ROCZNICA ŚLUBU NA POWODZI

W aktualnościach na naszej stronie – www.duch.lublin.pl – przeczytacie dziś o Białymstoku i pomocy zorganizowanej przez Izę dla powodzian w okolicach Wilkowa. Zanim dotarła do nas, napisała list, który zgodziła się opublikować.

Pisała go w przeddzień przyjazdu na Lubelszczyznę, w niedzielę 13 czerwca.

Nawet nie macie pojęcia jakie emocje w nas budzi jutrzejszy wyjazd do Lublina a stamtąd do Karczmisk i… JÓZEFOWA!

Wszystko to, co zobaczyliśmy 9 lat temu, co przeżyliśmy, poznaliśmy, czego doświadczyliśmy powraca do nas dzisiaj jak bumerang. Wiemy, co czują ludzie z terenów dotkniętych powodzią – i wcale nie z telewizji. Zresztą, co nam media przekażą? Jedynie obrazki z terenów zalanych i suche informacje. Nikomu jednak nie uda się przekazać dokładnie tego, co w danej chwili czują ci ludzie, czego potrzebują, o czym myślą… To trzeba przeżyć!!!

Kilka lat temu (dokładnie 9) bo w 2001 roku byliśmy razem z Grzesiem (aktualnie moim Mężem) w Józefowie, skąd razem z młodzieżą z KSM-u i Centrum Wolontariatu w Lublinie oraz z wolontariuszami z całej Polski jeździliśmy codziennie pomagać powodzianom. Wtedy akurat dotknięte przez powódź były tereny Kępy Gosteckiej i Soleckiej – a przynajmniej te, najbardziej utkwiły NAM w pamięci. Obraz, który my zapamiętaliśmy a obraz, który obserwujemy teraz w TV to dwa różne światy.

Nie zapomnę jak pierwszy pojechałam zobaczyć Kępę, gdzie w niektórych miejscach stała woda a w innych były tylko ślady jej zniszczeń. Nie zapomnę jak uzmysłowiłam sobie wtedy, ja,18-latka z miejscowości o niemalże idealnym położeniu, jak wielką siłę ma ten żywioł i jak zmieniając krajobraz zmienia on ludzi…. A zmienia! I tych poszkodowanych i tych, którzy zdecydowali się na pomoc, wszystkich, którzy choć przez jedną chwilę NA WŁASNE OCZY zobaczyli powódź.
Nie zapomnę też tego, jak pierwszy raz przekroczyłam próg ośrodka KSM-u w Józefowie, wszystkich ludzi, którzy w tym dniu przyjechali ze mną i tych, którzy wieczorem dzielili się z nami doświadczeniami z tego, co sami zobaczyli już wcześniej.
Nie zapomnę pierwszej “podróży” Honkerem i swojego pierwszego dnia pracy w Kępie Gosteckiej. Pamiętam, że gospodarstwo znajdowało się zaraz na początku wjazdu do Kępy, po lewej stronie drogi.
Nie zapomnę także ludzi, z którymi pracowałam – z częścią z nich do dziś mamy mniejszy czy większy kontakt. Z niektórymi jest to tylko kontakt poprzez znane komunikatory czy portale społecznościowe, ale wszystkich jednakowo zachowujemy w pamięci. Dorotę Krystel (wcześniej Pędzimąż) z Tarnobrzega, Bartka Kasińskiego z Białej Podlaskiej, Basię Regułę-Bień z Wrocławia, dziewczyny z Kraśnika (Kasie – Nasiadkę i Gołofit i Edytę Januszek), Piotra Kiełbasę z Bełżyc, Monikę Mużacz-Kowal i Jacka Wnuka z Lublina.

Wakacje 2001 to najpiękniejsze wakacje w moim życiu bo choć pełne krzywdy i ludzkiego cierpienia to w równej mierze przepełnione doświadczeniami i największą życiową nauką – miłością do Bliźniego.
To czas, który diametralnie zmienił moje (i wierzę, że nie tylko moje) podejście do życia, który wpłynął na to, kim teraz jestem, ukształtował, pozwolił dzielić wszelakie emocje z innymi, wzbogacił mnie i pomógł podczas stawiania nieśmiało poetyckich kroków. To pobyt w Kępie Gosteckiej i w Józefowie odcisnął swój ślad i przełożył się na moją amatorskiej twórczość. To pomoc powodzianom sprawiła, że mogłam wreszcie – szkoląc wolontariuszy – opowiadać o moim doświadczeniu, dzielić się emocjami i dawać przykład pomocy, jaką można nieść bliźnim. To wszystko sprawiło, że dziś, oglądając i słuchając kolejnych informacji z zalanych terenów, łzy płyną po policzkach… Bo dziś wiem, czy jest POWÓDŹ!!!

