DOPŁATY DO HEKTARÓW NA CZAS

Chrześcijanie stają się ludźmi coraz grzeczniejszymi, coraz bardziej porządnymi i posłusznymi prawu. I przez to coraz bardziej odchodzą od Ewangelii.

Co rusz czytam doniesienia o jakichś szlachetnych akcjach prowadzonych przez Kościół i odbywających się na terenie parafii. Ostatnio zachęcano nas, abyśmy czytali ostrzeżenie o utrudnieniach w ruchu na ulicach miasta, z racji wyścigu kolarskiego. Gdzie indziej księża wzywali do noszenia światełek odblaskowych na tornistrach, do przestrzegania przepisów drogowych oraz terminowego złożenia wniosków o dopłaty do uprawianych hektarów. W gruncie rzeczy, można spokojnie odłożyć Ewangelię na bok i wypełnić tzw. „głos Kościoła” różnymi pożytecznymi ogłoszeniami i wezwaniami. I w wielu parafiach, niestety, tego typu farmazony dominują, ba!, towarzyszą im płomienne kazania, uzasadniające niemal Bożą wolę w terminowym dopłacaniu do hektarów.

Co więcej, wychowanie idzie w kierunku uczynienia dzieci grzecznymi, rzadko wspominając o świętości. Grzeczność rzadko prowadzi do świętości, a świętość owszem, przy okazji może zrodzić grzeczność. Wzorem – niemal ewangelicznym – jest ktoś, kto szanuje prawo. Powodzenie Ewangelii, od jej początków i przez wieki, wynikało jednak z jej nie poszanowania prawa. Chrześcijanie wchodzili często w konflikt z prawem w imię wierności Ewangelii. Sam Chrystus pozostaje źródłem takich zachowań – nawet jednym z zasadniczych powodów uśmiercenia Go było łamanie Prawa (i żydowskiego i rzymskiego). Chrześcijanie łamali prawo oddając cześć swojemu Bogu i odmawiając tejże czci bóstwom rzymskim, za co płacili najwyższą cenę okrutnego męczeństwa. W imię Ewangelii zburzyli porządek (prawny i praworządny) oparty na niewolnictwie, mieli odwagę naruszać spokój społeczny poprzez obstawanie przy monogamii i występować przeciwko władcom (rozumianym często jako źródła prawa), a więc cesarzom, książętom, królom i królowym (wspomnę tylko św. Tomasza Morusa i naszego św. Stanisława).

Bądź grzeczny, spokojny, nie wchodź w konflikt z prawem, tak często definiuje się postawę „dobrego chrześcijanina”. Niestety, przy okazji zabijamy wierność Ewangelii. Ci, którzy byli jej posłuszni, często byli bardzo niegrzeczni, naruszali spokój społeczny, łamali prawo i negowali autorytet rządów. Dziś, w imię zachowania spokoju społecznego w Polsce, niemal wszyscy chrześcijanie (dobrzy, grzeczni, prawowierni), milczą w kwestii zabijania niewinnych dzieci w tzw. majestacie prawa. Zgodnie z prawem można w naszym „katolickim” kraju stoczyć się na dno i pozostać bezdomnym. Zaakceptowaliśmy narkomanię, rozwody, deprawację dzieci i młodzieży, notoryczne ubożenie jednej części Polaków (przy niemoralnym bogaceniu się elit). Spokojnie robimy interesy z Chinami, gdzie zabija się ludzi bez większego powodu, milczymy wobec umierających z głodu dzieci w Afryce i Azji. Opętały nas idiotyczne mity współczesności – praworządności (rządzenia zgodnie z prawem) i „poszanowania reguł demokracji”. Mity, które rodzą wiele zła, nieszczęścia i dramatów. Ważne jest, aby przy tym wszystkim nie złamać prawa, nie burzyć spokoju społecznego i nie urazić kogoś, kto „ma inne poglądy”.

