NAJPIERW ZA GWIAZDĄ

kazanie na Uroczystość Objawienia Pańskiego, Trzech Króli
środa 6 stycznia 2010

Przypominam, że dziś, jak ktoś nie pójdzie do kościoła, popełni grzech. Jest takie przykazanie, kościelne: W niedzielę i inne nakazane dni świąteczne wierni są zobowiązani uczestniczyć we Mszy św. i powstrzymać się od prac służebnych.

Dziś jest właśnie „dzień nakazany”, Trzech Króli, Objawienie Pańskie. Powinniśmy pójść do kościoła. Choć, w moim przekonaniu, powinniśmy pójść za gwiazdą.

Broń Boże, nie zachęcam do absencji w nabożeństwach, nawet z punktu widzenia ekonomii. Jak dziś ktoś nie pójdzie do kościoła, nie tylko, że zgrzeszy, ale jeszcze nie wspomoże misjonarzy. Bo taca z dzisiejszego dnia przeznaczona jest – na całym świecie – na wsparcie misji.

Przesłanie dzisiejszego Święta jest jasne, idź za gwiazdą. Oczywiście, mamy zorganizowane dobrze obchody, weźmiemy poświęconą kredę, napiszemy na drzwiach K + M + B, wierząc iż kreślimy imiona trzech Króli (Kacper, Melchior, Baltazar), choć de facto, winniśmy pisać C + M + B, czyli Christus Mansionem Benedictat, co oznacza “Niech Chrystus Błogosławi ten dom”.

Jeśli poszliśmy za gwiazdą, warto przyjść i do kościoła, żeby potwierdzić sobie i wobec wspólnoty, że idziemy najlepszą drogą. A co jest gwiazdą? Gwiazdą jest znak, który Bóg dał tobie. I tylko ty możesz za nią iść. Ja za swoją, ty za swoją. Taką gwiazdą, która nieomylnie prowadzi do Niego. I raz jest to jakieś słowo, raz obraz, raz wyjątkowy człowiek, raz piękna muzyka, raz książka, raz cudny wąwóz, raz wysoka góra, raz rozłożyste drzewo, raz przejmująca cisza, raz gwar dzieci. A raz gwiazda.

A jak się idzie za gwiazdą, zdarza się to, o czym dziś napisano w prefacji, czytanej tylko dzisiaj:

Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne, abyśmy zawsze składali dziękczynienie Tobie, miłosierny Ojcze, wszechmogący Boże, Królu wiecznej chwały. Dzisiaj w Jezusie Chrystusie, który jest światłością świata, objawiłeś wszystkim narodom tajemnicę naszego zbawienia. Gdy Syn Twój ukazał się na ziemi jako śmiertelny człowiek, obdarzyłeś nas na nowo udziałem w Jego nieśmiertelnej chwale.

Gwiazda prowadzi zawsze do nieśmiertelności. Tyle gwiazd, ilu nas. I najpierw za gwiazdą, potem wszystko inne.

LITURGIA SŁOWA

(Iz 60,1-6)
Powstań! Świeć, bo przyszło twe światło i chwała Pańska rozbłyska nad tobą. Bo oto ciemność okrywa ziemię i gęsty mrok spowija ludy, a ponad tobą jaśnieje Pan, i Jego chwała jawi się nad tobą. I pójdą narody do twojego światła, królowie do blasku twojego wschodu Podnieś oczy wokoło i popatrz: Ci wszyscy zebrani zdążają do ciebie. Twoi synowie przychodzą z daleka, na rękach niesione twe córki. Wtedy zobaczysz i promienieć będziesz, a serce twe zadrży i rozszerzy się, bo do ciebie napłyną bogactwa zamorskie, zasoby narodów przyjdą ku tobie. Zaleje cię mnogość wielbłądów – dromadery z Madianu i z Efy. Wszyscy oni przybędą ze Saby, zaofiarują złoto i kadzidło, nucąc radośnie hymny na cześć Pana.

(Ps 72,1-2.7-8.10-13)
REFREN: Uwielbią Pana wszystkie ludy ziemi

Boże, przekaż Twój sąd Królowi,
a Twoją sprawiedliwość synowi królewskiemu.
Aby Twoim ludem rządził sprawiedliwie
i ubogimi według prawa.