Łzom, współczuciu i empatii towarzyszy też złość, kiedy przełączając kanały telewizyjne widzę, jak kolejni politycy (ludzie ubodzy właśnie w empatię) próbują prowadzić kampanię opartą na krzywdzie ludzkiej. Przykre jest, że osoby nie znające i nie rozumiejące czym tak naprawdę jest ten żywioł, zajmują stanowiska, wiele obiecują a w efekcie nie robią nic. I dlatego ważne by ludzi prostych ale wrażliwych, zwyczajnych ale o wielkim sercu było jak najwięcej bo tylko dzięki wolontariuszom i ich poświęceniu ludzie pozostawieni po powodzi sami sobie będą powoli stawać na nogi.

Wiem, że to, co piszę jest trochę chaotyczne ale chciałabym podzielić się z Wami swoimi odczuciami. Tym bardziej, że właśnie 9 lat temu, właśnie w Józefowie poznałam swojego Męża. I wiem, że oprócz łez i tych wszystkich doświadczeń, o których pisałam wcześniej zyskałam również coś (a w zasadzie kogoś) cenniejszego, Miłość. W powodzi uczuć znalazłam swoje oparcie, swoją nadzieję na lepsze jutro i wiarę w ludzi i sens, tego, co robię.
I właśnie jutro – jak to się okazało kilka dni temu – historia zatoczyła koło, znów jest powódź a my znów jedziemy do Józefowa. Jedziemy zawieźć dary wszystkim poszkodowanym. Jedziemy… w pierwszą rocznicę naszego ślubu!!!

Iza, Białystok.

W Wilkowie, potrzebujemy każdej pary rąk. Od dziś, pewnie przez długie tygodnie.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

ŚNIADE OBLICZE CHRYSTUSA

Czeczeńskie dzieci z ogromnym wdziękiem odtańczyły lezginkę. Azerowie coś bardzo podobnego i równie rytmicznego.

Daiddel, już od półtora roku w Lublinie, Kubańczyk, zgrał się bez problemu z naszymi filharmonikami. Była tez gromadka Kurdów, z paszportami gruzińskimi. Kaukaskie szaszłyki, chałwa czeczeńska i inne smakołyki, których jeszcze nie umiem nazwać. To wszystko, plus jeszcze kolorowe baloniki w barwach flag uchodźców, przebywających w naszym mieście, złożyło się na Dzień Uchodźcy, obchodzony wczoraj w Lublinie.

Dogadywaliśmy się głównie po polsku, trochę po rosyjsku i angielsku. Lubelski Plac po Farze, wypełnił się setkami uchodźców, szukających w Polsce nowego miejsca do życia. Jedni uciekali z powodu wojny, inni z biedy albo z niezgody na totalitarny system. Spacerowicze i przechodnie reagowali ze zdziwieniem, co jest oczywiste, ponieważ mało kto wie, że są u nas uchodźcy. Kiedy rok temu byłem z grupą Czeczenów nad jeziorem, pewien pan, chadzający do mojego kościoła, zagadnął mnie o śniadolicych kąpiących się mężczyzn. Odpowiedziałem, że Czeczeni.

– Ach, tak? Przyjechali na urlop do nas?

Specyficzny urlop, powojenny, z traumą po rajdach sowieckich komandosów, pomyślałem.

