BAM TSUNAMI NIRGAS HAITI

Bam w Iranie rzadko kto z nas już pamięta, choć tam ponad sześć lat temu, zginęło 35 tysięcy ludzi wskutek trzęsienia ziemi.

Tysiące pozostają nadal bez dachu nad głową, bo świat taki dziś, że szybko zapomina. Zapomnieliśmy już o prawie 300 tysiącach ofiar tsunami z grudnia 2004 roku i wielu milionach, którzy utracili domy, dobytek i szanse na jakąkolwiek przyszłość. Cyklon Nirgas z kwietnia i maja 2008 roku pozbawił życie przynajmniej 60 tysięcy Birmańczyków, być może nawet 100 tysięcy. Nie pamiętamy o tym.

Nie robię rozrachunków z naszą pamięcią, martwię się tylko, że za kilka dni Haitańczycy pójdą także w zapomnienie. Z naszej polskiej perspektywy Haiti, jest daleko, nawet poza końcem świata. Być może podobnie jest dla innych Europejczyków.

Sam apel, aby pamiętać, modlić się i współczuć, nie wystarczy. Gdzieś tam wpłacić warto, w kościołach będą zbiórki, PAH zbiera, UNICEF także. Postarajmy się, żeby za szybko nie zapomnieć.

PS. W Lublinie w sobotę, będziemy mieli dwie godziny solidarnościowego wieczoru z Haiti. Więcej na www.duch.lublin.pl w Aktualnościach.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

DUŻY DEFICYT

W tym roku przeżyjemy dwie beatyfikacje naszych rodaków. Prawdopodobnie w czerwcu (być może szóstego) w Warszawie zostanie beatyfikowany ksiądz Jerzy Popiełuszko. I najprawdopodobniej w październiku (siedemnastego) w Watykanie zostanie wyniesiony na ołtarze Jan Paweł II.

W każdym z nas mieszka Bóg, ale niektórzy pozwalają Mu uwidocznić się bardziej i obficiej, dlatego są świętymi i błogosławionymi. Żeby zostać świętym, przede wszystkim trzeba mieć odwagę, zaryzykować, zgodzić się na funkcjonowanie na innych, niż przeciętne, zasadach.

Jednym z obrazów, przybliżających sens świętości, jest ewangeliczna fraza o bukłakach napełnianych winem, przy czym my jesteśmy owymi bukłakami, a Bóg winem. Bóg chętnie udziela się nam, jeżeli na to się godzimy. Wlewa się w nasze istnienie, przenika je, czyni swoim domem. I to On uzdalnia do widocznych okiem zachowań, takich jak gotowość do heroizmu, poświęcenia, męczeństwa i cierpienia. Błędem jest myślenie, że sami wybierając cierpienie czy męczeństwo, zasłużymy na miano świętości. Tylko to cierpienie i to męczeństwo, które ewentualnie przygotowuje nam Bóg, może być tropem do świętości. I bóg sam przechodzi z człowiekiem drogę świętego cierpienia czy nawet męczeńskiej śmierci.

Bóg prowadząc Jana Pawła do świętości, mieszkał w nim i uświęcał wielorako. Trochę śmielej mówiąc, Bóg grał z Wojtyłą w teatrze (rapsodycznym), spływał kajakiem i jeździł na nartach. Z księdzem Jerzym zabierał się do samochodu i chadzał do strajkujących robotników.

Droga świętości ściele się na każdej możliwej ludzkiej ścieżce, co powinno nam przynieść dużą pociechę, że i nasze trasy przeszkodą do świętości nie są. Zasadniczo chodzi o to, by pozwolić Bogu na całkowite przeniknięcie naszego istnienia. Zaryzykować taką właśnie zasadę życia. Pozwolić Mu na ukształtowanie nas wedle Jego, świętego zamysłu. Takie proste, pozwolić, zaryzykować, zgodzić się. Wcale nie proste, bo wymaga wielkiej odwagi. A czy ta nie jest największym deficytem naszego pokolenia?

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

BÓG TUTAJ

Polityka, telewizja, podwyżka cen za prąd, lepsze drogi. I Bóg.