Za dni jego zakwitnie sprawiedliwość,
i wielki pokój, aż księżyc nie zgaśnie.
Będzie panował od morza do morza,
od Rzeki aż po krańce ziemi.

Królowie Tarszisz i wysp przyniosą dary,
królowie Szeby i Saby złożą daninę.
I oddadzą Mu pokłon wszyscy królowie,
wszystkie narody będą Mu służyły.

Wyzwoli bowiem biedaka, który Go wzywa,
i ubogiego, co nie ma opieki.
Zmiłuje się nad biednym i ubogim,
nędzarza ocali od śmierci.

(Ef 3,2-3a.5-6)
Przecież słyszeliście o udzieleniu przez Boga łaski danej mi dla was, że mianowicie przez objawienie oznajmiona mi została ta tajemnica. Nie była ona oznajmiona synom ludzkim w poprzednich pokoleniach, tak jak teraz została objawiona przez Ducha świętym Jego apostołom i prorokom, to znaczy, że poganie już są współdziedzicami i współczłonkami Ciała, i współuczestnikami obietnicy w Chrystusie Jezusie przez Ewangelię.

(Mt 2,3)
Ujrzeliśmy Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy złożyć pokłon Panu.

(Mt 2, 1-12)
Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon . Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela. Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon. Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny.

Itinerarium , , , , , , , ,

SIERŻANT PORĘBA I KAPRAL KOŁEK

Wiem, że jest Nowy Rok, że jest wesoło i miło. Nie zamykam jednak oczu na prawdy, które mile widziane nie są.

Weszliśmy w dziewiąty rok wojny w Afganistanie, gdzie nasi żołnierze zabijają Afgańczyków, a oni naszych żołnierzy. Teksty o tym, że walczymy z talibami, to bajki, śledzę informacje stamtąd uważnie, nasi żołnierze zabili niewielu talibów, za to, niestety sporo cywilów. Jesteśmy państwem, które okupuje Afganistan i zabija rękami polskich żołnierzy Afgańczyków, z których niektórzy są potencjalnymi terrorystami.

W dziewiętnastym wieku, carska Rosja okupowała Rzeczpospolitą, użyła wielokrotnie sił zbrojnych wobec polskich terrorystów, dobijających się niepodległości w powstaniach styczniowych i listopadowych.

Jesteśmy obywatelami państwa, które jest najeźdźcą w dalekim Afganistanie. Wiem, to się poprawnie nazywa „misja pokojowa” lub „stabilizacyjna”. Wiem, że pewnie nikt z was nie jest ojcem, matką, siostrą, bratem, synem czy córką sierżanta Poręby lub kaprala Kołka. Wtedy, być może inaczej byśmy czuli, myśleli i mówili.

Ta wojna, to ogromny wstyd, wielka mgła nad naszym rzekomym narodowym zawołaniem „Za wolność waszą i naszą!” Śpiewamy jeszcze: „Pokój niesie ludziom wszem”, chyląc głowy przed Księciem Pokoju.

Polscy żołnierze polegli w Afganistanie w 2009 roku:
10 lutego – st. chor. szt. Andrzej Rozmiarek, 35 lat
10 sierpnia – kpt. Daniel Ambroziński, 32 lata
4 września – sierż. Marcin Poręba, 32 lata
8 września w szpitalu w Lublinie – st. szer. Artur Pyc poważnie ranny w Afganistanie 22 maja, 28 lat
10 września – st. szer. Piotr Marciniak, 30 lat
9 października – kpr. Szymon Graczyk, 23 lat
9 października – kpr. Radosław Szyszkiewicz, 22 lat
19 grudnia – kpr. Michał Kołek, 22 lat

Nie tylko wieczny odpoczynek im się należy. Narodzenie Zbawiciela zobowiązuje do pokoju i wolności. Dla wszystkich. Afgańczyków także.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

POKUSA WPROST OD BOGA

Anielskie wizyty na Ziemi, odnotowane przez św. Łukasza, rozpoczynają się od tych samych słów.

Do Marii Bóg kieruje przez Anioła słowa „Nie bój się!”, do pasterzy podobnie „Nie bójcie się!” Dlaczego tak rozpoczyna się dialog Boga z człowiekiem i skąd właśnie te słowa? Przecież można byłoby rzec, np. „Witajcie, niespodzianka, co?” albo (wersja młodzieżowa) „Cześć gostki, będzie dym, i to z Nieba!” albo wytwornie „Szanowna Pani, mam dobrą wiadomość, Drodzy Panowie Pasterze za chwilę będą panowie świadkami niezwykłych wydarzeń”.