Daleko jeszcze nam w Polsce do w miarę normalnego traktowania innych, zwłaszcza, gdy mają odmienną karnację skóry i zachowania. Pierwszym krokiem jest otwarcie się z naszej strony, uczynienie w głowie miejsca na obecność obok nas, kogoś zupełnie innego. To nie jest łatwe, bo jest to sytuacja dla nas nowa, nieznana dotąd. A za tym, co nowe i nieznane idą nieuświadomione obawy i lęki. Drugim krokiem jest akceptacja, życzliwe traktowanie obcych, zrozumienie, że mogą obok nas mieszkać, pracować, zachowując swoje zwyczaje, tradycje i religię. Trzecim, asymilacja, kiedy wzajemnie od siebie możemy czerpać, to, co piękne, ciekawe i twórcze. Kultury, przy życzliwym spotkaniu wzbogacają się wzajemnie i dają impulsy do rozwoju. Ludzie, pomimo dotychczasowych przyzwyczajeń, czerpią od siebie także bardzo wiele i są zdolni do tworzenia nowych więzi.

W perspektywie Ewangelii uchodźcy testują naszą zdolność do braterstwa i odkrywania Chrystusa w Przybyszach. „Byłem przybyszem, a przyjęliście mnie”, ta fraza ewangeliczna nabiera wielkiego znaczenia, kiedy pojawiają się obok nas uchodźcy, a pewnie będą w przyszłości coraz częściej wybierać Polskę na swój nowy dom. Ufam, że ten konkretny znak czasów, będzie dla nas impulsem do świeżej wiary i nowego rozpoznania oblicza Chrystusa, tym razem skrytego w śniadolicych twarzach uchodźców.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

LEĆ I DOTKNIJ SIĘ

kazanie na XI niedzielę zwykłą
13 czerwca 2010

Dobrze, że grzechy mogą być odpuszczone. Rozpuszczone tak, że ich nie ma. Tak pięknie opowiada o tym dziś Ewangelia.

Trzeba jednak lecieć z grzechem do Boga, płakać, dotknąć się Go czym prędzej. My za często hodujemy grzechy jak rabatki z kwiatkami, nasze grzechy, nasza sprawa.

Dumny i pobożny Szymon, gospodarz uczty, nie dotknął się Pana Jezusa i pozostał ze swym grzechem. Skruszona i grzeszna Kobieta, nieproszony gość na uczcie, odeszła w pokoju. Bardzo umiłowała, cała grzeszna przeszłość znikła. Poleciała, płakała, tuliła się, nic nie udawała.

Biegnijmy na ucztę, ze skruchą, płaczem, porzućmy dumne mniemanie, że sami sobie poradzimy. Dotknijmy Jezusa, innej drogi nie ma.

LITURGIA SŁOWA

(2 Sm 12,1.7-10.13)
Bóg posłał do Dawida proroka Natana. Ten przybył do niego i powiedział: W pewnym mieście było dwóch ludzi, jeden był bogaczem, a drugi biedakiem. Natan oświadczył Dawidowi: Ty jesteś tym człowiekiem. To mówi Pan, Bóg Izraela: Ja namaściłem cię na króla nad Izraelem. Ja uwolniłem cię z rąk Saula. Dałem ci dom twojego pana, a żony twego pana na twoje łono, oddałem ci dom Izraela i Judy, a gdyby i tego było za mało, dodałbym ci jeszcze więcej. Czemu zlekceważyłeś słowo Pana, popełniając to, co złe w Jego oczach? Zabiłeś mieczem Chetytę Uriasza, a jego żonę wziąłeś sobie za małżonkę. Zamordowałeś go mieczem Ammonitów. Dlatego właśnie miecz nie oddali się od domu twojego na wieki, albowiem Mnie zlekceważyłeś, a żonę Uriasza Chetyty wziąłeś sobie za małżonkę. Dawid rzekł do Natana: Zgrzeszyłem wobec Pana. Natan odrzekł Dawidowi: Pan odpuszcza ci też twój grzech – nie umrzesz,

(Ps 32,1-2.5.7.11)
REFREN: Daruj mi, Panie, winę mego grzechu

Szczęśliwy człowiek,
któremu odpuszczona została nieprawość,
a jego grzech zapomniany.
Szczęśliwy ten, któremu Pan nie poczytuje winy,
a w jego duszy nie kryje się podstęp.

Grzech wyznałem Tobie
i nie ukryłem mej winy.
Rzekłem: „Wyznaję mą nieprawość Panu”,
a Ty darowałeś niegodziwość mego grzechu.

Ty jesteś moją ucieczką, wyrwiesz mnie z ucisku,
otoczysz mnie radością z mego ocalenia.
Cieszcie się i weselcie w Panu, sprawiedliwi,
radośnie śpiewajcie wszyscy prawego serca.