Kłótnie rodzinne, ostre słowa, czułe przebaczenia, pojednawcze gesty. I Bóg.

Euforia po zwycięstwie naszych, dobijanie sfrustrowanych wrogów, szaliki wiwatujące na cześć triumfatorów. I Bóg.

To nie jest jakiś „strumień świadomości”, ale pytanie o to, co najważniejsze. Z czym być może się mijamy. Bo trzeba pooglądać telewizję, pogodzić się w domu, i pokibicować naszym.

Wszystko to napełnia się pięknem i sensem, jeżeli Bóg. Jeżeli Bóg jest, a my z Nim. Iluzją jest dosięganie Pana Boga „tam”, prawdą jest spotykanie Go „tu”. Może wiara to codzienne, trudne, ale piękne przedzieranie się do obecności Tajemnicy w naszych zwykłych sprawach, błahych, prozaicznych, dolegliwych.

I Bóg. Tylko tutaj. Nigdzie indziej. I teraz. I teraz? I tu? Tylko teraz i tutaj. Taka jest tajemnica.

Itinerarium , , , , , , ,

WYKOPMY RASIZM I INNE

Nigdzie nie zapisano, że władcy czy rządzący mają być mądrzy, wykształceni, dobrzy czy wrażliwi. No może poza paroma księgami, których nikt nie czyta, a tym bardziej nie zamierza ich zaleceń realizować.

Obecni władcy i rządzący muszą być popularni, a przez to są wybierani na swoje stolce. I rządzą nami. Burmistrz Bytomia Odrzańskiego został wybrany miażdżącą większością 90% głosów. Od wielu lat nie odśnieża ulic, placów i chodników w mieście. Argumentuje, że „Śnieg i tak stopnieje. Po co wyrzucać pieniądze w błoto?”

To akurat prawda, chyba, że się zima zaweźmie i potrzyma do końca września. Skutkiem trochę ostrzejszej zimy jest śliskość chodników, oblodzenie jezdni i nagromadzenie śniegu na ulicach. Po chodnikach chodzą ludzie, nierzadko starsi, słabiej radzący sobie z lokomocją, ślizgają się, mogą łamać sobie ręce i nogi, i łamią czasami. Po ulicach jeżdżą auta (mniemam, iż w Bytomiu Odrzańskim także), jest zagrożenie poślizgu, zderzenia z innymi pojazdami wzrasta, jeżeli jezdnie są nie odśnieżone. Są to tak zwane negatywne skutki zimowych zjawisk atmosferycznych, dość oczywiste. Ustępują, gdy śnieg i mróz znikną. I jak mawia burmistrz Bytomia, śnieg i tak stopnieje.

Nie tylko śnieg, ale i inne dotkliwe skutki zimy ustępują wraz z wiosną. W związku z tym, idąc za rozumowaniem (tak specyficznym, że wolałbym tu użyć innego słowa) pana burmistrza, zgłaszam szereg akuratnych uzupełnień do jego filozofii. Należy nie strącać sopli wiszących z dachów, wszak mróz zelży kiedyś i znikną. Jeśli przedtem spadną na czyjąś głowę, zapomniał pewnie, że zima taka już jest. Obywatel powinien chodzić w hełmie, ustrzeże się przed bombką z wysoka. Dalej, panie burmistrzu, należy zaprzestać ogrzewania mieszkań, wszak, idąc tokiem pańskiego rozumowania, mróz i tak ustąpi („śnieg i tak stopnieje”). Obywatel winien wiedzieć, że zimą bywa zimno i ma zakuć się w kufajki, filce i ciepłe majtki. „Po co wyrzucać pieniądze na CO (Centralne Ogrzewanie)?”.

Panie burmistrzu Bytomia, oraz panowie rządcy innych miast, z moim Lublinem włącznie. Śnieg i tak stopnieje, mróz i tak odpuści, po co wyrzucać na darmo pieniądze! Nie tylko na śnieg i mróz.