Bóg zaczyna od „Nie bójcie się!” I słowa te nie funkcjonują jak w przypadku, gdy niespodzianie kogoś nachodzimy i chcąc ubiec jego zaskoczenie mówimy na początku „Nie bój się, to tylko ja!” Nie mają także wymiaru terapeutycznego (choć czasem tak się mawia w kazaniach), jak to ma miejsce gdy matka uspokaja wystraszone dziecko „No, już się nie bój, widzisz to tylko sen!” Mimo, że Maria „zmieszała się” na usłyszane słowa, a pasterze „bardzo się przestraszyli”, anioł wcale nie miał zamiaru ich uspakajać.

O co zatem chodzi? W każdym z nas tkwi (przynajmniej do pewnego momentu) lęk przed Bogiem. I Bóg o tym wie, respektuje naszą kondycję. Bóg wie, że przychodząc na ziemię, wchodzi niejako nie na swój teren. Na teren, który człowiek uznaje za swoją autonomię i nie za bardzo życzy sobie obecności innych istot. Nie dlatego, żeby od razu miały złe intencje, ale przecież Ziemia jest człowieka (jego, człowieka, ziemią!). Z nieufnością człowiek przyjąłby zjawienie się kosmitów czy ufoludków. Tym bardziej człowiek musi zostać przygotowany przez Boga do czegoś kompletnie niewyobrażalnego, do przyjścia – na ludzką Ziemię – samego Boga.

Owo Boże „Nie bójcie się!” jest formą wspaniałej obietnicy. Coś podobnego chyba uobecnia się, gdy głęboko zakochany chłopak przekonuje oszołomioną wybrankę do decyzji o małżeństwie: „Nie bój się, zobaczysz jak będzie cudownie! Będę cię kochał mocniej i mocniej, uszczęśliwię cię jak nikt inny! Proszę, wyjdź za mnie!” Coś podobnego zdarza się, gdy chcesz kogoś niepewnego swoich sił przekonać, aby przeszedł z tobą skalną półką, aby zobaczyć zachwycający widok po drugiej stronie góry. Sam tego doświadczyłem, wdrapując się z grupką mniej obytych w Tatrach młokosów, prowadząc ich od Czarnego Stawu (Gąsienicowego) przez Kozi Wierch w stronę Doliny Pięciu Stawów (kiedyś można było łazić tam w obie strony, przechodząc Orlą Perć w dowolnym kierunku).

Boże „Nie bójcie się” jest pełną miłości zapowiedzią, obietnicą, niejako niebiańską pokusą i zaproszeniem. W każdym z nas, jest lęk przed Bogiem, nic się nie zmieniło. I dlatego tak ważne jest abyś dziś usłyszał „Nie bój się!”. Bo w tym dictum jest obietnica: „Nie bój się, przychodzę po to, abyś został najszczęśliwszym człowiekiem!”

Bez wątpienia zwroty te nie są jedynie formą kurtuazji.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

BÓG ZA BLISKO

kazanie na II Niedzielę po Narodzeniu Pańskim
3 stycznia AD 2010

Nie ukrywam, że kocham Boże Narodzenie, najpierw sam fakt, ten sprzed 2010 lat. Nieco mniej lubię nasze zrutynizowane i wypłukane z treści obchodzenie, świętowanie Narodzenia Boga.

Kocham Boże Narodzenie, bo jest istną lawiną szczęścia, tak szybko aplikowanego przez Boga w ludzką rzeczywistość, że to wszystko nas przerasta. Oczywiście, jeżeli rozumiemy Boże Narodzenie jako cudowny fakt z przeszłości, dotyczący jedynie ludzi żyjących w „tamtych czasach”, pozostanie nam rola widzów w teatrze, obserwujących sztukę, naszpikowaną niezwykłościami i klimatem baśni. I myślę, że wielu z nas tak właśnie myśli o Bożym Narodzeniu.

