URLOPOWO

Cała Europa (zachodnia) na urlopie. Początek sierpnia to kilkusetkilometrowe korki przy wyjazdach z metropolii, pęd ku kurortom, plażom i morzom.

Podobnie, z roku na rok, wakacje stają się obsesją coraz większej liczby Polaków. Obsesją męczącą i dręczącą.

Dwa słowa dominują w opisach tego, co się dzieje. Urlop i podróże. Z koniecznymi, dopowiedzeniami – „wyjechać na urlop” (bez wyjeżdżania to jakby już nie urlop), „podróż za granicę”.

Co ciekawe, ale i istotne, prawie zanikły skojarzenia urlopu z wypoczynkiem, odpoczynkiem, nabieraniem sił i wytchnieniem. Udajemy się, jedziemy na urlop, wcale nie po to, aby odpoczywać. Spirala komercji nakręca nasze wyobrażenia tak, że bez męczącej zwykle podróży (za granicę), sporych wydatków i plików fotek czy filmów (do dręczenia reszty rodziny i znajomych po przyjeździe), nie możemy sobie wyobrazić udanego urlopu. Oczywiście udanego w sensie zaimponowania innym.

Ewangelia zna pojęcie odpoczynku. Jezus sam szukał chwil wytchnienia, zwykle o poranku, wysyłał także uczniów, aby odpoczęli nieco gdzieś obok (tłumów). Znajdziemy także obraz Boga, który w siódmym dniu odpoczywa.

Bardzo bym polecał odpoczynek w trakcie urlopu czy wakacji. A odpoczynek to nic innego, jak nowe życie. Odpocząć, etymologicznie, zawiera w sobie ideę „poczynania od nowa”, od początku. Wszystko, co ważne w naszym życiu, potrzebuje nowego początku, zrywu, świeżej energii, żywego impulsu, rześkości.

Miłość, przypominam, ma tendencję do starzenia się i wpadania w strukturę suchych rozliczeń (jak w tej rozmowie starych małżonków, gdzie on mówi jej, że kocha ją zażarcie „za żarcie”, a ona jego zawzięcie „za wzięcie”). Nadzieja z kolei, nie uprawiana należycie, więdnie i staje się wspomnieniem „starych, dobrych lat”. Wiara wysycha jak każda woda, oddzielona od źródła. Wspaniałomyślność nie żywiona odruchami hojności nosi spłowiałą suknię sknerstwa, nawet nie zauważając, że jest brzydka i koślawa.

Zacznijcie na nowo, właśnie w czasie urlopów, wakacji, wyjazdów. Jeśli chcecie nowej siły w miłości, świeżej nadziei, zdrowej wiary, musicie zaczynać od nowa.

Itinerarium , , , , , , , ,

TRZEBA IŚĆ

Zderzenie sacrum z profanum bywa zabawne i kłopotliwe. Wczoraj ruszyła pielgrzymka, ta z Lublina, na Jasną Górę. W pierwszym etapie pątnicy idą przez centrum miasta. Na co dzień króluje tu komercja, deptak Krakowskiego Przedmieścia jest doskonałym miejscem handlu. Pełno tu, jak w innych miastach zresztą, knajpek, stoisk z lodami, filii banków i ekskluzywnych sklepów.

W taki właśnie klimat wpadają tysiące pielgrzymów, z właściwym sobie entuzjazmem, żywiołowością i rozśpiewaniem. „Jezus, Jezus!”, skandują młodzi piechurzy, a z banku wychyla się pan, zapewne oferujący tzw. tani kredyt. Pani z lodami waha się czy dziewczynie z dużym emblematem Matki Bożej, lody sprzedać czy po prostu dać. Kelner z tzw. ogródka wyhamowuje z piwem na tacy, bo dwa metry obok duża grupa młodych wychwala wszystkie dary Boże, no ale może nie wypada tak z browarem pakować się wprost przed oczy pielgrzymki.

