Każda pora dla zachwytu dobra, ale ta letnia taka kolorowa, że chyba bardzo dobra.
Zwykle wybywamy na jakiś spacer, aby pooddychać świeżym powietrzem, pooglądać krajobrazy, przewietrzyć umysł i ciało, nawciągać w płuca zapachów nowych. To wszystko bardzo jest praktyczne, dobre i potrzebne.
Jeśli jednak możesz wybyć na godzinę albo kilka poza domek, podpowiadam zachwyt. Zapomnij o oglądaniu, wietrzeniu i wciąganiu. Zachwyt tym się różni od relaksów wszelkich, że my cichniemy i ustajemy, a pozwalamy działać wszystkiemu, co nas otacza.
Zachwyt, daj się chwycić! Nie chwytaj sam – ani oczyma, ani nozdrzami, ani uszami. Daj się chwycić. To spora różnica, kiedy ty chwytasz (choćby każdy kolor, dźwięk i zapach), a kiedy pozwalasz się chwycić.
Lipa, na przykład, ma do opowiedzenia wiele, samą sobie chce opowiadać. Ty patrzysz, mówisz: E, lipa ta lipa! Ale ta lipa, jak się pozwolisz zachwycić, to nie lipa.
Najpierw jest gruby, gruby, bardzo gruby pień, z którego strzelają trzy, cztery konary, każdy w inną stronę. A ileż gałęzi, jak zakręconych, z każdego konara – i w każdą możliwą stronę – wyrasta. Jedne krótsze, drugie dłuższe, i proste i zagięte te gałązki, czasem jak bliźniaki albo trojaczki wzajemnie podobne. Na zwieńczeniach gałązek są liście, pulchne jeszcze, napchane zielonościami. Raz tańczą, raz podrygują, raz leniwie zwisają uśpione. Każdy listek ma swoje życie, inaczej się wdzięczy ku słońcu, inaczej furkoce na wietrze. Każdy liść ma swoje sympatie, jeden chętniej się mizdrzy do kolegi na górze, inny bardziej zabiega o bliskie kontakty z tą panną Liść, co go muska od czasu do czasu z prawej strony. Jak idzie ulewa liście szybciutko się łączą w koalicje, niczym sprawna kanalizacja spuszczają wodę z jednego na drugi. A jak wichura węszy szukając liściowego łupu, to liście według zasady „kupą panowie, kupy nikt nie ruszy”, kleją się do siebie, puszczając wicher raz górą raz dołem, stroniąc by nie wziąć intruza na blaszkę, bo wtedy już tylko lot w dół i śmierć przedwczesna.
A jeszcze przy liściach kwiaty lipowe, toż sam raj! Jakie odcienie złota, żółci wszelakie, białawość i słoneczność! I te długie romanse z trzmielami i pszczołami. Co tam się opowiada, co wygaduje! Ho, ho, ho!
I tak stać możesz przed lipą. Każda lipa to godzina zachwytu, kiedy lipa chwyta i trzyma. Tylko nie napadaj na lipę, bo lipa wyjdzie. Pozwól jej mówić o słońcu, z którym jest w znakomitej komitywie, o urokach chłodnych nocy, o zbawiennej rosie w gorące poranki, o sile życia kiedy hurmy nawałnic grożą końcem.
Nic tak nie rozjaśnia naszego serca, jak zachwyt. Na lipę musisz jednak mieć godzinę, na stokrotkę kwadrans przynajmniej, na gniazdo z bocianami pół godziny. Niczego nie chciej oglądać, smakować, wdychać. Wszystko, dużo piękniejsze i prawdziwsze, będzie ci dane. Chwyci cię i przeniknie.

