PEŁNE NARĘCZA DOBRYCH UCZYNKÓW

kazanie na Uroczystość
Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny
sobota 15 sierpnia AD 2009

Matka Boża, niebo, Bóg. Mamy to wszystko razem dzisiaj. W jednym pakiecie do uwierzenia.

Już wiara w Boga jest trudna, jeśli ma być prawdziwa. Skoro jednak wierzymy w Boga, wypada także i w niebo wierzyć, gdzieś ten Bóg musi się podziać. Ponadto i my gdzieś potem powinniśmy się znaleźć. Potem, czyli po śmierci.

A dziś musimy dorzucić do prawd wiary przekonanie, że Maria nie umarła, ale do nieba (Boga) została wzięta. Pozbawieni nadto jesteśmy dość ciekawych dla nas informacji – Jak? Przez kogo?

Jak się nam coś bardzo uda, mawiamy, że jesteśmy wniebowzięci. Wniebowzięci, choć nie ruszamy się z ziemi, na szczęście. W piosence także ktoś śpiewa, że czuje się jak w niebie.

Dziś jest święto tych, co widzą najdalej. I potrafią oderwać się od pięknego – ale przemijającego – wymiaru centymetrów, kilogramów, litrów, sekund. Ścigamy się z czasem, zbieramy i wydajemy pieniądze, wymieniamy rzeczy na nowsze, dbamy o figurę. I to wszystko czynić trzeba, roztropnie, mądrze, planowo. Z jednym zastrzeżeniem – nie możemy stracić z pola widzenia celu. Czyli właśnie nieba.

Jeśli macie dziś szczęście uczestniczyć w obrzędzie błogosławieństwa ziół i kwiatów, przypisanym do Uroczystości Wniebowzięcia NMP, wszystko się cudnie wyjaśnia, zwłaszcza w ostatniej części modlitwy.

Drodzy bracia i siostry! Z wdzięcznością przynieśliśmy do domu Bożego pierwociny kwiatów, roślin zielonych i ziół leczniczych, aby Bóg za przyczyną Wniebowziętej ustrzegł je od wszelkiej szkody i aby służyły człowiekowi i zwierzętom.

Panie, Boże nasz, Ty wszystkim stworzeniom dajesz pokarm we właściwym czasie, Ty nakazujesz rosnąć trawie, ziołom i zbożu, aby stawały się lekarstwem i pożywieniem dla ludzi i zwierząt. Od Ciebie pochodzi bogactwo wody i słońca na ziemi, aby wszystko, co zieleni się i rozkwita, owocowało, gdy przyjdzie czas zbiorów. Prosimy Cię, pobłogosław przyniesione do Ciebie pierwociny zieleni tego roku, młode pędy zbóż, trawy, zioła i kwiaty. Zachowaj je od zniszczenia, aby wzrastały, radowały oczy, przynosiły jak najobfitszy plon i mogły służyć zdrowiu ludzi i zwierząt. A gdy będziemy schodzić z tego świata, niechaj nas, niosących pełne naręcza dobrych uczynków, przedstawi Tobie Najświętsza Dziewica Wniebowzięta, najdoskonalszy owoc ziemi, abyśmy zasłużyli na przyjęcie do wiecznego szczęścia. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

Naręcza, pełne, dobrych uczynków. Przepiękna fraza odsyłająca nas do celu, nieba. Bez względu na to, czy zostaniemy tam wzięci, czy jakoś sami dojdziemy, czy nas dowiozą (doniosą).

LITURGIA SŁOWA

(Ap 11,19a;12,1.3-6a.10ab)
Świątynia Boga w niebie się otwarła, i Arka Jego Przymierza ukazała się w Jego Świątyni. Potem ukazał się wielki znak na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu. I inny znak się ukazał na niebie: Oto wielki Smok barwy ognia, mający siedem głów i dziesięć rogów – a na głowach jego siedem diademów – i ogon jego zmiata trzecią część gwiazd nieba: i rzucił je na ziemię. I stanął Smok przed mającą rodzić Niewiastą, ażeby skoro porodzi, pożreć jej dziecię. I porodziła syna – mężczyznę, który wszystkie narody będzie pasł rózgą żelazną. I zostało porwane jej Dziecię do Boga i do Jego tronu. A Niewiasta zbiegła na pustynię, gdzie miejsce ma przygotowane przez Boga. I usłyszałem donośny głos mówiący w niebie: Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca.

