Skoro już skazani jesteśmy na jakąś datację, rok wczoraj rozpoczęty, będzie mi przywodził na myśl solidarność.
I solidarność i Solidarność pisaną słynną solidarycą, czyli charakterystyczną kursywą. Trzydzieści lat temu. Właśnie wtedy zaczęła się nowa Polska. Nic piękniejszego w ostatnich trzydziestu latach nam się nie przydarzyło. To nic, że z tamtej Solidarności pozostała jedynie solidaryca, niewiele znaczący krój pisma.
Mamy wiele do zrobienia. Musimy odnaleźć i odnowić solidarność, którą dostaliśmy trzydzieści lat temu jako dar z Nieba lub skądkolwiek indziej. Ponad dwa tysiące lat temu Bóg w geście solidarności z człowiekiem przyjął naszą ludzką naturę. I do Betlejem trzeba nam wracać, aby uczyć się i odnawiać naszą międzyludzką solidarność. Póki jeszcze żłóbki i kolędy, patrzmy i słuchajmy, jak daleko można posunąć się w miłości. Można całkowicie opuścić swój świat i wejść w świat innego człowieka. To, co udało się Bogu, jest wskazówką, że i nam udać się może.
To, co udało się Polakom (mam prawo pisać – nam) 30 lat temu, może udać się i dzisiaj. Choć jesteśmy mocno i przeciw sobie i coraz dalej od siebie. Po to są jednak daty i jubileusze, żeby się wstrząsnąć i otrząsnąć, i uwierzyć, że do napisu Solidarność trzeba teraz dołożyć dzieło. I nie wolno czekać z tym do 31 sierpnia, gdy cały świat spojrzy na Polskę w 30 lat po zwycięstwie Solidarności.
Z dat przyjdzie nam jeszcze pochylić się nad 2 kwietnia, gdy minie 5 lat od odejścia Jana Pawła II. I znów marzę, aby wspominanie zamieniło się „działanie Papieża”, w budowanie Cywilizacji Miłości. Oby pomogła nam w tym tegoroczna beatyfikacja Papieża.
Daty datami, rocznice rocznicami, to wszystko jeszcze przed nami, ale i miłość i solidarność jest do zrobienia od dziś i od zaraz.