Jest gorąco, jednym tak gorąco, że nie chcą wychylać głów spod parasoli, gdzie raczą się chłodnymi napojami. Komentują, że trzysta dwadzieścia kilometrów na pieszo to szaleństwo, w takim skwarze. Inni mają w swoich sklepikach klimatyzację i stamtąd machają do spoconych pielgrzymów, ale bez klimatyzacji na całej trasie, nigdzie się nie ruszą.

Idea pielgrzymki przypomina, między innymi, że i tak przechodzimy przez ten świat, nie zamieszkując w nim na zawsze, ale idąc ku Innemu Światu. Kto za bardzo przyrasta do wymiaru „doczesnego”(jak mawiała dawna teologia), może popaść w głęboką frustrację, że jednak nie da się wieczności tutaj zbudować. Trzeba po nią iść, opuszczając to, co na co dzień zdaje się być ostoją trwałości.

Trzeba iść.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

O CZĘSTEJ SPOWIEDZI

Przy okazji początku miesiąca, pierwszej soboty, pierwszego piątku, pielgrzymki na horyzoncie (lubelska startuje dziś), wiele osób korzysta ze spowiedzi.

Spowiadać warto się zawsze, jak się zgrzeszy. Czy raz na miesiąc, to nie za często? – słyszę czasem pytanie. Taki punkt widzenia prezentują ci, którzy spowiadają się zwykle raz w roku, na Wielkanoc. Nie znaczy to, że grzeszą równie rzadko.

Trzymałbym się zasady, aby spowiadać się tak często, jak często się grzeszy. I nie piszę tego, z racji poczucia zagrożenia bezrobociem.

Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg, jako wierny i sprawiedliwy, odpuści je nam. Komu odpuścicie grzechy, są im odpuszczone. Tak w tej sprawie mówi Pismo. Grzech, aby przestał być w nas, musi zostać odpuszczony, a odpuszczony może być tylko wówczas, gdy zostanie wyznany.

Oczywiście uruchamiamy różne mechanizmy osłabiania rangi grzechu. Inni grzeszą jeszcze bardziej (a nie spowiadają się), każdy ma chwile słabości, nie ma świętych, co to da jeżeli będę biegać do spowiedzi co tydzień, księża też grzeszą. To wszystko oczywiście może być prawdą i pewnie bywa. Tylko w żaden sposób nie usuwa to grzechu z naszych serc.

Usunąłem twe grzechy jak chmurę i twoje występki jak obłok – mówi Bóg. Tylko Bóg może poradzić sobie z naszym grzechem. My grzeszymy, On niweluje, gładzi, usuwa, odpuszcza, zmywa grzech.
Każda dyskusja z grzechem jest niebezpieczna, bo może prowadzić do oswojenia z nim.

Dlatego warto spowiadać się tak często, jak często grzeszymy. Co miesiąc, co tydzień, czasem nawet co dzień.

Itinerarium , , , , , , , , ,

KWESTIA HORYZONTÓW

kazanie na XVIII niedzielę zwykłą
2 sierpnia AD 2009

Często sobie myślę, że życie to jest kwestia horyzontów. Faktycznie do przeżycia nie potrzeba wiele.

Chleb, herbata, szynka, kawior (dla smakoszy). Piwo, czysta wódka, koniak (dla smakoszy). Mieszkanie, domek, willa (dla smakoszy). Wczasy nad jeziorem, turnus nad morzem, klimatyzowany hotel na Seszelach (dla smakoszy). Do życia naprawdę nie potrzeba wiele, nawet jeżeli chodzi o kawior, koniak, willę i Seszele. I to jest horyzont, ponad który wielu nie wygląda. Może dorzuca do tego parę łzawych filmów lub skok na bungee dla podniesienia adrenaliny.