I tak sobie żyjemy, grzecznie i spokojnie, nie podpadamy prawu ani wojewodom. Ewangelia umiera z powodu zapomnienia. Wnioski o dopłatę do uprawy hektarów należy złożyć na czas, odblaski przyczepić do tornistrów i uważać na kolarzy w centrum miasta.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

ŻYCIU SIĘ NIE DAJ

Dawne podręczniki duchowości zachęcały do „mężnego znoszenia przeciwności losu”, jako niezbędnej życiowej cnoty.

Jednocześnie wzywały do „zachowywania stałej pogody ducha”. Niewątpliwie stosowanie obydwu wskazówek bardzo przydałyby się nam współczesnym, niestety nader zgorzkniałym i poirytowanym.

Obserwowałem kiedyś malca, kilkuletniego, który mocował się ze zbyt ciasnym bucikiem, nijak nie wchodzącym na nogę. Dopomagał sobie wezwaniem, znanym skądinąd:

– Enter! Enter!

Niestety, bucik nie pojmował skutecznego gdzie indziej zaklęcia.

Innym razem rozmawiałem, już po południu, z pewną panią domu, wyraźnie poirytowaną. Wypytuję łagodnie, cóż tam takiego, złego czy strasznego, los sprawił.

– Cholera, stłukłam rano talerzyk! Szlag mnie trafia!

Talerzyk, nie jakiś tam Villeroy& Boch, ale zwykły, prawie geesowski, a jakaż wredota! I męczy cały dzień!

Szedłem rano po gazety, mijam trzy panie, śpieszące pewnie do pracy. W myśl zasady, żeby dzień zaczynać pogonie i radośnie, uśmiecham się miło. Jedna z owych dam – zdążyłem jeszcze dosłyszeć – oznajmiała koleżankom:

– E, widziałyście, jak ten facet się głupio uśmiechał?!

Mamy tendencję do wyolbrzymiania naszych nieszczęść, zamiast mężnie znosić przeciwności. Byle kłopot zakłóca nam pogodę ducha. Wczoraj, na krótkim spacerku, tańczyły wokół mnie gromadnie jaskółki. Wywijały dwa metry nad moją głową ósemki, niektóre wręcz fikały salta, prawdziwy i radosny aerobik! O to właśnie chodzi! Zrzucać kłopoty i zmartwienia, nie brać serio smutasów i etatowych marud. Życie jest zbyt piękne, aby je przepłakać bez powodu.

Itinerarium , , , , , , ,

ODEJŚĆ OD WIARY

kazanie na XXI niedzielę zwykłą
23 sierpnia AD 2009

Na koniec dość trudnej mowy Jezusa o tym, że należy spożywać Jego ciało i pić Jego krew, wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło.

Mowa trudna, zauważa to nawet św. Jan. Cała zresztą Ewangelia, traktowana serio, jest mową trudną. I zachęcała wielu do odejścia. W Kościele niechętnie mówi się o odejściach, w przeciwieństwie do Ewangelii, gdzie się tego nie ukrywa.

Dzisiejszy passus, odnotowuje wyraźnie w jakimś sensie porażkę Jezusa, nie przekonał do swoich słów pewnej części ze swoich uczniów. Judasz, w końcu niezwykle bliski uczeń, staje się nawet wrogiem Mistrza, przykładając rękę do Jego egzekucji. Prawda Ewangelii, to także prawda o porażkach, słabościach i ludzkiej głupocie.

Kiedy patrzę na odejścia od Kościoła, te słynne (znani księża profesorowie, zakonnicy) i te „normalne” (ktoś bez publicznej informacji rezygnuje z praktyk, modlitwy), zauważam, że nie ma winnych. Hierarchowie kościelni zawsze znajdują tysiąc powodów winy u odchodzącego („tego się można było dawno spodziewać”), odchodzący znajdują milion wad i negatywów w Kościele („księża robią takie rzeczy…”).