Kluczem do odkrycia najważniejszego wymiaru Bożego Narodzenia, jest zrozumienie Jego nieodwracalności. Ewangelia wyraża to we frazie: „Słowo ciałem się stało i zamieszkało między nami.” Słyszycie w tym wyrażeniu czas dokonany? U nas mawiamy: Co się stało, to się nie odstanie. O to chodzi, że pomysł Boga na zmianę adresu, rzeczywistą, pełną i realną, został dokonany. Wszelkie próby zobrazowania tego wydarzenia są cząstkowe i mało udane, ale naprowadzają nas na istotny sens Bożego Narodzenia. „W Jakubie rozbij namiot” – tak próbuje mówić autor cytowanej dziś Księgi Syracha, a „rozbicie namiotu” oznaczało dla nomadycznych Hebrajczyków najwyższy wyraz zadomowienia. Bóg osiedlił się, na stałe, pośród nas. Jeszcze inaczej pisał o tym Jan Paweł II do młodzieży 9 lat temu, posługując się obrazem zaślubienia:

Tym, co wyróżnia wiarę chrześcijańską spośród wszystkich innych religii, jest przekonanie, że człowiek imieniem Jezus z Nazaretu jest Synem Bożym, wcielonym Słowem, drugą Osobą Trójcy, która przyszła na świat. Takie jest «od samego początku radosne przekonanie Kościoła, gdy sławi ’wielką tajemnicę pobożności’ — Chrystusa, który ’objawił się w ciele’» (KKK, 463). Niewidzialny Bóg jest żywy i obecny w Jezusie, Synu Maryi — Theotókos, Bogarodzicy. Jezus z Nazaretu jest Bogiem-z-nami, Emmanuelem: kto Go zna, zna Boga, kto Go widzi, widzi Boga, kto idzie za Nim, idzie za Bogiem, kto jednoczy się z Nim, jest zjednoczony z Bogiem (por. J 12, 44-50). W Jezusie narodzonym w Betlejem Bóg poślubia ludzką naturę i staje się dostępny, zawierając przymierze z człowiekiem.

To zamieszkanie i przebywanie Boga „pośród nas”, daje nam taką Jego bliskość, że łatwo Go przeoczyć. Paradoksalnie powiedziałbym – On jest „za blisko”! Tak trudno niekiedy Go dostrzec, ponieważ „W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (glosa św. Pawła w Dziejach Apostolskich). Jeszcze raz dziś świętujemy tę prawdę w liturgii. I od świętowania przechodźmy spokojnie do życia, którego każdy wymiar został uświęcony zjednoczeniem Boga z człowiekiem. Coraz bardziej otwierając się na Jego Obecność i czerpiąc z niej, tutaj szczęście, a kiedyś Szczęście do „entej potęgi”, bo wieczne.

LITURGIA SŁOWA

(Syr 24,1-2.8-12)
Mądrość wychwala sama siebie, chlubi się pośród swego ludu. Otwiera swe usta na zgromadzeniu Najwyższego i ukazuje się dumnie przed Jego potęgą. Wtedy przykazał mi Stwórca wszystkiego, Ten, co mnie stworzył, wyznaczył mi mieszkanie i rzekł: W Jakubie rozbij namiot i w Izraelu obejmij dziedzictwo! Przed wiekami, na samym początku mię stworzył i już nigdy istnieć nie przestanę. W świętym Przybytku, w Jego obecności, zaczęłam pełnić świętą służbę i przez to na Syjonie mocno stanęłam. Podobnie w mieście umiłowanym dał mi odpoczynek, w Jeruzalem jest moja władza. Zapuściłam korzenie w sławnym narodzie, w posiadłości Pana, w Jego dziedzictwie.

(Ps 147,12-15.19-20)
REFREN: Słowo Wcielone wśród nas zamieszkało

Chwal, Jerozolimo, Pana,
wysławiaj twego Boga, Syjonie.
Umacnia bowiem zawory bram twoich
i błogosławi synom twoim w tobie.

Zapewnia pokój twoim granicom
i wyborną pszenicą hojnie ciebie darzy.
Śle swe polecenia na krańce ziemi
i szybko mknie Jego słowo.

Oznajmił swoje słowo Jakubowi,
Izraelowi ustawy swe i wyroki.
Nie uczynił tego dla innych narodów.
Nie oznajmił im swoich wyroków.