Zaznaczam, że latem bywa cieplej, a nawet gorąco. Należy zlikwidować lodówki i klimatyzację! Co za oszczędność! Przecież latem jest ciepło, a nawet gorąco, więc obywatel winien wiedzieć, że się będzie pocił, a napoje będą nieznośnie mdłe. Powinien unikać zatem miejsc ciepłych i nagrzanych, wszak gorąco ustąpi kiedyś.

Burmistrz Bytomia powinien także zlikwidować straż pożarną. Wszak zdarzały się i zdarzają się pożary. Ot, taka tam klęska ogniowa, coś tam się spali i zwęgli, ale tak to już jest przy pożarach, każdy to wie. Zakupimy sobie kamizelki ognioodporne, a w kasie miasta jakie profity! Zburzmy także wały przeciwpowodziowe, tamy i wały. Wszak zdarzają się powodzie, ale one także ustąpią kiedyś, jak ten chrzaniony zimowy śnieg! Wycofajmy z obiegu aspirynę, ona także potrzebna jest od czasu do czasu, nie łykamy jej codziennie! Zlikwidujmy!

Jest takie hasło na stadionach – „Wykopmy rasizm ze stadionów!” Jesienią będą wybory burmistrzów, prezydentów i innych rządców. Może zatem wtedy, wykopmy … Hm?

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

O SZCZĘŚCIU W RYNSZTOKU

Czas bardziej podniosłej atmosfery, wyczarowanej bombkami, choinką, prezentami i kolędami mamy już za sobą.

Po Świętach już jest, nawet śpiewanie kolęd po święcie Chrztu Pańskiego jest trochę nielegalne, bo liturgiści nakazują, by od dzisiaj było już „normalnie”, czyli pieśni z okresu zwykłego. W brewiarzu otwieram dziś tom trzeci, w którym zaczynam czytać dość nudne passusy z Syracydesa.

Czy te Święta były udane? Tak, jeżeli jesteś bardziej szczęśliwy niż przed nimi. Bardzo prosty, ale prawdziwy test. Zastosuj i już wiesz.

Najlepsza polska książka o szczęściu (ale to nie poradnik „Jak być szczęśliwym”!), powstawała w dość szczególnych okolicznościach. Piękna rzecz „O szczęściu”, autorstwa Władysława Tatarkiewicza, miała początkowo mieć nie więcej niż 200 stron i była w zasadzie ukończona w sierpniu 1939 roku. „Ale przyszedł wrzesień i przyniósł nowy materiał; trzeba było dodać rozdział Cierpienia…” – pisze autor – „ I aż do 1943 r. powstawały nowe rozdziały. Książka została w tych latach wojny powiększona prawie w dwójnasób…” Co więcej, profesor Tatarkiewicz sam się dziwi poniekąd okolicznościom powstania dzieła. „Wydawać się może dziwne, że praca o szczęściu pisana była w czasach, gdy ludzi spotykały największe nieszczęścia. A jednak jest to zrozumiałe: bo w nieszczęściu więcej się myśli o szczęściu, niż w szczęściu. I łatwiej znosi się złą rzeczywistość, gdy się od niej myślą do lepszej odbiega.”

Książka w ogóle mogła nie ujrzeć światła dziennego. Znów wrócę do słów Autora. „Podczas Powstania Warszawskiego w sierpniu 1944 r. zdołałem odebrać rękopis z podpalonego domu. W drodze do pruszkowskiego obozu odebrał mi go oficer niemiecki, zrewidowawszy walizkę. Praca naukowa? To już niepotrzebne – krzyczał – nie ma już polskiej kultury. Es gibt keine polnische Kultur mehr. I wrzucił rękopis do rynsztoka. Zaryzykowałem i podniosłem – w ten sposób praca się uratowała. Natomiast zbierane do niej przez dziesiątki lat materiały spłonęły wraz z domem warszawskim (…) Nie ma tych ludzi, jak nie ma domów, w których książka była pisana i czytana”.

Piękna to historia jak i książka piękna, choć nie polecam jej nikomu, kto chce szukać odpowiedzi na pytanie „Jak być szczęśliwym?” Podobnie jak miłośnikom tortów nie radzę, aby czytali podręczniki o sztuce tworzenia tegoż smakołyku. Idźcie raczej do dobrej cukierni i skosztujcie.