Przyznam teraz rzecz może dziwną. W kilku znanych mi przypadkach odejścia od Chrystusa (tych raczej „normalnych”), kiedy ktoś deklarował porzucenie wiary, efekt okazywał się zaskakujący. Mianowicie, dopiero pewnego rodzaju akt odwagi – porzucenia wiary, w sensie werbalnym przynajmniej – prowadził do głębokiego uświadomienia sobie jej istoty. Nastąpiła jakby niezwykła zamiana dróg. Tę drogę, którą dotąd ktoś nazywał wiarą, zastąpił zupełnie nową, inną. Werbalnie odchodził od Chrystusa, aby de facto zacząć iść do Niego zupełnie inną ścieżką. Odszedł, aby wrócić.

Słowa Chrystusa – Czyż i wy chcecie odejść? – traktuję jako przejrzyste odczytanie myśli tych wszystkich, którzy próbują w Niego wierzyć. Jeśli ktokolwiek deklaruje, że nigdy („nigdy, a przenigdy”) nie myślał o porzuceniu wiary (i jej praktyki w Kościele), to albo buja, albo ma wiarę na podobieństwo tabliczki mnożenia (gdzie dwa razy dwa, zawsze wynosi około czterech).

W żywej wierze zawsze jest moment zwątpienia i myśl o odejściu. Być może po to, aby klarownie dostrzec, o co naprawdę chodzi.

LITURGIA SŁOWA

(Joz 24,1-2a.15-17.18b)
Jozue zgromadził w Sychem wszystkie pokolenia Izraela. Wezwał też starszych Izraela, jego książąt, sędziów i zwierzchników, którzy się stawili przed Bogiem. Jozue przemówił wtedy do całego narodu: Tak mówi Pan, Bóg Izraela: Gdyby jednak wam się nie podobało służyć Panu, rozstrzygnijcie dziś, komu służyć chcecie, czy bóstwom, którym służyli wasi przodkowie po drugiej stronie Rzeki, czy też bóstwom Amorytów, w których kraju zamieszkaliście. Ja sam i mój dom służyć chcemy Panu. Naród wówczas odrzekł tymi słowami: Dalekie jest to od nas, abyśmy mieli opuścić Pana, a służyć bóstwom obcym! Czyż to nie Pan, Bóg nasz, wyprowadził nas i przodków naszych z ziemi egipskiej, z domu niewoli? Czyż nie On przed oczyma naszymi uczynił wielkie znaki i ochraniał nas przez całą drogę, którą szliśmy, i wśród wszystkich ludów, pomiędzy którymi przechodziliśmy? My również chcemy służyć Panu, bo On jest naszym Bogiem.

(Ps 34,2-3.16-23)
REFREN: Wszyscy, zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry

Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
Dusza moja chlubi się Panem,
niech słyszą to pokorni i niech się weselą.

Oczy Pana zwrócone na sprawiedliwych,
uszy Jego otwarte na ich wołanie.
Pan zwraca swe oblicze przeciw zło czyniącym,
by pamięć o nich wymazać z ziemi.

Pan słyszy wołających o pomoc
i ratuje ich od wszelkiej udręki.
Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu,
ocala upadłych na duchu.

Liczne są nieszczęścia, które cierpi sprawiedliwy,
ale Pan go ze wszystkich wybawia.
On czuwa nad każdą jego kością
i żadna z nich nie zostanie złamana.

Zło sprowadza śmierć grzesznika,
wrogów sprawiedliwego spotka kara.
Pan odkupi dusze sług swoich,
nie zazna kary, kto się doń ucieka.

(Ef 5,21-32)
Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej! Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus – Głową Kościoła: On – Zbawca Ciała. Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom – we wszystkim. Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany. Mężowie powinni miłować swoje żony, tak jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje. Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz [każdy] je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus – Kościół, bo jesteśmy członkami Jego Ciała. Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem. Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła.