(Ps 45,7.10-12.14-15)
REFREN: Stoi Królowa po Twojej prawicy

Tron Twój, Boże, trwa na wieki,
berłem sprawiedliwym berło Twego królestwa.
Córki królewskie wychodzą na spotkanie z Tobą,
królowa w złocie z Ofiru stoi po Twojej prawicy.

Posłuchaj, córko, spójrz i nakłoń ucha,
zapomnij o swym ludzie, o domu twego ojca.
Król pragnie twego piękna,
on twoim panem, oddaj mu pokłon.

Córa królewska wchodzi pełna chwały,
odziana w złotogłów.
W szacie wzorzystej prowadzą ją do króla,
za nią prowadzą do ciebie dziewice, jej druhny.

(1 Kor 15,20-26)
Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli. Ponieważ bowiem przez człowieka [przyszła] śmierć, przez człowieka też [dokona się] zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności. Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia. Wreszcie nastąpi koniec, gdy przekaże królowanie Bogu i Ojcu i gdy pokona wszelką Zwierzchność, Władzę i Moc. Trzeba bowiem, ażeby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy. Jako ostatni wróg, zostanie pokonana śmierć.

Maryja została wzięta do nieba, radują się zastępy aniołów.

(Łk 1,39-56)
W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana. Wtedy Maryja rzekła:
Wielbi dusza moja Pana,
i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy.
Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej.
Oto bowiem błogosławić mnie będą
odtąd wszystkie pokolenia,
gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny.
Święte jest Jego imię
a swoje miłosierdzie na pokolenia i pokolenia
[zachowuje] dla tych, co się Go boją.
On przejawia moc ramienia swego,
rozprasza [ludzi] pyszniących się zamysłami serc swoich.
Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych.
Głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia.
Ujął się za sługą swoim, Izraelem,
pomny na miłosierdzie swoje
jak przyobiecał naszym ojcom
na rzecz Abrahama i jego potomstwa na wieki.

Itinerarium , , , , , , , ,

ŻYCIE PO PROSTU DAĆ

kazanie na wspomnienie świętego Maksymiliana Marii Kolbego
piątek 14 sierpnia AD 2009

Oddać życie. Za drugą osobę. Nieznaną, nawet obcą. Strasznie banalnie to brzmi.

O tej z pozoru banalnej historii, naszemu pokoleniu już bardzo odległej, przypomina dzień Świętego Maksymiliana Kolbego. W epoce zorientowanej niebywale na autopromocję i osiąganie korzyści ze wszystkiego, co się robi, czyn dzisiejszego patrona wygląda na gest raczej pomyłkowy. Może się przeliczył i nie przewidział skutków swojej decyzji? Bo przecież każdy rozsądny człowiek dba o własną skórę.

Wzywanie do naśladowania Maksymiliana także nie wiadomo jak osadzić w mentalności nastawionej na sukces. Zaraz pojawi się pytanie, co dała tak naprawdę ta „zastępcza śmierć”.

Fakty są proste i suche. Maksymilian, polski franciszkanin zaoferował siebie zamiast Franciszka Gajowniczka, do rozstrzelania. Zginął w bardziej wyrafinowany sposób, dobity zastrzykiem w bunkrze głodowym.

Może wiara, w dobroć Boga, jest odpowiedzią. Może niezwykła nadzieja życia wiecznego. Może miłość, która ryzykuje wszystko i nie zna rozterek typu: co potem, czy warto było.

Itinerarium , , , , , , , , ,

MOJE GŁUPIE PYTANIE

Dni sobie mijają, jeden za drugim, wartko i szybko, lato ani myśli gościć za długo na naszym niebie. Co tam, że dni upływają, to nasze życie upływa.

Jeden z moich znajomych referował mi wrażenia z urlopu, fajnego, a jakże. Wykorzystał jakąś ofertę z ostatniej chwili, poleciał z rodziną taniej. Było zwiedzanie, słoneczko (co dokumentowała żywa opalenizna), wieczory w basenie. Pozostały fotki, filmiki w komórce i duży film w kamerze. Słuchałem z mało ukrywanym zniecierpliwieniem, bo przyznaję, że takie opowieści nudzą mnie szpetnie. I właśnie wtedy… Raz, żeby jakoś przerwać bladą urlopową opowieść. Dwa, żeby wywiązać się z roli „stróża prawd najważniejszych”. Z tych przynajmniej dwóch powodów zapytałem patrząc prosto w oczy mojemu rozmówcy:

– Słuchaj, powiedz mi, chłopie, jesteś szczęśliwy?