(Ef 1,3-6.15-18)
Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa; który napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich – w Chrystusie. W Nim bowiem wybrał nas przez założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym. Przeto i ja, usłyszawszy o waszej wierze w Pana Jezusa i o miłości względem wszystkich świętych, nie zaprzestaję dziękczynienia, wspominając was w moich modlitwach. [Proszę w nich], aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznaniu Jego samego. [Niech da] wam światłe oczy serca tak, byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych.

(1 Tm 3,16)
Chrystus został ogłoszony narodom, znalazł wiarę w świecie, Jemu chwała na wieki.

(J 1,1-18)
Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga – Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o światłości. Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było /Słowo/, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali – łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, /o Nim/ pouczył.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

Islam

Za kilkadziesiąt lat w Europie zapanuje islam. Przeczytałem to w sobotniej „Gazecie Wyborczej”, a nie u jakichś panikarzy, którzy wszędzie widzą zagrożenia dla chrześcijaństwa, utożsamianego zresztą z katolicyzmem i polskością.

W 2050 r. w Austrii katolicy będą stanowić ponoć już mniej niż połowę ludności. A w XX w. stanowili 90 procent. I stopniowo podobnie będzie na całym naszym kontynencie. Czy te prognozy się sprawdzą to ja już się nie dowiem. Ale co poniektórzy z Was, to i owszem.

Mnie ta perspektywa specjalnie nie przeraża, jednak wcale nie dlatego, że nie dożyję, albo że chciałbym takiej Europy. Nie, nie chciałbym. Ani żyć tak długo, ani takiej Europy. Ale ja po prostu już od dawna mam wrażenie, że w Polsce chrześcijaństwo trzyma się jeszcze tylko w niewielkich enklawach.

To nie islam jest zagrożeniem.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , , ,

OD DZIŚ I OD ZARAZ

Skoro już skazani jesteśmy na jakąś datację, rok wczoraj rozpoczęty, będzie mi przywodził na myśl solidarność.

I solidarność i Solidarność pisaną słynną solidarycą, czyli charakterystyczną kursywą. Trzydzieści lat temu. Właśnie wtedy zaczęła się nowa Polska. Nic piękniejszego w ostatnich trzydziestu latach nam się nie przydarzyło. To nic, że z tamtej Solidarności pozostała jedynie solidaryca, niewiele znaczący krój pisma.

Mamy wiele do zrobienia. Musimy odnaleźć i odnowić solidarność, którą dostaliśmy trzydzieści lat temu jako dar z Nieba lub skądkolwiek indziej. Ponad dwa tysiące lat temu Bóg w geście solidarności z człowiekiem przyjął naszą ludzką naturę. I do Betlejem trzeba nam wracać, aby uczyć się i odnawiać naszą międzyludzką solidarność. Póki jeszcze żłóbki i kolędy, patrzmy i słuchajmy, jak daleko można posunąć się w miłości. Można całkowicie opuścić swój świat i wejść w świat innego człowieka. To, co udało się Bogu, jest wskazówką, że i nam udać się może.

To, co udało się Polakom (mam prawo pisać – nam) 30 lat temu, może udać się i dzisiaj. Choć jesteśmy mocno i przeciw sobie i coraz dalej od siebie. Po to są jednak daty i jubileusze, żeby się wstrząsnąć i otrząsnąć, i uwierzyć, że do napisu Solidarność trzeba teraz dołożyć dzieło. I nie wolno czekać z tym do 31 sierpnia, gdy cały świat spojrzy na Polskę w 30 lat po zwycięstwie Solidarności.

Z dat przyjdzie nam jeszcze pochylić się nad 2 kwietnia, gdy minie 5 lat od odejścia Jana Pawła II. I znów marzę, aby wspominanie zamieniło się „działanie Papieża”, w budowanie Cywilizacji Miłości. Oby pomogła nam w tym tegoroczna beatyfikacja Papieża.

Daty datami, rocznice rocznicami, to wszystko jeszcze przed nami, ale i miłość i solidarność jest do zrobienia od dziś i od zaraz.

Itinerarium , , , , , , , , ,

WĘDKARZE ROBIĄ SWOJE

kazanie na Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki
piątek 1 stycznia Roku Pańskiego 2010

Wczoraj wieczorem działy się jednak fajne rzeczy, najwięcej na Pomorzu.

