jedna trzecia tego narodu zginęła lub została zmuszona do emigracji) nie dowodzą, że wciąż istnieje taka możliwość?

Mamy dziś w zasięgu ręki cały świat, naszym domem jest cała ziemia. Cała ziemia, cały świat. Z całym pięknem i urodą wszystkich cudownych zakątków, ale także z całą historią dramatów, ludobójstw i eksterminacji niewinnych. Pamięć o ludziach i miejscach tych dramatów może chronić przed złą przyszłością.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

NADZIEJA Z MAGDALENY

Kazanie na wspomnienie św. Marii Magdaleny
Środa 22 lipca AD 2009

Znowu mamy dziś małe święto kobiet. Wspomnienie Marii Magdaleny, grzesznicy i świętej, jednej z największych grzesznic i największych świętych.

Ranga dzisiejszego dnia jest znikoma w liturgii, nie uroczystość, nie święto, ledwie wspomnienie. Ponieważ cały nasz Kościół składa się z ludzi przyzwoitych, porządnych, spokojnych i nader zrównoważonych, taka Maria Magdalena mogłaby wnieść za wiele rumoru.

Moja pierwsza parafia, w której pracowałem, jest pod wezwaniem św. Marii Magdaleny, co kłopotało proboszcza z dwóch powodów. Raz, że odpust wypadał w środku urlopów, więc niska frekwencja gwarantowana. Dwa, że taka święta, o której rzadko kto chce głosić kazania odpustowe (powinny trwać – jak mnie pouczyła ongiś parafianka – nie mniej niż 40 minut).

Dla ludzi to zdecydowanie za wiele, by prostytutkę (byłą) wliczać w najświętsze panny i jeszcze przez Nią prosić o łaski. Tylu bardziej nobliwych świętych na podorędziu, pustelników, mnichów, dziewic, męczennic i męczenników, stygmatyków, doktorów Kościoła.

Patronka dzisiejsza to Gwiazda Nadziei dla pogubionych całkowicie. Takich, którym ludzie cześć i honor odebrali ( z dobrych intencji), którzy nawet sami sobie w twarz spojrzeć nie mogą bez obrzydzenia. Takiej nadziei potrzebujemy coraz bardziej.

LITURGIA SŁOWA

(Pnp 8,6-7)
Połóż mię jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu, bo jak śmierć potężna jest miłość, a zazdrość jej nieprzejednana jak Szeol, żar jej to żar ognia, płomień Pański. Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości, nie zatopią jej rzeki. Jeśliby kto oddał za miłość całe bogactwo swego domu, pogardzą nim tylko.

lub

(2 Kor 5,14-17)
Miłość Chrystusa przynagla nas, pomnych na to, że skoro Jeden umarł za wszystkich, to wszyscy pomarli. A właśnie za wszystkich umarł /Chrystus/ po to, aby ci, co żyją, już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał. Tak więc i my odtąd już nikogo nie znamy według ciała; a jeśli nawet według ciała poznaliśmy Chrystusa, to już więcej nie znamy Go w ten sposób. Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto wszystko stało się nowe.

(Ps 63,2-6.8-9)
REFREN: Ciebie, mój Boże, pragnie moja dusza

Boże mój, Boże, szukam Ciebie
i pragnie Ciebie moja dusza.
Ciało moje tęskni za Tobą,
jak ziemia zeschła i łaknąca wody.

Oto wpatruję się w Ciebie w świątyni,
by ujrzeć Twą potęgę i chwałę.
Twoja łaska jest cenniejsza od życia,
więc sławić Cię będą moje wargi.

Będę Cię wielbił przez całe me życie
i wzniosę ręce w imię Twoje,
Moja dusza syci się obficie,
a usta Cię wielbią radosnymi wargami.

Bo stałeś się dla mnie pomocą
i w cieniu Twych skrzydeł wołam radośnie:
Do Ciebie lgnie moja dusza,
prawica Twoja mnie wspiera.

(J 20,1.11-18)
Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Maria Magdalena natomiast stała przed grobem płacząc. A kiedy /tak/ płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. I rzekli do niej: Niewiasto, czemu płaczesz? Odpowiedziała im: Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono. Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz? Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę. Jezus rzekł do niej: Mario! A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: Rabbuni, to znaczy: Nauczycielu. Rzekł do niej Jezus: Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci powiedz im: Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego. Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: Widziałam Pana i to mi powiedział.

Itinerarium , , , , , , , ,

UWAGA O DUSZPASTERSTWIE

Centrum Duszpasterstwa Młodzieży, w którym pracuję, zajmuje się, zgodnie z nazwą, duszpasterstwem. Zajmujemy się młodzieżą, ale także dziećmi i osobami starszymi niż młodzież. Chociaż we wszystko to jakoś wplątana jest młodzież.