Poza horyzontem jedzenia, picia, mieszkania, odpoczywania, są zupełnie inne światy. Ktoś tworzy, maluje, farba za farbą, szuka jakiegoś piękna, za które zdolny jest oddać kawior i Seszele. Ktoś inny myśli i pisze, najczulsze chwile ma w bliskim, namiętnym dotyku prawdy. Jada chleb w małym mieszkaniu i wybywa tylko na parę dni nad jezioro. Są inne horyzonty.

Manna z nieba, wieczność, to inne horyzonty. Z horyzontem Wielkiej Tajemnicy, Boga. Jeść, pić, spać, odpoczywać. Ale przecież, o ile bardziej, szukać prawdy, chwytać piękno, budzić nadzieję, wierzyć pomimo świadectwa oczu, żyć wiecznie, kochać.

LITURGIA SŁOWA

(Wj 16,2-4.12-15)
I zaczęło szemrać na pustyni całe zgromadzenie Izraelitów przeciw Mojżeszowi i przeciw Aaronowi. Izraelici mówili im: Obyśmy pomarli z ręki Pana w ziemi egipskiej, gdzieśmy zasiadali przed garnkami mięsa i jadali chleb do sytości! Wyprowadziliście nas na tę pustynię, aby głodem umorzyć całą tę rzeszę. Pan powiedział wówczas do Mojżesza: Oto ześlę wam chleb z nieba, na kształt deszczu. I będzie wychodził lud, i każdego dnia będzie zbierał według potrzeby dziennej. Chcę ich także doświadczyć, czy pójdą za moimi rozkazami czy też nie. Słyszałem szemranie Izraelitów. Powiedz im tak: O zmierzchu będziecie jeść mięso, a rano nasycicie się chlebem. Poznacie wtedy, że Ja, Pan, jestem waszym Bogiem. Rzeczywiście wieczorem przyleciały przepiórki i pokryły obóz, a nazajutrz rano warstwa rosy leżała dokoła obozu. Gdy się warstwa rosy uniosła ku górze, wówczas na pustyni leżało coś drobnego, ziarnistego, niby szron na ziemi. Na widok tego Izraelici pytali się wzajemnie: Co to jest? – gdyż nie wiedzieli, co to było. Wtedy powiedział do nich Mojżesz: To jest chleb, który daje wam Pan na pokarm.

(Ps 78,3-4.23-25.54)
REFREN: Pokarmem z nieba Pan swój lud obdarzył.

Co usłyszeliśmy i cośmy poznali,
i co nam opowiedzieli nasi ojcowie,
opowiemy przyszłemu pokoleniu,
chwałę Pana i Jego potęgę.

Pan Bóg z góry wydał rozkaz chmurom
i bramy nieba otworzył.
Jak deszcz spuścił mannę do jedzenia,
podarował im chleb niebieski.

Spożywał człowiek chleb aniołów
zesłał im jadła do syta.
Wprowadził ich do ziemi swej świętej,
na górę, którą zdobyła Jego prawica.

(Ef 4,17.20-24)
To zatem mówię i zaklinam was w Panu, abyście już nie postępowali tak, jak postępują poganie, z ich próżnym myśleniem, Wy zaś nie tak nauczyliście się Chrystusa. Słyszeliście przecież o Nim i zostaliście pouczeni w Nim – zgodnie z prawdą, jaka jest w Jezusie, że – co się tyczy poprzedniego sposobu życia – trzeba porzucić dawnego człowieka, który ulega zepsuciu na skutek zwodniczych żądz, odnawiać się duchem w waszym myśleniu i przyoblec człowieka nowego, stworzonego według Boga, w sprawiedliwości i prawdziwej świętości.

(Mt 4,4b)
Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych.