Jeśli dobrze umiem nazwać wyraz twarzy, to najpierw mój znajomy bardzo się zdziwił (łatwiej chyba byłoby mu przełknąć wieść, że na przykład zostałem biskupem), ale potem dość znacznie zdenerwował się. I odpalił:

– Nie, no wiesz, co! Ty zawsze wyskoczysz z jakimś głupim pytaniem! O co ci chodzi?

W sumie stanęło na tym, że porozmawiamy o tym innym razem (którego pewnie nie będzie).

Ja tylko (tak przy okazji trzynastego dnia miesiąca) przypominam, że każdy z was musi być szczęśliwy! Ponieważ jednak szczęścia się nie pożycza, nie kupuje i nie kradnie, musicie sobie to szczęście znaleźć sami. Nic ważniejszego w życiu! W życiu, które – jak już pisałem – upływa!

– Jesteś szczęśliwy? – teraz już pytam każdego z was.

Zapomniałbym, szczęścia się nie pożycza, ale można go życzyć. Zatem, szczęścia wam życzy, bardzo szczęśliwy autor Itinerarium, zadający czasem głupie pytania.

Itinerarium , , , , , ,

MŁODZIEŻ UCIEKA DO STAWU PRZED POLICJĄ ITD.

Trzy pierwsze informacje dotyczące młodzieży, w regionie, w którym żyję i pracuję. Ze strony internetowej jednego z lokalnych dzienników.

1. Nieletni bandyci kradli i pobili plażowiczów.
2. Młodzi ludzie okradli były obóz zagłady. Łup ukryli w skarpetach i kanapkach.
3. Dwie godziny policjanci polowali na 20-letniego uciekiniera z poprawczaka, który nie chciał wyjść ze stawu.

Wiem, jak funkcjonują media, szukają rzeczy skandalicznych, krwawych i bulwersujących. Niełatwo mi przekonać dziennikarzy, żeby napisali o fantastycznie dobrych młodych ludziach. Czasem dziennikarze od razu kręcą głową i powątpiewają – „Kto to będzie chciał czytać?”. Czasem dzwonią i mówią, że na kolegium redakcyjnym temat o „dobrych ludziach” poległ, bo szefostwo musi dbać o czytelnika, a ten chce krwi, mordu, gwałtu i sensacji. Nie zaprzeczam, że zdarzają się młodzi, którzy kradną, biją i nie chcą wychodzić ze stawu na widok policji. Tylko jest to ułamek prawdy o młodym pokoleniu. Obraz medialny tej generacji jest fałszywy nie przez podawanie informacji o popełnianym złu, ale przez świadome „zatajanie” i marginalizowanie gigantycznego dobra, podejmowanego i realizowanego przez gimnazjalistów, licealistów, studentów i innych młodych ludzi.

Bez najmniejszego wysiłku jestem w stanie zrównoważyć złe wieści o młodzieży setkami przykładów niesamowitego wręcz zaangażowania młodych na rzecz innych ludzi. I zapewne każdy z was doda ze swojego podwórka inne. Żeby to wszystko nie brzmiało jak kiepskie kazanie, sypnę detalami.

Marysia w Nairobi (Kenia) kapitalnie zaangażowała się w zmianę fatalnych warunków w jednym z ośrodku dla sierot. Justyna, Maciek i Mateusz już drugi miesiąc uczą bardzo ubogie dzieci w Dar Es Salaam (Tanzania) i pracują z chorymi na AIDS oraz gruźlicę. Za kilka dni Renata i Jacek pojadą do Tbilisi, żeby tam w ośrodkach dla uchodźców pracować z dziećmi. Pięć osób, Wojtek, Marta, Magda, dwie Kasie, opiekują się czterdziestką Czeczenów nad jeziorem, niedaleko Lublina. Dla Czeczenów to pierwszy w życiu wyjazd nad jezioro, każda rodzina ma tam swój mały domek (na 4 dni) do dyspozycji. Na co dzień w ośrodku mają jeden pokój a łazienka jest jedna na całe piętro, dla piętnastu rodzin. Iwona z różnymi ekipami (wczoraj z Magdą i Gerdą) jeździ na trefne dzielnice Lublina i co wieczór organizuje dwie godziny zabaw dla dzieciaków wałęsających się po ulicach. Sylwia z Dorotką, plus parę innych osób, próbuje przez dwa tygodnie wychowywać czeredę urwisów (blisko 30) w skromnym domku na skraju Roztocza. Kuba podtrzymuje na duchu młodą Chinkę, której oczy otworzyły się na prawdę podczas pobytu w Polsce. Marta kmini jak skłonić kilku łotrów do nauki i odstawienia narkotyków. Diana wytrwale naucza sztuki pierwszej pomocy. Zbyteczne, ale dodam, wszyscy robią to za darmo albo za parę groszy. Przepraszam całą resztę (długa lista) moich młodych przyjaciół, o których tutaj, ze względu na ramy tekstu, nie wymienię, powinienem napisać o nich piękną książkę. Znajdziecie więcej informacji o tych wszystkich ludziach w dziale Aktualności (archiwum polecam!) na www.duch.lublin.pl .