(J 6,63b.68b)
Słowa, Twoje Panie, są duchem i życiem. Ty masz słowa życia wiecznego.

(J 6,54.60-69)
Ucząc w synagodze w Kafarnaum Jezus powiedział: Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać? Jezus jednak świadom tego, że uczniowie Jego na to szemrali, rzekł do nich: To was gorszy? A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem? Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem. Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierzą. Jezus bowiem na początku wiedział, którzy to są , co nie wierzą, i kto miał Go wydać. Rzekł więc: Oto dlaczego wam powiedziałem: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojca. Odtąd wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: Czyż i wy chcecie odejść? Odpowiedział Mu Szymon Piotr: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

GROŹBA PARANOI

Upadła mi na chodnik zakrętka od butelki z wodą mineralną. Już miałem się wygramolić z samochodu, aby jej szukać, gdy młody chłopak, akurat przechodzący, podniósł ją i powiedział najzwyklejsze w życiu: „Proszę!”.

Przyznam, że dawno nie miałem podobnej historii. Z reguły uważam takie zachowania za normalne, choć odzwyczaiłem się od nich, bo dziś raczej każdy biega (szybko) za swoimi sprawami, a zakrętki trzeba szukać samemu.

Na stacji benzynowej pani zabrakło złotówki. Miałem wolną, zwykłą złotówkę. Ale pani była oburzona, że mam ją za jakąś dziadówkę i nie wzięła mojej złotówki.

Znajomy chciał podwieźć dwie młode kobiety, idące poboczem, wśród deszczu. Odpędziły go, bo teraz dużo zboczeńców się trafia.

Musimy wracać do prostych, normalnych gestów i reakcji, inaczej zwariujemy.

Itinerarium , , , ,

AMEN

Nawet nie zwracamy uwagi na Amen. Kończymy nim i Ojcze Nasz i Zdrowaś Mario i Wierzę w Boga. I Aniele Boży przecież też.

We mszy Amen wrzucamy co chwilę, bezwiednie i cichutko. W tym naszym zwykłym Amen jest jednak ważna deklaracja, jakieś opowiedzenie się – często mimo wszystko – za prawdą, dobrem i wiarą. Jest w tym słówku pewność, niezłomna wola, zryw serca i umysłu.

Dopiero grubo Potem, dowiemy się, że być może było to jedyne istotne słowo, jakie wypowiadaliśmy.

Itinerarium , , , ,

CO CI MÓWI GŁOS

Można jeszcze znaleźć i napawać się świeżymi zapachami. Pachnie drugi i trzeci pokos koszonego siana.

Kukurydza, choć nie częsta na naszej ziemi, dojrzewa powoli i twardnieje w kolbach. I pachnie świeżo, zieleni się także wybitnie na tle szarzejących się traw.

Dla lisów idą trudniejsze dni, bo ich letnia stołówka dostarcza coraz mniej wiktuałów. Wszystko, co lis lubi, nauczyło się już latać i szybko biegać, mowa o ptakach i zajączkach. Lepsze dni dla dzików, bo pełnię osiągnęły ziemniaki, przysmak nadzwyczaj urodziwy.

Bociany już zwarte i gotowe lada dzień wirować i dać się porwać wiatrom południowym. Żurawie także namawiają się na bagnach, za miesiąc czmychną w kluczach. Jelenie szlifują wieńce na wrześniowe gody.

Wszystko to w ruchu, jakiejś euforii, zajęte pracą, radosne, żwawe. Każde ze stworzeń słucha swoich wewnętrznych głosów. Może poza człowiekiem, który zapomina, że najważniejsze brzmi w jego wnętrzu.

Itinerarium , , , , , , , , ,

BLISKO BOGA ALE TUTAJ

Ulicami ciągną się sznury aut z zapalonymi światłami. Ktoś idzie kupić chleb. Na ławce inny czyta gazetę.

