LOTNY SZPITAL W SVASHVEBI

Odwiedziłem dwa miesiące temu ośrodki dla uchodźców na terenie Gruzji. W Svashvebi (ok. 50 km na północ od Tbilisi) mieszka 187 rodzin gruzińskich zmuszonych do opuszczenia swoich prastarych sadyb w rejonie Osetii. W sumie są tam 592 osoby, skoszarowane w niewielkich domkach, w formule obozu. Woda dochodzi 2 razy dziennie, trzeba ją wtedy łapać w wiadra i konewki, potem wlewać do tzw. myjek (miska zawieszona na kołku), przy których można obmyć twarz i ręce. Nic więcej, bo myjki są na zewnątrz domków. W całym ośrodku nie ma ani jednej łazienki, choć mieszka w nim wiele kobiet i 185 dzieci. Ubikacje to wychodki parę metrów od mieszkań.

Misza, lekarz, dojeżdża do Svashvebi (i kilku innych ośrodków) raz w miesiącu z grupą czterech przyjaciół, także lekarzy. Mają ze sobą lekarstwa, recepty, parę podstawowych lekarskich narzędzi. Ustawia się do nich długa kolejka, najwięcej jest dzieci. Nazywają to „Mobilnyj wracz”, co można byłoby luźno przetłumaczyć jako „Lotny szpital”. Jedna wizyta Lotnego Szpitala to koszt ok. 100 euro (leki, opatrunki, benzyna). Została mi przed odjazdem taka suma, Misza mówi, że jak pojadą do obozu, to z kartką „Pomoc humanitarna z Polski”.

Czytałem w ostatnich dniach różne informacje i relacje związane z rocznicą wojny w Gruzji. Ta rocznica minęła 8 sierpnia. Media pisały kto zaczął, dlaczego, ile było ofiar i co będzie w przyszłości. Zdumiewały mnie zwłaszcza komentarze oficjalnych władz Rosji, gdzie oświadczano m.in. jak wielkie zagrożenie stanowiła rok temu Gruzja i co by się nie działo, gdyby bohaterska armia rosyjska nie rozgromiła gruzińskich bandytów.

Może to i byłaby prawda, gdyby nie to, że zagrożona rzekomo Rosja ma 140 mln ludności, a napastliwa Gruzja 4 i pół miliona. Proporcje sił wojskowych (że nie wspomnę o jakości uzbrojenia) także przemawiają na niekorzyść Gruzji.

W historii, którą znam i pamiętam, wielokrotnie wielkiej Rosji „zagrażały” zadziwiająco małe kraje. W 1939 roku takim rzekomym zagrożeniem były miniaturowe kraje bałtyckie (Estonia, Łotwa i Litwa) zaanektowane przez Stalina, a także nasza Rzeczpospolita. W 1968 r. niewielka Czechosłowacja została rozjechana głównie przez radzieckie czołgi.

Teorii o zagrożeniu Rosji przez małe kraje nijak się nie da utrzymać przy zdrowym rozsądku. Jednakże światowe potęgi (europejskie i amerykańskie), zdają się w to wierzyć i przez rok od wybuchu konfliktu nie stanęły wyraźnie w obronie Gruzji i nie domagają się wyjścia okupacyjnych wojsk rosyjskich z Abchazji i Osetii (Południowej), przypomnę integralnych części Gruzji (coś jak Śląsk i Mazury dla nas).

Gruzja ma tego pecha, że jest małym narodem i państwem. Takiego pecha mieliśmy i my 70 lat temu, kiedy przy niemej reakcji świata, Hitler i Stalin podzielili między siebie Polskę. Podobieństwo losów, ich i naszego, to nie jedyny powód, dla którego warto pamiętać o naszych kaukaskich braciach.

Mnie ciągle w uszach pobrzmiewają słowa, które nie tak dawno – 10 lat temu – słyszałem od Jana Pawła II w Ełku: “Na różnych miejscach cierpi człowiek i woła o człowieka.”

Jan Paweł II:

“Na świecie istnieją przejawy nędzy, które muszą wstrząsnąć sumieniami chrześcijan i przypomnieć im o pilnym obowiązku przeciwdziałania, zarówno indywidualnego, jak i społecznego. Także dzisiaj otwierają się przed nami rozległe dziedziny, w których miłość Boża powinna być obecna przez działanie chrześcijan” – tak napisałem w ostatnim Orędziu na Wielki Post (15 października 1998 r.). Chrystusowe “dziś” winno zabrzmieć z całą mocą w każdym sercu i uwrażliwić je na dzieła miłosierdzia. “Krzyk i wołanie biednych” domaga się od nas konkretnej i wielkodusznej odpowiedzi. Domaga się gotowości służenia bliźniemu. Jesteśmy wzywani przez Chrystusa. Wciąż jesteśmy wzywani. Każdy na inny sposób. Na różnych bowiem miejscach cierpi człowiek i woła o człowieka. Potrzebuje jego obecności, potrzebuje jego pomocy. Jakże ważna jest ta obecność ludzkiego serca i ludzkiej solidarności.

(Ełk, 8 czerwca 1999)

Itinerarium , , , , , , ,

Comments are closed.