Dobro jest ciche, ale silne. Kiedyś zwycięży, nawet jak nikt o tym nie napisze i nie pokaże w telewizji. A policjanci ze stawu będą wyciągać duże karpie.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

LARUM PRZY OKAZJI MADONNY

Co się w tej Polsce nie wyprawia! Katolicy chcą zagłuszyć Madonnę!

Wiadomo, że chodzi o warszawski koncert (w sobotę 15 sierpnia, w Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny) pani, która zwie siebie i którą zwą Madonną. Pani Madonna z USA prowadzi się raczej źle, to wiadomo, i raczej zupełnie nie koresponduje z nastrojem polskiego katolickiego święta. Skandal się zrobił, bilety na koncert wyprzedane. A w dużo mniej katolickiej Słowenii koncert owej pani został odwołany, bo nie było chętnych.

Te informacje nie świadczą o sile religijności Polski i Słowenii. Świadczą jednak o dobrych gustach muzycznych. Słoweńcy mają w tej dziedzinie gusta dobre, a my Polacy, o ile pójdziemy na pianie Madonny, mamy gusta muzyczne kiepskie. Twórczość Madonny jest daleko od wybitności czy kunsztu, o czym wie każdy, kto choć trochę kocha muzykę.

Obawiam się jednak, że dla grupy protestujących, wpierw dążących do odwołania stołecznego koncertu, a teraz zamierzających go zagłuszyć, walka z miernotą muzyczną urosła do rangi obowiązku patriotycznego i katolickiego. A już dziennikarze mają rej – „Polscy katolicy walczą z Madonną”, „Polacy przeciwko Madonnie!”, etc. Oj, się porobiło!

Kilka razy więcej Polaków stawi się w sobotę przy Madonnie na Jasnej Górze, dlatego jestem bardzo spokojny o los naszej wiary po warszawskim koncercie. Bardziej mnie martwi, że to, co dla naszej wiary istotne, ginie w knajpach i sklepach. To w sklepach zatracamy nasze „być” na rzecz „mieć”, w knajpach „być” na rzecz „pić”, niemal na każdej dyskotece tracimy „być” na rzecz „brać” (prochy, dragi), a w domach rodzinnych często „być” zamieniane jest na „bić”. W tych dziedzinach jakoś mało się mobilizujemy, a larum podnosić musimy. Podnoszę, gdzie trzeba.

Itinerarium , , , , , , , , ,

LOTNY SZPITAL W SVASHVEBI

Odwiedziłem dwa miesiące temu ośrodki dla uchodźców na terenie Gruzji. W Svashvebi (ok. 50 km na północ od Tbilisi) mieszka 187 rodzin gruzińskich zmuszonych do opuszczenia swoich prastarych sadyb w rejonie Osetii. W sumie są tam 592 osoby, skoszarowane w niewielkich domkach, w formule obozu. Woda dochodzi 2 razy dziennie, trzeba ją wtedy łapać w wiadra i konewki, potem wlewać do tzw. myjek (miska zawieszona na kołku), przy których można obmyć twarz i ręce. Nic więcej, bo myjki są na zewnątrz domków. W całym ośrodku nie ma ani jednej łazienki, choć mieszka w nim wiele kobiet i 185 dzieci. Ubikacje to wychodki parę metrów od mieszkań.

