OFF CZY TRENDY

Mody się zmieniają, to oczywiste. Bardzo zmieniają się także sposoby rozumienia życia i samego życia.

W niedalekiej przeszłości modny był bunt i postawa „pod prąd”, co wyrażało się w ubiorze, słuchaniu „innej muzyki”, kontestacji ról społecznych i odrzucaniu schematów.

Mam wrażenie, że dziś zamiast „idź pod prąd”, dominuje postawa „idź z prądem”, jakimkolwiek prądem, byle niósł cię w górę i dawał szansę na zwycięstwo. Szczególnie młodsze pokolenie chętnie daje się porwać nowym i silnym prądom, bo modne jest bycie „trendy”. Chęć bycia „trendy”, na topie, w głównym nurcie rzeczy (tzn. takich, o których się mówi i pisze), całkowicie anuluje kwestię wartości i sensu.

Długie włosy w latach 60-tych i 70-tych były wyrazem sprzeciwu przeciwko skostniałemu mieszczaństwu, znakiem wyzwolenia spod dotychczasowych norm. Można oczywiście nie podzielać wspomnianych idei, ale faktem jest, że nowe idee pociągnęły za sobą znaki zewnętrzne – długie włosy, muzyka The Rolling Stones, zachwyt Gandhim, etc. Kiedy w czasach stanu wojennego nosiliśmy w klapach oporniki, znaczyły „opór”. Czy dzisiejsze fryzury cokolwiek innego oznaczają oprócz dominującego aktualnie stylu? A podarte (fabrycznie) dżinsy? „A nie są fajne?” – słyszę odpowiedź.

Nie bardzo widzę, jak Ewangelia mogłaby być „trendy”, stąd przypuszczam, że będzie coraz bardziej „offowa” (off – czyli poza, na marginesie, drugorzędna). Wierne podążanie drogą Ewangelii chyba jednak zawsze było z kategorii „offu”. Przecież „ciasna brama”, „ucho igielne”, wezwanie do zajmowania ostatniego miejsca, nieustannego przebaczania, radykalnej hojności (wdowa wrzucająca „całe swoje utrzymanie” do skarbony w świątyni) i inne klimaty Ewangelii tak właśnie wskazują.

Wybory nie są łatwe, życie jest jedno.

Itinerarium , , , , , , , , ,

Comments are closed.