Tradycyjnie, wczoraj od rana nad uchodzące do Bałtyku rzeki wyruszyli wędkarze w poszukiwaniu łososi i troci wędrownych. W zasadzie okres ochronny trwa od pierwszego października do trzydziestego pierwszego grudnia, ale dzień Sylwestrowy traktowany jest jako bonus dla wędkarzy. Przypomnę tylko, że właśnie od października, łososie i trocie wchodzą do rzek i strumieni na tarło, a opuszczają te akweny już w grudniu. Orientacyjnie, ma się rozumieć, bo same ryby nie wiedzą, że lepiej dla nich jest spłynąć do morza przed 31 grudnia. W Sylwestra nadbrzeża Parsęty i Regi, oblegane są przez wyposzczonych wędkarzy, zaciekle penetrujących rzeki w nadziei na upolowanie smakowitych ryb. Taki wędkarz to istne utrapienie dla żony, bo ona rwie się na balety sylwestrowe, a on przyklejony do kija sterczy nad wodą.

Benedyktyni odmówili wczoraj kompletę (ostatnia modlitwa w brewiarzu, odmawiana przed snem) o 20.15, potem krótka wizyta w łazience i o 20.40 zalegli w ciszy nocnej, o ile o takiej można było marzyć ubiegłej nocy. Dziś rano wstali o 5.30, aby zdążyć na 6.00, na wspólne śpiewanie jutrzni. Ta pora byłaby może nawet atrakcyjna i dla części z was, powracających akurat z zabaw, choć nie wiem czy stan wasz upoważniałby do udziału w pobożnych misteriach.

Ryby, wędkarze, benedyktyni i wielu innych, wszyscy oni robią swoje. I na właśnie rozpoczęty Nowy Rok życzę każdemu z was, abyście robili swoje. Jak będziecie umieli robić swoje, będzie nadzwyczajnie. Przyznajmy, często robimy rzeczy sztuczne, beznadziejne, bylejakie, skopiowane z telewizji, reklam i Internetu. Dlatego mamy nieraz poczucie nudy, zobojętnienia i bezsensu. Róbcie swoje rzeczy, będzie to rok nadzwyczajny.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

NA SESZELE OD MIECIA

Od podziękowań zaczynam, dla każdego z Was, za Rok Pański 2009 od narodzenia Jezusa Chrystusa. Za wspólnotę myśli, dzieloną z Wami, dzień po dniu przez mijające 365 dni.

Dziękuję za pochwały, nagany, dodatkowe uwagi, pomysły i kpiny. Dziękuję i serdecznie pozdrawiam. Najpierw wszystkich, którzy śledzą Itinerarium z Polski, dalej tym z USA, Rosji, Włoch, Holandii, Wielkiej Brytanii, Indii i z Szeszeli. Tak, tych z Indii i Szeszeli także. Nie pytajcie mnie jak się to dzieje, że ktoś tam w Indiach czy na Szeszelach czytuje Itinerarium. Nie wiem jak, ale mądra „zliczarka”, która rejestruje kraje, z których są „wejścia”, pokazuje, że stamtąd ktoś także czytuje Itinerarium. Przypuszczam, że „wejścia” z Szeszeli, biorą się stąd, że część z Was spędza tam urlopy z laptopem i podgląda sobie moje teksty. Inaczej, musiałbym przyjąć, że czasem, coś tam, coś tam, napiszę przypadkiem po seszelsku, a mądrzy mieszkańcy owych Wysp wyszukują to w Internecie i cieszą się, że jakiś klecha z Lublina zna seszelski. Nie, seszelksiego nie znam, ale jakby trzeba było, to się podciągnę. Niemniej, obejmuję wszystkich czytelników bardzo serdecznie i pozdrawiam.

Formalnie czy nieformalnie, mamy zadekretowaną na dziś w nocy zabawę i dobry humor. Jest jakiś przymus wesołości, a nawet przy średnim humorze wywołamy ją różnymi wspomagaczami. Jak w taki dzień się nie bawić? Jak nie szaleć? Powodów do wesołości, istotnych, w zasadzie nie ma, ale czyż brak istotnych powodów stanowi przeszkodę do jakiegoś działania? Wszak bez powodów ludzie klną na siebie, ubliżają sobie, wygrażają, a nawet biją się i zabijają. Dlaczego więc, bez istotnego powodu, nie mielibyśmy dziś bawić się i weselić? Jeden ruch wskazówki zegara, dość umownie zresztą przyjęty za koniec roku 2009 i początek 2010, nie jest dla rozsądnych ludzi powodem do szaleństw. Co innego, jak się coś na niebie dzieje albo w ludziach. A dziś w nocy na niebie nuda.