Duszpasterstwo ma jednak różne barwy. Przed kilkunastoma laty, na jednym z obozów dla dzieciaków z zaniedbanych ulic Lublina, pierwszym moim obowiązkiem duszpasterskim było dowiezienie płynu do zwalczania wszy. Wychowawcy zaś wcierali ów płyn w główki naszych podopiecznych. Drugą ważną funkcję spełniałem tłumacząc dzieciakom, że nie należy zbierać garściami wędliny z talerzy przy posiłkach i pakować jej do kieszeni. Wędliny wystarczy dla wszystkich – dzieciaki jednak nauczone sytuacją w domu rodzinnym (gdzie zwykle brakowało i kto pierwszy ten lepszy), wolały zabezpieczyć się i mieć coś do przekąszenia w zanadrzu.

Na wiele podobnych rekolekcji czy obozów dowoziłem także skarpetki, majtki, koszulki, stroje kąpielowe, buciki i buty, ręczniki i inne części garderoby, których zwyczajnie podopiecznym brakowało. Uczyliśmy także sztuki podawania sobie chleba i soli przy posiłkach, co burzyło zasadę „weź se sam”, najczęściej wyznawaną przez uczestników. Czasem trzeba było zabierać ze sobą tuzin szczoteczek do zębów, mydełek i szamponów i niejednokrotnie uczyć sztuki posługiwania się tymi wymyślnymi przedmiotami.

Wszystkie te zabiegi zajmowały dość sporo czasu, niekiedy tak wiele, że na tłumaczenie Ewangelii pozostawało go dużo mniej, niż zakładaliśmy w punkcie wyjścia. Duszpasterstwo ma jednak wiele barw.

Itinerarium , , , , , , ,

WYPADKI I WIARA

W pewnej historii, jak mniemam wymyślonej, do człowieka poturbowanego ciężko w wypadku, podchodzi ksiądz (mamy obowiązek w takich sytuacjach zatrzymać się i pośpieszyć z „ostatnią posługą”).

– Wierzy pan w Boga? – pyta ksiądz, zanim przejdzie do rozgrzeszenia.

Poturbowany delikwent, wijąc się z bólu, patrzy z wyrzutem na księdza i odpowiada:

– Oj, chłopie! Ja tu prawie umieram, a ty mi takie trudne pytania zadajesz!

Bez wątpienia pytanie o wiarę w Boga, należy do kategorii tych najtrudniejszych, choć nie tylko ze względu na komplikacje intelektualne. Te zresztą od wieków znajdują odzwierciedlenie w niezwykle obfitej literaturze.

Uczciwa odpowiedź na pytanie, czy wierzę w Boga, jest trudna z innego powodu. Jeżeli odpowiadam, że nie wierzę, muszę sobie poszukać (bez – bożnych, tzn. nie odnoszących się do Boga) źródeł sensu, nadać jakiś walor relacjom z ludźmi. Słowem, czeka mnie wysiłek, ogromna praca duchowa, poszukiwanie, gaszenie różnych niepokojów. I tu jest zasadnicza trudność uczciwie deklarujących niewiarę. Bardzo podobnie jest w przypadku agnostyków.

Jeśli odpowiadam, że wierzę, i jest to odpowiedź szczera, uczciwa, jestem także w trudnej sytuacji. Bóg, w którego wierzę, ma różne pomysły. W przeszłości nakazał Abrahamowi iść w niepewną trasę, żądając pozostawienia wszystkiego czym żył dotąd; kazał jąkającemu się Mojżeszowi debatować z przemądrzałym dworem faraona; wezwał płochliwego Jonasza do nawrócenia zgniłej moralnie Niniwy; nastolatkę z Nazaretu przekonał, że powinna być matka Jego Syna. Jeżeli uczciwie deklarujesz wiarę w Boga, musisz być gotowy na wiele niespodziewanych i nagłych zmian w swoim życiu, na wypełnienie Jego woli, najczęściej mało zrozumiałej.

Z powyższych powodów, najlepszym wyjściem jest deklaracja „Raczej wierzę”, lub „Wierzę, ale …”. Jest to wiara, która pozwala na dopuszczanie Boga – pod pewnymi warunkami – do niektórych sfer życia. Z wyraźnym zastrzeżeniem, że nie pociągnie to za sobą żadnych niechcianych zmian w moim życiu. Tyle Boga, ile chcę i uważam za stosowne.

Zanim jednak mogę dojść do podobnych wniosków, potrzebna jest sytuacja, w której w ogóle będę mógł postawić sobie pytanie o moją wiarę w Boga. Jeśli postawię sobie pytanie i szczerze będę szukał odpowiedzi, narażę się jednak na kłopot z konsekwencjami, jakąkolwiek odpowiedź dałbym.

Chroń nas, Panie Boże, od wypadków, ale czy inaczej postawimy sobie to trudne pytanie?