(J 6,24-35)
A kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że nie ma tam Jezusa, a także Jego uczniów, wsiedli do łodzi, przybyli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: Rabbi, kiedy tu przybyłeś? W odpowiedzi rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości. Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec. Oni zaś rzekli do Niego: Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boże? Jezus odpowiadając rzekł do nich: Na tym polega dzieło /zamierzone przez/ Boga, abyście uwierzyli w Tego, którego On posłał. Rzekli do Niego: Jakiego więc dokonasz znaku, abyśmy go widzieli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: Dał im do jedzenia chleb z nieba. Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu. Rzekli więc do Niego: Panie, dawaj nam zawsze tego chleba! Odpowiedział im Jezus: Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie.

Itinerarium , , , , , , ,

Przerwa

Nie wiem, jak jest teraz, ale chyba nic się nie zmieniło i sierpień to miesiąc bez alkoholu. O ile dobrze rozumiem ideę, chodzi o umiejętność wyrzeczenia się czegoś, na jakiś czas, a nie dogmatyczną pochwałę całkowitej abstynencji. Od czasu do czasu przerwa dobrze robi.

No więc ja też robię sierpniową przerwę, ale oczywiście nie od picia, bo nie widzę powodu, tylko od kruchty. A i Wy odpoczniecie sobie.

Ale dziś jeszcze trzy uwagi.

1. Kilka dni temu wracałem samochodem z Częstoborowic. Szosa jak sitko, więc jechałem 50 km/godz. Nagle, na środku jezdni, znalazł się nieduży piesek. Gdybym jechał nieco szybciej, pies by nie żył.

To nie pierwszy raz, gdy cieszyłem się, że mamy kiepskie drogi. Jak dotąd, przez 33 lata z prawem jazdy, rozjechałem tylko jednego jeża – i ciężko to przeżyłem. Jeż nie.

2. Znowu powracają dyskusje o powszechnym prawie do posiadania broni palnej. Skąd w ludziach te marzenia o własnej strzelbie? Nawet, gdyby takie prawo było, nigdy bym pistoletu nie kupił. Za to zawsze mam przy sobie nóż. Ale zawsze noszę go w plecaku, nigdy w kieszeni. Gdybym nosił w kieszeni – bałbym się.

3. Jak co roku, okolicznościowe dyskusje o sensie Powstania, tym razem wzbogacone o propozycję świąteczną. Ja powiem tyle: mam szczęście, że urodziłem się pokolenie później i nie musiałem. Bo pewnie bym nie chciał, ale jednak musiał.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , ,

O POLSKĘ CHODZIŁO

Nie napisać dziś o Powstaniu, to przynajmniej mała hańba. Zaraz by się okazało, że jestem po „tamtej stronie barykady”, gdzie kiedyś stali…

Napisać, że trafia mnie coś niedobrego, jak słyszę o politycznych manewrach ustanowienia Święta w dniu 1 sierpnia, to mało oryginalne, bo tak myśli pół Polski, a może i więcej.

Samo stawanie w milczeniu i słuchanie syren, to napompowana poza patriotyczna, o którą nie chodziło wtedy w sierpniu 1944. A chodziło o Polskę.

Ania przesiedziała w więzieniu dwa miesiące, bo pani sędzia podpięła pod nią akta zupełnie innej osoby, nota bene mężczyzny. To nie zwykła pomyłka, ale niechlujstwo i brak kompetencji. Polska. Ale jakże pięknie jest posłuchać syren.

Pan Kuba, nie powiatowy czy gminny, ale Wojewódzki – raz jeszcze wracam do tego wątku – syci swój show słówkami typu „zajebisty”, publika recholi się do rozpuku. Młodzież się wychowuje! Polska. Zamilknijmy na chwilkę o 17.00.

Na ulicy brudny Krzysio kopie piłkę, zaciągając się co rusz papierosem. Niedaleko rośnie wieżowiec z drogimi apartamentami. Polska. Jakie to wzruszające, że 20.000 Polaków 65 lat temu biło się z czołgami Niemców, mając w rękach butelki z benzyną.