Pozostają więc nam ludzie. Z ich powodu warto nawet zatańczyć w Wielki Piątek czy inny zakazany dzień. Więc, jak mieć będziecie dziś w nocy wkoło siebie ludzi, to szalejcie, całujcie ich, ściskajcie i bierzcie w tany do omdlenia! Tym ludziom się to należy, wam również.

Najgorzej jak wam się przytrafi, że do kogoś w sylwestrowe popołudnie albo wieczór, przyjdzie ksiądz po kolędzie. Nie wiadomo czy się malować i fryzować (panie) przed „wizytą duszpasterską” czy może po. Śmieci, wiadomo, trzeba wynieść przed, więc panom jakoś obojętnie bardziej.

Wchodzę kiedyś po kolędzie do jednego mieszkania, rodzinka liczna, z dziewięć osób, kłaniam się, pozdrawiam i dla rozładowania napięcia kolędowego rzucam niewinnie:

– Oj, nie wiem, czy dla wszystkich wystarczy obrazków… (księża kolędujący po domach, rozdają, jak nie zapomną, obrazki dla domowników, najlepiej jak każdy mieszkaniec otrzyma inny, potem można uskutecznić wymianę).

W kącie pokoju, na fotelu, siedzi pan domu i do razu odparowuje:

– Żeby tylko dla Miecia wystarczyło!

Zdziwiłem się, bo raczej nie powinna to być aluzja do mojego imienia, ponieważ do kolędy byłem tylko „wynajęty”, przy owej parafii jedynie rezydowałem i bliższych więzi z parafianami nie miałem. Ale, niech tam! Pomodliłem się, za całą familię, o pomyślność i zdrowie, wszystko jak trzeba. Na koniec rozdaję obrazki. Wszyscy biorą, dziękują. Podchodzę też do pana domu, a ten wypala:

– Proszę jeszcze jednego dla Miecia!

I wtedy widzę, że obok gospodarza na fotelu zalega kocur. Duży, wypasiony, leniwy. Daję obrazek lekko speszony, a głowa rodziny poodsuwa wizerunek kotu, a ten kręci głową, jakby co rozumiał. Jakoś to mi tak się nawet spodobało, że kot, inteligentny, na świętych rzeczach się wyznaje, dobry zwierz.

Ale mimo to, robię, krztusząc się ze śmiechu, robię dość naburmuszona minę i pytam:

– To kot nazywa się Miecio?

Pan domu jest mocno skonsternowany, ale jego żona spieszy natychmiast z pomocą:

– Oj, proszę księdza, ja nie wiem, czemu mąż tak głupio nazwał kota …

W głowie mi galopuje sto myśli naraz: Kota nazwać Miecio! I to brzmi głupio? Kot Miecio, głupio nazwany! Cóż, macham dłonią, błogosławię wszystkich, z Mieciem włącznie i zmykam do następnej chałupy.

Teraz zmykam zastawiać stół dla gości, co mnie odwiedzą z racji Miecia imienin już jutro. A Wam zabawy, ludzkiej, szalonej i długiej życzę. Mieszkający w was, Bóg, od tajemnicy Wcielenia, rozbawi się Waszą radością.

Szczęść Boże, Miecio z Itinerarium.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

IMPULS Z BETELEJEM

Ponieważ siedzicie przeważnie w domach i biurach i rzadko wychylacie nosy na powietrze, muszę was poinformować o tym, co się dzieje w ważnych sprawach.

Mam na myśli ważne sprawy realnie, nie jakieś kulisy polityki. Dynamicznie zaczyna przybywać dnia, co odczujemy wyraźniej dopiero za miesiąc. Wielu jednak naszych skrzydlatych i czworonożnych braci oraz sióstr odczuwa to już teraz, a nawet zaczęło odczuwać nadejście zmian dużo wcześniej.