Odmawiam sobie często w takiej lub podobnej scenerii „Anioł Pański”. Anioł, który zwiastował Pannie Maryi, przyszedł w okolicznościach zwykłego życia Marii (jak chcą niektórzy autorzy w czasie szycia czy cerowania).

Wyznaję prawdę o Wcieleniu i zamieszkaniu pośród nas Boga. Bez nadzwyczajnych dodatków, w najzwyklejszych czynnościach. Żadnego tam trzepotu niebieskich skrzydeł, nieziemskich pieśni czy rozlatujących się skał.

Boski wymiar życia kryje się tuż pod powłoką codzienności, nie jest „poza”, ale tuż obok. Jemy, pijemy, śpimy, bawimy się, piszemy na komputerze, odbieramy telefon. Każda z tych okoliczności prowadzić może do odkrycia bliskiego Boga. Żeby Go znaleźć nie trzeba uciekać od życia, trzeba jedynie głębiej spojrzeć na wszystko. Zwiastowanie – dla każdego z nas – trwa pośród najbardziej zwykłych spraw, jakie przeżywamy co dnia.

Itinerarium , , , , , , ,

O ROZTARGNIENIU I LUZIE

Wyluzuj! Pewnie każdy z was słyszał taką odzywkę, zachęcającą do pozbycia się napięcia, pofolgowania sobie i powygłupiania się.

Fakt, stresowe mamy życie, choć nie wiem czy rzeczywiście bardziej niż inne pokolenia. W związku z tym, umiejętność relaksu i odprężenia, jest cenna. Zauważyłem jednak, że tej fali wyluzowania towarzyszy także niezwykła promocja roztargnienia.

Słyszałem, w dzieciństwie i młodości, bardzo często, że mam być uważny, skupiony i skoncentrowany. Dotyczyło to polecanej mi pracy, obowiązywało w nauce i modlitwie, a nawet przy ćwiczeniach gimnastycznych. Roztargnienie było rzeczą naganną, świadczyło o nieodpowiedzialności i małej powadze. Przy nauce należało tak oświetlić biurko, by sprzyjało to skupieniu na tekście z książki. Upomnienia odnośnie zachowania uwagi słyszałem przy jeździe rowerem (potem autem) i podejmowaniu jakichś bardziej precyzyjnych zajęć. Przy spowiedzi trzeba było wyznać, że na modlitwie lub mszy, bywałem roztargniony.

Roztargnienie przystawało trzpiotom i filutom, poważni ludzie wykonywali swoje prace i czynności w skupieniu i z uwagą. Z roztargnieniem ponadto należało walczyć i eliminować je.

Inaczej dziś, luzak jest fajnym gościem, choć trudno mu sklecić kilka zdań zbornych i sensownych. Luzak szybko przenosi się z jednego tematu na drugi, nie robi niczego z pilnością i dokładnością (do końca) a jego ważną zaletą jest całkowity brak skupienia na czymkolwiek.

Można wiele stracić przez roztargnienie, jakieś rzeczy, pieniądze, dokumenty, można niedokładnie wykonać pracę, nie zrozumieć kogoś, pominąć w teście istotne sprawy. W modlitwie wśród rozproszenia i roztargnienia, można nigdy nie wyjść poza swoją własną głowę.

W roztargnieniu rozmijamy się sami ze sobą, nie wchodzimy w głębsze relacje z ludźmi, nijak też nie zbliżymy się do Boga.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

CORAZ ŚMIESZNIEJ WOKÓŁ

Przyglądam się nieraz światu ze zdziwieniem i irytacją, z poczuciem bezradności. Czasem uda mi się coś zrobić, skrzyknąć jakichś ludzi, którzy widzą rzeczy podobnie.