(Ga 2,16.19-21)
Przeświadczeni, że człowiek osiąga usprawiedliwienie nie przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków, lecz jedynie przez wiarę w Jezusa Chrystusa, my właśnie uwierzyliśmy w Chrystusa Jezusa, by osiągnąć usprawiedliwienie z wiary w Chrystusa, a nie przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków, jako że przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków nikt nie osiągnie usprawiedliwienia. Tymczasem ja dla Prawa umarłem przez Prawo, aby żyć dla Boga: razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża. Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie. Nie mogę odrzucić łaski danej przez Boga. Jeżeli zaś usprawiedliwienie dokonuje się przez Prawo, to Chrystus umarł na darmo.

(1 J 4,10b)
On pierwszy nas umiłował i posłał swojego Syna jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy.

(Łk 7,36-8,3)
Jeden z faryzeuszów zaprosił Jezusa do siebie na posiłek. Wszedł więc do domu faryzeusza i zajął miejsce za stołem. A oto kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, dowiedziawszy się, że jest gościem w domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowy olejku, i stanąwszy z tyłu u nóg Jego, płacząc, zaczęła łzami oblewać Jego nogi i włosami swej głowy je wycierać. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem. Widząc to faryzeusz, który Go zaprosił, mówił sam do siebie: Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co za jedna i jaka jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą. Na to Jezus rzekł do niego: Szymonie, mam ci coś powiedzieć. On rzekł: Powiedz, Nauczycielu! Pewien wierzyciel miał dwóch dłużników. Jeden winien mu był pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt. Gdy nie mieli z czego oddać, darował obydwom. Który więc z nich będzie go bardziej miłował? Szymon odpowiedział: Sądzę, że ten, któremu więcej darował. On mu rzekł: Słusznie osądziłeś. Potem zwrócił się do kobiety i rzekł Szymonowi: Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała Mi stopy i swymi włosami je otarła. Nie dałeś Mi pocałunku; a ona, odkąd wszedłem, nie przestaje całować nóg moich. Głowy nie namaściłeś Mi oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje nogi. Dlatego powiadam ci: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje. Do niej zaś rzekł: Twoje grzechy są odpuszczone. Na to współbiesiadnicy zaczęli mówić sami do siebie: Któż On jest, że nawet grzechy odpuszcza? On zaś rzekł do kobiety: Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju! Następnie wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały ze swego mienia.

Itinerarium , , , , ,

Image

Lubię Naszą Klasę, bo dzięki niej wiem, co się dzieje u ludzi, których lubię. Komuś urodziło się dziecko, albo ma już wnuki, ktoś był na Kilimandżaro, ktoś wrzucił fotkę z zimowej wyprawy na Gerlach. Mieszkająca od lat w Kanadzie koleżanka z „mojej ulicy”, Ogrodowej, na której mieszkałem przez pierwszych 20 lat życia, była niedawno w Himalajach i zrobiła piękne zdjęcia.

Wśród znajomych z NK mam też aktualnych i byłych moich studentów. Oczywiście to bardzo miłe, że chcą mieć mnie za znajomego. Ale też nieco uciążliwe, bo kompletnie się wśród własnych znajomych gubię.

Lubię jednak nawet te nieco męczące znajomości. Co jakiś czas wśród moich młodych znajomych zachodzi cudowna metamorfoza: znikają roześmiane twarze, nie ma szalonych imprez, głupich min, piwa i papierosów, radości z weekendowej wyprawy nad Zalew. Pojawiają się marynarki i garsonki, krawaty i dobrane apaszki, sztuczne, telewizyjne twarze – maski.

Wtedy wiem, że już nie dorabiają w pizzerii ani w ogródkach na deptaku, ale dostali pracę w firmie albo korporacji.

Ale wcale nie wiem, czy im gratulować.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , ,

PRZY NADZWYCZAJ ŻYCZLIWEJ INTERPRETACJI

Zupełnie przypadkiem przysłuchiwałem się pewnej rozmowie, w której bardzo poważna osoba, dzieliła się wrażeniami ze ślubu:

– Panna młoda była w czymś, co przy nadzwyczaj życzliwej interpretacji nazwać można byłoby ubiorem …

Myślę, że owa nadzwyczaj życzliwa interpretacja, przydatna jest nie tylko w odniesieniu do ślubnych kreacji.