W naszym zimowym, z pozoru znieruchomiałym krajobrazie, wre wytężona praca na wielu odcinkach. Śnieg i powracające fale mrozów, motywują łosie, jelenie i sarny do dużej ruchliwości w poszukiwaniu pokarmu. Co ciekawe, zima jest jedynym okresem, gdy łosie można spotkać w gromadzie, nawet do kilkunastu sztuk. Najgorzej teraz mają klempy (panie łosiowe), chodzące z wyraźną już ciążą, podobnie łanie (panie jeleniowe) i niektóre sarny. Niektóre, bo nie wszystkie zostały zapłodnione w trakcie godów jesiennych. Grudzień jest miesiącem, kiedy sarnie kozy są aktywnie nagabywane przez kozły, co skutkuje tzw. „krótką ciążą”, trwająca prawie o połowę krócej, niż normalna jesienna.

Puszczyki i puchacze, wyraźnie wykorzystują długie noce grudniowe, aby zadbać o prokreację, a ich młode przyjdą na świat już pod koniec stycznia. Nie próżnują również kruki, idące w amory właśnie teraz, a orzechówki (piękny niewielki ptak z krukowatych) rozglądają się za samcami. Trochę wcześniej w pary dobrały się nasze kaczki, a nawet żurawie, choć te uczyniły to w długim locie do Egiptu.

Pamiętacie, co św. Jan pisze w swoim pierwszym liście? „Życie się objawiło, a myśmy je widzieli”! Jezus narodzony w Betlejem, ten, w którym „wszystko zostało stworzone; i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi” (to z kolei św. Paweł do Kolosan) jest także wyznawany przez łanie, orzechówki i puszczyki. Dlatego o tym piszę w oktawie Bożego Narodzenia. Impuls życia, radości, ruchu i entuzjazmu, idący z Betlejem, przenika cały Kosmos.

Nieśmiało podpowiadam, że najwyższy czas na zmiany.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , ,

KOMU SIĘ PODOBA PAN JEZUS?

Jedna z moich znajomych wysiliła się na oryginalność i w świątecznych życzeniach wysłała mi samą siebie.

To znaczy sama była głównym bohaterem życzeń, co rusz w innej kreacji. Podała nawet sposób w jaki można wklejać swoje oblicze w animację i rozsyłać dalej. Ponieważ owa znajoma w żadnym calu nie przypomina świętego Józefa, nieznacznie tylko Matkę Bożą, umiarkowanie Dzieciątko, w znikomym stopniu Mędrców, w jeszcze bardziej znikomy Pasterzy i w najmniej znikomym stopniu inne istoty (choć nie ludzkie!), będące bohaterami Bożego Narodzenia, nie odczułem żadnych skojarzeń między życzeniami a Świętami.

Zaprzyjaźniona organizacja życzyła mi „Prawdziwych Świąt, ciepłych w sercu i zimowych na zewnątrz, jaśniejących pierwszą gwiazdką”. Dobra, niech będzie, Prawdziwe Święta to Pan Jezus, pierwsza gwiazdka to ta zwiastująca Mędrcom narodziny Zbawiciela, ciepło w sercu robi się wskutek obecności Ducha Świętego. Znam historię, teologię troszkę także, rozszyfrowałem kalambur i jakoś poczułem się radosny. Inni spryciarze wysłali mi życzenia Jojeux Nöel, licząc zapewne, że czaję tylko Merry Christmas i Fröhe Weihnachten, a ja owszem, je compris, rozumiem, wiem, że chodzi o Boże Narodzenie. Oczywiście wszyscy wyżej wspomniani, to chrześcijanie.

Dostałem też kartkę z życzeniami od zaprzyjaźnionego Kurda, z religii jezyda (patrz Itinerarium z 9 listopada b.r.). Na okładce eskapada Mędrców, zapatrzonych w gwiazdę, z utęsknieniem patrzącym ku horyzontowi, wewnątrz stosowny biblijny cytat z ewangelii Mateusza (o Mędrcach) i sensowne życzenia „Błogosławionych Świąt”. Na Pasterce w naszym kościele fragment o narodzeniu Jezusa czytał buddysta z Tajwanu (po chińsku), a opłatkiem z radością dzielili się także muzułmanie.

I pomyślałem, że choć chrześcijanie wariują na punkcie politycznej poprawności, eksterminując Pana Jezusa z klimatu Bożego Narodzenia, to szansa jest w jezydach i reszcie innowierców, którym nadal się Pan Jezus podoba. I ja chyba także jakiś innowierca jestem, bo mnie się Pan Jezus podoba bardzo.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,