Jeżeli odczuwacie dyskomfort, jakiś brak szczęścia, to przede wszystkim proszę sobie wyobrazić szczęście i pomarzyć o nim. Boże Narodzenie nie trzyma się kalendarza, hula sobie po marcu, sierpniu i listopadzie. Zdarza się w Walentynki, Dzień Babci i ostatni dzień lata. Mam wrażenie, że najrzadziej w czasie Świąt Bożego Narodzenia i w Wigilię. Boże Narodzenie, a wraz z nim i szczęście, przychodzi w chwilach zwykłych, normalnych, powszednich, byle jakich i absolutnie nieciekawych. Zdarza się we śnie, zdarza się przy wspólnym śniadaniu, podczas spaceru, w momencie namiętnego pocałunku, w trakcie lepienia bałwana i nabijania robaka na haczyk. Może najbardziej w chwilach uważanych przez nas za nudne, brzydkie i wielce nieszczęśliwe.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , ,

CHRZEST STOSOWANY

kazanie na Święto Chrztu Pańskiego
niedziela 10 stycznia 2010

Zaniedbujemy coraz częściej rzeczy podstawowe, na rzecz fascynacji drobiazgami lub wręcz mirażami.

W przestrzeni życia wspólnego w ogóle nic się nie mówi o prawdzie, sprawiedliwości, wymaganiu solidarności czy o szacunku dla autorytetów. Wystarczy odrobinę uwagi, aby dostrzec jak w najlepsze trwa promocja kłamstwa (nawet nie wyrafinowanego, tylko perfidnego), jak uzasadnia się nierówność (prawa rynku są bezlitosne), jak solidarność zastępowana jest wrogością (ta jest normą, a solidarność jedynie nieszkodliwym hobby) czy jak modne jest miażdżenie wszelkich wartościowych postaci życia publicznego. Patrzę na to wszystko z ciekawością i niepokojem, nic dobrego jednak z zaniedbywania spraw podstawowych nie wyjdzie.

W katolicyzmie, mam wrażenie, nie za często sięga się także do rzeczy podstawowych. A wśród nich najważniejszą jest chrzest, do którego odsyła nas dzisiejsze święto. W chrzcie dokonał się skok jakościowy naszego losu. Już nie tylko ludźmi jesteśmy, ale synami i córkami Boga. Ważne jest, aby ciągle aktualizować ten status. To, co się wydarza w chwili chrztu, nie kończy się wraz z wyschnięciem ostatniej kropli wody na naszych główkach. Właściwie chrzest zaczyna naszą drogę do przeistoczenia w Boże dzieci. Sam Jezus w chwili chrztu w Jordanie, objawia swoją tożsamość, synostwo Boże. Tak samo nasz chrzest jest ogłoszeniem naszej godności i wielkości.

Z tego wynika wiele konsekwencji. Na przykład bezpieczeństwo wobec ataków szatana. Egzorcyzm odmówiony nad nami w dniu chrztu, wzmocniony potem znakiem napełnienia Duchem Świętym (w bierzmowaniu) i ponawiany w każdej Eucharystii (jednoczącej najgłębiej z sercem Boga), chroni nas skutecznie przed szatanem. Dziś spotykam wielu ludzi, którzy przypisują zło w swoim życiu wpływom szatana. Poprzez wspomniane wyżej trzy sakramenty, jesteśmy absolutnie chronieni przed mocą diabelską. Nie przed pokusami, ale przed opętaniem czy zniewoleniem, chyba, że ktoś aktem woli przechodzi na stronę szatana.

Dalej, dzięki chrztowi, zyskujemy nieprzeliczone zastępy braci i sióstr w całym świecie, bardziej i trwalej z nami złączonych niż poprzez więzy krwi.

Oczywiście to wszystko jest do odkrycia i zaaplikowania w naszym życiu, i ta wolność od zła i szatana i choćby zdolność do braterstwa. Dalej jest jeszcze potencjał miłości i zaczątek życia wiecznego. Same rzeczy podstawowe, które trzeba odkryć i przyjąć. I dlatego o chrzcie, jako najważniejszej rzeczy z tych podstawowych, należy myśleć częściej. I zastosować chrzest w życiu.