Przy nadzwyczaj życzliwej interpretacji, można by nazwać futbolem wyczyny polskich piłkarzy w ostatnim meczu z Hiszpanami (0:6).

Przy nadzwyczaj życzliwej interpretacji, kilku naszych polityków można by posądzić, że nie kłamią, a przy podwójnej dawce nadzwyczaj życzliwej interpretacji można by uznać, że któryś z nich nie jest żałosny.

Przy nadzwyczaj życzliwiej interpretacji, można by przyjąć, że w polskich szkołach uczniowie się uczą i są wychowywani.

Przy nadzwyczaj życzliwej interpretacji, można by uznać, że od czasu do czasu w mediach pojawiają się informacje prawdziwe i zrozumiałe.

Przy nadzwyczaj życzliwej interpretacji – na którą liczę z Waszej strony – można by przyjąć, że napisałem tekst, który może pretendować do miana Itinerarium.

Itinerarium , , , , , , , ,

WEDŁUG WIELKIEGO SERCA TWEGO

kazanie na Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa
piątek 11 czerwca 2010

Modlitwa, bardzo akuratna na dziś, mówi „uczyń serca nasze według serca Twego”. Serce Pana Jezusa jest sercem, które słucha. I wysłuchuje codziennie gorzkich litanii wielu ludzi. I wcale się tym nie gorszy i nie zniechęca. Nasze serca gadają, nadają, plotą i wypluwają setki bezużytecznych słów. Jak się uczyć od serca Jezusowego, to słuchania, uczyń serca nasze według serca Twego.

Jego serce rozumie, nie osądza. Nasze serca to stronnicze sądy, chętnie oceniające wszystkich i cały świat z Bogiem włącznie (winnym niemal każdej tragedii). Uczyń serca nasze według serca Twego, odbierz chęć osądzania, daj zrozumienie.

Jego serce szuka innych serc, nie oczekuje aż ktoś się doczłapie zmaltretowany przez życie, tylko biega i wsłuchuje się w głosy ludzi. W naszych ociężałych i ospałych sercach mało miejsca na drugiego. A dość mam swoich kłopotów!

Banalna piosenka głosi, że Jego serce „miłością płonie” albo nawet „goreje”. Nie jest to pożoga, która niszczy i trawi wszystko, ale źródło wszelkiej innej miłości. Patrzę na tzw. „wieczną lampkę”, przypominam sobie, że jest miłość, która się nie kończy, ale wciąż jest żarliwa. I mogę zawsze rozpalić swoje zmęczone i rozedrgane serce od Jego serca, lampka o tym przypomina. Uczyń serca nasze gnuśne i znużone, według serca Twego, żywego i gorliwego.

Z kontemplacji Jego serca dzieje się jeszcze jedna rzecz, najważniejsza. Stara maksyma, „sursum corda”, wzywa „w górę serca” i to jest kierunek dla serca piękny i najwłaściwszy. Zbadaj, czy twoje serce ma „kierunek wzwyż”, jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało. I na koniec serce może ogromnieć i poszerzać się, co też trąci patosem, a jednak jest prawdą o sensie naszego życia. Zasadną miarą sensu jest coraz większe serce, aż po „człowieka wielkiego serca”. Uczyń serca nasze według serca Twego, wielkiego, najświętszego.

LITURGIA SŁOWA

(Ez 34,11-16)
To mówi Pan Bóg: Oto Ja sam będę szukał moich owiec i będę miał o nie pieczę. Jak pasterz dokonuje przeglądu swojej trzody, wtedy gdy znajdzie się wśród rozproszonych owiec, tak Ja dokonam przeglądu moich owiec i uwolnię je ze wszystkich miejsc, dokąd się rozproszyły w dni ciemne i mroczne. Wyprowadzę je spomiędzy narodów i zgromadzę je z krajów, sprowadzę je z powrotem do ich ziemi i paść je będę na górach izraelskich, w dolinach i we wszystkich zamieszkałych miejscach kraju. Na dobrym pastwisku będę je pasł, na wyżynach Izraela ma być ich pastwisko. Wtedy będą one leżały na dobrym pastwisku, na tłustym pastwisku paść się będą na górach izraelskich. Ja sam będę pasł moje owce i Ja sam będę je układał na legowisko – wyrocznia Pana Boga. Zagubioną odszukam, zabłąkaną sprowadzę z powrotem, skaleczoną opatrzę, chorą umocnię, a tłustą i mocną będę ochraniał. Będę pasł sprawiedliwie.