Misza, lekarz, dojeżdża do Svashvebi (i kilku innych ośrodków) raz w miesiącu z grupą czterech przyjaciół, także lekarzy. Mają ze sobą lekarstwa, recepty, parę podstawowych lekarskich narzędzi. Ustawia się do nich długa kolejka, najwięcej jest dzieci. Nazywają to „Mobilnyj wracz”, co można byłoby luźno przetłumaczyć jako „Lotny szpital”. Jedna wizyta Lotnego Szpitala to koszt ok. 100 euro (leki, opatrunki, benzyna). Została mi przed odjazdem taka suma, Misza mówi, że jak pojadą do obozu, to z kartką „Pomoc humanitarna z Polski”.

Czytałem w ostatnich dniach różne informacje i relacje związane z rocznicą wojny w Gruzji. Ta rocznica minęła 8 sierpnia. Media pisały kto zaczął, dlaczego, ile było ofiar i co będzie w przyszłości. Zdumiewały mnie zwłaszcza komentarze oficjalnych władz Rosji, gdzie oświadczano m.in. jak wielkie zagrożenie stanowiła rok temu Gruzja i co by się nie działo, gdyby bohaterska armia rosyjska nie rozgromiła gruzińskich bandytów.

Może to i byłaby prawda, gdyby nie to, że zagrożona rzekomo Rosja ma 140 mln ludności, a napastliwa Gruzja 4 i pół miliona. Proporcje sił wojskowych (że nie wspomnę o jakości uzbrojenia) także przemawiają na niekorzyść Gruzji.

W historii, którą znam i pamiętam, wielokrotnie wielkiej Rosji „zagrażały” zadziwiająco małe kraje. W 1939 roku takim rzekomym zagrożeniem były miniaturowe kraje bałtyckie (Estonia, Łotwa i Litwa) zaanektowane przez Stalina, a także nasza Rzeczpospolita. W 1968 r. niewielka Czechosłowacja została rozjechana głównie przez radzieckie czołgi.

Teorii o zagrożeniu Rosji przez małe kraje nijak się nie da utrzymać przy zdrowym rozsądku. Jednakże światowe potęgi (europejskie i amerykańskie), zdają się w to wierzyć i przez rok od wybuchu konfliktu nie stanęły wyraźnie w obronie Gruzji i nie domagają się wyjścia okupacyjnych wojsk rosyjskich z Abchazji i Osetii (Południowej), przypomnę integralnych części Gruzji (coś jak Śląsk i Mazury dla nas).

Gruzja ma tego pecha, że jest małym narodem i państwem. Takiego pecha mieliśmy i my 70 lat temu, kiedy przy niemej reakcji świata, Hitler i Stalin podzielili między siebie Polskę. Podobieństwo losów, ich i naszego, to nie jedyny powód, dla którego warto pamiętać o naszych kaukaskich braciach.

Mnie ciągle w uszach pobrzmiewają słowa, które nie tak dawno – 10 lat temu – słyszałem od Jana Pawła II w Ełku: “Na różnych miejscach cierpi człowiek i woła o człowieka.”

Jan Paweł II:

“Na świecie istnieją przejawy nędzy, które muszą wstrząsnąć sumieniami chrześcijan i przypomnieć im o pilnym obowiązku przeciwdziałania, zarówno indywidualnego, jak i społecznego. Także dzisiaj otwierają się przed nami rozległe dziedziny, w których miłość Boża powinna być obecna przez działanie chrześcijan” – tak napisałem w ostatnim Orędziu na Wielki Post (15 października 1998 r.). Chrystusowe “dziś” winno zabrzmieć z całą mocą w każdym sercu i uwrażliwić je na dzieła miłosierdzia. “Krzyk i wołanie biednych” domaga się od nas konkretnej i wielkodusznej odpowiedzi. Domaga się gotowości służenia bliźniemu. Jesteśmy wzywani przez Chrystusa. Wciąż jesteśmy wzywani. Każdy na inny sposób. Na różnych bowiem miejscach cierpi człowiek i woła o człowieka. Potrzebuje jego obecności, potrzebuje jego pomocy. Jakże ważna jest ta obecność ludzkiego serca i ludzkiej solidarności.

(Ełk, 8 czerwca 1999)

Itinerarium , , , , , , ,

SZALEŃSTWO PANA BOGA

kazanie na XIX niedzielę zwykłą
9 sierpnia 2009

Chleb. Opłatek. Przyjmujesz raz w tygodniu (w roku), może nawet codziennie. Komunia święta.