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Z LUDŹMI PRZEZ CIEMNE DOLINY

kazanie na XVI niedzielę zwykłą
19 lipca AD 2009

Przeważnie ludzie nas zawodzą, dlatego mamy pokusę odchodzić od nich. Mówimy wtedy: Ludzie zawodzą, Bóg nigdy.

Jeżeli jednak nie mamy traktować Boga jako rekompensatę naszych rozczarowań ludźmi, musimy pamiętać, że ufności wobec Niego uczymy się poprzez zranione zaufanie do ludzi.

Przepiękna jest scena z dzisiejszej Ewangelii, Jezus, który lituje się nad zdezorientowanym, pogubionym, zmęczonym tłumem. Zaskakuje jednak to, że Jezus ma dla nich słowo! Zaczął ich nauczać!

I kto wie, czy dziś najbardziej nie oczekujemy i pragniemy właśnie nowego słowa. Słowa, które powiedzie nas przez życie, odsłoni jego nowe wymiary. Nafaszerowani sieczką banałów z Internetu, gazet, TV i radia, czekamy na słowa, które obudzą w nas życie.

Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.

To jedne z wielu słów, które dziś słyszymy, a które dla mnie są źródłem życiowej ufności. Nie tylko wobec Boga, bo owo „Ty jesteś ze mną” mogę rozciągnąć na moich kilku wiernych przyjaciół. Nawet dzięki ich „byciu przy mnie” zacząłem wierzyć w Kogoś, kto będzie przy moich ciemnych dolinach, do których ludzie nie mają dostępu.

Ci ludzie, z którymi idziesz przez życie, potrzebują ciebie i twoich słów. Obecności, spojrzenia, gestu przytulenia, pocałunków, życzliwości. Tak zaprowadzić ich możesz do ufności, która sięga aż po życie wieczne. Tak prowadził Jezus, taka misja i dla ciebie.

LITURGIA SŁOWA

(Jr 23,1-6)
Pan mówi: Biada pasterzom, którzy prowadzą do zguby i rozpraszają owce mojego pastwiska. Dlatego to mówi Pan, Bóg Izraela, o pasterzach, którzy mają paść mój naród: Wy rozproszyliście moją trzodę, rozpędziliście i nie zatroszczyliście się o nią; oto Ja się zatroszczę o nieprawość waszych uczynków – wyrocznia Pana. Ja sam zbiorę resztę swego stada ze wszystkich krajów, do których je wypędziłem. Sprowadzę je na ich pastwisko, by miały coraz liczniejsze potomstwo. Ustanowię zaś nad nimi pasterzy, by je paśli; i nie będą się już więcej lękać ani trwożyć, ani trzeba będzie szukać którejkolwiek – wyrocznia Pana. Oto nadejdą dni – wyrocznia Pana – kiedy wzbudzę Dawidowi Odrośl sprawiedliwą. Będzie panował jako król, postępując roztropnie, i będzie wykonywał prawo i sprawiedliwość na ziemi. W jego dniach Juda dostąpi zbawienia, a Izrael będzie mieszkał bezpiecznie. To zaś będzie imię, którym go będą nazywać: Pan naszą sprawiedliwością.

(Ps 23,1-6)
REFREN: Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego

Pan jest moim pasterzem,
niczego mi nie braknie.
Pozwala mi leżeć
na zielonych pastwiskach.

Prowadzi mnie nad wody gdzie mogę odpocząć,
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoją chwałę.

Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij Twój i laska pasterska
są moją pociechą.

Stół dla mnie zastawiasz
na oczach mych wrogów.
Namaszczasz mi głowę olejkiem,
a kielich mój pełny po brzegi.

Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni mego życia
zamieszkam w domu Pana
o najdłuższe czasy.

(Ef 2,13-18)
Teraz w Chrystusie Jezusie wy, którzy niegdyś byliście daleko, staliście się bliscy przez krew Chrystusa. On bowiem jest naszym pokojem. On, który obie części [ludzkości] uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość. W swym ciele pozbawił On mocy Prawo przykazań, wyrażone w zarządzeniach, aby z dwóch [rodzajów ludzi] stworzyć w sobie jednego nowego człowieka, wprowadzając pokój, i [w ten sposób] jednych, jak i drugich znów pojednać z Bogiem w jednym Ciele przez krzyż, w sobie zadawszy śmierć wrogości. A przyszedłszy zwiastował pokój wam, którzyście daleko, i pokój tym, którzy blisko, bo przez Niego jedni i drudzy w jednym Duchu mamy przystęp do Ojca.

(J 10,27)
Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je, a one idą za Mną.

(Mk 6,30-34)
Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco. Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu. Odpłynęli więc łodzią na miejsce pustynne, osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich uprzedzili. Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać.

Itinerarium , , , , , , ,