(Ps 23,1-6)
REFREN: Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego

Pan jest moim pasterzem,
niczego mi nie braknie.
Pozwala mi leżeć
na zielonych pastwiskach.

Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć,
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoją chwałę.

Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij Twój i laska pasterska
są moją pociechą.

Stół dla mnie zastawiasz
na oczach mych wrogów.
Namaszczasz mi głowę olejkiem,
a kielich mój pełny po brzegi.

Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni mego życia
i zamieszkam w domu Pana
po najdłuższe czasy.

(Rz 5,5-11)
Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany. Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdyśmy [jeszcze] byli bezsilni. A [nawet] za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami. Tym bardziej więc będziemy przez Niego zachowani od karzącego gniewu, gdy teraz przez krew Jego zostaliśmy usprawiedliwieni. Jeżeli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Jego Syna, to tym bardziej, będąc już pojednani, dostąpimy zbawienia przez Jego życie. I nie tylko to – ale i chlubić się możemy w Bogu przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego teraz uzyskaliśmy pojednanie.

(J 10,14)
Ja jestem dobrym Pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają

lub

(Mt 11,29ab)
Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem.

(Łk 15,3-7)
Jezus opowiedział faryzeuszom i uczonym w Piśmie następującą przypowieść: Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła. Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia.

Itinerarium , , , , ,

LODY W GAŁKACH

Na lubelskim deptaku eleganckie towarzystwo kosztowało włoskie lody. Pan pytał panią czy woli w gałkach czy kręcone. Pani miała szpilki na nogach.

Sześćdziesiąt kilometrów dalej jedna z powodzianek (gospodyni, z zalanej wsi) żałowała, że nie ma łopaty, a jakby miała, można by szybciej napełniać worki z piaskiem. I może woda nie przeszłaby do jej gospodarstwa.

Oczywiste jest, że współistnieje wiele światów, przestrzeni doświadczenia, zupełnie niestycznych, tak jakby życie nie miało jednej ważnej trasy, gdzie moglibyśmy się razem spotykać. I oczywiście, lody są smaczne, te w gałkach i te kręcone. I oczywiście, łopata na powodzi jest niezbędna.

Dziwię się tym różnym światom, bez złości czy żalu. Robię wszystko, żeby nie rozminąć się z tym, co najważniejsze.

Itinerarium , , , , ,

LEPSI I MĄDRZEJSI ODE MNIE

W pokorze oceniajcie jedni drugich za wyżej stojących od siebie. To na pewno nie zasadnicze przesłanie Ewangelii, ale nie da się ukryć, znajdziemy w niej taki nakaz.

Zresztą czy nakaz? Może tylko zachęta lub podpowiedź. Pochodzi z listu do Filipian. Jest radykalnie sprzeczna z wszelkimi formami promocji własnej osoby, co dziś uważane jest za naturalne i dobre. W pokorze oceniać innych za wyżej stojących od siebie, to pachnie okropnym archaizmem.

Praktycznie oznacza to, że mamy uważać innych ludzi za lepszych od nas, mądrzejszych, bardziej sympatycznych. Mamy uważać ich za wyższych od nas, tymczasem nam akurat łatwo przychodzi wytykać wady innych, słabości, błędy i wpadki. Bez problemu wyliczymy szybko listę złych rzeczy u innych. I nie mamy wątpliwości, że inni pod wieloma względami są od nas „mniejsi”.

Spróbuj sobie wyliczyć w czym lepsi są twoi znajomi od ciebie, w czym cię przewyższają i górują nad tobą. Można się zdołować. A jeżeli jeszcze miałbyś wyliczyć w czym cię przewyższają ludzie, których nie lubisz? Tych, których nie lubimy, zwykle uważamy za dużo gorszych od nas.

Nie próbuję wyjaśniać jak rozumieć zdanie, które przytoczyłem. Ono jest dość oczywiste, jasne w przekazie. I w moim odczuciu bardzo prawdziwe.