Wiesz, że to chleb, czujesz jego smak, cieniutki opłatek, który zaraz rozpuszcza się w ustach. A masz wierzyć, że to z nieba, że coś wyjątkowego. Co tam z nieba, co tam wyjątkowego! Masz wierzyć, że to Chrystus, że spożywasz Boga. I więcej, że ta prosta czynność – jedzenie cienkiego opłatka – daje ci życie wieczne, nieśmiertelność. To wszystko przyprawia o zawrót głowy.

Słuchacze Jezusa „szemrali przeciwko Niemu, dlatego że powiedział: Jam jest chleb, który z nieba zstąpił. I mówili: Czyż to nie jest Jezus, syn Józefa, którego ojca i matkę my znamy? Jakżeż może On teraz mówić: Z nieba zstąpiłem.”

Oni dopiero mieli problem. Słuchali człowieka, który określał siebie Chlebem z Nieba, który trzeba spożywać, a przecież widzieli człowieka, który chodził boso, sypiał, ziewał, bywał spragniony i na wskroś ludzki.

Nie rezygnujmy tak łatwo z paradoksów, wobec których stawia nas Ewangelia. Nawet jeśli te paradoksy wydają się ogromnie absurdalne – widzimy człowieka, a mamy wierzyć, że to Chleb Boży. Widzimy chleb i wino, a mamy wierzyć, że to Ciało i Krew Chrystusa, na dodatek dające życie wieczne.

Nie protestujmy wobec sprzeciwu rozumu, pozwólmy mu buczeć i wzdragać się, kontestować i kluczyć w zawiłościach. Ale niech to nie gasi naszej miłości do komunii świętej. Kochajmy ten cienki opłatek. Bóg ma naprawdę szalone pomysły, naprawdę stać Go na to, by stać się chlebem i winem, tak jak stał się człowiekiem.

LITURGIA SŁOWA

(1 Krl 19,4-8)
Eliasz poszedł na pustynię na odległość jednego dnia drogi. Przyszedłszy, usiadł pod jednym z janowców i pragnąc umrzeć, rzekł: Wielki już czas, o Panie! Odbierz mi życie, bo nie jestem lepszy od moich przodków. Po czym położył się tam i zasnął. A oto anioł, trącając go, powiedział mu: Wstań, jedz! Eliasz spojrzał, a oto przy jego głowie podpłomyk i dzban z wodą. Zjadł więc i wypił, i znów się położył. Powtórnie anioł Pański wrócił i trącając go, powiedział: Wstań, jedz, bo przed tobą długa droga. Powstawszy zatem, zjadł i wypił. Następnie mocą tego pożywienia szedł czterdzieści dni i czterdzieści nocy aż do Bożej góry Horeb.

(Ps 34,2-9)
REFREN: Wszyscy zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry

Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
Dusza moja chlubi się Panem,
niech słyszą to pokorni i niech się weselą.

Wysławiajcie razem ze mną Pana,
wspólnie wywyższajmy Jego imię.
Szukałem pomocy u Pana, a On mnie wysłuchał
i wyzwolił od wszelkiej trwogi.

Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością,
oblicza wasze nie zapłoną wstydem.
Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał,
i uwolnił od wszelkiego ucisku.

Anioł Pański otacza szańcem bogobojnych,
aby ich ocalić.
Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry,
szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.

(Ef 4,30-5,2)
Nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym zostaliście opieczętowani na dzień odkupienia. Niech zniknie spośród was wszelka gorycz, uniesienie, gniew, wrzaskliwość, znieważenie – wraz z wszelką złością. Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni! Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie. Bądźcie więc naśladowcami Boga, jako dzieci umiłowane, i postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i dani na wdzięczną wonność Bogu.

(J 6,51)
Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki…

(J 6,41-51)
Żydzi szemrali przeciwko Niemu, dlatego że powiedział: Jam jest chleb, który z nieba zstąpił. I mówili: Czyż to nie jest Jezus, syn Józefa, którego ojca i matkę my znamy? Jakżeż może On teraz mówić: Z nieba zstąpiłem. Jezus rzekł im w odpowiedzi: Nie szemrajcie między sobą! Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym. Napisane jest u Proroków: Oni wszyscy będą uczniami Boga. Każdy, kto od Ojca usłyszał i nauczył się, przyjdzie do Mnie. Nie znaczy to, aby ktokolwiek widział Ojca; jedynie Ten, który jest od Boga, widział Ojca. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto /we Mnie/ wierzy, ma życie wieczne. Jam jest chleb życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

A KASZTANY RUDZIEJĄ

Choć dzień kurczy się już od 22 czerwca, dopiero teraz, w sierpniu, daje się to zauważyć.