Waldka znaleźli martwego w studzience kanalizacyjnej, choć był na swoją miarę elegant. E, bezdomny? – policja szybko śledztwo umorzyła, chyba sam wpadł w Boże Narodzenie do studzienki. Polska. Dzielne sanitariuszki zakochiwały się w młodych powstańcach, idących na akcje kanałami.

Ginęli na darmo? I po to, byśmy pajacowali przy muzyce syren? Oczywiście, chwała bohaterom, czy – po ludzku bardziej – wieczny odpoczynek. Ale nam wstyd za tę Polskę dziś. Za nią, dużo lepszą, oni zginęli.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

RADA DLA WAHAJĄCYCH SIĘ

Każdy z nas ma w życiu trudne wybory, sytuacje wątpliwe, przy których amplituda wahań jest szalona.

Jest na to rada. Nie cykaj się! Śpieszę wyjaśnić, że cykanie się oznacza nieustanne odkładanie decyzji, gdybanie i krojenie włosa na czworo, podtrzymywanie stanu „i tak, i nie”.

Młodzi mówią sobie „Nie cykaj się!”, gdy namawiają się na pierwsze piwo, ale sama zasada jest na wskroś słuszna. Zasadniczo wyraża prostym językiem ewangeliczne przesłanie: postępujcie według zasady „tak, tak”, „nie, nie”.

Nosimy ze sobą i w sobie zbyt wiele i za długo nie rozwiązanych spraw. Pewnie to przyczynia się także do poczucia nieszczęścia i wrażenia nieudanego życia.

Jest na to rada – nie wahaj się, zdecyduj się w końcu, nie bój się! Jednym słowem: Nie cykaj się!

Itinerarium , , , , , , ,

NARKOTYKI SĄ ZŁEM (2)

Ostatnio bardzo dobre lato mieliśmy siedem lat temu. Ostatnie dobre polskie lato.

Wtedy na cztery dni (16-19 sierpnia 2002 r.) wpadł do nas po raz ostatni Jan Paweł II. Wcześniej także wpadał do Ojczyzny, najczęściej na progu lata, w czerwcu. Nawet jak wydawało się nam, że zbytnio pouczał, za wiele wymagał, to mieliśmy kogoś sprzyjającego nam, rozumiejącego. Kogoś, kto jakoś wskazywał ważne drogi. Może nie szliśmy nimi ochoczo, ale wiedzieliśmy, że ktoś nam je podpowiada, wyznacza, zachęca, prowadzi. I że jest ktoś, kto nas od czasu do czasu upomni.

Po odejściu Jana Pawła II różne złe rzeczy wtargnęły pod naszą strzechę, jeśli już jakoś ciepło mówić o Polsce. Pierwsze bez papieża wybory w 2005 roku skończyły się zażartą jatką PiS i PO, obydwu formacji odwołujących się (niestety) do dziedzictwa Jana Pawła II. Skutki tamtej walki trwają do dziś i owocują pęknięciem tkanki narodowej. Wzmogła się fala lustracji, w której zasadniczo można zniszczyć każdego, kto żył w miarę dorosłym życiem przed 1989 r. Nie przypominam sobie, żeby wskutek lustracji został osądzony ktokolwiek, kto tworzył przed 1989 r. aparat represji (Służba Bezpieczeństwa, organy Milicji Obywatelskiej, Ochotnicze Rezerwy tejże Milicji, czy przywódcy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej). Lustracja przypomina trochę spuszczonego z łańcucha wściekłego psa, który gryzie kogo popadnie, dobrych i złych, a ponieważ źli zawsze radzą sobie lepiej, najczęściej oni są bezpieczni.

Język debaty publicznej przypomina wzajemne oblewanie się pomyjami, choć to oszczędne chyba wyrażenie. Pomyje – przypomnę – to woda, jaka pozostawała po umyciu naczyń, garnków, po wypraniu ubrań. Dziś, jak ktoś zauważył, plujemy i rzygamy na siebie nawzajem (przepraszam, jeśli ktoś czyta przy śniadaniu). Niestety, ten niski poziom debaty dominuje także w mediach, trudno dziś odróżnić brukowca od poważnej opiniotwórczej gazety (radia, telewizji).