LITURGIA SŁOWA

(Iz 42,1-4.6-7)
To mówi Pan: Oto mój Sługa, którego podtrzymuję. Wybrany mój, w którym mam upodobanie. Sprawiłem, że Duch mój na Nim spoczął; On przyniesie narodom Prawo. Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku. On niezachwianie przyniesie Prawo. Nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na ziemi, a Jego pouczenia wyczekują wyspy. Ja, Pan, powołałem Cię słusznie, ująłem Cię za rękę i ukształtowałem, ustanowiłem Cię przymierzem dla ludzi, światłością dla narodów, abyś otworzył oczy niewidomym, ażebyś z zamknięcia wypuścił jeńców, z więzienia tych, co mieszkają w ciemności.

(Ps 29,1-4.3.9-10)
REFREN: Pan ześle pokój swojemu ludowi

Oddajcie Panu, synowie Boży,
oddajcie Panu chwałę i sławcie Jego potęgę.
Oddajcie chwałę Jego imieniu,
na świętym dziedzińcu uwielbiajcie Pana.

Ponad wodami głos Pański,
Pan ponad wód bezmiarem!
Głos Pana potężny,
głos Pana pełen dostojeństwa.

Zagrzmiał Bóg majestatu:
a w świątyni jego wszyscy wołają: „Chwała”.
Pan zasiadł nad potopem,
Pan jako Król zasiada na wieki.

(Dz 10,34-38)
Gdy Piotr przybył do Cezarei, do domu Korneliusza, przemówił: Przekonuję się, że Bóg naprawdę nie ma względu na osoby. Ale w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie. Posłał swe słowo synom Izraela, zwiastując im pokój przez Jezusa Chrystusa. On to jest Panem wszystkich. Wiecie, co się działo w całej Judei, począwszy od Galilei, po chrzcie, który głosił Jan. Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą. Dlatego że Bóg był z Nim, przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła.

(Mk 9,7)
Otwarło się niebo i zabrzmiał głos Ojca: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie.

(Łk 3,15-16.21-22)
Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Gramy

Większość z Was nie może pamiętać, ale ja pamiętam doskonale, jaką nieufność wśród wielu duchownych wzbudzała Orkiestra 18 lat temu. Dziś trudno uwierzyć, że sprzed niektórych kościołów wypraszano wolontariuszy. W Lublinie też. A skoro pasterze zalecali ostrożność, to i niektóre owieczki były nieufne. Na szczęście, większość okazywała się, przynajmniej w tej konkretnej sprawie, czarnymi owcami.

Dziś jest już zupełnie inaczej. Pasterze i owieczki, czarne i białe – grają na tę samą nutę. Wprawdzie przypuszczam, że niektórzy pastuszkowie nadal wolą zupełnie inne melodie i dzisiaj nieco fałszują, ale co tam. Byle coś do puszki wrzucili.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , ,

PRZYKRE STRONY EWOLUCJI

Znam przypadek przedziwnej przemiany. Pewnie i wy znacie, a może nawet doświadczyliście czegoś podobnego w swoim życiu.

Para, o której myślę, była najpierw narzeczeństwem, a teraz jest małżeństwem. W miarę rozwoju ich związku, zauważyłem także pewien dynamiczny proces lingwistyczny. Otóż, Ania była dla Krzysztofa na początku „aniołem”, uosobieniem tego, co piękne, cudowne, fascynujące i najlepsze.

Obecnie Ania jest dla Krzysztofa „starą podłą małpą”, noszącą w sobie cały zapas wredoty, krzykliwości, uszczypliwości i brzydoty. Znam Anię, i wiem, że nie jest małpą, nawet nie jest stara, i raczej nie posądzam jej o podłość. Nigdy też nie widziałem w niej anioła, przynajmniej w jakimś większym stopniu niż w kimkolwiek innym.