Nadchodzące zmiany jeszcze łatwiej dostrzec na kasztanach, które rudzieją z dnia na dzień i już porodziły pulchne kolczaste owoce. Podobnie w okolicach lasów i łąk, torfowisk i bagien, nasilają się harce młodego ptactwa, trenującego formę przed jesiennym odlotem. Coraz bardziej rześkie noce także przypominają o rychłych zmianach.

Jesteśmy niezwykle zindustrializowani i zurbanizowani, dlatego trudniej nam pomyśleć, że w rytmie przemian na niebie mogłaby dokonywać się i w nas jakaś ewolucja. Tym bardziej, że generalnie rozpowszechniła się jakaś euforia na lato i spora część Polaków za wszelką cenę wolałaby tę porę roku na stałe (zapominając, że siła uroku lata polega na tym, że mieści się ono między zieleniami wiosny i brązami jesieni). W tym celu modne stają się wyjazdy „po słońce” w sezonie mglistym i dżdżystym.

Fenomen człowieka polega na tym, że zmiany może dokonać zawsze, każdego dnia. Drzewa i ptaki, takiego komfortu nie mają i muszą liczyć się ze światłem i temperaturą. Człowiek, ponieważ może zmian dokonywać zawsze, dokonuje ich rzadko albo w ogóle. Okoliczności zwykle są niesprzyjające, nawet jeśli – jak w pewnym dialogu – nastąpią „niezwykle sprzyjające okoliczności przyrody”.

Same zmiany pór roku może jeszcze nie są aż tak nadzwyczajne, tkwimy w nich mimo woli. Istotniejsze jest to, że to życie upływa. Życie, nasz największy skarb, dzięki któremu możemy wierzyć, tworzyć i kochać. I żeby mocniej wierzyć, piękniej tworzyć i goręcej kochać, warto życie zmieniać.

Itinerarium , , , , , , ,

WIECZNOŚĆ 150 KM/H

Twórczość osób wierzących powinna być brana pod uwagę w kampaniach społecznych. Podaję znamienny przykład.

Przy drogach dość często można znaleźć bilboardy z napisem „50 = Życie”. Chodzi o prędkość (50 km na godzinę), gwarantującą hipotetycznie większe bezpieczeństwo. Hipotetycznie, bo wcale 50 km na godzinę niczego nie gwarantuje, a gdyby iść śladem takiego rozumowania to 40 km/h gwarantowało by jeszcze bardziej, a 20 km/h to już prawie absolutnie bezpieczeństwo. Zamiast wypisywać różne prędkości lepiej zadbać o bezpieczne przejścia dla pieszych i bezkolizyjne skrzyżowania.

Atoli owo hasło, „50 = Życie” uruchomiło lawinę pomysłowości dowcipnisiów i nie tylko. Jeden z bilboardów został przerobiony (farbami) na niezwykle swojski i polski. Mianowicie pod „50” ktoś domalował „procent”, a pod słowem „Życie” dodał: „na rauszu”. I tak powstała całkiem zgrabna i prawdziwa fraza: „50 procent = Życie na rauszu”.

Ktoś, zapewne wierzący, poszedł jeszcze dalej. Przed „50” domalował cyfrę „1”, a za „Życiem” dodał „Wieczne”. I tak można przeczytać: „150 = Życie Wieczne”. Sama prędkość 150 km/h nie gwarantuje automatycznie szybkiego wstępu do życia wiecznego, ale intuicja jest słuszna! Bardziej do wyobraźni przemawia związek między 150 km/h a życiem wiecznym, niźli 50 km/h a życiem w ogóle.

Spotkałem też parafrazę naszego narodowego zawołania „Bóg, Honor, Ojczyzna”, w wersji „Bóg, Humor, Tężyzna. Resztę już mamy”. Jeśli wziąć pod uwagę, że dziś o honor nikt się już nie bije, a najczęściej tylko unosi się nim (bez powodu), to jasne, że humor jest lepszy. A z kolei Ojczyzna zawsze jakoś kojarzy się z pomnikowością, siłą i mocą, więc tężyzna w Ojczyźnie bardzo zdaje mi się być pożądana.

I miłego piątku także życzę za całego serca.

Itinerarium , , , , , , ,

LEKCJE ŻYCIOWYCH PORAŻEK

kazanie na Święto Przemienienia Pańskiego
czwartek 6 sierpnia 2009

Czego nauczyły cię twoje życiowe porażki? Doświadcza ich każdy z nas.