Media zresztą przestały zasadniczo zajmować się rzeczywistością i prawdą, a także informacją. Zarabiają pieniądze i w imię tej misji kłamią, przekręcają fakty, dopuszczają się prowokacji i skandalu. Nieważne co piszemy, jak mówimy, ważne są słupki (czytelnictwa, słuchalności, oglądalności), które przekładają się na reklamy i idące za nimi pieniądze. Wciąż nie mogę zrozumieć, jak ktoś szastający określeniem „zajebisty”, może znaleźć miejsce w telewizji i promowany jest jako gwiazda.

Zaraz po odejściu Jana Pawła II w polskim Kościele pojawiła się tzw. sprawa Betanek, zbuntowanych zakonnic. Co rusz rozlegały się echa skandali i afer, obyczajowych, agenturalnych i dyscyplinarnych. Rzym jakby dalej od nas niż wcześniej i co raz bardziej nie nasz.

Nie będę mnożył już przykładów różnorakiego zła, jakie przyniosły nam lata po 2 kwietnia 2005. Oczywiście mógłbym wymienić kilka naprawdę fantastycznych zdarzeń, jakie również rozegrały się w tym czasie. Nie uważam zresztą, że przed wszystkim złem uchroniłby nas papież i że na pewno dzięki Niemu cudownie więcej byłoby dobra.

Jestem przekonany, że z tamtych, „papieskich lat”, pozostało jednak ważne zadanie dla każdego z nas. Z ostatniej papieskiej wizyty doskonale pamiętam słowa, które po raz kolejny wpisały się w Jana Pawła II wizję budowania cywilizacji opartej na miłości.

Trzeba spojrzenia miłości, aby dostrzec obok siebie brata, który wraz z utratą pracy, dachu nad głową, możliwości godnego utrzymania rodziny i wykształcenia dzieci doznaje poczucia opuszczenia, zagubienia i beznadziei. Potrzeba “wyobraźni miłosierdzia”, aby przyjść z pomocą dziecku zaniedbanemu duchowo i materialnie; aby nie odwracać się od chłopca czy dziewczyny, którzy zagubili się w świecie różnorakich uzależnień lub przestępstwa; aby nieść radę, pocieszenie, duchowe i moralne wsparcie tym, którzy podejmują wewnętrzną walkę ze złem. Potrzeba tej wyobraźni wszędzie tam, gdzie ludzie w potrzebie wołają do Ojca miłosierdzia: “Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Oby dzięki bratniej miłości tego chleba nikomu nie brakowało! “Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5, 7).

Jak umiem, staram się być wierny tym słowom, nie tylko zresztą tym. Pewnie wielu z nas próbuje iść jakimś szlakiem, wskazanym przez Jana Pawła II.

Tuż po odejściu Jana Pawła II ukułem zdanie, którego słuszności jestem pewien i dzisiaj. PORA NA NAS. On, Jan Paweł II, „swoje zrobił”, powiedział, napisał. Im bardziej widzę dookoła, pod naszą strzechą, pogrzebanie zasadniczych wartości, tym pewniejszy jestem, że pora na nas. Nie gorszę się nadto rzeczywistością, tylko rozumiem, że więcej pracy mam, że jeszcze bardziej muszę brać to, co ważne, w swoje ręce.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , ,

NARKOTYKI SĄ ZŁEM

Ministerstwo Sprawiedliwości chce, by do polskiego prawa wprowadzono możliwość niekarania posiadania nieznacznej ilości narkotyków. Jednocześnie resort opowiada się za zaostrzeniem kar dla dilerów i za skuteczniejszym leczeniem skazanych uzależnionych.