Niespełna sześcioletnia dziewczynka pyta tatę na spacerze co oznacza duża reklama z koszem, na skrzyżowaniu. Tata widzi, że to niby dowcipna promocja prezerwatyw, ale jest w kropce. Czy tłumaczyć córeczce, że jest demokracja, a w niej niezbyt mądrzy ludzie, którzy mają prawo publicznie zachęcać do kupowania czegokolwiek. Czy rzeczowo wyjaśnić co i po co jest reklamowane. Tata wybiera unik, że on sam nie rozumie, ale zaprasza latorośl na lody.

Od kilku miesięcy toczy się kwestia legalności sprzedaży tzw. dopalaczy. Uczone autorytety orzekły, że są to groźne narkotyki, ale żadna władza nie jest w stanie znaleźć sposobu na zakazanie handlu nimi. W Lublinie na przykład niedawno podjęto badania ile osób zażywa dopalacze. Nie bardzo rozumiem jak miałoby to wpłynąć na mniejszą szkodliwość stosowania benzylopiperazyny. Minister sprawiedliwości zastanawia się czy jednak nie zmniejszyć kar dla posiadaczy narkotyków. Jakieś kosmiczne zaczadzenie? Powszechny deficyt parcjalny w inteligencji i wyobraźni, i to u najwyższych czynnikach władzy?

Mieniący się wybitnym jeden z posłów myli Powstanie Warszawskie z tym w Getcie (poseł jak najbardziej narodowy i prawicowy, nie lewak jakiś). Znany dziennikarz komentuje zdjęcia z filmu grozy jako autentyczny zapis katastrofy samolotu, inny wybitny luminarz mediów syczy do mikrofonu „sp… dziadku z tej anteny” na widok szefa komisji wyborczej. Żebym nie musiał potem odpisywać na maile z zapytaniami ujawniam, że chodzi kolejno o Adama Hofmana, Jacka Pałasińskiego i Rafała Ziemkiewicza. To wszystko dzieje się w przestrzeni publicznej i nic, żadnego poczucia wstydu, dymisji czy publicznej ekspiacji. W dużej mierze świat polityki i mediów, zdominowany jest przez pajaców, niedouczone paple i mało dowcipnych klownów. Jedyną rzeczą uzasadniającą ich publiczną obecność jest wygląd – ładnie wyglądają.

Oczywiście, pewien jestem, że tolerancja na zwyżkujący poziom głupoty i pustoty wyczerpie się nam wkrótce, potrafimy tupnąć nogą i orzec, iż „król jest nagi”. Najgorzej, że jednak rzadko chce nam się mówić o absurdach czy złu, które panoszą się pod hasłami demokracji i wolnego rynku. Jeszcze rzadziej chcemy coś podpisać, zaprotestować czy wyrazić głośne oburzenie, a już zupełnie mało komu chce się coś zrobić, podjąć jakąś skuteczną akcję, wziąć tę czy inną sprawę w swoje ręce.

To prawda, obserwując świat można się pośmiać (coraz częściej), ale źle na tym możemy wyjść. To jednak jest nasz świat, w którym mamy się zbawić, budować Boże Królestwo i oddać go w lepszym stanie tym, którzy przyjdą po nas.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

GŁÓD I CHLEB

kazanie na XX niedzielę zwykłą
16 sierpnia 2009

Byłoby wielkim uproszczeniem stwierdzenie, że cały 6 rozdział Ewangelii św. Jana, który czytamy od kilku niedziel i którego kapitalny finał usłyszymy za tydzień, mówi tylko o Mszy Świętej.

Kiedy czytamy słowa – Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata – mamy nieuchronne i jedyne skojarzenie z komunią świętą. Niesłusznie.

Przepiękny rozdział o Chrystusie Chlebie i życiu wiecznym, oddalony jest od opisów ustanowienia Eucharystii i zawiera głębszą i szerszą myśl, niźli tylko samo odniesienie do komunii świętej. Chleb i głód, te dwa pojęcia są tu sprzężone. Głód jako symbol wszelkich, najgłębszych i niejednokrotnie mało uświadamianych pragnień człowieka, może być zaspokojony jedynie przez chleb, jakim mianuje się Chrystus.