Po porażkach, wstrząsach, dramatach, pozostają rany, wspomnienie bólu, upokorzenia, czasem głęboki lęk.

Nie możesz uciekać od swoich niepowodzeń, spychając je w zapomnienie, wmawiając sobie, że nic się nie stało. Stało się. Co dalej?

Po pierwsze, przypomnij sobie, że nie raz obrywałeś i zdawało się, że koniec świata. Jednak dałeś radę i żyjesz. Wspomnienie nawet małych zwycięstw rodzi nową siłę i jest czymś całkowicie słusznym. Słusznym, bo najświeższa tragedia często przesłania prawdę o nas samych. Nasze zwycięstwa nie są lichym pocieszeniem, są świadectwem naszej mocy pokonywania zła.

Po drugie, zawsze rozmawiaj z innymi, najbliższymi. Nasze dramaty mogą całkowicie inaczej wyglądać, kiedy spojrzą na nie ludzie nam życzliwi. Ale nie paplaj o swoich nieszczęściach z byle kim, wielu ludzi żeruje na łzach załamanych życiem. Twoi Przyjaciele znajdują łatwiej balsam na rany, niźli ty sam.

Po trzecie, i to jest nauka z dzisiejszej Ewangelii, prawdziwej przemiany dokonuje Bóg. Bóg jest najbliżej nas właśnie w chwilach naszej rozpaczy, rozgoryczenia, zwątpienia i bólu. Nawet bez twojego przywołania, On pojawia się przy tobie, wtedy gdy krwawisz i rzęzisz. Wszystkie bóle twojego serca wywołują w Jego komnatach sygnał alarmowy! Czuje się wezwany twoim nieszczęściem i cierpieniem.

Scena Przemienienia zapowiada zarówno dramat i agonię Jezusa, jak i Jego zwycięstwo w powstaniu z martwych. Dla Boga, który chce być z tobą w sojuszu, zło, łzy, ból, pośmiewisko, upokorzenie i siniaki, są wezwaniem do Jego działania. Doskonale wie, jak działać.

Nie pojmujmy sceny Przemienienia jako fajerwerku dla zaspanych apostołów i barwnej opowiastki dla żądnych mocnych wrażeń dzieciaków. Bóg przemienia Swojego Syna, po to, aby zaoferować tobie Swoją Moc.

Porażki życiowe otrzymujemy po to, abyśmy nauczyli się zwyciężać.

LITURGIA SŁOWA

(Dn 7,9-10.13-14)
Patrzałem, aż postawiono trony, a Przedwieczny zajął miejsce. Szata Jego była biała jak śnieg, a włosy Jego głowy jakby z czystej wełny. Tron Jego był z ognistych płomieni, jego koła – płonący ogień. Strumień ognia się rozlewał i wypływał od Niego. Tysiąc tysięcy służyło Mu, a dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy stało przed Nim. Sąd zasiadł i otwarto księgi. Patrzałem w nocnych widzeniach: a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie.

(Ps 97,1-2.5-6.9)
REFREN: Pan wywyższony króluje nad ziemią

Pan króluje, wesel się, ziemio,
radujcie się, liczne wyspy!
Obłok i ciemność wokół Niego,
prawo i sprawiedliwość podstawą Jego tronu.

Góry jak wosk topnieją przed obliczem Pana,
przed obliczem władcy całej ziemi.
Jego sprawiedliwość rozgłaszają niebiosa,
a wszystkie ludy widzą Jego chwałę.

Ponad całą ziemię
Tyś bowiem wywyższony
i nieskończenie wyższy
ponad wszystkich bogów.

(2 P 1,16-19)
Nie za wymyślonymi bowiem mitami postępowaliśmy wtedy, gdy daliśmy wam poznać moc i przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale /nauczaliśmy/ jako naoczni świadkowie Jego wielkości. Otrzymał bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki oto głos Go doszedł od wspaniałego Majestatu: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. I słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z nieba, kiedy z Nim razem byliśmy na górze świętej. Mamy jednak mocniejszą, prorocką mowę, a dobrze zrobicie, jeżeli będziecie przy niej trwali jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu, aż dzień zaświta, a gwiazda poranna wzejdzie w waszych sercach.

(Mt 17,5c)
To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!

(Mk 9,2-10)
Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden folusznik na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie. I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy powstać z martwych.

Itinerarium , , , , , , , ,