W ogóle ciekawi mnie kwestia ewolucji w gatunku ludzkim. Czyż to nie frapujące, że w ciągu jednego życia, kilkudziesięciu lat, można ewoluować od „anioła” do „małpy”? Nie skłaniam się ku tej wersji wyjaśnienia, że kobieta przechodzi rzeczywistą ewolucję od anioła do małpy. Być może jest to tylko kwestia dynamicznej ewolucji w języku. A być może efekt powolnej utraty wzroku przez Krzysztofa.

Naprawdę nie wiem, jak to jest. Na marginesie tylko dodam, że na początku znajomości, Krzysztof był dla Ani „Boskim amantem”, a teraz jest „leniwym starym prykiem”.

PS. Jakakolwiek zbieżność imion w powyższym tekście, ma oczywiście charakter całkowicie przypadkowy.

Itinerarium , , , , , , ,

INNY BLASK W JASNOŚCI DNIA

Opowiem dziś jak z łatwością można odróżnić pana kruka od pani krukowej. Potrzebna jest do tego, na przykład, dżdżownica.

Jeśli akurat jesteśmy niedaleko kruczego rewiru, rzucamy dżdżownicę, a najlepiej całą garść. I czekamy. Kiedy zbiorą się kruki, patrzmy uważnie. I tak – jeśli ptak zjadł, to samiec, a jeśli – zjadła, to na sto procent samica. Prosta i pożyteczna wskazówka, nieprawdaż?

Piszę dziś znów o krukach, ponieważ się nadzwyczaj ożywiły i harcują żwawo, drąc dzioby długo i głośno. Wszystko to za sprawą światła, którego przybywa z dnia na dzień coraz więcej i coraz szybciej. Popatrzcie zwłaszcza na porę zachodu słońca, już się kładzie na spoczynek wyraźnie później.

W I, hymnie porannym (w brewiarzu) Zachariasz określa Chrystusa jako Słońce – „z wysoka Wschodzące Słońce nas nawiedzi”, a św. Jan pisze o Chrystusie jako o Świetle – „była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka”.

Kruki cieszą się dłuższym dniem czy może tą Prawdziwą Światłością, która i dniom jasność nadaje? Nie rozstrzygałbym od razu. Ale z całego serca życzę każdemu z was wielkiej uciechy z dnia, który jest znakiem Chrystusa, a kto bardziej przenikliwy, niech w jasności dnia dostrzeże i blask samego Boga. Po Wcieleniu to jak najbardziej możliwe. Krukom się udaje, nam też może się udać!

Itinerarium , , , , , , , ,

KLUCZ OTWIERANIA

Trzask, prask. Otwierasz puszkę z coca-colą. Z piwem. To chwila i już zrobione.

Dzwonek do drzwi. Bierzesz klucz albo przyciskasz domofon, otwierasz. Pilot w twojej ręce, jeden guzik, brama garażu na oścież otwarta albo dowolny program w TV.

To oczywiście tylko wprawki w otwieraniu, małe przymiarki do tego, co się da otworzyć. Po otwarciu się – na totalny oścież – Nieba, w tajemnicy Bożego Narodzenia, otworzyć można wszystko. Zrozumiałem to myśląc nad antyfoną, tzw. Wielką, odmawianą w Adwencie (20 grudnia). Brzmi to tak:

O Clavis David, et sceptrum domus Israel, qui aperis, et nemo claudit, claudis, et nemo aperuit: veni, et educ vinctum de domo carceris, sedentem in tenebris, et umbra mortis.

O Kluczu Dawida i Berło domu Izraela, Ty który otwierasz a nikt zamknąć nie zdoła, zamykasz a nikt a nikt nie otworzy, przyjdź i wyprowadź z więzienia człowieka pogrążonego w cieniu śmierci.

Wszystko może być otwarte, dzięki Bożemu Narodzeniu. Pomyśl przez chwilę o jakichkolwiek zamkniętych punktach twojego losu, wszystkie mogą się otworzyć, jeśli pozwolisz by Boże Narodzenie stało się częścią twojego życia.

Nienawiść odmieniona w wielką przyjaźń? Obojętność w płonącą gorliwość? Totalne zakłamanie w najczystszą prawdę? Suche słowa w czułe wyznania? Tak, właśnie wszystko może się otworzyć i zmienić.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,