To wyczytałem niedawno w doniesieniach medialnych. Więcej o projekcie ministra możecie przeczytać niżej. Wiem, że pisanie o szkodliwości narkotyków i walce z narkomanią brzmi dziś banalnie i naiwnie.

Zaskakuje mnie jednak w idei pana ministra ton pogodzenia się ze zjawiskiem narkomanii. Ponadto, dziwi także brak logiki. Pan minister chce skuteczniej leczyć narkomanów i mocniej karać dilerów, jednocześnie zgadzając się na – w majestacie prawa – posiadanie narkotyków. Narkotyki na ogół mają ludzie, którzy ich używają lub handlują nimi. Czyli ci, których pan minister chce leczyć albo karać ostrzej. W efekcie nasz rząd (ministrowie są w rządzie) nie chce karać tych, którzy posiadają narkotyki, tylko leczyć tych, którzy od narkotyków są uzależnieni lub nimi handlują. Ale przecież uzależnieni i handlujący narkotyki muszą posiadać.

Siedem lat temu inny nasz minister, finansów, Marek Belka, chciał zalegalizować handel narkotykami, pod warunkiem, że będzie mógł ten handel opodatkować. Nagadałem wówczas Belce, dzięki Bogu zmienił zdanie (patrz niżej).

Daleki jestem od mniemania, że regulacje prawne rozwiązują poważne problemy. Dziwię się jednak, że pan minister nie widzi potrzeby przekonania ludzi, że narkotyki są złe, a ich używanie prowadzi do złych skutków. Że wskutek narkotyków niszczy się bezpowrotnie zdrowie a czasem i życie ludzi. Wiem to, bo pochowałem zbyt wielu młodych narkomanów, zaczynających od „małej dawki”.

Narkotyki są wielkim złem. Trzeba o tym przypominać, tym bardziej, im więcej ludzi przestaje widzieć problem. Powszechna tendencja do używania dragów nie usprawiedliwia swoistego otępienia, nawet najwyższych władz. Jeżeli przestaniemy o tym mówić, opuścimy ręce, tragedie będą narastać. Co z tego, że zgodnie z prawem.

MEDIA O ZMIANIE W KWESTII KARANIA ZA POSIADANIE NARKOTYKÓW

“Naszym celem jest stworzenie sprawniejszych instrumentów ścigania handlarzy narkotyków, nosicieli śmierci i bezprawia wśród młodzieży” – powiedział w piątek minister Czuma.

Resort proponuje, by prokurator mógł odstępować od oskarżania osoby, która ma pierwszy raz przy sobie nieznaczną ilość narkotyków na własny użytek lub jej karanie “byłoby niecelowe ze względu na okoliczności”. Indywidualna sprawa mogłaby być umarzana przez prokuraturę po zbadaniu, czy ma do czynienia z drobnym posiadaczem czy też z handlarzem na dużą skalę.

Projekt nie przewiduje generalnej rezygnacji z karalności posiadania narkotyków – co w Polsce obowiązuje od 2000 r. “Chodzi o odstąpienie od ścigania okazjonalnych posiadaczy narkotyków” – podkreśla Czuma. Według niego, dotychczasowa regulacja spowodowała “penalizację osób przypadkowych i chorych”.

“Pracujemy nad tym, by nasza formacja polityczna poparła ten projekt” – odparł Czuma, pytany o szanse uchwalenia tej nowelizacji. “To rozwiązanie popiera szef naszej formacji” – dodał.

BELKA A NARKOTYKI

Min. Marek Belka oświadczył, że nie jest zwolennikiem legalizacji miękkich narkotyków. Jego wypowiedź (2002 r.) wywołała oburzenie w wielu środowiskach.