Realizacja ewangelicznej zachęty, do oceniania innych lepiej niż siebie, jest bardzo trudna. I może dlatego wydaje mi się piękna i warta uwagi. Choć dowodzi jednocześnie jak mocno współczesna kultura kłóci się z wymaganiami Ewangelii.

Jak wielu jest tych mądrzejszych i lepszych od ciebie?

Itinerarium , , , , , , ,

Z LUDŹMI PRZY JAŹNI

Za mało lubimy ludzi. Najczęściej też odkładamy jakieś ważne sprawy w relacjach z nimi na jakieś nieokreślone potem. Wikłamy się w różne gry międzyludzkie, a rzadko jesteśmy wprost z ludźmi.

Może jest tak dlatego, że ludzi zawsze mamy wokół siebie. Przywykamy do nich i – niestety – większość z nich jest nam obojętna. Z niektórymi toczymy walki, jakby od tego zależało nasze dobro czy szczęście.

Zapominamy, a może nawet w ogóle tego nie wiemy, że z ludźmi trzeba się codziennie na nowo zaprzyjaźniać. A najbardziej z tymi, którzy z pozoru są najbliżej. Więzy krwi, między rodzicami i dziećmi, między rodzeństwem, relacje małżeńskie, tzw. „stare grono przyjaciół”, szybko drętwieją i parcieją, jeżeli nie są ożywiane częstą troską. Oczywiście trwamy w nieświeżych i mdłych odniesieniach nawet całe życie, nie przeczuwając, że tracimy tak wiele. Zaprzyjaźnić się z własnym synem, zaprzyjaźnić z matką, zaprzyjaźnić z siostrą (zwykle wredną), to jest część sztuki życia. Niezwykle owocna taka przyjaźń jest w przypadku męża i żony.

Ale o czym ja mówię – zaprzyjaźnić się? Etymologicznie przyjaźnienie się oznacza „sprzyjanie” komuś i „przyjmowanie” kogoś. I te dwa sensy są ważne dla przyjaźni. Moje własne wyczucie każe mi dodać jeszcze, że chodzi też o bycie „przy jaźni” tej drugiej osoby. Przy jaźni, tzn. jak najbliżej jej serca, jej głębi, duszy, tam gdzie rodzą się najistotniejsze ludzkie nadzieje, marzenia, akty woli ale i lęki, smutki oraz bunty. Tymczasem najczęściej jesteśmy z dala od „jaźni” tych ludzi, z którymi jesteśmy blisko w czasoprzestrzeni czy poprzez więzy krwi. Spotykamy się z nimi na opłotkach życia, w korytarzach.

Z ludźmi trzeba być „przy jaźni”, wtedy się człowiek zaprzyjaźni. I odkryje, że większego szczęścia nad ludzi nie mamy. I wcale nawet go nie potrzeba. To, o czym piszę, to żadne odkrycie, to tylko przedstawienie tzw. „innymi słowy”, Bożego sposobu istnienia dla nas.

Itinerarium , , , , , , ,

WIEŚCI Z CHATY

Jeden z parafian chciał zabić słonia. Ale słoń był sprytny i walnął go trąbą. Na śmierć.

To jak najbardziej autentyczna opowieść, prosto z Afryki, z katolickiej parafii gdzieś pod Kilimandżaro. Główną rolą księdza jest tam egzorcyzm, nad wodą, pożywieniem i chatami. Bo wszędzie szamani pozostawiają uroki.

Słuchałem tych opowieści i zdawałem sobie sprawę, że istnieją zupełnie inne światy, od tych naszych polskich. Światy, gdzie raz w tygodniu z gór wokół Kilimandżaro zwozi się do stolicy diecezji banany, ananasy, kartofle i pomidory, i wszyscy zaopatrują się w te dobra. Masajowie, muzułmanie, ewangelicy i katolicy, bo owoce są bardzo ekumeniczne.

Cieszę się swoim życiem i ludźmi wokół, a jednocześnie wiem, że to jest tylko jedna, moja chata, w wielkim świecie. W każdej jednak chacie, pod Kilimandżaro, Lublinie czy Rzymie, tajemniczo toczy się historia dorastania do miary Bożej.

Itinerarium , , , , , , , , ,