Jesteśmy chlebem wzajemnie dla siebie, a rozumiemy to, jeśli przeżywamy głębokie i żywe pragnienie drugiego człowieka. Kiedy wreszcie on się pojawia, słyszymy jego głos, wpatrujemy się w jego twarz, dotykamy go, czujemy jak wiele naszych pragnień zostaje spełnionych. Jest w nas głód, a drugi człowiek nasyca nas, jest chlebem.

Chrystus jest w najgłębszym sensie chlebem zaspakajającym nasze przedziwne pragnienia. Pragniemy absolutnego i nieskazitelnego Piękna, które zaspakaja Pantokrator, Chrystus Kosmiczny, skryty (i objawiony jednocześnie) w gwiazdach, nowiu księżyca, zachodzie słońca, mgle i tęczy. Pragniemy czystej i trwałej Prawdy, którą spełnia Chrystus, bezgraniczna prostota Jego człowieczeństwa i paradoks bóstwa. Pragniemy głębokiej i olśniewającej Mądrości, którą zaspakaja Chrystus, Słowo zawarte w Piśmie i wyprowadzające nas daleko poza sferę werbalną stronic Ewangelii.

I Piękno, i Prawda, i Mądrość, są wiecznością i naszą tęsknotą, a dosięgamy ich w Chrystusie, Chlebie Żywym. I wtedy komunią świętą staje się każde doświadczenie piękna, prawdy czy mądrości, nade wszystko miłości. Niejako całe życie jest mszą, eucharystią, bliskością Chrystusa. I tylko takie życie jest trasą do życia na wieki.

LITURGIA SŁOWA

(Prz 9,1-6)
Mądrość zbudowała sobie dom i wyciosała siedem kolumn, nabiła zwierząt, namieszała wina i stół zastawiła. Służące wysłała, by wołały z wyżynnych miejsc miasta: Prostaczek niech do mnie tu przyjdzie. Do tego, komu brak mądrości, mówiła: Chodźcie, nasyćcie się moim chlebem, pijcie wino, które zmieszałam. Odrzućcie głupotę i żyjcie, chodźcie drogą rozwagi!

(Ps 34,2-3.10-15)
REFREN: Wszyscy, zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry

Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
Dusza moja chlubi się Panem,
niech słyszą to pokorni i niech się weselą.

Bójcie się Pana wszyscy Jego święci,
ci, co się Jego boją, nie zaznają biedy.
Bogacze zubożeli i zaznali głodu,
szukającym Pana niczego nie zabraknie.

Zbliżcie się, synowie, posłuchajcie, co mówię,
będę was uczył bojaźni Pańskiej.
Kim jest ten człowiek, co pożąda życia
i długich dni pragnie, by się nimi cieszyć?

Powściągnij swój język od złego,
a wargi swoje od kłamstwa.
Od zła się odwróć, czyń dobrze,
szukaj pokoju i dąż do niego.

(Ef 5,15-20)
Baczcie pilnie, jak postępujecie, nie jako niemądrzy, ale jako mądrzy. Wyzyskujcie chwilę sposobną, bo dni są złe. Nie bądźcie przeto nierozsądni, lecz usiłujcie zrozumieć, co jest wolą Pana. A nie upijajcie się winem, bo to jest [przyczyną] rozwiązłości, ale napełniajcie się Duchem, przemawiając do siebie wzajemnie w psalmach i hymnach, i pieśniach pełnych ducha, śpiewając i wysławiając Pana w waszych sercach. Dziękujcie zawsze za wszystko Bogu Ojcu w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa!

(J 6,56)
Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim.

(J 6,51-58)
Jezus powiedział do tłumów: Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata. Sprzeczali się więc między sobą Żydzi mówiąc: Jak On może nam dać /swoje/ ciało do spożycia? Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił – nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.

Itinerarium , , , , , , , , , ,