– Ktoś zażartował, więc ja żartem odpowiedziałem. Jak widać na te tematy żartować nie można – powiedział Belka.
– Ja nie jestem zwolennikiem legalizacji miękkich narkotyków, chciałem to jasno powiedzieć. I trudno byłoby mi to zdanie tak interpretować, wyrwane z zupełnie innego kontekstu – stwierdził minister.
Podczas zorganizowanego przez “Gazetę Wyborczą” czatu Belka został zapytany przez jednego z internautów, czy jest zwolennikiem legalizacji miękkich narkotyków i opodatkowania uzyskiwanych z ich sprzedaży dochodów. Wicepremier odpowiedział, że jako minister finansów jest za i każdą możliwość pozyskania wpływu do budżetu wita pozytywnie.
Ta wypowiedź wywołała oburzenie w różnych środowiskach. Zaprotestował przeciwko niej m.in. lubelski duszpasterz młodzieży ks. Mieczysław Puzewicz. Zażądał on odwołania wypowiedzi lub podania się przez wicepremiera do dymisji.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

ZAPISKI Z PLANETY 326

Nie wiem jak wy, ale ja coraz częściej mam wrażenie, jakbym zamieszkiwał na planecie 326.

Być może nie wiecie, że ta planeta było jedną z tych, wokół których krążyła planeta Małego Księcia. Przypomnę, że na planecie 325 zamieszkiwał Król, a na następnej, pewnie 326, przebywał Próżny.

– Ach! Ach! Oto odwiedziny wielbiciela! – krzyknął Próżny, gdy tylko zauważył Małego Księcia. Albowiem według próżnych każdy spotkany człowiek jest ich wielbicielem.

Oczywiście, dziś nie ma Próżnych, przynajmniej w obiegowym języku. Są za to celebryci, lanserzy, luminarze, osoby „znane z tego, że są znane”. Przyznaję, że coraz bardziej odczuwam zalew tego typu osobowości i postaw.

Ich cechą nadrzędną jest próżność, czyli absolutna koncentracja na sobie samym, przekonanie o własnej wyjątkowości, absorbowanie swoim wyglądem, szerokim uśmiechem, oczekiwanie na nieustanny podziw i aplauz, bez względu na rzeczywistą wartość.

Ludzie Próżni niekoniecznie muszą być złymi, w sensie moralnym, nie zabili nikogo i nie okradli. Coś, co jawi się jako poświata ich osobowości, to właśnie Próżnia, którą zawsze wytwarza absolutne skupienie się na sobie samym.

Telewizory są pełne takich postaci, na to macham ręką, telewizja nie musi być mądra, pouczająca czy rzetelna. Ale telewizja to nie życie, myślałem. Niestety, telewizor mogę wyłączyć, ale coraz trudniej wyłączyć się z zasięgu oddziaływania Próżnych.

Ludzie tacy zasadniczo Wyglądają. Modnie, stylowo, elegancko, wiedzą jak Wyglądać. Ludzie tacy Bywają. Wiedzą gdzie i kiedy trzeba Bywać. Ludzie ci Wiedzą – o czym powinni Wiedzieć, ale jest to Wiedza ludzi Bywających i Wyglądających, daleka od kanonów wiedzy naukowej. Zwykle jest to Wiedza zaczerpnięta z popularnych portali plotkarskich lub przekazywana przy stolikach znajdujących się w miejscach, a których należy Bywać. Myślenie w przypadku Próżnych zastępowane jest papką sloganów lub nowomową internetową.

Jedna z bardziej zaskakujących cech Próżnych jest głuchota. Mały Książę zadał pytanie mieszkańcowi planety 326.

Lecz Próżny nie usłyszał. Próżni słyszą tylko pochwały.
– Czy ty mnie naprawdę uwielbiasz? – spytał Małego Księcia.
– Co to znaczy uwielbiać?
– Uwielbiać to znaczy uznać mnie za człowieka najpiękniejszego, najlepiej ubranego, najbogatszego i najmądrzejszego na planecie.

Nie macie wrażenia, że ten opis, opis obywatela z planety 326, coraz bardziej pasuje do naszej sytuacji?

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,